poniedziałek, 29 maja 2017

Eduard Koczergin 'Ochrzczeni krzyżami. Urywki wspomnień spisywane na kolanie' - świat stalinowski oczami dziecka

RECENZJA PREMIEROWA

Wypatrzyłam zapowiedź tej książki jeszcze chyba w marcu i bardzo się ucieszyłam z tego, że mogłam ja recenzować i że powiadam własny egzemplarz. Książka ukazała się 6 kwietnia 2017 roku w Oficynie Literackiej Noir sur Blanc, miesiąc temu, i oczom nie wierzę, że na LubimyCzytać jestem pierwszą czytelniczką! Taka świetna książka! Książka jest starannie wydana. Na okładce znajdują się zdjęcia, które zostały również zamieszczone na końcu książki. To fotografie przedstawiające ewakuację ludności Leningradu we wrześniu  1941 roku na Dworcu Moskiewskim. 
O autorze wyczytałam, iż jest znanym scenarzystą teatralnym i pisarzem, znanym na scenach całego świata, a mało znanym w Polsce, że urodził się w roku czystek 1937, że matka była Polką, że do domów dziecka trafił, gdy rodzice zostali aresztowani przez NKWD. W Polsce wydano również zbiór opowiadań autobiograficznych 'Lalka anioła. Z teki rysownika'. 
Książka 'Ochrzczeni krzyżami' jest niegruba, bo około dwustustronicowa, ale bardzo treściwa. Zawiera przejmujące i bardzo obrazowe wspomnienia chłopca z wędrówki po stalinowskiej Rosji z Omska do Leningradu, pokazujące Rosję wojenną i powojenną oczami dziecka oraz zdjęcia i mapy, czyli materiały autentyczne. Chłopca, bohatera książki można utożsamić z autorem. 
Niesamowity i mistrzowski jest język. W literaturze polskiej można go przyrównać z prozą Nowakowskiego, ale Koczergin jest lepszy. Jego język ukazuje świat oczami tego małego, skrzywdzonego przez system chłopca, aby subtelnie przechodzić w narrację oczami dorosłego i znów wracać do tej narracji dziecięcej. Oczarowała i wzruszyła mnie ta niezwykła książka. Bardzo przejmująca i bardzo dobrze napisana. To świetne dzieło literackie!
Koczergin ukazał świat radziecki od podszewki. Pokazał system stalinowski i Wielką Wojnę Ojczyźnianą na przykładzie swojego losu i losu wielu innych radzieckich włóczykijów tamtych czasów. 
Mały Eduard został pozbawiony rodziny przez absurdalność tamtych czasów: ojca zabrano za cybernetykę, a matkę, jak zrozumiałam, za to, że w jej domu mówiono po polsku. Chłopiec szybko został oduczony myślenia po polsku. W domach dziecka dostosował się łatwo, ale i nigdy nie zaakceptował tamtego świata. Jako chłopiec postanowił znaleźć matkę i dokonał tego po 6 latach! Opisuje kilka domów dziecka i jego pracowników bardzo zdegenerowanych albo mniej i tych o ludzkim sercu. Podczas wędrówek po Rosji widzi żołnierzy, widzi spotkania żon z kikutami mężów, widzi opresyjność na każdym kroku, stała kontrolę wszystkich, ale i ludzi niesystemowych: złodziei, wędrowców, wędrownego Chińczyka itd... W tym dziwnym świecie przetrwał dzięki talentowi do wyginania z drutu twarzy Lenina i Stalina, dzięki umiejętności wykonywania kart do gry, zakazanych w ZSRR, dzięki umiejętności znikania i obserwacji tego co się dzieje wokół i talentu do uczenia się nowych umiejętności, np. poprawnego rozpalania ogniska. 
Książka jest bardzo ciekawa i wspaniale napisana. Bardzo ją polecam nie tylko zainteresowanym historią, bo przede wszystkim jest to opowieść o chłopcu, który w życiu został sam, a przetrwał.

