sobota, 31 grudnia 2016

Edith Wharton 'Jak każe obyczaj' - jak wieśniaczka stała się damą...I czy pieniądze to wszystko....?

Wreszcie ją przeczytałam! Wstyd mi jako recenzentce, ale 4 miesiące ta książka czekała na przeczytanie. A jak już zaczęłam czytać, bo chciałam skończyć ją w starym roku, to bohaterka mnie tak irytowała, że miałam ochotę cisnąć nią o ścianę.... Ale MG czeka, więc oparłam się pokusie.....
Książka ukazała się 31 sierpnia 2016 roku w wydawnictwie MG. Na okładce mamy napis 'Pierwsze polskie wydanie. Po przeszło stu latach od premiery. Naczekaliśmy się. Książka o oryginalnym tytule The Custom of the Country ukazała się w 1913. 
Autorka jest pierwszą kobiecą laureatką nagrody Pulitzera za 'Wiek niewinności' w 1921 roku (The Age of Innocence). Żyła w latach 1862-1937.


Znaleziony obraz
Edith Wharton, źródło zdjęcia: http://www.biography.com/people/edith-wharton-9528669
Prawdę mówiąc nie znałam tej pisarki, ani książki 'Wiek niewinności', ani filmu, bo zdaje się, że był taki....
W angielskiej Wikipedii czytam jednak bardzo ciekawe fakty z życia tej pisarki: że wiele podróżowała z rodzicami, że mieszkała przez jakiś czas w Paryżu, gdy jej małżeństwo się zakończyło, że jako dwudziestolatka była zaręczona, że za mąż wyszła za innego mężczyznę, że cierpiała na depresję... 
Wszystko to stawia jej książkę w innym świetle, iż naprawdę chciała coś powiedzieć o świecie, którym żyła i o instytucji małżeństwa.
Bohaterkę książki 'Jak każe obyczaj' Undine Spragg można śmiało zestawić z naszą polską Izabelą Łęcką. Gdyby Prus pisał ciąć dalszy 'Lalki' to myślę, że powstałaby książka podobna do 'Jak każe obyczaj'. Choć uważam, że 'Lalka' jest lepsza warsztatowo.... Ale wiadomo, to Prus. Mistrz. Ale i Edith Wharton napisała bardzo dobrą książkę. Różnica jest taka, że Prus w 'Lalce' tę wredną Łęcką i naiwnego Wokulskiego zrównoważył lirycznym pamiętnikiem Rzeckiego.... U Edith Wharton nie ma tej równowagi. Czytelnik skazany jest na śledzenie życia antypatycznej Undine, która idzie po trupach do celu. Mnie ona tak irytowała, że miałam ochotę cisnąć książką w ścianę... Ale o tym już pisałam.
Nie wiem, czy za niepowodzenia mężczyzn, ofiary tej modliszki, można obwiniać społeczeństwo. To by oznaczało, że książka się zestarzała. A ona jest bardzo, ale to bardzo aktualna. Po stu latach! Podam przykład. Oglądam program 'Damy i wieśniaczki'. W tym programie w większości odcinków, ale nie wszystkich, 'damy' to dziewczyny zamożne, które dużo zarabiają i wszystko wydają na ciuchy. W jednym z odcinków było dziewczę, które miało cały apartament butów, jak stonoga, po 8 tysięcy, po 6 tysięcy.... I chwaliła się tym całej Polsce. Żadnej książki! Wiecie ile książek można by kupić za jedną taką parę? 
Ten program jest odbiciem naszych czasów. Wynikałoby z niego, że w naszych czasach w Polsce synonimem dobrobytu kobiecego jest cały dom ciuchów. No to całkiem jak u Edith Wharton. 
Książka jest jedną wielką satyrą na konsumpcjonizm i pustkę emocjonalną i intelektualną wyższych sfer nowojorskich z początku XX wieku. Undine bardzo łatwo się tam odnalazła. Co prawda naraża się na krytykę swojej sfery przez swoje skandale obyczajowe, ale pieniądze, uroda i bezwzględność w dążeniu do celu zapewniają jej ciągle nowy start i to, że spada ciągle na cztery łapy. Co dla czytelnika jest mocno irytujące.... 
W książce postacie są przedstawione za pomocą scenek rodzajowych, wglądu w ich myśli i opisu ich zachowań i to, jakimi są ludźmi w stosunku do innych. Akcja obejmuje wiele lat, więc są przeskoki czasowe, co mnie dosyć irytowało, bo już na początku po scenie zapoznania Ralpha mamy nakładanie pierścionka, a zaraz Undine jest po ślubie. I tak ciągle. Jeśli chodzi o narrację, to skupia się ona na bacznej obserwacji postaci. Książka przypominała mi Gaswothy'ego i jego 'Posiadacza', czyli pierwszą część 'Sagi rodu Forsythów'. Opisy są plastyczne. Mamy ludzi i ich stroje, ich salony i buduary, loże w teatrze i ulicę 5 Avenue, jest Paryż i francuski pałac poza Paryżem. Dowiadujemy się jak spędzają czas bogaci Amerykanie, a jak Europejczycy. Opis jest wszechstronny, bardzo ciekawy. 
Najbardziej pozytywną i tragiczną postacią w książce był Ralph Marvell, który tak jak nasz rodzimy Wokulski w wyborze obiektu westchnień kierował się swoją naiwnością i wyglądem kobiety.A ona, była trochę jak Scarlett O'Hara, tylko że Rett potrafił dąć swojej żonie nauczkę, a biedny Ralph nie. 
Książka jest więc pełna emocji, bardzo ciekawa, dobrze napisana, nawet skojarzenia literackie wywołuje, co świadczy o świetnym warsztacie literackim autorki (bo gnioty nie wywołują skojarzeń....), tylko że odstraszała mnie główna bohaterka. Książki z antybohaterami zazwyczaj są równoważone albo humorem, albo bohaterami pozytywnymi, albo przynajmniej czytelnik ucieszy się smutnym zakończeniem, dla tej wrednej oczywiście. Tutaj wszystko jej idzie jak po maśle, ma to co najlepsze, najlepsze ciuchy, dobrych mężów, miłe i grzeczne dziecko, masę forsy na wojaże po Europie i jeszcze ciągle jej się udaje. To trudne do przełknięcia dla czytelniczki. Ale zrobiłam to z sympatii dla MG. A książka jest w jednym kawałku. Nie rzuciłam nią.
Ale jeśli ktoś nie jest tak zawistny jak ja i uwielbia świetnie napisane powieści, pełne emocji i wydarzeń oraz miejsc, to polecam 'Jak każe obyczaj'. 
Ja obniżyłam notowanie książce, bo znienawidziłam Undine.
6 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG
                                                    uc?export=download&id=0B_-TXCvN-hX-N





9 komentarzy:

  1. Lubię klasykę, więc na pewno za jakiś czas przeczytam. Mnie negatywni bohaterowie nie przeszkadzają, tzn. irytują mnie podczas czytania, ale nie obniżam książkom oceny tylko za to, że bohater mnie denerwował. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ta barrrrdzo mnie irytowała. Jakoś musiałam ją ukarać.

      Usuń
  2. Pisarka znana mi tylko z nazwiska, może kiedyś sięgnę po jakaś jej powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, przyznam się, kojarzyłam tylko Whartona tego od 'Ptaśka'.

      Usuń
  3. Nie przepadam za czytaniem klasyki. Kilka razy się na nią nacięłam i jak na razie mam dość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku klasyki obawy są mniejsze, bo wiadomo czego się spodziewać....
      Ta książka jest dla ludzi o mocnych nerwach.... Ale dobra.

      Usuń
  4. Obawiam się, że mogłoby nie starczyć mi nerwów. Tym razem chyba nie jest to książka dla mnie, chociaż muszę przyznać, że nieco zaintrygowała mnie Twoja recenzja. Teraz odpuszczam, ale może za jakiś czas... Zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. MG robi dobrą robotę w nadrabianiu zaległej (na naszym rynku) klasyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. A w przypadku tej zaległej Wharton to jednak myślę, że to dobrze, że wreszcie mamy tę książkę po polsku.

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...