poniedziałek, 29 lutego 2016

Film Andrzeja Żuławskiego 'Trzecia część nocy' (1971 rok) - wojna, śmierć. Jak żyć w czasie apokalipsy spełnionej?


Niedawno umarł Andrzej Żuławski. I z tej okazji polskie radio poświęciło jego filmom całą audycję. Wysłuchałam jej. Oczywiście Znalezione obrazy dla zapytania Andrzej Żuławskikojarzyłam to nazwisko, ostatnio w świetle mało dżentelmeńskiej książce o poczynaniach łóżkowych z kobietami (ponoć, bo to mówili w telewizji), a kiedyś nawet oglądałam 'Szamankę', ale było to na studiach i głębi tego filmu nie pojęłam. Pamiętam tą aktorkę, która naga biegała po poddaszu. 
W każdym razie ta audycja radiowa wspomniała o pierwszym filmie  reżysera. Właśnie o 'Trzeciej części nocy' z roku 1971, z Leszkiem Teleszyńskim i Małgorzatą Braunek. W tej audycji powiedziano, że film przeszedł przez cenzurę, bo nikt nie wiedział o co w nim chodzi, i że było to rozliczenie artysty z jego generacją, z jego grupą społeczną,  a pewnie i z miastem, bo we Lwowie reżyser się urodził. W filmie nie jest powiedziane, że to Lwów, ale mamy karmicieli wszy, a po przeczytaniu książki pana Urbanka 'Genialni' wiedziałam, że karmiciele wszy byli we Lwowie. 
Film zamierzałam oglądać przed snem, ale coś mnie przed tym na szczęście uchroniło. Obejrzałam go w samo południe, w piątek. Ale i tak miałam poczucie osaczenia, pustki i dogłębnego smutku. To przez ten film, który udziela się oglądającemu jak dzieła Bergmana. 
http://jedrko.webd.pl/wp-content/uploads/2014/07/trzeciaczescnocy3.png
Kadry z filmu

Bohaterem jest mężczyzna, gra go Leszek Teleszyński. Jest prawnikiem, z inteligenckiej rodziny. Niemcy zabijają mu żonę i syna. A on żyje i nie może się z tym pogodzić. Przeżywa apokalipsę. Cała wojna jest apokalipsą, to co on widzi wokół to apokalipsa, koniec życia, koniec relacji społecznych, odwrócenie hierarchii społecznych i wartości. Niezawinione, przypadkowe śmierci, bycie niepotrzebnym, utrzymywanie się z karmienia wszy i ta rozmowa karmicieli o książkach, które można znaleźć tu i tam, bo właścicieli już nie ma. I to przerwanie rozmowy przez pielęgniarkę, bo 'gadanie rozprasza wszy'. W tej apokalipsie wszy są najważniejsze, bo pozwalają tym ludziom żyć. Ale chyba i wszyscy ludzie są troszkę wszami, zatruwanymi prze Niemców tyfusem zła, winy i wyrzutów sumienia. 
Film nie ma układu chronologicznego, raczej jest serią obrazów wyłaniających się z głowy bohatera i przez jego zbolałą świadomość przepuszczonych. W ciężarnej żonie przypadkowo złapanego przez Gestapo mężczyzny, zamiast niego, bo miał identyczny płaszcz, widzi on zamordowaną żonę. I wszystko mu się nakłada na siebie, to i obrazy z przeszłości, gdy żonę poznał jako żonę innego. 
http://1.s.dziennik.pl/pliki/6469000/6469811-trzecia-czesc-nocy.jpg 
 http://jedrko.webd.pl/wp-content/uploads/2014/07/trzeciaczescnocy5.png 

 http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/cache/images/resize_1000x1000/files/PL/Historia_Polskiego_Filmu/FILMY/Trzecia_czesc_nocy/1-F-1781-30-800x800.jpg  

 http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/cache/images/resize_1000x1000/files/PL/Historia_Polskiego_Filmu/FILMY/Trzecia_czesc_nocy/1-F-1781-23-800x800.jpg
http://jedrko.webd.pl/wp-content/uploads/2014/07/braunek2.png 

Film więc oddziałuje obrazami, jest jakimś takim nagromadzeniem cierpienia,  martyrologii, ale mało podniosłej. To jeden z najwybitniejszych filmów o wojnie, jakie widziałam. 

