czwartek, 14 kwietnia 2016

Wacław Korabiewicz 'Kajakiem do Indii' - międzywojenna podróż młodego Korabiewicza przez Bałkany na Bliski Wschód

Okładka książki Kajakiem do Indii Dziś wspomnę jeden z najlepszych 'starych' reportaży z serii Naokoło Świata. Książka ukazała się w tej serii Iskier w 1972 roku. 
Podróż odbyła się 1930 roku, a druga, z żoną  Janiną M. Haazówną odbył podróż kajakiem do Indii, ale autor opisał ją później. 
Książka jest niezwykła i pomimo, że przeczytałam ją w 2013 roku, to wciąż wspominam dobrze. W recenzji książki Haliny Korolec-Bujakowskiej pt. 'Mój chłopiec, motor i ja' porównanie ich obu nasuwało się same:

Sam Wacław Korabiewicz to postać barwna i wartościowa:
 Urodził się w 1903 roku w Petersburgu, zmarł w 1994 roku w Warszawie. To polski reportażysta, poeta, podróżnik, lekarz, kolekcjoner eksponatów etnograficznych. Syn Antoniego Korabiewicza i Stefanii Matusewicz. W latach dzieciństwa mieszkał w Petersburgu i majątku rodzinnym na Litwie. To podaje Wikipedia. 
Wacław Korabiewicz,
Poza tym - jak informuje Wikipedia - w  latach 1927–1932 studiował medycynę i etnografię na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. W czasie studiów był współzałożycielem i członkiem Akademickiego Klubu Włóczęgów Wileńskich (jak pisze w swych niektórych książkach W latach 1931–1939 był lekarzem okrętowym na „Darze Pomorza", uczestnicząc w jego rejsach. wojennych. W 1942 r. był uczestnikiem wyprawy w głąb dżungli brazylijskiej. Od 1943 r. przebywał w Afryce, jako Delegat Rządu RP w Londynie, do 1946 r. w Lusace, gdzie z ramienia Ministerstwa Opieki Społecznej sprawował opiekę nad polskimi uchodźcami w obozach Rodezji Północnej. Następnie w Dar es Salaam (Tanganika). Pracował m.in. jako zastępca kustosza w „King George Vth Memorial Museum”, prowadząc badania nad folklorem terytoriów brytyjskich w Afryce i Mozambiku, był też lekarzem miejscowego szpitala. W 1954 roku, po wysłaniu licznych eksponatów do polskiego Muzeum Kultur Ludowych w Młocinach został wydalony z Tanganiki. Przebywał następnie w Londynie, w latach 1954–1956 w Etiopii, gdzie pracował jako lekarz.
W 1958 r. powrócił do Polski. Od 1959 do 1961 roku na placówce epidemiologicznej w Ghanie. Następnie w Warszawie. W 1963 r. i 1976 r. przekazał liczne eksponaty Państwowemu Muzeum Etnograficznemu oraz Muzeum Narodowemu w Warszawie. Organizował wystawy poświęcone zgromadzonym przez siebie zbiorom sztuki afrykańskiej (m.in. wystawa „Masqual – Krzyż Etiopii”, Muzeum Narodowe, Warszawa 1966).
Odznaczony m.in.: Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, odznaką Zasłużony Działacz Kultury i odznaką Zasłużony Działacz Morza.
Mieszkał w Warszawie przy ul. Natolińskiej. Po jego śmierci, urna z prochami została zatopiona w Morzu Bałtyckim.
 (zaczerpnęłam z: https://pl.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_Korabiewicz)

Korabiewicz napisał dużo książek. Ja mam jeszcze w planach i na liście do przeczytania książki, które udało mi się upolować:

Okładka książki Złowiłem życieOkładka książki Tajemnica młodości i śmierci Jezusa Okładka książki Mato GrossoOkładka książki Midimo. Romans afrykańskiOkładka książki Pokusy

Moja opinia o książce 'Kajakiem do Indii':
Osiem gwiazdek za reportaż podróżniczy to dużo, ale tak właśnie oceniłam 'Kajakiem do Indii' Wacława Korabiewicza. I ta wysoka ocena nie wynika z jakiejś oryginalności sposobu opowiadania o podróżach (bo autor opisuje w sumie 3 wyprawy kajakowe), ale:
Po pierwsze, z uroczo staroświeckiego języka. Teraz już nikt tak nie mówi, ale dla mnie brzmiało to (bo słuchałam, nie czytałam, więc brzmiało) jak wspomnienia z wypowiedzi mojej mamy, dziadków. Ten język cechują powtórzenia, wykrzykniki, powiedzenia i porównania z mitologii, trawestacje języka biblijnego, zabawne porównania, słowem wszystko to, czym cechowała się kresowa mowa moich protoplastów...

Po drugie, reportaż przesiąknięty jest radością młodości, zachłystywaniem się światem i wolnością polskiego młodzieńca z czasów dwudziestolecia. My, czytelnicy wiemy już, że tuż tuż historia szykuje dla Europy, a szczególnie dla Polski hiobowe doświadczenia, ale tam jeszcze radość młodości. Polska ma ambasadorów, polskie czeki można wymienić w bankach Europy... Kajaki kojarzą mi się z koleżanką ze studiów, i oczywiście z Karolem Wojtyłą.

Po trzecie, wysoka ocena książki wynika z trafności obserwacji świata muzułmańskiego, który to nasz autor przemierzał kierując się do Indii. Słusznie wyczytałam niedawno na tym portalu w opinii pani Moniki, że im dalej od Europy, tym, naturalniejsi są ludzie. Tak też jest w tym reportażu. Niedogodności zachodzą na granicy Turcji, w Bastionach, zaś prości ludzie są gościnni, uczynni i serdeczni. Nie wiem, czy nasi 'cywilizowani Europejczycy' tak gościnnie przyjęliby obcych kompletnie cudzoziemców i dzieliliby się ostatnią kromką? Korabiewicz przedstawia ślady starożytnych cywilizacji, w krótkich słowach opisuje drogi i architekturę, hodowane rośliny i zasoby gospodarcze. Poza tym przestawia czystą i gościnną Syrię i obala mit uciśnionych muzułmanek. Czy wiecie, że czarne szaty pozwalają im niezauważenie przekradać się do kochanków? Obraz Aleppo z lat 30tych tak kontrastuje z obecną wojną. Przykre.
No i Indie. Indiom Korabiewicz poświęcił wiele rozdziałów. Wniosek, który się wyłania, to taki, iż kolonizacja spowodowała wypaczenia tego świata uduchowionego. Autor mówi, że obcą kulturę należy oceniać według kryteriów tamtejszych, i krytykuje narzucanie światu europejskości, która w koloniach sprowadza się do kultu pieniądza. Niby, można powiedzieć, obrazy sprzed 80 lat, ale mi się skojarzyły z nowobogackimi domami w naszej nowej Polsce. Bo czyż nie podobnie zachowywali się co niektórzy Polacy, gdy po 1989 roku 'dorobili się'? Te niepotrzebne meble, te markowe ciuchy w połączeniu z peerelowskimi manierami, dają karykaturalne wrażenie. Całkiem jak ten, występujący w reportażu, 'wujek' właściciel fabryki w Indiach, szastający gotówką.
Jeszcze jeden ciekawy wątek uważam za godny wspomnienia. Chodzi o kino indyjskie. W roku 1935 Korabiewicz ocenił je jako infantylne i zbyt naiwne jak dla gustu Europejczyka. Ha!!!!!! Może myśmy zgłupieli albo popularna kultura europejska cofnęła się do etapu prymitywnego, ale przecież Kino Bollywood jest bardzo popularne obecnie! Cóż, widocznie stary lwowsko-wileński inteligent nie przewidział tego co z jego rodakami 80 lat później zrobi połączenie najgorszych naleciałości z Zachodu z 50 latami siermiężnego PRLu. 
8 gwiazdek

3 komentarze:

  1. Mam "Mato Grosso" tego autora, zgarnęłam kiedyś z półki bookcrossingowej. Jeszcze nie czytałam, ale cieszę się, że zachęcasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dobry język i ciekawy styl pisania, ale'Mato Grosso' dopiero będę czytać i to jest bardzo ciekawy temat.

      Usuń
  2. Koniecznie muszę przeczytać, reportaże należą do moich ulubionych gatunków książkowych, jeszcze mam kilka do nadrobienia z wydawnictwa Czarne na moim stosiku.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...