środa, 20 maja 2015

Sándor Márai 'Sąd w Canudos'


Okładka książki Sąd w CanudosJest to moje pierwsze spotkanie z prozą tego węgierskiego pisarza.
Pierwsze, ale nie ostatnie. Książka jest niesamowita. Niby prosta historia, a ma się wrażenie obcowania z Wielką Literaturą.
Autor przedstawił historię z Brazylii, z Canudos, z końca XIX wieku, 5 października 1897 roku. Wcześniej, charyzmatyczny prorok, Antônio Doradca założył tam osadę dla wiernych, sektę, mówiąc wprost. Na tych fanatyków wysłano wojsko.
Narratorem jest skryba, który po 50 latach pisze o tym co widział wtedy, gdy pacyfikacja Canudos dobiegała końca.
Książka Sándora Márai jest w zasadzie opisem jednego dnia oraz retrospektywnych wspomnień na temat wydarzeń wcześniejszych.
Akcji jest mało, za to każde zdarzenie, każda postać, każdy przedmiot nabierają wymiaru symbolicznego. Książkę czyta się z drżeniem rąk i wykwitem na policzkach.
Uważam, że jest to parabola, przypowieść o całym naszym minionym XX wieku, ale i o wiekach wcześniejszych, o kolonializmie, który Europa zafundowała reszcie świata. O ideologiach i wojnach, o kobiecie i mężczyznach, o pięknie i brzydocie, sensie życia i śmierci.
Przy tej książce trudno jest w zasadzie opisywać słowami wrażenia. Jest to literatura niezwykła, którą trzeba poznać samemu.
Skupię się może na momentach, które mnie najbardziej poruszyły. Jest to scena, gdy w szopie wyłożono noże i inne narzędzia zarekwirowane po pacyfikacji Canudos, scenę z wyciąganiem głowy z rumu i scenę kąpieli kobiety.
Każda z tych scen to nie tylko kolejne epizody z Canudos, ale i wielkie metafory literackie. Mistrzostwem pisarstwa jest wszystko, każde zdanie. Pisarstwo Marai'a podoba mi się tak samo jak Myśliwskiego. Wyraża niewyrażalne, wyraża obawy i lęki świata, nasz europejski kryzys tożsamości. Bo taki, uważam, jest.
Mamy w tym tygodniu 21 rocznicę ludobójstwa w Rwandzie, więc ta książka jest trafnym podsumowaniem i wielkim ostrzeżeniem dla nas, ludzi.
Wynotowałam sobie na karteczce etapy odczłowieczania Canudos w książce:
Najpierw mamy więc opis suszy, głodu i pragnienia. Pozbawiania obu stron podstawowych potrzeb ludzkich: jest susza, brakuje wody, panuje coraz większy brud, smród i zapach krwi. Potem mamy opis nasilających się bestialstw żołnierzy:
s.25: "To już nie były działania wojenne, żadna konieczność wojskowa nie nakazywała, żeby ludzie posuwali się do takiej rzeźnickiej roboty. Raczej był to sposób spędzania czasu...".
s. 26: "Lecz przymykano oczy, bo uważano, że szeregowcy nudzą się, a coś trzeba robić… poza tym tutaj, na pustkowiach, pośród jam i pieczar Canudos, ludzkie życie i tak nie miało już żadnej wartości. O tej powtarzanej dzień za dniem obozowej rozrywce – o podobnym do sportu tępieniu ludzkich odpadków, co uszły z Canudos – wiedziano i po tamtej stronie, w tym błotnistym dole, jaki pozostał z Canudos. W jamach, wypełnionych rozpadającym się, gnijącym, zżeranym przez gangrenę ludzkim mięsem i odchodami, wciąż jeszcze żyło kilka setek buntowników, którzy teraz, w ostatnich godzinach, jakby zdziczeli od zapachu końca i porażki – od tej gorzko-trupiej woni śmierci, gęstymi woalami, podobnie jak poranne mgły u początku zimy, lgnącej ku twardej niczym kamień i spękanej ziemi. Ci maruderzy walczyli teraz podstępniej i okrutniej niż podczas miesięcy oblężenia, kiedy to na obu jeszcze liniach frontu widać było ślady jakiegoś wojskowego planowania. Najwyraźniej i po tamtej stronie, na froncie z gliny cały porządek uległ rozpadowi''
s. 27: 'staną się ofiarami „oczyszczania”: to było to cyniczne, fachowe słowo, którym nasi witali kościotrupie zjawy, chwiejnie wyłaniające się z jam Canudos'.
'„oczyszczanie” jest dla naszych jedynie żmudną robotą, wykonywaną bez specjalnego rozkazu z góry, za wiedzą przymykających oczy przełożonych. To wyrzynanie – bliskie pełnej nudy mitrędze – nie było już ani widowiskowe, ani ekscytujące. W miarę możliwości oficerowie nie pokazywali sprawozdawcom wojennym stosów kości. Lecz nawet bez pokazywania o tej ohydnej rozrywce wiedzieli wszyscy – wiedzieli w obozie, a także po przeciwnej stronie. Było to coś takiego, jakby jedni przeciw drugim walczyli już nie ludzie, ale zwierzęta z pustkowi, hieny i pumy'.
Narrator odnosi się do noży i innych narzędzi leżących na stole. Mówi, że było w nich 'coś ludzkiego', bo wymagały one walki wręcz, jednego człowieka na drugiego. I stawia to w opozycji do śmiercionośnej broni XX wieku. To zaś poszerza narrację z zasięgu brazylijskiego skryby ku widzącego Zimną Wojnę i tragedie wojny światowej człowieka, pisarza.

