piątek, 31 marca 2017

Meir Shalev 'Dwie niedźwiedzice' - o rodzinnnych sekretach, zadrach i zbrodniach

Mam wielki problem z napisaniem obiektywnej recenzji tej książki, bo powieść wywołała we mnie emocje w takiej skali, jak dawno żadna...
Ukazała się ona w wydawnictwie Marginesy 2 marca 2017 roku.  To powieść z 2013 roku o o tytule angielskim Two She-Bears. 
18376261
Okładka wydania hebrajskiego
Niedawno, chyba w styczniu Marginesy wznowiły 'Rosyjski romans' tego autora, powieść, o której mówi się, że 'jest jedną z najwybitniejszych powieści izraelskich'. Planuję przeczytać.
Autor, Meir Shalev. Źródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Meir_Shalev
W każdym razie, jeśli o mnie chodzi, to 'Dwie niedźwiedzice' są moim drugim spotkaniem ze współczesną prozą izraelską (pierwsze były 'Sceny z życia wiejskiego' Amosa Oza) i powiem Wam, że zaczynam podejrzewać, że literatura ta jest mocno irytująca... Dobra, ale jest bardzo skupiona na poczuciu żalu, wylewaniu win i smutków. O Polakach mówi się, że jesteśmy narodem zrzędów, ale co mówić o tych opisywanych mieszkańcach małych izraelskich miejscowości? Wszyscy mają do kogoś żal, czują się sfrustrowani i są pełni pretensji do rodziny! I są niezwykle pamiętliwi, bo pamiętają wszystkie złe spojrzenia i gesty im uczynione. Dodam, że znam też izraelski film" Zanim zasnę'. Piękny, ale też pełen żalu. Zobaczymy jak to będzie z Zerulą. 
Ale nie da się przejść obok tych książek obojętnie.
Więc wróćmy do 'Dwóch niedźwiedzic'. Może zacznę od tego, że myślałam, że to thriller. I siadłam do czytania z oczekiwaniem lekkiej książki. Trochę byłam zdziwiona, że 'Rosyjski romans' ma  być książką wybitną, a ta czytadłem, ale pomyślałam, że tak autora 'naszło na lekką książkę'. Ale powieść okazała się być książką wybitną.
Sposób napisania, stopniowane napięcie, problematyka, język, który zmienia się od ogólnego do charakterystycznego dla Ruty w partiach, w których to ona opowiada,  subtelne nawiązania do Biblii, symbolika gestów, którymi książka jest nasączona, a które są osadzone w kulturze żydowskiej, i której ja nie znam, a jedynie próbuję wywnioskować z wydarzeń w książce: jakieś obmycia, ruchy rękami, to nie jest nam znane. Niby są, ale jednak nie. To wszystko daje w całości powieść wybitną.
Fragment powieści. Zaznaczyłam go sobie, bo jest tam o listach miłosnych i ich braku.

A jednak mnie tak ta książka denerwowała, że z wielką biedą skończyłam ją czytać. I na szczęście nie odłożyłam, bo zakończenie jest świetne, wyjaśnia całość, uciera nosa znienawidzonej przeze mnie bohaterce i każe zastanowić się nad winą i karą oraz nad tym jak wartościujemy ludzi.
Akcja dotyczy rodziny Tawori: 4 pokoleń, wśród których dwie kobiety mają na imię Rut. O ile mnie pamięć nie myli, Rut była postacią z Biblii, nierządnicą, którą Jahwe przeznaczył na żonę któregoś z proroków, a która zdradziła męża ponownie. Idąc tym torem, imię to pasuje do bohaterek. Do pierwszej Rut, która zdradziła męża i do drugiej Rut, która opowiada o rodzinie i która winna się nie czuje.To właśnie ta druga Rut mnie tak denerwowała. To kobieta, która powinna budzić współczucie, bo umarło jej dziecko i szacunek, bo jest nauczycielką Biblii hebrajskiej w szkole, czym obnosi się dookoła i jak może poprawia innych językowo, Nawet męża, z czego uczynili erotyczny rytuał. Ruta czuje się atrakcyjna i dlatego ma żal do męża, że ją ignoruje. Wszystko w sobie uważa za doskonałe: piersi, które widać pod mikroskopem, wysoką sylwetkę biegaczki, a narządy erotyczne uważa za tak niesamowicie zniewalające dla mężczyzn, że kąpie się w szortach. Taki typ, który staje przed lustrem rano i mówi 'Ależ jestem piękna!'. Za błędy życiowe oczywiście obwinia męża. I wszystko pamięta, jak w notesie, przez wiele lat. Ciągle powtarza 'Nieważne', ale uważa wszystko, co ją spotkało za bardzo ważne. Nawet nie fakty, ale to, jak inni wpłynęli na jej uczucia. To, że coś ją zraniło, jest ważniejsze od tego jak to było naprawdę. Tragedia, która złamała ich rodzinę, wydarzyła się 12 lat wcześniej, ale ona PAMIĘTA KAŻDE MRUGNIĘCIE OKIEM MĘŻA, bo trzeba znaleźć ofiarę porażek. Najlepiej innych, jeśli się jest zarozumiałą babą. Jednocześnie swoją rodzinę: dziadka i brata idealizuje, pomimo że oni 'mają bardziej za uszami'. Ale nie da się tek żyć w zaślepieniu, bo końcówka książki pokazała jej, że ludzi nie można oceniać czarno-biało. Dziadek Ze'ew 'utarł jej nosa' już po śmierci. I dobrze, bo zasłużyła. 
Przeciwieństwem nieskazitelnej Ruty był jej dziadek Ze'ew, o którym można powiedzieć wszystko, poza tym, ze jest nieskazitelny. To jego dotyczy tajemnica w książce, to on w zasadzie kształtuje życie wielu osób i to on wzbudził moją sympatię, bo był ludzki. To morderca i człowiek mściwy, ale przez to wszystko rozumiejący ludzi i wybaczający im słabości. To przeciwieństwo wnuczki, która nie rozumiała nawet męża, która po takiej tragedii, jaka ich spotkała, pierwsza się od męża odrzuciła i sprawiła, że zamknął się w sobie na 12 lat! I to dziadek uratował go przez nicością, dając mu zajęcie, niczym Syzyfowi. 
Życie i zachowanie dziadka Ze'ewa pełne było win, namiętności, dobrych i złych, ale było prawdziwe. Jeśli robił coś źle, to robił to dlatego, że tak w danej chwili czuł. Nie usprawiedliwiał się. Gdy spotyka go śmierć mówi następująco:
'-Zrobiliśmy sobie nawzajem różne rzeczy. Zasłużyłem sobie.' (str. 281). 
Ze'ew w swojej zapalczywości jest troszkę biblijny, bo Stary Testament pełny jest proroków, którzy zabijali, byli tchórzliwi lub zapalczywi. To przeciwieństwo wnuczki, która chce być doskonała, a gdy to jej nie wychodzi, bo przypadek sprawia, że jej jedyne dziecko ginie, szuka winy w innych. Sama już nie chce dzieci, 'żeby nie cierpieć znów', ale pozwala, żeby mąż codziennie, dzień po dniu przeżywał scenę, gdy jego syn ginie. Nie widziałam w niej litości. Czy litość była w dziadku? Różnie. Ale w przeciwieństwie do wnuczki potrafił zrozumieć człowieka słabego. Dlatego zięć Ejtan przylgnął do niego. 
Książka pokazuje człowieka troszkę rozpartego pomiędzy dobrem i złem, jako ciągle powtarzający się cykl odejścia z raju, ciągle popełniającego grzech pierworodny. Powieść każe zastanowić się nad tym ile jest w nas zła, a ile dobra i które z nich bardziej wpływa na życie człowieka.

Chciałam ukarać książkę i dać jej 7, ale książka zasługuje na 10 gwiazdek, bo jest wybitna.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
 Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo marginesy

czwartek, 30 marca 2017

Penelope Douglas 'Dręczyciel'

 'Dręczyciel' ukazał się w wydawnictwie Editio 15 lutego 2017 roku, to pierwszy tom cyklu 'Fall Away'.
Coś mnie naszło, żeby poczytać sobie romans typu 'kto się czubi, ten się lubi'. Gdy zaczęłam czytać książkę, to zorientowałam się, że bohaterami są nastolatki, uczniowie ostatniej klasy liceum. Wole ekscytować się perypetiami dorosłych bohaterów, bardziej w moim wieku, ale ta książka była miłą lekturą. Pierwsze skojarzenie to 'Zmierzch', bo liceum, nieśmiała bohaterka, ale ta książka jest ciekawsza, bo żadne wampiry nie błąkają się po powieści. 
Tate, główna bohaterka, uczęszcza do ostatniej klasy liceum i ma problem z sąsiadem, Jaredem, który kiedyś był jej kolegą, a potem stał się wrogiem, który uprzykrzył jej czas liceum: rozpuszczał wredne plotki, przepędzał potencjalnych chłopaków. Tate znosiła to cierpliwie dopóki nie pojechała na rok do Francji. Po tej wycieczce stała się bardziej asertywna i zaczęła odgryzać się prześladowcom. 
Czytało się ją mi płynnie, z zaciekawieniem. Część mnie ciągle analizowała tekst pod względem 'stosowności' dla młodego pokolenia. Przy tzw. młodzieżówkach ciągle tak robię, trochę mimowolnie: analizuję czy książka sieje pozytywne wartości, czy wprost przeciwnie. Poza scenami erotycznymi, które jako mama chyba będę cenzurować i wycinać, to wiele szczegółów uważam za dobre. Powieść pokazuje jak radzić sobie z hejtem w internecie, jak walczyć o swoje w trudnym środowisku szkoły, jak rozwijać swoje zainteresowania i nie ulegać otoczeniu. Tate doświadcza zmasowanej fali nienawiści, która przejawia się plotkami na jej temat, a nawet uwłaczającymi zdjęciami rozsyłanymi w internecie. Jej sposób na to jest prosty: nie czyta komentarzy, nie zagląda na strony, a gdy to się nasila - po prostu idzie do źródła plotek. 
Innym problemem Tate jest to, że mieszka sama, a jej tato pracuje daleko. Za swoje życie musi więc odpowiadać sama: sama regulować sobie czas na obowiązki i szkołę, uczestniczyć w projektach i zawodach, które mają zaprowadzić ją na upragnione studia. Chodzi na imprezy, ale sama wie, kiedy ma wrócić do domu, żeby nie zaspać. Szkoła jest dla niej bardzo ważna. Miłość jest dla niej ważna, ale nie zaślepia jej na świat.
Podsumowując, nie jestem 'targetem docelowym' tej książki, bo jestem w wieku rodziców nastolatków, ale i tak miło mi się tę książkę czytało. Szkoła to wiele problemów, ale i czas młodości, marzeń, pragnień zdobycia świata i radości. Książki o tym są miłą odskocznią. W sumie czytałam ją z przyjemnością.
 Jako nastolatka czytałabym pewnie z wypiekami na twarzy.
5 gwiazdek

Za książkę dziękuję grupie wydawniczej Helion:

środa, 29 marca 2017

Stosik juz na kwiecień - uzbierało się - i Tuwim

Dzień dobry,
Mam gotową recenzje książki, ale wczoraj przyszła wyczekana książka do recenzji i już uzbierało się tych skarbeniek, więc wam dziś zaprezentuję.Jak się można było domyślić, moje postanowienie noworoczne, że tylko 6 na miesiąc już w marcu legło w gruzach. Bo ja maniak jestem książkowy. A jeszcze łykam te książki jako antydepresant, który uzależnia....
Oto te książki:
 
 
 

To jest ten stosik na kwiecień.....

 Oprócz tego będę mieć audiobook z bajkami chińskimi w interpretacji Mariana Opani, co mnie niezmiernie cieszy.To taka nagroda samej sobie za ciężką zimę ;)
 Poza pochwaleniem się książkami chciałam zwrócić uwagę na demotywatory książkowe. To popularny serwis i książki tam cieszą:
http://demotywatory.pl/4750739/Ci-ludzie-idealnie-dopasowali-sie-do-okladek-ksiazek
 Ja na to cierpię: gromadzę książki na wypadek katastrof globalnych i prywatnych.... Zdarzyło mi się nawet kiedyś gromadzić książki na wypadek bezrobocia... Przydały się....
http://demotywatory.pl/4750739/Ci-ludzie-idealnie-dopasowali-sie-do-okladek-ksiazek

http://demotywatory.pl/4647660/W-Polsce-nikt-juz-nie-czyta

A na koniec wiersz:
Julian Tuwim

Spóźniony słowik 

Płacze pani słowikowa w gniazdku na akacji,
Bo pan słowik przed dziewiątą miał być na kolacji.
Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,
A tu już po jedenastej - i słowika nie ma!

Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
A na deser - tort z wietrzyka w księżycowym blasku.

Może mu się co zdarzyło? Może go napadli?
Szare piórka oskubali, srebrny głosik skradli?
To przez zazdrość! To skowronek z bandą skowroniątek!
Piórka - głupstwo, bo odrosną, ale głos - majątek!

Nagle zjawia się pan słowik, poświstuje, skacze...
"Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!"
A pan słowik słodko ćwierka: "wybacz, moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!"

Ale wrócił.... Pozdrawiam i miłego dnia Wam życzę!
Może popodcinam wreszcie róże na wiosnę, bo już chyba nie będzie przymrozków? 

wtorek, 28 marca 2017

Gabriela Anna Kańtor 'Koronki z płatków śniegu' - saga śląska

Książka ukazała się w wydawnictwie MG w lutym 2017 roku. Świeżynka. Jak na sagę rodzinną to cienka książka, licząca zaledwie 320 stron, ale skondensowana w treści. Zawiera drzewo genealogiczne opisywanej rodziny i zdjęcia. Autorka jest Ślązaczką. Z wykształcenia jest terapeutką i pedagogiem. 'Koronki' to Jej pierwsza książka. W notce biograficznej z tyłu książki jest napisane, że nie lubi swojego pierwszego imienia. Chciałam tu napisać, że to piękne imię, oryginalne i ciekawe.
Książka w szczegółach jest napisana prosto i zrozumiale, bez zbędnych zapełniaczy treści, ale ogólnie daje czytelnikowi silne wrażenia czytelnicze. Jest tam o rodzinie i miłości, o ciężkiej pracy i trudnym patriotyzmie. Książek o Śląsku, zdaje się, nie ma dużo. Jest 'Łysek z pokładu Idy' i chyba tyle. No, mamy teraz Twardocha, którego chcę przeczytać, ale jeśli chodzi o sagi rodzinne, to moje pierwsze skojarzenie czytelnicze to literatura kresowa, dworki i świat utracony. Lubię literaturę kresową, ale to świat utracony, to se ne wrati. A już po rzezi wołyńskiej to lwów można podziwiać na wycieczkach autokarowych z parafii. A  Slązacy albo Gdańszczanie przez lata byli pomijani. Ich trudna historia była zapomniana. Wypominano im Wermacht i niemieckie imiona. Autor serii historycznej Paweł Jasienica w swoich książkach bardzo ubolewał, że Jagiellonowie zaniedbali te ziemie, że stracono je troszkę przez zaniedbanie, przez litewskie aspiracje, przez politykę wschodnią. Wiedziałam o powstaniach śląskich, ale że Piłsudski nie interesował się odzyskaniem tych ziem, tego nie wiedziałam. W książce jest i o tym. A także o tym, że Ślązaków nie pytano o zdanie w kwestii wcielania do wermachtu, że byli zmuszani i że takie podziały na swoich i obcych były sztuczne, często przeprowadzane w kamienicach, na podwórkach, w zakładach pracy. A prawdziwe zachowana patriotyczne wynikały z domów, z rodzin, z tego, jakie wartości kultywowano w rodzinach.
Inna sprawa poruszana w tej przepięknej książce to status społeczny bohaterów. Protoplasta rodu Ruczajów, hrabia Juliusz Ruczajewski z majątku na Polesiu po powstaniu styczniowym musiał uciekać. Trafił na Śląsk bez niczego. Nawet wykształcenie uniwersyteckie mu się nie przydało, bo trafił do huty cynku. Ożenił się ze Ślązaczką i założył ród. Potomkowie Juliusza hrabiami nie byli. Pracowali ciężko, mieszkali w familokach i wykonywali 'normalne' zawody. Ale pielęgnowali wychowanie patriotyczne i interesowali się działalnością społeczną, na przykład w harcerstwie. 
Autorka opisuje dzieje rodziny, różne ważne wydarzenia  w poszczególnych pokoleniach, ich dramaty i radości, troski i kłopoty. Nie ma kolejności czasowej, ale zachowuje porządek. Pomaga z wym czytelnikowi drzewo genealogiczne. Z całości wynika obraz jak powyżej: dzieje ciężko pracujących Ślązaków, pielęgnujących polskość, ale i śląskość, których życie nie rozpieszczało, ale dla których zawsze najważniejsza była rodzina i honor. 
W sumie daję książce 8 gwiazdek
Za możność przeczytania dziękuję wydawnictwu MG:
                                                   Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo MG

poniedziałek, 27 marca 2017

Urszula Sowińska 'Wybrany' - czy to ze światem jest coś nie tak czy z nami? Problemy pokolenia transformacji

Bardzo zaciekawiła mnie ta książka, gdy blogerzy zaczęli ją komentować, że jest o 'sfrustrowanym człowieku', że 'sfrustrowanie przekracza granice normalności', że o 'Polsce B'. 
Bardzo mnie takie tematy interesują, więc postanowiłam ją przeczytać.
Powieść ukazała się 17 stycznia 2017 roku w wydawnictwie W Punkt. To niezwykły i mocny debiut. Sama autorka wie sporo o przeprowadzkach z małego miasta do większego, o ambicjach zawodowych itd. - o tym wszystkim, o czym pisze w tej poruszającej książce. Jak czytam w biogramie autorki na LubimyCzytać:
'Mieszkała w trzech polskich miastach: wychowała się w dość małym, w całkiem dużym studiowała i zaczęła pracę, a osiadła w tym największym. Doświadczenia z każdego z nich pomogły jej stworzyć plastycznych i wiarygodnych - choć całkiem fikcyjnych - bohaterów. Skończyła dziennikarstwo i trafiła do dużej gazety codziennej. To było spełnienie jej marzeń, ale po latach całkowitego podporządkowania się newsom zrezygnowała z tej pracy. - Teraz klawiatura mojego komputera stuka już tylko dla mnie. - żartuje.
Pisze właśnie kolejną książkę. Nie wyobraża sobie życia bez kawy, internetu i miejskiego gwaru'.


Ja sama jestem dzieckiem wsi, z małej wioski w 'Polsce B' (jak to pysznie nazywają ci, którzy uciekli stąd) i też - tak jak bohater powieści Staszek - myślałam, że studia będą windą do nieba.  Potem doznałam rozczarowań i pewne sprawy przemyślałam. Ten temat więc mam opanowany. Jednak społecznie ten temat nie jest 'opanowany', a zmaga się z nim całe moje pokolenie 'transformacji', osób teraz już przed 40-tką, którzy studia kończyliśmy przed naszym wejściem do Unii, którzy nie mieliśmy Erazmusów i szans na karierę, zasadniczo.Kto był mocny to przetrwał, kto nie potrafił pływać (tak jak ja) to utonął.
Cały ten autobiograficzny wstęp jest mi potrzebny do analizy powieści. 
Staszek, główny bohater książki jest niemalże postacią groteskową. Jego wnętrze, percepcja świata, system wartości są skrzywione i podporządkowane jednemu celowi - ambicjom zawodowym. To zbyt silne natężenie cech sprawia, że są one widoczne, że łatwo można je ocenić. Narratorka subtelnie i niewidocznie, ale z konsekwencją pokazuje świat przedstawiony oczami Staszka. Ciekawy jest opis porannej podróży komunikacją miejską. Staszek jedzie do pracy, do marketu i ogląda współpasażerów. Wszyscy budzą w nim niechęć i odrazę. Każdy - zdaniem chorej wyobraźni Staszka ma coś 'nie tak': albo jest niechlujnie ubrany, albo ma ubrania z bazaru, albo coś jeszcze. I dawało się wyczuć, że to niezadowolenie z rzeczywistości występuje w głowie Staszka, bo same postacie są zadowolone z siebie i biorą życie takie jakie jest. A Staszek nie. Staszek pracuje w markecie, ale uważa, że ta praca mu uwłacza. Izoluje się od kolegów z pracy, obraża ich. W zasadzie nie ma przyjaciela i odtrąca tych, którzy próbują się do niego zbliżyć. Współlokator Rafał budzi w nim politowanie, a potem zawiść, gdy okazuje się, że zdobywa pracę, o której on bezskutecznie marzy. Nie zdaje sobie sprawy, że problemem jest jego stosunek do ludzi. Spora część książki to opis tego co Staszek myśli i jak wspomina swoje dzieciństwo bez ojca i dorastanie. Z tego wynika jasno, że Staszek zawsze miał problemy z ludźmi. W sumie nie miał żadnego przyjaciela! Nie potrafi współpracować, negocjować i robić dobrego wrażenia, co skutkuje jego kiepska pozycja na rynku pracy. Poza tym ma widoczne problemy psychiczne, ale to nie jest dziwne, gdy zdamy sobie sprawę z faktu, że Staszek w zasadzie żyje w izolacji od świata. Nawet swojego współlokatora i jego opowieści nie słucha. 
W połowie książki dochodzi do wydarzenia, które okazuje się punktem zwrotnym w życiu Staszka. Postanawia okraść kogoś pod bankomatem. To zdarzenie kończy się dla niego źle. A to z kolei prowadzi do tego, ze Staszek zaczyna tęsknić za 'normalnością' i za innymi ludźmi, którzy by mu pomogli.
Książka 'Wybrany' pokazuje wielkie miasto oczami absolwentów wyższych uczelni, którzy nie są potrzebni na rynku pracy, którym wpajano wiedzę, a nie umiejętności, których w pracy wyprzedzają koledzy po 'zawodówkach', którzy lepiej dostrajali się do rynku pracy, praktyczniej. Takie osoby jak Staszek stają się częścią życia marketów, trybikami machiny handlowej. Z kolei drogie utrzymanie w wielkim mieście i wstyd przed rodziną sprawiają, że ich życie to wegetacja od pierwszego do pierwszego. Daje się zauważyć ich wyizolowanie. Osoby te nie zakładają rodzin, nie wtapiają się w nowe środowisko. I jak się tak głębiej zastanawiam, to troszkę winy za to mają oni sami. Zdaje im się, że jakby zarabiali więcej, to ich życie byłoby spełnione, a w gruncie rzeczy brakuje im zainteresowań. Staszek jedzie do swojego domu i tam, w dawnym pokoju, widzi książki. Ale tych książek już nie czyta w Warszawie. Owszem, wraca późno, ale to nie usprawiedliwia kompletnego wyprania mózgu z zainteresowań, które przecież niekoniecznie muszą kosztować krocie. Owszem, jedyna rozrywka popularna wśród jego znajomych z marketów, czyli wieczorna popijawa niekoniecznie musi go interesować, ale przecież są i inne zajęcia! A on nie ma zwierzątka, nawet nie ogląda telewizji, żyje jak wydrążony człowiek. 
Książka była dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem lekturowym, bo pomogła mi zrozumieć, że nie jest ze mną aż tak źle. Przyznałam się na początku posta, że należę do tego właśnie niespełnionego pokolenia, a w dodatku skończyłam studia humanistyczne. Jak ten Staszek. Moje życie zawodowe to porażka, ale w przeciwieństwie do bohatera książki postanowiłam kupić się na hobby, skoro nie mam szans na bycie milionerką. Trzeba mieć z kim porozmawiać, trzeba mieć przyjaciół i jakieś zainteresowania. Nie można żyć tylko pracą, albo jej brakiem. Poza życiem w kieracie dom-praca, jest też miejsce na indywidualność człowieka, o której nie wolno zapominać. 
Książka wręcz groteskowo pokazuje bardzo ważne problemy całego pokolenia, sfrustrowanych ofiar boomu pokoleniowego, niedostosowania studiów do rynku pracy, którym wmówiło się, że 'możemy wszytko', że 'świat stoi przed nami otworem'. Pokolenia wyrwanego z własnego środowiska tych małych prowincjonalnych miejscowości, w którym byli oni częścią tamtego świata. Do nowego nie weszli, bo nie mieli jak. 
Cieszę się, że o nas, prawie 40-latkach napisano książkę. Mocną, ale dobrą.

8 gwiazdek

Za książkę dziękuję wydawnictwu W Punkt

sobota, 25 marca 2017

Amy Harmon 'Making faces' - co jest potrzebne do miłości?

Po ciekawych książkach 'Pieśń Dawida' i 'Prawo Mojżesza', nabrałam wielkiej ochoty na najnowszą, wydają w Polsce, książkę tej autorki pt. 'Making faces'. Na okładce całująca się para, troszkę za mgłą, co wróżyło dobry romans, a poprzednie książki kazały mi spodziewać się wzruszeń przy czytaniu. 
Książka ukazała się 5 stycznia 2017 roku w wydawnictwie Editio. 
Muszę przyznać, że nie rozczarowałam się książką! A jeśli chodzi o książki o miłości, to jestem wymagająca, bo albo mnie bohater denerwuje, albo jest za ckliwie, albo za drętwo, albo coś jeszcze. 
Tym razem po raz kolejny Amy Harmon udowodniła, że potrafi pisać dla każdego.
Bohaterami książki jest w zasadzie czwórka przyjaciół: Fern i jej niepełnosprawny kuzyn Bailey, jej piękna koleżanka Rita i ulubieniec szkoły, przystojny i wysportowany, a przy tym czytający poezję Ambrose Young. 
Akcja zaczyna się w czasie licealnym bohaterów, a kończy się, gdy są dorośli. Widzimy co się z nimi stało, jaki ich spotkał los, kto odnalazł swoją miłość, a kto nie. 
Książka kojarzyła mi się z amerykańskimi serialami o problemach nastolatków, typu 'Jezioro marzeń', jakie uwielbiałam oglądać, będąc  młodsza. Gdy czytam książkę o miłości nastolatków, to zwracam uwagę na wartości, jakie reprezentują. Jestem w gruncie rzeczy romantyczna, chyba, bo lubię, gdy miłość jest piękna, gdy się rozwija powoli, gdy uszlachetnia bohaterów, gdy nie wskakują sobie do łóżka już po pierwszej randce. Fern jest nieładna i taka się czuje: mała, ruda, w okularach i aparacie ortodontycznym. Ambrose i jego koledzy z drużyny zapaśniczej nie biją się o nią, a jednak zdobywa ona sobie ich szacunek. Ale droga do tego jest długa. Po pierwsze Fern przyjaźni się i opiekuje niepełnosprawnym Baileyem, który jest synem trenera i pomimo, że nie może trenować, to z chęcią uczestniczy w treningach. Po drugie Fern pisze dla pięknej Rity liściki miłosne, czym ujawnia swoją wrażliwość. 
Miej więcej w połowie książki czasy licealne się kończą, a zaczyna się dorosłość. Role się odwracają, bo najpopularniejsze osoby z liceum w dorosłym życiu wcale nie radzą sobie najlepiej. Uroda nie jest już tak istotna. Liczy się lojalność, wytrwałość i to, co sobą reprezentujemy. Każdy z nich musi dorosnąć i zdać egzamin z życia. Rita musi zmierzyć się z błędami młodości. Ambrose jedzie do Iraku i wraca zmieniony, Fern  ciągle pisze i wciąż kocha Ambrose, a Bailey wie, że umrze, ale każdą chwilę chce wykorzystać godnie, pomagając tym, którym kocha. 
Powieść składa się z rozmów, listów, trudnych myśli i traumatycznych wydarzeń. Jest wiele romantyzmu i wzruszeń. Książka pokazuje, że każdy ma szansę na miłość, bo tak naprawdę liczy się to, jacy jesteśmy dla innych, co dajemy z siebie bliskim. 'Making faces' pokazuje, że to nie uroda, ani atrakcyjność fizyczna się liczy, ale uczucie, że prawdziwa miłość pokona wszystkie przeszkody, że miłość sprawi, że z Brzydkiego Kaczątka wyrośnie piękny łabędź i że ważne jest co mamy w środku. Pokazuje też, że dorosłość jest trudna i pełna problemów, z którymi jedynie przy wsparciu najbliższych można się uporać. A przede wszystkim książka pokazuje, że miłość jest piękna i nadaje sensu życiu. I pokazuje, że jednak można pisać o miłości ciekawiej niż w książkach o Greyu.

Daję książce 8 gwiazdek

Za książkę dziękuję grupie wydawniczej Helion:

piątek, 24 marca 2017

Federico Mastrogiovanni 'Żywi czy martwi? Porwania ludzi w Meksyku jako narzędzie terroru'

RECENZJA PREMIEROWA
Książka ukazała się w serii Mundus Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego jakiś miesiąc temu. Przed przeczytaniem jej nie miałam bladego pojęcia o zjawisku porwań w Meksyku. Teraz już mam i ta wiedza jest przerażająca.
Ale od początku. Reportaż opisuje dziennikarskie śledztwo autora, jakie przeprowadzał przez kilka lat w Meksyku. Rozmawiał z ludźmi, jeździł w różne miejsca. Narażał się. 
Efektem jest ta oto książka. Ktoś napisał na Lubimyczytać, że czyta się ją ciężko. A gdzież tam! Właśnie czyta się ją lekko. Książka składa się z krótkich rozdziałów, prezentujących historie różnych ludzi. Komentarze autora są uzupełnieniem historii.
Dodatkowym czynnikiem, który ułatwił mi czytanie, była książka: duże litery, odpowiednie marginesy i odstępy. W każdym razie, spodziewałam się, że na tej książce utknę na kilka dni, a tym czasem przeczytałam ją w przeciągu kilku godzin.
Historie jakie pisze życie są straszniejsze niż fikcja! To, czego się dowiedział Federigo Mastrogiovanni jest straszniejszym thrillerem niż trylogia Millenium Stiega Larssona!
Otóż w dwudziestym pierwszym wieku w Meksyku wojsko albo policja porywa i zabija kompletnie bezkarnie setki i tysiące ludzi. Całe regiony są na to narażone. Autor odkrył, że regiony te są bogate w zasoby naturalne: gaz łupkowy, ropę i złoto. To co zagraża biednym mieszkańcom nie przeszkadza inwestorom. Na przykład kanadyjski koncern Torex Gold wydobywający złoto całkiem dobrze sobie radzi z wydobyciem (strona 319). Gaz łupkowy - podobnie. Na stronie 20 jest zestawienie, z którego wynika, że Meksyk jest 4 na świecie krajem wydobywającym gaz łupkowy. Autor we wstępie opisał jak bardzo wydobywanie gazów z łupków niszczy środowisko. Dlatego ludzie protestują i dlatego - według autora - systemowo i systematycznie ludzie w Meksyku są uciszani i zastraszani (tak, autor mówi o systemowym uciszaniu). To mnie zainteresowało, przecież gaz łupkowy znaleziono u nas. Na szczęście głęboko. Ale nie chciałabym, żeby nasz biedna Polska stała się takim samym Dzikim Zachodem jak Meksyk. 
Historie opisane w książce są straszne. Tak jak napisałam, są bardziej przerażające niż thriller. Bo jak można sobie wyobrazić, że 43 studentów jadących autokarem przez autostradę jest porwanych przez wojsko! Kierowca wychodzi, jakby wiedział, a po studentach zostaje kawałek palca i ząb! Albo historia chłopca, który chciał uciec z Hondurasu do Stanów, a trafił do domu publicznego. Lub historia Alana, który został uprowadzony, następnie uciekł oprawcom, schronił się na posterunku policji, zadzwonił do rodziców i zanim oni przyjechali - on zniknął. Policja wydała go porywaczom. Takich historii jest sporo. Autor z wyczuciem i wrażliwością pokazuje emocje rodzin porwanych, ich cierpienie, niepewność, pragnienie, żeby odnaleźć zwłoki, żeby móc go pochować i opłakiwać, świadomość, że porwany mógł doświadczyć gwałtów, bicia, tortur.
Co gorsze, autor mówi o źródłach tego procederu,  tkwiących w ustawie Hitlera z 1041 roku o przeciwnikach III Rzeszy. Coś przerażającego! I te opisy willi ze spalarniami zwłok, z kadziami do rozpuszczania ciał! Z drugiej strony, przecież od lat powstają programy telewizyjne o nazistach, którzy po 45 roku zbiegli do Argentyny. Zło się rozszerza jak zaraza.
W każdym razie autor książki nie zgadza się na zmowę milczenia wobec tak zmasowanego procederu i nagłaśnia sprawę. Rozmawia i spotyka się z rodzinami ofiar i z organizacjami społecznymi, które  interesują się tą sprawą. 'Gmera' w protokołach śledztw, w zafałszowanych dokumentach i mówi  o tym, mówi...
Myślę, że przynajmniej tyle możemy dla tych ludzi zrobić. Wiedzieć, że istnieli.
Książce daję 9 gwiazdek

Za możność przeczytania dziękuję wydawnictwu WUJ:
Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

czwartek, 23 marca 2017

Jaume Cabré 'Głosy Pamano' - dyktatura Franco, mała wioska, historia ma długie cienie

Okładka książki Głosy Pamano 'Głosy Pamano' to w Polsce druga książka katalońskiego mistrza pióra Jaume Cabré. Ukazała się w 2014 roku w wydawnictwie Marginesy, rok po bestsellerowym 'Wyznaję'. Faktycznie jednak jest to książka wcześniejsza niż 'Wyznaję', z roku 2004.
Prawdę mówiąc, tak jak większość czytelników, którzy zachwycili się 'Wyznaję', nie sądziłam, że powieść ta mnie zachwyci, bo pomyślałam sobie, że co nowego można napisać o dyktaturze Franco, a jeszcze o dyktaturze Franco w małej wiosce i jakiejś małej szkole? 
A jednak się myliłam! Dostałam wspaniałą ucztę duchową, książkę, która mnie wciągnęła, po której mam ;kaca czytelniczego', a w nocy śniłam epicki sen o Niemcach, podpalonej stodole. Po prostu zachwyciłam się.
Akcja nie jest tak rozpięta w czasie co w 'Wyznaję', ale w obu powieściach narracja przechodzi płynnie ramy czasowe, od osoby do osoby, zachowując przy tym spójność. 
Tytułowe Pamano to nazwa rzeki, płynącej w górach. W małym miasteczku Torena, w którym toczy się akcja powieści, usłyszenie jej szumu zwiastuje śmierć. Życie i monologi wewnętrzne postaci, licznych w powieści, pokazują, że śmierć nie jest najgorszą karą, że życie z poczuciem winy jest czymś nieznośnym dla człowieka. Można je tuszować pieniędzmi, próbować odkupić, zemścić się, a jednak cierń tkwi.  Jedynie poczucie, że się robi coś ważnego w słusznej sprawie daje ulgę. 
Bohaterów książki niełatwo jest sklasyfikować i ocenić w kategoriach dobra i zła. Nawet skrupulatny proces beatyfikacji nie daje gwarancji obiektywizmu, bo za wszystkim stoją konkretni ludzie, przekupni, albo słabi, niepoinformowani albo wprost przeciwnie - fanatycznie dążący do swojego celu.
Mamy kilka najważniejszych postaci. Osią zdarzeń jest nauczyciel Oriol Fontelles, który zginął w czasie dyktatury Franco, 'broniąc taberakulum' i 'z ręki komunistów'. Po wielu latach odbywa się jego beatyfikacja. Miastem i postacią zainteresowała się skromna nauczycielka z pasją fotografowania Tina Bros. Na chwilę przed zburzeniem szkoły, w której uczył Oriol, ze schowka za tablicą wydobywa niepozorne zeszyty z listem Oriola do córki, której nigdy nie poznał. Zapiski te okrywają prawdę o Oriolu, prawdę kompletnie inną niż ta oficjalna i ta, którą w sercach mieli bliscy Oriola. 
Powstaje  pytanie, czy Oriol był święty, czy zasłużył na beatyfikację?Tyle kontrowersji wokół niego, tyle nieświadomych krzywd. Czy zasłużył? Gdy czytałam kolejne strony i poznawałam historię jego, jego żony, kochanki Elisandy Vilabrú, lokalnych frankistów i lokalnych powstańców, a także zwykłych ludzi, którzy tak jak na całym globie pisali donosy, nienawidzili wychylających się i próbujący coś uszczknąć na siebie z tej wojny. 
Gdy przeczytałam już całą książkę aż po ostatnie zdanie, które było kropką nad i i potwierdziło tylko niesamowitość całej książki, to stwierdziłam, że Oriol był jednak postacią wyjątkową i wiedział coś, czego nie wiedzieli inni. Chyba zasłużył na beatyfikację, na ile świętym może być człowiek.  Ale ta świętość nie jest taka, jaką my to rozumiemy. Nie jest dewocją. Dewotką była Elisanda, postać najbardziej przeze mnie znienawidzona: wredna i zawzięta piękność, która dla zemsty, pieniędzy i postawienia na swoim zrobi wszystko, odda ciało i duszę, która jest pozbawiona skrupułów i jakiejkolwiek moralności. Dostała od życia wszystko: rodzinę, majątek. Tylko duszę straciła. Jej przeciwieństwem był Oriol. Człowiek, który przestał cokolwiek robić na pokaz. Po tym, gdy stracił rodzinę, jego życie przestało być oczywiste. Dla mieszkańców miasteczka na zawsze postał faszystą, dla żony - zdrajcą. Okazało się, że nawet kochankę zaskoczył. Ale w sumie chyba przestał dbać o to, co inni o nim pomyślą. Starał się robić to co trzeba i za to zapłacił wysoką cenę.Ta kontrowersyjność Oriola wynika z historii, która poplątała losy Hiszpanów. Po upadku dyktatury Franco prawda nie wyszła na jaw, bo znający ją zgięli. Na powierzchni pozostały hieny cmentarne, takie jak Elisanda, którzy zdobyli taki majątek, że mogli sobie kupić prawdę i czyste sumienie.Nawet pomniki nie mówią prawdy, bo pomniki stawiają ludzie. W książce pojawiają się napisy nagrobne, których wykonawca ma kilka w zależności od potrzeby chwili. Zdejmuje się jeden, a zakłada inny.
Myślę, że moja podświadomość słusznie wyśniła mi Niemców i spaloną stodołę. Bo 'Głosy Pamano' to uniwersalna opowieść o historii i ludziach ją tworzących. W zasadzie Torena nie powinna była stać się teatrem historii, tak jak nie powinny takim teatrem historii stać się wszystkie polskie miejscowości. W takich Torenach wszyscy znają wszystkich, a jednak różne rzeczy sprawiają, że jedni zaczynają podejrzewać innych, jedni zaczynają denuncjować innych, czyjeś życie zostaje zniszczone, ktoś, kto w czasie pokoju byłby nikim, w czasie 'wielkiej historii' zostaje burmistrzem. Te wszystkie trudne sprawy, brudy historii opisane w powieści, znamy z naszego polskiego podwórka: ludobójstwa, zdrady, strach, ukrywanie się. 
Oriol Fontalles nie czuł się bohaterem. Był zwykłym nauczycielem, przyszłym ojcem, mężem nauczycielki, który lubił rysować. Okazało się, że wszystko, w co wierzył, runęło. Więc pozostało mu robić to co trzeba, pomimo że przeczuwał, że umrze. I jeśli mieć wybór, żeby być takim jak Oriol albo takim jak Elisanda, to czym jest lepiej zostać? Zyskać wszystko czy wszystko stracić? A może zyskując tracimy, a tracąc zyskujemy? Co robi z nami historia i dlaczego ona się tak często powtarza? Dlaczego to zło wygrywa? 
Książka jest chyba najlepszą powieścią Jaume Cabré. Na pewno jest książką wybitną i ważną. Pokazuje jak kruchy jest człowiek i jak słabe są szufladki moralne, w jakie chcemy jego zaklasyfikować.I pokazuje, że Polska ma wiele wspólnego z Hiszpanią i Katalonią.
10 wielkich gwiazdek za tę książkę!


środa, 22 marca 2017

Henning Mankell dwa ostatnie tomy serii o Kurcie Wallanderze "Niespokojny człowiek' i 'Ręka'

Henning-Mankell-in-Visby--007
Mankell, źródło zdjęcia: http://www.womenofmystery.net
Na poznanie książek z Kurtem Wallanderem namówił mnie wielki miłośnik dobrych kryminałów Almos. Tak jak on, lubię audiobooki, więc słuchanie kolejnych książek z serii o tym szwedzkim policjancie było dla mnie miłym przeżyciem. Ale trochę to trwało. Słuchałam ich co jakiś czas, dawkując sobie przyjemność. Jako nagrodę wyznaczyłam sobie serial, ale to jest przede mną...
W ostatnim tygodniu wysłuchałam dwóch ostatnich książek z tej serii. Oto moje opinie o nich:
Okładka książki Niespokojny człowiek 'Niespokojny człowiek':
 Słuchałam z przyjemnością, bo ciekawiło mnie co się stanie z Wallanderem. Jako kryminał prawdę mówiąc mi się nie spodobał. Sama akcja znakomicie skonstruowana, ale nie lubię książek o szpiegach, bo żeby wyszło realistycznie, trzeba naprawdę dobrego pióra, na przykład Johna le Carre.
W zasadzie więc jest to bardzo dobra część, ale przeszkadzała mnie tematyka śledztwa, którym tym razem się zajmował: szpiedzy, agenci. Trochę poza moją wyobraźnią. Przyznam jednak, że mnie zwiódł autor.
Ale wątek osobisty Wallandera poprowadzony został bardzo ciekawie. Jest dużo o życiu Wallandera, bardzo wzruszająco. Smutno mi się zrobiło, czytając o starości, samotności i chorobie. wiem, że to fikcyjna postać, ale zżyłam się z komisarzem Kurtem Wallanderem przez ostatnie miesiące. Sekretem dobrych książek z Wallanderem jest chyba to, że bohater Mankella jest człowiekiem takim jak my: posiadającym marzenia, ale takie osiągalne, jak piec czy dom na wsi. W miłości jest wierny i latami rozpamiętuje rozstania. Myśli o rodzinie, o ojcu, o wnuczce, o córce, robi bilans życia.
Jest to chyba najsmutniejsza z książek o Wallanderze, bo Kurt skończył nie jak Terminator, ale jak zwykły człowiek: chory, ale szczęśliwy.
Polecam, ale po zapoznaniu się z wcześniejszymi książkami z serii. 
6 gwiazdek

Okładka książki Ręka; Wszystko, co powinniście wiedzieć o Kurcie Wallanderze  'Ręka. Pożegnanie z Kurtem Wallanderem':
UDAŁO MI SIĘ!
Skończyłam słuchać książek z Kurtem Wallanderem i było warto. Ominęłam kryminał z Lisą, ale nadrobię to. Ważne, że Wallandery już znam.
Ostatnie opowiadanie 'Ręka' podobało mi się. Jest troszkę jak z serialu "Kości' - Kurt Wallander chce kupić dom, a znajduje tam kości ludzkie. Sprawa dotyczy wydarzeń sprzed 50 lat, ale Wallander i tak jest dociekliwy.
Po opowiadaniu jest też tekst autora o Kurcie Wallanderze. Zawiera wiele ciekawych informacji. 
7 gwiazdek

wtorek, 21 marca 2017

21 marca - Dzień Leśnika. Wiersz z tej okazji

Źródło: http://demotywatory.pl/4753787/Wiosna-coraz-blizej
Dzień dobry,
Dzisiaj jest Światowy Dzień Leśnika i Drzewiarza. Na tę okazję postanowiłam uczcić to postem poetyckim... Bo las to ważna sprawa, drzewa to ważna sprawa. Bez lasu nie byłoby Piasta Kołodzieja i 'Nad Niemnem', płuc Europy i gdzie wyjść na grzyby....
Szukałam czegoś w stylu 'Stoją wierzby na gór szczycie' (czy 'Płoną wierzby na gór szczycie?')
W googlach znalazałam, że święto pochodzi z 1932 roku:
http://bloglesniczego.erys.pl/_img/_images/10232.jpg
http://lesniczowka.blox.pl/2014/04/Swieto-Lasu-jest-ale-nie-ma-Swieta-Lesnika.html
Znalazłam fragment poematu Karola Wojtyły 'Stanisław', który uznałam, że pasuje.
Jak wiemy, Karol Wojtyła napisał poemat 'Stanisław'. Ten utwór dał mi wiele do myślenia, bo nasz papież był bardzo mądrym człowiekiem, znającym historię. Wiedział więc, że święty Stanisław taką jednoznaczną postacią nie był. Wcale nie było tak, że Stanisław był biały, a Bolesław Śmiały - czarny. Ale w poemacie ten Stanisław staje się symbolem czegoś ogólnego. 
No i ten fragment:
Ziemia trudnej jedności. Ziemia ludzi szukających własnych dróg
Ziemia długiego podziału pośród książąt jednego rodu.
Ziemia poddana wolności każdego względem wszystkich.
Ziemia na koniec rozdarta przez ciąg prawie sześciu pokoleń,
rozdarta na mapach świata! a jakżeż w losach swych synów!
Ziemia poprzez rozdarcie zjednoczona w sercach Polaków jak żadna.

Pozdrawiam,
Oby nie zapomnieć, że jest wiosna!

poniedziałek, 20 marca 2017

Tove Jansson 'Słoneczne miasto' - pani od Muminków pisze dla dorosłych

Książka ukazała się 15 lutego 2017 roku w wydawnictwie Marginesy. O ile 'Kamienne pole', oryginalnie wydane w roku 1984, było już w Polsce wydane w roku 1989 przez Młodzieżową Agencję Wydawniczą, to o dziesięć lat starsze, z 1974 roku,  'Słoneczne miasto' jest polską premierą. I połączenie tych opowiadań ma sens tematyczny, gdyż obie opowieści, choć różne od siebie, to się łączą. Obie mówią o rozczarowaniu życiem, o niespełnieniu, o samotności i niemożności porozumienia się z otoczeniem.
Brzmi pięknie, ale umęczyłam się czytając tę książkę jak mops. Przepraszam, ale będę jak Max Kolonko i mówię jak jest. Dla mnie pani Tove Jansson zostanie już panią od Muminków, ale i panią od listów, które ukazały się w Marginesach w zeszłym roku i bardzo mi się spodobały. Z książek dla dorosłych Tove Jansson 'Słoneczne miasto' jest moim pierwszym spotkaniem z tą autorką. 

Pierwsze opowiadanie traktuje o starości. Fabuła dotyczy Saint Petersburga na Florydzie, gdzie bogaci emeryci kupili sobie domki i gdzie mieszkają. Miejsce jest upiorne, jakby zakonserwowane. Wyobraźcie sobie miasto, w którym nie ma dzieci, nie ma dorosłych, są sami starsi ludzie, gdzie śmierć jest zakrywana, oznaki starości tuszowane, a rozrywki poddane regulacji. Ludzie są dziwni, noszą śmieszne kapelusze, tkwią na balach, które nikogo nie ciekawią albo chodżą do fryzjerów. Nic nie jest naturalne. Pojawia się jeden buntownik: pan Thompson, ale i on nie obalił systemu. Opowiadanie miała jak dla mnie zbyt wiele postaci i ani jednej głównej, przez co miałam mętlik w głowie i nie wiedziałam kto jest kim. Poza tym miałam wrażenie, które jest chyba największą obelgą dla pisarki, że Agatha Christie napisałaby to ciekawiej. Wrzuciłaby w to senne miasteczko trupa, wspomniałaby o prześladujących ich namiętnościach i byłoby ciekawie! A tak snują się ci ludzie jak cienie.Gdybym była hollywoodzkim reżyserem to nakręciłabym według tego film, a do roli Thompsona zaproponowałabym Jackowi Nickolsonowi, żeby ten dał troszkę energii wszystkiemu.
Ale czas na tę książkę nie był stracony, bo książka pokazała mi jak upiornym miejscem są domy opieki, nawet te za wielkie pieniądze. Wychowałam się na wsi, w rodzinie wielopokoleniowej i dla mnie naturalną koleją rzeczy są rozmowy dziadków z wnukami, odwiedziny kolegów, bycie starszych ludzi w normalnym świecie, a nie wywożenie ich daleko.Jeżeli czytanie 209 stron było taką męczarnią, to jakąś męką jest życie w takiej izolacji!

Drugie opowiadanie też jest o starości i rozrachunku z samym sobą. Bohater jest pisarzem, który mieszka u córek i próbuje napisać biografię Igreka. Nic mu się nie udaje, a koronkowa narzuta z pokoju przypomina mu o błędach jakie w życiu popełnił. Ale przynajmniej mieszka z córkami i ma z kim skonfrontować swoje błędy życiowe. W 'Słonecznym mieście' emeryci nie mają takiej szansy, bo nikt ich nie słucha.

Podsumowując, opowiadania 'Słoneczne miasto' i 'Kamienne pole' traktują o samotności, rozczarowaniu, o niemożności bycia szczęśliwym, o rozbijaniu iluzji życia i stanięciu w prawdzie. Brzmi to filozoficznie, ale czyta się fatalnie. Książka przypomniała mi o tym, że domy seniora nie są azylem, ale piekłem jakie my, młodsi urządzamy naszym rodzicom, dziadkom itd. 
Daję książce 5 gwiazdek, i tym samym dodałam gwiazdkę, bo należy światu przypominać o starszych ludziach. 

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy:
Znalezione obrazy dla zapytania Marginesy logo

sobota, 18 marca 2017

Robert Goddard 'Never go back' - nieprzetłumaczona w Polsce książka

Okładka książki Never Go Back Mam problem, bo chciałabym napisać o tej książce, ale czytałam ją jakieś 5 lat temu i troszkę zapomniałam treści.... Ale spróbuję. 
Posiadałam tęże książkę, bo do zakupu skłoniła mnie fascynująca okładka. Pamiętam, ze treść też była fascynująca. To była jedna z tych książek, które  czytało się z drżeniem rąk. 
Ale oddałam ją potem koleżance, żeby komuś jeszcze posłużyły. 
Dla mnie było to pierwsze spotkanie z tym autorem, ale koleżanka mi mówiła, że bardzo lubiła czytać jego książki.
Robert Goddard
Robert Goddard

Robert Goddard jest brytyjskim pisarzem, autorem powieści kryminalnych, to rocznik mojej mamy - 1954. Studia ukończył w Cambridge, a za powieść 'Bez śladu' otrzymał nagrodę literacką Thumping Good Read Award (za powieść Bez śladu) oraz Nagrodę im. Edgara Allana Poe . Jego książka Bez śladu doczekała się również adaptacji telewizyjnej.

Wikipedia wymienia 25 powieści. Wśród nich na polski przetłumaczono 16. Nie przetłumaczono tych z ostatnich 12 lat, a spośród starszych właśnie 'Never go back'.  Co zabawniejsze, powieść jest trzecią częścią serii o  Harrym Barnecie, a pozostałe dwie książki przetłumaczono. Wyjaśnieniem może być fakt, że ta trzecia część została wydana 10 lat po drugiej części:
  1. Into the Blue (1990; wyd. pol. 1997 Bez śladu)
  2. Out of the Sun (1996; wyd. pol. 1998 Co kryje mrok)
  3. Never Go Back (2006)
Ja tę książkę kupiłam około roku 2010 w pewnym szlachetnym miejscu z książkami po złotówce. 
Książka liczy 464 strony, ale czyta się ją jednym tchem. Ciągle pamiętam niesamowity klimat powieści, strach bohatera, napięcie, zaskoczenie. A resztę muszę sobie przypomnieć na podstawie opisu z mojej ulubionej strony z angielskimi książkami:

Grupa byłych oficerów RAF-u zbiera się w szkockim zamku. Szybko okazuje się, że dwóch z nich nie żyje. W czasie wojny Harry Bernett i jego współpracownicy z RAF-u spędzali w tym zamku trzy miesiące, gdzie brali udział w psychologicznym eksperymencie. Problem tkwi w tym, że Harry nie pamięta co się działo 50 lat temu podczas tamtego pobytu w zamku. Rozwiązanie tej zagadki jest niebezpieczne dla Harryego, bo może go kosztować życie.
Jeśli ktoś będzie miał szansę, to polecam tę niezwykle wciągającą książkę. Mnie zaciekawiła do tego stopnia, że nawet bariera językowa mi nie przeszkadzała. To thriller napisany w sposób ciekawy i naprawdę wciągający.
A oto, co napisałam o tym na lubimyczytać:
Jest to trzymający w napięciu kryminał.

Bardzo ciekawa książka. Szkoda, że nie ma jeszcze polskiego tłumaczenia.
7 gwiazdek
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...