piątek, 28 kwietnia 2017

Dla tych, którym nie wystarczą nagłówki.. Reklama reportaży

Jak wiecie, lubię czytać reportaże. Dotychczas polowałam na te od Czarnego. I nadal uważam, że to sprawdzona marka. Ale pojawiła się nowa, a ja mam przyjemność recenzować te książki...
Ostatnio przyszedł do mnie najnowszy, o Sarajewie. Oto one, bo łącznie mam już trzy książki z tej serii Mundus:
Moje książki
To Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. link do WUJ W tej serii są książki o różnych miejscach, ważnych w najnowszej historii: i o Ukrainie, i o Skandynawii, i Azji. Mam oko na kilka książek, bo lubię dowiedzieć się czegoś więcej o problemie z Wiadomości niż te kilka zdań w serwisach. 
Teraz przede mną książka o Sarajewie. Zobaczymy czy ciekawa. Ma przejrzystą czcionkę, odpowiednie do czytania marginesy i ładnie pachnie ;) 
A Czarne też nadal pozostaje na liście moich ulubionych reportaży. 

A Wy czytacie reportaże? 
 

czwartek, 27 kwietnia 2017

Liao Yiwu 'Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu' - horror chińskiego więzienia: relacja świadka

Autorem książki jest Liao Yiwu, chiński poeta, który za publiczne wygłoszenie wiersza 'Masakra' spędził 4 lata w chińskim więzieniu jako kontrrewolucjonista. Więzienie zmieniło go całkowicie, nie tylko jego życie prywatne, ale i jego duszę poety. Po wyjściu napisał reportaż, wspomnienie o tym co widział w więzieniu, książkę 'Za jeden wiersz' oraz reportaż 'Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych'. Napisał również reportaż o chrześcijaństwie w Chinach pt. 'Bóg jest czerwony' oraz reportaż o ludziach z czasów Tiananmen pt. Pociski i opium'.  Książki te są zakazane w Chinach.
Liao Yiwu 2010 Cologne.jpg
Liao Yiwu, źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Liao_Yiwu
Wszystkie te książki ukazały się w Polsce w wydawnictwie Czarne. 'Za jeden wiersz' w tym roku, 2017. 

Na książkę składają się trzy części tematyczne: najobszerniejsza, opowiadająca o pobycie w więzieniu, a konkretnie w Ośrodku przesłuchań, następnie w Ośrodku zatrzymań, aż wreszcie w więzieniu, rozdział początkowy,  w którym Liao Yiwu opowiada o sobie i swoim życiu przed zatrzymaniem oraz rozdział końcowy - o życiu po wyjściu z więzienia. 
Nic nie jest tak oczywiste w życiu autora jak by się mogło wydawać. Po pierwsze zdawałoby mi się, że ktoś, kto za wiersz jest wsadzony do więzienia, na pewno interesuje się polityką. A Liao Yiwu mówi, że nie, że nie rozumiał polityki, ale masakra nim strząsnęła. I za ten jeden wiersz spędził w zakładach karnych 4 lata, jak na Chiny i tak krótko, bo - opowiada w książce - że 'kontrrewolucjoniści' z wcześniejszych lat w więzieniu spędzali całe życie. Spotkał takich. Następne moje złudzenie to takie, iż areszt jest gorszy niż zakład karny. W Chinach jest odwrotnie. W Ośrodku zatrzymań bowiem byli i czekający na przyznanie się, i czekający na karę śmierci za przestępstwa kryminalne. Było tam gorzej niż w zakładzie karnym, gdzie osadzeni mieli już własne prycze i jakieś zajęcia, które tak ich męczyły, że nie mieli czasu na inne czynności. Nie jestem ekspertem, ale opisów znęcania się przez współwięźniów jest więcej w rozdziałach o Ośrodku zatrzymań i Ośrodku przesłuchań. 
Książka pokazuje psychiczną i fizyczną degradację człowieka w więzieniu, jego złagrowanie. Choć i tak sam autor nie miał tam najgorzej, bo sam mówi, że umieszczono go w hierarchii więziennej nie najniżej, że nie doświadczył wielu tortur, a nawet dawano mu czas na czytanie. Więzienie chińskie odzwierciedla hierarchiczną strukturę społeczną Chin.  W każdej celi był starszy, 'numer jeden', który przydzielał zajęcia i decydował o miejscu na podłodze, o tym, kto ma być dręczony, a kto nie. Liao Yiwu dzięki talentowi poetyckiemu i umiejętności pisania listów i pism oraz talentowi do negocjacji mógł czytać, był wysyłany do biblioteki, a nawet szanowano jego talent. Jednocześnie był świadkiem wielu tortur i całego upodlenia człowieka w więzieniu.  Tortury były fizyczne i psychiczne. Zadawano wyszukane rany (menu składające się ze 180 'potraw'), znęcano się seksualnie. Dręczyło ich zimno, wszy, smród i przepełnienie. Dodatkowo dręczyli ich strażnicy oraz własny umysł. Liao Yiwu mówi o beznadziejności oporu, o tym, że wiedział, że system sądowy nie działa, że jego obrona nie ma sensu. 
Po wyjściu z więzienia mówi o tym, że czuł się jak śmieć, że odrzuciło go społeczeństwo, rodzina i tylko upór o tym, żeby pozostać sobą, żeby nie ulec systemowi kazał mu trzymać się drogi outsidera.

Wiersz 'Masakra', za który został wtrącony do więzienia, gdy się w niego wczytałam, mówi właśnie o tym, o masakrze w duszach ludzkich jakie robi totalitaryzm, o zmiażdżeniu wolnej woli, o podporządkowaniu państwu:
A innego rodzaju masakra dokonuje się w centrum Utopii.
Gdy premier się przeziębi, lud musi kaszleć, raz za razem wprowadza się stan wyjątkowy,
Strupieszała machina państwa miażdży tych, co śmią się sprzeciwić chorobie (...)
Gnijące, upalne lato, ludzie i duchy śpiewają chórem:
Nie idź na wschód, nie idź na zachód, nie idź na południe i na północ.
Stoimy w świetle, lecz wszyscy są ślepi,
Stoimy na szerokiej ulicy, lecz nikt nie potrafi chodzić, 
Stoimy wśród zgiełku, lecz wszyscy są niemi (...)
Pies wylizuje mięsną miazgę, a ty płaczesz w brzuchu psa!
Płaaaczesz!
Z tej masakry, jakiej nie znała historia, tylko psi pomiot może ocaleć'. 

Smutna, ale prawdziwa diagnoza...
10 gwiazdek
Za książkę do recenzji bardzo dziękuję  wydawnictwu Czarne.
 Wydawnictwo Czarne

wtorek, 25 kwietnia 2017

Zapowiedzi wydawnicze - fajne książki: 'Julita i huśtawki', 'Inteligencja kwiatów' i 'Mehmed zdobywca'


Dzień dobry,
Postanowiłam co jakiś czas wstawiać posty z zapowiedziami książek, które wydają mi się ciekawe, ale których na razie nie będę czytać, bo nie da się czytać wszystkiego.
Pierwsza zapowiedź, to autorka sprawdzona, bo czytałam jakaś powieść dla młodzieży pani Kowalewskiej. Myślę, że to ciekawa 'obyczajówka':
 
Przejmująca opowieść o czasach, w których wszystkiego było po równo.
Wszystkiego oprócz miłości…



Julita i huśtawki Hanny Kowalewskiej - premiera 11 maja
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
Do rodzinnego miasteczka przyjeżdża pisarz Koli, by przez parę tygodni pracować nad książką i jednocześnie prowadzić przewrotną grę z ukochaną Metką. To właśnie ona, a także jej dawni znajomi stają się głównymi bohaterami jego powieści. Dzieciństwo, młodość, pierwsze miłości, pierwsze śmierci...
Ale  to Metka interesuje go najbardziej, to ją kocha i zachłannie kolekcjonuje wszystko, co się z nią wiąże:  jej doznania, fakty z jej życia i ludzi z jej przeszłości oraz teraźniejszości.
Wędrując po miasteczku, szuka wspólnych śladów, próbuje odtworzyć dawne zdarzenia, dociera do  podskórnego nurtu wzajemnych powiązań.
Julita i huśtawki to jednak nie tylko powieść o młodości, miłości i namiętności. Jej pełnoprawnym bohaterem jest też PRL. Hanna Kowalewska opowiada o nim w sposób wyjątkowy – ostro, ironicznie, bez sentymentalizmu, obnażając wiele absurdów tamtego czasu.
Jaki wpływ na bohaterów ma epoka, a jaki rodzina i dom, w którym żyją? Czy uda im się przezwyciężyć różne obciążenia i wygrać z losem?
Pierwszomajowe pochody, oranżada, kamienna wanna z czarodziejską wodą, anioły, koty, kałuże i prowincja, na której może zdarzyć się wszystko, w przewrotnej i wciągającej powieści Hanny Kowalewskiej
                                       (cytuję za Wydawnictwem Literackim)

Druga książka, która ukaże się niebawem, to dzieło MG. Nazwisko autora obiło mi się o moje polonistyczne uszy:

Historia nauki dowodzi, że wiek XIX był czasem chemii, XX fizyki, a XXI prawdopodobnie będzie wiekiem biologii. Nauki biologiczne należą do tych, które w coraz szybszym tempie spektakularnie wyjaśniają skomplikowane mechanizmy rządzące między innymi światem roślin.

W świetle dzisiejszej wiedzy śmiało możemy mówić o inteligentnych zachowaniach roślin. Lektura książki Maurice’a Maeterlincka – belgijskiego dramaturga i poety, laureata nagrody Nobla, a również znakomitego przyrodnika – pozwoli czytelnikom książki z zachwytem podziwiać świat roślin, opisany z głęboką wiedzą wyjątkowo pięknym językiem.

Geniusz Ziemi, będący prawdopodobnie zarazem geniuszem całego świata, w walce o byt zachowuje się podobnie do człowieka. Stosuje te same metody i posługuje się tą samą logiką. Osiąga cel środkami, jakich się imamy, idzie po omacku, waha się, zawraca, zaczyna po kilka razy jedno, dodaje szczegóły, eliminuje je, poznaje i naprawia błędy. Słowem, robi wszystko, co my byśmy robili na jego miejscu.
Maurice Maeterlinck
                                                                      (cytuję za MG)

I trzecia zapowiedź:
Okładka   Przeszłość i teraźniejszość, wojna i miłość,
siła miecza i potęga pióra.
I Stambuł, miasto, które łączy w sobie wszystko.

 W 1453 roku Mehmed II w końcu osiąga to, czemu poświęcił niemal całe swoje życie – podbija Konstantynopol i ustanawia go stolicą imperium osmańskiego. Po latach intryg, poświęceń i przelewania krwi ma świat u swoich stóp.

Ponad pół tysiąclecia później narrator zaszywa się w domu nad Bosforem, by zrozumieć i opisać tamte wydarzenia. Całkowicie odcięty od świata i swojej przeszłości zanurza się w życiu postaci zaludniających dawny Stambuł – w ich tęsknotach, żądzach i demonach. Nie wie jednak, że jego własne tęsknoty, żądze i demony – dotychczas usypiane miarowym rytmem sunącego po kartce pióra – obudzą się, gdy tylko do furtki zapuka Ona…

Nedim Gürsel • Mehmed Zdobywca • przeł. Piotr Kawulok • Wydawnictwo Literackie • 27 kwietnia

 

                                                                          (cytuję za Wydawnictwem Literackim)
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
pusty_b81cd8c646.gif.gif?sum=df3e567d6f1
cudzyslow_102174fb4e.gif.gif?sum=45be4d8
Ta opowieść to wspaniały pejzaż, którego blask równocześnie rani i zachwyca. A Nedim Gürsel to dżin żywiący się zatopionymi światami: Wenecją, Stambułem, niegdysiejszym złotym wiekiem, dzisiejszym zagubieniem.
„Le Monde” 










 A Wy jak, widzieliście o tych premierach? Zaciekawiły Was? Która najbardziej?

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Faustyna Kowalska 'Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej' - w święto Miłosierdzia

Okładka książki Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej  Dzienniczek przeczytałam w 2014 roku. Miałam sobie kupić własny egzemplarz, nie kupiłam. Oto moja recenzja właśnie z 2014 roku:
'Dzienniczek siostry Faustyny' czytałam długo, ponad tydzień, ale nie żałuję. Bo mogłam spokojnie przyswajać sobie treść i przesłanie ten mistyczki i świętej.
Gatunkowo, 'Dzienniczek' zawiera kilka gatunków literackich: dziennik intymny, modlitwy, litanie, hymny, dialogi średniowieczne i poemat teologiczny. Moim skromnym zdaniem, bardzo dobre literacko. Język jest językiem potocznym, ale tylko tam, gdzie św. Faustyna mówi 'od siebie'. Tam, gdzie opowiada o objawieniach i o Bogu, to jest to język, który próbuje oddać całą głębię i niezwykłość objawień. Występują nawet określenia od św. Jana od Krzyża, których święta nie mogła znać, bo pamiętamy, ze jeszcze w czasie II wojny światowej Karol Wojtyła, żeby czytać św. Jana od Krzyża musiał nauczyć się hiszpańskiego - nie było tłumaczenia na polski.
'Dzienniczek' jest ogromną kopalnią przeżyć świętej, oddaje Jej walkę duchową o miłosierdzie, o to, żeby mieć dobroć wobec swoich wrogów, mówi o objawieniach i charyzmatach, przedstawia wizje, które poruszają i pokazuje świat zakonu i otoczenie św. Faustyny we wszystkich 'ludzkich' odcieniach relacji: wrogości i sympatii, zazdrości i szacunku.
To bardzo ważna książka dla mnie. Tę pożyczyłam, ale kupię sobie, żeby czytać kilkakrotnie. 
8 gwiazdek

Koleżanka spytała mnie kiedyś, widząc, że czytam 'Dzienniczek', co myślę na temat wizji przedstawionych w książce. A co ja mam myśleć? Nie mam pojęcia. To kwestia wiary. Ale inna rzecz mnie poruszyła w toku narracji. Faustyna to jedna z najbardziej samotnych osób, jakie kiedykolwiek pisały dzienniczki. Bardzo do głębi mnie to poruszyło, może nawet bardziej niż jej modlitwy. Ta jej samotność przeogromna. Ona w zasadzie nie miała z kim porozmawiać! Człowiek sobie myśli, ze klasztor, to święte i pobożne mniszki, a w 'Dzienniczku' pokazano zawiść, zazdrość i niemiłe uczucia. A ona, biedna Faustyna te swoje kartofle z pokorą gotowała i przy furcie stała. Człowiek współczesny się z tego śmieje, ale w sumie pomyślmy co ona mogła zrobić? Musiała tkwić w miejscu, w którym była. Nie stała za nią ustosunkowana familia, ani wielki posag od rodziny. Była ubogą, prostą kobietą, która chciała być dobra. I zaakceptowała. Nie przymilała się na siłę. Oglądałam film z Danutą Segdą, piękny film, ale wydaje mi się, że pokazał kompletnie inną Faustynę, taką mistyczną. A Faustyna z Dzienniczka była bardzo osadzona w codzienności. Z tym garem kartofli ciągle. I ta jej wielka samotność. Przecież poza rozmowami 'mistycznymi' w swojej izdebce i spowiedziami ona nie miała do kogo ust otworzyć. Samotność jest plagą XXI wieku. Dlatego jej postać nie wydaje mi się archaiczna. Ileż teraz mamy takich samotnych ludzi?

I tak to widzę. Tę książkę.

sobota, 22 kwietnia 2017

Magdalena Jastrzębska 'Panie kresowych siedzib'

Dziś książka wyjątkowa, gratka dla kresofilów, książka opatrzona licznymi ilustracjami oraz przypisami do bogatych źródeł: listów, pamiętników itd. Wydana przez Wydawnictwo LTW w 2016 roku. Autorka, pani Magdalena Jastrzębska prowadzi ciekawy blog, na który zaglądają osoby interesujące się Kresami. Przed świętami Bożego Narodzenia zorganizowała konkurs i w tym konkursie miałam przyjemność wygrać tę oto Jej książkę z dedykacją autorki. Bardzo dziękuję. 
Książka składa się z 21 portretów 'Pań na Kresowych Siedzibach', wśród nich pani Fredrowa, portret jej i jej męża, hrabiego Fredry. To się z tego ucieszyłam, że zobaczę ich twarze, bo z pewnego nieładnego wierszyka, którego autorem był sam zbereźnik Fredro, wynikało, że dzieliła ich różnica wieku, że on był tym brzydkim i starym, a ona ładna i młoda ('Stary Fredro w książkach grzebie, a młody.....')
Okazuje się, że oboje byli uroczy, a ich miłość romantyczna i z przeszkodami (strony 123-135). 
Gdy myślimy o arystokratkach z polskich pałaców kresowych to wydaje się nam, że tylko pięknie wyglądały, że były czymś w rodzaju pięknej ozdoby domu, a równocześnie, że wiodły sielski żywot. 
Autorka przekopawszy masę dokumentów i tekstów pokazuje w tej książce, że nie zawsze było różowo, że ich życie było bogate, ale i czasami smutne, że doświadczały takich samych cierpień jak wszystkie kobiety wszystkich czasów: śmierć dzieci albo męża, mariaż popełniony z nakazu rodziny, szalona miłość, patriotyczne ofiary itd.. Najsmutniejszą kobietą wśród tych 21 portretów była przedostatnia bohaterka, Julia z Ledóchowskich Chodkiewiczowa oraz jej córeczka Zosia, które zginęły z rąk bolszewików w Młynowie w 19919 roku, męczone przez dwa dni. Największym oryginałem w tej plejadzie była 'singielka' i ekscentryczka, stara panna i autorka albumu heraldycznego, ciotka Josefa Conrada, Regina Korzeniowska. Były też rozwódki i ukochane żony, szacowne matrony i społeczniczki. 


Fragmenty książki...

Równocześnie książka pokazuje bogactwo i różnorodność życia kresowego, które zakończyły lata 1919, a potem druga wojna światowa. Poprzez pryzmat kobiet pokazano czym to życie kresowe tak naprawdę było, że tworzyli je arystokraci i polskie ziemiaństwo. Że były to ostoje patriotyzmu i polskości, skarbnice polskiej kultury i miejsca, gdzie był czas i ochota na poznawanie współczesnej kultury. Miejsca te były też ostoją nowoczesnej i wydajnej gospodarki na tych przeogromnych połaciach czarnoziemów. W majątkach były młyny, gorzelnie, oranżerie, stajnie itd.  Autorka popracowała nad wyszukaniem danych o tych sprawach, a przy okazji i na marginesie wspomina o tym, co zostało z pałaców, budynków itd. A zostało niewiele, ale i w tym mieszczą się teraz szkoły i inne ośrodki użyteczności publicznej. Gdy czytałam te opisy niszczenia tego wszystkiego, miałam wrażenie, że było to bezmyślne psucie, niszczenie, nie zastępowalne tworzeniem nowego. Palenie bibliotek, rozbijanie mebli, podpalanie budynków, wycinanie drzew. Nie opowiadam się za którąkolwiek ze stron w tym przeszłym już konflikcie narodowościowym na tych ziemiach, ale psucie wszystkiego, co mogło się przydać ludziom jest po prostu barbarzystwem.
Jest tam też mały epizodzik, który dał mi do myślenia. Mówiąc o majątku którejś z bohaterek książki, mamy podane, że miała ona 2000 hektarów i 3 tys. ludzi, albo odwrotnie. W każdym razie, jako córka rolnika, wyliczyłam, że jeden 'włościan' musiał obrobić około hektara ziemi. biorąc pod uwagę, że orano końmi, plewiono ręcznie, nie mając jeszcze oprysków (XIX wiek przecież!), to chłopi na tych terenach musieli się nieźle narobić....  Z drugiej strony książka wspomina o ochronkach, szkołach i innych formach troski arystokratów o swoich poddanych.
Książkę jak najbardziej polecam, bo jest niezmiernie ciekawa oraz przejrzyście napisana. 
Daję książce 8 gwiazdek
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym:
 











Recenzję niniejszą umieszczę również na stronie:
Banerek

piątek, 21 kwietnia 2017

Agnieszka Meyer 'Karmin' - o miłości, cennych książkach i utraconej przeszłości

RECENZJA PREMIEROWA
Najnowszy debiut książkowy wydawnictwa MG zaintrygował mnie swoją nieoczywistością. Ale takiej książki się nie spodziewałam.
Powieść ukazała się30 marca 2017 roku w wydawnictwie MG. To debiut książkowy autorki, o której napisano na okładce książki, że pisała artykuły i wywiady do Twojego Stylu, Wiedzy i Życia oraz Gazety Wyborczej. Eseje na temat doświadczeń rodziny dwukulturowej opublikowała w formie e-booka pt. 'Zabierz mnie do domu'.
Książka 'Karmin' to opowieść o dwóch mężczyznach i dwóch kobietach, o miłości i książkach, o pięknych przedmiotach, a przede wszystkim o przeszłości. Niedawno, zdaje się Zimbardo napisał książkę o tym, w jakim czasie żyjemy. Twierdzi on, iż ludzie żyją w przeszłości, teraźniejszości i przeszłości. W książce troje bohaterów żyje przeszłością, tą ze wspomnień, z tęsknoty i utrwaloną w przedmiotach: Selina, Max i David, a jedna - Amerykanka Jessie - to kobieta żyjąca w przyszłości, kompletne przeciwieństwo Maxa i Seliny.
Powieść powoli, bardzo powoli i subtelnie osnuwa misterny czworokąt miłosny pomiędzy tymi postaciami. Dogłębnie pokazuje meandry uczuć, tych namiętnych, ale powierzchownych i tych głębokich, stanowiących sens życia. Selina jest kobietą pełną czaru. Jej praca również fascynuje. To konserwatorka starodruków, której babka traumatycznie wspomina wojnę i ma jakieś żydowskie korzenie. Natomiast miłością życia Seliny stał się Niemiec: Max. Max to stolarz wykonujący artystyczne meble. Druga kobieta w książce, Jessie, jest Ameryką, która nie rozumie europejskiego zakorzenienia w przeszłości. Natomiast David to postać kompletnie oryginalna i tajemnicza, o którym od początku wiadomo tyle, że ma staroświeckie maniery, potrafi uwodzić kobiety, zna się na starodrukach i potrafi 'wszystko, co praktyczne (...) Polować, podkuć konia, podzelować buty, szyć, gotować, sporządzać podstawowe leki - w myślach dodał jeszcze: 'sporządzać fałszywe dokumenty i trucizny'. '.(str. 201).  Czyli postać ciekawa.
Autorce udało się ukazać zdarzenia i postacie z niezwykłą przenikliwością. Z pozoru banalnej intrygi powstała niesamowicie intrygująca i pochłaniająca jak magnes książka o miłości i tęsknocie o miłości do rzeczy pięknych i o sensie życia. Przepiękny jest język książki i narracja, która dostosowuje się do osób, z których punktu widzenia w danym rozdziale poznajemy zdarzenia.
Poza tym wszystkim mamy też książki, przepiękne, cenne i takie, które stulecia ukrywały za cenę życia i wielkich poświęceń. I mamy teraźniejszość, w której książki są sprowadzone do pliku w komputerze. Nasze postacie toczą w pewnym momencie zażarty spór na temat książek papierowych i elektronicznych. Warto go przeczytać. Mówią też o tym, że dzisiejszy świat opiera się na jednorazowości przekazu i na ulotności, oraz znikaniu unikatowych zjawisk, przedmiotów i stworzeń i na ich potrzebie zachowania. Spośród wszystkich unikatów w książce, najbardziej unikatowe są:  'Księga z Kells', Selina oraz prawdziwa miłość, która zdarza się tylko raz....
Książka wchłonęła mnie nie od razu, powoli, ale jak już to się stało, to nie mogłam wyjść spod jej czaru jeszcze po skończonej lekturze...
Bardzo ją polecam.
9 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:
uc?export=download&id=0B_-TXCvN-hX-N

czwartek, 20 kwietnia 2017

Czy ksiażki szczęście dają? Nie wiem, ale miło jest je otrzymywać...

Wiosenne kiełki rzodkiewki, które sobie wyhodowałam. Źródło witamin.
Dzień dobry,
Święta, święta i po świętach. Krótko było. Nawet nie złożyłam Wam życzeń. Przepraszam, ale ostatnio uginam się pod ciężarem życia. Dziękuję Kasi za maila z życzeniami.
Przed świętami i tuż po moi przyjaciele zaskoczyli mnie przesyłkami i za to Wam mocno dziękuję. Nie zlokalizowałam jeszcze nadawcy paki, ale to chyba koleżanka. Trafiła mocno w mój gust:
Zostałam zaskoczona tą przesyłką, bo czekam na książkę '300 rzeczy o mężczyznach' (czy jakoś tak, od księgarni Helion), a wczoraj listonosz przyniósł mi taakie pudło, które pomieściłoby album z malarstwem. Aż się zdziwiłam, że o mężczyznach tyle napisano...
A ktoś, chyba koleżanka na zajączka kupiła mi w Selkarze książki, które są spełnieniem moich pragnień książkowych, szczególnie 'Ziarno i krew'. I te pozostałe bardzo trafiły w mój gust:

 Do przesyłki dodano zakładkę z sówką. Na dopisku napisano, że można uzbierać 6 takich zakładek:

 
Jeśli macie pozostałe cytaty, to mi wyślijcie zdjęcia. Proszę.
No a poza tym dostałam wygraną w konkursie plus zakładkę. Ucieszyłam się, bo to książka o miłości, a ja ją chciałabym przeczytać:


Do zdjęcia położyłam własne kolczyki, które pasują do  okładki...
O aniołkach od koleżanek Wam pisałam. To jest laurka od chrześniaka:
Jeszcze dwie nowości od Marginesów:
W sumie nazbierało mi się 16 nowych książek, w tym 10 recenzenckich.




A Was zostawiam z piękną piosenką o miłości, która jest gorzka, w której więcej jest rozczarowań niż uniesień, ale bez której życie nie ma sensu. Przecież bez miłości bylibyśmy jak ten 'cymbał brzmiące'! A kto chce być cymbałem? Nawet św. Paweł, autor tych słów, nie chciał być cymbałem brzmiącym:
Miłego dnia, 
Iza Łęcka-Wokulska

ps. Zapomniałam dodać, że w święta licznik wejść na bloga przekroczył  200 tys. Poprzednie 100 tys. trwało ponad rok. Niestety nie organizuję z tej okazji rozdawajki, bo muszę przezwyciężyć własne problemy. Wtedy skupię się na rozdawajkach. Pozdrawiam.

środa, 19 kwietnia 2017

William Makepeace Thackeray 'Barry Lyndon' - czyli jak nie zostać bohaterem i cieszyć się życiem...

Piękna okładka, twarda oprawa, duża czcionka - to niedawno, bo 15 lutego 2017 roku, wydane przez Replikę pierwsze polskie tłumaczenie książki autora 'Targowiska próżności', Williama Makepeace Thackeray'a, The Memoirs of Barry Lyndon. Książka czekała na polskie tłumaczenie około 150 lat, bo od 1844 roku. W sumie nie wiem dlaczego, bo skoro był film  w reżyserii Stanleya Kubricka z 1975 roku, to książka musiała być znana. Dlaczego nie u nas? Tego nie wiem, ale najważniejsze, że wreszcie jest. 
Ilustracja
William Makepeace Thackeray (ur. 1811 w Kalkucie, zm. 1863 w Londynie), źródło zdjęcia: Wikipedia

Thackeray'a znałam już w podstawówce z książki 'Pierścień i róża'. Potem jego 'Targowisko próżności' uderzyło mnie genialnością, gdy na studiach czytałam sobie literaturę angielską. Czytając epokami wyczuwa się schematy, nawet jeśli pisze wybitny pisarz. A po tych wszystkich słodkich pannach z brytyjskiej prowincji dostałam Becky, bohaterkę 'Vanity fair'. Pamiętam, że zachwycił mnie styl pisania, ironia i ciągłe bawienie się nie tylko konwencjami pisarstwa, ale przede wszystkim naszymi schematami myślenia o ludziach: że jak sierota, to na pewno chce być pokorna i dobra, jak bogata, to na pewno jest wredna. Thackeray odwraca wszystko i tworzy świetnie napisane powieści. 'Barry Lyndon' to potwierdza...
Moje własne 'Thackeray'e' ;) 'Vanity fair' dostałam po angielsku, z ilustracjami. Przymierzam się do czytania w oryginale.
Książka jest świetną powieścią o ciekawym i pełnym życia człowieku, który w swoich czasach, może i był uważany za ignorującego zasady i normy społeczne, ale teraz, w XXI wieku byłby, tak jak to opisał Thackeray, człowiekiem sukcesu. Redmond Barry z Ballybarry, po żonie Lyndon, to Irlandczyk, wychowany bez ojca, przez matkę, która wpoiła mu, że liczy się ogłada towarzyska, urok osobisty i pieniądze, które otworzą wszystkie drzwi. Do tego zestawu Redmond dodał swoje cechy charakteru, takie jak poczucie humoru, optymizm, determinację w dążeniu do celu oraz znajomość ludzkiej natury. To wszystko sprawiło, że nasz antyheros żył ciekawie i przeżył wiele przygód: był amantem i karciarzem, wojakiem i dezerterem, dżentelmenem i łotrem.  Dopiero kobieta, równie ciekawa jak on, sprawiła, że jego życiowa passa została narażona na próbę....
'Barry Lyndon' to ciekawa panorama Europy w II połowie XVIII wieku. To Europa trawiona wojnami, w których grabieni są i zabijani biedni, podczas gdy bogaci grają w karty, a królowie wynajmują wojska. To świat, w którym liczy się blichtr i pozory, a etykieta jest ważniejsza niż moralność. W zasadzie Barry Lyndon odnosi sukces wbrew swojej klasie społecznej i to dlatego, że ignorował zasady. Jako chłopiec nie chciał wkuwać łaciny, a wolał powieści, co dało mu potem w życiu wielką przewagę nad tymi, którzy trzymali się zasad. Był dezerterem, ale uznał, że jest to okazja do skorzystania w życiu, był biedny, ale postawił na hazard. Nie kochała go kobieta, a się uparł.Pokazał, że w życiu prawda nie popłaca, że różnie w życiu bywa, ale ważne, żeby się dobrze bawić.
Prawdę mówiąc, ja bym tak nie potrafiła. Pewnie dlatego z taką ciekawością czytałam tę książkę, żeby poczuć się przez chwilę panią życia i tak jak Redmond bez grosza przy duszy, ale z dobrą miną do złej gry, w karecie zdobyć salony....
Zapisałam sobie bardzo ciekawy i pouczający cytat, w którym Redmond mówi o kobietach:
'Najbardziej wyrafinowane kobiety mają w zwyczaju zakochiwać się w najbardziej nieokrzesanych i niedouczonych reprezentantach mojej płci. Sprzeczności w nich tkwiące zdają się nigdy nie mieć końca'. 
8 gwiazdek, polecam.
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Replika:




wtorek, 18 kwietnia 2017

Marcin Mamoń 'Wojna braci. Bojownicy, dżihadyści, kidnaperzy. Opowieść polskiego dziennikarza porwanego przez Al-Kaidę'

Książka ukazała się w Wydawnictwie Literackim 2 marca 2017 roku. Syria, dżihadyści, Państwo Islamskie, ISIS to tematy ważne i takie, o których mam potrzebę czytać więcej, niż z nagłówków wiadomości. Ta książka jest opowieścią o tych sprawach, napisaną przez dziennikarza, który był tam i który przez jakiś czas był porwany przez Al-Kaidę. 
Zwykły Europejczyk taki jak ja chce zrozumieć co się dzieje tam w Syrii, kto jest ofiarą i po której stronie jest prawda. Czy książka 'Wojna braci' daje jednoznaczną odpowiedź? Nie wiem. W sumie pokazuje prawdę, ale prawda okazuje się smutna i zawikłana. Okazuje się, że wszystkie strony są winne, że niewinni są zabijani i że podejrzenia idą ku służbom wywiadowczym wielkich mocarstw.
Tytuły rozdziałów brzmią ciekawie: 'Syria 2012', 'Ukraina', 'Kaukaz', 'Syria 2015'. O ile Syria mnie nie dziwi, a Kaukaz kojarzy mi się z dżihadystami (o czym pisał Wojciech Jagielski w książce 'Wszystkie wojny Lary'), to Ukraina nijak nie wiąże się z tematem. Ale Mamoń pokazał, że się wiąże. 
Jego narracja na temat dżihadystów, czy raczej 'braci', jak oni sami o sobie mówią, jest narracją od wewnątrz. Dziennikarz długi czas zdobywał ich zaufanie, kontakty, był tam. Pokazuje świat oczami tych ludzi, tak jak oni to widzą i stara się nie oceniać. Ocena ich zachowania dokonuje się poprzez ich czyny. W sumie został porwany przez nich, ale i uwolniony. Mamoń poznał i opisał zasady, jakie panują w tamtym świecie, wartości, jakimi się kierują, co jest dla nich ważne, a czym gardzą. Opisuje ludzi przyzwoitych, i tych złych. Mówi o całej siatce islamistów, o porywaczach, i o desperatach. Pokazuje ludzi, dla których nie ma odwrotu, dżihadystów,  którzy zaślepieni ideologią albo brakiem perspektyw pojechali do Syrii walczyć, a teraz nie mają odwrotu. Mamoń bez usprawiedliwienia mówi o tym, co było przyczyną tego zjawiska, jakim określamy Państwo Islamskie. Mówi o zbrodniach żołnierzy Al-Assada, o walce wywiadów amerykańskiego i rosyjskiego, o tym, jak sprawa wymknęła się spod kontroli ludzi, którzy to organizowali, a stała się sprawą bezwzględnych terrorystów. 
Bardzo ciekawy jest rozdział o samym uwięzieniu. Autor barwnie opisuje warunki, jakie panowały, strażników i to, o czym myślał wówczas i jak udało mu się uwolnić.
W sumie książka przybliża świat Bliskiego Wschodu i wojny, w której sprawiedliwi dawno umarli, a w której religia stała się orężem walki. Mamoń pokazuje świat od środka, nie klasyfikując ludzi do szufladek 'dobrzy', 'źli'. Można się z tej książki wiele dowiedzieć o Państwie Islamskim, jak i o pracy reportera wojennego, który naraża życie dla poznania prawdy.
9 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:

600na150_f71868defe_80b23b520e.jpg.jpg?s
 Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym:


niedziela, 16 kwietnia 2017

Wywiad z panią Katarzyną Ryrych, autorką powieści ‘Zginęła mi sosna’ i ‘ Życie motyli’



Moja rozmówczyni pani Katarzyna Ryrych, źródło zdjęcia: KR
    


LZ:  Napisała już Pani wiele książek, ale ze wstydem stwierdzam, że dopiero te dwie ostatnie przeczytałam (moje recenzje: 

Katarzyna Ryrych 'Zginęła mi sosna'

   Katarzyna Ryrych 'Życie motyli')

Powieści pani Ryrych, które posiadam
Zaintrygowała mnie ta książka...

.  Ukazały się one prawie jednocześnie w dwóch wydawnictwach. Dlaczego tak? I czy pisała je Pani w tym samym czasie? Bo każda jest inna! Nie powiela żadnego z wzorców powieściowych.


KR: Czyli jeszcze wszystko przed Panią. Dotychczas wydawałam książki dla młodzieży, a te dla dorosłych (zresztą czy jest jakaś różnica? ) powstawały w międzyczasie.  Było WDOWIE WZGÓRZE, taka dziwna książka, o miejscu nietypowym, trochę magicznym, a potem poszło w realizm. Kolejna  to ZGINĘŁA MI SOSNA, nawet kiedyś dostała jakąś nagrodę i zaproponowano mi wydanie jej własnym sumptem. Nie zrobiłam tego, bo dobrej książce szanujący się pisarz takich numerów nie robi. ŻYCIE MOTYLI to najnowsza. Z ubiegłego roku. Zaproponowałam dwu Wydawnictwom , trochę nietypowo. Jeśli chodzi o wzorce – ja lubię opowiadać, luźna narracja, dużo drobnych wątków. Pewnie stąd, że często podróżuję, słucham ludzi, widzę jak budują się historie.  I tak się narodził mój styl. Mój sposób na opowieść.   


     LZ:  Pisanie dla młodych czytelników jest chyba dobrą szkołą pisarstwa, bo dzieci wyłapują dłużyzny i inne oznaki nudy w narracji? 

KR: Zgadza się. To najbardziej wybredna grupa. Trzeba naprawdę dobrze ogarnąć temat, żeby zainteresował. 

       LZ: Czyli ile lat ma ‘Zginęła mi sosna’? 

KR:Pięć. Dokładnie tyle.

               LZ: Nazwałam Pani książki ‘powieściami terapeutycznymi’, bo obie bohaterki długo pracują nad swoimi problemami, analizują, żeby pokonać swoje traumy.  Czy Pani zdaniem z tego, co nam zalega w duszy, da się wyjść? Czy jest to balast na całe życie? Mam na myśli  problemy z relacjami.  Przy czytaniu książek Zginęła mi sosna’ i ‘ Życie motyli’ miałam wrażenie, że bohaterki te wszystkie problemy emocjonalne i niepowodzenia nabyły w rodzinach.  Czy można ‘z tego wyjść’ tak jak nasze bohaterki?

KR: Każdy z nas wlecze jakiś balast, jakieś traumy, jakieś wspomnienia. Czas nie leczy ran, to bzdura. Czas oddala pewne wydarzenia. Ran możemy wyleczyć jedynie my sami.  Sami musimy się uporać z tym, co nas gryzie. Co do rodziny – to pierwszy kawałek świata, tam uczymy się relacji, uczymy się siebie samych.  Często przenosimy złe wzorce. Często padamy ofiarą  zachowań, poglądów, tak, rodzina potrafi nam przyprawić skrzydła albo je podciąć. To tak z obserwacji. A czy można z tego wyjść – można, choć nie jest łatwo. Trzeba spojrzeć na siebie obiektywnie, nie rozczulać się nad sobą ale tez nie dokładać sobie.    

    LZ:  Obie książki są do siebie niepodobne. Jedna gra konwencją powieści o prowincji, a druga przypomina powieść wspomnieniową. Chciałam się zapytać co Pani lubi czytać? 

KR: Dobre książki. Pewnie padnie pytanie co to jest „ dobra książka”. Taka która się pamięta. Która coś wniosła w nasze życie. Dała jakąś odpowiedź na coś. Rozbawiła. Wzruszyła. Którą się trzyma w bibliotece domowej i kiedy zniknie z półki robi się przykro. Książki czasami znikają. Ja nie ukradłam ani jednej, słowo honoru.  



Biblioteczka autorki: rzeczytane



     LZ:  Czy lubi pani bohaterów męskich?  Bo w obu powieściach mężczyźni nie są idealni, delikatnie mówiąc…..

KR: Lubię bohaterów męskich. Józef, nie jest fajny? Dzisiaj na spotkaniu autorskim w Katowicach dowiedziałam się, że wszyscy polubili Józefa…bo Józef to Józef… A moje bohaterki są idealne?


     LZ: Nie są, ale są miłe i można je polubić, bo mają takie same wady co my, czytelniczki. 

KR: Bo to o to chodzi. Żeby zobaczyć coś z siebie. 

   LZ: Czy lubi pani tradycyjne książki , czy nowoczesne formy, takie jak książki elektroniczne czy audiobooki.  Niektórzy pisarze boją się udostępniać swoje książki w formie elektronicznej, bo te łatwiej jest rozpowszechniać. Jakie Pani ma zdanie na ten temat?

KR: Tradycyjne. bo pachną, bo widać je na półce, bo są jakieś takie zwyczajne…w razie potrzeby kogoś w łeb książką można wyrżnąć…Ale z drugiej strony elektronika – ułatwia Zycie, łatwiej w podróż zabrać czytnik, audiobooki – mam tu obok szkołę dla niewidomych. Wszyscy korzystają z audiobooków. Form elektronicznych się nie boję - książka jest po to, aby ją czytano.  Niekontrolowanego rozpowszechniania uniknąć się nie da, takie czasy. 


L  LZ:   Proszę uchylić rąbka tajemnicy: czy ma Pani dużą biblioteczkę?

KR: Bardzo dużą. Książki praktycznie są wszędzie. Bardzo różne. 
Na moją prośbę pani Ryrych zaprezentowała swoją opasłą bibliotekę. To jest 'biblioteka ogólnie'
L
'W czytaniu'. Przepiękna lampa... (LZ)


         LZ: Na co Pani wolałaby się wybrać do kina: na ‘Ostatnią rodzinę’, ‘Pokój’, ‘Wołyń’, czy ‘Bridget Jones”?

KR: OSTATNIA RODZINA.  Sama maluję w wolnych chwilach. WOŁYŃ – nie. Moja rodzina to przeżyła.  Ostatnio zaliczyłam genialne POWIDOKI i SZTUKĘ KOCHANIA. W końcu kiedyś sama rozprułam poduszkę na głowie….nie powiem kogo. Było zabawnie.


      LZ: O tej poduszce chciałam… Ale Pani czytelniczki raczej nie mają udanego pożycia erotycznego….

KR: Ja mam. Ale to kwestia odpowiedniego partnera, zgrania, zaufania. To najbardziej intymne, najbliższe spotkanie dwojga ludzi. Seks to frajda. Ale tylko wtedy kiedy nadaje się na jednej częstotliwości.   Co do bohaterek – nie maja. Bo się nie udało. Ktoś rozminął się z kimś albo…nigdy nie spotkał. 


L   LZ:  Jakie są Pani plany na następną książkę? 

KR: Jedną przesłałam już do MG. A na pulpicie piszą się trzy. W zależności od nastroju. Trzy zupełnie różne i niepodobne do tych, które już są. Będzie coś przewrotnego, coś bardzo poważnego i coś z pogranicza…Myślę, że jesienią skończę i w 2018 trafią do Czytelników.

Dziękuję za rozmowę.



  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...