piątek, 15 maja 2015

Jolanta Maria Kaleta 'W cieniu Olbrzyma'


Opinia:
Okładka książki W cieniu OlbrzymaNa książkę trafiłam przypadkiem. Nie znałam tej autorki, ale zaciekawiła mnie okładka.
A otrzymałam świetną sensację osadzoną w realiach powojennych, w Jedlinie, tam gdzie wciąż historycy i poszukiwacze skarbów buszują wokół zbudowanego przez jeńców obozów kompleksu Riese (jak określał ro Bogusław Wołoszański w cyklu 'Skarby III Rzeszy') i Olbrzyma - jak przetłumaczyła na polski autorka.
Bohaterką jest kobieta, około trzydziestoletnia - Antonina, Polka, która po okrucieństwach wojny przyjechała w te Ziemie Odzyskane, aby znaleźć jakiś ślad po ojcu, o którym wiedziała, ze był więźniem Gross-Rossen. Dostaje pracę jako dyrektorka sierocińca w Jedlinie Zdrój, w pałacu pozostawionym przez opuszczających te ziemie Niemców i tu próbuje poskładać sobie życie. No i wypytuje o ojca. Spotyka dawną miłość, ale nie jest to takie proste... Bo te tereny to Dziki Zachód. Grasuje Werwolf, przyszły nowe władze, a starzy mieszkańcy znaleźli się w nowej sytuacji. Czy opowiedzą się za odchodzącymi Niemcami, czy za Polakami? Wszyscy są wykończeni wojną, każdy chce żyć.
Książka jest solidną dawką historii, ale i hipotez historycznych, ubranych w ciekawą akcję, pełną wrogów i sojuszników: protagonistów i antagonistów. Jak to się skończy, nie zdradzę Wam, ale czytałam z niepokojem o Antoninę, która na koniu jeździła a to do miasta, a to po okolicy. Miała piękne zielone oczy i postawę godną księżniczki. Źli chcieli ją zgwałcić, dobrzy ochronić, a starzy ludzie dostrzegli w niej osobę godną powierzenia jej tajemnic.
Sceneria książki jest iście filmowa - jak pamiętam ze 'Skarbów III Rzeszy'. Język i dialogi pisane językiem współczesnym, bez archaizacji. Ale w sumie to zrozumiałe, jeśli czytelnikami mają być zwykli czytelnicy, na przykład młodzi. Bohaterowie opowiadają o wojnie, o tym jak było, a Warszawie, w Poznaniu, w obozach, na ziemiach miejscowych, objętych zaciętymi walkami niemiecko-radzieckimi przecież, pokaleczonymi obrazami obozów, na które mieszkańcy musieli się natykać. Te nieliczne opowieści oddają grozę wojny, grozę tym bardziej straszną, gdy pokazaną przez pryzmat sensacji, thrillera z elementami tajemnicy, okultyzmu i perspektywy już powojennej, a jeszcze pełnej skutków okupacji.

To świetna książka z potencjałem na film.
Nie za długa, więc można śmiało poczytać.
6 gwiazdek

5 komentarzy:

  1. Jolanta Maria Kaleta pisze dla mnie jak Zbigniew Nienacki. Uwielbiam jej prozę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie jest taka książka w przypadku, której chciałabym ją już teraz koniecznie przeczytać, ale te nawiązania do Wołoszańskiego, którego programy zawsze lubiłam (i lubię) oglądać, tematyka, tajemniczość i sensacja przekonuje mnie do tego, by o tym tytule pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię nawiązań do wojny/ obozów, chociaż to niestety nasza historia, ale książka mnie też z drugiej strony ciekawi. Zastanowię się nad lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Historia... Ojej, nieee xd Przeczytałam w życiu jedną książkę historyczną, która była fajna, ale przy opisach historycznych prawie usypiałam. Okresu nazistów nie lubię ;/ A program Wołoszańskiego czasem oglądam, bo mojego chłopaka to interesuje ^^

    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka jest lekka i dobrze się ją czyta. Ma odnośniki historyczne, ale to sensacja, a nie ciężka lektura.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...