piątek, 24 marca 2017

Federico Mastrogiovanni 'Żywi czy martwi? Porwania ludzi w Meksyku jako narzędzie terroru'

RECENZJA PREMIEROWA
Książka ukazała się w serii Mundus Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego jakiś miesiąc temu. Przed przeczytaniem jej nie miałam bladego pojęcia o zjawisku porwań w Meksyku. Teraz już mam i ta wiedza jest przerażająca.
Ale od początku. Reportaż opisuje dziennikarskie śledztwo autora, jakie przeprowadzał przez kilka lat w Meksyku. Rozmawiał z ludźmi, jeździł w różne miejsca. Narażał się. 
Efektem jest ta oto książka. Ktoś napisał na Lubimyczytać, że czyta się ją ciężko. A gdzież tam! Właśnie czyta się ją lekko. Książka składa się z krótkich rozdziałów, prezentujących historie różnych ludzi. Komentarze autora są uzupełnieniem historii.
Dodatkowym czynnikiem, który ułatwił mi czytanie, była książka: duże litery, odpowiednie marginesy i odstępy. W każdym razie, spodziewałam się, że na tej książce utknę na kilka dni, a tym czasem przeczytałam ją w przeciągu kilku godzin.
Historie jakie pisze życie są straszniejsze niż fikcja! To, czego się dowiedział Federigo Mastrogiovanni jest gorszym thrillerem niż trylogia Millenium Stiega Larssona!
Otóż w dwudziestym pierwszym wieku w Meksyku wojsko albo policja porywa i zabija kompletnie bezkarnie setki i tysiące ludzi. Całe regiony są na to narażone. Autor odkrył, że regiony te są bogate w zasoby naturalne: gaz łupkowy, ropę i złoto. To co zagraża biednym mieszkańcom nie przeszkadza inwestorom. Na przykład kanadyjski koncern Torex Gold wydobywający złoto całkiem dobrze sobie radzi z wydobyciem (strona 319). Gaz łupkowy - podobnie. Na stronie 20 jest zestawienie, z którego wynika, że Meksyk jest 4 na świecie krajem wydobywającym gaz łupkowy. Autor we wstępie opisał jak bardzo wydobywanie gazów z łupków niszczy środowisko. Dlatego ludzie protestują i dlatego - według autora - systemowo ludzie w Meksyku są uciszani i zastraszani. To mnie zainteresowało, przecież gaz łupkowy znaleziono u nas. Na szczęście głęboko. Ale nie chciałabym, żeby nasz biedna Polska stała się takim samym Dzikim Zachodem jak Meksyk. 
Historie opisane w książce są straszne. Tak jak napisałam, są gorsze niż thriller. Bo jak można sobie wyobrazić, że 43 studentów jadących autokarem przez autostradę jest porwanych przez wojsko! Kierowca wychodzi, jakby wiedział, a po studentach zostaje kawałek palca i ząb! Albo historia chłopca, który chciał uciec z Hondurasu do Stanów, a trafił do domu publicznego. Lub historia Alana, który został uprowadzony, następnie uciekł oprawcom, schronił się na posterunku policji, zadzwonił do rodziców i zanim oni przyjechali - on zniknął. Policja wydała go porywaczom. Takich historii jest sporo. Autor z wyczuciem i wrażliwością pokazuje emocje rodzin porwanych, ich cierpienie, niepewność, pragnienie, żeby odnaleźć zwłoki, żeby móc go pochować i opłakiwać, świadomość, że porwany mógł doświadczyć gwałtów, bicia, tortur.
Co gorsze, autor mówi o źródłach tego procederu,  tkwiących w ustawie Hitlera z 1041 roku o przeciwnikach III Rzeszy. Coś przerażającego! I te opisy willi ze spalarniami zwłok, z kadziami do rozpuszczania ciał! Z drugiej strony, przecież od lat powstają programy telwizyjne o nazistach, którzy po 45 roku zbiegli do Argentyny. Zło się rozszerza jak zaraza.
W każdym razie autor książki nie zgadza się na zmowę milczenia wobec tak zmasowanego procederu i nagłaśnia sprawę. Rozmawia i spotyka się z rodzinami ofiar i z organizacjami społecznymi, które  interesują się tą sprawą. 'Gmera' w protokołach śledztw, w zafałszowanych dokumentach i mówi  o tym, mówi...
Myślę, że przynajmniej tyle możemy dla tych ludzi zrobić. Wiedzieć, że istnieli.
Książce daję 9 gwiazdek

Za możność przeczytania dziękuję wydawnictwu WUJ:
Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...