piątek, 29 grudnia 2017

Magdalena Kordel 'Wymarzony dom' - początek serii Malownicze

Okładka książki Wymarzony dom Książki z tej serii czytałam od drugiego tomu, ten pierwszy jest dla mnie ostatni spośród wszystkich dotychczas napisanych.

https://s.znak.com.pl/files/persons/front/Magdalena_KordelbyAdam_Golec8129.jpg
Autorka, źródło zdjęcia: https://www.znak.com.pl/autor/Magdalena-Kordel
Spotkanie z tą autorką nastąpiło za sprawą konkursu na LubimyCzytać i tak się składało, że 3 tomy z tej serii wygrywałam. Poza tym pierwszym, bo jakoś się nie złożyło. 
Źródło: blog autorki: http://magdalenakordel.blogspot.com/p/seria-maownicze-kolejnosc-czytania.html

 Oto moje recenzje:

  Magdalena Kordel 'Tajemnica bzów'  

  Magdalena Kordel 'Wymarzony czas' 

 Magdalena Kordel 'Nadzieje i marzenia'


Odłożyłam sobie jej lekturę na  ten świąteczny czas. Po fajnej, ale kilkudniowej lekturze 'Smażonych zielonych pomidorów' i w sumie znudzeniu opowiadaniami świątecznymi, o czym pisałam wczoraj, siadłam - z kwaśna miną, do tej niewątpliwie kobiecej książki i wsiąkłam. Musiałam przerwać czytanie i iść spać, ale wolałabym nie przerywać. Gdy dostałam w ręce 'Wymarzony czas' to się zastanowiłam. No bo jeśli takie szanowane wydawnictwo jak Znak drukuje obyczajówkę kobiecą to musi być ku temu powód, nie tylko taki, że ludzie to czytają. I powiem wam, że jak się zaczyna czytać te książki, to człowiek rozumie dlaczego Znak drukuje książki pani Kordel. BO TO książki, które czyta się jednym tchem, książki z nurtu obyczajowego, ale ciepłe i mądre. Tutaj w 'Wymarzonym domu' zaczyna się jak w wielu innych powieściach kobiecych. Kobieta rozstaje się z facetem i jedzie na prowincję. Ale potem jest już inaczej, bo Madeline, Magda, nie skupia się na swoich smutkach, ale próbuje widzieć to, co się dzieje wokół. A dzieją się rozmaite tragedie, takie jak sprawa dziewczynek czy zadawnione sprawy sąsiadki, pani Krysi. 
Dialogi są naturalne i pełne humoru, a postacie przekomiczne równoważą te złe, smutne. Książkę czyta się naprawdę jednym tchem. W każdym razie ja czytałam ją jednym tchem i o ile przy pierwszym tomie sama się sobie dziwiłam, to przy kolejnym daję jej już bez wyrzutów sumienia 8 gwiazdek. 

czwartek, 28 grudnia 2017

'Siedem życzeń' - zbiór opowiadań świątecznych

Dzień dobry,
Dziś przychodzę do Was z moją bardzo subiektywną analizą książki świątecznej. Co roku jest ich kilka w tym okresie. Ta była hitem zeszłego bożego Narodzenia. Napiszę Wam jak to jest, gdy osoba taka jak ja, która raczej  nie czyta obyczajówek spotka się z miksem tego gatunku. Oto ta książka:
Podobny obraz
Źródło zdjęcia: empik.com
Wygląda jak z pocztówki. 
Autorzy wymienieni na okładce są autorami kolejnych opowiadań.
Nie chcę wypowiadać definitywnych sądów, ale nie przeczytałam jej od deski do deski. Właściwie to zaciekawiły mnie dwa ostatnie opowiadania i je przeczytałam. Jedno o lekarce, która Wigilię spędza w szpitalu, podczas gdy jej mąż u mamusi (Ałbeny Grabowskiej, której książki chcę przeczytać od jakiegoś czasu), a drugie o kobiecie, która 'wcina się' w życie żonatego mężczyzny i w sumie święta spędza w zaspie (Magdaleny Witkiewicz). Życiowe problemy, cudowne zbiegi okoliczności, książka tzw. kobieca.
Te dwa opowiadania by mi wystarczyły, bo zaspokoiły moją świąteczną potrzebę magii. A resztę sobie darowałam. Nazwisko Kalicińska mnie przestraszyło, bo 'Dom nad rozlewiskiem' mnie zanudził. Aż dzw, że zrobiono z niej ładny i ciekawy film. Pierwsze opowiadanie zaczyna się od przydługawej opowieści o robieniu pierogów.Nie powiem kto to napisał, bo nie pamiętam.  Na to trzeba mieć czas, znaczy się na czytanie o takich zwykłych sprawach, co nic nie wnosi do życia. A że akurat robię identyczne pierogi, więc szkoda czasu. A na mnie 'Ogród ciemności' Lema czeka, więc nie mam czasu na przeciętne książki.
Ale dla miłośników obyczajówek książka byłaby ciekawa. Tak jak mówię, jakbym nie miała ciekawszych, to i ta by mi się spodobała. Ale mam, więc wykasowałam bez żalu. W zniesmaczeniu pożegnałam się też z antologią 'Podaruj mi miłość'. 
Oto grafika z internetu:
Znalezione obrazy dla zapytania siedem życzeń książka
Źródło: http://www.blaskksiazek.pl/2015/12/top-12-ksiazek-idealnych-na-swieta.html
 Wynika z tego, że mam dość cichych, głośnych, śnieżnych i nieśnieżnych. Idę umyć samochód, bo brudny. 

'Siedem życzeń' dostaje 5 gwiazdek, czyli dużo jak na książkę, której w całości nie przeczytałam.

środa, 27 grudnia 2017

Fannie Flagg 'Smażone zielone pomidory' - powieść z duszą

Okładka książki Smażone zielone pomidorySpośród autorek tzw. kobiecych, Fannie Flagg pokochałam czytając książkę 'Boże Narodzenie w Lost River', bo opowiada o prawdziwych ludziach, realnych problemach. 'Smażone zielone pomidory' zachwalano mi już niejednokrotnie, aż wreszcie postanowiłam znaleźć na nią czas w Boże Narodzenie. 
Może opowiem o tej książce i autorce. Fannie Flagg to pseudonim. Naprawdę autorka nazywa się  Patricia Neal, a to jest jej biogram z Wikipedii: ur. 21 września 1944 w Birmingham w Alabamie – amerykańska pisarka i aktorka. Zaczęła pisać i produkować programy telewizyjne w wieku dziewiętnastu lat, a następnie dała się poznać jako aktorka, scenarzystka i powieściopisarka.
Ilustracja
Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Fannie_Flagg
 Smażone zielone pomidory (Fried Green Tomatoes at the Whistle Stop Cafe) to jej druga książka, pochodząca z roku 1987.
'Smażone zielone pomidory' jest powieścią obyczajową, ale jej czar polega na atmosferze książki, na pokazaniu prawdziwych problemów, ludzi z wadami i odczuwającymi żal za straconym życiem, jakiś niedosyt. Tak było w 'Bożym Narodzeniu w Lost River' i tak jest tu. Nadzieja na zmiany się pojawia już w 'drugiej połowie' życia, a wynika ze spotkań z inspirującymi ludźmi. Miejscem akcji jest prowincja i południe Ameryki. Tutaj mamy kilka planów czasowych. JEdnym są lata osiemdziesiąte i dom starców, a drugim różne chwile z życia mieszkańców małej miejscowości Whistle Stop, o której wspomina starsza pani zamieszkująca dom starców. Opowiada o tym wszystkim Evelyn, która tam przychodzi, też borykającej się z niespełnionym życiem, nadchodzącą starością, zmianami tempa życia dookoła itd. Starsza pani wspomina Alabamę swojej młodości, czasy Ku Klux Klanu i kryzysu, innej obyczajowości oraz problemów, z jakimi zmierzali się jej bliscy. Bohaterem zbiorowym jest cała miejscowość Whistle Stop. Ludzie ci zmierzali się z tragediami i radościami, miłością i nienawiścią, chorobą i nadzieją, tajemnicami o wszystkim co może spotkać ludzi w małej miejscowości.Przez całą książkę zdążyłam się przywiązać do Kikutka, Idgie, Ruth, Wielkiego George'a i innych. Stany w książce Fannie Flagg nie są sielanką. Są pełne rasizmu, biedy, przemocy, ale i przyjaźni i nadziei na to, że można wziąć życie w swoje ręce i w każdym okresie życia zrobić coś dla siebie, jak ta Evelyn. 
Podsumowując, sama nie wiem za co, ale pokochałam tę książkę i daję jej 7 gwiazdek. 



