piątek, 31 lipca 2015

Anna Kacperska 'Co na to Bridget?...' - książka kobieca na lato


Okładka książki Co na to Bridget?...Wierzcie mi, albo nie, ale czytanie tej książki sprawiło mi przyjemność. Już od dawna nie czytałam książki typowo kobiecej i tego lata, anno domini 2015 nabrałam ochoty na to. Pojawiła się ku temu sposobność, więc z niej skorzystałam.
Już tytuł kieruje czytelniczki na określone tory: Bridget. Czyli będzie o leczeniu złamanego serca. Ale jest alternacja gatunku, bowiem bohaterka jest rozwódką, a nie panną. I w przeciwieństwie do bohaterki z Wielkiej Brytanii, gdzie postacie problemów z etatami nie mają, nasza taki problem ma. Po latach zajmowania się domem szuka pracy.

Jest to książka pocieszająca, o tym, że w życiu jest różnie, raz dobrze, a raz gorzej, ale rzeczami, które nas ratują, są optymizm, przyjaciele i spokój. Wiki Podlecka nagle z zamożnej żony właściciela firmy, staje się rozwódką z trójką dzieci. Ale ma przyjaciółki, którym opowiada o swoich problemach, ma miłych synów i ciekawych sąsiadów.

Bohaterka, na szczęście, nie snuje zgryźliwych uwag na temat całego świata. No może za bardzo chwali swoje dzieci, które - wiadomo - są najmądrzejsze, bez nauki osiągają najwyższe stopnie, są duszami towarzystwa i w ogóle są naj. Problemem Wiki jest spadek dochodów i nagła bezradność życiowa. Z osoby, którą stać było na wszystko, nagle staje się - w swoim pojęciu - osobą liczącą każdy grosz, bo nie pojedzie w tym roku na wakacje, bo 'musi' kupować ubrania w sieciówkach, bo staje bezradna z popsutym telefonem i pół książki schodzi na różnych ważnych dla akcji perypetiach bez wiedzy, że można przełożyć kartę sim do drugiego telefonu! Trochę byłam zdziwiona, bo jak bardzo trzeba być antymechanicznym, żeby tego nie wiedzieć, ale cóż. Te perypetie z kupowaniem gorszych ubrań i niejechaniem na wakacje też mnie dziwią mnie o tyle, że dziwi mnie, że bohaterkę to dziwi. Sieciówki?! Prych! I tak jeszcze dobrze.
Jest też miłość we współczesnej Warszawie, czyli oparta na komunikatorach. Wiele wagi przywiązuje się w tej książce do elektroniki. Pojawia się kilka komunikatorów, z czego o jednym nie miałam pojęcia, że istnieje. Pojawiła się też sugestia, że w smartfonie można rozmawiać za darmo. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej, bo ja tez chcę rozmawiać za darmo. Jeśli ktoś wie, to proszę o PW.
Książka jest miłą odskocznią na lato.
5 gwiazdek 
Za udostępnienie książki dziękuję wydawnictwu Pascal
 Pascal.pl

środa, 29 lipca 2015

Jacek Komuda 'Banita' i 'Opowieści z Dzikich Pól' - współczesne pisarstwo historyczne w stylu młodzieżowym. Czy lubimy?

Znalezione obrazy dla zapytania Jacek Komuda   Witam! 
Znalezione obrazy dla zapytania Jacek KomudaW poście o 'Księgach Jakubowych' napisałam, że tę samą tematykę, co pani Tokarczuk na wysokim poziomie artystycznym, poruszył mniej artystycznie, na niższym poziomie pan Jacek Komuda w swoich książkach o tematyce szlacheckiej. Wydaje je Fabryka Snów. Powiem tak, mam z tymi książkami problem, bo zdaję sobie sprawę, że pisarz odświeżył literaturę na tematy XVII-wiecznej Polski, szlacheckiej i awanturniczej, że walczy ze stereotypami utrwalonymi przez Sienkiewicza, że wpasowuje się we współczesny trend do dosłownego pokazywania walk, ludzi, do dosadności i realizmu. Porównać wystarczy 'Czas honoru'! Opiera się w swoich książkach na dokumentach z epoki, na pamiętnikach. Na końcu książki 'Banita' mamy obfite posłowie, pełne wyjaśnień na tematy uzbrojenia, ubioru, ludzi i miejsc. 
Ale ja, pomimo tego, miałam ochotę jak najprędzej z tego świata uciec. Zamknąć książkę i zapomnieć o tych szlachciców czyhających na cnotę kobiet, na tych przekupnych księży parafialnych, awanturników, zabijaków, prostytutek albo ofiar męskiego 'samstwa'. Ale moje zdanie nie jest jakimś obowiązującym prawem. Nie skreślajcie tego autora i tych książek. Ja jestem staroświecką fanką 'Trylogii' i Rodziewiczówny, więc moje zdanie się nie liczy. Cieszyłabym się, gdyby młodzież sięgała po książki na tematy historyczne, a wiem, że Sienkiewicz obecnie nudzi ludzi,  i jeśli takim interesującym pisarzem jest Komuda, to zachęcam. 
Fabryka Snów wydała te książki w sposób bardzo ładny. Książki mają ciekawe okładki i przejrzyste wydanie.  
Przeczytałam dwie książki Jacka Komudy. 
Okładka książki BanitaPierwszą jest 'Banita' z 2010 roku. Prezent urodzinowy. Jest to powieść awanturniczo-historyczna, której bohaterem jest Jam Jacek Dydyński, polski szlachcic i banita, o swoją sprawiedliwość walczący szablą. Jego krąg przyjaciół to ludzie tacy jak on i kobiety wątpliwego prowadzenia. W sumie jest to świat nieprzyjemny, pełen zła i zbrodni, walk i nienawiści. Ja jak najprędzej z niego uciekłam, ale młodzież, wychowana na grach bijatykach, na pewno się tym zachwyci. Bo subtelna Helena ich już nie cieszy, rycerski Skrzetuski - wzbudza litość. Zalety książki to realizm szczegółów i żywa akcja.
 Oto moja opinia z LC: 
Jest to moje pierwsze zetknięcie się z tym autorem - zetknięcie, które zawdzięczam prezentowi od przyjaciółki.
Przyjemna opowieść (o ile można nazwać 'przyjemną' fabułę pełną krwi i walk) na tle siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej. Takie 'odbrązawianie' historii. Myślę, że to coś ciekawego we współczesnej polskiej beletrystyce. 
Jedyne 5 gwiazdek

