poniedziałek, 19 września 2016

Juan Gabriel Vásquez 'Sekretna historia Costaguany' - Joseph Conrad a Kanał Panamski, histioria Europy, a historia Kolumbii.



 Książkę wydało w Polsce wydawnictwo Muza w 2009 roku w tłumaczeniu Katarzyny Okrasko. Pierwotnie ukazała się w 2007 roku.  Jej autor to kolumbijski pisarz, urodzony w 1973 roku z Bogocie. Studiował w Paryżu literaturę iberoamrykańską. Od 1999 roku mieszka w Barcelonie. Tłumaczył książki Victora Hugo, Johna Dos Pasosa. Jest też autorem biografii Josepha Conrada. Jego własne książki to: zbiór opowiadań Los amantes de Todos los Santos (2001) oraz powieści Los informantes (2004) i Historia secreta de Costaguana (2007).


Znalezione obrazy dla zapytania juan gabriel vásquez
Juan Gabriel Vásquez, źródło zdjęcia: http://www.culturamas.es/blog/2015/11/09/breve-semblanza-sobre-juan-gabriel-vasquez/

 Z tą książką było tak, że najpierw ją kupiłam wiedziona zapowiedziami na okładce, iż jest to dyskurs z twórczością Josepha Conrada. To ciekawe zestawienie: książka latynoamerykańska i Conrad. Potem, gdy już poszukałam co sądzą o niej inni czytelnicy - a jest ich niewielu - dowiedziałam się, że jej zrozumienie wymaga przeczytania 'Nostromo' Conrada. Może jestem ignorantką, ale nie znam 'Nostromo'. Znam 'Lorda Jima' i 'Jądro ciemności'. Pewnie mało kto czytał 'Nostromo, może poza fanami autora. Ale zapłaciłam za książkę, więc pomyślałam, że podejdę do tej książki przynajmniej, żeby się przekonać, czy jest ona zrozumiała bez tego odnośnika. I chyba jest, a przynajmniej tak mi się wydaje. 
Tytułowa Costaguana to państwo fikcyjne, występujące w powieści 'Nostromo' Conrada. Z Wikipedii:
Costaguana to państwo w Ameryce Łacińskiej. Sąsiaduje z Republiką Północną oraz Zachodnią Republiką. Stolicą Costaguany jest Santa Marta. Kraj podzielony jest na prowincje słabo ze sobą związane. Costaguana jest państwem niestabilnym politycznie, społecznie i gospodarczo, przeżartym korupcją, rządzonym przez okrutnych i chciwych tyranów, których władza opiera się na poparciu wojska oraz haraczach zdzieranych z miejscowej ludności (typowy przykład "republiki bananowej").
 (https://pl.wikipedia.org/wiki/Costaguana)

Ale dość wstępu. Oto moja opinia.
Książka jest bardzo ciekawym doświadczeniem czytelniczym, szczególnie dla miłośników powieści postmodernistycznych. Autor prowadzi grę z czytelnikiem, dyskutuje z nim, wyjaśnia, bawi się narracją. To mi przypomina 'Kochanicę Francuza' i ...'Beniowskiego' Słowackiego. Już za to - uważam - warto było czytać tę książkę, bo powieści, w której dyskursywność jest prowadzona tak płynnie, tak sprawnie i tak ciekawie, jest w sumie niewiele.
Po drugie, autor dyskutuje na temat życia i twórczości Conrada, którego jest tłumaczem. Jego bohater i narrator, Jose Altamirano to rówieśnik Conrada, Kolumbijczyk, który przeżył budowę kanału Panamskiego i zawieruchę polityczną w swoim rodzinnym kraju, Kolumbii. Już jego ojciec uczestniczył piórem w budowie tego kanału. Dzieje rodziny Altamirano pokazane w powieści, z całą plejadą barwnych i nie zawsze doskonałych postaci, to przedstawiciele tego regionu świata, Ameryki Południowej, Kolumbii, kraju utworzonego na początku XIX wieku. Odniesienia do Conrada i w ogóle to wydarzeń europejskich, pokazują jak odległe było życie tej części świata od Europy. Europejczycy byli tam łowcami przygód, dostarczycielami pieniędzy, albo awanturnikami. Inne były w Kolumbii problemy, inna filozofia życia, inne zasady, inne doświadczenia historyczne. Widać też jak bardzo europocentryczne jest nasze myślenie, jak bardzo musi je wyprowadzać narrator swoimi dyskursami, opisami i opowiadaniem.

Wydaje mi się, że wprowadzenie tak niejednoznacznej postaci Conrada do powieści było celowe również ze względu na biografię Conrada: potomek polskich arystokratów i uczestników powstania, człowiek, który swoją tożsamość zbudował na nowo już w dorosłości, emigrant i imigrant, pasuje do całej powieści, do historii kontynentu zbudowanego przez imigrantów, którzy stworzyli nową tożsamość. Nic nie jest tutaj czarno-białe, postacie nie są kryształowe i tak jak w powieściach Josepha Conrada zło jest złem, a człowiek jest zdolny do największych podłości, gdy mu na to pozwolą warunki.

Nie jestem do końca pewna tego, że zrozumiałam i wyłuskałam wszystkie wątki powieści, całe jego przesłanie, ale na pewno coś ta powieść we mnie poruszyła, chyba skłoniła mnie do refleksji nad zróżnicowaniem świata, nad refleksją, że mamy ileś różnych światów, że Europa nie jest jego pępkiem, i nie ma monopolu na cierpienie, historię i prawdę.
Zakończę cytatem z powieści:
(strona 106) mówi narrator:
'Trybunale Czytelników:oto staję przed wami, by przedstawić sprzeczną wersję wydarzeń, by odgarnąć listowie, wzbudzić zamęt w spokojnym domu odziedziczonych prawd'.
6 gwiazdek

4 komentarze:

  1. Wyszłaś za Wokulskiego? :)))
    Właśnie zauwazyłam, ze nazwisko dwuczłonowe.
    GRATULACJE!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. A było to tak, że pseudonim wybrałam taki, żeby była to singielka. Wyszła Łęcka, bo bohaterka 'Nad Niemnem' jest mniej znana.
    A że wyszłam za mąż 2 i pół miesiąca temu tak 'w realu' to i swoją Łęcką ożeniłam, niech i ona zazna szczęścia rodzinnego.......
    Dziękuję.
    ps. W rzeczywistości przeszłam na nazwisko męża. Nie mam dwuczłonowego. Byłoby za długie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze opcja, by mąż przyjął nazwisko żony. Ale to się bardzo rzadko zdarza.
      Znajomy z USC mi mówił, że tak zwykle robią kryminaliści :)))
      Łęcka nie byłaby szczęśliwa z Wokulskim. Ani on z nią, niestety. Lepiej by wziął Kazię Wąsowską...

      Usuń
    2. Żal mi trochę swojego nazwiska na -ska', ale cóż zrobić. Teraz jest krócej.

      Łęcka była wredna, a Kazia była sympatyczna, ale skoro Rzecki widział prawdziwą wartość każdej, a Wokulski nie, może to sam Wokulski był sobie winien? Przecież to świadczy źle o nim, że nie patrzył na charakter, wybierając obiekt westchnień. Są przecież zołzy maskujące się, ale Łęcka nie ukrywała swoich cech charakteru: to wredna, samolubna jędza, pogardzająca innymi! Widział scenę z rękawiczką i co? A przecież my kobiety chcemy, żeby patrzono na nasze wnętrze, nieprawdaż? Ja bym nie chciała, żeby innym było wszystko jedno co mam w głowie.
      No więc zawsze winiłam Wokulskiego. Tylko Rzeckiego było mi żal i Kazi Wąsowskiej. Miła kobita była. Zasługiwała na szczęście.

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...