poniedziałek, 29 lutego 2016

Film Andrzeja Żuławskiego 'Trzecia część nocy' (1971 rok) - wojna, śmierć. Jak żyć w czasie apokalipsy spełnionej?


Niedawno umarł Andrzej Żuławski. I z tej okazji polskie radio poświęciło jego filmom całą audycję. Wysłuchałam jej. Oczywiście Znalezione obrazy dla zapytania Andrzej Żuławskikojarzyłam to nazwisko, ostatnio w świetle mało dżentelmeńskiej książce o poczynaniach łóżkowych z kobietami (ponoć, bo to mówili w telewizji), a kiedyś nawet oglądałam 'Szamankę', ale było to na studiach i głębi tego filmu nie pojęłam. Pamiętam tą aktorkę, która naga biegała po poddaszu. 
W każdym razie ta audycja radiowa wspomniała o pierwszym filmie  reżysera. Właśnie o 'Trzeciej części nocy' z roku 1971, z Leszkiem Teleszyńskim i Małgorzatą Braunek. W tej audycji powiedziano, że film przeszedł przez cenzurę, bo nikt nie wiedział o co w nim chodzi, i że było to rozliczenie artysty z jego generacją, z jego grupą społeczną,  a pewnie i z miastem, bo we Lwowie reżyser się urodził. W filmie nie jest powiedziane, że to Lwów, ale mamy karmicieli wszy, a po przeczytaniu książki pana Urbanka 'Genialni' wiedziałam, że karmiciele wszy byli we Lwowie. 
Film zamierzałam oglądać przed snem, ale coś mnie przed tym na szczęście uchroniło. Obejrzałam go w samo południe, w piątek. Ale i tak miałam poczucie osaczenia, pustki i dogłębnego smutku. To przez ten film, który udziela się oglądającemu jak dzieła Bergmana. 
http://jedrko.webd.pl/wp-content/uploads/2014/07/trzeciaczescnocy3.png
Kadry z filmu

Bohaterem jest mężczyzna, gra go Leszek Teleszyński. Jest prawnikiem, z inteligenckiej rodziny. Niemcy zabijają mu żonę i syna. A on żyje i nie może się z tym pogodzić. Przeżywa apokalipsę. Cała wojna jest apokalipsą, to co on widzi wokół to apokalipsa, koniec życia, koniec relacji społecznych, odwrócenie hierarchii społecznych i wartości. Niezawinione, przypadkowe śmierci, bycie niepotrzebnym, utrzymywanie się z karmienia wszy i ta rozmowa karmicieli o książkach, które można znaleźć tu i tam, bo właścicieli już nie ma. I to przerwanie rozmowy przez pielęgniarkę, bo 'gadanie rozprasza wszy'. W tej apokalipsie wszy są najważniejsze, bo pozwalają tym ludziom żyć. Ale chyba i wszyscy ludzie są troszkę wszami, zatruwanymi prze Niemców tyfusem zła, winy i wyrzutów sumienia. 
Film nie ma układu chronologicznego, raczej jest serią obrazów wyłaniających się z głowy bohatera i przez jego zbolałą świadomość przepuszczonych. W ciężarnej żonie przypadkowo złapanego przez Gestapo mężczyzny, zamiast niego, bo miał identyczny płaszcz, widzi on zamordowaną żonę. I wszystko mu się nakłada na siebie, to i obrazy z przeszłości, gdy żonę poznał jako żonę innego. 
http://1.s.dziennik.pl/pliki/6469000/6469811-trzecia-czesc-nocy.jpg 
 http://jedrko.webd.pl/wp-content/uploads/2014/07/trzeciaczescnocy5.png 

 http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/cache/images/resize_1000x1000/files/PL/Historia_Polskiego_Filmu/FILMY/Trzecia_czesc_nocy/1-F-1781-30-800x800.jpg  

 http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/cache/images/resize_1000x1000/files/PL/Historia_Polskiego_Filmu/FILMY/Trzecia_czesc_nocy/1-F-1781-23-800x800.jpg
http://jedrko.webd.pl/wp-content/uploads/2014/07/braunek2.png 

Film więc oddziałuje obrazami, jest jakimś takim nagromadzeniem cierpienia,  martyrologii, ale mało podniosłej. To jeden z najwybitniejszych filmów o wojnie, jakie widziałam. 

Daję mu 10 gwiazdek na filwebie.

sobota, 27 lutego 2016

Dorota Gąsiorowska 'Primabalerina' - - romans krakowsko-lwowski i powieść o docieraniu do korzeni

RECENZJA PREMIEROWA
Książka ukazała się 15 lutego 2016 roku w wydawnictwie Między Słowami. 
Autorka jest już znana czytelniczkom z dwutomowej opowieści o Łucji:
Znalezione obrazy dla zapytania dorota gąsiorowskaZnalezione obrazy dla zapytania dorota gąsiorowska 

 Recenzowałam już Marzenie Łucji

Znalezione obrazy dla zapytania dorota gąsiorowskaAutorka, jak informuje biogram na stronie znak.com.pl (ur. 1975) – to nowa mistrzyni powieści obyczajowej. Z wykształcenia jest specjalistką ds. marketingu. Przez kilka lat mieszkała w Krakowie, potem przeniosła się z rodziną na do domu za miastem. Od zawsze pisała ale tylko do szuflady. W końcu zdecydowała się przesłać swój debiut do wydawnictwa. Urzekła wszystkich. Jej dwie powieści - "Obietnica Łucji" i "Marzenie Łucji" stały się bestsellerami.



Nowa książka pani Doroty Gąsiorowskiej spodobała mi się bardzo. O ile dwie wcześniejsze powieści autorki bazowały na motywie przeniesienia się z miasta na wieś i tam szukania szczęścia, to najnowsza powieść 'Primabalerina' jest inna i zaskakuje. Jest to opowieść o poszukiwaniu prawdy o sobie i odkrywaniu tej prawdy przez dwie kobiety, które los połączył z sobą w domu spokojnej starości w Maciejowicach. Jedna jest leciwą pensjonariuszką Irmą, a druga trzydziestodwuletnią pracownicą Niną.
Książka jest ciekawa, akcja szybka i wartka. Rozgrywa się w Krakowie oraz we współczesnym Lwowie i na Krymie. Nie jest to powieść o Kresach, ale o współczesnym Lwowie. Jest to piękny nastrojowy romans, ze wszystkimi elementami tego gatunku: bohaterka - piękna i tajemnicza, zwroty akcji i poszukiwanie szczęścia, przedmioty, które wiążą się z zagadkami z przeszłości, protagoniści i antagoniści. I zakończenie - rozładowujące napięcie. Sceneria jest piękna i pełna zabytków, piękna, sztuki i romantycznych miejsc.
Książkę czytało mi się bardzo dobrze, z biciem serca i ciekawością o losy Niny i o odkrycie zagadki rodzinnej. To ciepła, piękna powieść i wspaniały nastrojowy romans.
Bardzo mi się podoba ten nowy trend w powieściach obyczajowych, żeby pokazywać przeszłość starszych ludzi, żeby romans dotyczył ich, żeby widzieć w nich ludzi, którzy przeżyli wspaniałe uczucia, że wciąż pragną tego, co wszyscy. Tutaj autorka idzie do domu starców, ale i do klasztornego sierocińca i pokazuje te miejsca z dobrej strony, poprzez pracę i serce jakie wkładają pracownicy w to, żeby dzieci albo ludzie starsi byli szczęśliwi. Książka jest wielką dawką mądrego optymizmu i pokazania, że możemy być szczęśliwi z takim życiem, jakie mamy. Trzeba tylko umieć znaleźć wokół siebie prawdziwych życzliwych przyjaciół i dostrzec piękno w małych przedmiotach: obrazku, melodii pozytywki itd. 
7 gwiazdek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Między Słowami
 Znalezione obrazy dla zapytania Miedzy słowami logo i stronie znak.com.pl
Znalezione obrazy dla zapytania Znak.com.pl

piątek, 26 lutego 2016

Pierwsze urodziny Literackego zamieszania

Dzień dobry,
Mam wielką przyjemność pochwalić się urodzinami mojego wypieszczonego produktu myśli mojej, czyli bloga Literackie Zamieszanie. Tak, to rok. Nie spodziewałam się, że wytrwam, bo już dwa lata temu podchodziłam do bloga i po miesiącu się wycofałam. 

Myślałam, że pierwszy post opublikowałam 26 lutego ubiegłego roku, ale okazało się, że było to 21 lutego. 
To był dla mnie ciężki tydzień. Ale z tego wszystkiego postanowiłam wydobyć coś twórczego i coś co uwielbiam, czyli zacząć pisać o książkach w gronie szerszym niż lubimyczytać. Chciałam też udowodnić coś sobie. Oto ten mój pierwszy, nieśmiały post powitalny: Post powitalny

Tego samego dnia napisałam pierwszy post o książce i był to kryminał pisarza, którego uwielbiam i z miasta, które lubię i gdzie od czasu do czasu buszuję po sklepach, mojego miasta, Zamościa. Gdy oglądam programy Makłowicza o Europie Środkowej, to zawsze mam wrażenie, że on chodzi po Zamościu, takie same budownictwo, te malutkie wejścia do budynków, pamiętające Ormian czy Żydów i dawne czasy. W każdym razie mój pierwszy post był o książce pana Marcina Wrońskiego 'Kwestja krwi':  
I od razu, co mnie zdumiało, post ten 'podlajkował' sam autor, pan Marcin Wroński!!!!!!! Dało mi to siłę, żeby się nie poddawać i pisać. Na początku pisałam posty 2 razy w tygodniu, a potem się wciągnęłam i piszę codziennie oprócz niedziel, bo 'Dzień Święty święcić'.  Więc niedziele to nie. Piszę rankami, bo rano lubię usiąść z kawą przed komputerem. Wstaję o 6 rano i przez pół godziny jestem na pół senna. Ale grzebię w internecie. Nie lubię włączać laptopa wieczorem, bo po pierwsze, bolą mnie wtedy oczy, a po drugie, siedzenie wieczorami przy komputerze pochłania więcej czasu. Nie wiem, może to wieczorna pora, albo obecność wielu osób na czatach. 
W każdym razie jestem poranna blogerką. Ale widzę, że kilka osób również. 

Myślałam, że ogłoszę przekroczenie w post urodzinowy 50 tysięcy wejść, ale zabrakło mi około pięciuset. Ale prawie jest. W każdym razie osiągnęłam sukces, bo mam stałych czytelników oraz nowych i jestem recenzentką oficjalną. Mogę cieszyć się nowościami książkowymi i jestem szanowana za to co mam w głowie. Dziękuję. Dziękuję Wam, czytającym mnie oraz wydawnictwom, z którymi współpracuję. 
Te książki to więcej niż tysiące stron, oprawione w okładki, to dowód dla moich bliskich, że jestem doceniana, że moja wiedza jest komuś potrzebna. A po doświadczeniach w pracy takie dowartościowanie się jest dla mnie ważne. 
Często piszą do mnie sami autorzy, i to jest dla mnie magiczne. Bo jeszcze pamiętam czasy sprzed internetu, gdy pisarz był hasłem w encyklopedii, a tu sam autor pisze, że moje słowa są dla niego ważne. 
Dla mnie też. 

Chciałam pozdrowić wszystkich moich czytelników: Dofi, Awiolę, Marię Orzeszkową, panią Anię z zaczytania, panią Agnieszkę z Kulturalnego, Chabrową, Kasię, Ulę, Sylwię, Barbarę, no wszystkich, również tych z lubimyczytać! Nie jestem w stanie wymienić wszystkich.
To kwiatek dla Was, a ten zielony, to ja. Skrzypek nie mam: 
 Ale przede wszystkim wielkie dzięki należą się Awioli, która rozpędziła ten mój blog. Bo służyła radą i dołączyła do obserwowanych już pierwszego dnia. Gdyby nie jej skrzydło, może nikt by tego mojego bloga nie dostrzegł. Nie wiem czy Ona sobie zdaje sprawę z tego, ze mi pomogła. 

Dziękuję też moim aniołkom Putto Rafaela, które wszystkim wchodzącym na blog wypełniają serca radością. Dziękuję Arturowi, że ustawił mi to zdjęcie tytułowe. Może to czyta, prawdopodobniejsze jest że nie. Ale dziękuję. 

Nie wiem jak to będzie po 2 lipca, bo zmienię stan, ale chciałabym pisać nadal, bo sprawia mi to wielką frajdę. 

Przepraszam, że nie robię rozdawajki. No nie mogę. 

Pozdrawiam 
Izabela Łęcka (RW. naprawdę)

Pierwsze urodziny Literackego zamieszania

Dzień dobry,
Mam wielką przyjemność pochwalić się urodzinami mojego wypieszczonego produktu myśli mojej, czyli bloga Literackie Zamieszanie. Tak, to rok. Nie spodziewałam się, że wytrwam, bo już dwa lata temu podchodziłam do bloga i po miesiącu się wycofałam. 

Myślałam, że pierwszy post opublikowałam 26 lutego ubiegłego roku, ale okazało się, że było to 21 lutego. 
To był dla mnie ciężki tydzień. Ale z tego wszystkiego postanowiłam wydobyć coś twórczego i coś co uwielbiam, czyli zacząć pisać o książkach w gronie szerszym niż lubimyczytać. Chciałam też udowodnić coś sobie. Oto ten mój pierwszy, nieśmiały post powitalny: Post powitalny

Tego samego dnia napisałam pierwszy post o książce i był to kryminał pisarza, którego uwielbiam i z miasta, które lubię i gdzie od czasu do czasu buszuję po sklepach, mojego miasta, Zamościa. Gdy oglądam programy Makłowicza o Europie Środkowej, to zawsze mam wrażenie, że on chodzi po Zamościu, takie same budownictwo, te malutkie wejścia do budynków, pamiętające Ormian czy Żydów i dawne czasy. W każdym razie mój pierwszy post był o książce pana Marcina Wrońskiego 'Kwestja krwi':  
I od razu, co mnie zdumiało, post ten 'podlajkował' sam autor, pan Marcin Wroński!!!!!!! Dało mi to siłę, żeby się nie poddawać i pisać. Na początku pisałam posty 2 razy w tygodniu, a potem się wciągnęłam i piszę codziennie oprócz niedziel, bo 'Dzień Święty święcić'.  Więc niedziele to nie. Piszę rankami, bo rano lubię usiąść z kawą przed komputerem. Wstaję o 6 rano i przez pół godziny jestem na pół senna. Ale grzebię w internecie. Nie lubię włączać laptopa wieczorem, bo po pierwsze, bolą mnie wtedy oczy, a po drugie, siedzenie wieczorami przy komputerze pochłania więcej czasu. Nie wiem, może to wieczorna pora, albo obecność wielu osób na czatach. 
W każdym razie jestem poranna blogerką. Ale widzę, że kilka osób również. 

Myślałam, że ogłoszę przekroczenie w post urodzinowy 50 tysięcy wejść, ale zabrakło mi około pięciuset. Ale prawie jest. W każdym razie osiągnęłam sukces, bo mam stałych czytelników oraz nowych i jestem recenzentką oficjalną. Mogę cieszyć się nowościami książkowymi i jestem szanowana za to co mam w głowie. Dziękuję. Dziękuję Wam, czytającym mnie oraz wydawnictwom, z którymi współpracuję. 
Te książki to więcej niż tysiące stron, oprawione w okładki, to dowód dla moich bliskich, że jestem doceniana, że moja wiedza jest komuś potrzebna. A po doświadczeniach w pracy takie dowartościowanie się jest dla mnie ważne. 
Często piszą do mnie sami autorzy, i to jest dla mnie magiczne. Bo jeszcze pamiętam czasy sprzed internetu, gdy pisarz był hasłem w encyklopedii, a tu sam autor pisze, że moje słowa są dla niego ważne. 
Dla mnie też. 

Chciałam pozdrowić wszystkich moich czytelników: Dofi, Awiolę, Marię Orzeszkową, panią Anię z zaczytania, panią Agnieszkę z Kulturalnego, Chabrową, Kasię, Ulę, Sylwię, Barbarę, no wszystkich, również tych z lubimyczytać! Nie jestem w stanie wymienić wszystkich.
To kwiatek dla Was, a ten zielony, to ja. Skrzypek nie mam: 
 Ale przede wszystkim wielkie dzięki należą się Awioli, która rozpędziła ten mój blog. Bo służyła radą i dołączyła do obserwowanych już pierwszego dnia. Gdyby nie jej skrzydło, może nikt by tego mojego bloga nie dostrzegł. Nie wiem czy Ona sobie zdaje sprawę z tego, ze mi pomogła. 

Dziękuję też moim aniołkom Putto Rafaela, które wszystkim wchodzącym na blog wypełniają serca radością. Dziękuję Arturowi, że ustawił mi to zdjęcie tytułowe. Może to czyta, prawdopodobniejsze jest że nie. Ale dziękuję. 

Nie wiem jak to będzie po 2 lipca, bo zmienię stan, ale chciałabym pisać nadal, bo sprawia mi to wielką frajdę. 

Przepraszam, że nie robię rozdawajki. No nie mogę. 

Pozdrawiam 
Izabela Łęcka (RW. naprawdę)

czwartek, 25 lutego 2016

Richard Flanagan 'Klaśnięcie jednej dłoni' - zniszczone dzieciństwo, poszukiwanie tożsamości, nieprzyjazna Tasmania


RECENZJA PREMIEROWA
'Klaśnięcie jednej dłoni' Richarda Flanagana ukazało się 18 lutego 2016 roku, kilka dni temu, w Wydawnictwie Literackim. Książkę przetłumaczył Robert Sudół, wspaniały tłumacz, który za przetłumaczenie powieści Cormaca McCarthy'ego Krwawy południk został jednym z laureatów Warszawskiej premiery Literackiej. To on tłumaczył powieści Kurta Vonneguta, Trumana Capote, Iana McEwana czy Harlana Cobena. 

Po przeczytaniu książki 'Ścieżki Północy' miałam wielkie oczekiwania wobec innych książek Flanagana, ale wiele niepewności, bo obawiałam się wtórności, powtarzania motywów itd. Trudno jest doścignąć tak doskonałego ideału powieści, jaką były 'Ścieżki Północy', tak pełnego liryzmu, okrucieństwa, historii i psychologii. 
http://www.abc.net.au/radionational/image/5814734-1x1-700x700.jpg
Autor, Richard Flanagan podczas wręczenia nagrody Man Booker Prize  w 2014 roku, źródło zdjęcia tu

'Klaśnięcie jednej dłoni' na polski przetłumaczono dopiero teraz, ale chronologicznie była to książka wcześniejsza, właściwie debiut pisarza z 1997 roku, czyli około 15 lat wcześniejsza niż 'The Narrow Road to the Deep North'. Na podstawie 'The Sound of One Hand Clapping', czyli omawianej przeze mnie teraz 'Klaśnięcia jednej dłoni', w 1998 roku nakręcono adaptację filmową pod tytułem 'Oklaski jednej dłoni' ('The Sound of One Hand Clapping').
   
Okładki wydań anglojęzycznych
Książka 'Klaśnięcie jednej dłoni' to bardzo wzruszająca i przejmująca opowieść o pierwszym i drugim pokoleniu tasmańskich imigrantów z Europy Środkowej, konkretnie ze Słowenii. Powieść toczy się na dwóch planach czasowych, w latach 1989-1991, gdy Sonja Buloh jako trzydziestoośmioletnia kobieta z nieułożonym życiem osobistym wraca do miejsca z dzieciństwa, do Tasmanii, aby w końcu zmierzyć się z demonami, które siedzą w jej głowie. I właśnie z tej nieuporządkowanej, nie zamkniętej przeszłości jej i jej ojca wyłania się narracja o trudnym dzieciństwie Sonji, opowiadana z perspektywy jej i jej ojca, Bojana. Wyłania się z tej opowieści obraz poranionej psychicznie, bardzo samotnej i odrzuconej dziewczynki, bitej i odrzucanej w szkole oraz ojca, w Tasmanii robotnika przy zaporze, nazywanego 'bambo', jako człowieka drugiej kategorii, jednego z wielu imigrantów z całej poranionej przez wojnę Europy, mężczyznę, którego opuściła żona, który się rozpił, ale który lubi stolarstwo i gotowanie wspaniałej kiełbasy. I to były chyba jedyne jego zalety, bo tak poza tym, to dosyć odrażający człowiek. Jak zwykle jednak u Flanagana, bohaterowie jego książek nie są jednoznacznie złe, ani jednoznacznie dobre. Nasz Bojan dawno temu w Słowenii był człowiekiem dzielnym, walczącym w powstaniu przeciwko Niemcom, był romantykiem. To wszystko kłębi się w Bojanie przez dziesięciolecia i zatruwa mu te resztki życia. 
https://bofa.com.au/2014/bofaimages/bofa-2014-film-img-onehandclapping.jpg
Kadry z filmu, źródło kadrów: http://www.urbancinefile.com.au/home/view.asp?a=1018&s=interviews
 

  FLANAGAN, RICHARD : Sound of One Hand Clapping
 
Jak zwykle u Flanagana, zakończenie zaskakuje. Jest on mistrzem uwalniania napięcia, niczym w teatrze antycznym po przeżyciu katharsis.
Na osobne wspomnienie zasługuje język powieści. W partiach narracyjnych jest on bardzo poetycki, mówiący o uczuciach, o filozofii życia. Mi, jako czytelniczce to bardzo odpowiada, bo daje to wrażenie poezji, czegoś bardziej uniwersalnego w powiedzeniu prawdzie o człowieku.
Podsumowując, najnowsza (dla polskiego czytelnika) książka Richarda Flanagana to przepiękna opowieść o miłości i życiu w poczuciu autodestrukcji. Ale o o byciu imigrantem, o wykorzenieniu z jednej tożsamości i nie zakorzenieniu się w nową. Ta autodestrukcja w powieści przejawia się w życiu ojca i córki. Jest też wielka samotność, samotność prawie kosmiczna, którą tylko coś niezwykłego, jakiś cud może przełamać. I ten cud się zdarza. Jest to książka bardzo ważna, która mówi coś ważnego o kondycji współczesnego człowieka, posthistorycznego. Polecam książkę gorąco. Ucisk w gardle przez wszystkie strony gwarantowany. 
10 gwiazdek 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu
 Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo literackie logo

środa, 24 lutego 2016

O filmach, które ostatnio oglądałam.

Dzień dobry,
Ostatnio, gdy tylko posłucham informacji, to ręce mi opadają i aż tracę wenę twórczą. Książkę 'Klaśnięcie jednej dłoni' wciąż czytam, bo to uczta dla duszy, audiobook 'Ziele na kraterze' - czeka nie wiem na co, bo muszę znaleźć czas na delektowanie się słowem Wańkowicza,  ale pomyślałam, że jednak napiszę dzisiaj post, bo stali czytelnicy czekają. 

Wspomnę dzisiaj o wyzwaniu z facebooka: obejrzę 52 filmy w 2016 roku. Pomyślałam sobie, że może zawezmę się i wreszcie obejrzę dawno zaplanowane filmy. Moim planem jest obejrzenie adaptacji szekspirowskich, które już raz oglądałam kiedyś, ale nie wszystkie. Teraz człowiek jest starszy, to i rozumie więcej. Ale tego jeszcze nie zaczęłam. Planuję też obejrzeć oba seriale o Wallanderze, ale to po przeczytaniu książek. 
 Opowiem Wam w skrócie o tym, co ostatnio oglądałam. Sporo jest filmów przypadkowych, które wybrałam z nędznej propozycji kanałów.

 
10 gwiazdek

9 gwiazdek


9 gwiazdek

9 gwiazdek (robię się romantyczna)

8 gwiazdek

8 gwiazdek
8 gwiazdek. Troszkę cukierkowy, ale doszłam do wniosku, że inne przedstawienie problemu, czyli realistyczne dałoby film drastyczny.

7 gwiazdek


7 gwiazdek, ale z zastrzeżeniem, że środkowej części nie obejrzałam z powodu drastyczności. Uważam, że autorzy przesadzili z pławieniem się w brzydocie.



6 gwiazdek. Ludzie na filmwbie pisali, ze kiepski, a mnie taka współczesna wersja się spodobała. Oczywiście jako uzupełnienie książki, a nie zamiast. Tylko ten dubbing. Kiepski. Zauważyłam, że filmy rosyjskie mają świetny dubbing. Oglądałam kiedyś 'Avatar' po rosyjsku.


Lubię sensację, 6 gwiazdek. Świetny Danzel Washington.



http://1.fwcdn.pl/po/08/95/895/7347137.3.jpg
4 gwiazdki, za scenę z gotowaniem. Filmem jestem w zasadzie zbulwersowana, jak można przekręcić myśl autora! Książka była wspaniała, a film poprzekręcał fabułę! Nie dziwię się, że widzowie nie chcieli przez dziesięciolecia zajrzeć do książki.

4 gwiazdki, w Walentynki puszczali. Kojarzę aktorkę, więc obejrzałam. Morał zawiera na końcu.


Oceniajcie mój kiepski gust filmowy. Jestem ciekawa. Tylko proszę o niepisanie, że jestem głupia.
Pozdrawiam


wtorek, 23 lutego 2016

Montague Rhodes James 'Opowieści starego antykwariusza' - ghost stories, 15 angielskich opowieści o duchach.

Okładka książki Opowieści starego antykwariusza Dzisiaj o książce niecodziennej, staroświeckiej, ale pełnej uroku. Czytałam w wydaniu Wydawnictwa Literackiego z 1976 w tłumaczeniu Janiny Mroczkowskiej. Książka została wznowiona przez Wydawnictwo C&T Crime & Thriller w serii 'Biblioteka Grozy' w 2005 roku.

Montague Rhodes James
Autor, M.R. James
Autor, James Rhodes Montague pochodzi z Anglii. Żył w latach 1862-1936. Pisał tzw. ghost stories i był inspiracją na przykład dla H.P.Lovecrafta. Ukończył mediewistykę w Cambridge, gdzie później pracował.

Jest to dobra książka dla fanów opowieści Poego. Nie ma w nich tej niepewności i grozy co u mistrza gatunku, ale obrazowość, klimatyczność i niewątpliwy artyzm opowieści w tych opowiadaniach jest widoczny.
Wszystkie opowieści dzieją się w Anglii w wieku XVIII i XIX. Mamy stosowną scenerię, czyli zamki, gospody, cmentarze, studnie, ogrody, labirynt i niewyjaśnione zdarzenia, w których pojawiają się duchy, demony, dziwne książki albo obrazy, które się ruszają albo ukazują tajemnice z przeszłości. Bohaterowie to zmarli ze strachu lub z powodu niewyjaśnionej klątwy. Narrator wprowadza nastrój niepewności i strachu.
Może dla nas współczesnych, gdy - jak mawia moja mama - żywych trzeba się bać, a nie umarłych, to nie odczuwamy tego strachu, co pewnie nasi dziadowie - czytając to. Ale na pewno czytelnik odczuwa ten niesamowity klimat opowiadań, taka retro nostalgia.
Bardzo spodobało mi się w opowiadaniach to, że narratorzy opowiadań szanują czytelnika i często kierują się bezpośrednio do niego, mówiąc mu na przykład, że tej postaci nie opisze, bo jest nieważna dla czytelnika, a tylko go zanudzi.
Książkę polecił Stanisław Lem, co widać na okładce wydania z 1976.
To propozycja czytelnicza dla każdej grupy wiekowej.
7 gwiazdek

poniedziałek, 22 lutego 2016

Stosik lutowy, bażant na przednówku i wiersz Karola Wojtyły o historii

Dzień dobry,
Mój listonosz jak omijał mnie to omijał, a gdy zaczął znosić literaturę, to aż mi serce podskoczyło do góry. To jednak jest uzależniające, takie książki.... 
Wykonałam kilka fotografii. Książki się powtarzają, ale daję wszystkie, bo książki są piękne. A sweet focie są w modzie przecież. 
Obok kwiatek, prezent urodzinowy od mojej mamy ;) 
Wreszcie pasuje do fioletowej ceramicznej doniczki, którą kupiłam ponad 2 lata temu.  Część książek już przeczytałam. Najgrubiej zapowiada się 'Shantaram', ale przeglądałam wczoraj, i czyta się bardzo dobrze.

 I w ten sposób mam zaczętą 'Sofię Caspari' i 'Prousta'. Chciałabym nabyć cały cykl 'W poszukiwaniu straconego czasu'. To jedna z tych książek, które czyta się powoli i wracając do poprzednich stron, ebook raczej odpada. Kiedyś myślałam, że to nudy i że czytelnik szuka straty czasu, ale po 'W stronę Swanna' stwierdzam, ze to fascynująca lektura. 
Flanagana będę miała drugą książkę. 'Klaśnięcie jednej dłoni' postawię obok 'Ścieżek północy'.
Pani Doroty Gąsiorowskiej czytałam już 'Marzenie Łucji'. Ciekawi mnie więc Jej nowa książka. Ma być o wojnie i miłości ;) Romantyczna się robię, więc aż ręce zacieram. Mówiłam Wam, że ostatnio prawie się spłakałam na 'Titanicu"? Pani Gąsiorowska leży na książce pana Cygana. Tę zrecenzowałam w sobotę. Naprawdę polecam!!!!!
 Tutaj powstająca półeczka. Ciąg się zaczyna. układam książki tematycznie, więc będzie to połka fabularna i podróżnicza. A obok kominek zapachowy, jeszcze z mojej osiemnastki! Tak Ewa. Mam go.
 Tu bez 'Shantaram' i 'Podróży różowych delfinów'. Książka piękna. Zamierzam też przeczytać 'Dobra świnka, dobra'.


To tyle książek. 
Jak zwykle przy stosikach zamieszczam aktualne zdjęcie. Przyroda jest nieciekawa ostatnio. Pacuraki wystają, ale i coś ładnego się trafiło. Otóż niedaleko mojego sadu jest taka łączka z trzcinami, gminna. I tam stacjonują sarenki, bażanty i rodzina lisów. Sarenek w tym roku nie uchwyciłam, ale bażanta tak. Ale rozglądał się, czujny. W tle jabłonka, stara jest, schorowana, boimy się, że do wycięcia. Bardzo szkoda. Ale dzięcioły mają wyżerkę! 
Wiersz dzisiaj to Karol Wojtyła. W sumie to sam się wybrał. Otworzyłam bowiem tomik akurat na tym wierszu. Ale uznałam, że trafia on w istotę moich ostatnich rozmyślań, nad historią i celowością, przyczynowością i tym, że nie znamy przyczyn ani celów. My zwykli śmiertelnicy możemy bezradnie załamać  ręce i powiedzieć, o historio, cóżesz ty za pani. Czasami spotykają nas ciosy. Ale może potrzebne są doły, żeby docenić spokój? Wczoraj w radiu wspominano generała Nila. Historia to przewrotna pani. 

Oto wiersz, wybrałam początek cyklu 'Wigilia Wielkanocna 1966':

I. INWOKACJA

1. ROZPOCZYNA SIĘ ROZMOWA Z SOBĄ

Czy to znaczy, że trafiam w treść, co do której umówili się ludzie,
by ją nazwać ważną i wielką - i głosić sobie nawzajem?
Czy to znaczy, że jestem zgodny w rachubie lat z kronikarzem Thietmarem z Merseburga
- że widzę przeszłość podobnie jak mistrz Wincenty,
że chcę być w harmonii z tym, co minęło?
(a może przedkładam widzenie dróg przeszłości wyczytane z kronik
ponad widzenie w mroku wykopalisk Wiślicy?)

To znaczy, że trafiam na korzenie własnego drzewa,
że zagłębiam się w jego tajemny wzrost,
który i mnie się udzielił i ze mnie ma swe ciało.

Czuje, ze jestem w nim i ono we mnie.

Drzewo jest ciałem fizycznym.
Historia ludzi takich jak ja szuka swojego Ciała.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...