Okładka książki Opowieści z Dzikich PólJako że po przeczytaniu tej książki miałam w głowie mętlik emocjonalny i nie wiedziałam jak mam książki Komudy oceniać, czy chwalić, czy ganić, to sięgnęłam po zbiór opowiadań 'Opowieści z Dzikich Pól' z 1999 roku. Bo jak wiadomo, warsztat epika sprawdza się w opowiadaniach. Poza tym, nie mogłam zdobyć cykl 'Orły na Kremlu', który mnie interesuje.  
Tę książkę oceniłam lepiej niż 'Banitę', na 6 gwiazdek. 
Oto moja opinia z LC:
 
   Na początek chcę wyjaśnić przyczyny, dla których sięgnęłam po 'Opowieści z Dzikich Pól'. Otóż, po przeczytaniu 'Banity' miałam dziwny zamęt w głowie, jak przy żadnej powieści. Nie wiedziałam czy mam się zachwycać, czy wprost przeciwnie. A szanowni użytkownicy LC pisali, że inne książki autora są lepsze. Sięgnęłam wiec po debiutancki zbiór opowiadań, bo do pierwszej książki raczej autorzy się przykładają. Przeczytałam, wiem i w najbliższym czasie nie zamierzam wracać, bo nie lubię mieć nocnych koszmarów.
Ale do rzeczy. Moim zdaniem książka jest lepsza niż 'Banita', ze względu na elementy fantastyki i staranną kompozycję (ukłony dla autora za znajomość klasyki). Jest parę cech wspólnych dla obu książek, tzw. warsztat autora. Jest to wiedza z epoki, obrazowość narracji. Czytając książkę bez trudu wyobrażałam sobie akcję. To na plus.
Już przy 'Banicie' miałam wrażenie, że całość służy przesłaniu 'historycznemu' , jak to nazwę. Autor włączył się w dyskusję o przyczyny upadku Rzeczypospolitej. W sumie interesuje mnie to, więc byłam zaciekawiona. Nie spodobało mi się ostatnie opowiadanie, po pierwsze z powodu łopatologii - autor tłumaczy jak 'chłop koniu na miedzy' - jak mawiają w moich stronach. Tego nie lubię, bo raczej potrafię domyślić się intencji nadawcy, czasami po zastanowieniu, ale raczej się domyślam. W tym ostatnim opowiadaniu autor zawarł kontrowersyjną opinię na temat Stanisława Augusta Poniatowskiego. Z tego co czytałam w różnych źródłach, opinia historyków o nim nie jest aż tak negatywna.
Jeszcze ostatnia sprawa. Widzenie świata. Świat utworów Komudy jest groteskowy i przerysowany. Zło, zdrady, mordy. Nie ma dobrego człowieka. Jedyny nieszkodliwy, nie ma nogi, ale i tak pije. A kobiety? Albo ulicznica albo wiedźma, albo i tak zgwałcona. 
Wstrząsające jest opowiadanie o kanibalizmie na Kremlu. Dymitriada pokazana jako bezsens historyczny i czas mordów i bezprawia. Z tym się zgadzam i uważam, że to wstydliwa karta historii polskich szlachetków. Los się za ten błąd zemścił. Wyobrazili sobie niektórzy, że mają prawo do prawa życia i śmierci, i za to zapłaciła nasza historia. Zapłacili Polacy. To dobre opowiadanie. Czytałam, że są pamiętniki potwierdzające takie przerażające rzeczy.
Świat groteskowy. Po przeczytaniu ostatniego opowiadania doszłam do wniosku, że jest to zabieg celowy - służący unaocznieniu tezy autora.
Po tych dwóch książkach Komudy pokiwałam głową, że dobrze przeczytać taką opinię, ale dla ochrony swojej romantycznej wyobraźni przed koszmarami nocnymi dal sobie spokój pozostałymi powieściami. Bo na pewno będą te same motywy, te same zabiegi, takie same postacie - banici, mordercy, 'oczajdusze' itp.itd. A skoro cytuję imć Zagłobę, to i do Trylogii wrócę, bo to bardziej moja bajka.  
 
Podsumowując, stwierdzę, że każdy powinien wybrać sam rodzaj powieści historycznych jakie lubi. Ja może i lubię być oszukiwana romantyzmem. Taka już jestem. Ale cieszę się niezmiernie, że ten rodzaj powieści żyje. Wiem, że są czytane i to mnie cieszy.  A że nie dla mnie? Do tego mam prawo.                                                                              

wtorek, 28 lipca 2015

Leszek Kołakowski 'Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań"

Znalezione obrazy dla zapytania Leszek Kołakowski





Opinia:
Dostałam tę wspaniałą książkę w prezencie od koleżanki. To piękna książka, świetnie wydana. A ja zawsze chciałam przeczytać książkę pana Kołakowskiego, tylko zebrać się nie mogłam. Teraz miałam okazję. Jest to człowiek, o którym istnieniu wiedzą wszyscy Polacy, ale żeby czytać jego książki, to tylko niektórzy. I ja też byłam taką ignorantką, do wczoraj.

Jak zaczęłam czytać 'Czy diabeł...', moją pierwszą myślą było zdumienie, jak można było pozbyć się TAKIEGO MĄDREGO CZŁOWIEKA Z KRAJU?! System systemem, ale to było po prostu pozbawianie kraju najżywotniejszych jednostek! Taki umysł, taka głębia myśli. Teraz rozumiem słowa Modzelewskiego z książki, że wypędzenie Leszka Kołakowskiego z kraju było pozbawieniem kraju drogowskazu intelektualnego. Ale pomimo tej krzywdy, uczynionej temu człowiekowi, nawet w tych 'kazaniach' widać nieustającą troskę i miłość do kraju.

