poniedziałek, 27 marca 2017

Urszula Sowińska 'Wybrany' - czy to ze światem jest coś nie tak czy z nami? Problemy pokolenia transformacji

Bardzo zaciekawiła mnie ta książka, gdy blogerzy zaczęli ją komentować, że jest o 'sfrustrowanym człowieku', że 'sfrustrowanie przekracza granice normalności', że o 'Polsce B'. 
Bardzo mnie takie tematy interesują, więc postanowiłam ją przeczytać.
Powieść ukazała się 17 stycznia 2017 roku w wydawnictwie W Punkt. To niezwykły i mocny debiut. Sama autorka wie sporo o przeprowadzkach z małego miasta do większego, o ambicjach zawodowych itd. - o tym wszystkim, o czym pisze w tej poruszającej książce. Jak czytam w biogramie autorki na LubimyCzytać:
'Mieszkała w trzech polskich miastach: wychowała się w dość małym, w całkiem dużym studiowała i zaczęła pracę, a osiadła w tym największym. Doświadczenia z każdego z nich pomogły jej stworzyć plastycznych i wiarygodnych - choć całkiem fikcyjnych - bohaterów. Skończyła dziennikarstwo i trafiła do dużej gazety codziennej. To było spełnienie jej marzeń, ale po latach całkowitego podporządkowania się newsom zrezygnowała z tej pracy. - Teraz klawiatura mojego komputera stuka już tylko dla mnie. - żartuje.
Pisze właśnie kolejną książkę. Nie wyobraża sobie życia bez kawy, internetu i miejskiego gwaru'.


Ja sama jestem dzieckiem wsi, z małej wioski w 'Polsce B' (jak to pysznie nazywają ci, którzy uciekli stąd) i też - tak jak bohater powieści Staszek - myślałam, że studia będą windą do nieba.  Potem doznałam rozczarowań i pewne sprawy przemyślałam. Ten temat więc mam opanowany. Jednak społecznie ten temat nie jest 'opanowany', a zmaga się z nim całe moje pokolenie 'transformacji', osób teraz już przed 40-tką, którzy studia kończyliśmy przed naszym wejściem do Unii, którzy nie mieliśmy Erazmusów i szans na karierę, zasadniczo.Kto był mocny to przetrwał, kto nie potrafił pływać (tak jak ja) to utonął.
Cały ten autobiograficzny wstęp jest mi potrzebny do analizy powieści. 
Staszek, główny bohater książki jest niemalże postacią groteskową. Jego wnętrze, percepcja świata, system wartości są skrzywione i podporządkowane jednemu celowi - ambicjom zawodowym. To zbyt silne natężenie cech sprawia, że są one widoczne, że łatwo można je ocenić. Narratorka subtelnie i niewidocznie, ale z konsekwencją pokazuje świat przedstawiony oczami Staszka. Ciekawy jest opis porannej podróży komunikacją miejską. Staszek jedzie do pracy, do marketu i ogląda współpasażerów. Wszyscy budzą w nim niechęć i odrazę. Każdy - zdaniem chorej wyobraźni Staszka ma coś 'nie tak': albo jest niechlujnie ubrany, albo ma ubrania z bazaru, albo coś jeszcze. I dawało się wyczuć, że to niezadowolenie z rzeczywistości występuje w głowie Staszka, bo same postacie są zadowolone z siebie i biorą życie takie jakie jest. A Staszek nie. Staszek pracuje w markecie, ale uważa, że ta praca mu uwłacza. Izoluje się od kolegów z pracy, obraża ich. W zasadzie nie ma przyjaciela i odtrąca tych, którzy próbują się do niego zbliżyć. Współlokator Rafał budzi w nim politowanie, a potem zawiść, gdy okazuje się, że zdobywa pracę, o której on bezskutecznie marzy. Nie zdaje sobie sprawy, że problemem jest jego stosunek do ludzi. Spora część książki to opis tego co Staszek myśli i jak wspomina swoje dzieciństwo bez ojca i dorastanie. Z tego wynika jasno, że Staszek zawsze miał problemy z ludźmi. W sumie nie miał żadnego przyjaciela! Nie potrafi współpracować, negocjować i robić dobrego wrażenia, co skutkuje jego kiepska pozycja na rynku pracy. Poza tym ma widoczne problemy psychiczne, ale to nie jest dziwne, gdy zdamy sobie sprawę z faktu, że Staszek w zasadzie żyje w izolacji od świata. Nawet swojego współlokatora i jego opowieści nie słucha. 
W połowie książki dochodzi do wydarzenia, które okazuje się punktem zwrotnym w życiu Staszka. Postanawia okraść kogoś pod bankomatem. To zdarzenie kończy się dla niego źle. A to z kolei prowadzi do tego, ze Staszek zaczyna tęsknić za 'normalnością' i za innymi ludźmi, którzy by mu pomogli.
Książka 'Wybrany' pokazuje wielkie miasto oczami absolwentów wyższych uczelni, którzy nie są potrzebni na rynku pracy, którym wpajano wiedzę, a nie umiejętności, których w pracy wyprzedzają koledzy po 'zawodówkach', którzy lepiej dostrajali się do rynku pracy, praktyczniej. Takie osoby jak Staszek stają się częścią życia marketów, trybikami machiny handlowej. Z kolei drogie utrzymanie w wielkim mieście i wstyd przed rodziną sprawiają, że ich życie to wegetacja od pierwszego do pierwszego. Daje się zauważyć ich wyizolowanie. Osoby te nie zakładają rodzin, nie wtapiają się w nowe środowisko. I jak się tak głębiej zastanawiam, to troszkę winy za to mają oni sami. Zdaje im się, że jakby zarabiali więcej, to ich życie byłoby spełnione, a w gruncie rzeczy brakuje im zainteresowań. Staszek jedzie do swojego domu i tam, w dawnym pokoju, widzi książki. Ale tych książek już nie czyta w Warszawie. Owszem, wraca późno, ale to nie usprawiedliwia kompletnego wyprania mózgu z zainteresowań, które przecież niekoniecznie muszą kosztować krocie. Owszem, jedyna rozrywka popularna wśród jego znajomych z marketów, czyli wieczorna popijawa niekoniecznie musi go interesować, ale przecież są i inne zajęcia! A on nie ma zwierzątka, nawet nie ogląda telewizji, żyje jak wydrążony człowiek. 
Książka była dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem lekturowym, bo pomogła mi zrozumieć, że nie jest ze mną aż tak źle. Przyznałam się na początku posta, że należę do tego właśnie niespełnionego pokolenia, a w dodatku skończyłam studia humanistyczne. Jak ten Staszek. Moje życie zawodowe to porażka, ale w przeciwieństwie do bohatera książki postanowiłam kupić się na hobby, skoro nie mam szans na bycie milionerką. Trzeba mieć z kim porozmawiać, trzeba mieć przyjaciół i jakieś zainteresowania. Nie można żyć tylko pracą, albo jej brakiem. Poza życiem w kieracie dom-praca, jest też miejsce na indywidualność człowieka, o której nie wolno zapominać. 
Książka wręcz groteskowo pokazuje bardzo ważne problemy całego pokolenia, sfrustrowanych ofiar boomu pokoleniowego, niedostosowania studiów do rynku pracy, którym wmówiło się, że 'możemy wszytko', że 'świat stoi przed nami otworem'. Pokolenia wyrwanego z własnego środowiska tych małych prowincjonalnych miejscowości, w którym byli oni częścią tamtego świata. Do nowego nie weszli, bo nie mieli jak. 
Cieszę się, że o nas, prawie 40-latkach napisano książkę. Mocną, ale dobrą.

8 gwiazdek

Za książkę dziękuję wydawnictwu W Punkt

7 komentarzy:

  1. Nie zwróciłabym uwagi na tę książkę, a widzę, że umknęłaby mi mocna i ciekawa propozycja czytelnicza, bardzo chętnie się w nią zagłębię. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już czytałam o niej na blogach, a przynajmniej na jednym. Jeśli patrzeć jedynie na fabułę powieści, to można się rozczarować, ale wydaje mi się, że powieść pokazuje problemy całego pokolenia, wielu osób.

      Usuń
  2. Ale co Ty mówisz, Izabelo Łęcka-Wokulska? Jak Ty należysz do niespełnionego pokolenia, to co ja mam powiedzieć? Urodzona, wychowana, wykształcona w PRL i nauczona tylko tam żyć? W wieku 30 lat wrzucona do kraju dzikiego kapitalizmu, to jest III RP?
    No, ja Cię proszę? ;)))
    Jak ja mam żyć? A trzeba bylo żyć i jakoś się żyło...
    Każdemu pokoleniu jest trudno żyć. Jako rzecze klasyk: są plusy dodatnie i są plusy ujemne :)))
    Aczkolwiek, mam wrażenie, że to młode pokolenie z tymi Erazmusami i całym tym Zachodem w Polsce to by się chętnie przerzuciło na wolny styl życia i bycia z czasów gierkowskiej małej stabilizacji. Ja wtedy chodziłam do szkoły, ale pamiętam jak żyło pokolenie moich rodziców, oni mieli na wszystko czas, na pracę, na działkę (praca kończyła się o 14.00 lub o 15.00), do tego mieli wczasy FWP prawie za darmo, kolonie dla dzieci prawie za darmo itd... Jeśli komuś zazdroszczę, to właśnie im. Nie bylo wprawdzie wolno jeździć za granicę, ale co z tego, skoro ja i teraz nie jeżdżę, bo nie mam za co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tę książkę to na pewno przeczytam, jeśli ją znajdę w bibliotece. Ciekawią mnie takie analizy.

      Usuń
    2. Ale ja pamiętam późne lata 80-te.. Co prawda z perspektywy wsi, ale pamiętam, że ludzie mieli czas, że z pracą było łatwiej. Nawet taką sprawę, jak cukierki, które jak już mi kupowano, to przynajmniej pół kilo. Potem już nie kupowało się tyle, bo drogo.
      Ale czas, mniejsze napięcie, brak wyścigu szczurów - to pamiętam, bo byłam już dużą dziewczynką. Może dlatego to moje pokolenie ma taki problem z sobą? Bo ci młodsi już nie znają i dla nich taka rywalizacja już od podstawówki jest czymś normalnym. Nas to męczy.
      ale samochody mamy lepsze niż kiedyś. Nawet jeśli jest to stare auto, to i tak lepiej jeździ niż te 'kiedysiejsze' maluchy. I materiałów budowlanych jest dużo. Ale ludziom brakuje tej powolności, tego że po 15 był czas.

      Usuń
    3. W 1980. latach to już był inny sposób spędzania wolnego czasu. W kolejkach się stało ;)))
      Wcześniej, za Gierka ich nie było. Za Gomułki chyba tez nie.
      Samochodu to ja w ogóle nie mam, brak mi nawet prawa jazdy. I jakoś żyję.

      Usuń
    4. Kolejki pamiętam, bo 'za chlebem' 3 razy w tygodniu stałam. Od 5 rano. Zawsze mnie to zastanawiało, bo chodziło o brakujące kilka bochenków. Przyznawali na wioskę 110 bochenków, a ludzie potrzebowali około 120. I dlatego te kolejki. A wystarczyłoby dać 10 więcej i system by padł.
      Pamiętam też buty na kartki (tato miał takie).
      Samochód jest niezbędny jeśli mieszka się na wsi, tak jak ja.
      Poza tym spokojnym trybem życia, jak to pamiętam, to chyba nie było tak idyllicznie, skoro kupno farby na lamperie wymagało nie wiadomo jakich zabiegów, oliwkę dla dziecka trzeba było dostawać z paczek zza granicy, a trójkolorowa pasta do zębów czy porządniejsze majtki - też.
      Myślę, że ta tęsknota za tym co było, to troszkę myślenie wspomnieniiowe. Zapomina się to co złe.

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...