wtorek, 31 stycznia 2017

Henryk Rzewuski 'Pamiątki Soplicy' - wracając do przeczłości....

Okładka książki Pamiątki Soplicy Dziś napiszę o jednej z najciekawszych lektur z pierwszego roku polonistyki, książce, która pretenduje do zostania tegoroczną książką, czytaną podczas akcji Narodowe Czytanie. Ja już wysłałam na nią swój mały głos, ale czy zostanie wybrana? Myślę, że nie, a szkoda, bo to przepiękna literatura, którą zachwycał się Adam Mickiewicz i Henryk Sienkiewicz.
Książka ukazała się w 1839 roku, po klęsce powstania listopadowego, gdy potrzebowaliśmy otuchy i kształtowania pamięci narodowej. Wiadomo, że w XIX wieku nie było Polski. Polska przez wiele pokoleń była wspólnym marzeniem i do tego, żeby nie wygasła, trzeba było mitu narodowego, wspólnej pamięci. Po tragedii z 1795 roku minęły już dwa pokolenia i przeminął pierwszy i drugi szok, gdy to wielu patriotycznie nastawionych Polaków popełniało samobójstwa. Polacy próbowali już z Napoleonem, próbowali sami wbrew swoim generałom (mówię o powstaniu listopadowym) i próbować nie przestali. Henryk Rzewuski herbu Krzywda napisał  Pamiątki JPana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego, pierwszą, jedyną i najwybitniejszą w literaturze polskiej gawędę szlachecką. 
Ilustracja
Henryk Rzewuski (1791-1866)
 Napisał jeszcze inne utwory, ale w polskiej literaturze ostały się właśnie 'Pamiątki Soplicy'.
Ja czytałam je ze dwa razy, słuchałam fragmentów w radiu przed północą i teraz, po kilku latach postanowiłam wysłuchać audiobooka w wykonaniu pana Henryka Machalicy. Lubię, jak ś.p. Dionizy Złotopolski czytał książki, bo czytał je doskonale. Słuchałam w Jego wykonaniu 'Katedrę Marii Panny' i 'Ziele na kraterze'.  
Jak to była w z arcydziełami, za każdym razem czytelnik odbiera je inaczej. I u mnie tak było. Zawsze mi się one bardzo podobały, ale przy poprzednim czytaniu, kilka lat temu, gdy to zapoznawaliśmy się z pojęciami sarmatyzmu oraz z przyczynami upadku Rzeczypospolitej, 'Pamiątki Soplicy' czytałam jako przepięknie napisaną opowieść człowieka, który ma 'swoją wizję prawdy'. Teraz może jestem starsza i mam nadzieję mądrzejsza, a przynajmniej jeśli nie mądrzejsza, to już zaczęłam doceniać błędy w życiu i widzieć, że one się zdarzają. W każdym razie tym razem odebrałam tę książkę kompletnie inaczej. 
Tak jak parę lat temu zachwycił mnie język książki, który jest przepiękny, a pan Machalica wydobył z niego wszystkie jego uroki. Ale inaczej niż to było parę lat temu, już nie zauważałam 'błędnego myślenia' na sposób szlachecki, ale zachwycałam się światem przeszłości, którego już nie ma, a który narrator, imć pan Seweryn Soplica wspomina. Mówi on o tym, że tego świata już nie ma, ze nie ma kontuszy, że w przeciągu życia jednego pokolenia zmieniła się rzeczywistość, że upadł tamten świat wartości i wszystko, całe życie. 
Pozostały wspomnienia. A wspomnienia zawsze są piękniejsze, nostalgiczne i wyrywkowe. Soplica wspomina swoje dorastanie, walki i czasy, gdy Rzeczypospolita była wielka. Po swojemu analizuje przyczyny jej upadku i chyba jedynym wyjaśnieniem jest przeznaczenie, Opatrzność Boska i złośliwy zbieg okoliczności, to, że mieliśmy zbyt wielu wrogów. 
W każdym razie czasy szlacheckości, tych sejmików, Pana Wojewody i tego, że miał on własne państewko, wspomnienia o Siczy Zaporoskiej i innych miejscach w Rzeczypospolitej wywołują rozrzewnienie. Narrator przywołuje rozmaitych ludzi, dobrych i złych, pewnie na miarę swoich czasów, ale mówi o nich z tęsknotą. Wspomina Sasów i Stanisława Augusta Poniatowskiego, Radziwiłła Panie Kochanku i konfederację barską. 
'Pamiątki Soplicy' nie są podręcznikiem historii, ale są przepiękną książką o wspominaniu swojego życia, które dla każdego z nas wydaje się wyjątkowe.  Gdy już opadną tumany bitewne, gdy już zaakceptujemy stratę, to zostaje nam wspominać. 
Demokracja szlachecka jednoznacznie kojarzy się negatywnie, z samowolą szlachecką, zacofaniem i liberum veto. Narrator 'pamiątek Soplicy', pamiętajmy mówi do rodaków, którzy od 45 lat żyli bez państwowości, mówi, że nie wolno kalać własnej pamięci, skreślać własnych przodków, mówi, że trzeba wydobywać z pamięci zbiorowej i osobistej to co było wielkie i wspaniałe, a błędy traktować z pobłażaniem. 
Zarazem mówi o tym, że tym co spajało Rzeczpospolitą, tak różnorodną, to  wspólne poczucie jedności narodowej, to że wszyscy wybierają króla, że wszystkich dotyczą prawa i obowiązki. 
Ponadczasowy jest cytat o prawie:
'Już dziś nigdzie nie masz praw między ludźmi. Są rozkazy, urządzenia, ustawy, często mądre i zbawienne; ale nie prawa. Bo żeby prawo było prawem, trzeba mu czegoś więcej niż to, że jest mądrem i zbawiennem'. 
A dalej tak Rzewuski pisze: 
'Gdzie nie masz miłości i wiary, trzeba siły; a więc już nie prawo rządzi, ale siła rządzi, i to tak wszędzie'. 
Gawęda gawędą, ale autor przemycił w niej ponadczasową myśl o prawdziwym patriotyzmie, iż obywatelskość powinna mieć podstawy nie w sile i nawet nie w martwej literze prawa, ale w miłości do kraju, do obywateli...
A jak mało tej miłości jest, jak mało tolerancji. 
Teraz, gdy słuchałam 'Pamiątek Soplicy' to właśnie tolerancja wydała mi się najważniejszą wartością, jaką pokazuje narrator. A w życiu też zaczynam doceniać tę cechę. Należy tolerować siebie, innych przeszłość. Miłość jest ważniejsza niż martwe przepisy....