Daję mu 10 gwiazdek na filwebie.

sobota, 27 lutego 2016

Dorota Gąsiorowska 'Primabalerina' - - romans krakowsko-lwowski i powieść o docieraniu do korzeni

RECENZJA PREMIEROWA
Książka ukazała się 15 lutego 2016 roku w wydawnictwie Między Słowami. 
Autorka jest już znana czytelniczkom z dwutomowej opowieści o Łucji:
Znalezione obrazy dla zapytania dorota gąsiorowskaZnalezione obrazy dla zapytania dorota gąsiorowska 

 Recenzowałam już Marzenie Łucji

Znalezione obrazy dla zapytania dorota gąsiorowskaAutorka, jak informuje biogram na stronie znak.com.pl (ur. 1975) – to nowa mistrzyni powieści obyczajowej. Z wykształcenia jest specjalistką ds. marketingu. Przez kilka lat mieszkała w Krakowie, potem przeniosła się z rodziną na do domu za miastem. Od zawsze pisała ale tylko do szuflady. W końcu zdecydowała się przesłać swój debiut do wydawnictwa. Urzekła wszystkich. Jej dwie powieści - "Obietnica Łucji" i "Marzenie Łucji" stały się bestsellerami.



Nowa książka pani Doroty Gąsiorowskiej spodobała mi się bardzo. O ile dwie wcześniejsze powieści autorki bazowały na motywie przeniesienia się z miasta na wieś i tam szukania szczęścia, to najnowsza powieść 'Primabalerina' jest inna i zaskakuje. Jest to opowieść o poszukiwaniu prawdy o sobie i odkrywaniu tej prawdy przez dwie kobiety, które los połączył z sobą w domu spokojnej starości w Maciejowicach. Jedna jest leciwą pensjonariuszką Irmą, a druga trzydziestodwuletnią pracownicą Niną.
Książka jest ciekawa, akcja szybka i wartka. Rozgrywa się w Krakowie oraz we współczesnym Lwowie i na Krymie. Nie jest to powieść o Kresach, ale o współczesnym Lwowie. Jest to piękny nastrojowy romans, ze wszystkimi elementami tego gatunku: bohaterka - piękna i tajemnicza, zwroty akcji i poszukiwanie szczęścia, przedmioty, które wiążą się z zagadkami z przeszłości, protagoniści i antagoniści. I zakończenie - rozładowujące napięcie. Sceneria jest piękna i pełna zabytków, piękna, sztuki i romantycznych miejsc.
Książkę czytało mi się bardzo dobrze, z biciem serca i ciekawością o losy Niny i o odkrycie zagadki rodzinnej. To ciepła, piękna powieść i wspaniały nastrojowy romans.
Bardzo mi się podoba ten nowy trend w powieściach obyczajowych, żeby pokazywać przeszłość starszych ludzi, żeby romans dotyczył ich, żeby widzieć w nich ludzi, którzy przeżyli wspaniałe uczucia, że wciąż pragną tego, co wszyscy. Tutaj autorka idzie do domu starców, ale i do klasztornego sierocińca i pokazuje te miejsca z dobrej strony, poprzez pracę i serce jakie wkładają pracownicy w to, żeby dzieci albo ludzie starsi byli szczęśliwi. Książka jest wielką dawką mądrego optymizmu i pokazania, że możemy być szczęśliwi z takim życiem, jakie mamy. Trzeba tylko umieć znaleźć wokół siebie prawdziwych życzliwych przyjaciół i dostrzec piękno w małych przedmiotach: obrazku, melodii pozytywki itd. 
7 gwiazdek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Między Słowami
 Znalezione obrazy dla zapytania Miedzy słowami logo i stronie znak.com.pl
Znalezione obrazy dla zapytania Znak.com.pl

czwartek, 25 lutego 2016

Richard Flanagan 'Klaśnięcie jednej dłoni' - zniszczone dzieciństwo, poszukiwanie tożsamości, nieprzyjazna Tasmania


RECENZJA PREMIEROWA
'Klaśnięcie jednej dłoni' Richarda Flanagana ukazało się 18 lutego 2016 roku, kilka dni temu, w Wydawnictwie Literackim. Książkę przetłumaczył Robert Sudół, wspaniały tłumacz, który za przetłumaczenie powieści Cormaca McCarthy'ego Krwawy południk został jednym z laureatów Warszawskiej premiery Literackiej. To on tłumaczył powieści Kurta Vonneguta, Trumana Capote, Iana McEwana czy Harlana Cobena. 

Po przeczytaniu książki 'Ścieżki Północy' miałam wielkie oczekiwania wobec innych książek Flanagana, ale wiele niepewności, bo obawiałam się wtórności, powtarzania motywów itd. Trudno jest doścignąć tak doskonałego ideału powieści, jaką były 'Ścieżki Północy', tak pełnego liryzmu, okrucieństwa, historii i psychologii. 
http://www.abc.net.au/radionational/image/5814734-1x1-700x700.jpg
Autor, Richard Flanagan podczas wręczenia nagrody Man Booker Prize  w 2014 roku, źródło zdjęcia tu

'Klaśnięcie jednej dłoni' na polski przetłumaczono dopiero teraz, ale chronologicznie była to książka wcześniejsza, właściwie debiut pisarza z 1997 roku, czyli około 15 lat wcześniejsza niż 'The Narrow Road to the Deep North'. Na podstawie 'The Sound of One Hand Clapping', czyli omawianej przeze mnie teraz 'Klaśnięcia jednej dłoni', w 1998 roku nakręcono adaptację filmową pod tytułem 'Oklaski jednej dłoni' ('The Sound of One Hand Clapping').
   
Okładki wydań anglojęzycznych
Książka 'Klaśnięcie jednej dłoni' to bardzo wzruszająca i przejmująca opowieść o pierwszym i drugim pokoleniu tasmańskich imigrantów z Europy Środkowej, konkretnie ze Słowenii. Powieść toczy się na dwóch planach czasowych, w latach 1989-1991, gdy Sonja Buloh jako trzydziestoośmioletnia kobieta z nieułożonym życiem osobistym wraca do miejsca z dzieciństwa, do Tasmanii, aby w końcu zmierzyć się z demonami, które siedzą w jej głowie. I właśnie z tej nieuporządkowanej, nie zamkniętej przeszłości jej i jej ojca wyłania się narracja o trudnym dzieciństwie Sonji, opowiadana z perspektywy jej i jej ojca, Bojana. Wyłania się z tej opowieści obraz poranionej psychicznie, bardzo samotnej i odrzuconej dziewczynki, bitej i odrzucanej w szkole oraz ojca, w Tasmanii robotnika przy zaporze, nazywanego 'bambo', jako człowieka drugiej kategorii, jednego z wielu imigrantów z całej poranionej przez wojnę Europy, mężczyznę, którego opuściła żona, który się rozpił, ale który lubi stolarstwo i gotowanie wspaniałej kiełbasy. I to były chyba jedyne jego zalety, bo tak poza tym, to dosyć odrażający człowiek. Jak zwykle jednak u Flanagana, bohaterowie jego książek nie są jednoznacznie złe, ani jednoznacznie dobre. Nasz Bojan dawno temu w Słowenii był człowiekiem dzielnym, walczącym w powstaniu przeciwko Niemcom, był romantykiem. To wszystko kłębi się w Bojanie przez dziesięciolecia i zatruwa mu te resztki życia. 
https://bofa.com.au/2014/bofaimages/bofa-2014-film-img-onehandclapping.jpg
Kadry z filmu, źródło kadrów: http://www.urbancinefile.com.au/home/view.asp?a=1018&s=interviews
 

  FLANAGAN, RICHARD : Sound of One Hand Clapping
 
Jak zwykle u Flanagana, zakończenie zaskakuje. Jest on mistrzem uwalniania napięcia, niczym w teatrze antycznym po przeżyciu katharsis.
Na osobne wspomnienie zasługuje język powieści. W partiach narracyjnych jest on bardzo poetycki, mówiący o uczuciach, o filozofii życia. Mi, jako czytelniczce to bardzo odpowiada, bo daje to wrażenie poezji, czegoś bardziej uniwersalnego w powiedzeniu prawdzie o człowieku.
Podsumowując, najnowsza (dla polskiego czytelnika) książka Richarda Flanagana to przepiękna opowieść o miłości i życiu w poczuciu autodestrukcji. Ale o o byciu imigrantem, o wykorzenieniu z jednej tożsamości i nie zakorzenieniu się w nową. Ta autodestrukcja w powieści przejawia się w życiu ojca i córki. Jest też wielka samotność, samotność prawie kosmiczna, którą tylko coś niezwykłego, jakiś cud może przełamać. I ten cud się zdarza. Jest to książka bardzo ważna, która mówi coś ważnego o kondycji współczesnego człowieka, posthistorycznego. Polecam książkę gorąco. Ucisk w gardle przez wszystkie strony gwarantowany. 
10 gwiazdek 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu
 Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo literackie logo

wtorek, 23 lutego 2016

Montague Rhodes James 'Opowieści starego antykwariusza' - ghost stories, 15 angielskich opowieści o duchach.

Okładka książki Opowieści starego antykwariusza Dzisiaj o książce niecodziennej, staroświeckiej, ale pełnej uroku. Czytałam w wydaniu Wydawnictwa Literackiego z 1976 w tłumaczeniu Janiny Mroczkowskiej. Książka została wznowiona przez Wydawnictwo C&T Crime & Thriller w serii 'Biblioteka Grozy' w 2005 roku.

Montague Rhodes James
Autor, M.R. James
Autor, James Rhodes Montague pochodzi z Anglii. Żył w latach 1862-1936. Pisał tzw. ghost stories i był inspiracją na przykład dla H.P.Lovecrafta. Ukończył mediewistykę w Cambridge, gdzie później pracował.

Jest to dobra książka dla fanów opowieści Poego. Nie ma w nich tej niepewności i grozy co u mistrza gatunku, ale obrazowość, klimatyczność i niewątpliwy artyzm opowieści w tych opowiadaniach jest widoczny.
Wszystkie opowieści dzieją się w Anglii w wieku XVIII i XIX. Mamy stosowną scenerię, czyli zamki, gospody, cmentarze, studnie, ogrody, labirynt i niewyjaśnione zdarzenia, w których pojawiają się duchy, demony, dziwne książki albo obrazy, które się ruszają albo ukazują tajemnice z przeszłości. Bohaterowie to zmarli ze strachu lub z powodu niewyjaśnionej klątwy. Narrator wprowadza nastrój niepewności i strachu.
Może dla nas współczesnych, gdy - jak mawia moja mama - żywych trzeba się bać, a nie umarłych, to nie odczuwamy tego strachu, co pewnie nasi dziadowie - czytając to. Ale na pewno czytelnik odczuwa ten niesamowity klimat opowiadań, taka retro nostalgia.
Bardzo spodobało mi się w opowiadaniach to, że narratorzy opowiadań szanują czytelnika i często kierują się bezpośrednio do niego, mówiąc mu na przykład, że tej postaci nie opisze, bo jest nieważna dla czytelnika, a tylko go zanudzi.
Książkę polecił Stanisław Lem, co widać na okładce wydania z 1976.
To propozycja czytelnicza dla każdej grupy wiekowej.
7 gwiazdek

sobota, 20 lutego 2016

Jacek Cygan 'Przeznaczenie, traf, przypadek" - maestria w miniaturach literackich, o przemijaniu i życiu


Recenzja premierowa

Wydanie godne pana Jacka Cygana, ale za mało książka była reklamowana!!!! A to książka roku w kategorii literatura polska.
Niedawno w radiu toczyła się rozmowa na temat tego, że ostatnio Polacy rzadko sięgają po opowiadania. Ale widocznie nie czytali tej książki. Książka ukazała się 16 lutego 2016 roku, czyli w mijającym tygodniu w Wydawnictwie Znak Literanova. Liczy sobie 256 stron, ma twardą, solidną oprawę. Całość dopełniają klimatyczne fotografie autorstwa pana Leszka Mądzika.
http://www.kulturalna.warszawa.pl/pi/192_003af2e5c.jpg
Jest to zbiór 26 opowiadań o ludziach. Zgodnie z tytułem są to różne historie, które łączy pytanie o to, czy w różnych przypadkach z życia ludzi, kieruje przeznaczenie, traf czy przypadek. Można powiedzieć, że bohaterem opowiadań jest everyman. Ale zarazem bohaterami są różni ludzie, bogaci lub biedni, ci , którym się udało, albo ci, którzy ponieśli życiową klęskę. Ważne motywy w tych opowiadaniach to miłość, małżeństwo, przemijanie, poczucie niespełnienia albo poszukiwanie spełnienia, tęsknota, starość, poczucie opuszczenia. Pieniądze w tych opowiadaniach pomagają w osiągnięciu pełni, albo przeszkadzają. Wszystko zależy od ludzi. I każdy dostaje kolejną szansę. Ale jest jeden człowiek kompletnie zły: 'garniturowiec' od PR-u, który za 3 miliony złotych zniszczył życie niewinnego, ;kryształowego' człowieka i jego rodziny.
Ujęły mnie opowiadania o trzech listkach trzymających chorego przy życiu oraz o sędziwym profesorze, który idzie przez park i słyszy dzień dobry. Kto pamięta o nim? Ale najpiękniejsze było opowiadanie o emerycie, który zaczął się przebierać za kobietę, bo wyczytał, że kobiety żyją dłużej.Rozejrzał się i stwierdził, że jego rówieśnicy są smutni i drętwi, natomiast kobiety - cieszą się życiem. Puenty nie zdradzę, ale jest poruszająca.
Właśnie - puenta. Konstrukcyjnie opowiadania sięgają do znakomitych wzorców: Czechow, Prus, Zapolska. Wszędzie tam najważniejsze w opowiadaniach były trzy elementy: bohater, oszczędność słowa i puenta.
One tworzyły majstersztyk opowiadań, ich nieprzemijającą wymowę. I to jest tutaj, w książce pana Cygana. Znamy jego piosenki. Gdy napisał panu Rynkowskiemu 'Za młodzi na sen za starzy na grzech
Wypijmy przy stole by tu na dole źle nie działo się
Za młodzi na sen za starzy na grzech
Wypijmy przy stole za błędy na dole by ich było mniej' to słuchacz piosenki bawił się, ale i smutno pokiwał głową nad przemijaniem...
I to właśnie zostało zachowane w tych niesamowitych opowiadaniach: prawdziwy humanizm, pochylenie się nad człowiekiem, mądrość człowieka, który już poznał życie w jego cieniach i blaskach, ale który widzi, że życie przynosi nam niespodzianki i drugą szansę.
Naprawdę polecam, to bardzo dojrzałe, pięknie napisane opowiadania, do których będę wielokrotnie wracać, bo to wielka czytelnicza uczta. 
10 gwiazdek

Z udostępnienie książki dziękuję wydawnictwu Znak Literanova
 Znak literanova

piątek, 19 lutego 2016

Sofia Caspari 'W krainie wodospadów' - miłość i Nowy Świat, Argentyna i nowy początek. BO nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być lepiej....

Recenzja premierowa
Książka ukazała się przedwczoraj, 17 lutego 2016 roku w Wydawnictwie Otwarte. Pisałam o tym kilka dni temu: 
Sofia Caspari
Autorka, Sofia Caspari
Sofia Caspari to pseudonim Kirsten Schützhofer (ur. 1972), autorki poczytnych powieści historycznych. Pisarka podróżowała po Ameryce Środkowej i Południowej. Dłuższy czas spędziła w Argentynie – historia i krajobrazy zrobiły na niej ogromne wrażenie, a mieszkańcy ją zafascynowali. „W krainie kolibrów” – pierwszy tom argentyńskiej sagi – tak bardzo spodobał się niemieckim czytelnikom, że znalazł się na liście bestsellerów tygodnika „Der Spiegel”. W Polsce książka również zyskała rzesze fanów (według materiałów ze strony http://otwarte.eu/author/sofia-caspari-2.
Pierwsza część pt. 'W krainie kolibrów'  ukazała się  1 lipca 2015 roku., część druga 'W krainie srebrnej rzeki'- 21 października 2015 roku, a 17 lutego, przedwczoraj - część trzecia, kończąca serię.

Sagę tę zamierzałam przeczytać już od kilku miesięcy, ale ciągle coś mi stało na przeszkodzie. Najczęściej inne książki. Teraz zaczęłam od końca, ale moje obawy, że coś mi umknęło się się sprawdziły, bo każda część jest o innych postaciach.
Co mogę o tej książce powiedzieć, ano to, że czyta się ją jednym tchem. Naprawdę. Mam taki zwyczaj, że sobie zakładam książki co 50 stron i tutaj mijały mi one błyskawicznie. Rzadko czytamy takie książki, które się połyka: Sapkowski, Margit Sandremo, Tolkien i teraz Caspari. Jest to książka magiczna, barwna, kolorowa, pełna namiętności i wartkiej akcji. Po prostu lektura, która wsysa. Ciągle były zmiany akcji i nowe wydarzenia. Mamy multum bohaterów, ale nic nie szkodzi. Można się połapać. A w dodatku na końcu wszystko się 'zazębia' i nadchodzi rozładowanie napięcia. 

Jest to książka, o której mówią mi znajome panie, gdy mówią, że chcą poczytać piękną książkę, książkę o miłości. Bo tutaj jest i miłość, i zdrada, i nienawiść, i zemsta aż po grób, i przepiękne opisy miłości, barwnych sukien, krajobrazów, posiadłości, i subtelne opisy.

Styl pisania jest niewidoczny technicznie. Są tam i opisy postaci i krajobrazów oraz dialogi, ale to wszystko tworzy całość. Czytelnik po prostu chłonie całość.

Autorka korzysta z motywów literatury przygodowo-romansowej, takiej jak miłość, zdrada itd, ale umieszcza to w takim zagęszczeniu i takiej ilości postaci, że książka nie jest zwykłym romansidłem. Te wszystkie postacie, wątki i miejsca (przypomnę, że akcja dzieje się w Argentynie w latach 1898-1904) w Rosario, Buenos Aires, w Patagonii i nad wodospadem Iguazu) tworzą panoramę Argentyny, ukazują społeczeństwo zróżnicowane, ale pełne nadziei na przyszłość. W zasadzie wszyscy przybyli tutaj, żeby coś odnaleźć, coś zgubić albo zacząć nowe życie. 
http://bi.gazeta.pl/im/7/8405/z8405607Q,Wodospad-Iguazu--Argentyna-Brazylia--Wspaniale-wod.jpg
Wodospady Iguazu, miejsce rozpoczęcia akcji 'W krainie wodospadów' . Źródło zdjęcia: tu
http://farm1.static.flickr.com/55/156477128_60b5f8b1d7_o.jpg
Fotografia Buenos Aires z roku 1900. Źródło: http://www.taringa.net/posts/imagenes/13775791/Mi-Buenos-Aires-querido-en-el-1900.html
http://www.swissinfo.ch/image/29896632/large4x3/640/470/7405a15599c8b63a046923c492a1508d/xe/1906-29896742.jpg
Imigrantki szwajcarskie w
Baradero (Province of Buenos Aires), early 1900, źródło zdjęcia: http://www.swissinfo.ch/eng/swiss-gauchos/29984128
Buenos Aires w roku 1900. Źródło zdjęcia: http://www.neeerd.com/img/imgAlbumes/1643/3234/0033_gj9htCTY-la-antigua-buenos-aires-antigua-buenosaires-fotosviejas.jpg

Wielkim bohaterem zborowym tej książki są kobiety, kobiety, które tutaj, w tym świecie niepewności i zagrożeń czyhających od ludzi o przyrody, odnajdują samodzielność, kształcą się, tworzą firmy, ale i
mają odwagę pokochać ludzi, którym los stawia im na drodze.

Książka jest soczysta i namiętna, pełna akcji i dynamizmu. To powieść, która zdobywa serce i która pozwala nam przenieść się w czasie i w miejscu. Porzucić nudną codzienność.
Polecam 
7 gwiazdek  

Za udostępnienie książki do czytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte

Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo otwarte

czwartek, 18 lutego 2016

Marie-Morgane Le Moël 'Sekrety francuskiej kuchareczki' - przepisy kuchni francuskiej i Australia


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Książka ukaże się 23 lutego 2016 roku w Wydawnictwie Kobiece.
Marie-Morgan Le Moël pochodzi z Francji . W latach 2007-2012 była australijską korespondentką międzynarodowego miesięcznika "Le Monde" i radia RFI, prowadząc serwis informacyjny w Oceanii. Pracowała również przy tworzeniu francuskiego programu dla stacji SBS. Pod koniec 2012 roku wróciła do Francji. Obecnie pracuje jako dziennikarka we francuskiej agencji prasowej AFP. w Wydawnictwie Kobiece ukazała się też jej druga książka pt. 'Cała prawda o Francuzkach'. Myślę, że bardziej trafiająca w mój gust, bo chciałabym stać się ponętna i elegancka jak Francuzka.
Autorka, źródło zdjęcia: tu
Okładka książki Cała prawda o Francuzkach


Książka ta nie zdobyła mojego serca, bo na podstawie okładki spodziewałam się poradnika kulinarno-sercowego. Spóźniłam się z tę książką o jeden okres w życiu. Gdy byłam młodsza, to takie książki lubiłam czytać. Są tam przepisy wraz z przystępnym opisem wykonania. Jeden przepis na jeden rozdział. Przepisy są proste i klasycznie francuskie. Autorka opisuje swoje przygody i perypetie życiowe, poprzez życie z bratem bliźniakiem u boku, katorgi szkoły muzycznej, nielubienie jej w światku gimnazjalnym, potem studia, staż w Kanadzie, perypetie współlokatorstwa, nieudane prace wakacyjne, na przykład w pizzerii czy przy zbiorze winogron, aż wreszcie znalezienie swojego miejsca w świecie w Australii jako dziennikarka. Sporo jest o Australii, o tamtejszym życiu, o poszukiwaniu mieszkania, perypetiach z kotem, o różnicach mentalności, o savior-vivrze na plaży i o podstarzałych australijskich nudystach... Ale o o tematach, jakich nie wolno poruszać, gdy się je z Australijczykami.
Język jest przystępny i przyjemny, bohaterka miła i nienadęta, przygody - życiowe. Na pewno jest to dobry prezent dla studentki, nastolatki albo i kogoś dorosłego, ale z żądzą zobaczenia świata.
Daję pięć gwiazdek, ale z zastrzeżeniem, że nie jest to zła książka, tylko kompletnie nie dla mnie.
5 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiece 

Wydawnictwo Kobiecez książką kobiecie do twarzy

środa, 17 lutego 2016

Michaela De Prince i Elaine De Prince 'Wytańczyć marzenia. Historia osieroconej czarnoskórej dziewczynki, która stała się słynną primabaleriną'



RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Książka ukaże się 26 lutego 2016 roku w Wydawnictwie Kobiece.
 
Bardzo mnie urzekła i oczarowała ta książka. Jest napisana prostym językiem, ale obrazowym. To historia prawdziwa, z życia wzięta, i można by ją było napisać epatując cierpieniem. Ale napisała ją autorka inaczej, pozytywnie. Z każdego zdarzenia w jej życiu wyciąga wnioski na przyszłość albo przynajmniej coś, co pozwalało jej przetrwać. Jest to więc bardzo pozytywna opowieść. Ku pokrzepieniu serc, taka, dzięki której przywrócimy w sobie wiarę w ludzi. 
Artykuł o niej w Dailymail

Ale od początku. To historia życia i szczęśliwych oraz tragicznych trafów losu, które pozwoliły małej dziewczynce z ogarniętej wojną Sierra Leone, wtedy jeszcze nazywającej się Mabinty Bangura, dotkniętej bielactwem skóry, co w Afryce jest oznaką nieszczęścia, jedynej córki swoich rodziców, co w Afryce jest dyshonorem dla rodziców, uczonej przez nich czytać, kochanej, co tam było rzadkością. 
Michaela De Prince, źródło zdjęcia: http://www.operaballet.nl/en/node/2321

Potem przyszły na nią nieszczęścia: zamordowanie rodziców, sierociniec, wojna domowa i zabójstwa na ulicach, aż wreszcie adopcja do Ameryki, w ostatniej chwili, bo nie planowano jej adoptować. W tym afrykańskim piekle miała szczęście, a nadzieję dawało jej zdjęcie baletnicy z okładki starej gazety. Potem, już w Stanach, już jako Michaela starała się zostać baletnicą. I została dzięki ciężkiej pracy, ale i wsparciu rodziców. W środowisku baletu klasycznego musiała przełamać kolejne bariery, rasizmu i uprzedzeń.
Historia jest bardzo dynamiczna, bardzo emocjonalna i bardzo pozytywna. Potrzeba nam takich wśród zalewu nieszczęść, wylewających się z telewizji. Jest to opowieść o tym, że warto mieć marzenia.
http://www.operaballet.nl/sites/default/files/michaelanews.jpg
Kadr z baletu 'Jezioro Łabędzie' Swan Lake ch: Rudi van Dantzig w Dutch National Ballet w 2014 roku, w którym tańczy Michaela De Prince. Źródło zdjęcia: http://www.operaballet.nl/sites/default/files/michaelanews.jpg

Ale w tle jest to też opowieść o czarnoskórej 'uchodźczyni' do USA. W dobrym momencie się ta książka ukazała. Może przełamie narastający mur agresji, na który dzieci nie zasługują. Z wielką przyjemnością czytałam o rodzicach tej dziewczynki, rodzinie De Prince'ów ze Stanów, którzy mieli odwagę adoptować trzy dziewczynki z ogarniętych wojną krajów. A że to był 'zawodowy' sierociniec oferujący dzieci? Dla Michaeli to nieważne. Ważne że ocalała. 
https://bassperformancehall.files.wordpress.com/2013/07/michaela-deprince-in-black-swan-2-photo-by-rachel-neville.jpg
Michela w balecie 'Czarny Łabędź' w
Dance Theatre Of Harlem, źródło zdjęcia: http://www.stylepinner.com/michaela-deprince-dance-theatre/bWljaGFlbGEtZGVwcmluY2UtZGFuY2UtdGhlYXRyZQ/

Bardzo wiele mam ciepłych uczuć wobec Elaine De PRince, adopcyjnej matki dziewczynki, współautorki książki i współautorki sukcesu dziewczyny. 
Michaela with her adoptive mother Elaine
Michela z adopcyjną matką Elaine, źródło zdjęcia: http://www.dailymail.co.uk/home/you/article-2878902/Into-impossible-One-girl-s-incredible-journey-war-torn-Sierra-Leone-international-ballet-stardom.html

 Jest to prawdziwa matka, taka, która robi wszystko dla swoich dzieci, która nocami szyje tutu dla córki, która rezygnuje z wygód, bo trzeba opłacić szkołę. Ja takich rodziców miałam i wielką jest dla mnie radością, żeby i dzieci adoptowane takiej rodziny doświadczyły.
Książę polecam

6 gwiazdek 

Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiece
Wydawnictwo Kobiecez książką kobiecie do twarzy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: