środa, 30 listopada 2016

Wołyń bez komentarza. Wywiady radiowe, wspomnienia ocalałych, dokumenty'

Opowieści o rzezi wołyńskiej słyszałam już w dzieciństwie, z komentarzem, nie mów w szkole. Rodzina ze strony mojej mamy pochodzi z Wołynia, ale udało im się uciec. Więc słyszałam o rżnięciu ludzi piłą, o nadziewaniu dzieci na płoty i wrzucaniu w studnię, o paleniu całych kościołów, o masakrowaniu ludzi. Parę lat temu moja ciocia opowiadała o tym strachu, które przeżywała jako dziecko. Tego nie da się zapomnieć. Potrzeba czytania o tych tragediach jest ogromna, bo dotychczas była tylko książka Siemaszków. No i film, na który boję się iść.
Ucieszyłam się więc, gdy zobaczyłam, że Zona Zero wydało książkę o Wołyniu. Ukazała się ona 12 października 2016 roku. 
Liczy sobie 400 stron i zawiera około 50 relacji ocalałych oraz dokumenty: protokoły przesłuchań, dyrektywy UPA i raporty i meldunki delegatów Polskiego Państwa Podziemnego oraz Korpusu Obrony Wołynia. Ciekawa jest rozmowa z metropolitą Andrzejem Szeptyckim. 


Relacja pierwsza pod tytułem 'Kainowa zbrodnia' to zapis radiowego reportażu. Słuchałam tego reportażu, pamiętam, w 70 rocznicę mordów wołyńskich i tego drżenia w głosie pani Ireny Gajowczyk opowiadającej o tym, jak na listku kapusty niosła wodę dogorywającej matce, której m.in. ucięto piersi. I właściwie ten pierwszy reportaż oddaje to, co jest główną zawartością tych wszystkich dramatycznych relacji: strach ofiar, bezrozumna agresja agresorów, pastwienie się nad ofiarami, celowe zadawanie im bólu, mordowanie całych rodzin i wiosek. Było to tak bestialskie, że nawet żołnierze niemieccy byli potem przerażeni. Pojawia się gdzieś w środku książki opowiadanie o zakrwawionej izbie, gdzie opłatek był zbryzgany krwią, a wszyscy domownicy porżnięcie na kawałki. Gdzie kończy się rozkaz, a gdzie zaczyna 'inicjatywa oprawców?"

Trauma ludzi trwała przez dziesiątki lat. Do dziś ludzie boją się jechać na Ukrainę. Ja nie jestem w stanie zrozumieć tego pastwienia się nad ludźmi, tego że zadawano im tyle cierpień. Nawet Niemcy zabijali strzałem, nawet Rosjanie w Katyniu - strzałem. Rozrywanie ludzi na kawałki jest przejawem jakiegoś zezwierzęcenia, które porównać można z mordami w Rwandzie.
W rozmowach ocalałych widać żal, że przez tyle lat nie uznano tego za ludobójstwo, że banderowcom stawiane są pomniki, że strona ukraińska pomija temat milczeniem. Jest się czego wstydzić, to prawda, ale takie omijanie tematu nie załatwia sprawy.
Z wielką uwagą wczytywałam się w dokumenty. Parę wniosków miałam. 
Po pierwsze język dokumentów polskich i UPO-wskich. To prawda, odezwa UPA była kierowana do ludzi, a dyrektywy strony polskiej do przełożonych, ale różnica w języku jest DIAMETRALNA. Literacki język dyrektyw generała Roweckiego oraz pełna inwektyw Odezwa Komendanta Głównej UPA z czerwca 1943 roku 'do nardu ukraińskiego', zamieszczona na stronach 183-188. Co tam mamy? Obwinianie Polaków o mordowanie wiosek, nakaz żeby nie wierzyć Polakom, wiele przymiotników typu 'masowo', 'zbrodniczego' itd. Zważywszy na to, że odezwa pisana była już po wielu rzeziach, a przed tą największą 11 lipca, brzmi to oburzająco. Razi przemieszanie stylu oficjalnego z kolokwialnymi określeniami, które nie pasują do stylu oficjalnego, jakim jest odezwa, ale pewnie były zrozumiałe dla adresatów. Jednakże stylistycznie jest to okropne i drażniące. A w dodatku kłamliwe. Oto ten fragment:
Jest jeszcze w książce kilka protokołów z przesłuchań dowódców poszczególnych band UPA. Znamienne, że każdy z nich zeznawał, że w chwili napadu był nieobecny, ale znał wszystkie detale....

W opowieściach ludzi mamy też te, które mówią o zdradach przez najbliższych sąsiadów, ale i o ostrzeganiu Polaków, o tym, że za pomoc groziła taka sama śmierć jak Polakom. Nie wiem czy IPN zrobiło jakieś wyliczenia na ten temat.

Książka opatrzona jest zdjęciami. Oto jedno z nich:
 Tutaj pozwolę sobie urwać rozważania. Napiszę tylko, że tej książki na pewno nie zapomnę.

Daję książce 10 gwiazdek
Za egzemplarz do czytania dziękuję Księgarni Ludzi Myślących i wydawnictwu Fronda:
 
 https://www.wydawnictwofronda.pl/wp-content/themes/fronda-book-catalog/assets/images/logo.png

wtorek, 29 listopada 2016

Stosik do czytania. Trzeba wybierać i rezygnować. O książkach elektronicznych i papierowych

Dzień dobry,
W zeszłym tygodniu pisałam Wam o nowych książkach do recenzji i o tym, że muszę się ograniczać, bo pomimo szczerych chęci, nie daję rady czytać wszystkiego, co sobie zapragnę.
Wyliczyłam sobie, że miesięcznie jestem w stanie czytać 6 książek recenzenckich. Chcę przecież zostawić sobie czas na czytanie innych książek oraz napawanie się audiobookami, chociaż jednym w miesiącu. No a czas na życie? Rodzinę przecież mam. Małą to małą, ale jest. Chociaż ktoś mówił kiedyś, że rodzina jest jak jest dziecko. No to nie wiem. Bo jeszcze potomstwa się nie dochowałam. Ale jak będę mieć, to zamierzam założyć bloga o bajkach. 
No więc w piętek chyba listonosz przyniósł mi dwie książki, przepiękne i jak sądzę poruszające ważne tematy. Zdjęcie jest troszkę ruszone, więc nie oddaje uroku okładek. Proszę więc wybaczyć, ale robiłam kilkakrotnie i zawsze były ruszone. Nie wiem dlaczego:
Więc na grudzień mam 6 książek do recenzji:

Plus 10 zaległych i jedenasta w czytaniu. Ale już właściwie uporałam się z książkami wrześniowymi, teraz zaczęłam październikowe. Listopadowych jest mało.

Zdałam sobie ostatnio sprawę, że nie jestem w stanie przeczytać wszystkiego, co sobie zaplanowałam, że nadmiar planów uniemożliwia mi czytanie naprawdę wartościowych książek. Że trzeba rezygnować.
Jakiś czas temu słuchałam wywiadu z Umberto Eco. Jest ten wywiad dostępny na stronie Polskiego Radia. W tym wywiadzie Eco mówił o fenomenie Internetu i między innymi o książkach elektronicznych. Że wprowadziły one nadmiar, że człowiek nie jest w stanie przeczytać wszystkiego. 
Więc trzeba rezygnować z wielu planów. 
No to ja przez niedzielę i poniedziałek postanowiłam pobawić się w przeglądanie opisów i opinii ludzi na portalu LubimyCzytać i wykreślać z listy do przeczytania to, na co życia mi nie starczy, po to, żeby znaleźć czas na to, co mnie interesuje. A interesują mnie książki historyczne oraz tzw. wybitne, spośród których wybieram takie, które mówią coś o rozdarciu człowieka, o bezradności, o samotności itp. itd. Lubię powieści z historią w tle. No i biografie. I kryminały retro.
A już drugi rok nie mam czasu przeczytać 'Silva rerum' oraz coś z Munro albo Modiano. Już nie wspomnę o 'Blaszanym bębenku', którego zaplanowałam sobie wysłuchać.
No i z listy 600, zostało mi 241. To jestem w stanie przeczytać w przeciągu najbliższych lat, chyba.

Na koniec pragnę się uradować tym, że wzrosła liczba moich codziennych czytelników! Widzę też panów, co mnie cieszy, że i oni mnie czytają. Najwięcej tzw. wejść ma post o 'Shantarami' i codziennie czyta go około 131 nowych osób. Już jest ponad 4000 wejść na ten post. Aż mnie to zdumiewa, ale i cieszy. I 500 wejść na post z dwoma wierszami miłosnymi Heinego w tłumaczeniu Marii Konopnickiej z przedostatniego weekendu.
Specjalne podziękowania ślę do Natanny, która, gdy niedawno wyznałam na blogu, że mam trudny życiowo okres i ciężko mi się skupić na pisaniu recenzji, poradziła mi, żebym pisała o książkach. Dzięki temu nie poddałam się z blogowaniem, nie przerwałam tego hobby i piszę co rano oprócz niedziel, bo to dzień święty.
A oderwanie się od myślenia o problemach jest niezbędne dla zachowania równowagi psychicznej.....
Dziękuję więc. 

Jeszcze o książkach elektroniczych i papierowych. 
Zawsze, gdy wybuchała kłótnia na ten temat na LubimyCzytać, byłam gorącym zwolennikiem nowinek i ebooków. Zresztą, mam swój czytnik. Ale jak sobie ostatnio policzyłam w zeszyciku do lektur, to częściej czytam te papierowe. Może dlatego, że książkę przedmiot widać na półce, a stosy wirtualne leżą w ukryciu. 
A jak to jest u Was?
Pozdrawiam  was ciepło.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Mark Riebling 'Kościół szpiegów. Tajna wojna papieża z Hitlerem'. Czy Pius XII mógł zapobiec holokaustowi? Ile było zamachów na Hitlera?

O kontrowersyjnej roli Watykanu w czasie II wojny światowej mówi się ostatnio sporo. Miło jest więc, że na ten obszerny i ciekawy, a także nurtujący wielu i używany w różnych dyskusjach temat, powstała książka. W Polsce wydało ją Wydawnictwo Literackie 15 września 2016 roku w tłumaczeniu Jarosława Rybskiego. Autor jest, jak podaje biogram na stronie wydawnictwa (http://www.wydawnictwoliterackie.pl/autorzy/1119/Mark-Riebling), amerykańskim historykiem, eseistą i analitykiem politycznym. Pisał o bezpieczeństwie narodowym, historii idei, polityce zagranicznej Watykanu w czasie drugiej wojny światowej i zimnej wojny. Znana jest jest jego książka "Wedge: The Secret War between the FBI and CIA" (1994, 2002). 
Mark Riebling, źródło zdjęcia: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/autorzy/1119/Mark-Riebling
Książka jest pięknie wydana, w twardą oprawę, liczy 440 stron, wśród których ponad 100 zajmują przypisy. Czytając je zastanawiałam się ile czasu autor spędził na szukaniu tych dokładnych informacji? Bo research jest imponujący.
Ale przejdźmy do książki. Składa się z 26 rozdziałów i opisuje papiestwo i państwo Hitlera od przejęcia przez niego władzy. Ów dyskutowany ostatnio papież Pius XII, którego pontyfikat przypadł na lata wojny, znał doskonale Niemcy, mówił po niemiecku, w 1917 roku był nuncjuszem w Monachium, a w latach 1920-1929 był nuncjuszem w Berlinie. Konklawe i wybór kardynała Pacellego na papieża dokonał się w przededniu wojny i, jak podaje książka, kardynałowie celowo wybrali 'znającego politykę papieża'. Na pontyfikat tego papieża przypadło odnalezienie grobu świętego Piotra, co jest ciekawostką interesującą.
Książka jest pełna interesujących informacji, fragmentów zeznań, pamiętników i notatek, hojnie opatrzonych przypisami. Teza jest jednak jasna i książka intensywnie jej broni: papież, znany z niepotępienia holokaustu przez całą wojnę dążył do obalenia Hitlera. A w tym celu wspierał siatkę antyhitlerowską, która skupiała Niemców przeciwnych Hitlerowi i dążących do zamachów na Hitlera. 
 Książka jest ciekawa, a autorowi udało się napisać spójną książkę, która jest pełna postaci i zdarzeń, a także napięcia. Nie jest to zbiór epizodów, ale niemalże powieść sensacyjna. Poza papieżem, głównym bohaterem jest Josef Müller, zwany Woźnicą, najważniejszy agent Watykanu w Niemczech, który cudem, albo z niewiadomego powodu nie został zabity przez Niemców po schwytaniu. Książka opisuje lata jeżdżenia do Watykanu, szukania poparcia u ludzi, którym nie podobał się kierunek, w który dążyły Niemcy Hitlera. Autor doszukał się i opisał kilka zamachów na Hitlera. Dotychczas wiedziałam o jednym, tym w Wilczym Szańcu, opisanym w Sensacjach XX wieku. Okazuje się, że było ich więcej, a autor próbuje przekonać, że inicjatorem był papież. Czytałam dokładnie przypisy autora i wnioski swoje mam, a raczej potrzebę zgłębienia tematu. Można się kłócić z wnioskami, jakie autor snuje, ale warto jest poznać te wszystkie fakty i szczegóły, bo są interesujące.
Widać w książce, że o ile dyskusyjna jest rola papieża,  to Kościół europejski i poszczególnych krajów w dużej mierze wykazał bohaterstwo i heroizm. Szczególnie ciekawy jest Kościół niemiecki, którym szczególniej zajmuje się książka. autor z jednej strony opisuje antychrześcijańską politykę nazizmu, następnie wylicza działania, jakie zmierzały do nacjonalizacji i poganizacji Kościoła w Niemczech Hitlera, a następnie opisuje osoby, które się nie poddały, które często za cenę życia pozostały antyfaszystowskie. 
Cała książka opisuje bardzo ciekawe sprawy, a właściwie cały wachlarz problemów związanych z tym tematem, a więc papiestwo, działania Hitlera i jego otoczenia, zamachy, siatkę watykańskich szpiegów, ale i Niemców dążących do obalenia Hitlera i ich motywy. Budujące jest to, że byli generałowie w 1939 roku przeciwni inwazji na Polskę. I smutne jest to, że Papież miał informacje, zdjęcia i inne dane na temat morderstw na cywilach na ziemiach polskich już od kampanii wrześniowej. Według książki, papież 'ubolewał i cierpiał nad tym'. 
Podsumowując, można mieć swoje zdanie na temat polityki Kościoła w czasie wojny, ale na pewno książka przywołuje i analizuje wiele faktów, wydarzeń i postaci z tego czasu. Obszerna faktografia i przypisy bazujące na nieznanych zeznaniach i pamiętnikach sprawiają, że książka jest warta uwagi.
Daję jej 9 gwiazdek za sposób napisania i zasięg tematu. Wnioski należą do czytelników.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:
naglowek.gif?sum=4d025b0a6bfff48ad125f2d


sobota, 26 listopada 2016

Piotr Kitrasiewicz 'Jego Ekscelencja na herbatce z Göringiem' - czy wojny dałoby się uniknąć?

Książka ukazała się 14 września 2016 roku w wydawnictwie MG. Już okładka i tytuł wskazują na tematykę książki, czyli politykę Niemiec w latach 30-tych XX wieku lub mówiąc inaczej historię Trzeciej Rzeszy. 
Książka ma formę fabularną. Narratorem jest ambasador Rzeczypospolitej w Berlinie z  lat 30-tych Józef Lipski, którego spotykamy w  1940 roku w polskiej Szkole Podchorążych Camp de Coëtquidan we Francji, obozie szkoleniowym dla wojsk RP walczących u boku Francji, gdzie rozpoznali go dwaj podchorąży: Paweł Kruczek z Krasnegostawu pod Zamościem i podchorąży Władysław Żarko z Sochaczewa. I to im Lipski opowiada co widział i słyszał podczas tych ważnych lat w Berlinie.
Jest to historia Niemiec Hitlera: tego 'przykucniętego lwa w owczej skórze', potwora, którego siła rosła wraz z ustępliwością Francji i Wielkiej Brytanii, którego groźbę zauważył Józef Piłsudski, ale którego nikomu nie udało się powstrzymać. 
Lipski, pierwszoosobowy narrator powieści mówi o tym, jak przebiegały jego relacje dyplomatyczne szczególnie z odpowiadającym mu rangą Göringiem, z którym spotykał się na herbatkach, opowiada o polityce kulturalnej Niemiec, o stosunku do Gdańska, o żądaniach Niemiec i o traktatach i paktach, o stosunku do Rosji i o czołowych polskich politykach ówczesnych czasów, o Piłsudskim, a po jego śmierci o kontynuującym jego politykę Józefie Becku i prezydencie Mościckim. 
Pojawia się sprawa ultimatum Hitlera z z 1939 roku i słynnego przemówienia Becka.Wydaje się, że stanowisko przedstawione w tej książce jest jasne: że Beck nie miał wyboru, że ustępstwo nic by nie dało, że i tak Niemcy zaatakowałyby Polskę. Ostatnia rozmowa Lipskiego z Göringiem pokazuje apokaliptyczną wizję Europy podporządkowanej Hitlerowi, który pobił Rosję, gdyby Polska oddała 'korytarz' Niemcom.

Nie wiemy co by było, gdyby było, ale parę lat temu zaczęto dyskutować nad tym. Książka jest próbą odpowiedzi na to hipotetyczne pytanie, a jednocześnie jest fabularną wizją historii tamtych czasów, historii skomplikowanej i niejednoznacznej, bo gdy przyglądamy się szczegółom polityki Hitlera z lat 30-tych, widać, jak bardzo była ona pokrętna, zamydlona i oszukańcza. JAk bardzo cała Europa dała się oszukać i jak wiele błędów popełniono, gdy na to był czas. Ofiarą stała się Polska. 
Książka jest trudna i czyta się ją ciężko z powodu poważnej tematyki oraz długich monologów. Jest wartościowa, ale trudna. Ciekawy jest jednak taki fabularny sposób przedstawienia historii, włożenia jej w usta postaci historycznej. Pozwala to na przedstawienie subiektywnej opinii o danych wydarzeniach, na snucie przypuszczeń i rozważań teoretycznych. W podręczniku historii byłoby to niemożliwe i na pewno mniej ciekawe. 
Temat polityki Becka jest dla mnie niezmiernie interesujący odkąd kilka lat temu przeczytałam ciekawy artykuł historyczny w Wirtualnej Polsce. Na pewno ta książka nie jest ostatnią w tym temacie, jaką czytam. Z chęcią poczytałabym jakieś prezentujące odmienny punkt widzenia.
Dają książce 6 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu MG:
                                     Wydawnictwo MG

piątek, 25 listopada 2016

Henning Mankell 'Fałszywy trop'

Okładka książki Fałszywy tropOkładka książki Fałszywy trop Znalezione obrazy dla zapytania Mankell 
Ci, którzy czytają mnie regularnie, pewnie wiedzą, że postanowiłam przeczytać, czy raczej wysłuchać, bo Wallander zasługuje na ucztę dla uszu, jaką jest przepięknie przeczytany audiobook, wszystkich części książek Mankella z serii o komisarzu Wallanderze. A jak już wysłucham, to zamierzam obejrzeć obie wersje serialu: szwedzką i brytyjską. 
W ostatnich dniach słuchałam piątej części cyklu, pod tytułem 'Fałszywy trop' w wykonaniu pana Leszka Teleszyńskiego. Już słuchałam książek w Jego wykonaniu i bardzo je sobie chwalę.
Przedstawiam powyżej dwie okładki od W.A.B. Pierwsza pochodzi z wydania z 2002 roku, a druga z wydania z 2012. Ja słuchałam tego, w którym nazwy miejscowości są odmieniane. We wcześniejszych audiobookach nie były.
Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Konstrukcyjnie jest wierna schematowi autorskiemu.  Zaczyna się od spojrzenia w umysł zabójcy, od przedstawiania morderstwa, aby następnie przejść do Wallandera. Akcja toczy się dwutorowo. Ze strony policji ekipa Wallandera próbuje dojść do prawdy i dowiedzieć się kim jest morderca, a co jakiś czas pojawia się morderca i jego chory umysł. Tutaj akcja toczy się w Szwecji, więc nie ma przeskoków miejsca akcji, tak jak to było w 'Białej lwicy'. Fenomen Mankella polega na tym, że czytelnik od początku prawie wie, kim jest morderca, a jednak z ciekawością śledzi śledztwo Wallandera. Interesuje nas proces dochodzenia do prawdy i sama prawda, która tutaj jest okrutna. W tej części  chyba tylko policja jest dobra, wszystko inne budzi grozę: postacie, ich zachowanie i wydarzenia, czyli seria zabójstw i to, co do niej doprowadziło. W życiu osobistym Wallander jest chyba najbardziej pogodzonym z sobą i bliskimi spośród wszystkich dotychczasowych części. Wszystko zaczyna mu się układać, więc zgodnie z zasadą 'życiowości', pewnie w następnej części wszystko mu runie.....
Ciekawy jest więc kryminał, w którym od początku wszystko wiadomo. Nie jest  jak u Agathy Christie, gdy to czytelnik otrzymuje ślady, wskazówki i do końca zgaduje kto jest mordercą. Tutaj akcja jest dynamiczna, krok po kroku coś się dzieje, atmosfera grozy gęstnieje, pojawiają się kolejne trupy i to co jest niewiadomą, to sieć zależności pomiędzy ofiarami. Czytelnik dostaje pytanie, na które odpowiedzieć musi sobie sam: czy kat może być ofiarą i kto jest winny w tym całym splocie zdarzeń? 
Uważam, że jest to jeden z lepszych kryminałów o Wallanderze. Bardzo mi się spodobał, słuchałam go w ciągłym napięciu. 
Daję książce 8 i pół gwiazdki.

czwartek, 24 listopada 2016

Heinrich Heine 'Serafina' i 'Cieniów mgliste pocałunki'

Ostatnio często czytam Heinego i żałuję bardzo, że gdy miałam okazję, to nie sięgnęła po tłumaczenie w wykonaniu Antoniego Libery. Znalazłam dwa ciekawe wiersze, oba tłumaczone przez Marię Konopnicką. 
Odpowiednia fotografia? Nie ma takiej, ale wybiorę coś z mojego archiwum kwiatkowego, co mi się podoba.

Serafina 1

1

Gdy po lesie chodzę zmrokiem,
Po tym sennym, cichym lesie,
Zawsze się przy moim boku
Lekka postać twoja niesie.

Czyż to nie twój welon biały,
Nie błysk słodki twego lica?
Czy przez ciemną jodeł zieleń
Pada tylko blask księżyca?

Czy to własne łzy są moje,
Których lekki szmer tu słyszę?
Czy ty, miła moja, przy mnie
Płacząc idziesz w lasu ciszę?

Przełożyła
Maria Konopnicka

Cieniów mgliste pocałunki

Cieniów mgliste pocałunki,
Cieniów miłość, cieniów życie!
Czyliż myślisz, że zostanie
Zawsze równe serca bicie?

Z miłosnego nam uścisku
Jak sen luby wszystko znika,
Serce nasze — zapomina,
Oczy nasze — noc zamyka.

Przełożyła
Maria Konopnicka

środa, 23 listopada 2016

Stosik listopadowy

Dzień dobry,
Po ogromnych stosiskach z września i października, którymi chwaliłam się Wam, czytam i czytam i jeszcze nie mogę się uporać z zaległościami recenzenckimi. Wisienki na torcie, czyli 'Księgę ryb' i 'Cień góry', którego jestem ciekawa niezmiernie, zostawiłam na koniec i wciąż jak ten maratończyk czytam. Dodatkowo wymyśliłam sobie, że wysłucham wszystkie części Wallandera i jestem dopiero na 5. 
Chciałabym czytać na bieżąco i mieć czas na inne lektury, szczególnie niesamowite e-booki, które w czytniku leżą i płaczą: Klukowski, 'Silva rerum', Kaczkowski, Sorokin itd.itp.
Wymyśliłam więc sobie, że MUSZĘ ograniczać nowe stosy do 6 miesięcznie. Nie wiem jak mi się to uda.
Ostatnio ukazało się sporo kolejnych książek pisarzy, z którymi prowadziłam wywiady i których twórczości kibicuję. Poza tym coś tam wygrałam na blogach. 
Oto stosik:
Cztery od góry wygrałam na blogach. 'Ścigając marzenia' to druga książka pana Śliwy, który był tak miły i wysłał mi ją jako jedynej blogerce. Niebawem ją przeczytam. Podobnie jest z 'Księgą II 'Drogi do domu', świetnej książki z wilkami w tle. No i 'Noc ognia' od Znak Literanova. Wreszcie przeczytam coś Schmitta. 
Ostatnio potrzebuję coś motywującego. 
Z przełomu października i grudnia jest jeszcze jeden stosik, którego Wam nie pokazywałam:
'Muzę' od czasu wykonania tego zdjęcia przeczytałam. U góry jest też płyta z Janem Pawłem II. To pierwsza część cyklu 'Dekalog', ale jest dosyć drogi ten cykl, więc nie wiem czy go skompletuję.Może kiedyś. 

Stali czytelnicy pewnie wiedzą, że moja biblioteczka jest w proszku. Nadal nie kupiłam regału. Wszystko leży w kupkach:

Chciałabym mieć pięknie ułożone książki piętrzące się na półkach. Może w końcu tak będzie. Na razie stare meble, ale trudno. Lepsze są stare meble z książkami niż nowe meble bez nich! Na razie w pokoju jest tylko nowy żyrandol i zasłony, których kawałek widać. Nie wiem czy do zielonej stylistyki bardziej pasują ściany zielone czy szare? Co sądzicie?

Na koniec zdjęcia niedawnej prawie zimy: 


Poezja do tego to Leopold Staff:

DESZCZ JESIENNY



O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich miodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

wtorek, 22 listopada 2016

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak 'Zanim. Opowieść (o Marii Skłodowskiej), która kończy się tam, gdzie wszystkie inne się zaczynają)

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, źródło zdjęcia Lubimy Czytać
14 września 2016 roku w wydawnictwie MG ukazała się powieść na temat młodości Marii-Skłodowskiej. Wiec w ciemno ją sobie wybrałam, gdyż o naszej pierwszej noblistce, pomyślałam, książka na pewno będzie ciekawa. Były już książki o jej życiu w Paryżu, ale o młodości w Polsce chyba nie. W każdym razie ta jest o tym. Ale to powieść.
Autorka jest już autorką 10 powieści, kojarzonych przeze mnie z gatunkiem powieści kobiecych:  m.in. trzytomowej serii „Upalne lato”, „Nie lubię kotów” czy „Wiecznej wiosny”, a także zbeletryzowanej biografii K.K. Baczyńskiego „Ty jesteś moje imię”. Niniejsza zbeletryzowana biografia' oparta została na listach Skłodowskiej, co widać z przypisów, ale autorka zaznacza, iż jest to powieść fikcyjna. 
Czytałam tę książkę z trudnością, muszę przyznać. Wina tego leży - paradoksalnie - w talencie stylistycznym autorki, która zbyt dosłownie wystylizowała powieść na dziewiętnastowieczną. Mamy więc język ziemiańskiej inteligencji końca XIX wieku, egzaltowany, pełen kwiecistych zwrotów, co jest piękne, ale troszkę spowalniało lekturę. Niemniej jednak miło się czyta powieść napisaną z dbałością o język. 
Motto powieści

Fabuła przypomina 'Trędowatą' z całym jej bogactwem uczuć i przeżyć głównej bohaterki, a także z cała jej wymową ideową. Ale jest wielkie ale. Znamy wszyscy dalsze losy bohaterki (więc to nie będzie spoilerem, zresztą początek powieści pokazuje już koniec, żeby następnie cofnąć się o 4 lata wstecz...) i chyba w żadnej powieści nie kibicowałam tak parze, żeby ich miłość się rozleciała, jak w książce 'Zanim'. Bo gdyby wszystko im się ułożyło, to Skłodowska nie dokonałaby przełomu w nauce, zaś nauka nie dokonałaby przełomu w mentalności, a i Piotr Curie chyba był lepszym wyborem tej niezwykłej kobiety, gdyż słyszałam niedawno, że bez zaznaczenia żony w 'pierwszym Noblu' nie chciał nagrody, która zdyskredytowałaby jego żonę.... Nie każdy partner by się na to zdobył..... 
Ale wracam do powieści 'Zanim'. Tutaj nie ma jeszcze Paryża. Poznajemy osiemnastoletnią Manię Skłodowską, pannę egzaltowaną, ale pracowitą, dobrą i rzetelną, która zmuszona jest pracować jako guwernantka gdzieś na prowincji. Jest fajnie, ale i drętwo, bo życie na wsi, gdzie jedynymi atrakcjami są plotki i stroje jej nie bawi. Daje jednak tej prowincji co ma najlepszego: swoją wiedzę, pragnienie rozwoju umysłowego, kształcenia się, swój patriotyzm i bezinteresowną dobroć. Dostaje, co może dostać, ale w pewnym momencie odbija się o szklany sufit....
Czyli Trędowata, gdyby nie to, że prowincja ponad 130 lat później jest kropka w kropkę taka sama jak wtedy. Osoba, która odstaje, jest wykluczana z kręgu i ma do wyboru zginąć, wyfrunąć albo przywyknąć. I tego przywyknięcia dla bohaterki powieści nie chciałam, bo wiem jak to jest....
Więc powieść jest chyba bardzo dobra, skoro znając zakończenie, przeżywałam akcję?!
Poznajemy realia postyczniowej Polski pod zaborami, poznajemy również różne postawy i styl życia już wówczas niejednolitej grupy społecznej wywodzącej się ze szlachty herbowej. Jak wielkie były różnice widać w losach bohaterów. 
Powieść 'Zanim' jest więc nie tylko romansem, ale i powieścią o czasach postyczniowych i o wspaniałej kobiecie, której sukces zaczął się od porażki, ale i od ciężkiej pracy nad sobą.
Daję książce 6 gwiazdek 
Za powieść dziękuję wydawnictwu MG:
Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo MG


poniedziałek, 21 listopada 2016

Julian Tuwim, Wanda Chotomska i inni... 'Chichotnik, czyli księga śmiechu i uśmiechu' - książeczka do czytania, wycinania i inspirowania się






RECENZJA PREMIEROWA
 Ostatnio pisałam o biografii Wandy Chotomskiej. Dziś książka, która z nią koresponduje, choć z innego wydawnictwa. To Wydawnictwo Literackie wydało 27 października 2016 roku. O tej książce Wydawnictwo Literackie pisze tak:
Najpiękniejsze polskie wiersze, które działają jak łaskotki.
Designerskie wydarzenie roku w kategorii książek dla dzieci!
 I rzeczywiście tak jest. Książkę przeglądałam z niesamowitą ciekawością. Byłam zdziwiona szatą graficzną, wyborem wierszy, ale od razu mnie one złapały za serce i pomimo, że mam ostatnio bardzo kiepski humor, to się uśmiechnęłam. Ilustracje wykonała Elżbieta Wasiuszyńska. 
                         
W poniższym filmiku na YouTube pokazuje jak przebiegał proces wyboru wierszy i jak powstawały te niesamowicie kreatywne ilustracje:
 Widać, że takie ilustracje mogą dzieci próbować wykonać same, że zaangażują one ich ręce i wyobraźnię, a to dzieci uwielbiają przecież. W filmiku widać też makietę do mojego ulubionego wiersza ze zbiorku, tego o pani smażącej naleśniki na półce. Od razu sobie wyobraziłam śmiech mojego chrześniaka. Bo on lubi, zawsze lubił, ilustracje konkretne, historie 'życiowe', a nie jakieś krasnoludki jak to uwielbiałam w dzieciństwie ja. 
Oto spis treści:
 
                                         
Widać, że wybrano wiersze ciekawe i śmieszne. 
A oto mój ulubiony. Rymowanka jest logopedyczna, pomaga dzieciom uczyć wymawiać głoski:

 
                                                                
 I historia o korniku i molu, o której jest mowa w filmiku. Widać, że dziecko może się bawić książką i czerpać z niej pomysły.



 Książeczka jest naprawdę niesamowita i inspirująca. Nawet we mnie wywołała ona uśmiech. I mam nadzieję, że jeszcze większy uśmiech wywoła w bratanicy w Wigilię :)

Daję książeczce 9 gwiazdek

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:
naglowek_aa439b069e.gif.gif?sum=4d025b0a

sobota, 19 listopada 2016

Barbara Gawryluk 'Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia'

Książka ukazała się 14 września 2016 roku w wydawnictwie Marginesy. Napisała ją pani Barbara Gawryluk, autorka książek dla dzieci, dziennikarka i tłumaczka, które pracuje  w radiu Kraków jako dziennikarz, gdzie między innymi j prowadzi autorską audycję „Alfabet” skierowaną do dzieci i młodzieży. Laureatka za rok 2009 Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego za książkę Zuzanka z pistacjowego domu. Laureatka w 2010 roku nagrody „Książka roku” polskiej sekcji IBBY za upowszechnienie czytelnictwa za audycję „Książka na szóstkę”.
Barbara Gawryluk
Barbara Gawryluk, źródło zdjęcia LubimyCzytać.
 Do książki podeszłam z radością osoby, która pamięta nazwisko Wanda Chotomska z dzieciństwa. Dopiero z książki dowiedziałam się, że córka pani Wandy, Ewa to ukochana Ciotka Klotka z Tik-taka, programu, który uwielbiałam! 
Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, ale raczej można powiedzieć, że dzieli się na trzy części. Pierwsza część to wspomnienia z dzieciństwa i młodości, następnie są rozdziały poświęcone życiu twórczemu, aż wreszcie rozdziały o życiu prywatnym. Wszystko czyta się jednym tchem, jak świetną powieść, pełną humoru. Dość powiedzieć, że przeczytałam ją w kilka godzin. Tekst okraszony jest przelicznymi zdjęciami, fragmentami wierszy, gazetek, rękopisów, dedykacji itd. Mamy opowieści otoczenia pani Chotomskiej, jej współpracowników, przyjaciół i rodziny. Książka jest szczera, a jednocześnie z klasą. Wielkie było moje zdziwienie, gdy przeczytałam o relacjach matka-córka. Dotychczas myślałam, że nadopiekuńczość rodziców to coś wyjątkowego, a tu okazuje się, że nawet w słynnych domach się przytrafia. Widać, że książkę napisano 'z serca'. 
fragment książki

Atmosferę książki oddaje anegdota, którą opowiada na kartach biografii Wanda Chotomska. Jej siostra miała naturę smutną i narzekającą. W pewnym momencie, już po wojnie, słuchając jej narzekań, pani Wanda zapytała jej, czy na pewno wychowały się w tym samym domu. Bo ona pamięta te dobre chwile. 
I tak jest chyba z cała Jej opowieścią. Są momenty trudne, ale przeważa nastrój radosny, pamiętania tego co było dobre. Prześmieszne były anegdoty związane ze spotkaniami z dziećmi. Ta o Konopnickiej był niesamowita. Rozśmieszyła mnie też opowieść o tym, jak pani Chotomska opowiadała prawnuczce Zuzi bajkę o o Czerwonym Kapturku. Pani Chotomska pokazuje, że można cieszyć się tym co się robi i mieć wielu oddanych przyjaciół, że praca z pasją rekompensuje problemy osobiste i że ważny jest balans w życiu. 
O książkach dla dzieci i sztuce zaciekawiania czytaniem pani Wanda wie chyba wszystko. Oto cytat z tej książki:

'dziecko musi mieć w otoczeniu ludzi czytających. Już maluchom należy pokazywać książki, to nie może być obcy przedmiot, a litery nie mogą być tajemniczymi znakami. Książka musi być w zasięgu wzroku, najlepiej jeśli jest w rękach rodzica'.
Serdeczność wobec małych czytelników, traktowanie ich poważnie,  poświęcanie im czasu i uwagi, słuchanie ich, to cechy wyjątkowe, ale takie, które zaowocowały tym, że twórczość pani Chotomskiej przetrwała próbę czasu. Poza tym współpracowała z najlepszymi rysownikami, co też widać w jej książeczkach. 
Bardzo ciekawe były dla mnie fragmenty biograficzne, te wszystkie historie przedwojenne oraz wojenne i powojenne z punktu widzenia ciekawej świata dziewczynki a potem panienki.
Książka jest bardzo ciekawa, pełna informacji i zabawnych historii. To biografia, którą czyta się jednym tchem. 
9 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:

                                                   Znalezione obrazy dla zapytania Marginesy logo

piątek, 18 listopada 2016

Zbigniew Białas 'Nebraska' - USA z roku 2001 oczami Polaka

Książka ukazała się 28 września 2016 roku w wydawnictwie MG. Chciałam ją przeczytać, pomimo że jaskrawa okładka mnie nie nie zachęcała do sięgnięcia do środka, bo chciałam zestawić spojrzenie na Amerykę autora z książką 'Delicje ciotki Dee' Hołówki sprzed wielu lat, wydanej w serii Naokoło Świata, w której autorka wymyśla wszystko co najgorsze na Stany, jako że pobyt jej się tam nie udał. Akurat USA to jedyny kraj poza Polską, w którym byłam, więc mogę porównać wrażenia innych osób z moimi. 
Książka podzielona jest na cztery pory roku. Napisana została w formie dziennika. Autor we wstępie zaznacza, że rzeczywiście w roku 2001 tenże dziennik prowadził. Język jest barwny, ciekawy, lekki, a jednocześnie sięgający istoty oglądanej rzeczywistości. Autor jest - jak to wynika z książki - wrażliwym optymistą, lubiącym ludzi, ale nie ulegającym naciskom. Wie co chce robić i do tego dąży. Jeśli zechciał pojechać z rodziną starym taurusem po Stanach, to pojechał, pomimo ostrzeżeń kolegi. 
Książka jest dosyć radosna, choć nie brakuje w niej momentów zastanowienia się, na przykład, gdy autor odwiedza rezerwaty Indian albo widzi co się dzieje po 11/9. Inną zaletą książki jest zwięzłość i jej krótkość. Na 187 stronach autor zawarł wszystko co trzeba. Tu z kolei nasuwa mi się porównanie z gawędziarzem Wańkowiczem, który opowiadał w 'Króliku i oceanach' aż czasami sen morzył. 
Bardzo mnie rozśmieszył, a zarazem zaciekawił fragment o Elvisie. Jestem jego wielką fanką, więc opis Gracelandu czytałam z zaciekawieniem. Natomiast reakcja autora na kilka piosenek Elvisa, czyli niecierpiąca zwłoki ochota na kupienie sobie wina, co nie było prostą sprawą, mnie rozśmieszyła. A ja kiedyś wszystkim swoim gościom fundowałam kilkugodzinne Elvissesion. Ci to musieli być dopiero przerażeni. 
Jakie są Stany oczami Białasa? Takie jak ludzie, których spotyka. Reakcja jest wyważona, bo nie jest ten kraj ani zły, ani dobry. Daje szanse do rozwoju, a jednocześnie mieści ludzi mieszkających gdzieś na peryferiach, tak jak wszędzie na świecie. Moja opinia po przeczytaniu tej książki jest taka, że świat jest taki, jakim widzimy go my. Że coś musimy z siebie dać, że to co mamy w środku rozlewa się wokół. Może i rację ma moja koleżanka, która ciągle mi powtarza, że dobre myśli przyciągają dobre zdarzenia... 
Podsumowując swoje porównanie tej książki z 'Delicjami', wypada ono na korzyść 'Nebraski', bo nie jest stronniczo krytyczne, jest dowcipne i pokazuje prawdziwe zdarzenia. 
Daję jej 7 gwiazdek

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:
Wydawnictwo MG

czwartek, 17 listopada 2016

Malwina Wrotniak 'Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą' - rozmowy z Polakami z przeróznych zakątków świata

Książkę wydało wydawnictwo Marginesy 21 września 2016 roku. Jest to zbiór rozmów przeprowadzonych przez autorkę z Polakami z przeróżnych części świata. 
Malwina Wrotniak napisała dotychczas tę jedną książkę. 
Oto co o Niej znalazłam: 
Malwina Wrotniak-Chałada
autorka, Malwina Wrotniak-Chałada

 Zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl. Kieruje zespołem zajmującym się codziennymi dylematami finansowymi Kowalskich, w tym analizą produktów bankowych i ubezpieczeniowych. Specjalistka od ubezpieczeń, doceniona Nagrodą Polskiej Izby Ubezpieczeń dla Środowiska Dziennikarskiego. Jest także autorką cyklu "Tam mieszkam" - ponad 150 rozmów z Polakami na emigracji. Za ten projekt uhonorowana Nagrodą im. Macieja Płażyńskiego. W 2016 r. wydała książkę "Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą" (cytuję ze stronyhttp://www.bankier.pl/autor/malwina-wrotniak-chalada)

Gdy zobaczyłam ten tytuł w premierach września, to od razu zapaliłam się do czytania tej książki. Bardzo lubię cykl z Polsat Play pod tytułem 'Polacy w świecie', w którym Polacy pracujący w najróżniejszych miastach świata opowiadają o swoim życiu w najprzedziwniejszych częściach świata. Właściwie w każdej rodzinie jest ktoś, kto wyjechał do innego kraju, więc takie programy i takie książki są bardzo 'życiowe', jak by powiedziała moja mama. 
W 'Tam mieszkam' pojawiło się 15 rozmów z Polakami z USA, Szwecji, Kataru, Niemiec, Kolumbii, Grecji, Wietnamu, Wysp Owczych, RPA, Chorwacji, Hongkongu, Holandii, Indonezji i Wielkiej Brytanii. 
Właściwie to to moje porównanie z programem Polacy w świecie wyszło na korzyść książki, gdyż tematy, o których mówią Ci Polacy, pytani przez Panią Malwinę, są szersze i głębsze niż mówienie o codzienności, o cenach wynajmu mieszkania i zarobkach. 
Przede wszystkim dowiadujemy się co kierowało tymi ludźmi, jak się oni tam znaleźli. Zazwyczaj są to osoby wykwalifikowane albo z pomysłem na siebie albo na swój biznes, albo wyjeżdżający z miłości. Każdy z tych powodów wzbudził mój podziw i lekką zazdrość, że ja się na to nie zdobyłam. Ludzie ci są zadowoleni z życia, z siłą walczą z problemami i chcą od życia coś więcej. Szczytem pozytywnej emergii była dla mnie pani Kinga, która założyła pensjonat na Wyspach Owczych. 
Poza tym wszystkim poznajemy różne modele życia w różnych stronach świata. Człowiek jest przyzwyczajony do narzekania na drogi, na niskie emerytury i kolejki w szpitalach, a rozmówcy pokazują, że taki model życia, jaki znamy my Europejczycy, model państwa opiekuńczego, nie jest czymś oczywistym. Że są inne. Jest Ameryka Łacińska, gdzie przepaści klasowe są ogromne, a ludzie za wszystko muszą płacić, że jest Indonezja, gdzie za pieniądze można kupić sprawiedliwość, że jest ciekawy i nie tak ciążki jak to piszą Bliski Wschód, że jest zapracowany Daleki Wschód, dające możliwości, gdy się ciężko pracuje Stany Zjednoczone i przeludniony Londyn ze szklanymi sufitami. 
Książka poszerza wiedzę o świecie, pokazuje wiele postaci ciekawych rodaków i pokazuje, że zawsze można coś zrobić, że świat jest większy niż się nam to wydaje. 
8 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
Znalezione obrazy dla zapytania Marginesy Logo

środa, 16 listopada 2016

Michael Frayn 'Spies' - wojna oczami dziecka, wspomnienia przesiane przez sito pamięci

O książce tej zamierzałam napisać już chyba rok temu, ale ciągle coś mi przeszkadzało, albo nie mogłam się skupić na przypominaniu sobie treści. bo czytałam ją jakieś 4 lata temu. Kupiłam ją sobie za złotówkę i tak mnie ona zauroczyła, że nie oddałam jej tak jak pozostałe książki anglojęzyczne, kupione w tamtym czasie. 
Książka ukazała się w 2002 roku. To wydanie pochodzi od wydawnictwa Henry Holt and Co. Autorem jest Michael Frayn, angielski dramatopisarz i pisarz i tłumacz, urodzony w Londynie w 1933 roku.
Znaleziony obraz
Autor, źródło zdjęcia: https://literature.britishcouncil.org/writer/michael-frayn
W Polsce znana jest tylko jedna jego książka, 'Na oślep', za którą Frayn był nominowany do Nagrody Bookera w 1999 roku. Książka 'Spies' została doceniona na świecie. Zacytuję Wikipedię:
  • 2002: Whitbread Best Novel Award for Spies (the overall Whitbread Prize went to his wife, Claire Tomalin)
  • 2003: Commonwealth Writers Prize for Best Book (Eurasia Region) for Spies
 Bohaterami powieści jest mężczyzna, który nagle, pod wpływem impulsu, niczym bohater 'W stronę Swanna' Prousta, przypomina sobie swoje wojenne dzieciństwo. Narracja książki jest więc wspomnieniem z dzieciństwa. To co mi się podobało w tej opowieści, to dwugłosowa narracja - z punktu widzenia dorosłego i z punktu widzenia dziecka. W oczach dziecka, świat wokół - nawet jeśli jest to świat ogarnięty wojną - nabiera magicznego wymiaru, staje się tajemniczy. Dlatego chłopcy dążą do odkrycia prawdy o swoich najbliższych i dzięki temu dojrzewają emocjonalnie. Inna jest też hierarchia wartości w oczach dziecka, a inna - w oczach dorosłych. To, co oczami dorosłego byłoby oburzające, jest magiczne oczami dziecka. 
Ujęły mnie też opisy miejsc i wydarzeń. A poza tym, książkę czytało mi się płynnie i bez zgrzytów, pomimo że nie po polsku.
Książkę oceniłam na 8 gwiazdek



wtorek, 15 listopada 2016

Nino Haratischwili 'Ósme życie (dla Brilki)' tom drugi - epicka saga rodzinna osadzona na tle Gruzji i Rosji Sowieckiej: historia buntu

No to się doczekaliśmy drugiego tomu 'Ósmego życia"! Jak pamiętamy, pierwszy tom ukazał się 18 maja i przez całe wakacje czekaliśmy z niecierpliwością na tom drugi, kończący sagę. Ukazał się on 12 października w wydawnictwie Otwarte. 
Oba tomy wyglądają tak. Prawda, że spójne? A jednocześnie, inne.
W swojej recenzji pierwszego tomu (Moja recenzja) napisałam o samej konstrukcji książek, o autorce. Dla przypomnienia powtórzę pewne informacje:

Nino Haratischwili. Photo by Yves Noir
Autorka, źródło zdjęcia: http://www.andotherstories.org/author/nino-haratischwili/
 Autorka jest Gruzinką. Urodziła się w 1983 roku. Do Niemiec przybyła mając 12 lat. Mieszka w Hamburgu. Do Gruzji powróciła na studia. Jest pisarką, reżyserką teatralną, dramatopisarką. Pisze po niemiecku. Wydała już 6 książek. W Polsce ukazała się powieść 'Juja' oraz 'Mój łagodny bliźniak'. 'Ósme życie' w Niemczech ukazało się w 2014 roku. Teraz i my, Polscy czytelnicy możemy się cieszyć tą książką. 
Drzewo genealogiczne rodziny. Fotografia z tylnej okładki

Przypomnijmy, że tom pierwszy skończył się na życiu Kostii i Katii w latach pięćdziesiątych po śmierci Stalina. Recenzję pierwszego tomu zatytułowałam  'Historia kontra człowiek. Tom drugi nazwałam 'historia buntu'. Bohaterkami są potomkowie Kostii: córka Elene oraz wnuczki Daria i Nica oraz wchodząca dopiero w życie prawnuczka Brilka, której księga pozostała niezapisana, a narratorka, Nica spisuje jej tę sagę rodzinną, aby ta uniknęła błędów swoich przodków. 
Tak jak w części pierwszej życie konkretnych ludzi zależy od historii. Tutaj jest już więcej buntu. Według mnie, ten bunt cechuje wszystkie bohaterki. I wszystkie ponoszą klęskę. Właściwie ich życie to ciąg porażek. Byłam aż zdumiona tym, że można tak ciągle padać i żyć dalej. W tym ciągu losów nic nikomu nie wychodzi. Nawet walka z samym sobą. O ile bohaterki części pierwszej: Kristine i Stazja są mocne i niezłomne aż do końca, to bohaterki części drugiej są słabe, ich bunt jest nadaremny, bo obraca się przeciwko nim samym. 
Czytając tę epicką sagę miałam wrażenie, że życie jest ciągiem klęsk. Jestem aż zdumiona, że tak gorzką powieść napisała kobieta  trzydziestotrzyletnia. Niewiara w miłość, w walkę i w ludzi. Jedynie rodzina jest trwała, chociaż też skłócona. Nawet takie wartości jak patriotyzm i walka o niepodległość zostały poddane pod osąd historii, gdyż czy walka, która kosztuje życie tysięcy ludzi jest słuszna? Powieść ukazuje demonstrację, która przeradza się w rozlew krwi, pokazuje, a raczej relacjonuje walki o Abchazję w latach 90-tych, pokazuje rozczarowanie ludzi politykami, pokazuje miasta bez prądu, wyglądające jak z apokalipsy. I pokazuje leciwą Kristine, której przypomina się rewolucja. A ja widziałam, jak łatwo jedna iskra rozżarza w społeczeństwie ślepą walkę i nienawiść. To straszna perspektywa, którą Gruzja przeżyła. 
Mnie Gruzja kojarzy się ze słońcem i toastami, a Gruzince - z wojną.
Książka jest bardzo dojrzała, świetnie napisana warsztatowo. Zdecydowanie ją polecam.

Daję jej wielkie 9 gwiazdek

Za książkę dziękuję wydawnictwu Otwarte:
                                            Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo Otwarte Logo


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...