Przejdźmy do książki. Podzielona jest ona na cztery części: Kłopoty z kulturą, Kłopoty z chrześcijaństwem, Kłopoty z socjalizmem i Kłopoty z Polską. Są to teksty z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych. Wydawca opisał je, podał źródło wydania i pierwotną lokalizację. Jest to staranna praca wydawnictwa Znak.
W zasadzie jest to kopalnia wiedzy o świecie, masa przemyśleń, ważnych nie tylko dla znawców, ale i dla nas, zwykłych ludzi. Trzeba dodać, iż pomimo że teksty napisano jakieś 40 lat temu, to są one wciąż aktualne. Świadczą o poprawnie przeprowadzonym procesie myślowym pana Kołakowskiego. Teksty są trudne i wymagają skupienia, ale styl profesora jest jasny, zawiera wiele przykładów, objaśnień toku myślowego, przez co nawet masa 'trudnych' filozofów staje się jasna. Wreszcie zrozumiałam Kanta!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Trudno jest wyjaśniać po kolei wszystkie teksty, ale skupię się na najważniejszych, które mnie 'uderzyły' i skłoniły do refleksji:

- problem tolerancji. Czym jest. Zaskakująca teza, iż tolerancja jest w istocie ignorancją, niedbałością o swoją kulturę.
- problem freudyzmu we współczesnym świecie. Zaskakujące powiązanie tego z kryzysem w szkołach, rodzinie i kulturze.
- problem reprodukcji kulturowej i odtwarzania. Pytania o kulturę i cywilizację.
- problem etyki. Czym jest moralność. Czy istnieje moralność ateistyczna. Problem istotny. I dopiero czytając tekst, przypomniałam sobie, że moje starsze ciocie poruszają ten problem: czy możliwe jest dobro i zło bez odniesienia do Boga?
- problem religii. Czy religia zanika? Teza jest taka, że religijność nie przebiega jako prosta linia, ze pojawia się i znika niespodziewanie. No więc mamy tego przykład obecnie. Przecież religijność się odradza. NA różnych poziomach, ale odradza się.
- problem rewolucji. Kiedy się zdarza, co ją wywołuje. Teza jest taka, że nie można jej przewidzieć, że wybucha siłą wielu przypadków. Ale jak już wybucha, to burzy wszystko, co napotka na drodze, a najbardziej tradycję. No i co mamy teraz? Państwo Islamskie, do którego wstępują masowo nie muzułmanie z krajów muzułmańskich, ale z Europy Zachodniej, czyli bogaci, zeuropeizowani. Sprawdzają się tezy pana Kołakowskiego z tekstów z lat 70-tych! Nawet burzenie zabytków przewidział.
- o marksizmie i stalinizmie. Opisane, zestawione. Genialny tekst. Polecam.
- o socjalizmie i jego upadku znaczeniowym.
- o Polsce lat 70-tych i niemożności 'reform' ustroju. Profesor przewidział upadek systemu i opisał w punktach kwestie prowadzące do tego. Genialny tekst.
- o polskości i tego jak o sobie myślimy. Jak powinniśmy, co jest dobrego, a co złego. Tekst konieczny do przeczytania.

Ogólnie mówiąc, nie żałuję, ze przesiedziałam miesiąc nad książką. Wczoraj i przedwczoraj się zawzięłam i przeczytałam do końca. Świetna książka, która objaśniła mi świat wokół i mnie samą!!
Dzięki Basiu za ten prezent!
10 gwiazdek

piątek, 24 lipca 2015

Michał Larek, Waldemar Ciszak 'Martwe ciała' - dokumentalna książka o zbrodni i karze.

Okładka książki Martwe ciałaSezon ogórkowy, a ja wciąż mam przestoje w lekturach, więc powtórek ciąg dalszy.
Dziś książka, czytając którą oczy wyszły mi z orbit. To prezent urodzinowy dla mnie od koleżanki. Literatura faktu, alternatywa dla miłośników kryminałów w stylu 'Millenium'.
 Wydało ją wydawnictwo Simple Publishing w 2014 roku. Książka niewielka, liczy 192 stron. Niewielka dlatego, że nie ma w niej otoczki fabularnej, jedynie stenogramy z przesłuchań, wizji lokalnych. Taki pisarz w stylu Stiega Larssona uczyniłby z niej kilkutomowy thriller. Ale nie o jeżenie włosów na głowie czytelników tu chodzi. A o pokazanie zbrodni bez wyrzutów sumienia, o pokazanie uwarunkowań społecznych Edmunda Kolanowskiego, zbrodniarza i nekrofila z Poznania z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych.W końcówce książki autorzy odwołują się do jego dzieciństwa. Czy współczujemy mu? Na to musimy odpowiedzieć sobie sami. I na to czy w obliczu takiej zbrodni państwo i system prawny może uchronić potencjalne ofiary?
Autorzy to Waldemar Ciszak (prawnik) i Michał Larek (literaturoznawca).

Moja opinia:
 Książka przywędrowała do mnie przez przypadek: jako prezent. Lubię kryminały, więc zabrałam się ochoczo za czytanie. Powiem Wam, że wbiło mnie w fotel! Jest to rzeczowy, pełen faktów, i pozbawiony emocji opis sprawy kryminalnej sprzed lat, sprawy polskiego nekrofila i zboczeńca z Poznania. Sprawy zakończonej wyrokiem śmierci. I chyba to jest klucz do zrozumienia książki: ta kara śmierci. Można się zastanowić, czy jest potrzebna.
Trudno jest przesądzać, tym bardziej, że sprawa opisana w książce jest bardzo drastyczna. Mnie ogłuszyła na cały wieczór, bardziej niż skandynawskie kryminały!
Na pewno wymiar sprawiedliwości w państwie prawa ma obowiązek chronić nas, ludzi przed takimi ludźmi. I chyba trzeba tu użyć określenia zboczeniec.
Jeszcze jedno. Książka jest tylko dla czytelników pełnoletnich i dojrzałych emocjonalnie. 
6 gwiazdek

czwartek, 23 lipca 2015

Marcin Ciszewski, Krzysztof Liedel 'Gliniarz' - wywiad-rzeka z prawdziwym polskim Bondem.

Okładka książki GliniarzWitam!
Znalezione obrazy dla zapytania Krzysztof Liedel
Krzysztof Liedel - bohater książki i rozmówca
Książka nie przeczytana, więc kontynuuję przytaczanie zaległych recenzji.  Dziś świetna książka, wydana przez wydawnictwo Znak Literanova w 2013 roku. Trafiłam na nią przypadkiem, szukając powieści sensacyjnych. A trafiłam na znakomity i pasjonujący wywiad-rzekę z antyterrorystą, znakomitym policjantem, ekspertem Sekcji ds. Zapobiegania Terroryzmowi Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, członkiem International Association of Crime Analysts oraz International Association for Counterterrorism & Security Professionals.
Znalezione obrazy dla zapytania marcin ciszewski
Marcin Cieszewski
 Wywiad przeprowadził z nim Marcin Cieszewski, pisarz specjalizujący się w historii najnowszej, ale zainteresowany tematyką II wojny światowej, a w szczególności kampanią wrześniową. Jako ciekawostkę podam Wam fakt wyczytany w Wikipedii. Jeśli kłamie to za za nią, iż przed debiutem pisarskim Ciszewski był dziennikarzem muzycznym w Trójce,  a także trenował taekwondo, w którym osiągnął stopień 4 kup, boks tajski i narciarstwo alpejskie. Tak więc miał wiele wspólnego z Leidelem, mistrzem sztuk walki.

Moja opinia:
10 gwiazdek za to, że w tej opowieści biograficznej jest wszystko, czego oczekuję od autobiografii: humor, ciekawe anegdoty, które nie pozwalają się oderwać od lektury i myśl przewodnia, jakaś mądrość życiowa, którą piszący dzieli się z czytelnikami. Nie ma tutaj osobistych wyznań, nie ma prania brudów, ani opowieści kto z kim i kiedy.
Jestem pewnie jedynym człowiekiem w Polsce, który nie wiedział kim są autorzy wymienieni na okładce. Ale od czegóż jest Internet.
Naprawdę polecam tę książkę, konkretnie audiobook, bo jest to lektura naprawdę ciekawa. Anegdotki z życia policjanta, a potem wykładowcy i antyterrorysty są bardzo interesujące, często ciekawe. Kilkakrotnie śmiałam się do słuchawek w uszach, co jest dosyć dziwne, gdy się patrzy na takiego człowieka.
Poza zabawą, książka uczy. Co my tutaj mamy? Mamy opowieść o karierze człowieka, który nie poddawał się zniechęceniu, który często ulegał przypadkowym zbiegom okoliczności, czy może przypadkowym okazjom, a przede wszystkim nie załamywał się niepowodzeniami, zaś wypalenie zawodowe traktował jako sygnał do rozpoczęcia czegoś nowego w życiu. I to jest taka nauka dla mnie, za którą autorowi dziękuję.
Mamy dogłębną analizę problemów policji w Polsce od czasów transformacji ustrojowej i skoku technologicznego. Bardzo wiele pouczających uwag, spostrzeżeń. Co więcej, zestawiono je z obserwacjami ze Stanów. Moim skromniutkim zdaniem, można to zestawić z sytuacją i problemami szkolnictwa. Bardzo mnie zastanowiła sprawa istnienia procedur postępowania w USA i ich brak u nas.
Bardzo mądra książka, człowieka, który wiele widział, który dla pracy dawał z siebie wszystko. Bardzo szanuję takich ludzi w różnych zawodach i uważam, że są bardzo potrzebni nowym, dopiero uczącym się.
Smutne jest to co autor napisał na koniec, że jego pokolenie zostało usunięte z pracy. Pracowałam kiedyś w miejscu, z którego usunięto doświadczonych pracowników. Jest wtedy wielka luka, wielki brak. Naprawdę trzeba być zarozumiałym młokosem, żeby tego nie zauważyć.

Książkę polecam.
10 gwiazdek

wtorek, 21 lipca 2015

Carlos Ruiz Zafon: cykl Cmentarz Zapomnianych Książek i "Książę Mgły' - magia świata przedstawionego i wciągające tajemnice.

Carlos Ruiz Zafón - 002.jpgCarlos Ruiz Zafon, hiszpański pisarz urodzony w roku 1964 w Barcelonie. Mieszka w Los Angeles. To bardzo modny w ostatnich latach w Polsce pisarz. Więc i ja sięgnęłam po jego książki. Zdecydowałam się ich wysłuchać.

Pisanie o tym autorze zacznę od zaprezentowania kilku cytatów z książek tego autora.
Opieram się na stronie http://www.cytaty.info/autor/carlosruizzafon.htm. Ilość cytatów w Internecie świadczy o popularności tych książek: 

Cytat pierwszy:
Książki są lus­trem: widzisz w nich tyl­ko to, co już masz w sobie.

Cytat drugi:
Is­tnieje­my, póki ktoś o nas pamięta. 

Cytat trzeci:
Ludzie są go­towi uwie­rzyć we wszys­tko, tyl­ko nie w prawdę. 

Cytat czwarty:
Kto kocha nap­rawdę, kocha w mil­cze­niu, uczyn­kiem, a nie słowami. 

Cytat piąty:
 Ko­biety ob­darzo­ne są nieza­wod­nym in­styn­ktem, dzięki które­mu na­tychmiast wiedzą, kiedy da­ny mężczyz­na tra­ci dla nich głowę. 

Cytat szósty:
 Ludzie będą ga­dać i wszys­tko roz­grze­bywać. Człowiek nie pochodzi od małpy, tyl­ko od kury. 

A na koniec najlepszy cytat - siódmy: 
 Is­tnieją ta­kie miej­sca, które trze­ba i można oglądać je­dynie w ciemnościach.


Okładka książki Książę MgłyMnie najbardziej urzekł 'Książę Mgły', książka z 2010 roku, będąca pierwszą częścią trylogii o tym samym tytule. W Polsce wydało ją wydawnictwo Muza. Książka teoretycznie dla młodzieży, ale tak naprawdę bardzo ciekawa, zawierająca historię o losie i odpowiedzialności, o tym, że za wszystko w życiu trzeba płacić. A poza tym pełna typowej dla tego autora magii i tajemniczości. Jest to historia chłopca, który odkrywa świat magii i tajemnicy. 