Wynotuję jeszcze raz wyrażenia odczłowieczające ofiary:
'maruderzy', 'porządek uległ rozpadowi', 'zwłoki', 'stos trupów', 'skóry wołu', 'oczyszczanie'.
Kluczowym i zmieniającym wszystko momentem jest kąpiel kobiety. Takie wciśnięcie pierwiastka żeńskiego w ten cały obłęd 'izmów'. Choć to nie zmieniło zakończenia. A może zmieniło? Może ukazało bezsens wojen i ideologii, które w imię ludzkości zapominają o człowieku?
Pokazują to słowa z końcowej części książki:
'Albowiem choć szaleństwo jest straszne, to jednak jest w nim coś ludzkiego, żywy Chaos. We wszystkim, co rozpoczęło się od momentu przybycia marszałka, nie było już nic ludzkiego, jedynie gorliwa krzątanina Systemu'.
10 gwiazdek

12 komentarzy:

  1. Hm, okładka mnie zaintrygowała, sam opis też, ale im bardziej przybliżasz mnie do treści książki, tym bardziej sądzę, że nie jest ona dla mnie. Przeczytałabym ją tylko, jeśli przypadkiem wpadnie mi w ręce, ale na siłę szukać nie będę.
    Ale recenzja świetna ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego co widzę, to literatura z wyższej półki, a na takie tytuły muszę mieć odpowiedni nastrój. Zapamiętam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tegoż autora, ale słyszałam o jego twórczości wiele dobrego. Kiedyś oglądałam program, w którym Mariusz Szczygieł opowiadał o jednej z jego powieści. Od tamtej pory mam na uwadze jego utwory. Jak na razie od dłuższego czasu poluję na nie w bibliotece...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dostałam książkę od Dobrej Duszy, która czyta takie cacka. A jaki tytuł wspomniał Szczygieł?

      Usuń
    2. Prezentował wtedy swoją prywatną biblioteczkę. Pamiętam, że miał w niej wiele książek Máraia, ale niestety już wyleciały mi z pamięci ich tytuły...

      Usuń
    3. Wiesz, chyba oglądałam to na youtube, ale czy był tam Márai to nie pamiętam.

      Usuń
  4. Nie czytałam jeszcze chyba żadnej książki żadnego węgierskiego autora. Czas spróbować.
    Okładka robi wrażenie, a recenzja całkiem zaciekawia. Chyba sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz słyszę o tym autorze i o tym tytule, ale czuję się zaciekawiona. Już sobie zapisałam tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam i chyba raczej nie moje klimaty. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam wrażenie, że to jeden z takich tytułów, które można odczytywać na różne sposoby i który wymaga skupienia i pewnej refleksji. Chciałabym przeczytać, ciekawa jestem jakie wrażenie na mnie by zrobiła ta książka, jak ja bym ją odczytała. Bardzo sugestywne te fragmenty i określenia, które przywołałaś,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz kompletną rację. Ja wciąż myślę nad tym, jak jeszcze można odczytać książę.

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...