sobota, 21 marca 2015

Kim Yong, Kim Suk-Young 'Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła'



 O Korei Północnej.


Kim Yong, Kim Suk-Young, Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła


Okładka książki Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła
Opinia:
Książka, jak większość na mojej półce, przeleżakowała przez około rok. A ja w międzyczasie obejrzałam w telewizji dokument o Korei Północnej. Pokazano tam ludzi, którzy modlą się do Kim Ir Sena, którzy wycierają obraz wodza pędzelkiem, a nawet dziękują wodzowi za to, że zagraniczny lekarz wyleczył im zaćmę, i za to, że w szpitalach północnokoreańskich jest sprzęt do tego, ale nie ma wyszkolonych ludzi, że ludzie latami są niewidomi, choć wszędzie na świecie zabieg wykonuje się w 20 minut. Dokument był z 2010 roku. Pokazywał też piękne ulice, szerokie, ale puste. Nawet wołg nie było.
Ten lament ludzi modlących się do obrazu wbił mi się w pamięć. Taki poziom kultu jednostki nie występował na szczęście w Europie.

No więc opowieść Kim Yonga pokrywała się z tym dokumentem i opisała dogłębnie, od kołyski, mechanizm prania mózgów w Korei. Te wszystkie opisy ołtarzyków w domu, modlitw do Wodza, były dla mnie przerażające, bo widziałam to w tym dokumencie. Potem opisał Kim Young swój pobyt w obozie i ucieczkę. Poziom nieszczęścia i tortur przeraża i nie pozwala zapomnieć o tym. Człowiek, który to przeczytał, zadaje sobie pytanie, czy może jakoś pomóc? Bo póki com możemy jedynie podglądać obozy w google maps. A że internauci to śledzą, to jest faktem, bo interesują się. Tylko że co można zrobić? Apelować do świata o zniesienie embarga na żywność?
W polskim radiu co jakiś czas wypowiadają się misjonarze, którzy pomagają uciekinierom. Mówią o tym, że ludzie jedzą trawę! Kim Yong mówił w książce, ze jedli nie tylko trawę. Że jedli też karaluchy i wszy. Czy możemy to sobie wyobrazić? Jest tam wiele więcej, ale nie chcę zdradzać fabuły. I jak już uciekł z tego głodowego piekła to zauważył, że poza obozem ludzie głodują tak samo jak tam. Jak sobie siedzę w swojej ciepłej wsi, mając pełne spichlerze, to zastanawiam się nad okrucieństwem losu wobec tamtych ludzi. Co można zrobić? Czy coś można zrobić?
Jeszcze o formie książki. Jest bardzo subtelna i bardzo wyważona. Zaczyna się poezją o tęsknocie do domu rodzinnego, a kończy się podobnie, tylko smutno. Podane są fakty, krótko i treściwie. Książka wbija się w pamięć i ...sumienie.
10 gwiazdek

4 komentarze:

  1. Muszę przeczytać - bardzo mnie zachęciłaś

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka rzeczywiście wstrząsająca, ale problem z książkami uciekinierów z Korei Północnej taki, że trudno stwierdzić gdzie mówią prawdę a gdzie nie. Ostatnio jeden z takich autorów (nie jestem pewien czy tej książki), przyznał się, że trochę konfabulował: nie zachowywał się tak dobrze jak pisał. Więc owe wspomnienia trzeba traktować z pewną dozą ostrożności. Co nie umniejsza ich wagi i znaczenia...
    Almos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten konkretnie człowiek nie robił z siebie świętego, więc może pisał prawdę? Przyznawał się do wielu słabości, co świadczy o prawdziwości świadectwa. Poza tym, wypowiedź jest dosyć literacka, jest skonstruowana w bardzo przemyślany sposób, tak aby zachowała wymowę.
      W recenzji opierałam się też na programie telewizyjnym, w którym ukryta kamera pokazywała Koreańczyków Północnych. Ja uważam tak: nawet jeśli oni głęboko wierzą w swojego wodza, to jest to wynik tego, co im zrobiono.
      Głód zaś dotyka najsłabszych, bo elity jakoś sobie dadzą radę z embargiem.

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...