piątek, 30 czerwca 2017

Waldemar Piasecki 'Jan Karski. Jedno życie. Kompletna opowieść tom I (1914-1939). MADAGASKAR'

Znów o tej trylogii jest głośno, gdyż na dniach wydany zostanie drugi tom biografii Karskiego, o czasach wojny. Nie dlatego, ale w tym samym czasie postanowiłam wreszcie przeczytać to ogromne tomiszcze, tom pierwszy, traktujący o czasach międzywojennych. Wygrałam książkę w konkursie LubimyCzytać prawie dwa lata temu. Książkę chciałam przeczytać, ale jest taka długa, że trzeba mieć na nią z tydzień.  Ale wreszcie wzięłam się! 
I jakoś mi się udało ją przeczytać w trzy dni.
Całość ukazuje się w wydawnictwie Insignis. Już sama wielkość książki, tom pierwszy liczy ponad 900 stron, a widzę w internecie, że tom drugi jest jeszcze grubszy, bo 1300-stronicowy), przykuwa uwagę! Książką tą zamierzano uczcić pamięć o tym wielkim Polaku. Ale w sumie to nie wiedziałam czego się po tej książce spodziewać.
Rzeczony tom pierwszy opowiada o młodości Karskiego, jeszcze Jana Kozielewskiego, jego dzieciństwie w Łodzi, drodze szkolnej, studenckiej, praktykach, pierwszych miłościach. Kończy się na 39 roku. Zdjęć jest mnóstwo. Oto przykładowa strona:
Autor biografii naprawdę się nie streszcza, ale niespiesznie opisuje koleje losów Karskiego w młodości, otoczenie, a było tego 'otoczenia' kilka: bo Łódź, Lwów, Wilno, Czerniejowice, Genewa, Norynberga, Londyn, Bukareszt, Warszawa... Cytuje wspomnienia samego Karskiego i to czego się dowiedział z innych źródeł. Przyznam szczerze, że początkowo nawet myślałam, że troszkę pan Waldemar Piasecki przesadził z tą dokładnością, przecież życie studenckie nawet najporządniejszego człowieka nie jest aż tak warte opisu, żeby wspominać o WSZYSTKIM! Potem się wciągnęłam i przekonałam się, że ta wielgachna książka nie była tylko pustą pisaniną na ilość albo brakiem selekcji materiału.
Autorowi udało się ukazać świat, w jakim wzrastał Jan Karski, ten świat wielokulturowej Polski, świat polsko-żydowsko-niemiecko-ukraiński, świat konfliktu dwóch wizji Polski: piłsudczykowskiej i narodowo-dmowskiej. I świat, w którym wszystkie mądre plany stały dwie rosnące w siłę ideologie: hitlerowska i stalinowska. Karski kształcił się w prawie i dyplomacji, miał brata komendanta policji, więc różne sprawy znał i obserwował. A z nim i my, czytelnicy. Bardzo ciekawe były kulisy zabójstwa Piernackiego, procesu Gorgonowej, mierzenia się z rosnącą w siłę UPA i słabnącym stronnictwem propolskim. Pokazuje też problem, z jakim żyli przedwojenni Żydzi w Polsce, rosnąca nienawiść w środowiskach narodowych, bezradność uniwersytetów, policji. Pokazuje te środowiska od środka, bo zasymilowane, jak to z rodziny narzeczonej Karskiego albo te biedne, z kamienic w Łodzi. Ale i biedną wieś wołyńską, gdy Karski wysadza głowę z koszar kawalerii we Włodzimierzu Wołyńskim. 
Aż wreszcie książka pokazuje osobowość Jana Karskiego, to co wpłynęło na to, że w chwili próby okazał się człowiekiem szlachetnym i bohaterskim. Ta chwila próby dopiero nadejdzie w drugim tomie, a na razie w tomie pierwszym Jan Karski kształtował siebie jako człowieka i kształtowało go otoczenie, rodzina, przyjaciele, przełożeni, uniwersytet, wojsko, dyplomacja itd. Byłam trochę zdumiona, że jasno przyznaje się do tego, że od razu przeznaczono go na dyplomatę, że ciągle pytano o brata komendanta policji. To na pewno mu pewne ścieżko otwierało, ale i sprawiało, że ciągle musiał udowadniać swoją wartość. 
W sumie nie wyczerpię tego tematu. Książka jest ciekawa i ważna. Pokazuje postać Jana Karskiego oraz świat przedwojenny, wszystkie konflikty narodowościowe i nierozwiązane problemy społeczne. Dla miłośników historii jest to książka obowiązkowa. 
Daję 8 gwiazdek
Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym:

środa, 28 czerwca 2017

Magdalena Zawadzka 'Moje szczęśliwe wyspy' - dawka optymizmu w tym wielkim świecie.

Ta autobiograficzna książka Magdaleny Zawadzkiej ukazała się 11 kwietna 2017 roku w Marginesach. Już jak ją przeglądałam,bo zawiera ona liczne zdjęcia, zdałam sobie sprawę, że książka mogłaby być blogiem podróżniczym.... Bo poczytny blog musi być pisany tak, żeby interesował, a decyzję czytelnik podejmuje szybko. Jak nudne, to idzie dalej. 
Ta książka tej najsympatyczniejszej aktorki w Polsce jest taka jak tytuł: mówi o szczęściu i o wyspach. Nie jest to autobiografia wiekopomna, taka, która opowiada o sprawach ponadosobistych, jak chociażby autobiografia męża pani Zawadzkiej, Gustawa Holoubka. Ta książka jest prywatna, subiektywna i bardzo przyjemna. Przeczytałam ją jednym tchem i dała mi ona wiele radości czytelniczej, a zapewniam, że ostatnio niewiele książek mi tę radość daje. Autorka mówi o różnych rzeczach nie w porządku chronologicznym, ale tematycznym. Opowiada o domu, o zabawkach, o PRLu, o modzie, o szkle, o podwórku, gdzie bawił się syn, o spotkaniach ze słynnymi aktorami, o pracy męża, o życiu już jako wdowy, o miłych przyjemnościach, jakie daje wyjazd na słoneczne wyspy z przyjaciółkami itd itp. Temat pani Zawadzkiej się nie kończy, a jej opowieści są naprawdę ciekawe. Wszystko okraszone jest mnóstwem zdjęć z prywatnego albumu aktorki albo ze zbiorów innych. 
Zdjęcia z książki... Wybrałam stronę z Basią i Michałem Wołodyjowskimi
Co jeszcze można powiedzieć o tej miłej książce? Ważny jest język książki: przystępna, ale piękna polszczyzna, jasne mówienie o tym, o czym się chce powiedzieć. Widać, że można mówić o życiu prywatnym bez nachalnego naruszania prywatności. Znów przypomina mi się autobiografia Gustawa Holoubka, który w ogóle o współczesności nie mówił, zatrzymał się na czasach powojennych. Co nieco o pracy w teatrze dowiedziałam się z wywiadu-rzeki z Piotrem Fronczewskim. Jak widać w tym małżeństwie to pani Magda potrafiła z uśmiechem mówić o codzienności, o uczuciach, o wspomnieniach. 
Wspomnienia pani Magdaleny są prywatne, ale jednocześnie są uniwersalne, bo dotyczą tej Polski, która minęła wraz z 89 rokiem. Autorka wspomina różne przedmioty dobrze znane w PRLu, np. siatkę, perfumy 'Być może' itd. Mówi też o tym, co w tamtych czasach było dobrego, czym styl życia się różnił od tego teraz, co zabrała nam nowoczesność, że na przykład zabrała dzieciom wspólne zabawy na podwórku, że odizolowała wszystkich od wszystkich, że wprowadziła stylistów zamiast wymyślanie ubrań i przerabianie ich. Ale że pozwoliła na zwiedzanie świata, na wycieczki i otwarcie na zewnątrz. 
I chyba pani Zawadzka jest taką aktorką, taką kobietą, która zawsze jest sobą. Jest znana wszystkim Polakom, jest słynna, a jednocześnie uosabia w sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską, pogodę ducha i pogodne wdowieństwo... Bo chyba wszyscy stawiali Ją sobie za przykład kogoś, kto potrafi pogodzić i życie, i rodzinę, i karierę. Z tej książki wyłoniła się też kobieta z wielką gracją, czarem osobistym i potrafiąca cieszyć się pięknem świata, ale z umiarem i z klasą. 
Bardzo fajna książka na wakacje. Cieszę się, ze ją przeczytałam, a autorce życzę pomysłu na bloga, bo byłby naprawdę czytany! 
6 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:

Znalezione obrazy dla zapytania Marginesy Logo

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Marcin Ludwicki 'Niezatapialni i łódź podwodna. Kazimierz, Władysław i Stanisław Rodowiczowie' - źdźbło historii Polski i opowieść o trzech braciach, których łączyło jedno: przyzwoitość.

Lubię tematykę historyczną, więc co jakiś czas sięgam do oferty wydawnictwa Fronda, żeby sprawdzić co nowego wydali w tym zakresie. Tym razem zaproponowano mi książkę o intrygującym tytule 'Niezatapialni i łódź podwodna'. Zaintrygowałam się, bo zdaje mi się, że Wołoszański mówił, że II RP nie miała łodzi podwodnych.... 
Okazało się, że książka jest o czymś innym: o radiostacji radiowej w Warszawie, której nie mogli namierzyć gestapowcy.Co się nie udało Niemcom, udało się UB metodą donosu i szantażu...
Poza tym to dzieje trzech braci i trzech rodzin. Bardzo ciekawa książka. 
Ukazała się już dwa miesiące temu, bo 24 kwietnia 2017 roku w wydawnictwie Fronda. Na razie, nie wiem jakim cudem, na LubimyCzytać, nikt jej nie przeczytał. Jestem pierwsza. I mam nadzieję, że zachęcę wiele osób.
Książka jest pięknie wydana, okraszona zdjęciami. Oto przykład:



Dzieje tej rodziny to przykład losów Polaków w XX wieku. Pochodzili z Kresów, z rodziny ziemiańskiej, skąd wygnał ich rok 1919. Przenieśli się do Warszawy i jakoś żyli. Potem była II wojna światowa, Kampania Wrześniowa, Katyń, AK, Powstanie Warszawskie, 'wyzwolenie', więzienie stalinowskie, emigracja itd. Do tego szczegółowo dokonana kwerenda rodzinna, rozmowy z członkami rodziny, wiele zdjęć, fotografie kartek, listów, wycinków gazet itd. Bardzo ciekawe życiorysy, bardzo ciekawej rodziny, która była przykładem  niepoddawania się, zachowania godności i przetrwania różnych zawirowań historii. 
Bardzo wzruszyła mnie historia Stanisława, którego wojna zabrała, gdy jego świeżo poślubiona żona była w piątym miesiącu ciąży. Syna nigdy nie zobaczył. Syn Wojciech też nie poznał ani ojca, ani matki. Nawet zdjęcia dotarły do niego po wielu latach, Smutna, tragiczna historia. Drugi brat Stanisława Kazimierz w czasie wojny z powodzeniem prowadził radiostację, tytułową Łódź Podwodną. Po wojnie osadzony w więzieniu i skazany na karę śmierci. Trzeci brat Władysław przeszedł gehennę obozów koncentracyjnych. 

Książka napisana została stylem oszczędnym, informacyjnym, bez sentymentalizmu, który mnie osobiście irytuje w biografiach. Tutaj fakty mówią same za siebie, a historia jest przedstawiona bardzo plastycznie. 
Naprawdę polecam tę książkę z czystym sercem. 
9 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu Fronda i Księgarni Ludzi Myślących:

https://www.wydawnictwofronda.pl/wp-content/themes/fronda-book-catalog/assets/images/logo.png 
 
 Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym Literatura Faktu:

 





sobota, 24 czerwca 2017

Robert Hugh Benson 'Władca świata' - apokalipsa ducha

Książka ukazała się w lutym 2017 roku w wydawnictwie Fronda. Na okładce jest blurb z wypowiedzią papieża Fraciszka o tej książce. Ale nawet nie dlatego zechciałam ją przeczytać, ale dlatego że jest to powieść antyutopijna sprzed wieku, a takie książki mnie interesują. Interesuje mnie jak pisarze wyobrażali sobie przyszłość, przecież możemy takie wizje skonfrontować z rzeczywistością....
Tutaj mamy wizję świata oczami konwertyty, duchownego katolickiego, gorliwego gorliwością neofity.
Autor, źródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Hugh_Benson
Wikipedia powiada o nim, że był synem arcybiskupa Canterbury - duchownego anglikańskiego. W 1895 roku został też duchownym w tym wyznaniu, ale stopniowo zbliżał się ku katolicyzmowi, aż do wyświęcenia w wyznaniu rzymskokatolickim w dniu 11 września 1903. Powieść 'Władca świata' ukazała się w roku 1908. Zmarł w 1914, więc nie dożył upadku starego świata, dziewiętnastowiecznego. 

Jego wizja apokaliptyczna, antyutopia różni się więc od innych antyutopii dwudziestowiecznych. Autor nie widział rodzącego się totalitaryzmu, nie widział faszyzmu, nie widział komunizmu i w ogóle wszystkich tych izmów, które XX wiek przeszedł niczym dżumę. Jego wizja świata przyszłości opiera się na świecie ducha. W sumie, gdy czyta się powieść, to nie przypominała mi ona jakiejś upiornej przyszłości, ale teraźniejszość. Jedyne co można nazwać utopią to miasto pod ziemią, ale już sztuczne światło jestem sobie w stanie wyobrazić. W ty świecie wszystko jest z azbestu, bo jak wiadomo szkodliwość tego popularnego surowca zauważono znacznie później. 
Świat 'Władcy świata' składa się z trzech mocarstw: Europy, Ameryki i Azji. A Europie panuje 'humanizm' i 'słudzy eutanazji'. Władza świecka najbardziej zaś boi się chrześcijaństwa i kapłanów. Stopniowo są oni, chrześcijanie eliminowani z życia publicznego, prześladowani, aż wreszcie pokonani wraz z bastionem chrześcijaństwa - Rzymem. Bohaterowie książki to z jednej strony katolicki ksiądz Percy Franklin, a z drugiej - polityk europejski, zdecydowany przeciwnik chrześcijaństwa i fan humanitaryzmu i nowych porządków - Oliver i jego żona Mabel. 
W powieści wiele jest opisów dojrzewania do wiary, rozważań duchowych, przemyśleń. To książka człowieka, który żył wiarą i głęboko się nad tym zastanawiał.  Miałam aż wrażenie, że dzisiejszy świat aż tak głęboko nie wnika w takie sprawy. Z drugiej strony konflikt fabularny porusza, bo dotyka życia i rodziny. Na dogłębne problemy Mabel i Olivera odpowiadają dwie filozofie życia. Jedną uosabia skromny Franklin, ksiądz katolicki, a drugą - kreujący się na mesjasza, prezydent Europy Julian Felsenburg.Widzimy też jak ten konflikt moralny przeżyła w środku Mabel. 
W świecie tym walka wartości odbywa się na poziomach władzy, przepisów prawa, propagandy gazetowej, działań terrorystycznych, działalności tajnych służb, aż wreszcie bezpośrednich ataków, głównie z powietrza. 

Czy książka zaciekawi ludzi niezainteresowanych religią, których opisy doświadczeń mistycznych i wyborów etycznych nie interesują? Wydaje mi się, że tak, bo tak jak powiedziałam na początku, antyutopie to ciekawy gatunek literatury, pokazujący czego się bano, jak widziano przyszłość. Książka 'Władca świata' jest inna, bo pokazuje konflikt duchowy i co ważne, pokazuje przyszłość bez tego całego filtru XX wieku, który oszołomił Orwella, Zamiatina i innych. Nie mówię, że ten filtr jest gorszy czy lepszy, ale jest inny i choćby dlatego warto jest po tę książkę sięgnąć.
A na marginesie i od siebie dodam, że mnie ci słudzy eutanazji z książki przerazili.... Natomiast nie zrozumiałam zakończenia, kto pokonał kogo.
Jako literatura książka nie ma w sobie nic wyjątkowego. Można jej dać 6 gwiazdek. 
Za książkę dziękuję wydawnictwu Fronda i Księgarni Ludzi Myślących:
https://www.wydawnictwofronda.pl/wp-content/themes/fronda-book-catalog/assets/images/logo.png

czwartek, 22 czerwca 2017

Alice Munro 'Miłość dobrej kobiety' - różne odcienie kobiecości....

Okładka książki Miłość dobrej kobiety Wreszcie wiem o czym rozmawiają inteligentni ludzie, gdy mówią o twórczości Alice Munro! Jest to moja pierwsza książka tej kanadyjskiej noblistki. Dosyć długo trwało zanim do niej sięgnęłam. Prawdę mówiąc wybór był przypadkowy i troszkę skłoniłam się ku tej właśnie książce z powodu formy opowiadań. Napisać dobre opowiadanie to wielka sztuka, która wychodzi tylko mistrzom. 

Podobny obraz
Alice Munro, źródło zdjęcia: http://www.kinbooks.co.il/page_6290

Znalezione obrazy dla zapytania Alice Munro
Alice Munro, źródło zdjęcia: https://www.hudsonbooksellers.com/alice-munro
Alice Munro otrzymała Literacką Nagrodę Nobla w 2013 roku i od tamtego czasu przymierzałam się do sięgnięcia po jej książkę. Zleciało mi 5 lat na to czekanie.  Wikipedia mówi o wielu nagrodach dla tej pisarki, w tym o Man Booker Prize w roku 2009 za całokształt twórczości. Za Miłość dobrej kobiety Munro została wyróżniona nagrodą National Book Critics Circle Award w 1998.  Z hasła w Wikipedii wnioskuję, że pierwszą w Polsce wydaną książką Munro była właśnie 'Miłość dobrej kobiety' w roku 1998. Pozostałe wydawano już w tym naszym dziesięcioleciu i jak sobie przypominam również przed przyznaniem jej Nobla, bo pamiętam recenzje znajomych na LubimyCzytąć. Ja planuję jeszcze przeczytać jej debiutancką książkę 'Taniec szczęśliwych cieni', bo na debiut pisarze dają z siebie wszytko. 
'Miłość dobrej kobiety' to zbiór opowiadań o kobietach, które dzieliło wszystko. Każdy obrazek jest inny, różny. Ale łączy je sytuacja wewnętrzna głównych bohaterek. W każdym opowiadaniu mamy do czynienia z osobami, które w jakiś sposób nie są zadowolone ze swojego życia, coś chcą zmienić, od czegoś uciec. Czasem czytelnik nie może zrozumieć dlaczego one uciekają, ale jednak uciekają. Tytuł całego zbioru jest ironiczny i smutny, bo mówi o miłości i dobru ludzkim, a tego dobra i tej miłości w opowiadaniach nie jest wiele. Jest za to zdrada, smutek, rozczarowania i tysiące śmierci nadziei, planów i znikania ułożonej wizji osób, bliźnich. A wydaje mi się, ze to relatywizm moralny cechuje wszystkie bohaterki. I nawet nie wini się ich za ich wybory, bo to wynika z ich natury. Alice Munro pokazuje jak dziwne są losy ludzkie, jak trudne do przewidzenia i jak dziwną istotą jest człowiek. Ale nie jest to oburzenie nad zanikiem moralności, ale głębokie wniknięcie w przedziwność ludzkich losów. 
Alice Munro zdaje się być świetną obserwatorką natury człowieka. Jest też świetną pisarką, która w kilku słowach potrafi zarysować obraz, postać i miejsce z całym bogactwem fabuły. Przecież te opowiadanka nie są szkicem, ale są bardzo wnikliwymi obrazami konkretnych sytuacji życiowych. 
Jeśli miałabym mówić o opowiadaniach, które mną najbardziej wstrząsnęły, to będzie to opowiadanie o aborcjach, opowiadanie o żonie, która porzuciła męża i opowiadanie o pielęgniarce. 
Charakterystyczna dla Munro puenta pojawia się w każdym opowiadaniu i zatrzymuje świat fabularny nagle dla czytelnika, niczym przecięciem siekiery. Ale przywykłam do tego po 3 opowiadaniu. 
Ostatecznie po długim zastanowieniu daję opowiadaniom 10 gwiazdek.

wtorek, 20 czerwca 2017

Mathias Énard 'Busola' - książka erudycyjna i nie-powieść

RECENZJA PREMIEROWA
Powieść ukazała się kilka dnie temu, bo 14 czerwca 2017 roku. Była jedną z finalistek w biegu po Nagrodę Bookera. Opatrzono ją epitetem 'błyskotliwa' i 'arcydzieło'. No to się napaliłam na jej przeczytanie. Była słoneczna niedziela, w sam raz na powieść o miłości i Oriencie. Tylko że powieść okazała się nie-powieścią.... Wahałam się nawet czy pisać tę recenzję, ale jednak napiszę dla uczciwości recenzenckiej.
Zacznę jednak od autora, bo to ważne. 
Mathias Énard
Mathias Énard

To pisarz francuski, tłumacz, studiował język arabski i perski w INALCO, wykłada język arabski. Kawaler Orderu Sztuki i Literatury. Laureat Nagrody Goncourtów. (cytuję z hasła na LubimyCzytać). Brzmi szumnie i wzniośle...
Przede wszystkim nie jest to powieść fabularna, jak można by wnioskować w blurbów i zapowiedzi. To gatunek synkretyczny, z elementami zdarzeń, ale przede wszystkim z przewagą eseistyki. Eseje dotyczą sztuki, z przewagą na muzykę i pisarstwo. Jeden z nich, o 'chorej sztuce Zachodu' na stronie 334 zaznaczyłam sobie do przeczytania kiedyś, gdy mój umysł będzie otwarty na mądre rzeczy. Na razie jednak tego ogromu erudycji w pięknym języku nie przyjęłam do głowy. 
Język książki jest piękny, zdania długie, wielokrotnie złożone, widać że pisane starannie, ale wszystko to stworzyło mieszankę nie do zrozumienia. Może to ja taka głupia byłam albo nie mogłam się skupić, ale nie mogłam pojąć o co chodzi narratorowi. Tęskni za Sarą, którą uwielbia za jej kobiecość i erudycję, ale kompletnie nie zrozumiałam, gdzie wyjechała Sara, dlaczego ich związek się nie spełnił itd. Pisze autor o barwnym Islamie, który został zgładzony przez wojnę i radykałów, ale tego wszystkiego nie znalazłam w książce. Książka jest chyba bardziej zapisem myśli i emocji narratora, egzaltowanego erudyty, który nie skonsumował związku z piękną i mądrą kobietą. Książka przypominała mi dawną znajomą, która była tak dumna z siebie i swojej mądrości, że proste zjedzenie ciastka okraszała długim elaboratem, zdjęciem i listem autopochwalnym do znajomych. 
Jestem za książką pokazującą bogactwo Bliskiego Wschodu, bo oglądałam na ten temat dokument w TV Historia. Okazuje się, że islam był kiedyś mądrzejszy od kultury europejskiej i że aż do XIX wieku kobiety nie były tam u nich zakrywane i wsadzane w czadory. Że te kultury się przenikały i że ekstremiści zniszczyli wiele, że  nie są całym światem arabskim, ale widoczną bardzo grupką, która może zniszczyć wszystko. To wiedziałam wcześniej, ale z książki kompletnie się tego nie dowiedziałam. Niczego z książki się nie dowiedziałam, tylko tyle, że pan Enard powinien zmienić dziedzinę sztuki, bo w powieści nie wyszło mu.
W każdym razie książka mi tego nie ukazała. Wynudziłam się jak mops, przebiegałam linijki wzrokiem nie mogąc się skupić i z każdą stroną coraz bardzie nienawidziłam tej książki. Może gdybym wiedziała, ze to nie powieść, to bym ją przyjęła z bardziej otwartym sercem? Nie wiem, ale autor nie ma talentu do powieści. To mądry człowiek, erudyta i jego odkrywcze myśli byłyby bardziej strawne w krótkich esejach. Tak jak Houellebecq. 
3 gwiazdki 
 Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:
 600na150_f71868defe_80b23b520e.jpg.jpg?s

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Stefan Ahnhem 'Osiemnaście stopni poniżej zera' - thriller prosto ze Skandynawii

Nie miałam planu, żeby czytać ten thriller, bo mam (czy raczej w kwietniu miałam) sporo książek do czytania, ale pan magazynier uznał, że powinnam to przeczytać.... No i ma chłopina gust (przepraszam za chłopinę). Bo książka mnie wciągnęła i zassała. Co prawda, przeczytałam ją dopiero teraz, ale grunt, że przeczytałam. 
Thriller ukazał się 11 kwietnia w wydawnictwie Marginesy. To trzecia część przygód i perypetii Fabiana Riska. Wcześniejsze książki z tej serii też ukazały się w Marginesach i tez ich nie czytałam z powodu braku czasu na wszystkie nowości z moich ukochanych wydawnictw:
Okładka książki Ofiara bez twarzy Okładka książki Dziewiąty grób 

Tak się składa, że szukam książki dla koleżanki. Koleżanka potrzebuje czegoś, co pozwoli jej oderwać się od problemów dnia codziennego, co nie będzie zbyt intelektualne, a jednocześnie co wciągnie. I taka jest ta książka. Idealna dla niej ;) 
Analizując ten thriller, trzeba stwierdzić, że nie jest to konstrukcja oryginalna, ani krok naprzód w rozwoju powieści kryminalnych, To wzorzec Mankellowski, tylko że powielono w nim wątki osobiste i kryminalne. Chodzi mi o problemy policjantów. U Mankella w każdym tomie był jeden przestępca, który reprezentował jakąś ciemną stronę współczesnego życia kryminalnego Szwecji i jeden problem osobisty Wallandera. I tyle było aż nadto dla czytelnika. Bo w kryminałach trzeba się skupić na zbrodni i poszukiwaniu mordercy. To zajmuje wszystkie nerwy czytelnika. Na sprawy osobiste pozostaje mniej miejsca. Ahnhem postanowił w jednej powieści wstawić dwie grupy przestępstw, obie mrożące krew w żyłach i problemy dwojga policjantów  - każdy problem był inny. To mnie rozpraszało w czytaniu przez dłuższą część książki i to uważam za wadę tej powieści. Nie wiem jak to było w poprzednich tomach, bo ich nie czytałam.
W każdym razie wreszcie udało mi się skupić na akcji i wówczas czytanie poszło mi błyskawicznie. Świetnie spędziłam czas! Zbrodnie są ciekawe, nowoczesne. Ostrzegają przed ujawnianiem danych w sieci oraz każą dbać i obserwować młodzież.... Miłośnik thrillerów zazwyczaj pragnie wartkiej akcji, która nie da mu się oderwać od książki. Ja musiałam, żeby pojechać na cmentarz, bo tak się składało, że w tym samym czasie robiono nam grobowiec. Więc już na zawsze 'Osiemnaście stopni poniżej zera' kojarzyć mi się będzie z grobem.... 
6 gwiazdek, bo 5 za książkę i jedna dodatkowa za to, że się rozerwałam czytając i zapomniałam o problemach. 
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
Znalezione obrazy dla zapytania Marginesy logo

czwartek, 15 czerwca 2017

Karen Essex 'Łabędzie Leonarda' - kobiety i sztuka, dwie tajemnice ludzkości

Okładka książki Łabędzie Leonarda Jest to powieść obyczajowa osadzona w piętnastowiecznym Mediolanie i Mantui. Bohaterkami są dwie autentyczne postacie, Isabella d’Este,  znana jako Pierwsza Dama Renesansu i  jej siostra  Beatrice d’Este. Ich mężowie i ojcowie też są postaciami historycznymi. W tle pojawia się wielki Leonardo, już po namalowaniu 'Damy z gronostajem', a w trakcie akcji powieści maluje 'Ostatnią wieczerzę' 'Ledę' i 'Mona Lisę'. Pokazany jest jego warsztat, sposób pracy, jego nowatorskie projekty i szerokie spektrum zainteresowań. Ale nie jest to tylko głupiutka próba odtworzenia historii jakich wiele w literaturze popularnej. To pełna pasji opowieść o kobietach i o sztuce i o tym, co czyni człowieka nieśmiertelnym, a co przemija. 
Książki słuchałam jako audiobook w wykonaniu Elżbiety Kijowskiej. To świetna lektorka, a tę książkę przeczytała mistrzowsko. Wstawki z zapisków Leonarda czytał mój faworyt wśród lektorów, pan Ksawery Jasieński. Co mi się najbardziej spodobało w zapiskach? Nieskromnie powiem, że traktat o penisie. Inne też były ciekawe. Ale ten najlepszy. Leonardo musiał być ciekawym człowiekiem, poza geniuszem, pełnym ironii i humoru. Oto portrety bohaterów książki zaczerpnięte z haseł w Wikipedii poświęconym tym osobom:
ilustracja             ilustracja   ilustracjailustracja   Ilustracja
Po kolei: Beatrice d’Este (autor Ambrogio de Predis), Isabella d’Este (autor Leonardo da Vinci), Ludovico Sforza, Francesco II Gonzaga i Leonardo da Vinci - autoportret).
 
Książka nie jest w żaden sposób nowatorska technicznie, ale jej język jest ciekawy. Narracja przechodzi od tej z punktu widzenia Beatrycze do Isabelli i odwrotnie. Oczekiwałam od tej książki wglądu w świat Leonarda i dlatego zainteresowałam się tym audiobookiem. Książka  dała mi to oraz więcej. Naprawdę mnie wciągnęła. Początek to modlitwa Isabelli na grobie siostry Beatrice. Mówi o rywalizacji między nimi, o poczuciu klęski, o nadziejach i namiętnościach. Potem mamy akcję, która rozpoczyna się w domu dziewcząt, gdy już przyszli posłańcy od przyszłych mężów, gdy przez przypadek jedna dostała starszego Ludovica, a druga młodego Fracesco. Słuchałam z pytaniem i ciekawością jak ułożą im się losy: czy ta, której na początku się nie układało, potem będzie szczęśliwa, która para znajdzie szczęście, a która nie. Zdradzę, że ich kobiecość rozwijała się różnie. Beatrice była rodzinną osobą, pełną miłości, a Isabela miała w sobie wieczne pragnienie zdobywania, ale i pragnienie uwiecznienia w sztuce. Można powiedzieć, że mężczyźni w tej książce nie są warci kobiet, ale to oni rządzą światem, a kobieta może się dostosować i czerpać z życia garściami, czasami się uodparniając na zniewagi, albo żyć we frustracji jak Izabela Aragońska, matka naszej Bony, też występująca w powieści. Świat sprzed emancypacji, u schyłku średniowiecza, a na początku renesansu był światem męskim, z którego kobiety mogły czerpać garściami, jeśli dostosowały się i były piękne i dobrze urodzone. Kobiety miały wpływ na władzę, były szyją, która rządzi głową, jeśli potrafiły. Nie były bierne. Zarówno Beatrice, jaki i Izabela były aktywne, lubiły piękno i sztukę. Ich towarzyszenie w wizytach zagranicznych i urok osobisty często sprawiały więcej niż dyplomacja. 
A mężczyźni w powieści: to płeć słabsza, bo bardziej przyziemna, która w tamtym świecie miała przyzwolenie na zdradę. Ale podejście do sztuki, do polityki zależało już od indywidualnych cech charakteru. Bardzo ciekawe było śledzić rozwój postaci w książce, ich sukcesy i porażki, ich rozwój osobisty i zagadki Fortuny. 
A w tle jest wielki Leonardo. Autorka pokazała go w pracy, z całym jego geniuszem i wszechstronnością. Tak jak napisałam na początku, pokazano jego w trakcie tworzenia największych dzieł, ale i wśród młodziutkich pomocników. Z zapartym tchem czekałam na to, kogo Leonardo wybierze na twarz dla Judasza. Poznałam genezę Damy z gronostajem i Mona Lisy. Sprawdziłam w internecie, zgadza się. 
Podsumowując, książka jest fascynująca. Pozwoliła mi kompletnie oderwać się od problemów. Audiobook jest czytany z pasją. Wersja papierowa ukazała się w wydawnictwie Rebis w roku 2006. 
9 gwiazdek

wtorek, 13 czerwca 2017

Piotr Mart 'Mężczyzna od A do Z'

 Poradniki lubię średnio, właściwie to tak sobie, ale zaproponowano mi zrecenzowanie poradnika 'Szczęście po skandynawsku'. Stwierdziłam, że tylko by mnie zdenerwował, bo nie mam skandynawskiej pensji, więc poszukałam sobie w ofercie czegoś pasującego do mojej sytuacji. No bo skoro poradnik, to ma radzić. Wybrałam poradnik o mężczyznach, bo tych istot z innej planety chyba nigdy nie zrozumiem. Ktoś mówił kiedyś, że z tym się trzeba urodzić, z talentem do zrozumienia facetów. Ja śmiem twierdzić, że na to trzeba mieć czas i energię. 
W każdym razie jest to czwarte wydanie tej książki, które prezentuje się tak oto jak na zdjęciu po lewej. Czytam, że poradnik pierwszy raz został opublikowany w 2008 roku, tak jak i teraz w Złotych Myślach, wydawnictwie od 2015 roku będącym częścią Grupy wydawniczej Helion. 
Piotr Mart
Piotr Mart, zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.zlotemysli.pl/prod/6486/mezczyzna-od-a-do-z-piotr-mart.html
Sam autor napisał 4 poradniki na tematy okołomęskie: 'Tajemnice męskiego umysłu', 'Tajemnica czasu. Jak przyciągnąć wymarzonego faceta?', ''Kobieta a mężczyzna' i wyżej wymieniony 'Mężczyzna od A do Z'. Tak sobie myślę, że wojna damsko-męska będzie tak długa jak świat, więc poradniki te na pewno nie stracą na aktualności..... Pan wygląda witalnie, więc można liczyć na kolejne książki.... To temat rzeka i nic nie zapowiada, że ludzkość przestanie potrzebować tych poradników.
Ale przechodzę już do książki. Proszę mi wybaczyć za popisy elokwencji, nie jest to obśmiewanie książki, bo czytałam ją z ciekawością, ale te żarty same się narzucają....
Zacznę od spisu treści, który daje wgląd w treść:



Według mojej oceny nie ma tu psychologii, a raczej napisany z punktu widzenia mężczyzny poradnik o mężczyznach. Jedyne co jest z psychologii to podział na wzrokowców i słuchowców, czego niezbyt zrozumiałam. Podział wydaje mi się sztuczny. Ale prawdziwe jest chyba to, że mężczyźni myślą obrazami i konkretnymi celami, a najbardziej lubią być chwaleni i wysilają się tylko wtedy, gdy to jest im potrzebne. 
Na tym opiera się cała książka, żeby kobiety tak się do nich zwracały, obrazami i zadaniowo. No i żeby ich CHWALIŁY. Zauważyłam, że autor usprawiedliwia każde zachowanie swojego rodzaju męskiego i tak przekonuje kobiety, żeby były dla mężczyzn miłe, seksowne, uprzejme, spolegliwe itd. W sumie, porady są skuteczne, chyba. Dodam, że autor radzi i pannom, i mężatkom. Mówi o randkach, o związkach na odległość, o związkach itd.
Jest też cały arsenał pomysłów na randki, na listy miłosne, na miłosne esemesy. Proponowany obraz kobiety to osoba z męskich snów: kobieta odważna w pokazywaniu zainteresowania mężczyzną i wiedząca czego chce, a raczej chcąca tego co mężczyzna, dbająca o wygląd i kiedy trzeba umiejąca zamilczeć.
Nie wiem czy poradnik nauczy mnie tego, czego nie mam w naturze, ale miło się go czytało. 
Daję książce miłe 5 gwiazdek
Za egzemplarz dziękuję Księgarni Internetowej Helion:

piątek, 9 czerwca 2017

Stefan Hertmans 'Głośniej niż śnieg' - o terroryzmie i zagrożeniu

Bardzo się 'nastawiłam' na tę najnowszą powieść Stefana Hertmansa. Bardzo chciałam ją przeczytać. Byłam pod wielkim urokiem jego poprzedniej powieści 'Wojna i terpentyna'. Według mnie autor ten próbuje coś ważnego i całościowego powiedzieć o Europie i jej korzeniach. Tutaj, w 'Głośniej niż śnieg' spróbował zmierzyć się ze wspólnym zagrożeniem Europejczyków, z terroryzmem. Jakoś tej książki nie odczułam w środku. Może dlatego, że nie boję się terroryzmu. Mieszkam w dziurze zapadłej dechami, gdzie nawet pekaesy nie chcą jeździć, więc myślę, że pewne zagrożenia mi nie grożą. O, Armia Czerwona, tudzież UPA, to już bardziej. Ale talibów się nie spodziewam.... Chociaż infekujących wirusów komputerowych to się boję... O nich też jest w książce. I o chorobach jest. W ogóle jest to chyba książka o strachu.
Jak więc odebrałam tę książkę?
Zacznę od paru słów o autorze. 
Znalezione obrazy dla zapytania Stefan Hertmans
Stefan Hertmans, źródło zdjęcia: http://www.flanderstoday.eu/arts/stefan-hertmans-new-novel-reveals-dark-secrets-11th-century-france
To pisarz belgijski, niderlandzki. Jest równolatkiem mojego taty, urodził się w 1951 roku. To autor kilkunastu  powieści, zbiorów opowiadań, esejów i wierszy. W Polsce wydano 3 jego książki w wydawnictwie Marginesy: powieści 'Wojna i terpentyna' i 'Głośniej niż śnieg' oraz zbiór wierszy 'Krajobraz według Carpaccia'. Nagrodzony między innymi Multatuli-prijs oraz F. Bordewijk-prijs. Jego najsłynniejsza powieść Wojna i terpentyna (Marginesy 2015) ukazała się w szesnastu krajach, a w samej Holandii miała dwadzieścia wydań oraz zdobyła Nagrodę Kultury Flamandzkiej w kategorii Literatura w 2014 roku. Została także nominowana do The Man Booker International Prize (oparłam się na http://marginesy.com.pl/autor/159). 
Tak jak wspomniałam na początku recenzji, powieść 'Głośniej niż śnieg' to próba zmierzenia się z lękami współczesnego Europejczyka zachodniego: z terroryzmem, ze śmiercią i z chorobą. Główny bohater książki, redaktor wydawnictwa, przeżywający drugą młodość mężczyzna po czterdziestce, John de Vuyst ni stąd, ni zowąd staje się ofiarą stalkingu, inwigilacji i prześladowania w sieci i realu przez dziwnych ludzi, przez sektę Chazarów, o których słyszałam jedynie z książki Littela 'Łaskawe', że taka grupa była kiedyś na świecie. Myślę, że Hertmans celowo umieścił w książce tych mitycznych Chazarów, żeby podkreślić cały absurd i grozę terroryzmu. Że nie wiadomo jak, dzięki internetowi, jakaś grupa dziwaków może zniszczyć życie zwykłych ludzi, wywołać ataki terrorystyczne i zamieszki. To straszne.
Autor zastosował bardzo ciekawą narrację, bo dziejącą się w czasie teraźniejszym. Oddaje ona po kolei zdarzenia i wrażenia bohaterów, ale jednocześnie unika komentowania. Bo nie można ocenić czegoś, czego się nie rozumie. Sam bohater lubi kobiety, ciągnie go do seksu i zmysłowości, chciałby być młodszy, uniknąć choroby, w sowich oczach usprawiedliwia skoki w bok. Jednocześnie prowadzi żywot przyzwoitego obywatela. Na pewno nie zasłużył na bycie zaplątanym w sieć dziwacznych wydarzeń. A został.
W recenzjach ludzie podkreślają maestrię książki  i jej niedopowiedzenia, subtelności. Ja miałam wrażenie lekkiego niezrozumienia treści. Pomimo całego warsztatu pisarskiego, pomimo wagi tematu, trudno było mi się wciągnąć w powieść. Nie czytałam jej jednym tchem. Co więcej, gdy po odłożeniu książki wracałam do niej, zapominałam co było wcześniej. Ale o tym temacie nie da się chyba napisać spójniej. A trzeba się cieszyć, że pisarze podejmują ten temat, próbując to zrobić ambitnie. Po tej lekturze pozostaje mi wrażenie, iż Europejczycy boją się terroryzmu, który przychodzi niespodziewanie i absurdalnie. Że nagle można zniszczyć życie zwykłych ludzi. Że niebezpieczni ekstremiści, których autor celowo odłączył od religii islamskiej, a związał ze stanem umysłu szalonego i patologicznego, zagrażają spokojnemu życiu Europejczyka.
Warto jest więc, według mnie, przeczytać tę książkę, ale przygotujcie się na niezrozumienie, ucieczkę myśli itd.
Daję 6 gwiazdek
Za książkę dziękuję dzielnej ekipie Marginesów:
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo marginesy

czwartek, 8 czerwca 2017

Jerome K. Jerome 'Trzech panów w łódce nie licząc psa' - humor w iście angielskim stylu

Okładka książki Trzech panów w łódce nie licząc psa Znaną książkę tego angielskiego pisarza z przełomu wieków  przeczytałam niecałe dwa lata temu, w 2015 roku. To K. w jego nazwisku to skrót od Klapka. Jerome Klapka Jerome, tak powiada o nim Wikipedia. Wyglądał następująco:
Żródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerome_K._Jerome
Żył w latach 1859-1927. Jego najbardziej znana książka Three Men in a Boat (To Say Nothing of the Dog) została opublikowana w roku 1889. Jerome  wraz z przyjaciółmi założył i prowadził również miesięcznik humorystyczny „The Idler” (Próżniak), w którym publikowali m.in. Robert Louis Stevenson, Mark Twain i Bret Harte (https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerome_K._Jerome) .
Moja koleżanka już dawno opowiadała mi o tej książce, że taka śmieszna. Wreszcie, w 2015 roku, zdecydowałam się poświęcić jej czas. A że chciałam łączyć przyjemne z pożytecznym poznałam ją po angielsku słuchając audiobooka i jednocześnie patrząc w tekst. Audiobook znalazłam na stronie Librivox.com z darmowymi audiobookami. Nie jest to aż tak długa książka, żeby nie dało się jej w ten sposób czytać.
Moja opinia z LC:
 Szukałam czegoś z humorem po traumie ostatnich książek o rzeziach i kolonializmie i to dostałam.
Jest to książka wiekowa, angielska. Wygląda tak, że w każdym rozdziale mamy opowieść o niewydarzonej wycieczce przez Tamizę 3 oszołomów i psa. W każdym rozdziale nasz narrator przypomina sobie jakąś zabawną historię i ją opowiada. Jest to więc humor sytuacyjny, wynikły z kontrastu pomiędzy sztucznością, patosem, a nieprzewidzianymi skutkami różnych sytuacji. W każdym razie jest to naprawdę śmieszne, zaś ośmieszone sytuacje są bliskie nam wszystkim, więc i książka po tych przeszło stu latach jest wciąż aktualna i śmieszy.
Postanowiłam jednocześnie czytać po polsku i porównywać z angielskim audiobookiem. Tak też zrobiłam, ale audiobook był dosyć szybko czytany. W każdym razie spotykałam się z lepszymi audiobookami.
Ale książkę polecam jak najbardziej. 
8 gwiazdek

środa, 7 czerwca 2017

Edith Wharton 'Lśnienie księżyca' - czy miłość małżonków przetrwa próby...


Dziś napiszę o kolejnej, po 'Jak każe obyczaj', spóźnionej o wiek polskiej premierze książki amerykańskiej pisarki, laureatki nagrody Pulitzera z roku 1921. Oryginalnie książka 'Glimpses of the Moon' została opublikowana w roku 1922, 9 lat po 'Jak każe obyczaj', a dwa lata po 'Wieku niewinności'. Czyli autorka jednak wierzyła w miłość....
Edith wharton face.jpg
Edith Wharton, 1862-1937

Szmat czasu! Czy jej książki przetrwały próbę czasu? W 'Jak każe obyczaj' autorka pokazuje kobietę, reprezentantkę wyższej stery amerykańskiej w obliczu zmian obyczajowych i nastania kultu pieniądza. 'Lśnienie księżyca', które w Polsce ukazało się 29 marca 2017 roku w niezawodnym wydawnictwie MG, pokazuje małżeństwo, które stoi wobec ciężkiej próby. W obliczu rozwodów, oni też stają przed pokusą, czy wybrać miłość, czy pieniądze? 
Cała książka jest oczekiwaniem na ich decyzję. Ale jest też przeuroczo napisanym romansem o pięknej miłości. Zaznaczyłam sobie nawet przeuroczy fragment. Jest to opis spotkania małżonków w świetle księżyca. Proszę zwrócić uwagę na poetycki język, którego w dzisiejszych romansach już się nie używa. Język poetycki, a jednocześnie opisujący realną sytuację:
'Nachylili się oboje. Od ramion po koniuszki palców stanowili jedno ciało, a ich oczy utkwione były w kuszącym połysku fal ogromnego jeziora'. 
Poza romansem, autorka w książce dogłębnie i znakomicie pokazała zmiany w mentalności ludzi, to zanikanie honoru i skłanianie się ku pragmatyzmowi, który dziś, w XXI wieku jest czymś oczywistym. Wówczas dla dwójki bohaterów problemem moralnym było ukrywanie prawdy o romansie przyjaciół. Prawdę mówiąc, dla mnie też byłoby to problemem. Widocznie mam dziewiętnastowieczną moralność. Nick i Suzy mają też problem pieniężny. Ich dylematem jest wybór pomiędzy miłością, a małżeństwami dla pieniędzy i pozycji społecznej. Widać, że autorka pokazuje, iż w klasie społecznej, w której rozgrywa się akcja książki, praca zarobkowa jest czymś hańbiącym. Gdy się tak przyjrzeć naszym czasom, to pogoń za pieniędzmi stała się oczywistością, a nieskorzystanie z tego stało się frajerstwem. Edith Wharton pokazała delikatne odcienie tego faktu na przykładzie pewnego uroczego małżeństwa. 
Książka jest uroczym romansem i przeuroczą, dobrze napisaną powieścią. Nie planowałam jej recenzować, ale w sumie cieszę się, że ją przeczytałam. Troszkę książki o szczęściu trafiają obecnie u mnie jak kulą w płot, ale dobrą literaturę czuć i widać, niezależnie od nastroju czytającego. 
8 wielkich gwiazdek

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:
Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo MG

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Hervé Ghesquière 'Sarajewo. Rany są nadal zbyt głębokie' - reportaż o współczesnych Bałkanach 25 lat po bratobójczej wojnie i o destrukcyjnej sile nacjonalizmu

Znalezione obrazy dla zapytania bałkany mapa polityczna
Książka ukazała się 24 kwietnia 2017 roku w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego (WUJ) w serii Mundus. Seria ta jest nowa, ale bardzo obiecująca. Bardzo ją reklamuję, bo książki w niej wydawane są naprawdę ciekawe i pokazują istotne problemy współczesnego świata. Tę o Sarajewie postanowiłam zrecenzować, ale prawdę mówiąc, myślałam, że to jakaś książka o sprawach minionych. Przecież wojna była dawno! Owszem, słyszałam o uniewinnieniu przez Trybunał w Hadze ichnich zbrodniarzy wojennych, ale poza tym myślałam, ze Bałkany odrobiły swoją lekcję. Ale żyłam w nieświadomości do wczoraj.
Autor książki jest znawcą tematu.
Znaleziony obraz
Hervé Ghesquière, źródło zdjęcia: http://www.lyonpremiere.com/Mon-livre-est-un-cri-d-alarme-face-au-poison-nationaliste-Herve-Ghesquiere-grand-reporter-France-Television_a13173.html

Z biogramu na stronie wydawnictwa 
 (link) można się dowiedzieć o autorze, że jest doświadczonym korespondentem wojennym i dziennikarzem francuskiego radia  France 2. Relacjonował wiele konfliktów, między innymi w byłej Jugosławii, Kambodży, Rwandzie, Irlandii Północnej, Iraku i Afganistanie.
W 2009 roku jako wraz z innym francuskim dziennikarzem został porwany przez talibów w Afganistanie i spędził w niewoli prawie półtora roku. Ma polskie korzenie. Jego dziadkowie byli polskimi emigrantami, a matka Janina Jankowiak urodziła się w okolicach Poznania. Od 1992 roku wielokrotnie bywał w Polsce jako dziennikarz i podróżował po całym kraju. 
Na Bałkanach przebywał podczas wojny w roku 1991, w Chorwacji, a w 1992 w Bośni. W roku 2015, gdy Europa zaczęła być ksenofobiczna, autor postanowił jeszcze raz przyjrzeć się krajowi, który nacjonalizmu doświadczył na własnej skórze - Bośni. Podróż swoją odbył w miesiącach od kwietnia do sierpnia 2015 roku. 
Książka nie jest tylko opisem tej podróży, ale subiektywnym sprawozdaniem, zestawieniem opinii i wrażeń i dziennikarskim felietonem, a przede wszystkim książką o tyglu Europy, o kraju bardzo skomplikowanym, gdzie nic nie jest proste. Hervé Ghesquière nie kryje swoich poglądów na ten temat, nie tłumi komentarzy odautorskich, na szczęście nie w trakcie rozmów w ludźmi. Jego pogląd jest cenny, gdyż oparty na jego własnych obserwacjach tej wojny, na znajomości tej strony Europy, a teraz na obserwacji Francji, która przecież obecnie jest największym tyglem kulturowym....
Tak jak wspomniałam na początku recenzji, nie sądziłam, że reportaż o Bośni z roku 2015 będzie książką tak aktualną. Ale jest. Pokazuje dobitnie, że Bałkany, tak jak to było sto lat temu, znów są kotłem, w którym widać, jak w młyńskim kamieniu Horpyny przyszłość Europy. A jak wygląda ta przyszłość? Z książki wynika, że są dwie drogi. Albo zamknie się w ksenofobii i pogrąży w wojnie, albo przezwycięży urazy i zbuduje jako taki pokój. Motto książki brzmi 
'Patriotyzm to umiłowanie swoich, nacjonalizm to nienawiść do obcych' 
 Autorem słów jest Romain Gary. Zdaniem Hervé Ghesquière widać to było na Bałkanach i widać jest to coraz bardziej w całej Europie. W książce mamy też i inny termin 'negacjonalizm', określający skrajną ksenofobię, połączoną z chęcią zabijania obcych, widzianych jako wrogów, połączoną z zaprzeczaniem tej wrogości, ukazywania jej jako obronę. Autor za każdym razem pokazuje skutki takiego myślenia. Wspomina masakry i ludobójstwa, wysiedlenia i niszczenie całych osiedli.
Mówi też o tym co zobaczył we współczesnej Bośni. O odbudowanych ruinach, ale i o wioskach, które pozostały puste, o milczącym spojrzeniu ludzi, gdy się ich pyta o wojnę, o nieprzeżytej żałobie po bliskich, o ciągłym strachu, jaki widzi u ludzi, o segregacji narodowościowej w szkołach, o tych nielicznych próbach łączenia się społeczności. O biedzie i normalnym życiu i o dżichadystach zasiedlających te strony.
Dla mnie jako czytelniczki książka ta układa się w ciąg tematyczny: Kapelana 'Bałkańskie upiory', następnie 'Wiolonczelista z Sarajewa', a teraz ten reportaż, o ludziach tu i teraz i o tym, że ksenofobia i raz zasiany skrajny nacjonalizm jest jak ten kąkol z ewangelicznej przypowieści, którego nie sposób wyrwać z serc. Nienawiść tę wszczepiają chytrzy politycy, podsycają ją trudności, a ona stopniowo wymyka się z rąk, staje się horrorem dla ludzi, przybiera postać zła. Bo jest złem. Autor tym reportażem ostrzega Europę. Tak, jest subiektywny, ale przynajmniej coś wyraża, coś wyjaśnia, próbuje rozjaśnić czytelnikowi ten węzeł gordyjski.
Książka mnie mocno wystraszyła i ostrzegła przed myśleniem w kategoriach swój i wróg. Poza tym, za każdym razem, gdy czytam o rzeziach na tle narodowościowym, przypomina mi się rzeź wołyńska, moi przodkowie, którzy uciekali zimą przed siekierami i piłami UPA. Rwanda, Srebrenica, Krzemieniec i inne to te same objawy skrajnego zła, którego nie jestem w stanie zrozumieć. Boję się go, bo mam wrażenie, że człowiek jest wobec niego bezsilny. Pozostaje o tym mówić, przypominać i ostrzegać.
9 gwiazdek

Książka wpisuje się w wyzwanie czytelnicze Literatura Faktu:


Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu WUJ:



Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: