czwartek, 27 lipca 2017

DLaczemu ciąg dlaszy pt. 'Połącz kropki' - kropkowanka ze zwierzątkami



 Dzień dobry,
Dziś prezentuję Wam kolejną rzecz od Dlaczegomu. Jest to kolorowanka kropkowanka. Wygląda tak:

 Oto link do strony:

 Jest to kolorowanka ze zwierzątkami, zawierająca 45 rysunków, które najpierw trzeba obrysować. Potem koloruje się dużymi plamami. Jest to więc opcja dla nudzących się dzieci, które nie lubią drobnych kwiatków z kolorowanek odstresowujących. Mam nadzieję, ze przypadnie do gustu dzieciom brata, choć póki co kolorowanka zaciekawiła bratańca, bo zawiera cyfry.
 Wygląda tak:




 Za książkę dziękuję wydawnictwu:


środa, 26 lipca 2017

'Dlaczemru' - kotes od wydawnictwa Dlaczemu

Dzień dobry,
Wczoraj prezentowałam Wam książkę o pomysłach dla domu, prezent od Dlaczemu. Dziś opiszę Wam Kotes. Kotes zachwycił moją bratanicę. To trochę zeszyt, trochę album, a na pewno coś przeuroczego, z czym nie zechcę się rozstać. Wydawnictwo nazwało go 'Dlaczemru'. Oto link do strony:
 Kartki są twarde, kotki śliczne, cytaty mądre. Wydawca pisze, że kotes powstał przy współpracy z Fundacją KOT i ma na celu popularyzować adopcję podopiecznych Fundacji. Dodatkowo każdy może spersonalizować kotes dodając na jego pierwszą stronę zdjęcie własnego mruczka. Znajdziecie w nim również kocie sentencję, oraz śmieszne rysunki.
Jeszcze nie wiem do czego mi ten Kotes posłuży, czy do przepisów, czy na złote myśli. Może jako książka cytatów. Nie wiem jeszcze. Ale to urocze cacko. Może nic nie będę w nim pisać, tylko będę  co jakiś czas w niego się wpatrywać, bo te kotki są przeurocze. Oto fotografie wybranych stron:
Zdjęcia wysłane mi przez wydawcę

Zdjęcia wysłane mi przez wydawcę

Zdjęcia wysłane mi przez wydawcę

Zdjęcia wysłane mi przez wydawcę
Zdjęcia moje



Awiolu, patrząc na ten cytat, pomyślałam o Tobie ;)




Pozdrawiam,
Iza Łęcka-Wokulska
Za kotes dziękuję

wtorek, 25 lipca 2017

Patrycja Malitka 'Wymysły Malitki DIY' - książka z pomysłami dla lubiących majsterkowanie i rękodzieło

Wczoraj napisałam Wam o nowym wydawnictwie Dlaczemu i o pace od tego wydawnictwa. Prezentację cudeniek rozpocznę od książki, która zachwyciła moje otoczenie i do której już utworzyła się kolejka. Książka jest przepięknie wydana, bardzo kolorowa i przejrzysta. To zbiór 46 pomysłów na ozdoby do domu, dekoracji i upominków. Przekrój jest spory, bo są tam i pomysły na świece, na wieniec, na stolik szachowy i na lampę. 
Owo DIY w tytule to skrót od 'do it yourself'. Mamy pełne opisy wykonania przedmiotów. Ja jestem nieuzdolniona manualnie, ale i ja znalazłam coś dla siebie, pomysły, które mogłabym wykonać sama. I taki mam plan. 
Autorka książki, jak pisze wydawca, jest założycielką bloga Wymysły Malitki, na którym już od lat publikuje swoje pomysły na upiększanie naszych domów, mieszkań i ogrodów. Poradnik, o którym
właśnie czytacie jest spełnieniem marzenia Autorki o popularyzowaniu idei zrób to sam i namawiania coraz większej liczby osób do tworzenia nietuzinkowych i oryginalnych
dekoracji, które zmieniają  wnętrza na bardziej niebanalne i indywidualne. 

Poniżej prezentuję zdjęcia z książki:








Sfotografowałam  przedmioty, które mnie najbardziej zaciekawiły. Są też i inne. Ważne jest to, że projekty są różnorodne na tyle, że cała rodzina może je tworzyć i że opis ich produkcji jest wyszczególniony dokładnie i krok po kroku tak, aby i tacy debiutanci jak ja mogli to stworzyć. A zaznaczam, że mam problemy z czytaniem instrukcji. Tutaj zamierzam się porywać na robienie tego. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Dlaczemu;
 

poniedziałek, 24 lipca 2017

Nowe wydawnictwo Dlaczemu. Co oferują?

Dzień dobry,
Chciałam Was zachęcić do zwrócenia uwagi na nowe wydawnictwo:

Ich strona internetowa to:

http://dlaczemu.com/

Oto co piszą o sobie:

W zeszłym tygodniu wydawnictwo to zwróciło się do mnie z ofertą. Zgodziłam się na współpracę i w rezultacie otrzymałam tę oto pakę:

 Będę Wam ją opisywać w następnych postach....

Życzę Wam miłego dnia,
Iza

ps. Mam od 3 tygodni problemy z internetem, więc przepraszam za problemy. Dobrze, że mogę publikować posty, bo facebook, youtube i nawet OLX to jedynie tabula rasa.

sobota, 22 lipca 2017

Po co do księgarni? Manie i fobie mola książkowego.

Dzień dobry,
Dziś miał być post o czymś innym, ale będzie o księgarniach.
Znalezione obrazy dla zapytania Księgarnia demoty
Źródło: http://www.blasty.pl/tag/ksiegarnia
http://demotywatory.pl/uploads/201110/1317556147_by_Luelos_600.jpg
Źródło: http://demotywatory.pl/uploads/201110/1317556147_by_Luelos_600.jpg

Jak to jest u Was?Kupujecie w księgarniach stacjonarnych czy internetowych? Lubicie buszować po księgarniach? Jak często?
U mnie jest tak, że uwielbiam chodzić do księgarń, choć na masowe kupowanie książek nie mogę sobie pozwolić. Robię to raz na jakiś czas i jest to dla mnie wielkie święto. Święto to zrobiłam sobie w minioną środę. Było fajnie, bo wypatrzyłam 'Hygge'.Ale poobgłaskiwałam wszystkie książki w Martasie, jakie mi wpadły w oko. Zastanawiam się, czy to normalne? Chodzić po księgarni i głaskać książki? 
Albo mam w sobie coś z dziecka. 
Podobny obraz
Zdjęcie pochodzi z bloga: http://testowanenadzieciach.blogspot.com/2014/02/od-macania-do-czytania.html
Poobwąchiwałam 'Słowika', Ferrante, 'Małe życie', 'Dygot' (za 9,99 w Biedronce;))'Hygge', 'Balią przez Amazonkę', 'Jedno życie. Inferno'.Było fajnie.
Pozdrawiam,
Mam nadzieję, że się podzielicie wrażeniami, bo mało dyskusji jest na moim blogu i winię za to siebie.
Iza


piątek, 21 lipca 2017

Garść poezji: Julia Hartwig

Dzień dobry,
Niedawno zmarła Julia Hartwig. Nazwisko jest mi znane. W internecie piszą, że poetka wniosła wiele do  polskiej poezji. A ja przez wszystkie szczeble edukacji polonistycznej nie omawiałam ani jednego jej wiersza! Nawet na polonistyce nie mieliśmy jej na liście lektur. Dopiero w Gazecie Wyborczej albo Polityce natknęłam się na wywiad z nią.  
Więc postanowiłam poszukać jakiegoś jej wiersza, który mną poruszy. I znalazłam ten, o trudnej nadziei, radości, w której tkwi smutek. Jednym słowem oddaje moje nastroje. Ilustracją będą moje dwa zdjęcia.

Julia Hartwig 'Aleja'

 
Rudość zakrada się jak kot
powoli niebo wdziera się między liście
posągi chwytają się za głowę
teatralnym gestem
Dzień znów się stroi w suknie z ubiegłego roku
to wdzięk który minie
ciche fontanny brzóz szepczą pożegnalne słowa 

A na koniec demotywator znaleziony w Internecie:
źródło:http://m.demotywatory.pl/4782093
:
i ten:
źródło: http://m.demotywatory.pl/4703888
 

czwartek, 20 lipca 2017

Dwa nadmorskie zaproszenia i tłumaczę się z braku postów

 Zaproszenie na Hel:
Zapraszają:

Burmistrz Helu
Zespół ds. promocji miasta Helu
Iwona Paulewicz



Zaproszenie do Gdyni w związku z planowaną premierą trzeciej części gdyńskiej trylogii. Ja już czekam:
 Zapraszam w imieniu organizatorów obu wydarzeń.
A ja, gdyby ktoś się zastanawiam dlaczego nie dodaję nowych postów, to informuję, że intensywnie słucham książki o Hitlerze:
Znalezione obrazy dla zapytania hitler studium tyranii czyta ksawery Jasieński


Dosyć jest to czasochłonne, gdyż trwa prawie 40 godzin, ale niesamowicie ciekawe.A następne książki już czekają na czytanie.
Pozdrawiam,
Iza Łęcka-Wokulska


wtorek, 18 lipca 2017

Katarzyna Enerlich 'Wiatr od jezior' - polscy mormoni, przeszłość i zło w teraźniejszości, które sięga korzeniami w przeszłość

Chyba każdy kojarzy tę pisarkę w związku z cyklem o 'Prowincji pełnej czegoś'. Mnie autorka urzekła w zeszłym roku książką o mazurskich staroobrzędowcach 'Rzeka ludzi osobnych'. W tym roku skusiłam się na polskich mormonów. Książka ukazała się miesiąc temu, 14 czerwca 2017 roku w wydawnictwie MG. 
Usiadłam do jej czytania i nie mogłam się oderwać. Historia opisana w powieści urzeka i ciekawi. Trudne sprawy, ale opisane tak, że chce się czytać.
Fabuła powieści rozgrywa się w dwóch planach czasowych, przed wojną, w latach 1922 do roku 1946 i współcześnie, ale też w innych czasach, bo w epoce raczkującego internetu i raczkującej fotografii cyfrowej, czyli w roku 1998 i 1999. 
 Mamy miejsce akcji, które na skutek zawirowań historii  zmieniło nazwę i  mieszkańców. Selbongen, wioska, w której rozgrywa się przedwojenna cześć powieści, po wojnie stała się Zewłągami. W Selbongen  mieszkali polscy mormoni, w tym rodzina Bajohrów. W okolicy już współcześnie, czyli w latach 1998, zostają odnalezione całopalne ofiary ze zwierząt. Ponadto w swoim mieszkaniu zostaje znaleziona martwa młoda bibliotekarka, Marta, przyjaciółka dziennikarki głosu Mrągowa Anny Sołowieckiej. Anna interesuje się obiema sprawami, jedną zawodowo, a drugą prywatnie. Obie prowadzą do Zewłąg i do mormonów. 

Autorka pokazała bardzo ciekawe postaci, którym historia wykoślawiła życie. Ciekawe jest w książce to sięgnięcie do czasów pruskich, bo okazuje się, że nic nie jest czarno-białe. Przykładem kobiety skrzywdzonej jest pani Agata Bajohr, która nie opuściła wioski. Gwałt, odejście wszystkich, których znała, śmierć syna pokazują, że dawni mieszkańcy tych terenów nie byli źli, że skrzywdzono ich tak samo, jak i innych. W powieści istnieje i działa zło i fanatyzm i to zło przenosi się przez pokolenia. Zło to ma źródło w przeszłości, ale wpływa na teraźniejszość. Anna poszukuje i stopniowo odkrywa tajemnice, które miały być skrywane głęboko. 
Ważne i mądre w tej książce jest to, że zło nie wynika z wyznawanej religii, ale z tego, jakim się jest człowiekiem. 
Jest to literatura popularna, ale w dobrym stylu, świetnie napisana i umiejętnie operująca tajemnicą i emocjami. Jestem zapaloną czytelniczką takich książek i będę czekać na następne powieści pani Enerlich. 
8 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:
uc?export=download&id=0B_-TXCvN-hX-N

poniedziałek, 17 lipca 2017

Catherine Poulain 'Wielki marynarz' - marzenia mamy rozmaite, ale chodzi o to, żeby je spełniać

RECENZJA PREMIEROWA
Książka ukazała się 6 lipca 2017 roku w Wydawnictwie Literackim. Już tytuł i okładka zapowiadają intensywną lekturę, bo jak wiadomo morze jest szerokie i głębokie. Książka otrzymała nominację do Nagrody Goncourtów i 8 innych nagród. 
Już to mnie zastanowiło, bo zauważyłam, że do tej nagrody nominuje się dosyć ciekawe książki i nie zawsze oczywiste. Może to wynika z kondycji literatury europejskiej, która w dużej części współcześnie jest odzwierciedleniem kryzysu tożsamości.  
Taka jest książka Catherine Poulain, jej debiut książkowy,. 
Znalezione obrazy dla zapytania Catherine Poulain
Autorka, źródło zdjęcia: http://www.atlas-citl.org/une-voix-a-traduire-23-rencontre-avec-catherine-poulain/
Autorka urodziła się w 1960 roku na Prowansji i przez swoje życie parała się rozmaitymi niekobiecymi zawodami w dziwnych miejscach, takimi jak praca w wytwórni konserw rybnych na Islandii, bar w Hongkongu, zbiór jabłek, produkcja syropu klonowego w Kanadzie i 10 lat na kutrach rybackich na Alasce, nim w 2003 roku urząd imigracyjny odesłał ją do Francji. Dziś pracuje dorywczo przy winobraniach w Médoc i na alpejskich łąkach wypasa stado 700 owiec. 
Już to pokazuje ciągotki autorki do ucieczki z pięknych miejsc w brzydotę, ze słońca w ponurość. Ale nie śmiem wcielać się w role psychoanalityka. Jedynie zastanawiam się nad tym fenomenem.  
Bohaterka książki ma imię inne niż autorka, ale jej kreacja literacka przez wszystkich czytelników jest utożsamiana z autorką, a książka określana jako autobiograficzna. 
Książka zachwyciła mnie literacko, bo to dobry kawał literatury, ale odstraszała mnie w sensie obrazów jakie opisuje. Już wyjaśniam. Książka jest opowiadaniem o kobiecie, która postanowiła zostać marynarzem (marynarką?) na Alasce i przez całą książkę doskonali się w tym trudnym zawodzie. Jednocześnie, w bardzo subtelny sposób narratorka ukazuje swoje stany psychiczne. Są one autodestrukcyjne i nie jest to mój osąd, wynikający z oceny jej zachowania i decyzji, ale wypowiedzi narratorki i głównej bohaterki. Oto przykład:
 'Usiadłam pod dźwigiem i długo wpatrywałam się w horyzont. Przyszło mi do głowy, że gdzieś za tym błękitem, w głębszym, hałaśliwszym i bardziej rozkołysanym błękicie znajduje się czarny statek z cienkim pomarańczowym paskiem, który posuwa się naprzód. I że poznałam, co to jest najwyższe szczęście, najpiękniejsza gorączka i największy możliwy wysiłek (...) Byłam w tej podróży, ale wypadłam po drodze. Wróciłam do miałkiego świata, w którym wszystko się rozpada i wszystko jest pozbawione sensu" (str. 95). 
 Wbrew temu, co się wydaje, narratorka nie obnaża się w zupełności. Poczucie bezsensu życia wynika z treści pośrednio, nie wprost, ale wynika. Narratorka zdaje się poszukiwać sensu życia, a nawet uciekać przed rozpadem świata. Działanie i wysiłek fizyczny zdają się jej jedynym gwarantem trwania. Poza tym, w tym zostaniu marynarzem narratorka zdaje się odnajdywać potwierdzenie swojej wartości i swojej kobiecości. I to mi się wydało dziwne, bo potwierdzenie  kobiecości szuka ona w facetach twardych, spoconych, często pijących, spragnionych jakiejkolwiek kobiety. Nie mnie sądzić, ale te obrazy kojarzyły mi się z menelami z mojej okolicy, a te obrazy erotyczne były dla mnie dosyć niesmaczne (np. strona 242). Poza tym narratorka poddaje się ulegle facetowi, wciela się w rolę zmuszanej do intymności. Z drugiej strony fakt, że facet uczepił się jej jak gąbka spragniona wody, sprawia jej satysfakcję. Jednym słowem opisy erotyczne czytałam z zażenowaniem. Ale doskonale opisują one depresję i bezskuteczne łaknienie potwierdzenia wartości przez narratorkę, czego cała książka jest wyrazem. Z narracji wywnioskowałam, że główna bohaterka może ucieka przez jakimiś potwornymi przeżyciami, stąd jej dziwne lgnięcie do niewyżytych rybaków. Lili łazi po najgorszych spelunkach, szuka jakichś brudnych legowisk na randkę. Ale każdy szuka miłości.
Formalnie książka napisana jest znakomicie, na wysokim poziomie, o czym świadczy spójność treści z narracją, ale staram się zrozumieć wybór tych Goncourtów do nagrody. Może chodziło im o feminizm, że kobieta też potrafi wykonywać zawód tzw. męski. Na mnie to nie zrobiło wrażenia, bo wywodzę się ze środowiska rolniczego, gdzie trzeba było ciężko pracować. Poza tym praca rolnika, przynajmniej kiedyś, bo obecnie można ją tak zmechanizować, że nie będzie się już tak harować, ale praca rolnika polega na monotonnym robieniu czegoś cały dzień. Bohaterka książki, Lili, całymi dniami oprawia ryby, pilnuje swojego fragmentu kutra itd. Szanuję ją, że dawała radę, ale kompletnie nie rozumiem tego marzenia. Rozumiem, że takie marzenie stoi na  przeciwległym biegunie marzeń większości kobiet i kobietek, marzących o byciu modelką, ale jednak marzenie o pracy wśród chłodu, zimna i wśród znudzonych życiem facetów, uciekających w alkohol i ucieczka z tej słonecznej Prowansji jest dziwna. Mój podziw dla bohaterki był połowiczny, bo przeważało w nim zdziwienie, że można dobrowolnie, bez przymusu i nie będąc zesłanym wyrokiem niezależnego sądu, a przynaglonym łańcuchami na nogach, chcieć pracować z brudnymi, podstarzałymi facetami i łowić kraby oraz halibuty w zimnych morzach. To że dobrowolnie zgodziła się na seks w takich melinach też było dla mnie dziwne. Wybranek sprawiał na mnie wrażenia desperata szukającego kogokolwiek i to w dodatku działającego jak robot. Seks śmierdzących rybaków nie był dla mnie najpiękniejszą sceną erotyczną w literaturze. Był turpistyczny, zachwalający brzydotę, bo brzydota wyciekała z każdej sceny książki, smutek, szarość, zimno i brzydota. Grupka ludzi niechcianych przez słoneczną część świata, szukający pocieszenia w swoich ramionach. Smutne, ale Lili pojechała tam dobrowolnie. Ze wszystkich miejsc na świecie, gdzie kursują autobusy, ona wybrała właśnie ten zapomniany prze Boga i ludzi zakątek. I tego nie rozumiem. To tak jakby uciekać z ładnego domu do slumsów. Można i się zdarza, ale zawsze jest ku temu poważny powód. Jest to jakiś wyraz duszy człowieka i może nawet zawoalowana forma autodestrukcji, którą autorka oddała znakomicie i nie wprost, ale jeśli jury europejskie wybrało taką książkę jako reprezentanta duszy Europejek, to boję się o Europejki.
Książce daję 8 gwiazdek i życzę Lili, żeby wróciła w słoneczne krainy i zamarzyła o byciu nurkiem na Wielkiej Rafie Koralowej na wodach Australii. Przynajmniej będzie miała ładnie i ciepło. 
Za książki dziękuję  Wydawnictwu Literackiemu:


 

sobota, 15 lipca 2017

Jaume Cabré 'Agonia dźwięków' - istota religijności a instytucje. Co z tego zostaje?

Kolejna powieść mistrza z Katalonii ukazała się w wydawnictwie Marginesy 10 maja 2017 roku. W Polsce jest więc piątą książką. Oryginalnie 'Agonia dźwięków' jest pierwszą z tych powieści, z 1984 roku. 
Oto notatka z Wikipedii na ten temat:
  • Galceran, l’heroi de la guerra negra (Ed. Proa, Barcelona).
  • Carn d’olla. (Ed. Moll. Majorca, 1978). Ed. Proa, B 1999).
  • El mirall i l’ombra (Ed. Laia. Barcelona, 1980).
  • La teranyina (Edicions Proa, Barcelona, 1984).
  • Fra Junoy o l’agonia dels sons (polski tytuł Agonia dźwięków) (Ed. 62, B. 1984) Ed. Proa, B. 1998.
  • Senyoria (polski tytuł Jaśnie pan) (1991) (Editorial Proa, Barcelona).
  • El llibre de Feixes (La trilogia de Feixes) (Ed. Proa. Barcelona, 1996).
  • L’ombra de l’eunuc (polski tytuł Cień eunucha) (Ed. Proa. Barcelona, 1996).
  • Les veus del Pamano (polski tytuł Głosy Pamano) (Ed. Proa. Barcelona, 2004).
  • Jo confesso (polski tytuł Wyznaję) (Ed. Proa. Barcelona, 2011).
http://static.prsa.pl/images/d6a6a7f4-f77d-4416-9e3b-3bc3725d8be6.jpg
Jaume Cabré, źródło zdjęcia: http://www.polskieradio.pl/9/874/Artykul/898465,Jaume-Cabr%C3%A9-zlo-mnie-przejmuje-i-niepokoi

 Dodam, że jest to mój ulubiony pisarz. Według mnie jeśli chodzi o literatury narodowe to właśnie pisarstwo katalońskie i hiszpańskie wraz z tym całym bagażem historycznym, jest bardzo podobne do polskiego. Kręgi zainteresowań twórczości Jaume Cabré to pytania o zło w świecie i w człowieku, to historia i władza oraz wpływ tego na człowieka. W poprzednich książkach, które czytałam, czyli 'Wyznaję', 'Głosy Pamano', 'Cień eunucha', autor zahacza o dyktaturę generała Franco, pokazując wpływ władzy na człowieka, jego demoralizację w obliczu władzy i rozpad relacji międzyludzkich. Byłam więc pewna, że i teraz będzie o tym. A tymczasem nie! Powieść 'Agonia dźwięków' traktuje na temat religii i jej instytucji.
Fabuła została poprowadzona dwutorowo: z jednej strony opowiada o pobycie franciszkanina Junoy'a w warownym klasztorze La Ràpita, siedzibie mniszek klauzurowych, a z drugiej strony opisuje proces o herezję przed sądem diecezjalnym, co podkreśla kontrast pomiędzy chorą ortodoksyjnością klasztoru, a laickim praktycyzmem kurii biskupiej. W tym wszystkim prawdziwa religijność, istota wiary, ujawnia się jedynie pod koniec, w duszy brata Junoy'a, gdy to odbywa on walkę wewnętrzną, troszkę w duchu Dostojewskiego. 
Powieść została napisana przepięknym językiem, genialnie i oryginalnie. Czytałam ją z zapartym tchem i uważam, że jest jedną z najlepszych książek tego pisarza, obok 'Wyznaję'. Właściwie, wszystkie postacie powieści są bardzo charakterystyczne, a zarazem tragiczne. Oś dramatyzmu i przyczyną nieszczęść jest szalona i bardzo uparta oraz lubiąca stawiać na swoim, według mnie, przeorysza Dorotea. Niszczy ona życie dwóch nowicjuszek oraz biednego brata Junoy'a. Junoy'owi współczułam, bo rozumiem pasję człowieka, bez której życie nie ma sensu. On uwielbiał muzykę, a gdy ją go pozbawiono, stracił sens życia. Powieść Cabré ma jednak wymowę głębszą. Autorowi udało się bowiem pokazać hipokryzję i bezsens instytucji kościelnych, gdy formy przysłaniają człowieka. Oba bieguny są złe, co pokazuje fabuła. Z jednej strony bowiem mamy klasztor kontemplacyjny, w którym mniszki są poddawane bezwzględnemu reżimowi. Teściowa przy nim i więzienie to pestka. W zasadzie klasztor ten jest prywatnym folwarkiem przeoryszy, której sensem życia jest bycie panią umysłu, woli i ciał podopiecznych. Nawet naiwną siostrę Clarę pobyt tam wyzbywa z wiary, z którą przyszła. Z drugiej strony mamy kurię biskupią i całą machinę do walki z herezją. A poza tym kuria jest bardzo wydajną ekonomicznie firmą, zarządzaną przez sprawnego menadżera. Wszyscy po kolei są tam ludźmi praktycznymi, którzy świetnie zdają sobie sprawę z absurdalności tak ostrego rygoru w klasztorze, a jednak w sporze przeoryszy ze spowiednikiem poparli reguły i absurd. Pytanie do czytelnika, jakie mi się wyłoniło po lekturze, było takie, że jaki jest sens tego? Jakie były motywy postępowania postaci? Co konkretne wybory im dały? I że brat Junoy był idealistą, a idealiści zawsze ponosili klęskę. Zresztą, powieści Cabré zawsze są tragiczne i w tym tkwi ich piękno.
Podsumowując, to przepiękna powieść, mistrzowska. Jestem nią zachwycona.
Daję jej 10 gwiazdek.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo Marginesy logo




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...