poniedziałek, 6 lipca 2015

Margaret Atwood 'Kobieta do zjedzenia' - czy naprawdę feministyczna?

Margaret Atwood
Margaret Atwood
The Edible WomanPierwszy raz nie wiedziałam ile mam dać tej książce gwiazdek.
Czy 7 czy 3. Dałam 7, ale mam wciąż wątpliwość czy nie dać trzech.
Okładka książki Kobieta do zjedzenia
Zacznę od tego, mam, znam i lubię 'Penelopiadę' tej autorki. Książkę ciekawą i ironiczną. Planowałam przeczytać coś jeszcze tej autorki i gdy z swoim ulubionym miejscu z książkami za grosze znalazłam 'Ślepego zabójcę' i 'Kobietę do zjedzenia' to kupiłam od razu. Okładka angielska jest najbrzydsza z okładek, jakie widziałam w życiu. Polska jest ciekawsza i nie tandetna. 'Kobieta do zjedzenia' to pierwsza powieść Atwood, jeszcze z roku 1965. Więc i konwencja jest inna, i warsztat pisarski na początku swej drogi.
Od warsztatu zacznę. Zdziwiłam się, bo oczekiwałam czegoś w stylu Pynchona, a mam książkę realistyczną, obyczajówkę. Podzielona jest na 3 części. Pierwsza i 3 napisana została w narracji pierwszoosobowej, a druga - w trzecioosobowej. Nie rozumiem sensu tego podziału, bo nie zmienia to niczego w wymowie utworu. Dłużyzn nie ma, charaktery bohaterów poznajemy poprzez ich dialogi, zachowanie i zdarzenia. Najwięcej uwagi poświęcono Marian, głównej bohaterce.
Czy jest to książka pro-feministyczna? Tak sądziłam przed sięgnięciem po nią. Ale jak skończyłam, to zmieniłam zdanie. Zakończenie zadziwia i pozostawia wrażenie, że mieliśmy odpowiedź i już jej nie mamy.
Właściwie to nie jest to książka antymęska, jak sądziłam, ale 'antybezzdaniowa' (mój neologizm wymyślony teraz). Chyba ten wniosek można wysnuć z tej książki, że w życiu udaje się tym ludziom, którzy wiedzą czego chcą od życia, od siebie i od innych. Dlatego udało się współlokatorce Marian Ainsley. Na końcu książki gubi nam się podział na dobre kobiety i złych mężczyzn, i tak chyba powinno być, że liczy się to jakimi jesteśmy ludźmi.
Jeszcze powiem Wam o obrazowaniu. Nasza bohaterka Marian to klasyczny przykład kobiety, która nie wie czego chce, pogubiła się, wybory poczynione przytłoczyły ją. Autorka używając narracji wewnętrznej pokazującej jej widzenie otoczenia, jej panikę i nierozsądne gesty, podkreśla charakter postaci, jej osobowość. Mamy w zasadzie sekwencję nierozsądnych zachowań Marian, łącznie ze schowaniem się pod łóżko i paniczną ucieczką od ukochanego na ulicę w środku konwersacji.

Jeśli czytelnik sądzi, że zakończy się to moralizatorskim pouczeniem, albo wyzwoleniem kobiety z niewoli męskiej, to się zdziwi.

Podsumowując, zgodzę się z którąś czytelniczką LC, która zauważyła, ze książkę warto przeczytać, bo nie straciła na swej aktualności.
Porusza problemy kobiecości, problemy tożsamości i wyborów drogi życiowej: rodziny czy pracy, serca czy rozumu.
A że mnie zdziwiła ta książka to nawet lepiej.
7 gwiazdek

5 komentarzy:

  1. Pierwsze co powiem to że mnie przeraziłaś tą narracją, która się zmienia. Nie znoszę takich zmian. To całkiem spora różnica między 3-7 gwiazdek. Okładka faktycznie brzydka ale to nie zmienia że książka jest fajna :)
    Ja ja wiesz z mojego bloga takich książek nie czytam, albo może kiedyś zacznę.
    Dziękuję że zdecydowałaś się obserwować mój blog :)
    Pozdrawiam ciepło.
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hit albo kit. Ja pewno sięgnę po inne książki pisarki, więc w sumie jestem chyba dobrej myśli.
      Ciekawe czy inni czytali tę książkę.

      Usuń
  2. Nie czytałam tej książki, ale sprawdziłam i mam ją w swoich zbiorach. Akurat teraz nie mam ochoty na tego typu prozę, ale w przyszłości, kto wie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz? W jakiej okładce? Może Cię zainteresować. W sumie to powieść obyczajowa, tylko z mądrym przesłaniem. Starałam się nie opowiadać zakończenia.

      Usuń
  3. "antybezdaniowa" - zapisuję ;)
    Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...