sobota, 30 stycznia 2016

Stosik, zima, wiersz i zaproszenie do Gdyni

Dzień dobry,
Od przedwczoraj sączy mi się do uszu 'Rękopis znaleziony w Saragossie' w wykonaniu Henryka Machalicy. Piękna rzecz, ale czasochłonna. Niestety, nie mam możności porównać tego z nowym tłumaczeniem. Ale powiem Wam, że mi stary język nie przeszkadza... Ostatnio zaniedbałam audiobooki, choć tak lubię. 
Mam do Was prośbę. Który z lektorów czytających 'Szwejka' jest lepszy?
Stosik nabytków książkowych jest taki oto:
 'Dziewczynę z ogrodu' już przeczytałam. Poza tym, oczywiście zapału do czytania mam więcej niż możliwości przerobowych. Nie wiem czy w drugiej połowie roku będę mogła tyle czytać. BO może nie będzie czasu. Przecież poza czytaniem trzeba żyć. Troszkę mnie ostatnio przygnębia to, że tyle czytam. Jak robot czytacz. A życie przecieka obok. 
Ale mam następne plany czytelnicze. Przeczytać serię historyczną Kraszewskiego i Bunscha. 
Ucieszyłam się, że przetłumaczą wreszcie książkę, którą po angielsku czytałam już 3 lata temu. 











Przypomnę, że stosik z początku stycznia był taki:
 

Oto recenzja książki 'Dżoker" Recenzja

A oto zaproszenie na spotkanie od wydawnictwa mg:
 
W przyrodzie wiosna. Nie lubię zimy, więc się cieszę. A jeszcze tydzień temu był taki widok:

To był kulig zorganizowany dla dzieci ze szkoły. O konie na wsi trudno, ale znalazły się. 

A wiersz na koniec to z okazji Dnia Babci. Recytowałam go w podstawówce na konkursie recytatorskim. I nawet otrzymałam za niego książkę 'Szwedzi w Warszawie'. Ten rytm recytacji i pauz sam przychodzi do głowy. Nauczyciele nawet nie pomogli wybrać wiersza, a teraz ciągną za uszy, bo system oświaty często bardziej każe się skupiać na osiągnięciach i tym, żeby 'o szkole było słychać' niż na nauce. W parafiach też tak jest. A nawet gdy w telewizji słucham reportaży, gdy ludzie mówią o dzieciach. To najważniejsze jest 'że się dzieci udzielały'. A te nieśmiałe i te, które nie lubią się udzielać to co, gorsze? 
Denerwuje mnie taka widowiskowość współczesności. 
Ale wrócę do wiersza.
Oto on i z nim Was zostawiam:
Różewicz Tadeusz

Przepaść

Babcia w czarnych sukniach
w drucianych okularach
z laseczką
stawia stopę
nad przepaścią krawężnika cofa
rozgląda się bojaźliwie
choć nie widać śladu samochodu
Podbiega do niej chłopczyk
bierze za rękę
i przeprowadza
przez otchłań ulicy
na drugi brzeg
Rozstępują się
straszliwe ciemności
nagromadzone nad światem
przez złych ludzi
kiedy w sercu
małego chłopca
świeci iskierka
miłości

piątek, 29 stycznia 2016

Parnaz Foroutan 'Dziewczna z ogrodu' - o obsesji posiadania dziecka i i kobietach w Iranie

RECENZJA PREMIEROWA
Wydawnictwo Kobiece, literatura kobieca, opowieść o kobietach. Mocna rzecz i bardzo ciekawa. Podejmuje wątek bardzo ważny w życiu kobiet z różnych kultur, teraz i kiedyś. O dziecku, o przedłużeniu rodu, o potomstwie, o jego pragnieniu i przymusie posiadania, bo żonę, która 'nie dała' dziecka, można 'oddalić'? Tak było i jest w niektórych kulturach. U nas nie, ale czasami pragnienie posiadania dziecka przysłania nam wszystkie inne pragnienia w życiu. 
Książka ukazała się 25 stycznia 2016 roku, kilka dni temu, w Wydawnictwie Kobiece. Oryginalny tytuł to 'The Girl from the Garden', a książka jest debiutem autorki. Oto biogram ze strony wydawnictwa:
autorka
Parnaz Foroutan jest uznawana przez krytykę światową za jedną z najbardziej obiecujących pisarek młodego pokolenia. Urodziła się i wczesne lata dzieciństwa spędziła w Iranie. Gdy miała pięć lat, wraz z rodzicami wyemigrowała do Europy, a następnie do Kanady. Za powieść Dziewczyna z ogrodu, której fabuła bazuje na prawdziwej historii rodzinnej autorki, otrzymała prestiżowe stypendium PEN Clubu oraz grant Elizabeth George Foundation przyznawany utalentowanym pisarzom. Została nominowana do renomowanego programu stypendialnego Hedgebrook. Obecnie mieszka w Los Angeles z mężem i dwojgiem dzieci.

Autorka opisuje Iran z czasów okupacji radzieckiej. Rodzina żydowska, ale kultura bliskowschodnia. Wielożeństwo - nie wiem, czy w religii żydowskiej istniało? Harem, wielka rodzina - dwóch braci, ich matka, i synowe, do tego dzieci. Już widać, że w tym 'babińcu' są intrygi i podgryzanie sobie dyskretnie, ale złośliwie i skutecznie, o czym tylko kobiety mogą mieć wyobrażenie. Narracja prowadzona jest z perspektywy wspomnień wnuczki Mahbube, która po zmianach w tym kraju na starość zamieszkała w Los Angeles. Pyta również sędziwą Rebekę o swoją matkę, której nie pamięta, ale otrzymuje zdawkowe odpowiedzi. Mahbube kocha ogród i rośliny, które przypominają jej dom. Idzie więc do ogrodu, gdzie obrazy z przeszłości rodziny 'spływają na nią'.

