sobota, 21 lutego 2015

Marcin Wroński, Kwestja krwi



Marcin Wroński, Kwestja krwi
 
Opinia:
Wreszcie książka o Zamościu! Długo na to czekałam i wreszcie jest. Okazało się, że nie otrzymałam cukierkowego 'rozlewiska' czy innych filmowych idylli, ale książkę, po przeczytaniu której musiałam chwilę posiedzieć i pomyśleć.
Po raz kolejny przekonałam się, 'iż Polacy nie gęsi i swój język mają'. Polski kryminał, moim zdaniem, jest lepszy niż skandynawski, chociażby dlatego, że napisany jest zwięźle. TO co Skandynawowie zawierają w 600 stronach, my piszemy w 230, zawierając zarówno wątek kryminalny, tło topograficzne, wątki osobiste głównego bohatera, jak i problematykę społeczną.
A problematykę mamy, i to jaką. Mamy też dokładnie zarysowany Zamość. Można by stanąć z książką w ręku i spacerować po starówce. Widać profesjonalizm autora, który naprawdę włożył wiele pracy i osobistego talentu.
Jeśli chodzi o wątek kryminalny, to Wroński trzyma poziom. Napięcie było aż do końca. Historia życia Maciejewskiego została rozszerzona zarówno wstecz, jak i do przodu (z tym 'do przodu' mam lukę, gdyż nie czytałam jeszcze 4 kryminałów po 'A na imię jej będzie Aniela'), z dbałością o szczegóły, takie jak chociażby ulubiona książka Zygi 'Proces'.
No i przejdę do problematyki społecznej w książce. Chodzi o Zamość jako miasto prowincjonalne. Ta prowincjonalność u Wrońskiego została ukazana od istoty problemu. Oczywiście kryminał rządzi się swoimi prawami i pewne sprawy uwypukla, ale moim zdaniem autor zawarł w książce istotę problemu, który niestety nie zmienił się do dziś, choć od lat 20-tych XX wieku zmienili się mieszkańcy i 2 ustroje, jak słusznie zauważył autor w Posłowiu. Ta istota problemu to swoista atmosfera miejsca, w którym żeby 'dobrze żyć', trzeba reprezentować odpowiednią kastę, znać odpowiednich ludzi, gdzie języki ludzkie potrafią zniszczyć porządnego człowieka albo utrzymać na powierzchni szuję. Tacy niedopasowani jak Zyga Maciejewski czy Lesman nie pasują do takiego miejsca i nie zrealizują się. Choć w przypadku Leśmiana było troszkę inaczej.
W bardzo ciekawy sposób autor wprowadził tego wspaniałego poetę na karty 'Kwestji krwi', ujęła mnie ta scena, gdy Leśmian zamilkł i popatrzył na kanarka. Mówi ona więcej niż cały rozdział. 
Potem mamy Leśmiana widzianego z punktu widzenia zamojszczan: czyli dziwnego poetę, piszącego wiersze, żeby podrywać kobiety 'konusa' i 'starego satyra', jak powiedział jeden z bohaterów. I tak pewnie go widziano w mieście, w którym mało kto czytał poezję. No może jeszcze jako pana radcę z 'wypasioną kamienicą'. I tylko ta scena z kanarkiem i Zygą pozwala czytelnikowi spojrzeć na Lesmana jako na człowieka wrażliwego i wartościowego moralnie.
Poza książką mamy też istotne dosyć Posłowie, w którym autor rzuca dodatkowe światło na to, jak on widzi Zamość. I wydaje mi się, że jest to spojrzenie trafne i bardzo, bardzo istotne. Jak się nad tym dłużej zastanowić to Miasto Idealne pustoszeje, pustoszeje od czasów powojennych, od tych zmian opisanych przez Wrońskiego. I jak tak dłużej nad tym myślę, to dochodzę do wniosku, że zawarł Wroński w tym, a może to Zamość zawarł w sobie, sedno zmian Polski.
Jeszcze jedna ważna sprawa z Posłowia: to przyjaciel autora historyk Robert Kuwałek, o którego zniknięciu czytaliśmy latem. Brutalna rzeczywistość, o której trzeba wspomnieć nawet przy okazji popularnego kryminału.

8 gwiazdek

2 komentarze:

  1. Jestem wielkim fanem Marcina Wrońskiego i miłośniczką Leśmiana, gorzej ze znajomością Zamościa (do nadrobienia).
    Bardzo jestem ciekawa tej książki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...