piątek, 6 stycznia 2017

Mój wybór najlepszej książki, jaką przeczytałam w minionym roku 2016.

Dzień dobry,
Już pisałam podsumowanie roku, gdzie wymieniłam co najmniej 10 bardzo dobrych książek, już wytypowałam najlepszą książkę anno domini, wydaną w 2016, a teraz piszę jaka książka była według mnie najlepszą w minionym roku. Ale najlepsza nie znaczy tu to samo co, najwybitniejsza, ale taka, która zostawiła we mnie największy ślad. I to się bardzo zdziwicie, bo takiego typowania się nikt nie spodziewał. 
Oto ONE (bo trzeba je czytać w tandemie):

Okładka książki Moje życie w Nowym OrleanieOkładka książki Louis Armstrong

 Tak, to są moje typy. Moje książki roku 2016. Widocznie Janko Muzykant ze mnie nigdy nie wyszedł.... 
Bo ja Janka Muzykanta zawsze lubiłam. Starał się chłopak spełniać swoje marzenia. To nie jest głupia nowelka, ale opowieść o chłopcu, który chciał spełniać swoje marzenia w świecie, gdzie  takie marzenie było dziwactwem. Czy my mamy tyle samozaparcia? Wy może macie, ale czy ja mam? Nie wiem. Niby czytam i piszę bloga, choć całe moje otoczenie puka się w głowę, na co marnuję tyle czasu itd. itp.

Książki przeczytałam w styczniu ubiegłego roku. 
Najpierw autobiografię Louisa Armstronga:
Autobiografia w oryginale nosi tytuł "Satchmo: My Life in New Orleans'. Pierwotnie wydano ją w 1954roku. Polskie tłumaczenie pochodzi z roku 1974 w tłumaczeniu Stefana Zondka przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne w ramach serii Pamiętniki muzyczne. Jest to niewielka objętościowo książka, bo licząca sobie 204 strony.

Oto fragment tego, co o tej książce napisałam: 
 'To wspaniała książka i naprawdę budująca opowieść! Pieśniarz snuje opowieść o swoim dzieciństwie i młodości w Nowym Orleanie. O rodzicach, rodzinie, otoczeniu, o muzyce i biedzie.
Louis Armstrong miał w życiu naprawdę pod górkę. Miałby moralne prawo, żeby być złym na cały świat, a jednak w tym wszystkim zachował życzliwość i wykształcił w sobie wielkie pokłady miłosierdzia dla ludzi i bycia pomocnym. Po skończeniu tej książki zaczęłam czytać biografię Armstronga pisaną przez Colliera, i tam zaczęłam czytać o tym, że Armstrong tę swoją pomocność i życzliwość rozwinął do maksimum, że przez całe życie pomagał ludziom, że nawet był oszukiwany, że ludzie 'wciskali mu rzewne opowiastki', a on pomagał (...) 
W książce nie ma nic o wierze, o religii, ale według mnie jest to jedna z najpiękniejszych opowieści o istocie chrześcijaństwa, jaką czytałam. O tym, żeby być dobrym dla świata, żeby nie złorzeczyć na los, ale żeby powolutku, małymi kroczkami rozwijać w sobie talenty otrzymane od Boga. '.

 Autobiografię Armstronga uzupełnia biografia pióra Coliera:

Oto fragment tego, co wtedy napisałam:
'Książka 'Louis Armstrong' to biografia pełna, opisująca życie artysty, ustosunkowująca się do innych książek na ten temat, ale nie plotkarska. Collier próbuje zgłębić charakter Armstronga i jego wzorce zachowań. A postać to była bardzo ciekawa. Zastanawia się nad ludźmi, którym w życiu powierzał swój los, i zastanawia się, co by było gdyby. Czy jego twórczość mogłaby być większa?
(...)  Książka jest więc bardzo wnikliwym portretem trudnych problemów pierwszej połowy XX wieku w Ameryce. Gdy Loius zaczynał swoją grę, tam gdzie mieszkał, on jako syn najbiedniejszych w zasadzie nie miał żadnej szansy na wybicie się. A w dodatku działał Ku Klux Klan, który w każdej chwili mógł zrobić co tylko chciał'. 

Więc wybrałam na książki roku biografię i autobiografię. Książki rzetelne i  opisujące ciekawego człowieka, bardzo wartościowego. Teraz Show Business kojarzy nam się ze spektakularnym zarabianiem kasy i z jeszcze bardziej spektakularnym jej wydawaniem. A Armstrong był inny, jakby nie z naszej epoki, jakby pozytywistyczny, choć USA pozytywizmu nie miało. On kochał śpiewanie i całe życie cieszył się tym, że może to robić. Nie zrażały do przeciwności. Bardzo dbał o bliskich. 
Czasami myślę o swoim życiu, o tym jaka jestem i zastanawiam się, czy ja bym miała w sobie tyle entuzjazmu do świata, do ludzi co on? Nie można powiedzieć, ze on to miał lekkie życie! Żył w czasach segregacji rasowej! Co z tego, że miał pieniądze, skoro w trasie koncertowej mógł wynająć 'gorsze' hotele i 'gorsze' autokary... A on ze swojego pochodzenia uczynił atut. Nie w sensie, żeby epatować biedą, ale że z tego czym się otaczał w dzieciństwie, z nowoorleańskiego jazzu uczynił wielką rzecz, rozsławił jazz. Unieśmiertelnił tę muzykę. 
I dlatego wybrałam te książki, bo według mnie dobrze jest, ze czasami literatura daje nam coś ważnego, jakieś pocieszenie albo wskazówki. 
Zostawiam Was z Louisem, z piosenką z Bonda, którą mam jako dzwonek w telefonie:
We have all the time in the world
Time enough for life to unfold
All the precious things love has in store
We have all the love in the world
If that's all we have
You will find we need nothing more
Every step of the way will find us
With the cares of the world far behind us
We have all the time in the world
Just for… 
 
A oto tłumaczenie autorstwa michalinay z tekstowo:
 
 
Mamy cały czas na świecie
Czas wystarczający w życiu
Aby odkryć
Wszystkie cenne rzeczy
Które miłość ma w magazynie

Mamy całą miłość na świecie
Jeżeli to jest wszystko co mamy
Przekonasz się że
Nie potrzebujemy niczego więcej

Na każdym odcinku drogi
Przekonamy się że
Wszystkie troski świata
Są daleko za nami

Mamy całą miłość na świecie
Tylko miłość
Nic więcej
Nic mniej
Tylko miłość

Na każdym odcinku drogi
Przekonamy się że
Wszystkie troski świata
Są daleko za nami
Tak

Mamy całą miłość na świecie
Tylko miłość
Nic więcej
Nic mniej
Tylko miłość

Tylko miłość

2 komentarze:

  1. Autobiografię czytałam kilka lat temu i bardzo mi się podobała. Muszę znaleźć teraz tę drugą książkę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...