czwartek, 31 grudnia 2015

Emily Jane Brontë 'Wichrowe Wzgórza' (Wuthering heights) - czy diabeł może się zakochać?

 'Wichrowe Wzgórza' to jedna z najczęściej czytanych powieści świata. Jej popularność nie spada i wciąż jest czytana. 
Wydana została po raz pierwszy w 1847 roku pod pseudonimem Ellis Bell. To jedyna jej powieść. Tu zacytuję Wikipedię: W Polsce powieść po raz pierwszy została wydana w roku 1929 pod tytułem Szatańska miłość w tłumaczeniu Janiny Sujkowskiej. Późniejsze powojenne wydania książki już z nowym tytułem Wichrowe Wzgórza również są w tłumaczeniu Sujkowskiej. Nowe tłumaczenie powieści zaproponował Piotr Grzesik, które zostało wydane nakładem Wydawnictwa MG w roku 2014. Od pierwszego tłumaczenia Janiny Sujkowskiej jest wierniejsze oryginalnemu tekstowi, imiona postaci nie są spolszczone (np. Katy na Katarzynę), tak jak nazwy posiadłości (np. Thrushcross Grange na Drozdowe gniazdo). Krytycy i czytelnicy zarzucają mu, że wraz z dosłownością tekst stracił na potoczystości, lekkości frazy Sujkowskiej. (miałam przed oczami oryginał i tłumaczenie Sujkowskiej i potwierdzę te powyższe słowa autora hasła z Wikipedii. Jej tłumaczenie wprowadza zwroty przenośne, potoczność typową dla języka polskiego, a nieznaną angielskiemu. Za to kompletnie zignorowała akcent Józefa, którego w oryginale nic a nic nie rozumiałam.  Ciekawa jestem tego nowego tłumaczenia.
Emily Jane Bront, obraz pochodzi ze strony: http://www.bookgorilla.com/author/B000APRKSA/emily-bronte


Książkę tę czytam po raz drugi w życiu. Pierwszy raz czytałam w liceum, bo rówieśnicy opowiadali, że piękna i o miłości. A mnie wtedy ona przestraszyła. Owszem, przeczytałam z ciekawością, ale przestraszyłam się tej książki. Wówczas, najbardziej zwróciłam uwagę w niej na brak wolności bohaterów, na o ugrzęźnięcie w swoich uczuciach, lękach i fobiach, zamiast żyć, poznawać świat. A jeszcze, wystraszyłam się takiego uczucia, jakie cechowało Heathcliffa wobec Catherine, takiego chodzenia za nią krok w krok.
I pewnie nie zajrzałabym do 'Wichrowych wzgórz' nigdy więcej, gdyby nie wyzwanie czytelnicze, jakie postawiłam sobie na googreads - żeby przeczytać 10 książek po angielsku w 2015 roku. Ta była dziesiąta, i wstałam o 4 rano, żeby skończyć w starym roku! No a poza tym, miałam tę książkę, bo kupiłam ją sobie kiedyś w komplecie 4 sztuk Penguin Unbridged (wraz z 'Romeem i Julią', 'Dumą i uprzedzeniem' i 'Jane Erye'). Mogłam ją sobie zestawić z polskim tłumaczeniem. I prawie mówiąc, książka jest trudna. Tłumaczenie tego nie oddaje, ale np. wypowiedzi służącego Józefa są w jakimś dialekcie angielskim, kompletnie niezrozumiałym.
Ale wróćmy do książki. Okazuje się, ze warto jest wracać do książek, które w danym okresie czasu nam się nie spodobały. Bo z czasem możemy zmienić zdanie. Ja zmieniłam. I teraz w 'Wichrowych wzgórzach' odkryłam przepiękną narrację ramową, ale i wiele treści. Mamy pasjonującą historię miłości i dziwnych kolei losów dwóch rodzin, w które wkroczyło dziwne dziecko, znalezione ciemną nocą. Dziecko, z którego wyrósł człowiek destrukcyjny, niszczący siebie i innych. Siła uczuć bohaterów jest wielka. Targają nimi różne namiętności: miłość, tęsknota, żal, złość, złość, pogarda. Stąd pewnie ta uniwersalność tej książki. Historia miłości Heathcliffa i Catherine to wielka groteska miłości platonicznej, miłość, która niszczy.
Mamy też tu wielkie studium zła i tego skąd się bierze w duszy człowieka. Nasz Heathcliff okazał się prekursorem nazistów i przeprowadził eksperyment na dziećmi, którymi się zajmował, Haretonem i Lintonem. Uczył ich zła i nie dawał dobrych bodźców, nie pozwalał czytać. Przeciwnie jest wychowywana Catherine młodsza, bo w innym domu, pełnym miłości i wsparcia oraz edukacji. W tej drugiej części powieści to właśnie mnie intrygowało, czyli co z każdego z nich wyrośnie. Sprawdza się teza mojej mamy, iż dobro i zło wybieramy w sobie my sami.
Wiec warto było przemóc się do ponownego przeczytania 'Wichrowych wzgórz', gdyż książka dała mi wiele rozrywki i garść mądrych myśli.
9 gwiazdek

Ps. Zapomniałam napisać wczoraj, że książkę przeczytałam również w ramach projektu: Tu się czyta. Hasło na grudzień: zimno mi.
 Sylwia wyzywa

środa, 30 grudnia 2015

Charles Dickens 'David Copperfield' - powieść z elementami autobiograficznymi.