Daję 10 gwiazdek książce i polecam, jeśli ktoś nie zna.  A tym, którzy czytali, rekomenduję audiobook.




sobota, 28 stycznia 2017

Elie Wiesel 'Noc' - o tym, co piekło holocaustu robiło z człowiekiem. By nigdy więcej nie zobiono tego ludziom żadnej nacji

Dostałam tę książkę w prezencie i prawdę mówiąc 'miałam stracha' przed jej czytaniem, bo od roku nie czytałam nic po angielsku. Na szczęście lektura okazała się łatwa językowo. Sprawdziłam tylko słówko prycza i korona zębowa. 
Za to emocjonalnie 'Noc' to ogromnie ciężka książka. Musiałam sobie ją rozłożyć na dwa dni. 
Wydanie, które mam, jest nowym wydaniem, nowym tłumaczeniem tej książki, dokonanym przez żonę z francuskiego. Autor w przedmowie pisze, że pewne rzeczy wykreślił. 
Elie Wiesel umarł 2 lipca 2016 roku, a ja właśnie na okazję tamtego dnia dostałam tę książkę (na ślub, tak swoją drogą).  Zaskakujący zbieg okoliczności. 
Kim był autor? 
Znalezione obrazy dla zapytania Elie Wiesel
Elie Wiesel, źródło zdjęcia: https://motl.org/the-day-words-failed-elie-wiesel/
Elie Wiesel, właśc. Eliezer Wiesel. urodził się w 1928 roku w chasydzkiej rodzinie żydowskiej w Rumunii, zmarł 2 lipca 2016 roku w Nowym Jorku. Był amerykańskim pisarzem i dziennikarzem pochodzenia węgiersko-żydowskiego, laureatem pokojowej Nagrody Nobla z 1986 roku. Był profesorem nauk humanistycznych na Uniwersytecie Bostońskim. To on utworzył termin Holocaust. Napisał ponad 40 książek. Jego rodzice i dwie siostry zginęły w obozach koncentracyjnych. Jemu udało się przeżyć Auschwitz-Birkenau, marsz śmierci i Buchenwald. 
O tym jest książka 'Noc', o której będę pisać w tym poście. Pierwsze jej wydanie pochodzi z roku 1956 w języku jidysz (Buenos Aires: Central Union of Polish Jews in Argentina, 245 stron). Pierwsze tłumaczenie tej książki dokonano na język francuski w 1958 z wydania w jidysz i to wydanie liczy 178stron. Pierwsze tłumaczenie na angielski dokonano w 1960 roku i liczy 116 stron. Pierwsze polskie wydanie pochodzi z 1992 roku przez Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu i liczyło 120 stron. Ja czytałam nowe wydanie angielskie, z języka francuskiego,tłumaczenie wykonane przez żonę autora. Książka liczy 120 stron. Jak by nie patrzeć, wydanie jidysz jest najobszerniejsze. Trzeba tylko znać jidysz. Autor napisał, że w tym nowym wydaniu wykreślił najbardziej osobiste wspomnienia o śmieci ojca oraz o transporcie. 

W przedmowie autor mówi dlaczego napisał tę książkę. Mówi, że jako człowiek, który to przeżył, czuje moralny obowiązek przypominania światu o tym bestialstwie, żeby to się już nigdy nie powtórzyło. 
I prawdę mówiąc, szokuje mnie wpis na goodreads kwestionujący prawdę obozów! 
Narrator książki, Elie Wiesel wspomina dzieciństwo i okres sprzed wywózki, gdy wszyscy Żydzi z jego okolicy nie mogli uwierzyć w to, że w XX wieku jest możliwe, żeby zgładzić cały naród. Potem opisuje nadejście apokalipsy: najpierw getto, a potem transporty. Następnie rozdzielenie z matką i siostrą, Auschwitz, marsz śmierci, Buchenwald i śmierć ojca oraz uwolnienie jego. 
Jest to jedna z najmocniejszych książek o obozach koncentracyjnych. Wiesel, uczestnik i ocalały opisuje z jednej strony swoje przeżycia, a z drugiej strony pokazuje stopnie upokorzenia i degradacji człowieczeństwa w tych ofiarach holocaustu. Pisząc o głodzie, o biciu, o rozdzieleniu z rodziną, o tym jak ludzie w obozach zapominali o człowieczeństwie, ciągle podkreśla kto był ofiarą, a kto katem. Że oni byli ofiarami, wygłodzonymi do granic możliwości ofiarami. I pokazuje odruchy ludzkie w tym wszystkim. To przerażające, że ten młody, inteligentny Elizer, jedyny syn w rodzinie chasydów musiał doświadczyć straty wszystkiego po kolei, domu, rodziny, Boga, wiary w dobro i w to, że jest uczciwym człowiekiem. 
Nie wiem co jeszcze można dodać to tej recenzji. Czytając tę książkę zaczęłam doceniać to co mam. Uważam, że ludzkość niewiele się nauczyła z lekcji historii i że takie książki powinny powstawać i być publikowane, żeby pokazywać jak zła jest nienawiść. 
My w Polsce uczyliśmy się w szkole o obozach, ale człowiek sobie nie zdawał sprawę z tego jak bardzo to było przerażające, te fabryki śmierci przekraczające ludzkie wyobrażenie. Ostatnio powstał film na ten temat 'Syn Szawła'. Polecam. Jakiś czas temu, po przeczytaniu jakiejś książki o Auschwitz, pojechałam na zakupy do miasta i zobaczyłam ulicę z kręcącymi się ludźmi. Takie mnie wrażenie naszło, że holocaust był czymś, co zabrałoby WSZYSTKICH z tej ulicy po kolei przypadkowo i bez wyjątku. A chodziły tam matki z dziećmi, młodzi i starzy. I już nie liczą się poglądy, wykształcenie, to co robimy dobrego lub złego. Przychodzi jakiś szaleniec historii i zabija całe nacje.To przekraczające ludzkie wyobrażenie, a zdarza się w różnych zakątkach globu. Jan Paweł II pisał że 'holokausty' były i w Afryce, i w różnych innych miejscach. I najgorsze jest to, że wciąż są możliwe. 
To przerażające. 
Książce daję 10 gwiazdek
Książa wpisuje się w projekt czytelniczy:

piątek, 27 stycznia 2017

O 'Pragnieniu' Flanagana - wywiady i ślady w mediach

Dzień dobry,
Dziś wstawię garść materiałów na temat najnowszej książki wspaniałego pisarza Richarda Flanagana 'Pragnienie'. Książka już stoi na półce, już zakładki powkładane.. 
Mam nadzieję, że prześcignie 'Ścieżki północy'. Ale zobaczymy. 
Dostałam od Wydawnictwa Literackiego maile z materiałami o tek książce. Są ciekawe, bo jest i fragment książki czytany przez autora, i recenzja pana  Nogasia. 
Po prostu pomyślałam, że Was to zaciekawi, a nie wstawię tego do swojej przyszłej recenzji, bo w recenzji będzie tylko recenzja.
Oto materiały prasowe. Zapraszam:'
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
Wspaniała i poruszająca opowieść o ambicji, pożądaniu
i tęsknocie, które czynią nas ludźmi – pióra Richarda Flanagana, laureata Nagrody Bookera.

Book of The Year tygodnika „The Observer”

Notable Book of the Year tygodnika „The New Yorker”

Book of The Year dziennika
„The Washington Post”


 
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1 Okładka
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
Inspirowana prawdziwą historią z czasów kolonizacji Tasmanii opowieść o losach aborygeńskiej księżniczki przygarniętej przez gubernatora wyspy i jego żonę. Przejmująca, tragiczna i – jak zawsze u Flanagana – przepięknie opowiedziana.
 
 Na początku XIX. na Tasmanii wybuchła wojna między brytyjskimi kolonizatorami a rdzennymi mieszkańcami wyspy, Aborygenami. Miała charakter wojny partyzanckiej. Do historii przeszła jako tzw. Czarna Wojna. Bezpośrednich ofiar było stosunkowo niewiele, ale konsekwencje konfliktu okazały się straszne. Doszło do prawie całkowitej eksterminacji tubylczej ludności. Było to jedno z największych ludobójstw w dziejach świata. Do tej epoki w historii swojego kraju w powieści Pragnienie sięga Richard Flanagan.



 Modelka miała na sobie swoją ulubioną czerwoną sukienkę, a obraz szpecił tylko jeden szczegół: jej bose stopy. Mathinna bowiem swoim zwyczajem zrzuciła czółenka w czasie pozowania i Bock namalował ją bosonogą. Była to akwarela, uważał więc, że nie może niczego domalować, a kiedy na polecenie lady Jane zrobił kopię obrazu, na której Mathinna występowała w pantoflach, okazało się, że jakoś brakuje jej rozkosznej spontaniczności oryginału. Dlatego malunki zostały zwinięte, schowane i zapomniane, aż wreszcie sir John kazał odszukać i oprawić oryginał.
Richard Flanagan, Pragnienie
przeł. Maciej Świerkocki
obraz – Thomas Bock, 1842

 

pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1

pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
Mathinna, bohaterka Pragnienia, czwartej przełożonej na język polski powieści Richarda Flanagana, istniała naprawdę. Dziewczynka była córką wodza aborygeńskiego plemienia eksterminowanego w ramach brutalnej kolonizacji Tasmanii przez Brytyjczykóww XIX wieku. Osierocona przez rodziców, została adoptowana przez gubernatora wyspy, Sir Johna Franklina i jego żonę, Lady Franklin. Adopcja miała być kulturowym eksperymentem. Próba ucywilizowania dzikuski skończyła się jednak tragicznie. O tej historii i ponad stuletniej zmowie milczenia na temat jednego z największych historii ludobójstw Richard Flanagan opowiada w wywiadzie na portalu Gazeta.pl.




Po opuszczeniu stanowiska gubernatora wyspy Sir John Franklin zorganizował ekspedycję badawczą, której celem miało być odkrycie Przejścia Północno-Zachodniego przez Arktykę. Z tej wyprawy już nie wrócił. Dwa statki i cała załoga zaginęły pośród arktycznych lodów. Ekipy poszukiwawcze przekazały niepokojące informacje o aktach kanibalizmu. Broniąc dobrego imienia męża, Lady Franklin poprosiła o pomoc największy autorytet tamtych czasów, Charlesa Dickensa. Ten napisał artykuł i wystawił sztukę inspirowaną losami byłego gubernatora Ziemi Van Diemena.

Mamy w życiu tylko kilka chwil - powiedział Dickens. Czyta Richard Flanagan.




Pragnienie Książką Dnia w programie „Nogaś na stronie” (Wyborcza.pl)




Wywiad z Richardem Flanaganem w miesięczniku "Zwierciadło" (styczeń 2017).


pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
cudzyslow_102174fb4e.gif.gif?sum=45be4d8
Richard Flanagan napisał powieść o naturze ludzkich namiętności
i wplótł tę historię w ponure dzieje kolonializmu. 

Piotr Gajdowski, "Newsweek"
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
ikona_radio_100087caf3.gif.gif?sum=29935
Richard Flanagan w Radiu WL. Pisarz opowiada o Klaśnięciu jednej dłoni i Księdze Ryb Williama Goulda.
 
 

pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1


pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1




czwartek, 26 stycznia 2017

Małgorzata Saramonowicz 'Xięgi Nefasa. W zaświatach'

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Wczoraj pisałam o 'Xięgach Nefasa' o tomie pierwszym sagi średniowieczno-fantastycznej: Moja recenzja
 Za parę dni, bo 1 lutego 2017 roku ukaże się drugi tom sagi pod tytułem 'Xięgi Nefasa. W zaświatach'. 
Miałam wielką przyjemność po pierwsze przeczytać ten tom zaraz po tomie pierwszym, czyli jeszcze będąc pod wrażeniem pierwszego, bardzo dobrego tomu, pełnego intryg i ciekawych postaci, a po drugie moja przyjemność polega na tym, że czytałam ten drugi tom przedpremierowo. 
Przez pierwszą część tej książki byłam lekko zawiedziona, gdyż jest tu znacznie więcej fantasy, którego niezbyt lubię. W tomie tym, zdradzę, Nefas schodzi do zaświatów, a potem świat powieści zaroił się od niesamowitości. Mitologia słowiańska pokazana została jako działająca i potężna siła, która w czasie powieściowym miała wciąż wielu wyznawców. Zasadniczo jednak jednak wydarzenia wynikają z charakterów i postaw postaci, z tego czy te postacie dążą do dobra czy do zła, czy kierują się zemstą, chęcią sławy czy miłością.
Napisałam więc, ze początek 'W zaświatach' mnie rozczarował. Ale szybko się przekonałam, że nadnaturalna interwencja w życie bohaterów to nie jedyne rozwiązania fabularne w tej książce. To obejmuje znaczny okres czasu,  ponad 10 lat, gdy niemowlęta stały się w pełni wykształconymi ludźmi i to ich charaktery w znacznej mierze decydowały o zdarzeniach, a nie postacie nie z tego świata. W ostatecznym rozrachunku książkę  oceniam więc prawie tak dobrze jak tom pierwszy. 
Nie chcę opowiadać fabuły, chociaż dzieje się dużo i na pewno, ci, którzy pokochali tom pierwszy, się nie rozczarują, więc skupię się na omówieniu kilku aspektów książki. 
Pierwsza sprawa to warstwa historyczna powieści. W recenzji tomu pierwszego pisałam o tym, że moim zdaniem książka realizuje typ Dumasowski. Tak mi się wydaje. Tutaj wciąż to jest, ale zarazem jest więcej wydarzeń prawdziwych, historycznych. Na przykład wojny z Cesarzem i bitwy, o których mamy dwie wersje: oficjalną, z kroniki Galla Anonima i nieoficjalną, tę Nefasa,  pełną zdrad, intryg, mało patetycznych zdarzeń, ale fascynujących. Postacie historyczne przeplatają się z fikcyjnymi.
Druga sprawa to problem ludzkich przeznaczeń i tego czym jest życie i kto je kształtuje. Nefas mówił już o tym w pierwszym tomie, ale tutaj jest tego więcej. Wiemy, że losy trójki dzieci naznaczył Trygław. W tomie drugim dzieci te rosną, zaczynają ujawniać swoje charaktery i pokazywać jakie są naprawdę. Ta warstwa książki mnie naprawdę zaciekawiła, gdyż Władysław, Jaksa i Alba to bardzo ciekawe postacie. Troszkę mają cech po przybranych rodzicach, troszkę po prawdziwych i bardzo jest ciekawe co bardziej kształtuje dziecko: wychowanie czy geny. Nefas oczywiście nie wiedział co to są geny, ale opieka nad nimi była naprawdę pracochłonna i wymagała od niego wyprężania sprytu i rozumu. A bohaterowie i tak robili wszystko po swojemu. Okazuje się, że człowiek ma ograniczony wpływ na swoje losy, że życie jest przekorne i nie zawsze dzieje się to, czego pragnęliśmy, a szczególnie czego pragnął Nefas. 
Bardzo mnie zaintrygowało wprowadzenie gdzieś tak w drugiej połowie książki wątku z tajemniczym mnichem już w starości Nefasa, gdy zaczął spisywać swoją prawdziwą kronikę. Wątek ten zostawiono na część trzecią, na którą przyjdzie mi czekać do przyszłego roku.
Podsumowując, kompletnie wsiąkłam w świat 'Xiąg Nefasa'. Bardzo mnie ciekawi co się stanie z Nefasem, Jarkiem i trójką dzieci-ale już nie dzieci, których losy wymieszał Trygław. Daję jej 8 gwiazdek
Za książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Znak i stronie znak.com.pl:
 
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo znak

środa, 25 stycznia 2017

Małgorzata Saramonowicz 'Xięgi Nefasa. Trygław - władca losu' - historia, magia, gra o władzę i zemsta

Xięgi Nefasa. Trygław – władca losu Jest to pierwszy tom polskiej sagi historyczno-fantastycznej, rozgrywającej się w czasach Bolesława Krzywoustego. Książka ukazała się równo rok temu, 25 stycznia 2016 w wydawnictwie Znak. Nie miałam czasu wtedy jej czytać, ale ciągle nosiłam się z chęcią przeczytania jej. Teraz nadarzyła się okazja, bo zdecydowałam się recenzować drugi tom, który ukaże się 1 lutego, równo za tydzień. Nie jest to więc recenzja recenzencka, bo książkę sobie sama zorganizowałam. 
Autorka jest polską pisarką, dziennikarką  i scenarzystką filmową. W roku 1988 ukończyła filologię polską, a w 1992 historię na Uniwersytecie Warszawskim. Google podaje, że napisała scenariusz do filmu 'Lejdies' i do serialu 'Tango z aniołem'. Jej inne książki to:
  • Siostra (1996)
  • Lustra (1999)
  • Sanatorium (2005)
Znaleziony obraz
Autorka, źródło zdjęcia: http://ksiazki.onet.pl/recenzje/xiegi-nefasa-malgorzata-saramonowicz-recenzja/5msdb6


 Lektura tej książki mnie bardzo usatysfakcjonowała, choć zdawałam sobie sprawę, że autorka chciała stworzyć powieść do czytania, tzw. literaturę popularną. Zajrzałam - przed czytaniem - do recenzji na LubimyCzytać i przeczytałam, że ktoś napisał, że książka czerpie z Sapkowskiego. A gdzież tam! Sapkowski rozciągał tło społeczne, a jego bohater to powtórzenie Geralata z Rivii, a Saramonowicz napisała po swojemu. Chyba że mówimy o tym, że i 'Trylogię husycką' i 'Xięgi Nefasa' czytamy jednym tchem. Ale wzory literackie jakieś są w 'Xięgach Nefasa' i o tym napiszę poniżej. 
Akcja 'Xiąg Nefasa' rozgrywa się w czasach panowania Bolesława Krzywoustego.  Bardzo się ucieszyłam, że ktoś 'wziął na warsztat' czasy piastowskie, a szczególnie to konkretne panowanie, bo przecież były to rządy bardzo ciekawe, a królowie piastowscy byli władcami okrutnymi i hojnymi, dalekowzrocznymi i kierującymi się emocjami. Już początek książki jest ciekawy. Dwóch braci pretendujących do korony polskiej na wyścigi płodzi synów. Rozdział jest w sumie dosyć zabawny. Podręczniki historii o tym nie mówią, ale tak chyba musiało być! Przecież spłodzenie następcy tronu było warunkiem trwania dynastii. 
Potem poznajemy narratora, tytułowego Nefasa, który opowiada o tym, jak wplątując w historię Trygława, słowiańskie bóstwo, zmienił losy wielu osób i całego królestwa. I przez całą książkę zastanawiał się, czy życiem rządzi przeznaczenie, ślepy traf, czy jakieś złośliwe i przekorne bóstwo, które spełnia nasze marzenia i okrutnie nas tym krzywdzi. 
Bardzo lubię inteligentne postacie w książkach, więc Nefas na pewno jest moim ulubieńcem. To człowiek z przeszłością, który lubi uczyć się nowych rzeczy i jest otwarty na obce kultury. Książka pokazuje jego w kontraście do typowego przedstawiciela swoich czasów: biskupa Baldwina, chciwego, dwulicowego, obłudnego hipokryty, który modli się pięknie, a postępuje brzydko, traktując nawracanie jako okazję do dobrego jedzenia, uwodzenia kobiet i zdobywania bogactwa. Nefas zna zwyczaje ludów, interesuje się wierzeniami różnych plemion, uczy się języków obcych, jest inteligentny i ciekawy prawdy i świata. Ma przy tym wiele tajemnic i jest postacią niejednoznaczną. Bo jest trochę jak  przeciwieństwo złych sił z 'Fausta':  wiecznie dobra pragnąc, wiecznie zło czyni. Bolesław w powieści jest człowiekiem szerszych horyzontów i dosyć odważnym. W sumie autorka zbudowała go jako przeciwieństwo brata Zbigniewa, obłudnego, żądnego władzy i tronu egoisty. Bolesław jest pewny swoich racji, lubi walczyć i w sumie zawsze staje po dobrej stronie mocy.
Pisałam, że zauważyłam u Małgorzaty Saramonowicz wzory literackie, ale nie jest to Andrzej Sapkowski. 
Nie mam pojęcia dlaczego nikt tego przede mną nie zauważył, że pisano o Poem (to, że i tu, i tu jest groza i tajemnica, to nie znaczy, że jest podobieństwo, bo go nie ma). Ale podobieństwo literackie jest inne i bardziej oczywiste! Wpadłam na to w połowie książki: 
PRZECIEŻ 'XIĘGI NEFASA' KORZYSTAJĄ Z DUMASA! 
Książka Saramonowicz jest dosyć dobrą realizacją powieści historycznej w typie Dumasowskim:
są intrygi i walka o władzę, zemsta i miłość, wyraziste postacie złe i dobre. A w tle dobro kraju, o którym mało kto pamięta! Inne podobieństwo to książki o Tudorach z całym arsenałem intryg pałacowych.
I powiem Wam, że ucieszyłam się, że polska powieść w typie Dumasa jest, bo nasi Piastowie zasługują na intrygującą sagę historyczną, w której będą się zaczytywać ludzie dla czystej przyjemności czytania. 
Autorka jest pisarką idącą z duchem czasu i Dumasa wplotła w powieść fantasy. Nie jestem wszechstronną czytelniczką fantasy, ale wpływy widać. Więcej nowoczesnego fantasy będzie w tomie drugim (który już czytam...), ale tom pierwszy zawiera więcej tradycyjnych elementów magicznych, które zostały osadzone w realnym świecie. Jest tajemnicze bóstwo i magiczny kamień oraz zadanie do spełnienia, które główny bohater musi pokonać, tak jak w tradycyjnych baśniach inicjacyjnych. A patrząc współcześnie to mamy troszkę z 'Władcy pierścieni': ktoś coś musi zrobić, żeby uratować świat przed złem. 
Widać, że autorka pisze scenariusze do filmów, bo powieść jest taka troszkę filmowa. Bardzo wyraźnie zbudowano postacie, dając każdej z nich charakterystyczne zachowania, upodobania i cechy osobowości. I mamy kontrasty, które w ciekawych filmach są dobrym rozwiązaniem. Jest dobry i zły doradca, są dwie siostry: dobra i zła, dwaj bracia: dobry i zły. Nawet są dwie żony: jedna chuda, a druga tęższa. Bardzo polubiłam Jarka, pachołka Nefasa, który lubił koty i seplenił. 
Nefas, zdaje mi się, żyje w czasie, gdy kroniki spisywał Gall Anonim. Nie jestem pewna, ale chyba te cytowane kroniki Nefasa są cytatami z 'Kronik' Galla Anonima, ale nie jestem pewna. 
Historia w książce jest zachowana w głównych zarysach, ale sporo jest inwencji twórczej autorki. Jednakże pomysł na udział bóstw słowiańskich jest dosyć ciekawy i wynika z tego co można przeczytać w nielicznych źródłach z tego czasu, iż w XII i XIII wieku w Polsce chrześcijaństwo było bardzo powierzchowne, a kulty pogańskie wciąż żywe. 
Książka 'Xięgi Nefasa. Trygław - władca losu' zaintrygowała mnie i wciągnęła. Lubię czytać o miłości i władzy, a ostatnimi czasy najwięcej o tym książek powstaje o angielskich Tudorach albo o Wikingach. Ja tam wolę poznawać nasze polskie dzieje, którym barwności nie brakowało. Mitologia słowiańska też jest rzadko opisywana. Mi kojarzy się jedynie ze 'Starą baśnią'. Książka nie pretenduje do epokowego dzieła historycznego, ale i takim nie miała być. To bardzo ciekawa, porywająca i pełna namiętności powieść o władcach walczących o władzę, o królowych, które żeby przeżyć musiały przezwyciężyć w sobie wszelkie ludzkie odruchy i o człowieku, który w cieniu dworu piastowskiego króla szukał miłości i wiedzy o życiu, a przede wszystkim to początek bardzo ciekawej sagi o trojgu dzieci urodzonych w tym samym dniu, których pogański bóg Trygław związał losy. 
Książce daję 8 gwiazdek

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Zenon Kosidowski 'Gdy słońce było bogiem' - o najwspanialszych odkryciach archeologicznych w historii

Okładka książki Gdy słońce było bogiem Znana przynajmniej z tytułu książka Zenona Kosidowskiego pierwszy raz ukazała się w roku 1956. Drugie wydanie dokonało się w 2012 roku w wydawnictwie Iskry.
Książka jest już stara, ale wciąż czyta się ją świetnie i chyba wprowadza nas, zwykłych ludzi w świat pierwszych znalezisk archeologicznych na świecie. 
Ilustracja
Zenon Kosidowski, zdjęcie z Wikipedii
 O autorze można powiedzieć wiele. Wikipedia mówi, że żył w latach 1898-1978, że uczestniczył w powstaniu wielkopolskim. Potem studiował germanistykę i polonistykę na Uniwersytecie Poznańskim. 
A oto dalsza droga zawodowa według Wikipedii:
Współredagował (1919-1920) czasopismo ekspresjonistów „Zdrój”. W 1919 zadebiutował na jego łamach jako poeta i zamieszkał w Poznaniu. Następnie pracował jako polonista w łódzkiej szkole średniej. Od 1928 do 1939 był redaktorem i dyrektorem poznańskiej rozgłośni Polskiego Radia, a od 1934 – prezesem Związku Zawodowego Literatów Polskich w Poznaniu i jednym z głównych inicjatorów Czwartków Literackich. Pozostał nim do czasu, gdy w 1937 wyjechał do Warszawy. W latach 1939-1951 przebywał w USA, gdzie m.in. wykładał historię kultury polskiej na uniwersytecie w Los Angeles (1945-1949). Redagował w tym państwie „Tygodnik Polski” (1942-43), a od 1950 – pismo ambasady polskiej w Waszyngtonie, „Poland of Today”.
                                         ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Zenon_Kosidowski)
Oto dzieła autora na tematy archeologiczne: 
 
  • Gdy słońce było bogiem (1956),
  • Królestwo złotych łez (1960),
  • Opowieści biblijne (1963),
  • Rumaki Lizypa (1965),
  • Opowieści ewangelistów (1979)
Nie czytałam jeszcze tych pozostałych, ale profesor Świderkówna w swojej książce bardzo nie zgadzała się z tezami z książki 'Opowieści biblijne'. W każdym razie przeczytałam 'Gdy słońce było bogiem'.  Namówił mnie to tego znajomy, pożyczył książkę, choć się opierałam. Bo mi się zdawało, że już to czytałam w liceum, ale nie. Ja czytałam jakąś książkę o odkryciu grobu Tutanchamona. Ale tytułu nie pamiętam.
Napisano we wstępie do nowego wydania, że książka 'Gdy słońce było bogiem' powstała pół wieku temu, a od tamtej pory zweryfikowano wiele z opisanych odkryć lub dokonano nowych. Ale jak dla mnie, człowieka, który chce mieć jedynie podstawową wiedzę o archeologii, tak, żeby nie pomylić Summerów z Babilonem, myślę, że ta książka wystarczy. 
Cechuje ją przystępny język. Czuje się, że autor potrafił ciekawie opowiadać. Gdy czytałam tę książkę, z łatwością mogłam sobie wyobrazić to, o czym Kosidowski opowiadał. A opowiadał o skarbach, złocie w studni, śmietnisku na cmentarzu, o zakopanej rodzinie królewskiej i zapomnianych miastach. 
Nie tak dawno słuchałam 'Egipcjanina Sinuhe', więc to, co czytałam w 'Gdy słońce było Bogiem' było zobrazowaniem tamtej wspaniałej książki. 
Kosidowski opisał starożytne cywilizacje Summerów, Asyrii, Egiptu, Pompeje, Kretę oraz Azteków i Mapuchów, opisał odnalezienie Ur i Troi. Pisał o przebiegu odkryć, o tym kto i jak dokonał ważnych odkryć, co odnaleziono oraz odtwarzał życie starożytnych kultur. Pisze o ich piśmie, o ich wkładzie w rozwój cywilizacji. Najbardziej poruszające są rozdziały o konkwistadorach, którzy pokazali Indianom Europejczyków z najgorszej strony. Wstyd troszkę jest w imieniu tych ludzi. Indianie wierzyli w białego boga, który przyjdzie z daleka, a ci biali przybysze okazali się pazernymi na złoto, żądnymi władzy i mordu prymitywami z bronią i łutem szczęścia. Opisał to Kosidowski.
Bardzo wartościowe do czytania są rozdziały o cywilizacjach z dzisiejszej Syrii, z których to zabytków nie zostało już chyba nic przez niszczycielką działalność Państwa Islamskiego. A skarby z Muzeum w Kairze? Też przecież były niszczone. Z takim trudem odkrywane. Kosidowski opisuje - też po raz kolejny - grabieżcze zachowanie europejskich archeologów i kolekcjonerów. Przez dłuższy okres wywożono z Egiptu czy Syrii lub z Turcji co się dało. Z drugiej strony nie wiem, czy słyszeliście w mediach tak około 2010 roku (przed wojną w Syrii) o czarnym rynku dzieł sztuki? Teraz okazuje się, że to co posprzedawano nielegalnie to jedyne co pozostało z pamiątek po Sumerach itd. 
Nie jestem specjalistką w tym temacie, ale książka Kosidowskiego pokazuje jak różne były motywy działań odkrywców. Większość z nich poświęcała temu życie. 
O tym wszystkim jest ta książka. Przede wszystkim o starych cywilizacjach świata na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej.

9 gwiazdek

Książka bierze udział w wyzwaniu Literatura Faktu:


piątek, 20 stycznia 2017

Javier Cercas 'Oszust'

Chciałam zmierzyć się z tą książką, choć byłam świadoma, że to dosyć trudna lektura. Książkę wydało wydawnictwo Noir sur Blanc, które specjalizuje się z książkach, które dają czytelnikom wyzwanie i skłaniają do pomyślenia o tym, co się dzieje w świecie. 
W 'Oszuście' tematem książki jest jeden z największych bohaterów skandali w Hiszpanii, Enric Marco, który przez wiele lat podawał się za ofiarę dyktatury Franco i więźnia obozu koncentracyjnego we Flossenbürgu. Książka jest próbą dojścia do prawdy i wyjawienia wszystkich fałszerstw, jakimi Marco uwiódł Hiszpanów, a przede wszystkim książka jest próbą zrozumienia tego człowieka, a zarazem samego siebie. 
Nie jest to powieść, ale książka, która stawia czytelnikowi wyzwanie.
Ja od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad fenomenem pisarzy katalońskich w Polsce. Wymyśliłam sobie, że jesteśmy w sumie dosyć podobnymi narodami. Wiele tragedii historycznych, jakie spotkały Katalończyków, inaczej, ale i podobnie spotkały Polaków. Idąc tym torem myślenia pomyślałam sobie, że jeśli chcę zrozumieć rzeczywistość w Polsce, to dobrze by było poobserwować Katalończyków. W książce 'Oszust' chciałam więc zobaczyć Polskę. Cóż więc pokazuje Cercas w 'Oszuście'? 
Pokazuje człowieka, starszego pana, który urodził się w rozbitej rodzinie w szpitalu psychiatrycznym, do którego trafiła jego matka katowana przez męża. Potem przerzucany z rąk do rąk. W dorosłym życiu uzależniony od kobiet, niezłomny uwodziciel i 'posiadacz' trzech żon, które go bardzo kochały, wszystkie. 
W pracy ambitny i pomimo niesprzyjających warunków politycznych w swoim kraju, udało mu się osiągnąć awans zawodowy. Po upadku dyktatury Franco udało mu się przekonać opinię publiczną do tego, że był niezłomnym i odważnym działaczem antyfrankistowskim, że podczas pobytu w Niemczech, który tak naprawdę był wyjazdem zarobkowym, był więźniem obozu koncentracyjnego. Marco wygłaszał pogadanki w szkołach, fotografował się na wszystkich spotkaniach publicznych, jeździł na spotkania ku pamięci ofiar holokaustu, był symbolem oporu Hiszpanów wobec zła, jaka spotkała ten kraj. A jaka była prawda? Prawda była taka, że Marco był taki jak większość, czyli był oportunistą, mówiącym władzy 'tak', jak to określił autor. 
Cercas zgłębia ten oportunizm, będący prawdziwą historią Hiszpanii XX wieku. 
Pomyślałam sobie, że my Polacy jesteśmy podobni: chcemy być bohaterscy, a tak naprawdę byliśmy oportunistami. Zarazem pomyślałam sobie, że też potrzebujemy obnażania oszustów. 

Książka nie jest prosta, ale skłania do ważnych przemyśleń i do zastanowienia się nad światem i nad natura ludzką, która lubi się oszukiwać. 
Daję książce 6 gwiazdek 

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Noir sur Blamnc:

czwartek, 19 stycznia 2017

Jolene Hart 'Eat pretty. Jedz i bądź piękna' i 'Twój osobisty kalendarz piękna'

RECENZJA PREMIEROWA
Książki ukazały się kilka dni temu, bo 11 stycznia 2017 roku w wydawnictwie Znak Literanova.
Autorka jest coachem specjalizującym się w zdrowym żywieniu i była redaktor działu urody w czasopismach krajowych i międzynarodowych. Z mężem i synkiem mieszka w Filadelfii.
Autorka, Jolene Hart. Żródło zdjęcia: Znak Literanova






 











Książka składa się z przepięknie wydanego dwustustronicowego poradnika zdrowego żywienia i drugiej książeczki pod tytułem 'Twój osobisty kalendarz piękna'. Są tam streszczone zasadnicze wyznaczniki zdrowego jedzenia, najważniejsze fakty, jakie powinniśmy wiedzieć o produktach żywnościowych, przyprawach i wskazania na każdą porę roku oraz wiele stronic kalendarza do uzupełniania. W tym kalendarzu można zapisywać co jedliśmy danego dnia, co z zasad zdrowego żywienia spełniliśmy danego dnia. Trochę mnie martwi ten dzienniczek posiłków, bo ja łakomczuch jestem i wyszłoby szydło z worka, że jem jak smok. 

 




Zasadnicze tezy żywieniowe, jakie propaguje autorka, miałam wrażenie, były kiedyś dobrze znane. Dopiero moda na 'fast foody' i jedzenie śmieciowe zaburzyła nasz normalny system żywieniowy. 
Według autorki najważniejsze dla organizmu jest to, żeby mu dostarczać jedzenie zdrowe i pełnowartościowe. Wymienia to, co szkodzi organizmowi i to co pomaga zachować urodę. Można chyba stwierdzić, że autorka propaguje produkty sezonowe, jak najzdrowsze i przygotowywane zdrowo. A zdrowo oznacza raczej gotowane niż smażone, raczej warzywa i owoce niż cukry itd. 
Wskazówek jest mnóstwo. W sumie takie zasady żywieniowe nie były dla mnie odkryciem Ameryki, bo takiego żywienia nauczyła nas mama. I ja całe życie preferuję zupy, nieprzetworzone napoje, wodę z kranu zamiast kolorowych napojów... Ale obserwując świat wokół widzę, że powiedzenie ludziom, że napoje gazowane szkodzą i że lepiej jest je zastąpić wodą, jest szokujące i bardzo odkrywcze. Żeby ugotowali coś świeżego niż smażyć na skwarkę frytki. Chciałabym, żeby jak najwięcej osób posłuchało zasad płynących z tej książki....  
W każdym razie książka jest bardzo profesjonalnie napisana. Nie ma tam ogólników, ale solidna porcja wiedzy żywieniowej o produktach i ich oddziaływaniu na organizm. 
Trudno mi było przyswoić wszystko jednocześnie, ale póki co uważnie przeczytałam rozdział o jedzeniu zimą oraz dział z przyprawami. Ja kocham przyprawy, więc takie kompendium wiedzy o nich będzie bardzo przydatne.
Książkę uważam za solidną i wartościową. Na pewno sporo można się z niej nauczyć. 
Daję 8 gwiazdek
Za książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Znak Literanova i stronie Znak.com.pl:
 

Wydawnictwo Znak Literanova

środa, 18 stycznia 2017

Przemysław Żuchowski 'Droga do Domu. Księga II' - Góry Izerskie, skarb i rozbójnicy

Jak widać na załączonym obrazku, jestem szczęśliwą posiadaczką dwu części karkonoskiej dylogii rozgrywającej się w XVII wieku. Wydano je w 2013 roku w wydawnictwie AdRem, ale ostatnio ukazało się wznowienie, w nowej szacie graficznej, w nowych okładkach.
W zeszłym roku czytałam Księgę pierwszą:
 

Przemysław Żuchowski 'Droga do domu. O prawdziwym skarbie Karkonoszy i Gór Izerskich'  

A to jest wywiad z autorem, który przeprowadziłam w zeszłym roku: 

Wywiad z Przemysławem Żuchowskim, autorem książek: ‘Droga do domu’ i 'Droga do domu. Księga II"

http://adrem.jgora.pl/wp-content/uploads/2016/11/Droga-do-Domu-ksiega-II-okladka.jpgA teraz (a konkretnie 14 listopada 2016 roku) zostałam uhonorowana przez autora księgą drugą. Marzyło mi się posiadanie obu, więc się bardzo cieszę. Dostałam je z dedykacjami. Ta druga dedykacja jest przepiękna. Bardzo dziękuję. Będzie mi przypominać o tym, że warto jest szukać magii w rzeczywistości....

Księgę II przeczytałam wczoraj jednym tchem. To prawdziwy 'page-turning book', jak by napisali w New York Timesie. Podobnie jak przy Księdze pierwszej miałam wrażenie, że czytam powieść, jakich obecnie się nie pisze. Przy części pierwszej, która opowiadała o przygodach wilczej pary Prota i Arny, nasunęły mi się skojarzenia z pozytywizmem, bo wówczas przyroda była ważnym bohaterem powieści. Wilki w Księdze drugiej też się pojawiają, bo książki są spójne czasoprzestrzennie. Wilki są przyjaciółmi głównego bohatera, starego Walona, więc i tutaj się pojawiły, ale Księga druga to osobna historia. 
Tak jak Księga pierwsza, rozgrywa się w XVII wieku w Górach Izerskich, w wiosce, która dziś jest Szklarską Porębą. Akcja Księgi drugiej jest późniejsza niż Księgi pierwszej i rozgrywa się niewiele później niż Księga pierwsza. W okolicy powstała huta szkła. Jednocześnie w lasach prowadzących do huty grasuje banda rzezimieszków, która morduje przejeżdżających ludzi. Do pomocy wkracza Walon, który ma dobre serce, zna ofiary, a przede wszystkim czuje się opiekunem tych terenów. Do jego chaty zaś przybywa 'wielki jak smok' mężczyzna, który dziwnie wypytuje o Walona, ogląda gospodarstwo, mówi dziwne rzeczy o konieczności kupienia większego psa, a co gorsze, okazuje się, że skłamał mówiąc, że we wsi nikt go nie chciał przenocować. 
Intryga się rozwija, jest bardzo ciekawa. Autor połączył elementy kryminalne ze światem przyrody i gór. Skarb Walończyków znów odgrywa ważną rolę w fabule. A co ważne, nie jest to ponawianie trików fabularnych z Księgi pierwszej! Okazuje się, że przy talencie pisarskim autora można napisać świetną i nie nudną kontynuację książki. W Księdze drugiej jest sporo humoru, którego nie było w Księdze pierwszej. Wprowadza go historia stolarza i jego żony. 
Poza wartką akcją i intrygującą historią z dawnych lat w magicznym miejscu pod Śnieżką mamy przepiękną przyrodę. Opisów zachodów słońca od czasów 'Nad Niemnem' chyba zapomnieliśmy w literaturze polskiej.. (ja je lubiłam czytać). Tutaj opisy są i są antropomorfizowane, np. chmury na niebie są jak kokierująca kobieta przed kochankiem.... Fajnie się to czytało. 
Zakończenie daje rozluźnienie nagromadzonych emocji czytelniczych i rozwiązuje akcję.

Powieść zaliczyłabym do literatury przygodowej. Kiedyś takich książek było dużo, a teraz zdaje się, że się tak nie pisze. Młodzież, jak to okropnie się pisze 'young adult' dostają albo historie dziecięce, albo od razu skok w głęboką dorosłość i powieści z erotyką albo fantasy. Pan Żuchowski napisał powieść o przygodzie i o świecie gór, które wiele osób uwielbia. W tym świecie gór kryje się ukryta magia, którą trzeba zauważyć: wilki, stare drzewa, które mają duszę, świat dawnych mieszkańców, których duch pozostał. Jest walka dobra ze złem, a Walon jest tu mocnym charakterem, który pokonuje przeciwników przede wszystkim inteligencją. 
Bardzo polubiłam bohaterów 'Drogi do Domu' i mam nadzieję na kontynuację. 
Daję 8 gwiazdek

wtorek, 17 stycznia 2017

Henninga Mankella kolejne dwie książki z serii o Wallanderze wysłuchane: 'Piąta kobieta' i 'Zapora'

IlustracjaZnalezione obrazy dla zapytania Kurt Wallander MAnkell
Henning Mankell, źródło zdjęcia: Wikipedia i obcojęzyczne okładki jego książek

Jak wiecie może, a jeśli nie wiecie, to powiem, że słucham całej serii o Wallanderze. Bo chcę obejrzeć filmy, a nie lubię jak książka jest po filmie, bo moje wyobrażenia podczas lektury są wówczas przytłumione filmem. 
Już wysłuchałam następujących części:
 

Henning Mankell 'Biała lwica' i 'Mężczyzna, który się uśmiechał'

 Henning Mankell 'Fałszywy trop' 

 Henning Mankell 'Morderca bez twarzy' 

  Henning Mankell 'O krok' i 'Psy z Rygi' 

Tych słuchałam wcześniej, ale 'O krok' wysłucham chyba ponownie, bo okazuje się, że w tym odcinku zdarzyło się sporo, a ja zapomniałam już szczegółów. Mankell mniej więcej streszcza wcześniejsze części, ale książka to książka, żadne streszczenie jej nie zastąpi.

Ale przejdźmy do dwóch recenzji, o których ma być ten post. Nie będą zbyt długie, bo nie widzę sensu w streszczaniu akcji, a nie chcę się powtarzać z moimi opiniami.  

Okładka książki Piąta kobieta'Piąta kobieta' to szósty odcinek serii o Wallanderze. Oryginalnie ukazała się w 1996, w Polsce - w 2006
W tej książce Wallander znów szuka seryjnego mordercy, nietypowego, bo od początku wiemy, ze to kobieta i że mści się na mężczyznach. Nie wiemy kim ona jest i skąd ich zna: tych mężczyzn. Co ją wiąże z nimi i z maltretowanymi kobietami.
W życiu prywatnym tym razem Kurt jest spokojny, po śmieci ojca przeżywa wyciszenie i żałobę. Przypomina sobie czas, gdy jego córka Lisa była mała.
To bardzo ciekawa część. Konstrukcyjnie podobna do innych książek z udziałem Wallandera, ale w kryminałach tak to już jest, że chodzi o napięcie, a nie innowacje. Słuchałam jej z ciekawością.
 8 gwiazdek, niezmiennie.




Okładka książki Zapora 'Zapora' to ósmy tom serii, wydany w roku 1998. W Polsce ukazał się w 2008 roku.
Jest to ósma książka z serii o Wallanderze. Słuchałam jej po 'Piątej kobiecie', bo 'O krok' słuchałam wcześniej (ale chyba odsłucham jeszcze raz). Bardzo ciekawy odcinek! sporo nowego, bo po pierwsze nie wiedziałam kim jest morderca. Dotychczas Mankell na początku książki zaczynał od pokazania akcji z punktu widzenia mordercy. tutaj wszystko było pogmatwane. Przez większą część książki nie wiedziałam jak powiązać zabójstwo taksówkarza z zawałem komputerowca. Wallander też nie wiedział, ale okazał się bystry.
W części osobistej książki, dotyczącej życia osobistego Kurta też zdarzyły się nowe rzeczy, bo Wallander szuka bratniej duszy i czuje się zdradzony. Zaczyna odpowiadać sobie na pytania jakie nurtują jego duszę, dotyczące tego, że czuje się samotny. Uczucie to jest bliskie wielu z nas, dlatego lubimy Wallandera jeszcze bardziej. Fajne w książkach Mankella jest to, że wątek osobisty nie tworzy napięcia, nie rozciąga się do połowy fabuły, ale przeplata się z umiarem z główną akcją książki. W sumie jego funkcją jest ocieplenie głównej postaci, taki kontrast z pełną zła akcją kryminalną. Jest tutaj zasadnicza różnica z kryminałami Camilli Lackberg, u której życie osobiste jest jednym z zasadniczych przyspieszaczy akcji.
Gdy chcę kryminałem odprężyć się od smutków dnia codziennego, to jednak Mankell jest lepszy. Bo problemy osobiste Wallandera są bliskie nam, czytelnikom. Podczas gdy przestępstwa dotyczą często wielkiego świata albo ludzi kompletnie zaburzonych, to ciągnące się wątki osobiste Kurta, są oswojone, bliskie nam.
Dodam, że do Wallandera przekonał mnie znajomy z LC, wielki fan tego pisarza. Ja zaś chcę wysłuchać całej serii, aby spokojnie obejrzeć obie adaptacje. Ktoś mnie zapytał kiedy to nastąpi. Myślę że około Wielkanocy. Ale już się nie mogę doczekać następnych części.  
Daję 8 gwiazdek 

Na koniec jeszcze jedna mała uwaga, o której przypomniałam sobie dopiero teraz. W obu książkach widać jak bardzo zmieniła się technologia w latach 90-tych XX wieku. Przypadają one na moje czasy licealne, a potem zahaczają o studia. W Polsce wówczas raczkowały komputery na szerszą skalę i komórki. Wszystko było drogie i nie wszyscy to mieli. I widać to u Wallandera, który w tych odcinakach oswaja się z komórką i komputerem. W pierwszej książce z Kurtem było inaczej, było coś, co jest niepojęte dla naszej młodzież! Ludzie żyli bez telefonów komórkowych. Wallander dzwoni z komendy, a jeśli jest w terenie, to często dzwonią tam, gdzie akurat przebywa. Nie wiem czy pamiętacie Colombo? Do niego ciągle dzwoniono jak był u kogoś w domu. Jak wiedzieli, gdzie on jest? Nie wiadomo. Ale tak było. 
Dawne czasy, których zmierzch opisano w serii o Wallanderze.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars

Ja na Instagramie

Zapraszam na moją stronę na facebooku:

Moje logo

Moje logo

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: