środa, 10 maja 2017

Jean d'Ormesson 'Wieczorny wiatr' - część pierwsza trylogii. Opowieść o świecie,któy się kurczy i o rodach, których dopiero wiek XX miał szansę zetknąć ze sobą...

Pisanie o tej książce jest trudne, tak jak i jej czytanie. Ale do jej czytania zachęcała pani Dorota Koman, a Ona rekomendowała dobre książki. 'Wieczorny wiatr' jest pierwszą częścią trylogii. Książka ukazała się w wydawnictwie Marginesy w styczniu 2016 roku w tłumaczeniu Joanny Polachowskiej. Jest to drugie polskie wydanie tej książki, bo pierwsze dokonało się w roku 1999, cztery lata po francuskim debiucie. Sprawdziłam na LubimyCzytać - to pierwsze wydanie miało mało czytelników i tylko jedną opinię. Sam autor również nie był chyba w Polsce znany?
Do książki zdecydowanie trzeba się przygotować, bo nie jest to lektura do czytania na zakupach albo czekając na podmiejski.
Cała trylogia wygląda tak: 
 

 Jak widać,  trylogia ma przeurocze okładki, które będą prześlicznie się prezentować na mojej półce....

Gdy przeczytałam ten pierwszy tom i pomyślałam o tym, co mam napisać w recenzji, przyszło mi do głowy, że trzeba zacząć od tego, że jest to książka postmodernistyczna i filozoficzna. Spojrzałam na biogram autora w Wikipedii i znalazłam informację, iż jest on z wykształcenia filozofem. Eureka!
Jean d'Ormesson, źródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jean_d%E2%80%99Ormesson
Jean d'Ormesson, jak powiada Wikipedia, urodził się w 1925 roku jako syn ambasadora Francji. Całą młodość spędził w Bawarii. Ukończył École normale supérieure i  z wykształcenia jest  filozofem, pełnił funkcję sekretarza generalnego Międzynarodowej Rady Filozofii i Nauk Humanistycznych przy UNESCO i dyrektora dziennika Figaro. Jest członkiem Akademii Francuskiej (źródło biogramu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jean_d%E2%80%99Ormesson). 
Trylogia, o której będę pisać, została opublikowana w drugiej połowie lat 80-tych:
 
  • le Vent du soir (1985), Wieczorny wiatr (1999)
  • Tous les hommes en sont fous (1985), Mężczyźni za nią szaleją (2000)
  • le Bonheur à San Miniato (1987), Szczęście w San Miniato (2000)
Bardzo intrygująco brzmiąca  książka Historia Żyda Wiecznego Tułacza powstała już po publikacji trylogii. Jest też autorem wielu innych książek.
Wróćmy jednak do 'Wieczornego wiatru'. Według mnie jest to powieść postmodernistyczna. Na szczęście napisana z wielkim talentem i oryginalnością oraz przede wszystkim z myślą przewodnią. Nie ma więc tu katastrof i życia bez sensu, ale mamy intrygująco napisaną sagę rodzinną dwóch w zasadzie rodów. Jedno drzewo genealogiczne rozrysowane zostało na wnętrzu okładki przedniej, a drugie drzewo genealogiczne - na wnętrzu okładki tylnej. Dodam od siebie, że początek tomu drugiego, w który już się wgryzam, to mapki z podróżami postaci z tomu pierwszego... Dziękuję autorze za tę mapę myśli. Jest pomocna. 
Przyznam szczerze, że przez 130 stron byłam zdezorientowana. Co się zaczęłam wciągać w akcję, to przerywała ją dygresja narracyjna. Ale wreszcie się dałam oczarować temu światu przedstawionemu i potem czytało mi się ten tom szybko i z ciekawością. 
Myśl przewodnią autor sugeruje w 'pierwszych słowach  książki' we wstępie odautorskim. Mówi tak:
'Przez długie wieki, właściwie nawet tysiąclecia, świat niewiele się zmienił. (...) Na lądzie królował koń (...)  XX (...)to pierwszy wiek, w którym koń przestał odgrywać podstawową rolę w życiu człowieka. Para, elektryczność, samochód, samolot gruntownie zmieniają świat. Kula ziemska się kurczy. Trylogia 'Wieczorny wiatr' to przede wszystkim opowieść o tym zintegrowanym świecie'. 
Tak mówi autor, ale to co, chce przekazać w tej historii, nie jest podane wprost. Wyłania się jak elementy puzzli. Po kolei, fragmentami. Gdzieś pod koniec książki narrator mówi, że z takich poszatkowanych historii ludzkich wyłania się historia świata. I mnie, z tych poszatkowanych historii i z mojej jeszcze bardziej poszatkowanej wiedzy historycznej, wyłonił się i Hegel i dusza świata i ten nieszczęsny postmodernizm, który mówi, że w literaturze wszystko już było, że jest nakładającą się na siebie fikcją. Autor balansuje pomiędzy fikcyjnością świata przedstawionego, a jego prawdą. Bo narratora umieścił w tymże świecie, to syn przyjaciół córek Landsdowna. Jednocześnie co jakiś czas pokazuje czytelnikowi, że jest to świat fikcyjny. 
Gdzieś w połowie książki zdałam sobie sprawę, że rody z pierwszego drzewa genealogicznego, a więc Wrońskich, Wołkońskich, O'Shaughnessych i McNeillów, z którego wywiodły się potem siostry: Pandora, Atlanta, Vanessa i Jessica to rody arystokratyczne, reprezentujące Europę zhierarchizowaną, monarchiczną ze ściśle określonymi i stałymi podziałami klasowymi. Jednocześnie opisy życia Seana, Briana, Piotra Wasiliewicza czy Marii pokazują, iż ich życiem kierują takie same namiętności co zwykłych ludzi, że zdrada i rozczarowanie bolą tak samo, że grzech zdarza się i w świecie wielkich pieniędzy. Brian i Nicolas w efekcie wielu zdarzeń zajmowali się wyjazdem na kolonie brytyjskie, zaś kobiety z tych rodów pachniały, kupowały śliczne suknie i żyły sobie jak piękne, ale nieużyteczne stworzonka. To jest gałąź europejska i feudalna. Natomiast drugie drzewo genealogiczne to protoplaści braci Romero: Carlosa, Augustina, Javiera i Louisa Miguela. Ich postacie to ludzie z kompletnie odmiennego bieguna niż protoplaści sióstr z pierwszego drzewa. I chyba tylko wiek XX z całymi tymi izmami będzie mógł doprowadzić do zetknięcia się tych dwóch wszechświatów. Ci przodkowie to polski żyd, syn lubelskiego rabina, to mulatka, to wreszcie zdobywcy Nowego Świata, osoby ciekawe i radzące sobie w życiu przy pomocy własnych umiejętności, talentów i słabostek, ale nie mające nic wspólnego z arystokracją i Europą.Tutaj, w pierwszym tomie, historie kolejnych osób idą oddzielnie od siebie, dążąc do zetknięcia w tomie drugim i trzecim, tak myślę. Świat Stary zetknie się więc ze Światem Nowym. 
Poza tym wszystkim mamy kilka miłosnych historii, pięknych i tragicznych, o uczuciach, które łączyły i dzieliły ludzi. 
Podsumowując, widzę, że trafiłam na książki nowatorskie, pięknie napisane i inteligentne, które coś mi powiedzą o świecie. Pierwszy tom to dopiero preludium. Cieszę się, że mam na półce pozostałe tomy, że nie będę musiała czekać rok. To wymagająca lektura, ale warto. 
9 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
Znalezione obrazy dla zapytania Marginesy logo

7 komentarzy:

  1. Intrygująco o nich piszesz! A okładki faktycznie urocze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaintrygowała mnie, bo mi przypomniała postmodernizm.

      Usuń
  2. Czytam, czytam powoli, do tej książki trzeba podejść na spokojnie z czystym umysłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugi tom jest ciekawszy i szybciej się czyta, ale nie jest tak intrygujący jak pierwszy.

      Usuń
  3. Jean d'Ormesson był znany w Polsce. Kojarzę go ze starych okładek, jako "francuskiego nudziarza". Ale mówisz, że warto? Może zajrzę... Podobna sprawa jak z "Pamiętnikami Hadriana", zna się z widzenia ;) Tylko okladkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy tom mnie zaintrygował. Tom drugi kończę. Jest mniej intrygujący, ale za to ciekawszy fabularnie. Cóż, z tym nudziarzem to coś w tym jest.... Nie ma pan Jean daru Dumasa....

      Usuń
  4. Może i książki są dobre, ale okładki skutecznie zniechęcają, spodziewam się po nich tylko i wyłącznie tandetnego romansidła, a nie "wymagającej lektury". W każdym razie, z tego co tu czytam okładka mocno kłóci się z treścią.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...