piątek, 22 stycznia 2016

Janusz Majewski 'Czarny mercedes' - wojna, kryminał i 'cywilna' zbrodnia.Lwów i Warszawa.


RECENZJA PREMIEROWA

Najnowsza powieść Janusza Majewskiego, znanego, cenionego, wybitnego reżysera i pisarza ukazała się  13 stycznia 2016 roku w wydawnictwie Marginesy. Ale zainteresowałam się nią nie dla nazwiska, ale dla tematyki: bo opowiada o zbrodni, zabójstwie w okupowanej Warszawie. 
I nie zawiodłam się! 
Książka aż kipi barwnymi postaciami, o których nie można przykleić jednoznacznej łatki: czarno-lub-białej. Są wielkie namiętności, miłość, przywiązanie, zdrada,  miłość pierwsza, ta czysta, i miłość po przejściach, miłość homoseksualna i miłość zbrodnicza. Świetny, barwny, soczysty język. Po reżyserze spodziewalibyśmy się raczej czegoś w rodzaju scenariusza filmowego, a nie tak wspaniale napisanej powieści. Tak, język jest wielkim plusem tej znakomitej książki.Jest on zróżnicowany: bo mamy język arystokracji, język inteligenta, język przekupki, język kieszonkowca-warszawiaka, język hrabiego erotomana, ale i gwary! Lwowską i góralską. Szczególnie ta lwowska urzeka.... 
Osią akcji jest zabójstwo kobiety. Sprawę próbuje rozwikłać nadkomisarz Rafał Król, funkcjonariusz Policji tzw. Granatowej oraz śledczy z Kripo, Kriminalrat Kluge, który szczerze nienawidzi SS i zbrodni politycznych. Trup ściele się gęsto, a zamieszani w zbrodnię są osoby z kompletnie diametralnie różnych wszechświatów: spolonizowany Saksończyk – mecenas Karol Holzer, który z jednej strony obiaduje z SSmanem, a z drugiej - współpracuje z gettem, dalej - narwany nastolatek Jędrek, związany z AK, następnie Czesia, służąca, dziewczyna prosta, o tłumionej namiętności, Ukrainiec ze Lwowa, zakochany w pięknej Anecie, jak się okazało po 39, Żydówce, która musi się ukrywać, ale w mężczyznach sprawia, że Ci gotowi są zrobić dla niej wszystko, aż wreszcie SS-man Max Graf von Fleckenstein, przystojny gej, jak byśmy teraz powiedzieli. Kto zabił? I czy szukanie zabójcy w czasach, gdy zbrodnia jest usankcjonowana państwowo ma sens? Nie wiem, ale na pewno warto było pobyć z tymi postaciami, pochodzić p Warszawie i Lwowie, udać się do świata kontrastów, do getta, gdzie kelnerem jest rektor uczelni, a Niemcom podaje się kawior, do 'kolaborantów', jak by ich nazwali patrioci, którzy to adwokat, policjant, klawisz w Pawiaku, są cennymi ogniwami Polskiego Państwa Podziemnego, a na pewno pomagają wielu ludziom. Prawda jest tylko jedna, ale nie zawsze ją widać od razu! 
Troszkę nie przekonało mnie rozwiązanie zagadki, według mnie nieprzekonujące psychologicznie, ale samo szukanie rozwiązania jest tak ciekawe, że można odpuścić to autorowi.

Książkę polecam z czystym sercem. I cieszę się z tego, co napisało wydawnictwo: 
'Janusz Majewski pracuje już nad kontynuacją opowieści o nadkomisarzu Rafale Królu, który powróci w  kolejnych tomach serii. Planuje także przeniesienie powieści na duży ekran'.

8 gwiazdek 
Książkę zakwalifikowałam do wyzwania na blogu Tu się czyta! Hasło na styczeń: czułość 
  
W książce na stronie 244 jest takie zdanie: 'Pogłaskał ją po policzku, delikatnie i czule'. Zrobił ro nadkomisarz we Lwowie Lenie, prostytutce i urzędniczce, w której on zobaczył wrażliwą kobietę. 
(Czekam na dalsze części serii i rozwinięcie tego ciekawego wątku).

