czwartek, 31 grudnia 2015

Emily Jane Brontë 'Wichrowe Wzgórza' (Wuthering heights) - czy diabeł może się zakochać?

 'Wichrowe Wzgórza' to jedna z najczęściej czytanych powieści świata. Jej popularność nie spada i wciąż jest czytana. 
Wydana została po raz pierwszy w 1847 roku pod pseudonimem Ellis Bell. To jedyna jej powieść. Tu zacytuję Wikipedię: W Polsce powieść po raz pierwszy została wydana w roku 1929 pod tytułem Szatańska miłość w tłumaczeniu Janiny Sujkowskiej. Późniejsze powojenne wydania książki już z nowym tytułem Wichrowe Wzgórza również są w tłumaczeniu Sujkowskiej. Nowe tłumaczenie powieści zaproponował Piotr Grzesik, które zostało wydane nakładem Wydawnictwa MG w roku 2014. Od pierwszego tłumaczenia Janiny Sujkowskiej jest wierniejsze oryginalnemu tekstowi, imiona postaci nie są spolszczone (np. Katy na Katarzynę), tak jak nazwy posiadłości (np. Thrushcross Grange na Drozdowe gniazdo). Krytycy i czytelnicy zarzucają mu, że wraz z dosłownością tekst stracił na potoczystości, lekkości frazy Sujkowskiej. (miałam przed oczami oryginał i tłumaczenie Sujkowskiej i potwierdzę te powyższe słowa autora hasła z Wikipedii. Jej tłumaczenie wprowadza zwroty przenośne, potoczność typową dla języka polskiego, a nieznaną angielskiemu. Za to kompletnie zignorowała akcent Józefa, którego w oryginale nic a nic nie rozumiałam.  Ciekawa jestem tego nowego tłumaczenia.
Emily Jane Bront, obraz pochodzi ze strony: http://www.bookgorilla.com/author/B000APRKSA/emily-bronte


Książkę tę czytam po raz drugi w życiu. Pierwszy raz czytałam w liceum, bo rówieśnicy opowiadali, że piękna i o miłości. A mnie wtedy ona przestraszyła. Owszem, przeczytałam z ciekawością, ale przestraszyłam się tej książki. Wówczas, najbardziej zwróciłam uwagę w niej na brak wolności bohaterów, na o ugrzęźnięcie w swoich uczuciach, lękach i fobiach, zamiast żyć, poznawać świat. A jeszcze, wystraszyłam się takiego uczucia, jakie cechowało Heathcliffa wobec Catherine, takiego chodzenia za nią krok w krok.
I pewnie nie zajrzałabym do 'Wichrowych wzgórz' nigdy więcej, gdyby nie wyzwanie czytelnicze, jakie postawiłam sobie na googreads - żeby przeczytać 10 książek po angielsku w 2015 roku. Ta była dziesiąta, i wstałam o 4 rano, żeby skończyć w starym roku! No a poza tym, miałam tę książkę, bo kupiłam ją sobie kiedyś w komplecie 4 sztuk Penguin Unbridged (wraz z 'Romeem i Julią', 'Dumą i uprzedzeniem' i 'Jane Erye'). Mogłam ją sobie zestawić z polskim tłumaczeniem. I prawie mówiąc, książka jest trudna. Tłumaczenie tego nie oddaje, ale np. wypowiedzi służącego Józefa są w jakimś dialekcie angielskim, kompletnie niezrozumiałym.
Ale wróćmy do książki. Okazuje się, ze warto jest wracać do książek, które w danym okresie czasu nam się nie spodobały. Bo z czasem możemy zmienić zdanie. Ja zmieniłam. I teraz w 'Wichrowych wzgórzach' odkryłam przepiękną narrację ramową, ale i wiele treści. Mamy pasjonującą historię miłości i dziwnych kolei losów dwóch rodzin, w które wkroczyło dziwne dziecko, znalezione ciemną nocą. Dziecko, z którego wyrósł człowiek destrukcyjny, niszczący siebie i innych. Siła uczuć bohaterów jest wielka. Targają nimi różne namiętności: miłość, tęsknota, żal, złość, złość, pogarda. Stąd pewnie ta uniwersalność tej książki. Historia miłości Heathcliffa i Catherine to wielka groteska miłości platonicznej, miłość, która niszczy.
Mamy też tu wielkie studium zła i tego skąd się bierze w duszy człowieka. Nasz Heathcliff okazał się prekursorem nazistów i przeprowadził eksperyment na dziećmi, którymi się zajmował, Haretonem i Lintonem. Uczył ich zła i nie dawał dobrych bodźców, nie pozwalał czytać. Przeciwnie jest wychowywana Catherine młodsza, bo w innym domu, pełnym miłości i wsparcia oraz edukacji. W tej drugiej części powieści to właśnie mnie intrygowało, czyli co z każdego z nich wyrośnie. Sprawdza się teza mojej mamy, iż dobro i zło wybieramy w sobie my sami.
Wiec warto było przemóc się do ponownego przeczytania 'Wichrowych wzgórz', gdyż książka dała mi wiele rozrywki i garść mądrych myśli.
9 gwiazdek

Ps. Zapomniałam napisać wczoraj, że książkę przeczytałam również w ramach projektu: Tu się czyta. Hasło na grudzień: zimno mi.
 Sylwia wyzywa

18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Tak. Teraz i ja ją doceniłam. Po latach.
      Szczęśliwego Nowego Roku!

      Usuń
  2. No, to ładną powieść na koniec roku zaliczyłaś! I to w oryginale! Czapki z głów!
    Czytałam "Wichrowe wzgórza" niezliczoną ilość razy, po raz pierwszy w liceum pod ławką, zamiast nudnej "Lalki" Prusa ;)))
    Kocham "Wichrowe wzgórza", ale wciąż się zastanawiam, które dzielo jest lepsze: "Jane Eyre" Charlotty czy "Wichrowe wzgórza" Emilii.
    Także próbowałam czytać to po angielsku i poległam. Kupiłam sobie raz w gdańskim Empiku 4-tomowe wydanie dzieł wszystkich (albo prawie wszystkich) sióstr B. Z tego wszystkiego udało mi się po angielsku przeczytać tylko "Agnes Grey", ale to tekst mlodzieńczy, i dość lichy, szczerze mówiąc. Nie polecam.
    Mam wrażenie, że Józef mówi gwarą z Yorkshire (???), przynajmniej tak mi się wydaje na zasadzie porównania z oryginałem "Tajemniczego ogrodu", gdzie służba posługuje się podobnym dialektem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy nie sądzisz, że Heathcliffe jest antycypacją Retta Butlera? No, w sensie męskiej demoniczności...

      Usuń
    2. A wiesz, że jak teraz myślę nad tym, to tak. Tylko że Rett Butler ukochaną osobę uszczęśliwiał, a Heathcliffe - niszczył. Ale tak.
      A ten dialekt rzeczywiście jest chyba z Yorkshire, tak jak mówisz, bo chyba Heathcliffe to mówi. Najgorsze w tej jego mowie są apostrofy, zastępujące samogłoski. Józef po prostu bełkocze.
      'Jane Eyre' lubię. Wydaje mi się, że wówczas powieść z narratorką żeńską, kobietą, która chce być szczęśliwa i mieć wybór, była i wciąż jest osiągnięciem.

      Usuń
    3. Hmmm, mam wrażenie, że Rett rozpieszczał, a nie uszczęśliwiał ;)))
      Ale to sprawa dyskusyjna.
      Chętnie podejmę temat, jak będzie okazja - np. przy kolejnej z rzędu lekturze "Przeminęło z wiatrem".

      Usuń
    4. 'Przeminęło z wiatrem' pamiętam dokładnie. Ja uważam, że fiasko związku ze Scarlet było winą jej.
      Ale mogę podyskutować :)

      Usuń
  3. Czytałam ;) polecam gorąco ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma to jak klasyka - warto do niej od czasu do czasu wracać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam tę książkę raz na kilka lat i zawsze znajduje w niej coś nowego. Kocham...

    OdpowiedzUsuń
  6. O widzisz, ja przedwczoraj kupiłam ją sobie w antykwariacie :) Też ją już kiedyś czytałam, ale chętnie do niej wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam takie samo wydanie tej książki (ta pierwsza) i też czasem myślę, że powinnam ją jeszcze raz przeczytać i porównać wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam to samo wydanie, co Ty. Klasyka gatunku ;) Książkę pokochałam na studiach, bo wtedy o pannach Bronte uczyliśmy się na literaturze brytyjskiej. Bardzo cenna powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nie mieliśmy 'Wzgórz' na liście lektur.

      Usuń
  9. Ta książka to moje zeszłoroczne odkrycie - uwielbiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też czytałam "Wichrowe Wzgórza" w liceum i podobnie jak Ty odebrałam tę lekturę, ale widzę też ten ogrom uczuć... niesamowita. Nie czytałam w oryginale, ale, o dziwo, polska wersja bardzo mi się podobała, chociaż bałam się, że to książka nie dla mnie.
    Swoją drogą od poniedziałku w Biedronce znowu jest, a muszę ją kupić, bo w zeszłym roku się spóźniłam i nie potrafiłam nigdzie dostać w tym wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w tym pięknym wydaniu w kwiatki? Napisz na blogu, jeśli już kupisz :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...