I ta opowieść jest osnową książki. Wygląda na to, że pragnienie potomka cechuje wszystkich w tej rodzinie, mężczyzn i kobiety. Jest wyznacznikiem 'kobiecości' i 'męskości' w społeczeństwie. Bezdzietnych nikt tam nie szanuje. Jeden brat poślubił Chorszid, a drugi - Rachel. Obie to dziewczynki, które w chwili przedstawienia ich przyszłej teściowej i mężowi są dziewczynkami bawiącymi się lalkami! Rachel mając 15 lat jest już od 3 lat mężatką! Chorszid podobnie. Książka ukazuje życie codzienne i zwyczaje tego wielkiego domu, z perspektywy kobiet. Powrót do domu byłby wstydem dla rodziny, więc taka młoda małżonka robi wszystko, żeby dać mężowi syna. Samotność, rywalizacja, osamotnienie psychiczne powodują różne reakcje u dziewcząt. Jedna staje się życzliwa dla świata, a druga coraz bardziej rozżalona, złośliwa i bezwzględna.
Czytałam tę historię z przejęciem i wypiekami na twarzy. Książka jest ciekawa, bo nie ma w niej schematycznych ról. Zło czy dobro postaci wynika z ich życia, losów i wnętrza. Wszyscy tam się miotają. Najtragiczniejszą postacią jest pojawiająca się w połowie książki Kokab. Ta jest dojrzałą kobietą, która utraciła dziecko, której mąż zabrał córkę. I to ona najbardziej jest świadoma tragizmu każdej z tych kobiet, niemożności wybrnięcia z tego labiryntu. Ona wie ile kosztuje macierzyństwo w świecie zdominowanym przez mężczyzn, w którym kobieta jest dodatkiem do męża.

Córka jednej z nich, Mahbube wyjechała do Los Angeles, swoją determinacją doprowadziła do tego, że uczyła się w szkole! Nie była więc analfabetką. Ale w Los Angeles tęskni za Iranem, za rodziną. O sobie mówi, że jest jak Odys. Watek Mahbube jest poetycki i liryczny.
A zarazem pokazuje, iż nie jest łatwo przyjść z zewnątrz do świata Bliskowschodniego z gotowymi, europejskimi receptami na wyzwolenie kobiet.
Książka porusza, wzrusza i ciekawi. Polecam! 
7 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiece:
 Wydawnictwo Kobiece

czwartek, 28 stycznia 2016

Jacek Dehnel 'Matka Makryna' - stylizcja i prawdziwa opowieść. O hipokryzji i mitach narodowych i kulturowych

Wszyscy ją kojarzymy, bo była ubiegłoroczną kandydatką do Nagrody Nike. Ukazała się w październiku 2014 roku w wydawnictwie W.A.B. w serii ...archipelagi.... 

Jacek Dehnel, źródło zdjęcia: http://natemat.pl/111203,mlody-zdolny-kontrowersyjny-jacek-dehnel-staroswiecki-pisarz-mlodego-pokolenia
Nie jest to pierwsza książka pana jacka Dehnela, o rok ode mnie młodszego gdańszczanina, autora 'Lali', współautora 'Tajemnicy domu Heclów' oraz wielu innych: poezji, prozy i tłumaczeń. Jest już laureatem licznych nagród. Oto wyliczenie z Wikipedii:
Za debiutancki tom poetycki Żywoty równoległe otrzymał w 2005 Nagrodę Fundacji im. Kościelskich oraz wyróżnienie w Ogólnopolskim Konkursie Literackim "Złoty Środek Poezji". W 2007 został laureatem Paszportu Polityki za rok 2006 w kategorii literatura.
W listopadzie 2008 roku otrzymał od Rady Języka Polskiego tytuł Honorowego Ambasadora Polszczyzny, w maju 2011 roku tytuł Młodego Ambasadora Polszczyzny. W marcu 2009 roku przyznano mu nagrodę kulturalną miasta Gdańsk Splendor Gedanensis, za wydanie książki "Balzakiana", a także przekłady poetyckie Philipa Larkina.
W 2009 roku został laureatem nagrody „Śląski Wawrzyn Literacki” (za rok 2008) za powieść Balzakiana.
Dwukrotnie nominowany do Nagrody Angelus - w 2007 roku za Lalę, w 2012 za Saturna. Czterokrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike - w 2009 za Balzakiana, w 2010 za Ekran kontrolny (finał nagrody), w 2012 za Saturna, a w 2015 za Matkę Makrynę (finał nagrody). W 2014 nominowany do Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej za Języki obce.

Już od wielu osób słyszałam, że to wspaniała książka, ale tak konkretnie to nie wiedziałam dlaczego i o czym jest. W końcu trzeba było samej przeczytać. Czytałam ją od listopada, może inaczej, miałam ją przeczytać od listopada, ale ciągle pojawiała się jakaś inna książka. I 'Matkę Makrynę' odkładałam. W końcu siadłam i przeczytałam. Zajęło mi to 3 dni. Można było szybciej, ale chciałam się nią delektować!
Nie czytałam jeszcze "Lali', ale wiedziałam, ze autor interesuje się starymi książkami, broszurkami itd. Ale takiej wspaniałej stylizacji językowej to się nie spodziewałam! Jest to przyjemność czytelnicza sama w sobie, sprawne naśladowanie i XIX-wiecznych utworów hagiograficznych, a nawet pogłos pierwszego utworu rosyjskiej literatury, chyba z XVII wieku, czyli 'Opowieści budującej o świątobliwej męczennicy Teodorze', którą miałam kiedyś wątpliwą przyjemność czytać na 'zaliczenie z literatury rosyjskiej'.

