czwartek, 10 marca 2016

Melchior Wańkowicz 'Ziele na kraterze' - kołowrotek polskich losów, rodzina, słowo jako wartość, któa ocala


Okładka książki Ziele na kraterzeNiesamowita książka, którą planowałam przeczytać od dzieciństwa.
Gdy byłam w końcowych klasach szkoły podstawowej to zaczęłam ją czytać i nawet doszłam do czytania przez rodzinę ‘Trylogii’, ale wówczas jej słownictwo było dla mnie za trudne, ciągle musiałam coś sprawdzać w słowniku, więc zaplanowałam sobie, że kiedyś ją przeczytam. Minęło około 20 lat i stało się! 
Tutaj prezentuję wydanie z 2011 roku z wydawnictwa Prószyński i S-ka. Po raz pierwszy książka ukazała się w 1950 roku w Nowym Jorku. Wiemy bowiem, ze Wańkowiczowie po wojnie przebywali na emigracji, ale wrócili. 
Gdy pierwszy raz zaczynałam czytać tę książkę to pamiętam, że trzymałam wydanie w białej okładce. Takie chyba: 
http://img34.staticclassifieds.com/images_tablicapl/142311607_1_261x203_ziele-na-kraterze-powiec-melchiora-wankowicza-krotoszyn.jpg
Melchior Wańkowicz, źródło zdjęcia: http://ksiazki.onet.pl/fragmenty-ksiazek/fragment-ziele-na-kraterze-melchior-wankowicz/768qn
Melchior Wańkowicz to najbardziej znany i najwybitniejszy gawędziarz literatury polskiej od czasów Henryka Rzewuskiego, autora 'Pamiątek Soplicy'. Napisał wiele książek, zalicza się je do reportaży, pisarstwa esejowego i felietonowego. Okładka książki Na tropach SmętkaJa czytałam 'Na tropach Smętka', owocem podróży autora po niemieckich Prusach Wschodnich, którą odbył kajakiem i samochodem w czerwcu 1935, a wydaną w roku 1936. Książkę bardzo dobrą, reportaż bardzo dobry, ale gatunek wówczas kiełkujący w literaturze polskiej oraz 'Królik i oceany'Okładka książki W ślady Kolumba (**). Królik i oceany, drugą część trylogii amerykańskiej, powstała na przełomie lat 50-tych i 60-tych podczas pobytu Wańkowiczów w Stanach.O tej książce jeszcze napiszę, tutaj zaznaczę, że oceniałam ją na 6 gwiazdek. 
W lekturach szkolnych szkoły podstawowej była też książka ' Szkice spod Monte Casino', ale tejże nie zgłębiłam niestety dokładnie, gdyż byłam dizeckiem 'normalnym', dziewczątkiem wolącym 'Krzyżaków' i 'Janka Muzykanta' albo 'Anię z Zielonego Wzgórza', a dodatkowo  - tamtym czasie - 'Sagę o Ludziach Lodu' i reportaże wojenne nie interesowały mnie w ogóle.... Wtedy nie dbano o to, czy uczniów interesują lektury szkolne!
Parę faktów z biografii Wańkowicza jest ciekawych. Zacytuję Wikipedię:
14 czerwca 1956 Wańkowicz otrzymał obywatelstwo amerykańskie (obywatelem amerykańskim formalnie pozostał do końca życia, chociaż w 1964 ustnie zrzekł się go w wyniku wytoczonego mu procesu), ale już jesienią tego roku, na fali październikowej odwilży, na kilka tygodni przyjechał do Polski. Następnie powrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez rok wraz z żoną objeżdżał kraj samochodem i zbierał materiały do swojej trylogii W ślady Kolumba. 27 maja 1958 Wańkowicz powrócił do Polski na stałe, rok wcześniej, w 1957, jego książki – były to 'Szczenięce lata' i 'Ziele na kraterze' – ukazały się po raz pierwszy w PRL. W 1964 Wańkowicz stał się bohaterem jednej z najgłośniejszych spraw w historii sądownictwa PRL – z powodów politycznych został postawiony przed sądem i na kilka tygodni uwięziony. Pośrednią przyczyną było podpisanie przez pisarza w marcu 1964 tzw. Listu 34, w którym 34 wybitnych pisarzy i intelektualistów (oprócz Wańkowicza m.in. Jerzy Andrzejewski, Maria Dąbrowska, Paweł Jasienica, Mieczysław Jastrun, Stefan Kisielewski, Antoni Słonimski, Władysław Tatarkiewicz, Jerzy Turowicz) protestowało przeciwko ograniczeniom przydziału papieru na druk książek i czasopism i zaostrzeniu cenzury. Ponieważ list został odczytany w Radiu Wolna Europa i był szeroko komentowany w prasie zachodniej, wielu jego sygnatariuszy spotkały represje w postaci odmowy wydania paszportu czy ograniczenia możliwości publikacji.

W roku 1973 Krzysztof Kąkolewski wydał książkę Wańkowicz krzepi – wywiad-rzekę z pisarzem, oparty na swoich wcześniejszych rozmowach z pisarzem, które przeprowadził i opublikował na początku lat 70. w tygodniku „Literatura”.

I teraz stwierdzam, że Wańkowicz rzeczywiście krzepi. Jego pisarstwo jest odtrutką na grozę świata, na ten kołowrót polskiej historii, to okaz prawdziwego domowego patriotyzmu, życia Polską. I w tym wszystkim, w w początku marca 2016 roku i ja, skromna Polka, kiepski sort człowieka, znalazłam ukojenie i radość przez łzy. Bo wzruszyła mnie ta książka jak dawno nic.

Książki wysłuchałam w wykonaniu pana Henryka Machalicy Znalezione obrazy dla zapytania Henryk Machalica, i jest to – jak mi się wydaje – jego najlepiej czytany audiobook – oddał całą jego emocjonalność i piękno języka.
Jest to historia rodzinna Wańkowicza, wpleciona w dzieje Polski. Od walki od niepodległość, tradycji legionowej i powstańczej wplecionej w historię rodziny jego i jego żony, Królika, aż po narodziny córek – Tili i Krysi już w wolnej Polsce. Zdawało się im, ze tak już będzie, że dzieci będą wychowywać bez emfazy, za to praktycznie i do budowania wolnego kraju, jako wolnych ludzi, światłych i ciekawych świata. Okazało się, że znów przyszło walczyć i znów ojczyzna zabrała ‘daninę śmierci’.
Opowieść jest jednak pełna piękna, wzruszeń i radości przeżywania życia i radości przeżywania w rodzinie. Słuchałam tej opowieści ze ściśniętym sercem i zaciśniętym żołądkiem, przecież pisał to ojciec, który stracił ukochaną córkę. Co można powiedzieć, gdy się straciło dziecko, połowę życia, nadzieje i złudzenia, domeczek, znajomych?!
Okazuje się, że pocieszeniem jest słowo. Uważam, że jest to książka o słowie jako akcie sprawczym. Nie wymyśliłam tego sama, ale słuchając tych niesamowitych tekstów, tej mowy dziecięcej, wileńskiej, warszawskiej przypomniałam sobie jakiś tekst jakiegoś literaturoznawcy o jakimś polskim poecie. Ale nie pamiętam o kim.
W każdym razie w ‘Zielu na kraterze’ Wańkowicz bawi się językiem, językami, alby w ten sposób zatrzymać pamięć o przeszłości. I mu się to udaje. Jest w tej opowieści epopeja narodowa, epopeja polskich losów. Zwróciłam uwagę na nawiązanie do ‘Pana Tadeusza’. Takich niuansów jest więcej.
Konstrukcja książki jest starannie przemyślana od początku aż do końca. Po zbudowaniu rodzinnych wspomnień, odtworzeniu świata, który przepadł, nadeszła wojna. Stopniowo ukazane jest jak wszystko się rozpada. Bardzo ważne momenty książki to opis niszczejącej Warszawy, umierających żołnierzy z Parasola, przyjaciół, znajomych i pokazanie losów tych 16 par z ostatnich imienin Krysi. Potem mamy przemarsz Królika do domeczku przez zniszczoną Warszawę, i zakończenie, niczym feniks z popiołów.

Książka rzeczywiście jest najlepszą książką Wańkowicza. Na trwałe zapisała się w naszej literaturze. I mam nadzieję, że nie sprawdzi się, że już nigdy więcej los pokolenia dzieci Wańkowiczów się nie powtórzy, że tym razem już nie powtórzy się los kraju ciągle ogarniętego zawieruchami.
To niesamowita książka o mocy języka i wspomnień i o rodzinie, która okazuje się wartością trwalszą niż przedmioty. 
10 gwiazdek 

Książka uczestniczy w wyzwaniu czytelniczym bloga Tu się czyta!http://tu-sie-czyta.blogspot.com/2016/03/podsumowanie-lutowego-celowania-oraz.html Hasło na marzec: piękno (piękno w książce jest: piękno rodziny, piękno języka, piękno wolności, piękno wspomnień....)
http://4.bp.blogspot.com/-huRz8H66TwQ/VUoEjlgVXnI/AAAAAAAAAp8/pm7DGnfgrxA/s1600/PicMonkey%2BCollage.png 

Oraz w wyzwaniu Czytamy klasyków z bloga zwyczajnie i szaro? :
 czytamy-klasyków1-300x219

8 komentarzy:

  1. Wańkowicza czytałam dwie ksiażki, "Ziele" i książkę o mordzie na Romanowach. Miał facet talent. "Ziele" jest tak piękne i tak smutne, że to się w głowie nie mieści

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, spojrzałam wczoraj na połowę linijki i wyszła mi książka o mordzie. Sobie pomyślałam. Czyją mordę opisał Wańkowicz. Napisał książkę o Romanowach? No to nie wiedziałam. Na pewno ciekawe.
      Zaszalałam z 10 gwiazdkami dla tej książki, ale w sumie to zasłużyła. Ciągle jest czytana, ciągle coś się w niej odnajduje. To piękna i mądra książka.
      Widziałam, że na LC pisali, że język jest staroświecki, że 'teraz nikt tak nie pisze'. Nie wiem czy taki staroświecki. A co Ty sądzisz?

      Usuń
  2. Wstyd przyznać, że Wańkowicza nie czytałam chociaż mam jakieś jego książki. Muszę sprawdzić co mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? 'Smętka' polecam, 'Ziele' też.'Królika' tak sobie. 'Szczenięce lata' - będę szukać i może przeczytam szybciej niż w ciągu 20 lat. Myślałam, że to też o jego dzieciach. Dopiero pisząc ten post doczytałam się, ze to o dworku, w którym dorastał. Bardzo mnie ciekawią reportaże o kampanii wrześniowej.

      Usuń
  3. Zaczęłam czytać "Ziele.." w 8 klasie SP... daleko nie doszłam, nie mogłam przebrnąć, pewnie za smarkata byłam. Ale teraz to co innego:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Melchiora Wańkowicza lepiej znam z opracowań, niż własnych doświadczeń czytelniczych - ale przydałoby się nadrobić, bo jego książki już chyba należą do kanonu literatury polskiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też bardzo mile wspominam lekturę "Ziela na kraterze" i było mi bardzo, bardzo smutno, kiedy nie tak dawno przeczytałam jakiś artykuł, którego autor dowodził, że to wszystko fikcja literacka. To ciepło rodzinne, ten cudowny dom i inne rzeczy = były wymyślone przez autora! Naprawdę zaś żona miała go dosyć już przed wojną, uciekła od niego do jego kolegi i z nim mieszkala czas jakiś, a córki w tym czasie były u ciotki Reginy na Litwie. Wańkowicz to byl dobry literat, ale straszliwy kłamczuch, coś jak Zagłoba! Przykro mi, że Cię rozczarowałam! Takie informacje pochodzą z ujawnionej niedawno korespondencji między Melchiorem i jego żoną.

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś o tym słuchałam. I dlatego nie należy ujawniać prywatnych korespondencji....

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...