sobota, 29 lipca 2017

Dlaczemu i gra karciana - 'Janken'

Dziś, choć miało być wczoraj, ale przez vistę i firefoxa, przez które musiałam formatować komputer jest dzisiaj, dziś prezentuję Wam ostatni przedmiot z paki od Dlaczemu, czyli grę karcianą pt. Janken. 
Oto jak grę opisuje samo wydawnictwo:
Stań do pojedynku na papier, kamień i nożyce! „Janken Pojedynek” to gra karciana, przeznaczona dla dwóch osób. Rozgrywka składa się z serii pojedynków, podczas których gracze starają się zdobyć najbardziej wartościowe karty przeciwnika. Pomysł bazuje na japońskiej zabawie z końca XIX wieku, znanej jako „Janken” (na świecie spopularyzowała się nazwa „Papier, Kamień, Nożyce”). Gra opiera się na zarządzaniu ręką, szacowaniu ręki przeciwnika, budowaniu stawki oraz blefie. Zestaw składa się z 2 identycznych talii (2x45kart), po jednej dla każdego z graczy. Czas pełnej rozgrywki nie przekracza 30 minut. Odbierz przeciwnikowi jego najcenniejsze karty i zakończ potyczkę jako zwycięzca. Weź udział w starciu w którym przewidywanie kolejnego ruchu jest równie ważne co blef i nieczyste zagrywki. 
                               ( http://dlaczemu.com/product/gra_janken)
Gra wygląda tak:
Zdjęcia pochodzą ze strony wydawcy: http://dlaczemu.com/product/gra_janken

Zdjęcia pochodzą ze strony wydawcy: http://dlaczemu.com/product/gra_janken

Zdjęcia pochodzą ze strony wydawcy: http://dlaczemu.com/product/gra_janken

Zdjęcia pochodzą ze strony wydawcy: http://dlaczemu.com/product/gra_janken
 A teraz zdjęcia moje, mniej ładne:


Grę wypróbowałam podczas spotkania rodzinnego. Ja mam taką wadę, że nie potrafię zrozumieć instrukcji, a w tej grze instrukcja jest rozbudowana. Ale bratowa sobie z nią poradziła i tak sobie graliśmy we trójkę z chrześniakiem. Muszę powiedzieć, że gra była ciekawa, szczególnie jeśli ktoś ceni sobie strategię w grze i lubi myśleć. Zaporą jest ta instrukcja, ale tylko dla mnie, bo bratowa rozgryzła ją w 15 minut. W każdym razie gra była na tyle zajmująca, że zaciekawiła chrześniaka, a to było moim celem. Ja tam pozostanę przy pasjansach i układaniu kostek na telefonie, ale grę oceniam dobrze. Zajęła nas na godzinę, a mama i syn bawili się świetnie układając strategię. 
Za grę dziękuję:
ps.Będzie jeszcze jeden post o Dlaczemu.


czwartek, 27 lipca 2017

DLaczemu ciąg dlaszy pt. 'Połącz kropki' - kropkowanka ze zwierzątkami



 Dzień dobry,
Dziś prezentuję Wam kolejną rzecz od Dlaczegomu. Jest to kolorowanka kropkowanka. Wygląda tak:

 Oto link do strony:

 Jest to kolorowanka ze zwierzątkami, zawierająca 45 rysunków, które najpierw trzeba obrysować. Potem koloruje się dużymi plamami. Jest to więc opcja dla nudzących się dzieci, które nie lubią drobnych kwiatków z kolorowanek odstresowujących. Mam nadzieję, ze przypadnie do gustu dzieciom brata, choć póki co kolorowanka zaciekawiła bratańca, bo zawiera cyfry.
 Wygląda tak:




 Za książkę dziękuję wydawnictwu:


środa, 26 lipca 2017

'Dlaczemru' - kotes od wydawnictwa Dlaczemu

Dzień dobry,
Wczoraj prezentowałam Wam książkę o pomysłach dla domu, prezent od Dlaczemu. Dziś opiszę Wam Kotes. Kotes zachwycił moją bratanicę. To trochę zeszyt, trochę album, a na pewno coś przeuroczego, z czym nie zechcę się rozstać. Wydawnictwo nazwało go 'Dlaczemru'. Oto link do strony:
 Kartki są twarde, kotki śliczne, cytaty mądre. Wydawca pisze, że kotes powstał przy współpracy z Fundacją KOT i ma na celu popularyzować adopcję podopiecznych Fundacji. Dodatkowo każdy może spersonalizować kotes dodając na jego pierwszą stronę zdjęcie własnego mruczka. Znajdziecie w nim również kocie sentencję, oraz śmieszne rysunki.
Jeszcze nie wiem do czego mi ten Kotes posłuży, czy do przepisów, czy na złote myśli. Może jako książka cytatów. Nie wiem jeszcze. Ale to urocze cacko. Może nic nie będę w nim pisać, tylko będę  co jakiś czas w niego się wpatrywać, bo te kotki są przeurocze. Oto fotografie wybranych stron:
Zdjęcia wysłane mi przez wydawcę

Zdjęcia wysłane mi przez wydawcę

Zdjęcia wysłane mi przez wydawcę

Zdjęcia wysłane mi przez wydawcę
Zdjęcia moje



Awiolu, patrząc na ten cytat, pomyślałam o Tobie ;)




Pozdrawiam,
Iza Łęcka-Wokulska
Za kotes dziękuję

wtorek, 25 lipca 2017

Patrycja Malitka 'Wymysły Malitki DIY' - książka z pomysłami dla lubiących majsterkowanie i rękodzieło

Wczoraj napisałam Wam o nowym wydawnictwie Dlaczemu i o pace od tego wydawnictwa. Prezentację cudeniek rozpocznę od książki, która zachwyciła moje otoczenie i do której już utworzyła się kolejka. Książka jest przepięknie wydana, bardzo kolorowa i przejrzysta. To zbiór 46 pomysłów na ozdoby do domu, dekoracji i upominków. Przekrój jest spory, bo są tam i pomysły na świece, na wieniec, na stolik szachowy i na lampę. 
Owo DIY w tytule to skrót od 'do it yourself'. Mamy pełne opisy wykonania przedmiotów. Ja jestem nieuzdolniona manualnie, ale i ja znalazłam coś dla siebie, pomysły, które mogłabym wykonać sama. I taki mam plan. 
Autorka książki, jak pisze wydawca, jest założycielką bloga Wymysły Malitki, na którym już od lat publikuje swoje pomysły na upiększanie naszych domów, mieszkań i ogrodów. Poradnik, o którym
właśnie czytacie jest spełnieniem marzenia Autorki o popularyzowaniu idei zrób to sam i namawiania coraz większej liczby osób do tworzenia nietuzinkowych i oryginalnych
dekoracji, które zmieniają  wnętrza na bardziej niebanalne i indywidualne. 

Poniżej prezentuję zdjęcia z książki:








Sfotografowałam  przedmioty, które mnie najbardziej zaciekawiły. Są też i inne. Ważne jest to, że projekty są różnorodne na tyle, że cała rodzina może je tworzyć i że opis ich produkcji jest wyszczególniony dokładnie i krok po kroku tak, aby i tacy debiutanci jak ja mogli to stworzyć. A zaznaczam, że mam problemy z czytaniem instrukcji. Tutaj zamierzam się porywać na robienie tego. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Dlaczemu;
 

wtorek, 18 lipca 2017

Katarzyna Enerlich 'Wiatr od jezior' - polscy mormoni, przeszłość i zło w teraźniejszości, które sięga korzeniami w przeszłość

Chyba każdy kojarzy tę pisarkę w związku z cyklem o 'Prowincji pełnej czegoś'. Mnie autorka urzekła w zeszłym roku książką o mazurskich staroobrzędowcach 'Rzeka ludzi osobnych'. W tym roku skusiłam się na polskich mormonów. Książka ukazała się miesiąc temu, 14 czerwca 2017 roku w wydawnictwie MG. 
Usiadłam do jej czytania i nie mogłam się oderwać. Historia opisana w powieści urzeka i ciekawi. Trudne sprawy, ale opisane tak, że chce się czytać.
Fabuła powieści rozgrywa się w dwóch planach czasowych, przed wojną, w latach 1922 do roku 1946 i współcześnie, ale też w innych czasach, bo w epoce raczkującego internetu i raczkującej fotografii cyfrowej, czyli w roku 1998 i 1999. 
 Mamy miejsce akcji, które na skutek zawirowań historii  zmieniło nazwę i  mieszkańców. Selbongen, wioska, w której rozgrywa się przedwojenna cześć powieści, po wojnie stała się Zewłągami. W Selbongen  mieszkali polscy mormoni, w tym rodzina Bajohrów. W okolicy już współcześnie, czyli w latach 1998, zostają odnalezione całopalne ofiary ze zwierząt. Ponadto w swoim mieszkaniu zostaje znaleziona martwa młoda bibliotekarka, Marta, przyjaciółka dziennikarki głosu Mrągowa Anny Sołowieckiej. Anna interesuje się obiema sprawami, jedną zawodowo, a drugą prywatnie. Obie prowadzą do Zewłąg i do mormonów. 

Autorka pokazała bardzo ciekawe postaci, którym historia wykoślawiła życie. Ciekawe jest w książce to sięgnięcie do czasów pruskich, bo okazuje się, że nic nie jest czarno-białe. Przykładem kobiety skrzywdzonej jest pani Agata Bajohr, która nie opuściła wioski. Gwałt, odejście wszystkich, których znała, śmierć syna pokazują, że dawni mieszkańcy tych terenów nie byli źli, że skrzywdzono ich tak samo, jak i innych. W powieści istnieje i działa zło i fanatyzm i to zło przenosi się przez pokolenia. Zło to ma źródło w przeszłości, ale wpływa na teraźniejszość. Anna poszukuje i stopniowo odkrywa tajemnice, które miały być skrywane głęboko. 
Ważne i mądre w tej książce jest to, że zło nie wynika z wyznawanej religii, ale z tego, jakim się jest człowiekiem. 
Jest to literatura popularna, ale w dobrym stylu, świetnie napisana i umiejętnie operująca tajemnicą i emocjami. Jestem zapaloną czytelniczką takich książek i będę czekać na następne powieści pani Enerlich. 
8 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:
uc?export=download&id=0B_-TXCvN-hX-N

poniedziałek, 17 lipca 2017

Catherine Poulain 'Wielki marynarz' - marzenia mamy rozmaite, ale chodzi o to, żeby je spełniać

RECENZJA PREMIEROWA
Książka ukazała się 6 lipca 2017 roku w Wydawnictwie Literackim. Już tytuł i okładka zapowiadają intensywną lekturę, bo jak wiadomo morze jest szerokie i głębokie. Książka otrzymała nominację do Nagrody Goncourtów i 8 innych nagród. 
Już to mnie zastanowiło, bo zauważyłam, że do tej nagrody nominuje się dosyć ciekawe książki i nie zawsze oczywiste. Może to wynika z kondycji literatury europejskiej, która w dużej części współcześnie jest odzwierciedleniem kryzysu tożsamości.  
Taka jest książka Catherine Poulain, jej debiut książkowy,. 
Znalezione obrazy dla zapytania Catherine Poulain
Autorka, źródło zdjęcia: http://www.atlas-citl.org/une-voix-a-traduire-23-rencontre-avec-catherine-poulain/
Autorka urodziła się w 1960 roku na Prowansji i przez swoje życie parała się rozmaitymi niekobiecymi zawodami w dziwnych miejscach, takimi jak praca w wytwórni konserw rybnych na Islandii, bar w Hongkongu, zbiór jabłek, produkcja syropu klonowego w Kanadzie i 10 lat na kutrach rybackich na Alasce, nim w 2003 roku urząd imigracyjny odesłał ją do Francji. Dziś pracuje dorywczo przy winobraniach w Médoc i na alpejskich łąkach wypasa stado 700 owiec. 
Już to pokazuje ciągotki autorki do ucieczki z pięknych miejsc w brzydotę, ze słońca w ponurość. Ale nie śmiem wcielać się w role psychoanalityka. Jedynie zastanawiam się nad tym fenomenem.  
Bohaterka książki ma imię inne niż autorka, ale jej kreacja literacka przez wszystkich czytelników jest utożsamiana z autorką, a książka określana jako autobiograficzna. 
Książka zachwyciła mnie literacko, bo to dobry kawał literatury, ale odstraszała mnie w sensie obrazów jakie opisuje. Już wyjaśniam. Książka jest opowiadaniem o kobiecie, która postanowiła zostać marynarzem (marynarką?) na Alasce i przez całą książkę doskonali się w tym trudnym zawodzie. Jednocześnie, w bardzo subtelny sposób narratorka ukazuje swoje stany psychiczne. Są one autodestrukcyjne i nie jest to mój osąd, wynikający z oceny jej zachowania i decyzji, ale wypowiedzi narratorki i głównej bohaterki. Oto przykład:
 'Usiadłam pod dźwigiem i długo wpatrywałam się w horyzont. Przyszło mi do głowy, że gdzieś za tym błękitem, w głębszym, hałaśliwszym i bardziej rozkołysanym błękicie znajduje się czarny statek z cienkim pomarańczowym paskiem, który posuwa się naprzód. I że poznałam, co to jest najwyższe szczęście, najpiękniejsza gorączka i największy możliwy wysiłek (...) Byłam w tej podróży, ale wypadłam po drodze. Wróciłam do miałkiego świata, w którym wszystko się rozpada i wszystko jest pozbawione sensu" (str. 95). 
 Wbrew temu, co się wydaje, narratorka nie obnaża się w zupełności. Poczucie bezsensu życia wynika z treści pośrednio, nie wprost, ale wynika. Narratorka zdaje się poszukiwać sensu życia, a nawet uciekać przed rozpadem świata. Działanie i wysiłek fizyczny zdają się jej jedynym gwarantem trwania. Poza tym, w tym zostaniu marynarzem narratorka zdaje się odnajdywać potwierdzenie swojej wartości i swojej kobiecości. I to mi się wydało dziwne, bo potwierdzenie  kobiecości szuka ona w facetach twardych, spoconych, często pijących, spragnionych jakiejkolwiek kobiety. Nie mnie sądzić, ale te obrazy kojarzyły mi się z menelami z mojej okolicy, a te obrazy erotyczne były dla mnie dosyć niesmaczne (np. strona 242). Poza tym narratorka poddaje się ulegle facetowi, wciela się w rolę zmuszanej do intymności. Z drugiej strony fakt, że facet uczepił się jej jak gąbka spragniona wody, sprawia jej satysfakcję. Jednym słowem opisy erotyczne czytałam z zażenowaniem. Ale doskonale opisują one depresję i bezskuteczne łaknienie potwierdzenia wartości przez narratorkę, czego cała książka jest wyrazem. Z narracji wywnioskowałam, że główna bohaterka może ucieka przez jakimiś potwornymi przeżyciami, stąd jej dziwne lgnięcie do niewyżytych rybaków. Lili łazi po najgorszych spelunkach, szuka jakichś brudnych legowisk na randkę. Ale każdy szuka miłości.
Formalnie książka napisana jest znakomicie, na wysokim poziomie, o czym świadczy spójność treści z narracją, ale staram się zrozumieć wybór tych Goncourtów do nagrody. Może chodziło im o feminizm, że kobieta też potrafi wykonywać zawód tzw. męski. Na mnie to nie zrobiło wrażenia, bo wywodzę się ze środowiska rolniczego, gdzie trzeba było ciężko pracować. Poza tym praca rolnika, przynajmniej kiedyś, bo obecnie można ją tak zmechanizować, że nie będzie się już tak harować, ale praca rolnika polega na monotonnym robieniu czegoś cały dzień. Bohaterka książki, Lili, całymi dniami oprawia ryby, pilnuje swojego fragmentu kutra itd. Szanuję ją, że dawała radę, ale kompletnie nie rozumiem tego marzenia. Rozumiem, że takie marzenie stoi na  przeciwległym biegunie marzeń większości kobiet i kobietek, marzących o byciu modelką, ale jednak marzenie o pracy wśród chłodu, zimna i wśród znudzonych życiem facetów, uciekających w alkohol i ucieczka z tej słonecznej Prowansji jest dziwna. Mój podziw dla bohaterki był połowiczny, bo przeważało w nim zdziwienie, że można dobrowolnie, bez przymusu i nie będąc zesłanym wyrokiem niezależnego sądu, a przynaglonym łańcuchami na nogach, chcieć pracować z brudnymi, podstarzałymi facetami i łowić kraby oraz halibuty w zimnych morzach. To że dobrowolnie zgodziła się na seks w takich melinach też było dla mnie dziwne. Wybranek sprawiał na mnie wrażenia desperata szukającego kogokolwiek i to w dodatku działającego jak robot. Seks śmierdzących rybaków nie był dla mnie najpiękniejszą sceną erotyczną w literaturze. Był turpistyczny, zachwalający brzydotę, bo brzydota wyciekała z każdej sceny książki, smutek, szarość, zimno i brzydota. Grupka ludzi niechcianych przez słoneczną część świata, szukający pocieszenia w swoich ramionach. Smutne, ale Lili pojechała tam dobrowolnie. Ze wszystkich miejsc na świecie, gdzie kursują autobusy, ona wybrała właśnie ten zapomniany prze Boga i ludzi zakątek. I tego nie rozumiem. To tak jakby uciekać z ładnego domu do slumsów. Można i się zdarza, ale zawsze jest ku temu poważny powód. Jest to jakiś wyraz duszy człowieka i może nawet zawoalowana forma autodestrukcji, którą autorka oddała znakomicie i nie wprost, ale jeśli jury europejskie wybrało taką książkę jako reprezentanta duszy Europejek, to boję się o Europejki.
Książce daję 8 gwiazdek i życzę Lili, żeby wróciła w słoneczne krainy i zamarzyła o byciu nurkiem na Wielkiej Rafie Koralowej na wodach Australii. Przynajmniej będzie miała ładnie i ciepło. 
Za książki dziękuję  Wydawnictwu Literackiemu:


 

sobota, 15 lipca 2017

Jaume Cabré 'Agonia dźwięków' - istota religijności a instytucje. Co z tego zostaje?

Kolejna powieść mistrza z Katalonii ukazała się w wydawnictwie Marginesy 10 maja 2017 roku. W Polsce jest więc piątą książką. Oryginalnie 'Agonia dźwięków' jest pierwszą z tych powieści, z 1984 roku. 
Oto notatka z Wikipedii na ten temat:
  • Galceran, l’heroi de la guerra negra (Ed. Proa, Barcelona).
  • Carn d’olla. (Ed. Moll. Majorca, 1978). Ed. Proa, B 1999).
  • El mirall i l’ombra (Ed. Laia. Barcelona, 1980).
  • La teranyina (Edicions Proa, Barcelona, 1984).
  • Fra Junoy o l’agonia dels sons (polski tytuł Agonia dźwięków) (Ed. 62, B. 1984) Ed. Proa, B. 1998.
  • Senyoria (polski tytuł Jaśnie pan) (1991) (Editorial Proa, Barcelona).
  • El llibre de Feixes (La trilogia de Feixes) (Ed. Proa. Barcelona, 1996).
  • L’ombra de l’eunuc (polski tytuł Cień eunucha) (Ed. Proa. Barcelona, 1996).
  • Les veus del Pamano (polski tytuł Głosy Pamano) (Ed. Proa. Barcelona, 2004).
  • Jo confesso (polski tytuł Wyznaję) (Ed. Proa. Barcelona, 2011).
http://static.prsa.pl/images/d6a6a7f4-f77d-4416-9e3b-3bc3725d8be6.jpg
Jaume Cabré, źródło zdjęcia: http://www.polskieradio.pl/9/874/Artykul/898465,Jaume-Cabr%C3%A9-zlo-mnie-przejmuje-i-niepokoi

 Dodam, że jest to mój ulubiony pisarz. Według mnie jeśli chodzi o literatury narodowe to właśnie pisarstwo katalońskie i hiszpańskie wraz z tym całym bagażem historycznym, jest bardzo podobne do polskiego. Kręgi zainteresowań twórczości Jaume Cabré to pytania o zło w świecie i w człowieku, to historia i władza oraz wpływ tego na człowieka. W poprzednich książkach, które czytałam, czyli 'Wyznaję', 'Głosy Pamano', 'Cień eunucha', autor zahacza o dyktaturę generała Franco, pokazując wpływ władzy na człowieka, jego demoralizację w obliczu władzy i rozpad relacji międzyludzkich. Byłam więc pewna, że i teraz będzie o tym. A tymczasem nie! Powieść 'Agonia dźwięków' traktuje na temat religii i jej instytucji.
Fabuła została poprowadzona dwutorowo: z jednej strony opowiada o pobycie franciszkanina Junoy'a w warownym klasztorze La Ràpita, siedzibie mniszek klauzurowych, a z drugiej strony opisuje proces o herezję przed sądem diecezjalnym, co podkreśla kontrast pomiędzy chorą ortodoksyjnością klasztoru, a laickim praktycyzmem kurii biskupiej. W tym wszystkim prawdziwa religijność, istota wiary, ujawnia się jedynie pod koniec, w duszy brata Junoy'a, gdy to odbywa on walkę wewnętrzną, troszkę w duchu Dostojewskiego. 
Powieść została napisana przepięknym językiem, genialnie i oryginalnie. Czytałam ją z zapartym tchem i uważam, że jest jedną z najlepszych książek tego pisarza, obok 'Wyznaję'. Właściwie, wszystkie postacie powieści są bardzo charakterystyczne, a zarazem tragiczne. Oś dramatyzmu i przyczyną nieszczęść jest szalona i bardzo uparta oraz lubiąca stawiać na swoim, według mnie, przeorysza Dorotea. Niszczy ona życie dwóch nowicjuszek oraz biednego brata Junoy'a. Junoy'owi współczułam, bo rozumiem pasję człowieka, bez której życie nie ma sensu. On uwielbiał muzykę, a gdy ją go pozbawiono, stracił sens życia. Powieść Cabré ma jednak wymowę głębszą. Autorowi udało się bowiem pokazać hipokryzję i bezsens instytucji kościelnych, gdy formy przysłaniają człowieka. Oba bieguny są złe, co pokazuje fabuła. Z jednej strony bowiem mamy klasztor kontemplacyjny, w którym mniszki są poddawane bezwzględnemu reżimowi. Teściowa przy nim i więzienie to pestka. W zasadzie klasztor ten jest prywatnym folwarkiem przeoryszy, której sensem życia jest bycie panią umysłu, woli i ciał podopiecznych. Nawet naiwną siostrę Clarę pobyt tam wyzbywa z wiary, z którą przyszła. Z drugiej strony mamy kurię biskupią i całą machinę do walki z herezją. A poza tym kuria jest bardzo wydajną ekonomicznie firmą, zarządzaną przez sprawnego menadżera. Wszyscy po kolei są tam ludźmi praktycznymi, którzy świetnie zdają sobie sprawę z absurdalności tak ostrego rygoru w klasztorze, a jednak w sporze przeoryszy ze spowiednikiem poparli reguły i absurd. Pytanie do czytelnika, jakie mi się wyłoniło po lekturze, było takie, że jaki jest sens tego? Jakie były motywy postępowania postaci? Co konkretne wybory im dały? I że brat Junoy był idealistą, a idealiści zawsze ponosili klęskę. Zresztą, powieści Cabré zawsze są tragiczne i w tym tkwi ich piękno.
Podsumowując, to przepiękna powieść, mistrzowska. Jestem nią zachwycona.
Daję jej 10 gwiazdek.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo Marginesy logo




piątek, 14 lipca 2017

Ks. Jan Kaczkowski 'Grunt pod nogami. Nieco poważniej niż zwykle' - najpopularniejsze kazania w Polsce

Książkę dostałam na urodziny od koleżanki, która wie, że interesuję się tą tematyką. Widziałam ją już od jakiegoś czasu, gdy szłam na pocztę, bo tamże ją sprzedają nagminnie. Wcześniej nie miałam okazji jej poznać. Ale widziałam, że wygrała jako książka roku na LubimyCzytać i widziałam komentarze czytelników. Nie sposób się z nimi nie zgodzić, że zbiór kazań nie jest biografią. Z drugiej strony pewnie wytypowano ją jako biografię na podstawie półeczek czytelników, a i ja umieszczę ją na tej półeczce na LC. 
Dużo jest tutaj na temat umierania w sposób godny i 'po bożemu'. Nie ma się co dziwić, bo ks. Kaczkowski już wtedy chorował. Mnie te tematy obeszły, bo przez ostatni rok zmagaliśmy się z tym tematem. I prawdę mówił ksiądz Kaczkowski o obecności z chorym. Bardzo zwraca uwagę na błahe podejście do sakramentów w obecnych czasach, tak nagminne. Mówi o ważności 'obowiązków stanu', o sumieniu i codziennych sprawach. O pytaniu o cud, o tym, że pytamy Boga o to, dlaczego spotyka nas nieszczęście i choroba i o tym, że odpowiedzi nie są proste. Widać, że ks. Kaczkowski przeżywał te sprawy głęboko w swoim sercu. Dlatego jego kazania są autentyczne i słuchane. Widać, że znał potrzeby wiernych i obserwował świat wokół. 
Zaznaczyłam sobie następujący fragment ze strony 56 i 57, bo oddaje on charakter książki:
'Może spróbuję sobie poszukać odpowiedzi na pytanie: Jak radzić sobie z kryzysem, by nie skupić się tylko na nieszczęściu, które nas dosięgnęło? Kryzys nie ma wyłącznie twarzy choroby. Następuje wtedy, kiedy rozkłada się rodzina, kiedy dzieje się z nami coś niepokojącego (...)  Jak nie dać się wdeptać w ziemię, w chorobie, w depresji, kryzysie małżeńskim? Przede wszystkim należy zaznaczyć, że Bóg jest zawsze przy mnie, bez względu na to, co się dzieje. Że Pan Bóg mnie nigdy nie opuszcza'. 
 Właściwie to nie wiem co mogę o niej jeszcze napisać. Ja czytałam w dużym zainteresowaniem . 
Mogę jej dać 7 gwiazdek.
Za książkę dziękuję Justynie ;)