Charles Dickens (1812–1870).
Po mojej wczorajszej recenzji 'Świerszcza za kominem' napisaliście o 'Davidzie Copperfieldzie'. Więc odkurzyłam recenzję z roku 2013 tej znakomitej powieści. Dla porządku powiem, że czytałam jeszcze 'Wielkie nadzieje', jeśli chodzi o tego pisarza. Wiemy, ze napisał on tyle książek, że starczy na całe życie. Życie Dickensa jest też barwne, i nie tak kryształowe jak jego powieści. Ciekawostką dla mnie był fakt, iż jako dziecko mieszkał w więzieniu, gdy jego ojciec został tak 'wsadzony' za długi. 
Dickens, źródło: tu Ciekawostką z tej strony jest to, iż pisarz jest spod znaku Wodnika. Tak jak ja :)
Zacznę od kilku danych z Wikipedii:
Okładka książki Dawid Copperfield, tom 1David Copperfield or The Personal History, Adventures, Experience and Observation of David Copperfield the Younger of Blunderstone Rookery (Which He Never Meant to Publish on Any Account)) – powieść obyczajowa angielskiego pisarza Karola Dickensa, wydana po raz pierwszy w roku 1850 (pierwsze polskie wydanie w 1888 roku). Jak niemal wszystkie dzieła Dickensa, początkowo ukazywała się w odcinkach. Wiele wątków z tej powieści jest uznawane za autobiograficzne.
Ja, wyobraźcie sobie, posiadam swoje własne wydanie, dwutomowe, które kupiłam kiedyś w Taniej Książce za 2 złote.  Jego wielką zaletą jest duża czcionka. Niedawno moja znajoma pani narzekała na drobny druk w powieści.  Tłumaczką w tym wydaniu jest Karolina Beylin. Jest to wydanie z 1989 roku przez Książkę i Wiedzę.

Oto moja recenzja: 
Okładka książki Dawid Copperfield, tom 2Książka dłuuuuuuuuuugo przeleżała na mojej półce. Nie sięgałam do niej, myśląc, że to kolejna 'opowieść o biednej sierotce'. Ale ponieważ jestem osoba systematyczną i co jakiś czas czytam kolejne książki tkwiące na mojej półce, w końcu sięgnęłam i po "Dawida Copperfielda'.

Sama się tego po sobie nie spodziewałam, ze ocenię ją jako książkę wybitną! Tak jednak zrobiłam i nie żałuję czasu spędzonego z tymi bohaterami. Nie żałuję też że dopiero teraz po nią sięgnęłam. Myślę, ze do Dickensa trzeba mieć 'dojrzałość czytelniczą', żeby nie zatrzymać recepcji tej książki na warstwie - banalnej w sumie - fabuły.

Tak więc poza stereotypową fabułą, powieść ma głębsze, ciekawsze i dojrzałe artystycznie warstwy. Jest to ciekawa i wielostopniowa narracja oraz obrazowanie postaci. Te przewijające się w powieści różnorodne postacie ludzkie są głęboko uniwersalne i przepełnione humanizmem, dojrzałym humanizmem człowieka, który wiele w życiu widział. Piękne są te momenty w książce, gdy zza maski naiwnego chłopca, a potem młodzieńca, wyłania się prawdziwy narrator, który z otchłani pamięci wydobywa świat pełen dobra i zła. I to, co ciekawe, to to, że zło i krzywda przemijają, a dobro nas kształtuje i przeobraża nas od wewnątrz, czyniąc silniejszymi. 

Przypomina mi się Frank Sinatra i jego "My Way""


Tłumaczenie:
I teraz, kiedy koniec jest bliski
I muszę stanąć w obliczu tego końca
mój przyjacielu, powiem co czuję
I Wyznam szczerze to czego jestem pewien
żyłem pełnią życia
przemierzyłem każdą z dróg
ale bardziej, o wiele bardziej cenię to, że
zrobiłem to po swojemu

żale, miałem kilka
potem następne, ale nie są warte wspomnień
zrobiłem to co musiałem
I doprowadziłem to do końca bez wyjątku
Zaplanowałem każdy kurs mego życia
każdy krok za krokiem
ale bardziej, o wiele bardziej cenię to, że
zrobiłem to po swojemu

tak, były takie chwile, o którym pewnie wiedzieliście
kiedy nakładałem sobie życia więcej niż mogłem przełknąć
Ale przez to wszystko, w chwili zwątpienia
przełknąłem wszystko i wyplułem
Zmierzyłem się z tym wszystkim zachowując godność
że zrobiłem to po swojemu

kochałem, śmiałem się I płakałem
Doznałem spełnienia ale i porażek
a teraz, kiedy już łzy schną
wszystko staje się dla mnie takie zabawne
I pomyśleć , że JA to wszystko zrobiłem
I mogę bez obaw przyznać
nie wstydząc się że to właśnie ja
to ja zrobiłem to na swój sposób

Bo czymże jest człowiek, co posiada?
Jeśli nie samego siebie, to nie ma nic
By mówić o rzeczach, które naprawdę czuje
A nie kogoś kto jest na kolanach
Historia pokazuje że przyjąłem wiele ciosów
ale zrobiłem to po swojemu
tak, na swój sposób

Oryginalne słowa:
And now, the end is near
And so I face the final curtain
My friend, I'll say it clear
I'll state my case, of which I'm certain
I've lived a life that's full
I've traveled each and ev'ry highway
And more, much more than this
I did it my way

Regrets, I've had a few
But then again, too few to mention
I did what I had to do
And saw it through without exemption
I planned each charted course
Each careful step along the byway
But more, much more than this
I did it my way

Yes, there were times, I'm sure you knew
When I bit off more than I could chew
But through it all, when there was doubt
I ate it up and spit it out
I faced it all and I stood tall
And did it my way

I've loved, I've laughed and cried
I've had my fill; my share of losing
And now, as tears subside
I find it all so amusing
To think I did all that
And may I say - not in a shy way
"Oh no, oh no not me
I did it my way"

For what is a man, what has he got?
If not himself, then he has naught
To say the things he truly feels
And not the words of one who kneels
The record shows I took the blows
I did it my way
Yes, it was my way 

Czytałam "Dawida Copperfielda', w myślach brzmiał mi właśnie Frank Sinatra, a w wyobraźni przewijały się postacie z mojej przeszłości, różnorakie 'typy' tak uniwersalnie przedstawione przez pisarza sprzed 160 lat, a nad tym wszystkim panował narrator, który mówi nam, że to przemija jak piosenka i się powtarza jak banalna fabuła....
8 gwiazdek

wtorek, 29 grudnia 2015

Charles Dickens 'Świerszcz za kominem' - arcydzieło języka i opowieść o miłości malutkiej, ale uszczęśliwiającej.

Okładka książki Świerszcz za kominem'Świerszcz za kominem'  - tytuł oryginału 'The Cricket On The Hearth' to "Małe arcydzieło bez żadnej usterki", jak wyraził się o nim Balzac - powstał w 1844 roku podczas pobytu Dickensa we Włoszech. Wydań jest kilka. Tutaj mam Czytelnik z roku 1955 w tłumaczeniu Krystyny Tarnowskiej. Jest również zbiorowe wydanie Opowieści wigilijnych Dickensa z roku 195, zawierające opowiadania:
'Kolęda prozą czyli opowieść wigilijna o duchu'
'Dzwony które dzwonią, gdy odchodzi stary rok i nadchodzi nowy'
'Opowieść o duszkach'
'Świerszcz za kominem'
'Bajka o domowym ognisku'
'Bitwa o życie'
'Opowieść o miłości'
'Nawiedzony i jego układ z duchem'
'Opowieść fantastyczna na czas Bożego Narodzenia'

Dickens Karol - Opowieści wigilijne
http://tezeusz.pl/415879,dickens-karol-opowiesci-wigilijne.html
 A ostatnio 'wyszło' nowe wydanie w Zysk i S-ka, zawierające:
Tom pierwszy:
 'Kolędę prozą, czyli bożonarodzeniową opowieść o duchach' 
i 'Nawiedzony, czyli pakt z duchem'
Tom drugi:
 'Sygnaturki',
' Świerszcz za kominem',
' Życiowa batalia'
Tłumaczem jest Jerzy Łoziński (ten od Łazika we 'Władcy pierścieni').  Wydanie zawiera oryginalne ilustracje m.in. Johna Leecha z pierwszych wydań z 1843 i 1848 roku.  
Niestety, nie dysponuję tym wydaniem.  Ciekawi mnie jednak jak ta warstwa językowa wygląda w tymże tłumaczeniu.

 Large_978-83-7785-799-1       Okładka książki Opowieści wigilijne 2. Świerszcz za kominem
 Moja opinia:
 Prawdę mówiąc, pewnie odkładałabym przeczytanie tej książki wciąż, gdyby nie blogerzy kochani. Pochwaliłam się, że chcę przeczytać i mnie zachęcili. Więc wczoraj usiadłam i przeczytałam. Książka niewielka, raczej opowiadanko, ale ujmuje już od pierwszych linijek. Jest to maestria języka i lekkości pisania. To historia domu i jego mieszkańców z perspektywy świerszcza za kominem. 

Dickens mówi o tym, co jest najważniejsze w miłości i w rodzinie: ciepło, dom, zrozumienie i zaufanie. To wspaniała opowieść na święta.
Dickens używa swoich wypróbowanych metod, ale innowacyjny, jeśli chodzi o jego książki dla mnie, jest tutaj barwny język, przepiękny sposób opisania. Łącznie z wyrazami dźwiękonaśladowczymi i tą obrazowością opisu.
Świetna, mądra lektura i bardzo przyjemna opowieść. 
8 gwiazdek

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Harper Lee 'Zabić drozda' (To kill a Mockingbird')

Książka 'Zabić drozda' została wydana w 1960 roku, w kolejnym roku uhonorowana nagrodą Pulitzera.
Książka ta stała cierpliwie na mojej półce od 2004 roku. Otrzymałam ją w prezencie, jako książkę, która oddaje ducha Amerykanów. Że ta oraz Stainbeck. Bez tego sama nie zdecydowałabym się na czytanie jej po angielsku. A w dodatku ostatnio głośnio jest o Harper Lee przez wydanie książki 'Idź, postaw wartownika'. Tak więc, wypada znać pierwowzór. 
Autorka, Harper Lee, źródło zdjęcia: tu


Nie wiem, czy to kwestia języka, ale nie byłam zachwycona książką. Mało akcji. Urok książki leży raczej w narracji dziecięcej, takim zdumieniu dziecka regułami kierującymi społecznością małego miasteczka Maycomb w Alabamie. Dodatkowo wymowę utworu - czyli rasizm i nieposzanowanie praw jednostki do równego traktowania, zagwarantowanej w konstytucji USA, a nieprzestrzeganej aż do lat 60-tych, podkreśla porównanie z ustawami norymberskimi w ówczesnych Niemczech.
Ta narracja dziecięca nie jest wynalazkiem Harper Lee. Raczej jest produktem europejskiej literatury oświeceniowej, ale jak to z dziećmi bywa, zawsze się sprawdza, tak w książkach, jak i chociażby w internecie. I pomaga podkreślić sens książki, jej wymowę. 