No więc w książce wszystkiego dowiadujemy się już na początku. Że opowieść męczennicy Makryny to mistyfikacja, że prawdziwe jej losy są inne. I dalej autor opowiada dwutorowo, o mękach zakonnic unitek od Moskali i o tragicznym życiu prawdziwej bohaterki, Julki, wdowy po Wińczu, pułkowniku wojsk radzieckich. Opowieść ta, ta prawdziwa, zestawiona z pompatycznością zmyślonej, ale poparta prawdziwymi ranami na ciele kobiety, zapiera dech w piersiach czytelnika. Dosłownie. Bo życie jej nie oszczędzało. Poniżana, maltretowana, bez żadnej pomocy, w dodatku i bez pocieszenia, bo świat był taki, że że za żoną bitą przez męża nikt się nie opowiedział, że ksiądz na spowiedzi nie dość, że nie pocieszył, to jeszcze wyśmiał. Że wdowa bez grosza przy duszy skazana była na żebranie. itd.
Autorowi udało się dotrzeć do istoty hipokryzji w myśleniu ówczesnym i może teraźniejszym. Okazało się bowiem, co pokazały autentyczne losy fałszywej matki Makryny Mieczysławskiej, że o ile 'biedne' cierpienie świat, ludzie, my, ośmieszymy, to takież samo cierpienie martyrologiczne ozłocimy. Że lubimy mity i symbole i cuda, że zawsze tak było, w opisanym Paryżu i Rzymie z czasów Mickiewicza i Czartoryskiego, i teraz.
Lament 'głupiej Julki', jak mówi o sobie fałszywa Makryna, wywarł na mnie wielkie wrażenie. Bardzo mnie poruszył. No a poza tym jest to wspaniale napisana książka, o wielkiej wartości artystycznej. Na pewno 'komisja Nike' miała wielki dylemat co wybrać.

Polecam i dziękuję za polecenie mi jej. 
9 gwiazdek 

ps. Czy ktoś się orientuje, czy ta książka została już przetłumaczona na angielski?

środa, 27 stycznia 2016

Post z okazji Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu - o Janie Karskim kompletna biografia przez Waldemara Piaseckiego i książce 'Siódmy krzyż'

Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.dts24.pl/wspomnienie-ofiar-holokaustu_29276.html
Zastanawiałam się wczoraj co by tu dziś napisać z okazji Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Można by opisać film, wymienić liczne książki na ten temat. Ale ja napiszę o postawach. Bo w Holokauście ucierpieli Żydzi, ale i Polacy. Najpierw zastosowano odpowiedzialność zbiorową. Za ukrywanie groziła śmierć całej rodziny pomagającej. 
Znalezione obrazy dla zapytania Jan Karski
Jan Karski. Jan Karski, właściwie Jan Romuald Kozielewski, pseudonim Witold – obywatel Polski i Stanów Zjednoczonych, honorowy obywatel Izraela, prawnik i dyplomata, historyk, wykładowca akademicki i profesor Uniwersytetu Georgetown.
Byli przecież i tacy jak Jan Karski, odważni, którzy próbowali powiedzieć o tym światu. W ubiegłym roku, z okazji piętnastej rocznicy śmierci Jana Karskiego, wydawnictwo Insignis rozpoczęło wydawanie kompletnej biografii tego wielkiego człowieka. Na razie ukazał się pierwszy tom i ja go posiadam, bo wygrałam w konkursie Lubimyczytać!: 
 

Książka obejmuje lata 1914-1939, zawiera wiele zdjęć. Jeszcze nie zdążyłam jej przeczytać. Jest bowiem ogromna. Na ten rok zaplanowano wydanie kolejnych tomów:
Oto informacja ze strony wydawnictwa:
Życzeniu Profesora, by w trzech tomach, tworzących swoistą TRYLOGIĘ, ukazać szerokim kręgom czytelników całość jego życia i dokonań staje się wreszcie zadość.
Na trylogię „Jan Karski. Jedno życie” złożą się:
„Tom I (1914–1939) MADAGASKAR” opisujący okres do wybuchu wojny (dzieciństwo w Łodzi, studia we Lwowie, podchorążówka artylerii konnej, praca w MSZ do chwili ogłoszenia mobilizacji w sierpniu 1939 roku);
„Tom II (1939–1945) INFERNO”, obejmujący czas drugiej wojny światowej (kampania wrześniowa, wzięcie do niewoli sowieckiej 17 września, ucieczka z niewoli, działalność w Podziemiu, misje kurierskie, próby mobilizowania polityków oraz społeczności Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych dla ratowania Polski spod zagrożenia dominacją sowiecką i Żydów z Holocaustu, pisanie książki „Story of a Secret State”);
„Tom III (1945–2000) MANHATTAN”, opisujący okres powojenny (próby znalezienia swego miejsca na Zachodzie, studia i kariera w Georgetown University, sytuacja rodzinna i małżeństwo, działalność niepodległościowa, związki z Polską po 1989 roku, pozycja wśród elit III RP, przyjaźnie, honory i zaszczyty, poglądy na miejsce i rolę Polski w świecie, związki ze światem żydowskim, pozycja bohatera, który próbował powstrzymać Holocaust, a potem zwalczał antysemityzm oraz był przyjacielem Izraela i narodu żydowskiego).
Do roli biografa Profesor namaścił Waldemara Piaseckiego, swego przyjaciela i wieloletniego sekretarza.
Przedmowę napisał Elie Wiesel, laureat Pokojowej Nagrody Nobla i wieloletni przyjaciel Jana Karskiego.
Tom pierwszy ukazał się nakładem wydawnictwa Insignis Media w maju 2015 roku. Kolejne tomy są przygotowywane i ukażą się nakładem tej samej oficyny w roku 2016.

Waldemar Piasecki
Waldemar Piasecki, źródło zdjęcia i opisów: tu
Autor jest polskim dziennikarzem i pisarzem mieszkającym w Nowym Jorku. Od 30 lat aktywnie uczestniczy w polsko-żydowskich i żydowsko-chrześcijańskich wzajemnych relacjach i dialogu. W ostatnich latach życia Jana Karskiego był jego sekretarzem, koordynatorem działalności publicznej, a przede wszystkim przyjacielem. W 1996 r. doprowadził do realizacji dla TVP dokumentu „Moja misja” o Janie Karskim. W 1999 r. przetłumaczył na polski i opracował książkę profesora Karskiego „Tajne Państwo”. 




 Cytat taki znalazłam z książki Jana Karskiego 'Tajne państwo":
 'Wydaje się, że jakieś fatum ciąży nad polskimi losami. Ale cóż począć? Musimy walczyć, jeżeli chcemy przetrwać. Zupełnie, jak gdyby Stwórca celowo dołożył nam trosk, przepajając nas nieukojoną miłością do ojczyzny, naszego narodu, ziemi i wolności'.

I ten:
'Zdawało się, że wszyscy wibrują z nienaturalną intensywnością, znajdując się w ciągłym ruchu, spowici całunem chorób i śmierci, w których ich ciała jakby pulsowały w stanie rozkładu'.

I ten 
'Świat, który znałem, rozpadł się na moich oczach. Czułem się jak rozbitek na oceanie, który miotany przez fale jest bezsilny (...)'.

I cytat z relacji o obozie przejściowym w Bełżcu:

"...Obóz, jak się zorientowałem. Obejmował teren około półtora kilometra kwadratowego płaskiego terenu. Otoczony był solidnym ogrodzeniem z drutu kolczastego, rozpiętego kilkoma rzędami pomiędzy drewnianymi słupami. Ogrodzenie miało ponad dwa i pół metra wysokości. Po zewnętrznej stronie przechadzały się patrole w odstępach około pięćdziesięciometrowych. Po stronie wewnętrznej strażnicy z bronią stali co jakieś piętnaście metrów. Za drutami stało kilkanaście baraków. Przestrzeń pomiędzy nimi wypełniał gęsty, falujący tłum. Więźniowie tłoczyli się, przekrzykiwali. Z kolei strażnicy starali się utrzymywać ich we względnym porządku...
    ...Po lewej stronie od bramy , o jakieś sto metrów za ogrodzeniem, był tor kolejowy, a właściwie rodzaj rampy. Prowadził od niej do ogrodzenia chodnik zbity z desek. Na torowisku stał pociąg złożony z około trzydziestu wagonów towarowych. Były brudne i zakurzone...
    ...Mijaliśmy akurat jakiegoś starca. Siedział na ziemi nagi i rytmicznie kiwał się do przodu i tyłu. Jego oczy błyszczały i nieustannie mrugał powiekami. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Obok leżało dziecko w łachmanach. Miało drgawki. Z przerażeniem spoglądało dookoła.
    Tłum pulsował jakimś obłędnym rytmem. Wrzeszczeli, machali rękami, kłócili się i przeklinali. Zapewne wiedzieli, że niedługo odjadą w nieznane, a strach, głód i pragnienie potęgowały poczucie niepewności i zwierzęcego zagrożenia. Ludzie ci zostali wcześniej ograbieni z całego skromnego dobytku, jaki im pozwolono zabrać w tę podróż. Było to pięć kilogramów bagażu. Były to zwykle jakieś najpotrzebniejsze w drodze przedmioty. Poduszka, jakieś okrycie, trochę jedzenia, butelka z wodą. Czasem kosztowności czy pieniądze. Docierała tu przeważnie ludność gett, która nie miała już nic...
    Pobyt w obozie nie trwał długo. Zazwyczaj nie dłużej nić cztery dni. Potem pakowano ich w wagony na śmierć. Przez czas pobytu w obozie prawie nie otrzymywali jedzenia. Zdani byli na własne zapasy'. 


Okładka książki Siódmy krzyżGdy myślę o ludobójstwie na tak wielką skalę, przypomina mi się książka Anny Seghers 'Siódmy krzyż'. W Polsce wydał ją Czytelnik w roku 1961. Urodzona w 1900 w Moguncji, zmarła w 1983 w Berlinie) Jej najwybitniejszym i najbardziej znanym dziełem jest powieść Siódmy krzyż, mówiąca o przeżyciach uciekinierów z obozu koncentracyjnego w Westhofen w roku 1937. Na kanwie tejże książki nakręcono w 1944 roku film pt. Siódmy krzyż (oryg. The Seventh Cross) w reżyserii Freda Zinnemanna.
Proszę mi wybaczcie, co wrażliwsi, że w poście o Holokauście zamieściłam książkę pisarki niemieckiej, ale pokazała ona - jak sądzę - mechanizm terroryzowania ludzi. Albo inaczej - mechanizm zabijania w obywatelach oporu. Ci uciekinierzy z powieści zderzają się z różnymi postawami zwykłych ludzi, od pomocy po skryte donosicielstwo. I gdy tak czytałam o tych ludziach, zwykłych obywatelach, to miałam wrażenie, że nie wiem jak ja bym się zachowała, gdyby pomoc nieznajomemu zagroziła mojej rodzinie. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. 
I miejmy nadzieję, że złośliwy los nie skaże nas na taką konfrontację z sumieniem. 

Oto moja opinia sprzed 2 lat:
Jest to książka, która na mojej półce czekała na przeczytanie od lat - czekała na swój dzień, bo już sam tytuł sugerował 'coś ważnego'. I nie zawiodłam się. Jest to 417 stron drobnego druczku, ale warto.
Nie będę streszczać fabuły, bo po co, ale powiem, że rzeczywiście czytelnik współprzeżywa wraz z bohaterami, czuje strach i zastanawia się, jak postąpiłby, czy byłby silny, czy słaby, broniłby życia, czy słusznej sprawy.
Ważnym problemem książki jest spojrzenie na Niemców jak na ludzi i pokazanie, że Tam również zadziałał aparat terroru, że była opozycja, którą tłumiono.
Dla mnie ciekawe postacie to: Georg Heisler, Zillich, Franz, Elli i jej ojciec i państwo Kress, gdyż w pełni pokazują meandry życia i wyborów Niemców wobec kryzysu lat dwudziestych XX wieku i rodzącego się hitleryzmu. 
8 gwiazdek


wtorek, 26 stycznia 2016

Jackie Todd 'Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji' - dla psiarzy i miłośników pensjonatów i zwierząt

Okładka książki Nasze piękne dni i kochane psy w AndaluzjiWczoraj opisałam książkę pani Joanny Marii Chmielewskiej 'Pod Wędrownym Aniołem'  Recenzja
Jest to opowieść o zmianach w życiu autorki, ale i o pensjonacie, który rzeczywiście istnieje, ma swoją stronę w internecie. 

I tak mi się skojarzyła inna książka o pensjonacie, którą czytałam, ale pensjonacie w Andaluzji. 
Książka ukazała się w Polsce w wydawnictwie Amber w 2010 roku. 
Dog Days in Andalucía: Tails from Spain
Okładka wydania angielskiego

Tytuł oryginalny brzmi 'Dog days in Andalucia tails from Spain'. Opowiada o małżeństwie, które dotychczas wiodło zajęte życie wziętych architektów w Londynie. 
A że z czasem takie życie się nudzi, więc i oni postanowili zamieszkać na łonie natury. Wybrali Hiszpanię i Andaluzję. Kupili psa i zaczęli prowadzić pensjonat. Z jednego psa ich psia rodzina rozrosła się bardzo. W 2007 roku posiadali 123 szczeniaki, a w 2008 - 119. Książka jest reklamą tego pensjonatu. Sprawdzałam stronę w internecie, to ich gniazdko jest przepiękne. Gdybym miała pieniądze, to pojechałabym tam na pewno. 
Oto moja recenzja sprzed 2 lat:
Dałam książce 6 gwiazdek za radość, którą mi dało jej czytanie. Sama historia przypomina mi 'Pod słońcem Toskanii' budową i przesłaniem. Jest to książka o tym, jak angielskie małżeństwo za zaoszczędzone pieniądze kupuje sobie domki w Andaluzji, tam je odnawiają i wynajmują turystom. Przy okazji spełniają swoje marzenie o opiece nad psami i kotami. Opowieści miejscami wzruszające, o prostych, szczerych ludziach, o skrzywdzonych psach bez patosu, bez sztucznych rozmów, bez cudownej zmiany losów. Zwykłe życie, poranna kawa na tarasie, słońce, kwiaty, basen. To co lubię. A że dla mnie książka była mentalną podróżą do Andaluzji, to do półeczki 'podróżnicze' ją przydzieliłam.
Opowieść jest autentyczna, sprawdziłam przed chwilą link na końcu książki. Domki są. Piękne fotografie.
Polecam na poprawę humoru wszystkim. 
6 gwiazdek

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Joanna M. Chmielewska 'Pod Wędrownym Aniołem' - o zmianach w życiu, Szklarskiej Porębie i wrastaniu w nowe miejsce.

 RECENZJA PREMIEROWA
Do sięgnięcia po tę książkę skłoniło mnie miejsce akcji - Szklarska Poręba, Sudety. Tam urodził się mój tato i gdyby nie pomysły mich dziadków to może i ja bym się tam urodziła. To jest ciekawe miejsce - takie, można rzec, historyczne.
Książka ukazała się 13 stycznia 2016 roku w wydawnictwie MG.
Gdy wpiszemy w Google nazwę pensjonatu, wyskoczy nam strona Dom Pod Wędrownym Aniołem, a tam galeria zdjęć i inne ciekawe rzeczy. 
http://www.podwedrownymaniolem.wszklarskiej.pl/4350,galeria.html
Więc stwierdziłam, że sięgnę do tej książki. Już pierwsze spojrzenie na tę książkę sprawia, że mamy ochotę ją otworzyć i przeczytać. Książka jest bowiem ładnie wydana, w twardej okładce. W środku są liczne fotografie. Jednym słowem, bardzo zachęcająca książka.


Od polskiego przybycia na Ziemie Odzyskane minęło już troszkę czasu, już i Polacy się tam zagnieździli i nabrali korzeni, więc można spokojnie napisać o tych ziemiach, bez palenia wszystkiego, co kojarzy się z dawnymi mieszkańcami tych ziem, Niemcami. A miejsce jest ciekawe, bo nie dość, że mieszka tam Duch Gór! (będę czytać książkę, którą mam już na półce), to w dodatku kiedyś mieszkał tam słynny Noblista Gerhart Johann Robert Hauptmann – niemiecki dramaturg i powieściopisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla w 1912, przedstawiciel nurtu naturalistycznego w teatrze.Znalezione obrazy dla zapytania HAuptmann,
Carl Hauptmann
Carl Hauptmann, pisarz niemiecki
Znalezione obrazy dla zapytania Carl Hauptmann, oraz
Vlastimil Hofman, Madonna. 1909. Olej na płótnie. 60 x 60 cm. Galeria Obrazów, Lwów.
Wlastimil Hofman
Wlastimil Hofman, właśc. Vlastimil Hofmann – polski malarz, przedstawiciel symbolizmu.Znalezione obrazy dla zapytania Wlastimil Hofman
Wiedziałam, że taka autorka jak Joanna M. (Maria) Chmielewska istnieje, ale nie czytałam żadnej z jej książek. Nie znałam stylu jej pisarstwa, no nic. Dopiero teraz. Pani Chmielewska (po mężu, jak przeczytałam w książce), jest autorką książek dla dzieci i dorosłych. W 'Pod Wędrownym Aniołem' wspomina o książkach które pisała tak ciekawie, że aż chcę je przeczytać:
Okładka książki Mąż zastępczyOkładka książki Karminowy szalOkładka książki Poduszka w różowe słonieOkładka książki Sukienka z mgieł
Książka napisana jest lekkim, ciekawym i dotykającym istoty rzeczy językiem. Czyta się ją lekko i z przejęciem.
Autorka opisuje zmianę w swoim życiu, jak to mając dość życia w Gryficach i nie wyobrażając sobie pracy w szkole przez następne 25 lat (rozumiem, pracowałam, i w koszmarach nocnych ławkami i tablicą 'meblowałam' wyobrażenie czyśćca) wzięli kredyt w euro (bardzo ciekawy wątek!) i przeprowadzili się do Szklarskiej Poręby.
Książka opisuje tę przeprowadzkę, aklimatyzację rodziny w nowym miejscu (najbardziej ciekawiło mnie zadomawianie się męża, przemiłego człowieka i córeczki Julki, wspaniałej dziewuszki), przebudowę pensjonatu, poznawanie ludzi, szukanie pracy, zwiedzanie różnych muzeów i szlaków. Sama autorka jest osobą serdeczną i pozytywnie nastawioną do świata, ciekawą ludzi, którą to cechę w ludziach cenię bardzo, patrzącą na pamiątki o dawnych mieszkańcach bez uprzedzeń narodowościowych, jako o ludziach, którzy przeżyli swoje życie, namiętności, pasje i niepowodzenia.
Zdjęcia, zamieszczone w książce, unaoczniają te odkrycia.

Książka jest pozytywna, pełna nadziei i drobnych radości. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
6 gwiazdek 
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:
uc?export=download&id=0B_-TXCvN-hX-N

sobota, 23 stycznia 2016

Olgierd Budrewicz (1923-2011). Wspomnienie kilku jego książek

Olgierd Budrewicz, źródło: tu
Zastanawiałam się, jaki post dzisiaj 'wrzucić', bo następna książka wciąż w czytaniu, a przecież obchodziliśmy Dzień Babci i Dzień Dziadka. Więc Olgierd Budrewicz. Zodiakalny wodnik, urodziny miał 10 lutego, 4 dni przed moimi! Moglibyśmy razem urządzić bal na cztery fajerki. No ale już zostały po nim wspaniałe książki, dużo książek, bo był przecież wszędzie oraz fotografie, które córka Budrewicza oddała Muzeum Powstania Warszawskiego! 
Polecam je, są one dostępne na stronie Muzeum. Są to zdjęcia z czasów wojny, ale zdjęcia ukochanej, przyjaciół, wakacji, szkoleń pierwszej pomocy, aż wreszcie powojennego gruzowiska. 
Źródło zdjęcia: http://www.polskieradio.pl/8/755/Artykul/502106,Olgierd-Budrewicz-wedrowki-pamieci
Ale wróćmy do książek. Czytałam je w ramach takiego mojego projektu przeczytania książek z serii Naokoło Świata. Ale i sięgnęłam do dostępnych książek zbiorowych autora z jego podróży. 

Są ciekawe, pasjonujące i przesiąknięte osobowością tego miłego chyba człowieka, który dogadał się nawet z Papuasami, a w każdym miejscu świata szukał Polaków, spotykał się z nimi i opisywał. Pokazywał świat bez polskiej perspektywy, interesował się ludźmi, ich życiem jakże innym niż to nasze polskie, ukazywał problemy ekologiczne, zagrożenia naturalne i naturalne piękno świata. Z tymi książkami można poznawać geografię, wziąć atlas i zaznaczać sobie.

Oto te książki: 

Okładka książki Byłem wszędzie Pierwsza z książek zbiorczych. Wydana przez Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe w 2002 roku. Wydana z okazji 80-tych urodzin autora. 
Moja opinia: 
Po raz pierwszy w mojej biblioteczce zakwalifikowałam książkę do trzech wykluczających się półek: biograficzne, historyczne i podróżnicze.
Ale ta książka taka jest. Autor powraca do miejsc, które opisywał w wielu książkach, ale i w 'Daleko, jeszcze dalej'. Tutaj spoiwem są problemy dotykające świat, albo po prostu jakieś kwestie, np. urbanizacja, przeludnienie, eksterminacja gatunków zwierząt i ingerencja ludzi w środowisko naturalne, enklawy biedy na świecie, ale i miejsca, gdzie wciąż ludzie wybierają życie w zgodzie z naturą. Autor śledzi też przedstawicieli Polonii na świecie i przeplata to opisami Warszawy z różnych lat. wspomina przyjaciół, rodzinę, ukochane miejsca i epizody z życia, komentuje wydarzenia historyczne z ukochanej Warszawy i opisuje siebie u na początku XXI wieku.
Bardzo ciekawa książka. Ja słuchałam jej jako audiobooka, niestety nie obejrzałam tych licznych zdjęć, ale chciałabym sięgać do niej ponownie. 
8 gwiazdek

Okładka książki Daleko, jeszcze dalej  Wydawnictwo Świat Książki 2006 rok.
Była to moja pierwsza książka tego autora. Przyznałam jej 8 gwiazdek. Zapoznałam się z nią jako audiobook, więc nie miałam przyjemności oglądać fotografii. Ale za to uruchomiłam wyobraźnię. 
Książce przyznałam 8 gwiazdek.
Moja opinia:
Książkę odsłuchałam w moim ulubionym wykonaniu, czyli pana Ksawerego Jasieńskiego. Składa się ona z epizodów z różnych części świata. Początkowo poczułam się - zawiedziona, ale z czasem zrozumiałam, że autor tą urywkowością i przeskakiwaniem z najbogatszych miejsc na kuli ziemskiej po dziki busz, z potentatów naftowych po społeczności kultywujące archaiczne obyczaje, chciał przekazać czytelnikom głębszą myśl przewodnią. Moim zdaniem jest to pytanie o jakość i kierunek naszej cywilizacji. Pytanie, bo odpowiedzi musi sobie czytelnik dać indywidualnie.
I właśnie to mnie zdziwiło, gdy zetknęłam się z ta książką - że Budrewicz skupia się na ludziach i ich sposobach życia. Sposobów tych jest bodajże tyle, co miejsc.
Po dwóch tygodniach z Olgierdem Budrewiczem w uszach na pewno sięgnę po inne książki tego autora. 

Okładka książki Kierunek: wszędzie Wydawnictwo Iskry, 1979. Czyli chronologicznie wcześniejsza niż inne 'zbiorcze', ale ja sięgnęłam do niej po tamtych. Bez oceny - jest to w zasadzie to, co czytałam w "Byłem wszędzie' oraz Daleko, jeszcze dalej' i obszerny fragment "Równoleżnika zero'. Polecam jednak tamte.














Okładka książki Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku Seria: Na Krańce Świata
Wydawnictwo: G+J
Wydana w 2004 roku.
 Bardzo ciekawa książka. Dowiedziałam się z niej wiele o tym nieznanym dla mnie zakątku świata - o Melanezji, Polinezji i Mikronezji. ciekawe opowieści o życiu ludzi z wysp, o ich pięknych wysepkach, atrakcjach, historii i o eksploatacji przez mocarstwa światowe.
8 gwiazdek








Okładka książki Wrogie słońceWydawnictwo: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1963 rok. Również przyznałam jej 8 gwiazdek.
Moja opinia: 
 Jest to ciekawa, godna polecenia książka o Indiach, Nepalu, Cejlonie, Kenii i Tanganice. Co prawda, powstała ona w roku 1962, ale niestety wiele problemów opisanych jest wciąż aktualnych - np. problem chorób w Indiach (niedawno słuchałam w radio audycji o trądzie). Reporter opisuje początki parków narodowych w Kenii i końcówkę kolonializmu (problem podjęty pod rozwagę, którego skutki są widoczne na świecie aż do dzisiaj).
Mi osobiście bardzo spodobała się 'Oda do herbaty' - jak ją nazwałam, czyli uroczy fragment opisujący uprawę herbat w Cejlonie. Po tym opisie na pewno z większą estymą i radością będę się delektować każdą filiżanką liściastej cejlońskiej. 



Okładka książki Równoleżnik zero  Wydawnictwo Naukowe PWN, 2010.
Znów przyznałam 8 gwiazdek.
Moja opinia: 
Mam nauczkę, żeby nie czytać opinii o książkach przed przeczytaniem ich osobiście. Tak było z ta książka: przeczytałam, że nieciekawa, że nie opisuje Afryki właściwej (ciekawe, kto o tym decyduje...). Ale postanowiłam sprawdzić. I nie zawiodłam się.
Jest to ciekawa książka, pisana barwnym językiem, w dodatku przeplatana odniesieniami do: Jądra ciemności'. To nie przypadek. Budrewicz - podobnie jak Dziewanowski w "Mój kolega Czarownik' z tego samego okresu) rozważa nad Afryką postkolonialną. I, uważam, że czyni to sprawnie, z wielu perspektyw - dżungli i stolic zwiedzanych państw, wiosek i osad nas rzekami, Kongijczyków, Pigmejów, Watutsi, Hutu, Belgów, Francuzów, Włochów itp...... Do tego zwierząt i drzew.
Piękny opis dżungli i dogłębna analiza genezy konfliktu Watutsi i Hutu, już w 1962 roku owocujące zabójstwami, a - jak wiemy - zakończone ludobójstwem w 1994 roku.
Kilka cytatów skłoniło mnie do analogii z naszą rzeczywistością. Najbardziej poniższy, bo wprost mnie zmusza do porównań z naszymi miejscami pracy - przynajmniej tym, które znam z autopsji:
'Zegarek.
pierścionek na palcu, do tego kapelusz, muszka, kolorowe skarpetki - to szokuje i
obezwładnia wyemancypowane" otoczenie;
ono przez tysiące lat dawało sobie radę z głupcami i zbrodniarzami, wytworzyło własną
kulturę i mądre normy współżycia, ale przyszedł paraliż cywilizacji i oto byle wyzłocony.
pełen pychy dureń w wytwornym garniturze zdobywa _rząd dusz" we wsi, w prowincji, w
państwie. Można dziś w Kongo nie mieć wykształcenia - nie sposób nie nosić okularów." 

Okładka książki Powrót do dżungli Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza, 1989.
Moja opinia: 
Rownoleznik-zero-2
Stanisław Hempel, źródło zdjęcia: tu
 Książka - wbrew temu, co można sądzić, patrząc na nazwisko autora - nie jest reportażem z podróży, to opowieść biograficzna o niesamowitym Polaku z Afryki i jego ukochanej Stanisławie Hemplu i Iwonie Czabańskiej, którzy zaintrygowali czytelników w "Równoleżniku zero".

Taki cytat z książki, charakteryzujący Hempla:
"Każda jego bojowa akcja w puszczy, każde polowanie były dla mnie jak zaciskający gardło film z Douglasem Fairbanksem czy Gary Cooperem, w których kochałam się jako dziewczynka."

Bardzo chciałabym, żeby Polacy wyprodukowali film o tej wspaniałej parze. Życiorys obojga rozpoczyna się jak w "Czasie honoru": matura, inteligenckie środowisko, potem wojna, obóz, potem wielkie rozczarowanie w 1945 roku, potem emigracja.... Wydawałoby się, że wszystko zakończy się nijak - straconymi złudzeniami. A tu nagle Afryka, nowy świat, nowe wyzwania pośród kontynentu wyzwalającego się z kolonializmu, a jednocześnie kontynentu starego, silnie związanego z naturą i z ludźmi, którzy zachowali naturalność życia.
No wiec mamy licencjonowanego łowcę krokodyli i jego "Jane' 'efektowną blondynkę, która do dżungli zabrała wieczorową suknię z dekoltem na plecach, ale na co dzień chodzi w kucykach lub toczku z liścia. Są opowieści o tym jak los ich w końcu zetknął ze sobą, jak żyli razem, i jak jest po 20 latach, jak się zmieniła Afryka.
Po prostu świetna opowieść i aż się dziwie, że jestem pierwszą czytelniczką, która pisze recenzję tej książki na lc. Zastrzeżenie mam do okładki. Okropna - bardziej odstrasza niż zachęca. 
7 gwiazdek 

Okładka książki Metropolie Wydana przez Iskry w 1987 roku. Temat bardzo aktualny, ale książka mnie nie zaciekawiła. 
Moja opinia: 
Niestety, książka mnie nie zaciekawiła. W sumie, opisywane miasta były charakterystyczne, a problem dzielnic biedy lub przeludnienia, urbanizacji lub zakorkowanych ulic jest ważny i godny opisania. Jednakże ledwie przebrnęłam i jedynie mój nawyk kończenia książek dał mi silę do pokonania tej książki.
Ale parę rzeczy mi zostanie: opis biedy w Kalkucie, opis szalonego miasta Tokio, indiańskiego Quito i geriatrycznego Miami. I są to wrażenia mocne.
Więc chyba nie straciłam tych kilku dni (bo szybciej nie dało się z powody znużenia czytającej mojej skromnej osoby). 
5 gwiazdek 




Lubimy Czytać naliczył 60 książek tego autora. Ja przeczytałam lub wysłuchałam 8. 
W poczekalni mam jeszcze tę: 
Okładka książki Orzeł na Gwieżdzistym Sztandarze Nie wiem o czym jest, bo nie ma opisów. 

Podsumowując, książki Budrewicza nie zestarzały się, są po prostu ciekawe.

piątek, 22 stycznia 2016

Janusz Majewski 'Czarny mercedes' - wojna, kryminał i 'cywilna' zbrodnia.Lwów i Warszawa.


RECENZJA PREMIEROWA

Najnowsza powieść Janusza Majewskiego, znanego, cenionego, wybitnego reżysera i pisarza ukazała się  13 stycznia 2016 roku w wydawnictwie Marginesy. Ale zainteresowałam się nią nie dla nazwiska, ale dla tematyki: bo opowiada o zbrodni, zabójstwie w okupowanej Warszawie. 
I nie zawiodłam się! 
Książka aż kipi barwnymi postaciami, o których nie można przykleić jednoznacznej łatki: czarno-lub-białej. Są wielkie namiętności, miłość, przywiązanie, zdrada,  miłość pierwsza, ta czysta, i miłość po przejściach, miłość homoseksualna i miłość zbrodnicza. Świetny, barwny, soczysty język. Po reżyserze spodziewalibyśmy się raczej czegoś w rodzaju scenariusza filmowego, a nie tak wspaniale napisanej powieści. Tak, język jest wielkim plusem tej znakomitej książki.Jest on zróżnicowany: bo mamy język arystokracji, język inteligenta, język przekupki, język kieszonkowca-warszawiaka, język hrabiego erotomana, ale i gwary! Lwowską i góralską. Szczególnie ta lwowska urzeka.... 
Osią akcji jest zabójstwo kobiety. Sprawę próbuje rozwikłać nadkomisarz Rafał Król, funkcjonariusz Policji tzw. Granatowej oraz śledczy z Kripo, Kriminalrat Kluge, który szczerze nienawidzi SS i zbrodni politycznych. Trup ściele się gęsto, a zamieszani w zbrodnię są osoby z kompletnie diametralnie różnych wszechświatów: spolonizowany Saksończyk – mecenas Karol Holzer, który z jednej strony obiaduje z SSmanem, a z drugiej - współpracuje z gettem, dalej - narwany nastolatek Jędrek, związany z AK, następnie Czesia, służąca, dziewczyna prosta, o tłumionej namiętności, Ukrainiec ze Lwowa, zakochany w pięknej Anecie, jak się okazało po 39, Żydówce, która musi się ukrywać, ale w mężczyznach sprawia, że Ci gotowi są zrobić dla niej wszystko, aż wreszcie SS-man Max Graf von Fleckenstein, przystojny gej, jak byśmy teraz powiedzieli. Kto zabił? I czy szukanie zabójcy w czasach, gdy zbrodnia jest usankcjonowana państwowo ma sens? Nie wiem, ale na pewno warto było pobyć z tymi postaciami, pochodzić p Warszawie i Lwowie, udać się do świata kontrastów, do getta, gdzie kelnerem jest rektor uczelni, a Niemcom podaje się kawior, do 'kolaborantów', jak by ich nazwali patrioci, którzy to adwokat, policjant, klawisz w Pawiaku, są cennymi ogniwami Polskiego Państwa Podziemnego, a na pewno pomagają wielu ludziom. Prawda jest tylko jedna, ale nie zawsze ją widać od razu! 
Troszkę nie przekonało mnie rozwiązanie zagadki, według mnie nieprzekonujące psychologicznie, ale samo szukanie rozwiązania jest tak ciekawe, że można odpuścić to autorowi.

Książkę polecam z czystym sercem. I cieszę się z tego, co napisało wydawnictwo: 
'Janusz Majewski pracuje już nad kontynuacją opowieści o nadkomisarzu Rafale Królu, który powróci w  kolejnych tomach serii. Planuje także przeniesienie powieści na duży ekran'.

8 gwiazdek 
Książkę zakwalifikowałam do wyzwania na blogu Tu się czyta! Hasło na styczeń: czułość 
  
W książce na stronie 244 jest takie zdanie: 'Pogłaskał ją po policzku, delikatnie i czule'. Zrobił ro nadkomisarz we Lwowie Lenie, prostytutce i urzędniczce, w której on zobaczył wrażliwą kobietę. 
(Czekam na dalsze części serii i rozwinięcie tego ciekawego wątku).

Książka jest też, według mnie, oryginalnym i nietypowym opisem Kresów. Wiec i do bloga kresowego ją zaliczę. Wspaniała gwara lwowska, znakomicie odmalowany świat polskiego Lwowa, ale przedstawiony przekornie, bo z łóżka prostytutki, który już w czasie akcji jest 'pożerany' przez Ukraińców.
Banerek

Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
http://autorzy365.pl/users/marginesy/logo/logo_large.jpg
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...