Oto moja opinia o książce, zamieszczona na lubimyczytać w czerwcu 2013 roku:

W posłowiu przeczytałam, że jest to opowieść dla młodzieży o uniwersalnym przesłaniu. Moim zdaniem jest to opowieść uniwersalna w bardzo atrakcyjnej formie.
Zresztą, bardzo lubię powieści pisane z perspektywy dziecka. A tutaj, dziecko jest inteligentne.
Zamierzam przeczytać pozostałe książki tego autora.

Jeszcze jedna sprawa - czas zajmuje w powieści funkcję wyjątkową, występuje na kilku płaszczyznach. Widzimy tutaj zegarek jako prezent od ojca zegarmistrza dla syna. Symbolicznie - zniszczył go Książę Mgły...
Mamy czas wojny i czas młodości bohatera, dojrzewania ku dorosłości, ku dorosłemu postrzeganiu otoczenia i dorosłemu przeżywaniu otoczenia.
W sumie powieść dla młodzieży to tylko pierwsza warstwa. Tyle alegorii i toposów kryje się pod tą przygodową fasadą. 
10 gwiazdek 


Teraz przejdę do najsłynnejszych książek Zafona, czyli kultowego cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek:
Okładka książki Cień wiatru Część pierwsza 'Cień wiatru', książka z roku 2005, w Polsce wydana w tym samym roku przez wydawnictwo Muza. 
Moim zdaniej, najciekawsza z cyklu, oceniłam ją na 7 gwiazdek, czyli o 3 mniej niż 'Książę mgły'. Dlatego że były w niej tajemnice i pasjonujące postacie, ale zabrakło tego rysu moralnego, który przebijał z 'Księcia mgły', tego przesłania, iż za wszystko trzeba zapłacić, przesłania uniwersalnego. Była za to historia Hiszpanii i miłość, rodzinne tajemnice i bohater Daniel, syn właściciela księgarni, który dojrzewa w trakcie powieści. Pasjonującą postacią, która tajemniczo wplata się w los Daniela jest Julian Carax, tajemniczo powiązany z traumatyczną historią Hiszpanii z czasów Francisco Franko.
Oto opinia:
Niesamowicie wciągająca powieść. Taka, przy której ma się dylemat: iść spać czy czytać do rana.
Jest to powieść o książce, o czytaniu, o pierwszej miłości, o miłości w ogóle i przyjaźni, dojrzewaniu i odpowiedzialności za czyny, dobru i złu, wyłaniającego się z ludzi. A to wszystko osnute w tajemnicę i w tragiczną historię dwudziestowiecznej Hiszpanii.
Kolejna książka ze współczesnej literatury iberyjskiej, w której widać, że nie tylko my Polacy mamy monopol na tragizm historii.
Jak widać, kraj zrodził wspaniałych pisarzy.
W świecie przedstawionym mamy nawiązanie, pragnienie pisania jak Wiktor Hugo, uosobione motywem pióra Hugo. Moim zdaniem Zafon napisał książkę godną 'Katedry Marii Panny', równie nasiąkniętej historią i losami bohaterów, tętniącą uczuciami, a zarazem niebanalną. Wspaniała książka, taka jak fabuła powieści, sprawiająca, że czytelnik wsiąka w świat przedstawionych. Szkoda, ze tylko na 3 dni.
Zaraz sięgam po 'Grę anioła'. 

Okładka książki Gra aniołaCzęść druga 'Gra anioła'. Wydana w roku 2008, również przez Muzę. Mnie ta książka znudziła. Przyznam się Wam, że ją przerwałam, porzuciłam czy jak to nazwać jeszcze.  Oceniłam ją na 4 gwiazdki. Tym razem mamy historię zakazanej miłości do tajemniczej kobiety. Bohaterem jest David Martin, młodzieniec, który marzy o zostaniu pisarzem. Mamy tajemniczy dom, ponętną kobietę, tajemnice i niewiadome. Akcja znów toczy się w Barcelonie, ale cofamy się do lat 20-tych, retro. Czyli wszystko co tworzy dobrą powieść. Całkiem możliwe, ze moja niziutka ocena wynikła z przyczyn pozaksiążkowych. Po prostu zepsuł mi się odtwarzacz mp3 i słuchałam tego na telefonie, który irytująco i ciągle mi się zsuwał, nie mogłam też zredukować szumów nagrania. Wszystko to mnie zirytowało, historia znudziła.

Oto moja opinia:
Aż szkoda i aż dziwnie, że tym razem Zafon mnie nie oszołomił.
Słuchałam w formie audiobooka, ale jakoś mi głos pana lektora 'nie leżał'. Dałam radę wysłuchać 12 części na 92, czyli w sumie sporo, a intryga jeszcze się nie zaczęła. Coś tak było, ale miałam wrażenie, ze autorowi brakowało pomysłu. Proszę o wybaczenie, ale miałam takie wrażenie. Więc postanowiłam nie katować dłużej tej książki, bo mam wiele innych na półce.
Myślę, że kiedyś w życiu wrócę do tej książki, ale już w formie książkowej. Może to ja nie miałam dnia na literaturę rozrywkową typu Zafon, bo to pisarz popularny, świetny pisarz popularny, co chcę podkreślić, i nadal go za takiego uważam. Mam nadzieję, ze 'Więzień nieba' będzie tak dobry jak 'Cień wiatru'. 

Okładka książki Więzień NiebaCzęść trzecia 'Więzień nieba', wydana w 2012 roku, również przez wydawnictwo Muza. Tym razem powracamy do Daniela, już jako męża i statecznego człowieka. Książka jest uzupełnieniem losów bohaterów, wyjaśnia również tajemnicę życia Juliana Caraxa. Ale przeczytać trzeba.
Oceniłam ją na 5 gwiazdek, bo zabrakło mi tej trzymającej za gardło tajemnicy, która była w części pierwszej:
Oto moja opinia:
Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Że jest to uzupełnienie części pierwszej, "Cienia wiatru' i przeszłości Fermina de Torres.
5 gwiazdek, bo czyta się to lekko, łatwo. Ale jakiejś ekscytacji przy czytaniu nie odczuwałam.
Ot, miła książka. 