piątek, 22 grudnia 2017

François Rabelais 'Gargantua i Pantagruel – księga I, II, III' - czyli beczka śmiechu

Z 'Gargantuą i Pantagruelem' było tak, że  panowałam to przeczytać już wieki temu, gdy usłyszałam ten dziwaczny i trudny do zapamiętania tytuł. Dodam, że nie mieliśmy tego w lekturach i całe szczęście, bo nie wyobrażam sobie, żeby licealista przedarł się przez ten archaiczny język. 
Książkę na polski przetłumaczył sam Boy-Żeleński i opatrzył ją mówiącą wiele przedmową, z której dowiedziałam się wszystkiego o autorze i książce. Wychodzi na to, że Rabelais napisał swoje dzieło wcześniej niż nasz Jan Kochanowski swoje utwory. A przecież to powieść! Takie angielski Swift i inni pisali stulecie później..... Kiedyś czytałam sobie starsze utwory z literatury francuskiej i wychodziło mi, że to co je łączy, to jedzenie i radość życia wbrew ideom. To literatura bliska człowiekowi. Rabelais był bardzo bliski człowiekowi. Mnich i lekarz, ciągle na granicy herezji, ale zawsze wychodzący cało z opresji. Napisał bardzo renesansową książkę, a raczej książki. Oto przykład treści:

Książka w wydaniu MG jest obszerna, przeszło pięćsetstronicowa i pięknie wydana. O niezawartej tu części 4 pisze tłumacz, że jest słabsza artystycznie, a o 5 - że niepewne jest autorstwo. Ale i tak mamy 530 stron, wystarczy. 
Muszę powiedzieć, że myślałam, że czytanie jej zajmie mi o wiele dłużej. Ale dałam radę w 3 dni. Mimo języka czyta się ją szybko. Ubawiłam się przy niej bardzo, bardzo.  Humor Rabelaisa jest zarazem wulgarny i inteligentny. Taka scena początkowa, gdy Gargamela rodziła Gargantuę, była niesamowita. Z jednej strony pełno aluzji do pompatycznego stylu traktatów religijnych (autor był mnichem, przecież), a z drugiej niesamowicie plastyczna scenka obyczajowa, jakby pisana przez lekarza (którym Rabelais przecież też był, który nie raz widział sceny przy izbach porodowych). Śmiałam się z tego przez cały wieczór. Księga II poświęcona jest wojnie, więc troszkę poważniejsza, ale w księdze III powraca autor do swojej ironii. Otóż, sługa Pantagruela Panurg chce się żenić i w tym celu radzi się wszystkich i wszystko, czy to dobry krok. Całość księgi, licząca 150 stron wywołuje śmiech. Jednocześnie jest to ciągłe obśmiewanie dogmatów i napuszonych form. 
Pozaznaczałam sobie w książce sporo rogów, ku pamięci i na pewno będę do niej wracać. Bogactwo wyobraźni tego autora i jego erudycja są niesamowite. Raduje więc fakt, że nawet mu współcześni docenili jego styl i na tyle go bronili, że miał pozwolenie króla na druk. 
Genialna książka. Cieszę się, że MG ją wydało w tak pięknej formie. 
10 gwiazdek 
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:
Książka bierze udział w wyzwaniu Łów słów na grudzień 2017 TA:
WYZWANIE CZYTELNICZE

wtorek, 19 grudnia 2017

Mariusz Urbanek 'Waldorff. Ostatni baron Peerelu'

Okładka książki Waldorff. Ostatni baron Peerelu Darzę wielkim szacunkiem i sympatią książki pana Urbanka, więc bardzo się wahałam czy napisać cokolwiek o tej książce, żeby nie wkładać autorowi noża w plecy. Ale napiszę, bo mnie palce świerzbią.  Ukazała się ona w 2008 roku w Wydawnictwie Iskry. 
Wzięłam się za nią w sobotę i po kilku stronach wynajdywałam rozmaite zajęcia, żeby nie czytać. Dzięki temu obejrzałam 'Sufrażystkę' i 'Smak wiśni'. Wreszcie wczoraj ją wymęczyłam, a konkretnie przeczytałam początek, potem nie zdzierżyłam, a potem zaciekawiły mnie ostatnie rozdziały, te o Powązkach i o rzeczach ostatecznych Waldorffa.
Autor napisał tę książkę, jak zawsze, świetnie, lekko i oddając postać autora, ale problem w tym, że ....... nudny wydał mi się zam Waldorff. Owszem, kojarzą go wszyscy, ale głównie z kwest na Powązkach, a poza tym nie. Zdaje mi się, że miał felietony w Polityce ale jakoś umarły one wraz z autorem.... Ostatnio widziałam jakiś program o pałacach w Warszawie, po których oprowadzał Waldorff. Powiem Wam, że nudno było tak, że wyłączyłam po 5 minutach. Ale dla pokolenia pamiętającego Waldorffa może i jest to książka fascynująca. 
A w postaci Waldorffa, jaka wyziera z książki, przeszkadzało mi kilka cech osobowości tego szanowanego człowieka. Mianowicie jedna, i to taka, przez którą zdobył to co zdobył, czyli gadulstwo, które sprawiało, że tak się zapędzał, że gadał co mu ślina na język przyniosła. I to skutecznie, czego sam się przestraszył. Opowiada Urbanek o pierwszej sprawie sądowej, na której jako student mówił mowę oskarżycielską. Tak się zagalopował, że jakimś nieszczęśnikom wlepiono karę za zamalowanie bohomazów na ścianie. Sam się przestraszył tej skuteczności. Gdy Hitler i Mussolini dopiero zaczynali, tak się zagalopował, że jego  felieton do śmierci mu wypominano. Uczył się marnie, ale na prawo poszedł. I to mnie zniechęciło do książki, bo żal mnie ogarnął wielki na świat. Dawno temu, gdy moja współlokatorka chodziła ze studentem prawa, to mówiła o wielu takich studentach. Słaby w nauce, ale poszedł na prawo, bo prestiż zawodu, bo dobrze płatny, a potem wychodzą takie kwiatki że hoho. 4 razy zdaje na aplikację, ale i tak wykosi tych aplikantów, którzy przyszli znikąd. Mniejszą szkodę uczynią słabo uczące się polonistki nie lubiące czytać książek, które idą na polonistykę, niż słabo uczący się prawnicy.
I taki mnie zal ogarnął na tę przedwojenną Polskę, że niesprawiedliwa była, bo mój dziadek taki zdolny, ale ze wsi na 4 klasach musiał poprzestać, bo macocha się przestraszyła czarownicy w książce, a synowie bogatych lawirowali po różnych studiach, że aż przewinęłam książkę do strony 274. Tam było już o latach 90-tych i staraniach Waldorffa o ratowanie Powązek. Tutaj jego gadanina się przydała i wykonał wielką rzecz, bo Powązki to cmentarz ważny dla całego narodu. 
To tyle o książce, przepraszam za łyżkę dziegciu. Znudziło mnie i nie zainteresowało. 
4 gwiazdki, bo to ocena subiektywna. Jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca.

sobota, 16 grudnia 2017

Beata Kost 'Kobiety ze Lwowa' - najnowsza i naprawde ciekawa książka o Lwowie i napisana przez lwowiankę!

Książka jest jedną z ostatnich premier tego roku wydawnictwa Marginesy. Ukazała się 18 października 2017 roku. I tę książkę naprawdę Wam polecam i promuję, bo ze zgrozą stwierdzam, że ma tylko dwóch czytelników na LubimyCzytać, mnie i inną osoba. A powinna mieć ich więcej. 
Jedyną jej wadą jest mała czcionka. Sama musiałam się skupiać. Poza tym ma same zalety ma ta książka. 
Znalezione obrazy dla zapytania Beata Kost
Źródło: http://kuriergalicyjski.com/kultura/ksiazki/6359-beata-kost-w-radiu-dla-ciebie-o-swojej-ksiazce-kobiety-ze-lwowa

Ciekawa jest postać autorki. Bo to Polka i rodowita lwowianka. W przedmowie napisała o sobie, ze jej babcia nie wyjechała ze Lwowa, że pozostała tam po przejściu miasta pod władanie radzieckie. Wielkie bohaterstwo, jak sądzę. Jej matka i ona były wychowywane po polsku, a sama Beata Kost studiowała w Polsce i wróciła do Lwowa. Teraz jest dziennikarką i przewodniczką. Mówi bez akcentu, bez zaśpiewu i w ogóle jestem pełna podziwu dla Jej ogłady i inteligencji. 
Polecam Wam dwie audycje w radiu z Beatą Kost i o Beacie Kost:

Beata Kost w Radiu dla Ciebie o swojej książce „Kobiety ze Lwowa”

Wzruszająca historia "Dziewczyny ze Lwowa" 

Ten drugi link to reportaż, w którym narratorką jest autorka książki Beata Kost. Poza wszystkim, bardzo ciekawe są Jej wypowiedzi o współczesnym Lwowie i o pamięci Ukraińców. Między innymi to, że oni nie wiedzą, że we Lwowie kiedyś mieszkali Polacy! Jestem zdziwiona, bo na jakim świecie trzeba żyć, żeby nie znać podstawowej historii? Można się nie zgadzać, ale jak można nie wiedzieć faktów?! Inna sprawa, o której mówi Bata Kost, to taka, że Polska nie zareagowała na to, gdy na Ukrainie powstawał kult Bandery, że ustępowała propagandowo, a to nie doprowadziło do ucieszenia sprawy. Oraz to, co pani Kost mówi o wydźwięku filmu Wołyń na Ukrainie. 
Spis treści, postacie opisane w książce

Przejdźmy do książki. Jest to zbiór opowieści o Polkach z różnych wieków związanych ze Lwowem. Jest ich 33. Postacie znane bardziej lub mniej, ale bardzo charakterystyczne,  z różnych klas społecznych, o rozmaitych życiorysach. Wydaje mi się, że łączy je życiowa zaradność, a przynajmniej staranie się o to, żeby sobie dać radę w życiu. Postacie te reprezentowały różne grupy społeczne, miały więc różne możliwości, ale wszystkie robiły co mogły, żeby się utrzymać. Przewija się też inny motyw wędrujący, a mianowicie patriarchat we Lwowie. Wiele z tych kobiet już na przełomie XIX i XX wieku miało problemy finansowe i przeszkody w realizacji celów, gdyż uczelnie, szkoły, zakłady pracy preferowały mężczyzn, nie pozwalały kobietom na studia, zabraniały habilitacji, płaciły mniejsze pensje kobietom, nie dawały dziewczętom identycznych szans szkolnych. Wiele determinacji kobiet wymagało spełnianie celów życiowych. 
Strony z książki, Miss Polonia

Strony z książki, Śpiewaczka operowa, sopran koloraturowy, siostra Szymanowskiego

Strona z książki, Dulska pióra Zapolskiej

Strona z książki, ulica Lwowa


Beata Kost pisze o ich pracy, ale i o życiu osobistym, bo te sprawy łączyły się z sobą chyba bardziej niż to jest teraz. Mężatka nie mogła być nauczycielką, kobieta potrzebowała opiekuna prawnego, małżeństwa były aranżowane. Lwów był piękny, ale nie idealny.  Sprawy, o których pisze Beata Kost, są więc nie tylko miłym wspomnieniem krain umarłych, ale i ciekawym opisem tego, jak kiedyś wyglądało życie w Polsce Wschodniej, co martwiło ludzi, jak sobie radzili, czym pasjonowali. Autorka z dziennikarską wnikliwością wyłapuje smaczki i szczegóły biograficzne, które przegapiali inni biografowie. Wiele postaci wyciąga z zapomnienia i pisze o nich bardzo ciekawie. Miałam wrażenie, że widzę ich w ich strojach i przeżywam z nimi ich problemy. 
Chciałam jeszcze dodać, że podoba mi się styl książki, pozbawiony taniej ckliwości. Spotkałam się już z biografiami zbiorczymi i często autorki posługują się rzewnością. A tutaj tego nie ma. Opowieści wzruszają, ale w sposób autentyczny, bo życie kobiet tym granicznym rejonie co rusz groziło różnymi wojnami, opłakiwaniem bliskich, chorobami, bankructwem mężów itd..... To piękna opowieść i bardzo ciekawa książka. 
10 gwiazdek
Polecam
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym Literatura faktu
 Znalezione obrazy dla zapytania Literatura faktu degustatorka
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
   




 

czwartek, 14 grudnia 2017

Tadeusz Boy-Żeleński 'Marysieńka Sobieska' - biografia najsłynniejszej polskiej królowej i rzut oka na historię Polski

 Książka Boya z 1937 roku, ukazała się ostatnio w MG. Konkretnie, 25 października 2017 r.
Fragment książki z portretem Jana III Sobieskiego

 Ktokolwiek miał cokolwiek do czynienia z literaturą polską zna tego człowieka, słynnego Boya, wybitnego tłumacza literatury francuskiej i tytana pracy, którego owocny żywot przerwała wojna i (już miałam napisać, że Rosjanie, ale to nie on, to Niemcy:
http://boy-zelenski.pl/wp-content/uploads/2014/07/boy_typ.png
Słynne zdjęcie Boya z jego tłumaczeniami
Wkrótce po zajęciu Lwowa przez Niemców, w nocy z 3 na 4 lipca 1941, został aresztowany wraz z prof. Grekiem i jego żoną, Marią Pareńską-Grekową przez Einsatzkommando zur besonderen Verwendung pod dowództwem Brigadeführera dr. Karla Eberharda Schöngartha i zamordowany tej samej nocy na stoku Góry Kadeckiej wraz z grupą polskich profesorów lwowskich uczelni. Miejsce jego pochówku jest nieznane

Znalezione obrazy dla zapytania Tadeusz Boy Żeleński
Źródło: http://bornintheprl.pl/relikt/13669/


Książka jest dla mnie niezwykła, choć napisana dosyć ciężko. Przez ten styl trzeba się przedzierać, gdyż autor - jak to on - wczuł się w epokę i naszpikował wywód stylem XVII wiecznym, a więc wtrąceniami francuskimi, bo Marysieńka była Francuzką i archaizmami z epoki. Ale warto jest się przedrzeć przez ten gąszcz słów, bo książka jest naprawdę wartościowa. Boy pokazuje postać Marysieńki Sobieskiej na tle ówczesnych badań i obala wiele mitów, zarówno tych na plus, jak i tych na minus, wobec jej i wobec ukochanego, Jana III Sobieskiego. Tak się złożyło, że obiekt miłości był ostatnim wybitnym królem Polski, że miał projekt wprowadzenia na tron swojego syna, że byłoby to chyba zbawienne dla Polski, gdyby nie 'jędzowatość' Marysieńki.... Ta część historyczna była dla mnie, miłośniczki historii wielką gratką. Kopalnia wiedzy, ta książka. 
Poza tym Boy bazuje na samych listach. A, jak pisze, było to niełatwe, bo oryginały albo przepadły, albo były niedostępne. On dotarł do nich i podaje źródła. Pisze o tym jak autorzy dziewiętnastowiecznych odpisów tych listów opuszczali pikantne i romantyczne fragmenty. Poza tym bardzo jestem ciekawa, czy źródła opisane przez Boya przetrwały wojnę. Ale to już inny temat, godny zgłębienia. 
Boy-Żeleński był niesamowity jak na swoją epokę. Oparł się historiozofii ze swojej epoki dwudziestolecia i starał się interpretować tę słynną parę tak, jak to wyglądało w epoce, w jakiej żyli. A miłość Marysieńki i Jana Sobieskiego była niesamowita, bo pełna przeszkód i wybojów, ale szczera. Śledziłam to z zapartym tchem,  no bo Marysieńka poznała go będąc młodą mężatką 'za Zamoyskim'.  Potem lawirowała pomiędzy mężem, królową, przyjacielem a upragnioną Francją. Potem wkręciła jego w politykę polską i doprowadziła do tego, że został królem. Boy idzie dalej, bo nie wybiela Marysieńki. Bądźmy szczerzy, to jędza była i jak już została wdową, jak już nie miała wsparcia prawego i spokojnego w gruncie rzeczy Jana, to tak pomieszała w polityce i w swojej rodzinie, że pamięć o tej piekielnicy na długo pozostała.
Ale i pozostały ich piękne listy, a raczej ich część, które są świadectwem autentycznej miłości i przyjaźni, tak nietypowej na tle swoich czasów. 
Boy przeplata więc politykę i prywatne życie Sobieskich, a wcześniej Zamoyskich, w co wprowadzają ich listy. Wszystko to bardzo ciekawe, pomimo tego trudnego stylu. 
Książka naprawdę wartościowa. W ciemno poleciłam ją czytelnikom bloga na propozycję prezentu gwiazdkowego i się nie myliłam, choć może nie dla każdego czytelnika jest ta książka. 
Daję 8 gwiazdek za tę książkę i polecam miłośnikom biografii i historii oraz adeptom epistolografii, którzy szukają dobrego wzoru listów miłosnych, które zaciekawią obiekt westchnień na lata całe. 
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:

Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym:

środa, 13 grudnia 2017

Igor Newerly 'Chłopiec z Salskich Stepów' - ile płacimy za własne marzenia?

Okładka książki Chłopiec z Salskich Stepów Przepiękna książka, na którą potrzebowałam lat..... Jej historię należy wyjaśniać młodzieży, bo starsze pokolenie zna ją doskonale. A więc. Jest to późny debiut tego pisarza, powieść z 1948 roku, gdy Newerly miał już 45 lat. Trafił z tym debiutem jak kulą w płot, bo w 1948 roku nastała cenzura i raczej pisarze nie pisali albo pisali do szuflady. Przez lata książka była lekturą szkolną, a ja jak poszłam do szkoły to już ją znieśli i każdy szanujący się człowiek omijał ją szerokim łukiem. Omijałam i ja. Zresztą, nie znalazłabym w niej nic, co by interesowało 10-latkę. Samego Newerlego odkryłam już późno, bo w dorosłości.  Brat mi kiedyś kupił 'Leśne morze' i to 'Leśne morze' zaczęłam czytać i pokochałam ten epicki styl. Szukam bezskutecznie 'Żywego wiązania'. 'Celulozy' nie przeczytam, bo jednak to powieść socrealistyczna. Ale 'Chłopca' postanowiłam wysłuchać. 
Czytał książkę naczelny bajarz wśród lektorów. Zmarły już Henryk Machalica:
Znalezione obrazy dla zapytania Henryk Machalica
Źródło: http://film.interia.pl/telewizja/news-10-rocznica-smierci-henryka-machalicy,nId,1815381

 Dla mnie jest wciąż tym Dionizym Złotopolskim i aż dziw bierze, że umarł 15 lat temu!
Lektorem książek czytanych był znakomitym. Uwielbiam słuchać książek, które on czytał: 'Rękopis znaleziony w Saragossie', 'Pamiątki Soplicy' itd.: https://audioteka.com/pl/search/reader?query=Henryk%20Machalica
Zawsze, gdy słucham książek w jego wykonaniu, mam wrażenie, że to mój dziadek siada z książką i czyta nam, wnukom, świetnie się przy tym bawiąc. 
Początek książki jest następujący:
Są ludzie, na których od dawna czekamy. Są przyjaźnie nagłe, niespodziane, o których nigdy nie zapominamy. Tak właśnie było wtedy. Leżałem w baraku tyfusowym. Był rok - pamiętam - 1943. Pamiętam wszystko, a tak bardzo chciałbym zapomnieć, uwierzyć, że to był tylko straszny sen: Nie wierzcie w piekło: Bóg jest zbyt miłosierny. Ale było piekło na ziemi. Był Majdanek, Oświęcim, Belsen.. To wystarczy. Nie mówmy o tym więcej. Tyle tylko, ile wymaga opowieść o przyjaźni niespodzianej z tamtych czasów - o chłopcu z Salskich Stepów: 

Zwięźle, treściwie i zawierając więcej emocji niż słowa. Bo Newerly był w obozie. Narrator jest alter ego autora i też nazywa się Igor. Czy rzeczywiście spotkał  Włodzimierza Iljicza Diegtiarewa, owego Chłopca z Salskich Stepów? Tego nie wiem. Ale opowieść jest przepiękna i wzruszająca. Opowiada o chłopcu ze stepów pod Stalingradem, który zapragnął uczyć się. Jako że ojciec nie godził się na to, on uciekł z domu. Przebył wiele przygód, spotkał wiele nieszczęść, ale w sumie zdobył wykształcenie i szacunek ludzki. W czasie wojny wraz z oddziałem przybył do Polski, gdzie ukrywał się, walczył, aż wreszcie został uwięziony. Postanowiłam nie wnikać w niunanse polityczne, czy tak, czy nie, kto ratował, a kto gubił, po prostu słuchałam opowieści. Bohater uczył się na swoich błędach, że czasem w życiu chcemy dobrze, a wychodzi źle, że czasami mimowolnie bardzo krzywdzimy ludzi, którzy nam pomagają, tak jak on tę gospodynię i jej dzieci, ale że możemy żyć dalej i starać się czynić dobrze. Diegtiarew tak żył, że pomagał na ile mógł. Książka jest próbą znalezienia sensu w tym koszmarze wojny. Opowieścią o bohaterstwie i człowieczeństwie. Słuchając miałam na myśli pierwszy fragment książki i inne wspomnienia, a mianowicie 'Lwy z mojego podwórka' syna Igora, który opowiadał o tym, że wraz z matką wysyłali ojcu paczki do obozu. 1948 rok jako debiut książkowy i właśnie tematyka obozowa i wojenna. To musiała być próba odpowiedzi na traumę, ale może i opowiedzenie się po czyjejś stronie. W każdym razie trzeba powiedzieć o innej, późniejszej książce Newerly'ego, o 'Zostało z uczty bogów', w której pisze on o swoim dzieciństwie i młodości, o tym, że by rosyjskojęzyczny, że młodość i szkołę przeżył w Rosji, że poznał rewolucję i ledwie uciekł stamtąd. W tym kontekście może to i dobrze, że pisał o dobrych rzeczach, o dobrych ludziach i starał się pokazywać pozytywne wzorce.
W każdym razie Newerly jest dobrym pisarzem, utalentowanym i chyba trochę tragicznym. 
Wielkie 7 gwiazdek za książkę.