środa, 12 lipca 2017

Beata Agopsowicz 'Cztery pory miłości' - kryzys małżeński i milczenie

Jest to książka z gatunku powieści religijnych, a może powieści terapeutycznych. Autorka jest z wykształcenia pedagogiem i doradcą życia rodzinnego. Ma męża i trójkę dzieci i marzy o domku na wsi. Książka ukazała się w ubiegłym roku (2016) w serii Opowieści Z Wiary w wydawnictwie eSPe. 
Mogę powiedzieć, że los zesłał mi tę książkę. Może mi chce coś powiedzieć przez to, ten los?
Szukam słów, żeby jakoś ładnie opisać tę powieść. I powiem tak: 'Cztery pory miłości' jest jak panna  pracowita, ale brzydka. Moi przodkowie mówili, że kiedyś kawaler wybierał pannę brzydką, bo taka zatroszczy się o dom, krowę wydoi... Autorka Lwem Tołstojem nie zostanie i chyba nie zamierza, ale powieści niech dalej pisze, bo jest w nich coś mądrego. Gdy czytałam taki zbiór opowiadań amerykańskiej pisarki Karen Kingsbury, zastanawiałam się nad tym, dlaczego w Polsce nie powstają takie katolik-powieści. Na poziomie czytadła, ale potrzebne jako odskocznia, w miarę łatwo przyswajalne powieści o ludziach z problemami takimi jak nasze. 
Tutaj mamy problemy małżeńskie Asi i Marka. Po wielkiej miłości stopniowo ich małżeństwo dogorywa. Para nie odzywa się do siebie i w ogóle jest coraz gorzej. Panuje pustka emocjonalna. Autorka ze znawstwem doradcy rodzinnego pokazuje ich spojrzenie na problemy. I to jest w tej książce wartościowe: kryzys widziany oczami jej, i kryzys widziany oczami jego. Okazuje się, że najbardziej zawinił w pogłębianiu się tego kryzysu brak rozmowy pomiędzy nimi. Ona jest przemęczona i pragnie komplementu, a on chce nadrobić stracone lata kariery. Ładnie i dokładnie autorka opisuje rok z życia tej pary, rok trudny, bo i oddalenie się, i choroba dziecka, i kicia w czerwonej mini obok, a przede wszystkim pustka w domu, milczenie i ucieczka jednego z nich na kanapę. 
Można zarzucać książce sztywność i słusznie, bo jest w tym racja. Najbardziej mi przeszkadzała jednolitość dialogów i taka forma trochę jak w wypracowaniu, ale nie to w tej książce jest najważniejsze, ale treść, taka terapeutyczna, która każe czytelnikom zastanowić się nad tym, jakie my mamy relacje z bliskimi. A jeśli mamy kłopoty, to może jak ta para z książki nie zdajemy sobie sprawę, że druga strona widzi to całkiem inaczej? Ale że zawsze można wszystko wyprostować. 
Książka oscyluje pomiędzy 5 gwiazdkami a sześcioma. 
Za książkę dziękuję autorce

poniedziałek, 10 lipca 2017

Stefanie Zweig 'Nigdzie w Afryce' - gdy trzeba zrozumieć kim się jest....

Książka jest jedną z premier kwietnia w Marginesach. Ukazała się 19 kwietnia 2017 roku. W Polsce powieść ukazała się już w 2004 roku w wydawnictwie Amber. Pierwsze oryginalne wydanie pochodzi w roku 1998. W międzyczasie powstał film, który otrzymał w 2003 Oskara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. A ja go nie oglądałam. Mi autorka kojarzy się z czteroczęściową opowieścią o alei Rothschildów, ale jeszcze ich nie czytałam, więc 'Nigdzie w Afryce' to pierwsze moje spotkanie z tą pisarką, spotkanie które zawdzięczam magazynierowi i to spotkanie udane, bo książka jest piękna. Skończyłam ją czytać w piątek, ale nie pisałam recenzji od razu, gdyż musiałam ochłonąć z nadmiaru emocji. 
Ilustracja
Stefanie Zweig, źródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stefanie_Zweig
Jest to powieść autobiograficzna, oparta na osobistych przeżyciach autorki jako dziecka, gdy musiała w wraz z rodzicami opuścić nazistowskie Niemcy i schronić się w Kenii.  Żyła w latach 1932-2014. Urodziła się w Głubczycach, wówczas częścią Niemiec. Dzieciństwo spędziła we Wrocławiu jako córka adwokata. Potem uciekli do Afryki. Biogram podaje, że Zweig do Niemiec wróciła w roku 1959, gdzie rozpoczęła pracę w tabloidzie "Abendpost Nachtausgabe", z którym związała się na prawie 30 lat. Ja naliczyłam jej 10 książek. Biogramy autorki w internecie pokazują, że niektórym nie może przejść przez gardło, że pisarze 'żydowskiego pochodzenia' są też 'pisarzami niemieckimi', 'polskimi' itd. Pisarka jest 'pisarką niemiecką', o czym pisze w powieści 'Nigdzie w Afryce' i dziwię się, że jeden z biogramów wyklucza to pochodzenie.
Styl pisarski autorki jest gęsty, zapełniony scenami, emocjami i różnymi punktami widzenia. W powieści 'Nigdzie w Afryce' narracja skupia się na różnych bohaterach, przechodzi od poszczególnych członków rodziny, po afrykańskiego pomocnika. Nawet słownictwo oddaje emocje osób. A ich opowieść dotyczy życia na emigracji w tak trudnym kraju, życia 'za łyżkę strawy', beznadziejnego czekania na rodzinę w Niemczech, o której jest coraz bardziej pewne, że nie uciekną, że Hitler ich zabił. Jest to też bezsilne patrzenie na siebie, że wykształcenie, zawód nie gwarantuje utrzymania rodzinie, że żeby kupić córce buty, trzeba wyrzec się mięsa. Jest to wreszcie bycie outsiderem, z Niemiec, które przejęli naziści, z Afryki, która jest wielka, z Wielkiej Brytanii, którą reprezentuje szkoła dla dziewczynki i armia. Najłatwiej z tym wykorzenieniem i poczuciem braku tożsamości radzi sobie dziewczynka, alter ego autorki, Regina. Regina lubi Afrykę, uczy się języka i czuje po afrykańsku. Ojciec rodziny, Walter Redlich ma problemy z angielskim, a po niemiecku musi uważać, bo jego rodziny język w środowisku Europejczyków był traktowany wrogo. Ale pomimo tego, że przestał być adwokatem, czego symbolem jest oddanie togi adwokackiej Owuorowi, jakoś stara się żyć i dbać o rodzinę. Najbardziej irytowała mnie matka Reginy Jettel. To głupia, infantylna strojnisia, która ma wielką radość, że jadąc do Afryki (o której wiadomo, że jest gorąca), zamiast lodówki, o którą prosił mąż, Walter, zabrała suknię balową. Jettel myśli tylko o tym, jak to 'za młodu' flirtowała z mężczyznami, jak kupowała w drogich sklepach. W relacji matka-córka to Regina jest dojrzalsza. Ona żyje jak mimoza, aż dziwne, że jeszcze dała syna Walterowi. Nawet o lekarza położnika w trudnej ciąży to inni dbali. Ona tylko siedziała pod drzewem i smuciła się. Gdy nastąpił opis dziecka, byłam przekonana, że padnie opis, iż jest czarnoskóry.... Ale zdaje się, że był dzieckiem małżeńskim. No nie lubiłam tej Jettel, bo była głupią, infantylną babą, która nie wyrosła z etapu królewny, a jej jedyną zasługa było wyrwanie adwokata. W książce jest taki fragment, iż matka Jettel mówiła, iż 'jej córka nie ma żadnych szkół, ale jest praktyczna'. Ja tam tej praktyczności nie widziałam w ogóle! Jej jedyna zasługa w życiu to poślubienie Waltera. Potem to inni za nią myśleli, nawet córka. A już fakt, ze dziesięciolatka jet dojrzalsza od matki, to jednak wstyd.Inni bohaterowie książki są ciekawi. Jest też wiele interesujących postaci drugoplanowych. Łączy ich poczucie wykorzenienia i tęsknoty za ojczyzną.
Przez książkę przebija wprost, iż ci uchodźcy tęsknili za swoimi Niemcami, za pięknem miast, za językiem, za ludźmi takimi jakimi byli zanim naziści zdominowali kraj. Tematyka książki jest więc bardzo trudna, bo mówi o trudnym patriotyzmie, ale i o tym, że nie można wyrzec się własnej tożsamości. 
Daję książce 9 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy:
 
Znalezione obrazy dla zapytania Marginesy Logo


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Więcej- kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje zdjęcia

Więcej- kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje zdjęcia
Wschód słońca

Więcej: kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje stosiki

Więcej: kliknij na zdjęcie albo w zakładkę  Moje stosiki
Stosik na czerwiec 2018

Zapraszam też do mojego drugiego bloga - o poezji i obrazach pt. Z poetyckiej półki Łęckiej...