Podsumowując, nie zamierzam się kłócić z książką, która urosła do rangi symbolu, książki, która przez lata zyskała rangę arcydzieła.
Wiele mnie nie zdziwiło, bo widocznie mam coś z mentalności dziecka, gdyż problemy postawione w powieści mnie również zdumiewają na tym świecie. Mamy tutaj coś o istocie sprawiedliwości, o uprzedzeniach i o tym, ile w małej społeczności znaczy tzw. opinia publiczna. Ale i o tym, jak wielką rolę w kształtowaniu poglądów odgrywa dom rodzinny. Że prawdy uczą nas rodzice. Autentyczności. O tym mówił Atticus, iż jeśli on jako ojciec nie będzie prawdziwym autorytetem dla swoich dzieci, to one nigdy w życiu nie będą miały żadnego autorytetu.
Jest to jeden z ciekawszych reprezentantów narracji dziecięcej w literaturze. Troszkę mało akcji, ale w sumie warto było przeczytać.
6 gwiazdek

środa, 23 grudnia 2015

Książki na święta, muzyka świąteczna i życzenia ode mnie.

Witajcie Kochani,
Czekają mnie święta w gronie najbliższych, a to oznacza, że dzisiaj muszę się wziąć ostro za przygotowania, a potem nie będę miała czasu pisać postów.
Więc najpierw propozycje książek na Boże Narodzenie. Oczywiście mamy Agathę ChristieOkładka książki Boże Narodzenie Herkulesa PoirotOkładka książki Tajemnica gwiazdkowego puddingu




Mamy Dickensa, nowe czteroczęściowe wydanie. Mnie interesuje 'Świerszcz za kominem'"

Okładka książki Opowieści wigilijne 2. Świerszcz za kominem


Proponuję też zbiór opowiadań o Wigilii polskich pisarzy. Są te opowiadania różne, ale łączą je refleksje na temat przeżywania świąt, samotności świątecznej i pustki, gdy siedzimy sami. 
Okładka książki 9 Wigilii Moja opinia:
Bardzo dobrą notę w moich oczach zbiorek zawdzięcza opowiadaniom: Stefana Chwina, Wojciecha Kuczoka, Antoniego Libery i Joanny Szczepkowskiej. Pozostałe - były dla mnie nie do przeczytania. Ominęłam je. Ale te, które przeczytałam były warte uwagi: o samotności, o sztuczności pozorów, o głodzie bliskości rodzinnej i braku wspomnień z domu rodzinnego, o traumach gułagów, o samotności starca i porzuconego człowieka. Powtórzyłam 'o samotności', ale już tak zostawię w recenzji, gdyż samotność opisana w tych opowiadankach jest dojmująca i wielopostaciowa, a jednak zawsze taka sama. 
7 gwiazdek





Okładka książki Bożonarodzeniowe opowieści niezwykłe Propozycja druga. 
Karen Kingsbury 'Bożonarodzeniowe opowieści niezwykłe.
Moja opinia:
 Wydaje mi się, ze angielski tytuł jest bardziej adekwatny (Christmas Miracles - Świąteczne cuda). Bardzo odpowiadała mi formuła krótkich opowiadanek. Przeczytałam w 2 godziny. Dotyczyły zwyczajnych zdarzeń. Wszystkie rozgrywały się w USA, co przełożyło się na styl narracji. Książka spełniła moje oczekiwania o pozytywnych historiach związanych ze świętami Bożego Narodzenia. Mam dobry pomysł na prezent w przyszłym roku.
 6 gwiazdek






Propozycja trzecia. Powieść z pozytywnym przesłaniem. Polecam: 
Okładka książki Boże Narodzenie w Lost River Fannie Fagg 'Boże Narodzenie w Lost River'
Moja opinia:
 Książka lekka, łatwa i przyjemna. Czytało mi się dobrze, bo lubię motyw ucieczki na wieś, aby zmienić swoje życie. Bohater wyjeżdża z mroźnego Chicago na południe USA, zgodnie z zaleceniami lekarza, który zapowiada mu, że nie przeżyje roku. Bohater ma więc wybór, albo chce się upić nad straconym życiem, albo posłuchać lekarza. Wybiera wyjazd, zakładając logicznie, że napić zdąży się po przyjeździe do celu.
Język narracji jest lekki, prosty, ale wartki. Postacie ciekawe. Malownicze opisy rzeki, ptaków i ryb (to dla wędkarzy).
Książka na zimowy wieczór, która poprawi humor.
6 gwiazdek




A ta książka, jeśli lubimy w święta podręczyć się czytaniem o ludzkich nieszczęściach:
Okładka książki Prezent na świętaJacquelyn Mitchard 'Prezent na święta'
 Opinię daruję sobie. 
















Proponuję też świetny film. Jest to adaptacja filmowa 'Opowieści wigilijnej' Charlesa Dickensa z 1999 roku, w reżyserii Davida Hugh Jonesa. Ebenezera Scrooge zagrał Patrick Stewart, znany z wielu mistrzowskich ról.


Źródło zdjęcia: http://fashionable.com.pl/2015/11/25/10-najlepszych-filmow-swiatecznych/
 Mnie w święta będzie towarzyszyć muzyka świąteczna. Mam 3 płyty które lubię:






Z polskich wykonań polskich kolęd lubię najbardziej Arkę Noego.
I to Wam dedykuję:

Aniołowie w niebie głoszą wieść radosną:
Bożego Narodzenia nadszedł czas!
To czas ludzkiej miłości i życzliwości,
niech nie zabraknie Wam także radości.
Kolędujcie z uśmiechem na twarzach,
a sylwestrową noc spędźcie
na wesołych zabawach!


Do przeczytania już w przyszłym tygodniu..... Bo ja rodzinnie będę....

wtorek, 22 grudnia 2015

Khaled Hosseini 'Chłopiec z latawcem'

Okładka książki Chłopiec z latawcem Witam,
Dziś znów powtórkowo... Książkę czytałam w 2014 roku. To taki hit! A przeze mnie ona przeszła bez śladu. Nie pamiętam już co w niej było. A powinnam mieć jakiś emocje. A ich nie ma.... Żałuję, ze przeczytałam ją przed przeczytaniem reportażu Wojiecha Jagielskiego o Afganistanie 'Modlitwa o deszcz'. 

I jakoś po tej lekturze mam opory przed czytaniem książek o Bliskim Wschodzie. Skoro tak bez emocji. NIC. 
Nawet teraz, żeby coś napisać o treści książki, muszę posilić się notką z lubimyczytać, bo z treści pamiętam tylko puszczanie latawców w zburzonym pałacu. 
Bohaterem jest Amir, syn Pasztuna z Kabulu. W latach 70-tych miał 12 lat. Żył w domu bez kobiet, miał też przyjaciela Hassana. Żeby przypodobać się ojcu, wygrał zawody latawcowe. Po latach Amir i ojciec emigrują do Stanów, ale pamięć o tym, jak był świadkiem gwałtu oprychów na Hassanie nie opuszcza go nigdy. Po latach dowiaduje się, że Hassan ma syna, którego trzeba ocalić....
 
Oto moja opinia o książce: 

Zalety książki to bystry tok akcji, wydarzenia, które wciągają, istotne tło historyczne - Afganistan, którego nie znam.
Czytając książkę zastanawiałam się nad gatunkiem, jaki reprezentuje. Najbardziej przypominała mi Zafona. Ale patrząc na daty, to Zafon przypomina Hosseiniego. A gatunek? Powieść obyczajowa? Raczej powieść historyczna, bo: losy bohaterów przestawione są na tle ważnych wydarzeń historycznych, które wpływają na losy postaci. Tak jak u Zafona ważna jest rola poczucia winy i kary, ale nie ma tutaj magii, jest za to Afganistan. I to ta nazwa własna na okładce w ostatnich latach na pewno powiększa autorowi grono czytelników.

Typowo 'amerykańska' książka. W sumie to książka oderwała mnie od prozy październikowego dnia. Jako doskonale wciągająca beletrystyka. Czy jest w tym jakaś prawda miejsca? To już trzeba przeczytać w innych książkach. 
 6 gwiazdek


http://www.chicagonow.com/all-shapes-sizes/files/2014/10/khaled-hosseini.jpg
Khaled Hosseini
Z Wikipedii o autorze:
Khaled Hosseini, perski: خالد حسینی [xɒled hosejni] (ur. 4 marca 1965 w Kabulu, Afganistan) – amerykański powieściopisarz i lekarz medycyny pochodzenia afgańskiego.
Zadebiutował w 2003 roku powieścią Chłopiec z latawcem, która stała się bestsellerem (w 2007 r. powieść została zekranizowana). W maju 2007 roku ukazała się jego druga powieść Tysiąc wspaniałych słońc. Natomiast w 2013 opublikował kolejną powieść zatytułowaną I góry odpowiedziały echem.
Jego ojciec był zatrudniony w afgańskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a matka była nauczycielką w żeńskiej szkole w Kabulu.
W 1970 roku Hosseini wraz z rodziną przeniósł się do Teheranu w Iranie, gdzie jego ojciec pracował w Ambasadzie Afganistanu. W 1976 roku, po wcześniejszym powrocie do Kabulu, wraz z rodziną przeprowadził się do Paryża, a 4 lata później do USA.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Janusz Meissner 'Żądło Genowefy' - o polskich lotnikach z Bitwy o Anglię. Wspomnienia 'porucznika Herberta'...

Okładka książki Żądło Genowefy Dziś opinia o książce wydanej w 1969 roku w ramach "Serii Kieszonkowej Iskier". Autor to Janusz Meissner, ps. literacki "Porucznik Herbert" (1991-1978) – kapitan pilot Wojska Polskiego, pisarz i dziennikarz. 
Autor w 2 Pułku Lotniczym, źródło zdjęcia: tu
Janusz Meissner, źródło zdjęć: http://www.twojamalopolska.pl/dla_poczatkujacych/aktualnosci_z_regionu/wystawa_poswiecona_pilotowi_i_pisarzowi_januszowi_meissnerowi,_krakow,_16_maja_do_konca_czerwca_2013_r._d5998_pol.html
Z Wikipedii: 
'Jesienią 1939 przedostał się do Francji, a po jej upadku, do Wielkiej Brytanii. Nie otrzymując przydziału bojowego, został redaktorem i współautorem czasopisma satyrycznego Polski Spitfire, którego jedyny numer ukazał się 5 września 1940 w dwóch 

egzemplarzach. Zamieszczone w nim teksty i krytyka nie spotkały się z uznaniem polskich władz wojskowych, które wszczęły dochodzenie i skierowały go do rezerwy, "zsyłając" na Wyspę Węży (Bute). Mimo to, Meissner został następnie kierownikiem Wojskowej Rozgłośni Radiowej przy Biurze Propagandy Naczelnego Wodza, nadającej krótki program na falach BBC. Odmawiano jego prośbom o przydział do personelu latającego, powołując się na wiek. Od 1 kwietnia 1941 został jednak lotniczym korespondentem wojennym, uczestnicząc m.in. w lotach bojowych z załogami polskich bombowców, co wykorzystał w wydanej w 1943 popularnej książce Żądło Genowefy oraz w stanowiącej jej kontynuację L jak Lucy. 22 października 1942 zwolniony ze służby wojskowej, został dyrektorem Radia Polskiego – działu Ministerstwa Informacji i Dokumentacji rządu na uchodźstwie. W styczniu 1945 został szefem wydziału propagandy, prasy i informacji Polskich Sił Powietrznych. Po wojnie, jesienią 1946, powrócił do Polski i zamieszkał w Zakopanem'.

Moja opinia - z maja 2014 roku - jak ten czas leci.....
Świetna książka, której nie przeczytałabym, gdyby nie LC. Stała sobie na półeczce od zawsze, ale myślałam, że to jakieś nudy. Z drugiej strony, nie jest to książka dla nastolatków, wiec dobrze, ze czekała.
Świetne, przemyślane wspomnienia polskiego lotnika: z kampanii wrześniowej, z pobytu w Rumunii, potem z Francji, aż wreszcie w Anglii.
Autor jest świadomy tego co pisze i po co pisze. Czasami wywołuje strach, czasami wzruszenie, a czasami śmiech. Moim zdaniem, świetnym zabiegiem pisarskim było użycie paraleli podczas opisu kampanii wrześniowej: opis wojny obok opisu tego samego miejsca kilka tygodni wcześniej. Chwytające za serce. Potem następuje cała książka opowieści, ludzi, miejsc. Nawet taki polski Szwejk był, scena bardzo śmieszna.
Smutne jest to, że autor opublikował książkę jeszcze w czasach 'białych plam historii', co widać, gdy się jest uważnym czytelnikiem: autor używa pseudonimów, żeby nie narażać przyjaciół, o wielu sprawach w Rumunii mówi, że nie może ujawnić, o wojnie bolszewickiej mówi tylko enigmatycznie, o agresji Rosji 17 września nie wspomina, bo nie może.
Gdzieś tak pod koniec książki jest taka scena, gdy przyjaciel Herberta mówi o gazetach brytyjskich i o tym, po co oni się biją. W kontekście Jałty jest to smutne, bo pokazuje tragizm Polski.
Ale książka nie jest smutna, jest troszkę jak proza Hemingwaya: twarda, konkretna, 'męska'. 
8 gwiazdek
 

sobota, 19 grudnia 2015

Radosław Romaniuk 'Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza. Tom 1"

Okładka książki Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza. Tom 1 Książkę wydały Iskry w 2012 roku. Autor napisał również książki: 'Dramat religijny Tołstoja' i czytaną we fragmentach w radiu: 'One. Kobiety, które kochały pisarzy' (o Annie Iwaszkiewiczowej, Zofii Tołstojowej, Marii Kasprowiczowej, Nadieżdzie Mandelsztam). O autorze znalazłam informacje, iż jest 'rocznikiem 1975', jest literaturoznawcą i krytykiem literackim oraz edytorem i doktoryzował się z twórczości właśnie Iwaszkiewicza. Według mnie jest też zdolnym pisarzem.
Znalezione obrazy dla zapytania Radosław Romaniuk
Radosław Romaniuk
Iwaszkiewiczowie, źródło zdjęcia: http://valley-of-dance.blog.onet.pl/tag/jaroslaw-iwaszkiewicz/
Do tej książki podchodziłam z nieufnością, bo gruba, bo piszą, że zbyt naukowa, ale Jarosław Iwaszkiewicz jest moim ulubionym pisarzem-poetą, więc rad nierad, musiałam sięgnąć po tę biografię. I pytanie mam do kogoś kto wie! Czy jest tom drugi?????? 
Iwaszkiewicz z córkami. Źródło zdjęcia: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,6309863,Niecenzuralne_zabawy_panienek_Iwaszkiewiczowien.html?disableRedirects=true

Książka mnie zachwyciła! Obejmuje dzieciństwo Iwaszkiewicza, aż do wybuchu wojny. Jedyne, czego mi brakowało, to fotografie.
Język jest barwny, bardzo opisowy, plastyczny i zrozumiały. Czytelnik wciąga się kompletnie. Dodatkowo, autor bardzo dobrze analizuje twórczość Mistrza, więc przeplata opowieść 'wersją' Iwaszkiewicza z jego wspomnień oraz analizuje charakterystyczne dla danego okresu utwory.
Książka opisuje kilka płaszczyzn.
Po pierwsze jest to znakomita, wnikliwa, szczera, a zarazem przychylna Iwaszkiewiczowi i nie plotkarska biografia. Opisuje wydarzenia z życia, koleje losu, dramatyczne momenty, zawirowania uczuciowe i utwory powstałe wtedy. Mamy więc również genezę książek i wierszy. Autor ustosunkowuje się do informacji o orientacji seksualnej Iwaszkiewicza, i do jego zawirowań miłosnych. Czyni to z kulturą i taktem. Mamy również wiele anegdot z życia, np. ta o zabawach małego Jarosława w księdza, albo druzgocąca informacja o tym, ze imię Jarosław na początku XX wieku było prawosławne, i ksiądz nie chciał 'go zapisać' w aktach chrztu! Różne koleje losu pisarza pokazały mi Iwaszkiewicza z innej strony niż znałam Go z wierszy i opowiadań. Nie tylko jako człowieka myślącego o śmierci i przemijaniu, ale człowieka, który potrafi oderwać się od bieżących wydarzeń, np. w czasie rewolucji pisząc wiersze estetyzujące, ale i z brawurą jadąc po jakieś przedmioty dla rodziny. Jednocześnie z wnikliwością i wrażliwością poety potrafił on wyczuć chwilę, tak jak to było, gdy powstawał hitleryzm w Niemczech. Tuż przed wojną okazał się przewidującym organizatorem, a w czasie choroby żony - troskliwym mężem. Opis małżeństwa Iwaszkiewiczów w sumie był opisem kochających się ludzi. A to bardzo krzepiące w czasach rozwodów i nietrwałości uczuć.

Po drugie, książka jest znakomitym studium życia Kresowiaków, Polaków z 'głębokiej' Ukrainy, które to tereny Polska straciła już w 1918 roku. Autor z rozmachem i plastycznością opisał życie polskich dworków i rezydencji. Pokazuje kulturotwórczą rolę tych miejsc, ale i zróżnicowanie majątkowe! Zbiera nawet dane statystyczne z kilku miejscowości, podając liczbę mieszkańców polskich, ukraińskich i rosyjskich. Potem opisuje rewolucję, czasy gdy właściciele musieli opuścić dworki, a ich przedmioty często lądowały w ogniu lub w stawie, ale i często z ofiarnością były chronione.
Iwaszkiewicz opuścił swoją ukochaną Ukrainę, ale z tego co zrozumiałam czytając biografię, to zawsze czuł się Kresowiakiem, przybyszem z Kresów, Polakiem o śpiewnym akcencie. Już jego pierwsze podróże do 'centralnej Polski', ale i pierwsze lata w Warszawie, pokazały mu, że jest wewnętrznym imigrantem, że do Warszawy wniósł rozmach stepów, taką wewnętrzną świadomość polskiej kultury, ale i znajomość innych kultur. Ta alienacja wewnętrzna najpierw mu przeszkadzała, czyniła go obcym i dziwnym np. w Skamandrze, ale z czasem dała mu wiele siły do życia. Iwaszkiewicz znał języki obce, potrafił znaleźć się w nowym środowisku, przystosować się i znieść zmiany i koniec czegoś.

Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, po raz kolejny zachęciła do czytania książek Iwaszkiewicza i dała wiele pocieszenia, że nie wolno się bać, że nie wolno się poddawać, a ze złego można wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Polecam gorąco. 
9 gwiazdek

Na koniec zacytuję wiersz Iwaszkiewicza z tomu 'Lato 1932"
Ja tylko tak udaję,
Że się nocy nie boję,
Kiedy w moim pokoju
Przed czarnym oknem stoję.

Aby spojrzeć na niebo
Siłą przymuszam siebie
I widzę straszne obłoki
I straszne gwiazdy na niebie.

I drzewo takie czarne
Co rośnie niedaleko,
Gdy schowam się do łóżka
Zostaje pod powieką.

Przyciskam się do piersi Twojej
Gdzie serce śpiewa,
A w nim prawdziwe szemrzą
Spokojne noce i drzewa.

piątek, 18 grudnia 2015

'Zdarzyło się naprawdę' - ciekawostki historyczne

Okładka książki Zdarzyło się naprawdę Jest to e-book, wydany przez wydawnictwo G+J, wydany 4 maja 2011. Liczy 220 stron. Są to teksty publikowane na łamach Focus Historia. Nie wiedziałam, że taka antologia ciekawostek historycznych istniała, ale któraś z księgarni internetowych 'dawała to w gratisie'. Przeczytałam zbiór rok temu z wielką ciekawością. W tym samym czasie czytałam 'Czas honoru', oglądałam odcinki, które ominęłam w telewizji, czytałam też wówczas 'Cichociemnych' Śledzińskiego. Czytałam też opowiadania Jacka Komudy o polskim oblężeniu Moskwy. Byłam więc 'na czasie z tematem'.
Książkę polecam i oceniam ją na 7 gwiazdek.

Oto moja opinia:
 Szczerze mówiąc nie wiedziałabym, że taka książka istnieje, gdyby nie akcja firmy Virtualo, no ale dowiedziałam się. Książka, zdaje się, z 2005 roku, jeszcze z czasów gdy żył Lech Kaczyński, a prezydent Bronisław Komorowski był posłem. Dlaczego o tym wspominam, bo postacie te występują w książce. Żeby zaciekawić, pojawia się ojciec braci Kaczyńskich w ciekawym eseju na temat powstania warszawskiego.
Jest to zbiór zwięzłych, ale treściwych esejów historycznych. Czyta się je dobrze, bo są ciekawe i urozmaicone, czyli, powiedzmy,po eseju na temat Katynia, mamy pracę o narkotykach w wojsku, albo katach Stalina albo awanturniku-bohaterze z Dywizjonu 303, czy głowie Cromwella, powstaniu gilotyny, czy ludożerstwie w dymitriadach (tak, okazuje się, że Komuda napisał prawdę - tak ja to podają pamiętniki uczestników).
Bardzo ciekawe rzeczy, ale to nie tylko ciekawostki. Ja zauważyłam myśl przewodnią. Uważam, że jest nią...Trylogia Sienkiewicza i model patriotyzmu w stylu bohaterskim. Bo już esej pierwszy o Katyniu podaje, iż zbrodnia katyńska mogła nie dojść do skutku, gdyby nie decyzja 'odgórna' polskich sił zbrojnych o poddawaniu się Armii Czerwonej bez walki. Potem była postawa honorowa pojmanych, którzy często mogli uciec po kryjomu. Ale byli ludźmi honoru, którzy dotrzymywali przysięgi. Czyli... 'Potop' - Kmicic.
W dalszych esejach mamy dymitriady i ludożerstwo. Ci, którzy znają pisarstwo Jacka Komudy, wiedzą, że on właśnie to opisał, i, moim zdaniem, próbował stawać w opozycji do Sienkiewicza.
Dalej, mamy postać Janusza Radziwiłła, nie tego sienkiewiczowskiego, ale z czasów II wojny światowej, i hrabiego Ronikiera, którzy w czasach wojny opowiedzieli się za tym, żeby nie kierować się 'mainstreamową' postawą niczym Wołodyjowski iść z szabelką na czołgi, ale próbować ocalić Rodaków. Janusz Radziwiłł pisał listy do Goeringa, spotykał się z nimi, i wiele spraw załatwił, np. esej podaje, że doprowadził do uwolnienie z obozów uwięzionych profesorów UJ. Hrabia Ronikier uważał, że powstanie warszawskie to zagłada Polaków. Czy miał rację? Wspomniano również tajemniczą śmierć marszałka Rydza-Śmigłego, o którym niektórzy historycy mówią,że chciał być opozycją dla Rządu Londyńskiego.
Nie mam jakiejś szerszej wiedzy na ten temat, ale moim zdaniem, jest to temat na szerszą dyskusję historyczną nad różnymi modelami polskiej postawy patriotycznej. Czy czasami warto jest stawiać wąsko pojęty honor ponad życie narodu? Pojawiają się od jakiegoś czasu w internecie artykuły na ten temat, ale według mnie są one populistyczne nieco, a brakuje solidnej dyskusji. Ta książka jest solidnym przyczynkiem.
Mamy tutaj też esej na temat syjonizmu w Europie w latach 30-tych XX wieku, już po Ustawach Norynberskich. Wynika z tego, że polski rząd popierał powstanie Państwa Izrael, które pozwoliłoby na emigrację wielu żydów europejskich, którzy już zaczęli mieć poczucie zagrożenia. Nie wszyscy, ale niektórzy. Okazuje się, że to Wielka Brytania blokowała ten projekt. Co więc wynika? Moim zdaniem to, że nic nie jest czarne albo białe. A we współczesnych mediach jest taka tendencja, żeby albo oskarżać, albo pisać sielankowo. W rzeczywistości było różnie.
Jest też w rej książce wiele innych artykułów, bardzo ciekawych, np. ten o narkotykach w wojsku przez stulecia. Napisałam o sprawach, które mnie zainteresowały, które, uważam, że są sprawami ważnymi dla mnie jako Polki.
Ciekawa książka, która polecam. 
7 gwiazdek

czwartek, 17 grudnia 2015

Anna Ficner-Ogonowska 'Czas pokaże' - życie i miłość współczesnej warszawianki....

Okładka książki Czas pokaże RECENZJA PREMIEROWA
Jest to moja pierwsza książka pani Anny Ficner-Ogonowskiej, ale kojarzyłam okładki tych książek. Myślałam kiedyś, że raczej do nich nie sięgnę, ale okazało się, że życie się zmienia, że ja zaczęłam szukać w książkach pozytywnych emocji. I teraz szukałam jakiejś miłej, pozytywnej powieści, więc z przyjemnością sięgnęłam po 'Czas pokaże'. 
Książkę wydało wydawnictwo Znak 18 listopada 2015 roku, niespełna miesiąc temu.
Znalezione obrazy dla zapytania Anna Ficner-=Ogonowska
Anna Ficner-Ogonowska
Książka jest kolejną powieścią autorki. W środku znalazłam pozytywne wypowiedzi o tych powieściach między innymi Artura Żmijewskiego i Agnieszki Więdłochy.
 Znalezione obrazy dla zapytania Anna Ficner-=OgonowskaZnalezione obrazy dla zapytania Anna Ficner-=OgonowskaZnalezione obrazy dla zapytania Anna Ficner-=OgonowskaZnalezione obrazy dla zapytania Anna Ficner-=Ogonowska

Książka ma pokaźne rozmiary, ponad 700 stron, więc się wystraszyłam, że czytanie zajmie mi tydzień. Ale okazało się, że przeczytałam w dwa dni i w żadnym razie nie byłam znudzona.
Jest to romans obyczajowy. Bohaterką jest Julka, współczesna studentka psychologii, mieszkająca w Warszawie z matką. Ma też dwie ciotki, stare panny i starsze rodzeństwo: brata księdza i siostrę mężatkę. Oraz przyjaciółkę Nelę. Oprócz studiowania, Julka wraz z Nelą chodzą na wolontariat na dziecięcy oddział onkologiczny.
Powieść opisuje jej perturbacje uczuciowe i rodzinne. Taką współczesną warszawską codzienność w małym metrażu. Po bardzo lekko i dowcipnie napisanym wstępie o rodzinnych obiadkach i harmonogramie tygodnia Julki i Neli, zawiązują się romanse: najpierw ten Neli, a potem Julki. Miłość Julki jest trudniejsza, bo wymaga odpowiedzialnej decyzji. Powieść pokazuje dorastanie dziewczyny do dorosłości. Ale i pokazuje współczesną wielkomiejska rzeczywistość. Bardzo ciekawe i potrzebne są epizody z onkologii dziecięcej. Ten wolontariat koleżanek jest okazją pokazania, iż taka pomoc tym chorym dzieciom jest potrzebna i pacjentom i wolontariuszom. Na oddziale przydają się talenty czytelnicze, malarskie i zwykła empatia. A dodatkowo, można spojrzeć na swoje problemy z innego punktu widzenia.

Zdziwiło mnie, jako sporadyczną czytelniczkę obyczajówek kobiecych, wybranie na bohaterkę studentki. Przyzwyczaiłam się do kobiet trzydziestoparoletnich, po przejściach, zamieszkujących na wsi, kupujących tam dom itd. A tutaj mamy młodą dziewczynę, która zmaga się z decyzją usamodzielnienia się psychicznego od rodziny i związania się z rozwodnikiem. Dziewczyna jest wrażliwa na świat, studiuje, pracuje i jeszcze działa w wolontariacie. Jest to więc codzienność wielu współczesnych dwudziestoparolatek. Taka odmiana tematyki w sumie jest dobra, bo ciekawa. Tym bardziej, że chyba każdy kojarzy okres studiów jako czas szczęścia i autentycznych przyjaźni. Więc bohaterki powieści przywołują dobre skojarzenia, pozytywne i ciepłe. Odrywamy się od pracy, obowiązków i troszkę przypominamy sobie jak to i u nas w życiu bywało... 
6 gwiazdek 
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak:


Znalezione obrazy dla zapytania znak wydawnictwo
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...