piątek, 3 czerwca 2016

Leopold Tyrmand 'Wędrówki i myśli porucznika Stukułki' - MG poleca. PRZEDPREMIEROWO

PRZEDPREMIEROWO
Raczej nie umieszczam postów o książkach, których nie będę czytać, bo by mi postów zbrakło, ale o tej piszę, gdyż wydaje mi się, że to będzie ciekawa książka, a nie będę miała jak jej czytać. Na razie, bo życie przecież długie.... Niedokończona wersja ukazała się w roku 1990.
Leopold Tyrmand, polski pisarz, postać ciekawa, lekko nieodkryta i niedoceniana. (ur. 16 maja 1920 w Warszawie, zm. 19 marca 1985 w Fort Myers, Floryda, USA).
Dokończona została w wyniku konkursu rozpisanego przez Wydawnictwo MG.

Z oferty wydawnictwa: 


Chwila, w której poznajemy Jana Franciszka Stukułkę, porucznika służby czynnej 305 pułku piechoty, jest cząstką drugiego dnia wojny, kiedy to Polska stała się początkowo natchnieniem świata, później zaś, pod koniec — nieodzownym elementem popularnej gry pt. „Co mam zrobić z tym fantem, który trzymam w ręku?”

Podążamy za porucznikiem Stukułką drogami kampanii wrześniowej, a następnie stajemy się świadkami jego działalności konspiracyjnej, dzięki której podróżujemy po okupowanej Polsce, od Warszawy przez Kraków oraz Wilno…
Jak zwykle u Tyrmanda, opowieść jest pełna celnych obserwacji, anegdot i opowiastek romansowych. Oczywiście dostrzegamy w nich fragmenty biografii pisarza.

Historia opowiedziana przez Leopolda Tyrmanda kończy się decyzją bohatera, by wyjechać do Niemiec. Autorki zwycięskiego tekstu zdecydowały się jednak zawrócić bohatera z tej drogi i pchnąć go w przeciwnym kierunku. Wszak przypadek był zawsze tym, co kierowało życiem Jana Franciszka Stukułki. A on sobie z tym przypadkiem doskonale radził… 

Wędrówki i myśli porucznika Stukułki (powieść dokończona) ukaże się 15 czerwca 2016.


 PS. Pisze tego posta i już żałuję, że nie przeczytam tej książki....

12 komentarzy:

  1. Lubię czasem przeczytać coś w tym klimacie, więc może w wakacje siegnę po ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie mów nigdy, może akurat Ci się uda ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ to proste - siada się, kładzie lub cokolwiek i CZYTA! Powodzenia! Obyś nie żałowała potem ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytania nigdy nie żałuję. Tylko że teraz w czerwcu nie mam czasu na nią. Tyrmand mnie ciekawi. Na razie przeczytałam 'Tyrmanda Warszawskiego', a 'Złego' mam audiobook.

      Usuń
  4. Kto wie... Może jeszcze przeczytasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaciekawiłaś mnie.....jeszcze nic Tyrmanda nie czytałam chociaż coś jego sobie ostatnimi czasy nabyłam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Taka mała próbka: http://www.polskieradio.pl/211/3843/Artykul/1608645,Tyrmand-warszawski

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecam Stukułkę! Albowiem jest kupa śmiechu. Nie mogło być inaczej, kiedy napisał to szalony duet Kaczka i Skorpion pandeMonia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rekomendację. Postaram się przeczytać.

      Usuń
  8. Niedawno ukazało się dokońcenie tej slusznie chwalonej powieści. Jednak dalszy ciąg, napisany przez panie Dyrlicę i Klein jest nieporozumieniem i należy go czytelnikom odradzać. Tyrmand chciał wyprawić swojego bohatera do Niemiec z pytaniem, co też takiego stało się z tym narodem. Autorki ten podstawowy fakt przeoczyły. W ich narracji Niemców w ogóle nie ma, poza dwoma dezerterami i w zakończeniu komendantem obozu. Gdzieś tak są, okupują, ale to tak, jakby mówiono o kosmitach. Zupełny brak nie tylko konstrukcji, ale sensu. Bohater wyjeżdża na roboty do Rzeszy, w chwili, gdy wojska niemieckie ciągną na wschód. Trafia jednak na Białoruś, a wkrótce potem wraca do Wilna wciąż okupowanego przez Rosjan. Czyżby podróż w czasie? Na dodatek Litwinka Aldona odzywa się doń śląską gadką. Ukrywający się w piwnicy Żydzi z zapasów szynek i innych rarytasów gotują tak wspaniale obiady, że czeka ich posada u proboszcza. W obozie koncentracyjnym jego pensjonariusze piją kawki i koniaczki, a przed sutym obiadem jeżdżą do muzeum oglądać wystawę Muncha. Taki fajny dowcip.
    Cala opowieść to zbiór w większości ciężkawych wiców. W blogu, na którym autorki opowiadają o swoim pomyśle napisania tej książki jedna z nich mówi do drugiej: Puknij się w czoło i spójrz na chusteczkę, czy nie wysmarkałaś mózgu. To jest najtrafniejsza autorecenzja, jaką w życiu czytałem. Przygnębiające jest niechlujstwo wydawcy. Radziecki chłopiec denuncjator Morozow nie miał na imię Pietia, tylko Pawka. O ile autor może się pomylić, to redaktor ma obowiązek takie pomyłki wychwycić.
    Krzysztof Rejmer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo cenna wypowiedź. Dziękuję. Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...