poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Faustyna Kowalska 'Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej' - w święto Miłosierdzia

Okładka książki Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej  Dzienniczek przeczytałam w 2014 roku. Miałam sobie kupić własny egzemplarz, nie kupiłam. Oto moja recenzja właśnie z 2014 roku:
'Dzienniczek siostry Faustyny' czytałam długo, ponad tydzień, ale nie żałuję. Bo mogłam spokojnie przyswajać sobie treść i przesłanie ten mistyczki i świętej.
Gatunkowo, 'Dzienniczek' zawiera kilka gatunków literackich: dziennik intymny, modlitwy, litanie, hymny, dialogi średniowieczne i poemat teologiczny. Moim skromnym zdaniem, bardzo dobre literacko. Język jest językiem potocznym, ale tylko tam, gdzie św. Faustyna mówi 'od siebie'. Tam, gdzie opowiada o objawieniach i o Bogu, to jest to język, który próbuje oddać całą głębię i niezwykłość objawień. Występują nawet określenia od św. Jana od Krzyża, których święta nie mogła znać, bo pamiętamy, ze jeszcze w czasie II wojny światowej Karol Wojtyła, żeby czytać św. Jana od Krzyża musiał nauczyć się hiszpańskiego - nie było tłumaczenia na polski.
'Dzienniczek' jest ogromną kopalnią przeżyć świętej, oddaje Jej walkę duchową o miłosierdzie, o to, żeby mieć dobroć wobec swoich wrogów, mówi o objawieniach i charyzmatach, przedstawia wizje, które poruszają i pokazuje świat zakonu i otoczenie św. Faustyny we wszystkich 'ludzkich' odcieniach relacji: wrogości i sympatii, zazdrości i szacunku.
To bardzo ważna książka dla mnie. Tę pożyczyłam, ale kupię sobie, żeby czytać kilkakrotnie. 
8 gwiazdek

Koleżanka spytała mnie kiedyś, widząc, że czytam 'Dzienniczek', co myślę na temat wizji przedstawionych w książce. A co ja mam myśleć? Nie mam pojęcia. To kwestia wiary. Ale inna rzecz mnie poruszyła w toku narracji. Faustyna to jedna z najbardziej samotnych osób, jakie kiedykolwiek pisały dzienniczki. Bardzo do głębi mnie to poruszyło, może nawet bardziej niż jej modlitwy. Ta jej samotność przeogromna. Ona w zasadzie nie miała z kim porozmawiać! Człowiek sobie myśli, ze klasztor, to święte i pobożne mniszki, a w 'Dzienniczku' pokazano zawiść, zazdrość i niemiłe uczucia. A ona, biedna Faustyna te swoje kartofle z pokorą gotowała i przy furcie stała. Człowiek współczesny się z tego śmieje, ale w sumie pomyślmy co ona mogła zrobić? Musiała tkwić w miejscu, w którym była. Nie stała za nią ustosunkowana familia, ani wielki posag od rodziny. Była ubogą, prostą kobietą, która chciała być dobra. I zaakceptowała. Nie przymilała się na siłę. Oglądałam film z Danutą Segdą, piękny film, ale wydaje mi się, że pokazał kompletnie inną Faustynę, taką mistyczną. A Faustyna z Dzienniczka była bardzo osadzona w codzienności. Z tym garem kartofli ciągle. I ta jej wielka samotność. Przecież poza rozmowami 'mistycznymi' w swojej izdebce i spowiedziami ona nie miała do kogo ust otworzyć. Samotność jest plagą XXI wieku. Dlatego jej postać nie wydaje mi się archaiczna. Ileż teraz mamy takich samotnych ludzi?

I tak to widzę. Tę książkę.

4 komentarze:

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Więcej- kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje zdjęcia

Więcej- kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje zdjęcia
Wschód słońca

Więcej: kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje stosiki

Więcej: kliknij na zdjęcie albo w zakładkę  Moje stosiki
Stosik na czerwiec 2018

Zapraszam też do mojego drugiego bloga - o poezji i obrazach pt. Z poetyckiej półki Łęckiej...