Daję 10 gwiazdek


Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym


Za książkę dziękuję Noir sur Blanc




Znalezione obrazy dla zapytania Noir sur Blanc

sobota, 27 maja 2017

'Żółty smok. Baśnie chińskie'

Okładka książki Żółty smok. Baśnie chińskie Staram się raz w miesiącu wysłuchać choć z jeden audiobook. Ostatnio czytałam powieść 'Czerwone dziewczyny' oraz wspomnienia pt.  'Za jeden wiersz', więc pasowały do tego baśnie chińskie w wykonaniu Mariana Opani. Tak też zrobiłam. Wreszcie skończyłam wczoraj. 
Każdy naród ma swoje baśnie. I myli się ten, komu się wydaje, że baśnie ograniczają się do Andersena i innych baśni niemieckich. Zresztą, prawdę mówiąc, baśnie niemieckie zawsze wydawały mi się zbyt okrutne. Nie chodzi o to, że to niemieckie, a nie np. belgijskie, ale że okrutne. Natomiast karmiono mnie w domu baśniami polskimi, takimi o robotnych sierotkach, o kwiecie paproci itd. Baśnie rosyjskie są też specyficzne, bo ten Lis Przechera jest bardzo rosyjski. Baśnie czeskie czytaliście? Są śmieszne, jak Szwejk. Jako dziecię czytałam tez taki kwartalnik 'Skarb Malucha' i były tam baśnie z 'różnych stron świata'. To z nich dowiadywałam się o tym, że wyobraźnia autorów jest nieograniczona. Te baśnie azjatyckie albo afrykańskie.... Poza tym uważam, że baśnie pokazują jakąś prawdę o danym narodzie. O naszym narodzie prawda z baśni polskich wynika taka, że 'bida panowała z nędzą' i że wartością była praca, obowiązek i sumienie.A co baśnie mówią o Chinach?

Baśni w zbiorku 'Żółty smok' jest 17.  Mówią one o tym, że z życiem trzeba się zmierzyć, że człowiek musi udowodnić swoją wartość, że bardzo istotna jest praca i biegłość w swoim zawodzie, ze szukanie innego powołania, niż to, które się ma, często prowadzi na manowce. Często pojawia się motyw rodziny i relacji w nich panujących. Wynika z nich, że w Chinach panował patriarchat i hierarchia, że głowa rodziny, teść i ojciec, decydował o wielu rzeczach, że jedynie jako całość rodzina sobie radziła z utrzymaniem wszystkich. 
W aspekcie indywidualnym, bo przecież baśnie mówią o inicjacji człowieka, o dojrzewaniu, bohaterowie baśni zmagają się z rozmaitymi zadaniami, muszą coś znaleźć, coś osiągnąć. Zazwyczaj chciwość i egoizm nie popłaca, a procentuje ciężka praca i poświęcenie dla zawodu, dla sprawy, dla rodziny. 
Baśnie chińskie uczą wiele dobrego i myślę, że warto jest je puszczać dzieciom, żeby uczyły się bycia pracowitymi ludźmi. 

Wspaniale czytane przez pana Mariana Opanię, są to świetne baśnie, lepsze niż te niemieckie horrory. 
9 gwiazdek

ps. A ja wyłowiłam już baśnie fińskie ;)

piątek, 26 maja 2017

Jan Costin Wagner 'Zima lwów' - kryminał fiński.

Znalezione obrazy dla zapytania Jan Costin Wagner
Autor
Okładka książki Zima lwów Dziwna książka. Sięgnęłam po nią, bo mnie tytuł zwiódł. Myślałam, że to powieść o Lwowie. Jak się już zorientowałam, że nie o Lwowie, to zdecydowałam się ją przeczytać, bo nie znam innych fińskich kryminałów. 
Powieść jest trzecim kryminałem o Kimmo Joentaa, z 2011 roku. 
Autor jest Niemcem ożenionym z Finką.  Przez żonę związał się z Finlandią i ten kraj uczynił miejscem akcji swoich książek. 
O Finach znam dowcip, że idzie Fin do sąsiada pożyczyć grabie. Idzie kilometr, dwa, i tak sobie myśli. Pożyczy, czy nie pożyczy. A jak skomentuje? A jak powie dlaczego sobie nie kupiłeś grabi? I tak sobie rozmyśla, Fin. Zachodzi do sąsiada i mówi mu: Wsadź sobie te swoje głupie grabie! Cały czas miałam ten dowcip w głowie, gdy czytałam tę książkę. Wątek prywatny przypomina tego Fina, idącego po grabie. A gęstość zaludnienia w Finlandii jest chyba 1 osoba na 3 km kwadratowe, z tego co pamiętam. Zakładając, że Fin ma rodzinę, to w drodze do sąsiada miał czas do namysłu.
Dowcip głupi, ale pokazuje stereotyp o Finach, że to naród skupiony w sobie, zamyślony i z racji odległości samotniczy. I taka jest ta książka. Detektyw Kimmo jest dziwny. Bo kto normalny zgadza się, żeby zamieszkała u niego nieznajoma, sprowadzała koleżanki, a nikt nikogo nie pytał o nic. Tak sobie mieszkają, jedzą i współżyją. Sprawa kryminalna była ciekawa i stanowiła osnowę książki, trzymała powieść. Zginęło dwóch uczestników show na temat manekinów, a trzeci - prezenter został ranny. Kimmo szybko wpada na motyw zbrodni i szuka ludzi zamieszanych w sprawę. Zakończenie mnie zdziwiło. Do dziś się dziwię i zastanawiam się, czy mi nie urwało książki? 
W sumie książka jest miłym kryminałem o zbrodni z rozpaczy i o sile telewizji. Nie ma wielkiego napięcia, ale i nie chcemy przerwać lektury. 
Ot, książka na 5 gwiazdek. Możliwa.
ps. Ciekawe czy Fin jednak zdobył te grabie?

środa, 24 maja 2017

Janina Lesiak 'O grzybach, rybach, kobietach i sensie życia - czyli rozmówki z Alusiem Curunią'

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Janina Lesiak
Janina Lesiak, źródło: http://lubimyczytac.pl/autor/124726/janina-lesiak
Pani Lesiak pisze książki od niedawna, ale wydaje mi się, że Ją już wszyscy znają jako świetną, zwięzłą pisarkę o dużej wrażliwości na ludzkie emocje. Dotychczas napisała trzy portrety królowych: 



Największy rozgłos panuje wokół książki o Dobrawie, bo wszyscy znają Dobrawę, a autorka już była znana za te dwie poprzednie książki, ale według mnie najlepsza jest książka o Cecylii Renacie, żonie Władysława IV. To majstersztyk formy i niezwykle nasycona emocjami opowieść o kobiecie, przepełnionej żalem, ale wciąż kochającej męża, czekającej na niego i borykającej się ze śmiercią swojego dziecka. 
Pani Lesiak opisywała na swoim facebooku scenki z Alusiem Curunią, więc na wieść od MG, iż ukazuje się książka o Alusiu, zdecydowałam się od razu. I już ją przeczytałam, jak się okazało przedpremierowo, bo data premiery wyznaczona jest na 30 maja 2017 roku. 
Jak się okazuje, talent pisarski albo się ma, albo się nie ma. Pani Lesiak ten talent ma, więc tak jak w historii, czuje się we współczesności. Książka zbudowana jest z krótkich scenek alter ego autorki z Alusiem Curunią, półpijaczkiem, utrzymującym się ze zbierania złomu, człowiekiem niebogatym, ale zawsze kolorowym i lubiącym zwierzęta, uczciwość i wartości podstawowe: dobro, serdeczność, bezinteresowność. 
Rozmówki to współczesna alternacja gatunku sięgającego Platona: dialogu filozoficznego. Tutaj dyskusja dotyczy tego co nas otacza, naszej współczesności. Rozmówczyni Alusia chyba też tak jak i on troszkę nie akceptują tego pośpiechu, pogoni za pieniądzem, tego deptania najsłabszych i niezwracania uwagi na otoczenie, na śpiew ptaków i urodę pobliskiej łąki czy rzeczki. Spotykają się w kolejce do ciuchlandu, na środku chodnika, na dworcu, w pekaesie albo gdziekolwiek. Są to bardzo zwyczajne miejsca.Problemy Alusia są też zwyczajne, ale bardzo powszechne: dotyczą miłości i dobrania się w związkach, pragnienia dzielenia z kimś życia, nawet jeśli ma się niewiele i reprezentuje się najniższą pozycję w drabinie społecznej, dotyczą tego, co się widzi w otoczeniu, a czego się nie akceptuje i tego, że można się czuć dobrze i szczęśliwie nawet w takiej sytuacji jak Aluś. 
Początkowo oczekiwałam postaci w stylu Wędrowycza, ale się myliłam, bo Aluś jest inny. Aluś kocha pieski, a Wędrowycz robił z nich potrawkę... Aluś tęskni do obecności kobiety (Dzidzi) w domu, a Wędrowycz był samotnikiem. Aluś lubi porządek, a Wędrowycz był flejtuchem. Chyba tylko dorywczy sposób zarabiania na życie jest u nich wspólny. 
Aluś to miła postać, to antybohater i człowiek, którego łatwo jest przegapić i odtrącić. Ale ma swoją wrażliwość i czasami okazuje więcej empatii niż inni, lepiej ubrani. 
Na koniec zacytuję fragment rozmówki 'o rzeczach nieważnych' ze strony 116:
Mówi Aluś o tym, że mężczyzna czasami chce się napić piwka: 
'Dlatego kobita, która rozumie, że czasem facet musi się napić piwka, jest dla niego najważniejsza. Pani chwyta moją myśl?
- Nie bardzo...
- I tu jest problem... Nie odróżnia pani ważnego od nieważnego. Jak dziewięćdziesiąt i dziewięć procent babek, niestety.
- Zna pan takie, co odróżniają?
- Niekoniecznie. I to jest prawdziwy problem ludzkości. Według mnie nie do rozwiązania'.

Oraz Aluś o przyczynach rozpadu jego związku z kobietą po przejściach (strona 211):
'-Panie Aluś - mówię - ale czasami trzeba stare wyrzucić, bo inaczej się nie da żyć!
- Ja tego nie wiem? - dziwi się. - Wiem. tylko że ja nie jestem szczotka do zamiatania! Jak się kobitka w takim celu chce facetem posłużyć, to on wcześniej czy później ucieknie. Ja, Aluś Curunia, to pani szanownej mówię, a sprzątać umiem, bo mnie mamusia nauczyła. Tylko że po sobie!"

Aluś Curunia dał mi do myślenia! Naprawdę.
Bardzo zachęcam do tej książki. Świetnie się czyta i jest pouczającą rozrywką. Poza tym opowiada o ludziach, których omijamy, a którzy są i czegoś o tej większości mogą powiedzieć. P\arę słów prawdy.
Daję 8 gwiazdek

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:
Wydawnictwo MG


wtorek, 23 maja 2017

Wywiad z panią Agnieszką Meyer, autorką książki ‘Karmin’

Pani Agnieszka Meyer, zdjęcie prywatne autorki


            
         Zapraszam Was do wywiadu z panią Agnieszką Meyer, autorką książki 'Karmin', która ukazała się 30 marca 2017 roku w wydawnictwie MG. To piękna książka o miłości dwóch mężczyzn do jednej kobiety i o starych i unikatowych przedmiotach. Oto moja recenzja:

               Agnieszka Meyer 'Karmin'


     
Moja rozmówczyni, pani Agnieszka Meyer. Zdjęcie pochodzi od autorki.
             LZ. Co by Pani wolała: pamiętać czy wiecznie kochać?

 
   AM. Straszny wybór. Miłość bez pamięci albo wieczne wspominanie ale bez uczuć, czyli życia. Targowała bym się, zawzięcie.

     LZ. W powieści jest dużo pięknych książek,  artystycznych mebli, przedmiotów z przeszłości.  Kojarzy mi się to z modnymi obecnie programami typu Wojny magazynowe, Gwiazdy lombardu.  Ciekawi mnie, czy Pani kolekcjonuje piękne przedmioty? 

    AM. Programów nie znam, jako że od ponad 20-stu lat nie oglądam telewizji. Piękne przedmiotyuwielbiam. Nie mam zbyt wielu, nie kolekcjonuję ale potrafię zapomnieć o świecie w muzeach. Stare meble, ubrania, biżuteria są częstokroć wykonane z nieosiągalną dziś maestrią. Same materiały, dokładność i solidność a przede wszystkim istnienie w jedynym egzemplarzu, sprawiają że oglądający czuje się wyjątkowo.

         LZ. Bohater powieści David stwierdza, że historia jest ciągiem wojen, morderstw i niszczenia. To dosyć smutna diagnoza. Czy zgadza się Pani z nią? A jaki okres w historii wydaje się Pani najciekawszy?
 
   AM. Zdaję sobie sprawę, że to dosyć jednostronny ogląd ale mamy jako gatunek niewytłumaczalny dla mnie instynkt niszczenia. Innych i siebie. Fascynuje mnie przedchrześcijańska historia Europy oraz styk średniowiecza i renesansu. Przejście między nimi.
        LZ. Czy planuje Pani napisać powieść historyczną

     AM. Bardzo bym chciała i od dawna myślę o tym ale to jest wielka odpowiedzialność. Przerzucenie wielu materiałów, solidne sprawdzenie źródeł i trzymanie się realiów historycznych
               LZ.  O miłości napisała Pani pięknie.  Którą parę literacką lubi Pani najbardziej? 

      AM. To prawie tak trudne pytanie jak pierwsze, z zadanych przez Panią.
Zapadli mi w pamięć: Katharine Clifton i Laszlo de Almasy z Angielskiego pacjenta Michaela Ondaatje , Leo i Emmi z Napisz do mnie Daniela Glattauera, Silvera i Principesa z Kochanka bez stałego adresu duetu Fruttero i Luccentini, Ennis i Jack z Brokeback Mountain Annie Proulx, wreszcie Ella i James z Podwójnych gier Richarda Masona.
       LZ. Chciałabym porozmawiać o  teorii odczuwania czasu Zimbardo. Miałam wrażenie, że Pani zna te badania.  A Pani bardziej żyje przeszłością, teraźniejszością czy przyszłością?

AM. Lubi
ę historię i jej wpływ na teraźniejszość, niedoceniany, bo chowani jesteśmy w w wierze w nieograniczony możliwości dowolnego kształtowania swojego losu. Przyszłością raczej się nie zajmuje, przekracza moją wyobraźnię. A dzień dzisiejszy jest tak naprawdę jedynym, który realnie mamy. Więc staram się go spożytkować jak najlepiej. 
        LZ. David  z powieści potrafi 'wszystko, co praktyczne (...) Polować, podkuć konia, podzelować buty, szyć, gotować, sporządzać podstawowe leki - w myślach dodał jeszcze: 'sporządzać fałszywe dokumenty i trucizny'. '.(str. 201).  Ceni Pani takich właśnie mężczyzn? 

     AM. Bardzo. W ogóle cenię ludzi potrafiących robić, wykonywać, sprawiać. Jako typowy mol książkowy i posiadaczka dość mglistych talentów , podziwiam i szczerze zazdroszczę ludziom umiejętności tworzenia rzeczy konkretnych. Mebli, biżuterii, ubrań etc. Robi na mnie wrażenie zdolność przetrwania poza cywilizacją, znajomość tzw. dzikich roślin (praktyczna!), samodzielne sporządzanie leków. Myślę, że lista byłaby dużo dłuższa ale nie będę zanudzać
 

       LZ. Czy lubi Pani nowinki technologiczne? 

      AM. Uwielbiam! Kocham sieć, książki elektroniczne i wszelkie gadżety.
            LZ.  Czytnik  Pani posiada?
 
AM. Oczywi
ście. Kindle
       LZ. Jak duża jest Pani biblioteczka?

Na moją prośbę biblioteczka autorki ;)

AM. Nie liczy
łam. Sporo książek oddałam ostatnio do biblioteki, domu dziecka oraz po prostu rodzinie i znajomym. Staram się oczyszczać życie i dom z rzeczy niepotrzebnych. Zajmujących przestrzeń wokół i w mózgu. Zabierających czas, bo przecież trzeba sprzątać, dbać o nie, układać. Najtrudniej pozbyć się książek ale mam taki żelazny zestaw, nie do ruszenia. To byłby mniej więcej jeden duży regał. W sumie jakieś 100 książek?


         LZ. To bardzo niewiele, więc zakładam, że Pani starannie dobiera książki. Na jakiich zasadach to się odbywa? A pozostałe książki, które Pani czyta, wypożycza Pani z biblioteki czy kupuje ebooki?

AM. Te sto, to zestaw którego nie potrafiłabym się pozbyć. Oczywiście jest więcej ale staram się ograniczyć ilość książek, które zajmują nam sporo przestrzeni życiowej. Te mniej niezbędne oddaję, przychodzą nowe. Staram się, żeby był jakiś obieg , jakieś życie w księgozbiorze:-) Proszę pamiętać, że jeszcze każde z czworga dzieci coś dorzuca.


         LZMa Pani dzieci, więc może poradzić, jak wcześnie można dziecku kupić czytnik do książek? Czy taki gadżet jest w ogóle potrzebny młodym? Czy może to zwiększyć u nich pasję czytania? 

       AM. Trudna kwestia, generalnie jak najpóźniej ze względu na uatrakcyjnienie takich książek linkami, muzyką, zdjęciami etc. Ale jeden z moich synów zaczął naprawdę czytać właśnie na Kindlu. Może dlatego, że byliśmy w podróży i po prostu to była jedyna opcja. Nie miał wyjścia.
1     LZ.    Jakie ma Pani plany pisarskie na najbliższy czas?
 
AM. Mam dwie ksi
ążki chodzące za mną i na zmianę domagające się napisania. Skrobię i tu i tu. Co z tego wyniknie i kiedynie wiem. Uważam, że nie powinno się o tym mówić, póki książka nie jest skończona. 
     LZ.   Wymarzone wakacje jak mają wyglądać?

     AM. Miasto, najlepiej duże i stare. Mieszkam w lesie, prawie codziennie jestem na spacerze z psem znów w lesie, więc wakacje to dla mnie wyjazd w miejsce, gdzie mogę nakarmić wyobraźnię. Potrzebuję do tego przedmiotów (najlepiej starych), historii, ciekawych ludzi. Odmiennych niż na co dzień. Wiem, że życie jest tu, na miejscu  ale zawsze ciągnęło mnie do innego. Wychodzenie z codziennych układów, schematów reakcji międzyludzkich, oglądanie innych krajobrazów i miast, porozumiewanie się w obcych językach uruchamia w człowieku nowe obszary. To jak z pójściem na nietypową gimnastykę. Nagle odkrywamy mięśnie, o których istnieniu nie wiedzieliśmy. 

Bardzo dziękuję za rozmowę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...