Na koniec 'news' z Wikipedii', która informuje o niewydanej, czwartej części cyklu.

Podsumowując, pomimo tej różnorodności przyznanych gwiazdek, uważam, że książki Zafona są lekturą obowiązkową dla wszystkich, młodych i starych.  Takiej dawki tajemnicy i 'ściskania w dołku' nie miałam już dawno. A że było to uczucie trwałe niech świadczy fakt, że słuchałam tych książek dwa lata temu i pamiętam to jakby wczoraj. Chyba żałuję, że nie miałam swoich książek, papierowego wydania, którym mogłabym się cieszyć. Ale tak krawiec kraje, jak mu materii staje, jak mawiali nasi przodkowie....
Do Zafona zachęcam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 20 lipca 2015

Elvira Seminara 'Nieprzyzwoite' - powieść kobieca przełamująca stereotypy gatunku.

Okładka książki NieprzyzwoiteDziś przypomnę Wam książkę, którą przeczytałam w zeszłym roku. Miała to być lekka lektura kobieca, a okazała się niesamowitym zaskoczeniem. To książka krótka, do przeczytania na jeden dzień, licząca 200 stron. Wydało ją wydawnictwo W.A.B. w ramach 'Serii z miotłą'. 
Piszę o niej dzisiaj, bo znalazłam tę książkę w środę, gdy to błąkałam się po księgarniach i sklepach. I ile pamiętam dobrze, była ona w koszach z książkami po 9.99 w Media Markt. Piszę nazwę sklepu, bo może ktoś się skusi? Naprawdę warto, choć książka nieznana. 

Oto moja opinia z lubimy czytać z 24 września 2014 roku (ach jak ten czas leci): 

Książka mnie zaskoczyła, pozytywnie zaskoczyła - swoją oryginalnością - i wbiła w kanapę. Zamierzałam dzisiaj czytać kolejną mdława historię z happy endem, ale w poszukiwaniu jakiejś interesującej, wykasowałam trzy. W końcu trafiłam na 'Nieprzyzwoite', pomyślałam: super, krótka jest, to przejrzę szybciutko początek i zakończenie. Ale tak się nie stało. Przeczytałam z uwagą i wciąż nie mogę wyjść z tego psychodelicznego świata przedstawionego.

Jest to introwertyczna historia kobiet, Włoszki, która wraz z mężem zatrudniła pomoc domową, dziewiętnastoletnią Ukrainkę. Narracja jest wewnętrznym monologiem kobiety, która patrzy na dom, na dziewczynę, na męża, na ulice Sycylii, na pory roku, na swoje ciało, na przedmioty z perspektywy swojego wnętrza. Wszystko jest nieokreślone, brak harmonii, jasności, jasno określonych granic zdarzeń. Tak jak napisano na okładce, coś w stylu Romana Polańskiego. Właściwie nawet zakończenie nie wiadomo czy jest opisem wydarzeń czy projekcją wyobrażeń bohaterki.
Świetna książka, z granicy psychiatrii i eksperymentu literackiego.
Żałuję, że nie mogę znaleźć żadnych informacji o autorce. 
8 gwiazdek

ps. Napisałam, że nie mam żadnych informacji o autorce. No więc znalazłam je na okładce książki. Zmyliło mnie imię Elvira, myślałam, że to Polka. A okazało się, że to Włoszka, dziennikarka i autorka 3 książek. Jedynie 'Nieprzyzwoite' przetłumaczono na język polski. 
Znalazłam w otchłaniach internetu zdjęcie pisarki:
 
Znalezione obrazy dla zapytania Elvira Seminara  Zachęcam do czytania!

sobota, 18 lipca 2015

Olga Tokarczuk 'Księgi Jakubowe' - niezapomniane doznanie czytelnicze, 12 dni z Wielką Literaturą i magicznymi światami.

