poniedziałek, 9 listopada 2015

Isaac Bashewis Singer 'Sztukmistrz z Lublina' - przypowieść o losach swojego narodu

110 lat temu urodził się Isaac Bashevis Singer - żydowski pisarz związany z Polską, laureat Nobla
Isaac Bashevis Singer (jidysz: יצחק באַשעוויס זינגער, ur. w 1902 roku w Leoncinie w woj. mazowieckim, zm.  w Miami w roku 1991) – pisarz żydowski tworzący głównie w języku jidysz, dziennikarz. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1978.


Okładka książki Sztukmistrz z Lublina Książkę 'Sztukmistrz z Lublina' planowałam przeczytać jeszcze w czasach liceum, bo jestem z Lubelskiego, Noblista urodził się w Polsce, a go nie znamy. Znamy Miłosza, znamy Reymonta, a Singera nie. Jakby był z Japonii, albo Wysp Kanaryjskich. Ale wiadomo jak jest, że brakuje czasu. Dopiero w kwietniu 2014 roku znalazłam czas na tę książkę. 
Okładka, którą Wam pokazuję, pochodzi z wydania przez wydawnictwo Muza z 2002 roku. 
Tak w ogóle to książka wydana została po raz pierwszy w roku 1960 w języku jidysz, języku polskich Żydów, jak wiadomo (Korczak miał w swoim sierocińcu dzieci mówiące właśnie w jidysz. Jest to język powstały na bazie niemieckiego, który stał się międzynarodowym językiem Żydów europejskich, bo wiemy, że hebrajski był martwym językiem. Dopiero po wojnie odtworzono go w Izraelu. We współczesnej literaturze często używa go Marcin Wroński, ze względu na osadzenie swoich świetnych kryminałów w środowisku Żydów). Na polski przetłumaczono ją w 1983. Przypomnijmy, ze Nobla przyznano pisarzowi w roku 1978. Skąd więc te 5 lat luki? 
Nie wiem. Jeśli ktoś wie, to proszę napisać. Bo nie rozumiem. Czy nie byliśmy dumni z tego Nobla?!!!!!!!!

Wracając do książki to jest to historia Żyda spod Lublina, sztukmistrza Jaszy Mazura, który próbuje zrobić w życiu coś innego, niż to wynika z jego tradycji, obowiązków rodzinnych i tak dalej. Jedzie do Warszawy i próbuje. Książka jest opisem tych prób i tego jak się one skończą. 

Od razu po przeczytaniu oceniłam ją na 6 gwiazdek. Oto moja ówczesna opinia:
'Książka ma formę - narrację, fabułę - tradycyjną, dziewiętnastowieczną, jeśli można tak powiedzieć. Mnie kojarzy się z naturalizmem, taką np. 'Tessą d'Urbelville'. I to mi troszkę przeszkadzało, bo lubię prozę współczesną. No, ale to wybór pisarza, jego inspiracji artystycznych, i ma to świadome podstawy artystyczne, nie będę z tym dyskutować.
Po tę książkę sięgnęłam ze względu na Lublin, w którym dzieje się część akcji. Jestem z Lubelskiego, i to część tradycji mojego regionu. Jeszcze cebularze zostały, jeszcze tlą się wspomnienia dziadków. Uznałam, że trzeba to przeczytać.
Miałam dwa wrażenia, podczas czytania książki.
Po pierwsze, przez całą powieść nabudowywała się i oddziaływała na mnie - czytelnika - atmosfera izolacji głównego bohatera, izolacji, która tkwiła w jego duszy, duszy filozoficznej, zadającej pytania, ale i duszy zdezorientowanej, poszukującej tożsamości. Bardzo ciekawa sprawa. Moim zdaniem, jedna z najciekawszych w książce, ciekawsza niż problematyka moralna, choć powiązana.
Po drugie, rozterki duchowe bohatera, jego wewnętrzny świat. Narracja dobrze to ukazuje. Jasza patrzy na to co go otacza, na przyrodę i pyta się o Boga, o praprzyczynę. I ta sobie pomyślałam, że przyroda mojego regionu, ta prowincjonalność, czy raczej tradycyjność, która wciąż jest, i którą tak cenię sobie (taki gust :-)), może skłaniać do takich pytań.
Ja uważam, że powinniśmy uznawać 'Sztukmistrza' jako część regionalnej tradycji i zobaczyć w Jaszy nas samych. Samo wyznanie to tylko przykład. Uważam, że książka jest uniwersalna, bo wiele świat dzisiejszych gwałtownych przemian sprawia, że zaczynamy szukać czegoś, co zintegruje nasze ja. I tą częścią jest tradycja.
W wersji popularnej mamy ten schemat pod postacią książek o powrocie na wsi. Singer temat pogłębił, ukazał źródło, sedno sprawy.
Bardzo ciekawa książka, choć forma - dla mnie - za dziewiętnastowieczna. Daję więc gwiazdek 6. Ale do autora będę wracać.'

ps. 
Po prawie dwóch latach od przeczytaniu, po obejrzeniu cyklu 'Zagłada Żydów Europejskich' na Visat History, i po przeczytaniu kilku książek o holocauście i tego, co się stało z tymi, którzy przeżyli, zrozumiałam, ze książka jest przypowieścią o losie Żyda, o tym,  że od tej tożsamości  narodowej nie można się wyrwać, że te troszkę archaiczne obrzędy i obyczaje są jedynym co ci ludzi mają. Bo to daje im poczucie czegoś pozytywnego, w tych całych stuleciach bycia izolowaną nacją. 
I tak sobie myślę, że Polacy też mają swoje obrzędy kulturowe, których się trzymają będąc na emigracji. Może to chodzenie na polskie msze, te festyny w strojach krakowskich, pieśni legionowe są lekko archaiczne dla obcokrajowca, a nawet te nasze masowe jeżdżenie na pielgrzymki wydają się nie pasujące do czasów, ale to jest nasza tożsamość. To nas współtworzy. I ta książka jest chyba o tym. 

2 komentarze:

  1. Jidysz odchodzi w zapomnienie. Nie mogę się z tym pogodzić. Tak niewielu mówi w tym języku, pocieszające są jednak letnie spotkania tych, którzy ucząc się go próbują ocalić jidysz od zapomnienia, wówczas odradza się myśl, że może nie wszystko stracone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są jakieś 'zloty'? Mnie też jest tego szkoda, bo ten język to fenomen w skali światowej. Takie udane esperanto. Powiem więcej, gdy czytałam kryminały Wrońskiego, tam ciągle przewijały się słowa w jidysz, a ja ciągle miałam wrażenie, że w otoczeniu słyszałam naleciałości z tego języka, nam różne określenia itd.

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...