czwartek, 31 marca 2016

Leopold Tyrmand 'Tyrmand Warszawski'

RECENZJA PREMIEROWA

 Leopold Tyrmand dotychczas był dla mnie interesującym imieniem i nazwiskiem z Historii Literatury Polskiej czasów powojennych. Zamierzam czytać książkę 'Zły', więc z ochotą i radością dowiedziałam się o wydaniu jego felietonów powojennych przez wydawnictwo MG. Książka jest oczywiście pięknie wydana, liczy sobie 159 stron. Ukazała się 16 marca 2016 roku. Tekstów tych nie da się przeczytać na kolanie. Trzeba się skupić. Nie dlatego, żeby były one wyjątkowo skomplikowane, ale dlatego, iż napisane zostały starannym językiem. Trzeba się nim podelektować.
O Tyrmandzie wiem coś niecoś. Bardziej 'niecoś', niż 'coś'. Wiem, że podpadł władzy, pomimo że pisał dobrze i zadawałoby się, niepolitycznie. Tak. Władza nigdy nie lubiła talentów. Lepszy mierny, ale wierny. Tak było za cesarstwa rzymskiego (wybrałam szalonych cezarów, bo akurat czytam 'Szatę', i tak było za Stalina). Król Lir urągał wichrom i zdawało mi się, że są mu posłuszne. Taka jest władza. 

Felietony z niniejszego tomu pokazują, że Tyrmand miał talent pisarski, talent do zauważania nastrojów ulicy, że to był dobry felietonista. Jego teksty są teraz pamiątką historyczną nastrojów powojennych Polaków. Nie takich jak mówią podręczniki historii, ale takich jak to czuli ludzie wówczas.

Okładka przykładowa, zdjęcie: http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/doccontent?id=11957
Okładka przykładowa, zdjęcie: http://mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=3341&from=publication
Okładka przykładowa, zdjęcie: http://mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=58822&from=publication

Teksty z 'Tyrmanda Warszawskiego' to felietony z gazet powojennych. Pierwszy ma tytuł '...U mojego króla...' z 'Przekroju' z 1947. Jest jeszcze pełen nadziei i optymizmu. Podobnie 'Warszawa 48'też z 'Przekroju' z 1948. Następnie mamy tekst pt. 'Lessepers życzliwy Warszawie' z 'Tygodnika Powszechnego' z 1950, 'Nowe oblicze starek Warszawy'i 'Sacco di Varsavia' też z 'Tygodnika Powszechnego' z 1950, potem 'Atakuję Nowy Świat!' opublikowany w 'Stolicy' w 1950 i 'Tygodniku Powszechnym' w 1952, a następnie cykl artykułów 'Warszawa 50' publikowanych w 'Stolicy' w 1950 i cykl 'List z Warszawy' pod pseudonimem Jan Andrzej z 'Tygodnika Powszechnego' z 1951 roku.

W tych ostatnich, pod pseudonimem, najsmutniejsze jest to, że nie było w nich nic, co mogło nie podobać się władzy. Historia pokazała, że PRL padł, a Tyrmanda czytamy. W ogóle nawet czytelnik z antypodów, nieznający historii Polski, zauważy, że coś się musiało stać w 1948 roku, że Tyrmandowi nagle znika entuzjazm powojenny, że z pochwały 'wspólnej Polski' do której powinni wracać wszyscy, nagle zaczyna pisać nie o radosnej naprawie gruzów, ale coraz częściej pytać czytelników, gdzie podziewa się europejskość Warszawy, że stopniowo coraz więcej żalów i odgórnego planowania. 

Tyrmand w felietonach uchwycił rozmowy ulicy, uchwycił to, o czym rozmawiali przechodnie, uchwycił poszczególne etapy odbudowy, odradzania się miasta. Były lata 1947-1952 i jeszcze było oczywiste dla Tyrmanda, ze Warszawa jest stolicą europejską, że mieszkańcy wychowani zostali w kulturze zachodnioeuropejskiej, co było widoczne we wzorcach architektonicznych, ale i w takich drobnych sprawach jak wybór mebli. I mi, czytelniczce urodzonej w 1979 roku i pamiętających lat 80-te, a potem 90-te, smutne było to, jaki regres zrobiła Polska. Po 50 lat od 'wyzwolenia' i od pisania tych tekstów, na ludzi było oczywiste, że nic poza takie same meble nie jest dostępne, że klitka jest szczytem marzeń, że Europę znaliśmy z bazarowych reklamówek i gum turbo oraz filmu 'Policjanci z Miami'. A czy pamiętamy dramatyczne apele świętego Jana Pawła II, żeby Polska 'wróciła do Europy'? Przypominające światu i Polakom, że jesteśmy krajem środkowoeuropejskim, a nie przyczółkiem Rosji? I że mamy moralne prawo do bycia członkiem Unii Europejskiej? Widać to w książkach 'Pamięć i tożsamość' czy 'Przekroczyć próg nadziei'. Młode pokolenie o tym nie wie, że nie bylibyśmy członkiem Unii, gdyby nie apel Papieża na parę dni przed referendum unijnym. Nie wiedzą, jak to jest, czuć się jak ubogi krewny, gdy się stanie na lotnisku. Mamy strefę Schengen i jest to dla nas oczywiste. Idzie młodzianin na studia i wie, że na praktyki pojedzie do Londynu, a na wymianę do Włoch. A jeszcze za moich czasów (a jeszcze nie osiwiałam!), było to marzenie. Erazmus był marzeniem nie dla każdego. Poza średnią 5,0, trzeba było zaświadczenie z banku, że student ma po co wracać. Poniżające? Tak było. A teraz nie doceniamy tego co jest. Zdaje nam się, że przejazd autostradą do Berlina na lotnisko, bo tak szybciej, niż do Warszawy bez zatrzymywania się na granicy jest oczywisty.... Dla Tyrmanda kontakt z Europą też był jeszcze oczywisty. Sam wspomina jeszcze czasy sprzed 12 lat, sprzed wojny. Po wielu latach nic nie było oczywiste, jak wtedy, gdy Tyrmand pisał te felietony. Dziesięciolecia PRLU u z tej 'Warszawy nadziei', została Warszawa z Alternetyw 4.
Dla młodego pokolenia, lata 1947-1952 to czas żołnierzy wyklętych. Pewnie tak. Ale wtedy Warszawa żyła nadzieją, i żyła odbudową stolicy. Cała Polska wpłacała na odbudowę Zamku Królewskiego. I to jest w tych felietonach....Taką rubrykę prowadził w gazetach Leopold Tyrmand. I pisał ją wzorcowo! To świetne reportaże.
Przepraszam, że tak odbiegłam od tematu, ale do tych refleksji skłoniła mnie ta książka. Czytałam ją rano w Wielki Piątek i prawdę mówiąc, po jej przeczytaniu zachciało mi się płakać nad Polską, nad tym jak łatwo zniszczyć dorobek pokoleń....
Polecam
8 gwiazdek  

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG

 Wydawnictwo MG

7 komentarzy:

  1. Bardzo wyczerpująca recenzja i przede wszystkich zachęca do czytania. Lubię teksty z tego okresu w historii:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Pozdrawiam również. Miłej lektury.

      Usuń
  2. Normalnie nie sięgam po tego typu książki, ale Twoja recenzja mnie zachęciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz ;)

      Usuń
  3. Od dawna planuję poznać twórczość Tyrmanda, ale do tej pory było mi z tym jakoś nie po drodze. Po Twojej opinii coś we mnie drgnęło.

    P.S. Jesteśmy w tym samym wieku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry rocznik :) Pamiętamy lata 80-te i w 90-te weszłyśmy przygotowane.
    Ja właśnie też zawsze unikałam Tyrmanda, choć do 'Złego' już się przygotowuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam ,,Złego" i pamiętam jak siedziałam po nocach, bo nie mogłam oderwać się od książki. Pozycję ,,Tyrmand warszawski" mam już za sobą-ciekawy opis życia powojennego.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...