Książka jest też, według mnie, oryginalnym i nietypowym opisem Kresów. Wiec i do bloga kresowego ją zaliczę. Wspaniała gwara lwowska, znakomicie odmalowany świat polskiego Lwowa, ale przedstawiony przekornie, bo z łóżka prostytutki, który już w czasie akcji jest 'pożerany' przez Ukraińców.
Banerek

Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
http://autorzy365.pl/users/marginesy/logo/logo_large.jpg

11 komentarzy:

  1. Twój opis intryguje. Jak będzie możliwość, to czemu nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Twojej recenzji wnioskuję, że książka jest dość ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam "Małą maturę" tego autora. Książka bardzo mi się spodobała, ale "Czarny mercedes" też kusi, choć nie wiem, czy przy mojej bardzo długiej i niekończącej się liście książek, uda mi się sięgnąć po ten kryminał.

    OdpowiedzUsuń

  4. Jakoś nie utożsamiałam Majewskiego z pisarstwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisze, a jak, informuje okładka, napisał już 6 książek.

      Usuń
  5. Książka jest napisana sprawnie, ale literacko jest słaba, choć trzyma w napięciu. Autor nieustannie i w irytujący sposób operuje kliszami. Powieść ma dwa dobre fragmenty: Getto i Lwów. Wątki miłosne na poziomie Mniszkówny, w dodatku mało to prawdopodobne. Rodzice w 1939 roku puszczają chłopaka po małej maturze na wakacje z piękną studentką? Nonsens. Sceny erotyczne prostackie i pisane pod publiczkę. Irytujące jest nieustannie wtrącane zdanie o nienagannie skrojonym garniturze ilekroć pojawia się Max (coś jak z Trędowatej).Moim zdaniem nie warto wydawać na tę powieść pieniędzy. Ja żałuje, że ją kupiłem.
    Krzysztof Rejmer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi. Z tonu wypowiedzi widzę, że się pan zdenerwował na książkę. Żeby obronić książkę, to chcę powiedzieć, że gatunek kryminał zasadniczo bazuje na kliszach, czy inaczej mówiąc na utrwalonych schematach książkowych. A całość zależy od 'pióra' i od myśli, jakie przekazuje autor, od tematów społecznych, historycznych itd. Albo się podoba, albo nie. Ale raczej zawsze będzie w kryminale i miłość, i zbrodnia itd.

      Usuń
    2. Chyba nie zrozumiała Pani tego, co napisałem, bo napisałem niestetu zbyt skrótowo. Nieprawda, że kryminał zawsze bazuje na kliszach. Bazuje na pewnych tropach kulturowych, a to nie to samo co klisza. Klisza to powielanie zwrotów, formuł muslowuch, sytuacji,postaci... Tu niestety jest wiele powielanej tandety, a co gorsza, ksiązka napisana jest złym językiem. Tu nie ma pastiszu i zabawy konwencją melodramatu, czy czegoś innego, nie będę wyliczał. Proszę to porównać np. z pierwszymi powieściami Krajewskiego. Piszę - pierwszymi, bo w pewnym momencie przestałem czytać podejrzewając, że autor zmierza w stronę forcingu. Oczywiście, że w kryminale będzie zawsze zbrodnia czy miłość, ale istotne jest w jaki sposób
      to jest opowiedziane. Przykłąd str. 34: "Jedrek nabrał kremu na dłonie... Ze zdziwieniem spostrzegł..." Dalej: str. 38 nie mogli się powstrzymać, aby nie dotykać się ukradkiem w miejsca imtymne; skończyło się ro eiacuiatio praecox... Wszystko to to na poziomie kiepskiej literatury, którą z wypiekami na twarzyu podniecali się w szkolnej ubikacji dojrzewający chłopcy 40 lat temu. Autor nie umie posać scen erotycznych (jest to trudne), które mogą być nawet bardzo śmiałe, ale tu po prostu brak smaku, a to najcięższe z wykroczeń. Takich rzeczy jest mnóstwo i nie tylko erotyki dotyczy, że przywołam te nienagannie skrojone garnitury Maxa... Psychologia niewiarygodna, wiele postaci papierowych. Taka literatura istniała i bedzie istnieć, ale ten chór zachwytów mnie zniesmaczył. Zdenerwowalem się na te lejące się zewsząd peany na cześć książki zwyczajnie niewartej dyskusji. Wybitny reżyser powinien szanować swoje osiągnecia rzeczy, nie potrzebuje tego by zaistnieć albo zarobić. Przykre jest i to, że nawet nie to, że dobra literatura ginie w tego rodzaju tandecie, ale to, że literatura dużej klasy nie jest wydawana niemal wcale...

      Usuń
    3. A tak, pisanie scen erotycznych to trudna sztuka.

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...