autorka, pani Olga Tokarczuk

Okładka książki Księgi JakuboweDziś o książce, o której mówi się powszechnie od roku, oczywiście w środowiskach czytelniczych. Ktokolwiek widział ten opasły tom, to widzi jaka to gruba książka! A jak pięknie wydana! Cudeńko. Niby ważna jest treść, ale gdy wydawca oferuje kupującemu dobrze, starannie wydany tytuł, w stabilnej oprawie, z pięknie zaznaczonymi rozdziałami, ze wspaniałymi stronami, rycinami w czym tam jeszcze się da, to to cieszy. I 
'Księgi Jakubowe' wydało Wydawnictwo Literackie 23 października 2014. Niedawno, a już mówi o tym cała Polska. Ja mód nie lubię, ale zapragnęłam przeczytać tę książkę po tym, jak ją zobaczyłam, dotknęłam i pogłaskałam w księgarni. 
Okazało się, że każdy o tej książce mówi co innego. Ile recenzji, tyle 'Ksiąg Jakubowych'. Tuż przed rozpoczęciem czytania dostałam zadanie sprawdzające od koleżanki z lubimy czytać. Powiedziała mi: sprawdź co sądzisz o obrazie Polaków w książce. I chcąc nie chcąc na to patrzyłam. 
Ale zobaczyłam wiele innych rzeczy, niż powinnam była zobaczyć. 
Zacznę od samej książki. Jest to gruba, 912 stron licząca książka. Ebook ma ich 1588. Czytałam dokładnie 12 dni! pomimo tego, że czyta się ją naprawdę szybko, jednym tchem. Czytałam z karteczką i długopisem do zapisywania złotych myśli. Spisałam tych złotych myśli 6 kartek. 
Narracja, obrazowanie, język powieści ujął moje pamiętające zajęcia z poetyki na filologii serce! To starannie napisana powieść historyczna w stylu Viktora Hugo. NA początku sądziłam, że w stylu Sienkiewicza, ale nie, w stylu Hugo. Mamy więc wszystko, co cechuje dobrą powieść: wielowątkowość, rozległą panoramę miejsca i czasu, dobrze zarysowane środowisko społeczne, znakomite rysy psychologiczne, mnóstwo postaci i wątków, głównych i pobocznych. 
Zapisałam sobie jeden cytat z opisu miasteczka. Jest to strona 186 w ebooku: 
'mieli też małe sklepiki z tytoniem, a większość z nich była wielkości budy dla psa. Niektórzy uprawiali ziemię, kilkunastu trudniło się rzemiosłem. W większości była to biedota, marna i zabobonna'. 
Co z tego opisu wynika? 
Po pierwsze, mamy reprezentacyjny przykład sposobu opisywania świata przez Olge Tokarczuk w 'Księgach Jakubowych'. Narratorka opisuje miasteczko na Podolu. Tak jakby idzie i oczami ogląda je. Mamy trzy zdania, ale za to takie, że gdy je czytałam to jako żywo wyobraziłam sobie Zamość sprzed renowacji za fundusze UE, albo Izbicę czy inne miasteczko, przed wojną żydowskie i biedne. Ale mamy też komentarze, które nie mogło pasować do mentalności tamtych wyobrażonych przez czytelnika mieszkańców. Taki mieszkaniec miasteczka nie powiedziałby o sobie, że mieszka w brudnym domu wielkości budy dla psa, nawet jeśli tak było. Dlaczego tak sądzę? Bo z takich stron pochodzę, więc wiem, że żeby coś takiego stwierdzić, trzeba oderwać się od takiego miejsca i spojrzeć na nie z pewnej perspektywy. Tutaj jest to chyba perspektywa współczesności. I tak o tym mówiła sama autorka w audycji Moje Książki w Polskim Radiu programie Pierwszym w grudniu 2014 roku (proszę poszukać sobie audycji archiwalnej, polecam). I na koniec tego majstersztyku w opisach miejsca mamy podsumowanie oceniające , że jest to biedota, marna i zabobonna. Tutaj już naprawdę widać perspektywę dwóch stuleci! 

O tych opisach powiem jeszcze tyle, że postmoderniści byli w błędzie wieszcząc koniec powieści! Oto, macie ją w pełnej krasie! 

Ominę czas akcji i miejsca, bo jest ich dużo i trzeba to przeczytać. Przejdę do podsumowania. Wszyscy piszą, ze książka jest o Żydach albo że jest o sekcie Jakuba Franka. I w sumie to wszystko jest, ale moim zdaniem książka jest o Rzeczypospolitej Obojga Narodów w przeddzień upadku i o Kresach w tym, jakie one właściwie były, a nie takie, jak o nich stworzono mit we współczesnej literaturze dworkowo-sentymentalno-wspomnieniowej. Mamy miasteczka i wioski pełne biedoty, która mówiła każdym językiem, poza polszczyzną Kochanowskiego, w jidysz, po rusińsku, po turecku i tak dalej. Mamy misz-masz kultur i religii. Wszyscy klepią biedę, ale coś ktoś gdzieś słyszał o kilku magnatach: panu Lubomirskim, Potockim, o królu w Dreźnie. Oni dzierżą ziemię i skupiają w sobie władzę, niemalże boską. Pani Tokarczuk pokazała, że w Polsce szlacheckiej, był ustrój nieprzychylny niskim warstwom społecznym. Co tam nieprzychylny. Żydzi, mieszczanie, nie mówiąc już o pańszczyźnianych chłopach pragnęli tej ziemi, ale jej nie mieli na własność. Całe to szaleństwo Jakuba Franka było dla ziemi! I dla perwersyjnego seksu, ale o ziemi Frank mówi kilkakrotnie, że chciałby ją dostać na własność. I w tym celu podlizuje się komu się da. Zyskuje sojuszników na dworach, w kurii. Czy dostanie ją? Zobaczycie sami. 
Jednocześnie mamy panoramiczny obraz doli i niedoli ówczesnych ludzi. Mamy pogromy żydowskie, ale i gminy żydowskie we Lwowie, mamy targ w małej mieścinie kresowej i kramiko-księgarnię żydowską, mamy karawanę kupiecką i Warszawę. Mamy handel żydowski i mamy pokazany kompletny brak przemysłu w Polsce. Napisano, że nawet filcowe kapelusze sprowadzano z Turcji. W tak wielkiej Rzeczypospolitej XVIII wieku nie było jego! Opisano przyczyny tego. Bo system w Rzeczypospolitej polegał na kastowości. Szlachta i magnateria nie trudniły się 'pospolitymi ' zajęciami zarezerwowanymi dla mieszczan. To mogli zrobić tylko Żydzi. Chłopi byli pańszczyźniani. Na poziomie niewolników. Magnateria miała tyle pieniędzy, że nie mieszkała nawet w Polsce. Żydzi zaś byli izolowani. Stworzyli więc swoją odizolowaną nację, mówiącą swoim językiem. I wedle tej książki trudno ich o to obwiniać. System stworzono taki niesprzyjający rozwojowi. Widać to po porównaniu z Brunn i z Wiedniem, dokąd wyprowadził się Jakub Frank z córką Ewą tak mniej więcej na 2/3 ksiązki. Widać to po dalszych losach zdolnego lekarza Aszera. 
Mamy też panoramę kleru w Polsce. Mamy hazardzistę biskupa i dobrego fascynata książek księdza Chmielewskiego. Mamy też mądrego księdza Paczkowskiego. Jak to w pierwszorzędnej powieści. Wielowątkowość. 
Jeszcze wspomnę o Jencie. Jenta to staruszka, która nie umarła. A było to tak. Przywieziono ją na żydowskie wesele. Staruszka prawie umarła przez trudy podróży. A że wiadomo, iż śmierć w dzień wesela przynosi pecha, to Elisza Szor nałożył jej na piersi amulet, przedłużający życie. Miał jej go zdjąć, ale ona zjadła karteczkę z zaklęciem. I nie umarła, przewijając się jako widmo przez cała powieść. Według mnie, wątek tej postaci dokładnie pokazuje mentalność kresową, mentalność - którą, dodam, znam ze swojego domu, otoczenia. Jest to jakaś taka mieszanina rodzinności, zawiłych koligacji i przesądów. Różne klątwy, pechy i niepechy są wciąż. 
Po tym stwierdzam, że książka nie jest o Żydach. Jest o nas, o dziedzicach tej wielokulturowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która w istocie była Rzeczpospolitą Czworga Narodów,  która jak wiadomo 'nierządem stała'. 
Nie tak dawno czytałam książki Jacka Komudy, który również próbował podsumować tamten czas historyczny. Ale pani Tokarczuk uczyniła to z większym talentem. Można poznać ten talent po tym, że czytelnik chce pozostać w świecie stworzonym przez pisarza, nawet jeśli nie cierpi jego bohaterów. Bo ja Jakuba Franka nie znosiłam: egoistycznego i samolubnego sekciarza z wybujałymi i perwersyjnymi skłonnościami do władzy nad ludźmi i takimiż skłonnościami erotycznymi, bełkoczącym jakieś bzdury wyczytane w Świętych Księgach kilku religii, dopasowącego wszystko do swoich celów.  
Jeszcze mam jedną interpretację tej wspaniałej książki. Wypisałam sobie z niej 6 kartek cytatów, w której spisałam sobie różne zdania, cytaty i stwierdzenia  o człowieku niedopasowanym do świata, w którym przyszło mu żyć. O pragnieniu doskonałości i doskonalenia się, o świadomości niemożliwości tego, niemożności wybicia się ze swoich czasów, i o świadomości klęski i tego, że śmierć i tak kończy wszystko. 
Co pozostaje? Zdaje mi się, ze Księgi. Jedno z ostatnich zdań książki to takie, że literatura jest próbą uczynienia doskonałymi światów niedoskonałych. Pani Tokarczuk się to udało. Przez te 6 lat pisania książki wykreowała doskonały świat niedoskonały. 
Wielkie 10 gwiazdek za książkę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

środa, 15 lipca 2015

Mariusz Szczygieł 'Kaprysik. Damskie historie'

Znalezione obrazy dla zapytania kaprysik. damskie historie Obiecałam Wam wczoraj jeszcze jedną książkę pana Szczygła i jest. Lektura krótka, bo liczy 191 stron. Ale bardzo ciekawa. To historie kobiet.  Na swojej stronie (http://www.mariuszszczygiel.com.pl/585,kaprysik) autor mówi, że są o 'kobiecym niespełnieniu i 'tajemniczym niedosycie'. 
I tak chyba jest. 
Książka z roku 2010, wydana przez wydawnictwo Agora  S.A.
Oto moja krótka opinia: 
Słyszałam, że Mariusz Szczygieł jest świetnym reportażystą. Postanowiłam to sprawdzić,ale i zacząć od książki innej, niż jego czołowe dzieło. Znalazłam 'Kaprysik'. Książeczka mała, ale pełna treści. Taka kwintesencja kobiecości. Reportaże dały mi do myślenia i rozbawiły. Styl autora jest niewidoczny, głos oddaje bohaterkom i bohaterom.
Polecam. 
8 gwiazdek

wtorek, 14 lipca 2015

Mariusz Szczygieł 'Gottland'

  'Księgi Jakubowe' wciąż w czytaniu, więc nadrabiam zaległości we wstawianiu zaległych opinii:
Tym razem o nagrodzonym Nagrodą Nike w roku  przez czytelników w roku 2007 roku reportażem 'Gottland'. Wydanie niniejsze to Wydawnictwo Czarne z 2010 roku i seria 'Reportaże'. 
Książka jest zbiorem reportaży o Czechach. Zaczyna się od historii producenta butów Bata, potem jest też i o aktorce Lidzie Baarovej i o rzeźbiarzu Otakaze Szvecu, piosenkarce Martie Kubiszovej, pisarzu Eduardzie Kirchbergerze. Mamy opis losów Czech od początku wieku XX, gdy to rozpadały się Austro-Węgry, po Nazizm, Stalinizm. Autorowi udało się w lekki i ciekawy sposób pokazać trudne i niesprawiedliwie krzywdzące przez okrutny los dzieje narodu czeskiego. Po wysłuchaniu tej książki przekonałam się, jak bardzo Ci nasi sąsiedzi potrafią sobie radzić w trudnych czasach, jak potrafią sobie poradzić, i że nie tylko my Polacy mamy patent na bycie cierpiętnicą Europy. To wspaniała książka o ludziach!

Znalezione obrazy dla zapytania Mariusz SzczygiełOkładka książki GottlandDobra ósemka za bardzo dobrze napisany reportaż. Zwięzłość w pisaniu to zaleta, którą nie każdy pisarz posiada. Pan Szczygieł posiada. Zwięzłość i treściwość. Bardzo dobre pióro.
Nie jestem jakąś znawczynią Czech, ale oczywiście Szwejka znam. Znam też tradycyjne bajki czeskie. Czytał ktoś? Patrząc na bajki tradycyjne nie traktujemy ich jako literatury dla dzieci (bo do końca XIX wieku) nie dostrzegano w ogóle odrębności psychiki dziecięcej. No więc patrząc na bajki czeskie jako obrazu świata, dostrzegłam wyjątkowość Czechów. Co tam jest w tych bajkach? Dużo jedzenia jest i dużo śmiechu. To niesamowite zjawisko w bajkach.
No ale przechodząc do 'Gottland' od razu dostrzec można inność doświadczeń Czechów, inność od Polaków. Podczas, gdy Polacy najwyżej cenili umieranie, oni za bohaterstwo uważali przetrwanie. W związku z reportażem o Bacie przypomniała mi się historia Cegielskiego, przytaczana w radiu w związku z Powstaniem Styczniowym. Otóż młody Cegielski był jedynym gimnazjalistą w Poznaniu, który się nie zaciągnął do powstania. Bo uznał za patriotyzm bohaterstwo życia.
W każdym razie do książki wrócę niejednokrotnie. Prawdopodobnie znów wybiorę audiobook, bo pan Wakuliński przeczytał książkę rewelacyjnie.
  8 gwiazdek
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: