poniedziałek, 17 lipca 2017

Catherine Poulain 'Wielki marynarz' - marzenia mamy rozmaite, ale chodzi o to, żeby je spełniać

RECENZJA PREMIEROWA
Książka ukazała się 6 lipca 2017 roku w Wydawnictwie Literackim. Już tytuł i okładka zapowiadają intensywną lekturę, bo jak wiadomo morze jest szerokie i głębokie. Książka otrzymała nominację do Nagrody Goncourtów i 8 innych nagród. 
Już to mnie zastanowiło, bo zauważyłam, że do tej nagrody nominuje się dosyć ciekawe książki i nie zawsze oczywiste. Może to wynika z kondycji literatury europejskiej, która w dużej części współcześnie jest odzwierciedleniem kryzysu tożsamości.  
Taka jest książka Catherine Poulain, jej debiut książkowy,. 
Znalezione obrazy dla zapytania Catherine Poulain
Autorka, źródło zdjęcia: http://www.atlas-citl.org/une-voix-a-traduire-23-rencontre-avec-catherine-poulain/
Autorka urodziła się w 1960 roku na Prowansji i przez swoje życie parała się rozmaitymi niekobiecymi zawodami w dziwnych miejscach, takimi jak praca w wytwórni konserw rybnych na Islandii, bar w Hongkongu, zbiór jabłek, produkcja syropu klonowego w Kanadzie i 10 lat na kutrach rybackich na Alasce, nim w 2003 roku urząd imigracyjny odesłał ją do Francji. Dziś pracuje dorywczo przy winobraniach w Médoc i na alpejskich łąkach wypasa stado 700 owiec. 
Już to pokazuje ciągotki autorki do ucieczki z pięknych miejsc w brzydotę, ze słońca w ponurość. Ale nie śmiem wcielać się w role psychoanalityka. Jedynie zastanawiam się nad tym fenomenem.  
Bohaterka książki ma imię inne niż autorka, ale jej kreacja literacka przez wszystkich czytelników jest utożsamiana z autorką, a książka określana jako autobiograficzna. 
Książka zachwyciła mnie literacko, bo to dobry kawał literatury, ale odstraszała mnie w sensie obrazów jakie opisuje. Już wyjaśniam. Książka jest opowiadaniem o kobiecie, która postanowiła zostać marynarzem (marynarką?) na Alasce i przez całą książkę doskonali się w tym trudnym zawodzie. Jednocześnie, w bardzo subtelny sposób narratorka ukazuje swoje stany psychiczne. Są one autodestrukcyjne i nie jest to mój osąd, wynikający z oceny jej zachowania i decyzji, ale wypowiedzi narratorki i głównej bohaterki. Oto przykład:
 'Usiadłam pod dźwigiem i długo wpatrywałam się w horyzont. Przyszło mi do głowy, że gdzieś za tym błękitem, w głębszym, hałaśliwszym i bardziej rozkołysanym błękicie znajduje się czarny statek z cienkim pomarańczowym paskiem, który posuwa się naprzód. I że poznałam, co to jest najwyższe szczęście, najpiękniejsza gorączka i największy możliwy wysiłek (...) Byłam w tej podróży, ale wypadłam po drodze. Wróciłam do miałkiego świata, w którym wszystko się rozpada i wszystko jest pozbawione sensu" (str. 95). 
 Wbrew temu, co się wydaje, narratorka nie obnaża się w zupełności. Poczucie bezsensu życia wynika z treści pośrednio, nie wprost, ale wynika. Narratorka zdaje się poszukiwać sensu życia, a nawet uciekać przed rozpadem świata. Działanie i wysiłek fizyczny zdają się jej jedynym gwarantem trwania. Poza tym, w tym zostaniu marynarzem narratorka zdaje się odnajdywać potwierdzenie swojej wartości i swojej kobiecości. I to mi się wydało dziwne, bo potwierdzenie  kobiecości szuka ona w facetach twardych, spoconych, często pijących, spragnionych jakiejkolwiek kobiety. Nie mnie sądzić, ale te obrazy kojarzyły mi się z menelami z mojej okolicy, a te obrazy erotyczne były dla mnie dosyć niesmaczne (np. strona 242). Poza tym narratorka poddaje się ulegle facetowi, wciela się w rolę zmuszanej do intymności. Z drugiej strony fakt, że facet uczepił się jej jak gąbka spragniona wody, sprawia jej satysfakcję. Jednym słowem opisy erotyczne czytałam z zażenowaniem. Ale doskonale opisują one depresję i bezskuteczne łaknienie potwierdzenia wartości przez narratorkę, czego cała książka jest wyrazem. Z narracji wywnioskowałam, że główna bohaterka może ucieka przez jakimiś potwornymi przeżyciami, stąd jej dziwne lgnięcie do niewyżytych rybaków. Lili łazi po najgorszych spelunkach, szuka jakichś brudnych legowisk na randkę. Ale każdy szuka miłości.
Formalnie książka napisana jest znakomicie, na wysokim poziomie, o czym świadczy spójność treści z narracją, ale staram się zrozumieć wybór tych Goncourtów do nagrody. Może chodziło im o feminizm, że kobieta też potrafi wykonywać zawód tzw. męski. Na mnie to nie zrobiło wrażenia, bo wywodzę się ze środowiska rolniczego, gdzie trzeba było ciężko pracować. Poza tym praca rolnika, przynajmniej kiedyś, bo obecnie można ją tak zmechanizować, że nie będzie się już tak harować, ale praca rolnika polega na monotonnym robieniu czegoś cały dzień. Bohaterka książki, Lili, całymi dniami oprawia ryby, pilnuje swojego fragmentu kutra itd. Szanuję ją, że dawała radę, ale kompletnie nie rozumiem tego marzenia. Rozumiem, że takie marzenie stoi na  przeciwległym biegunie marzeń większości kobiet i kobietek, marzących o byciu modelką, ale jednak marzenie o pracy wśród chłodu, zimna i wśród znudzonych życiem facetów, uciekających w alkohol i ucieczka z tej słonecznej Prowansji jest dziwna. Mój podziw dla bohaterki był połowiczny, bo przeważało w nim zdziwienie, że można dobrowolnie, bez przymusu i nie będąc zesłanym wyrokiem niezależnego sądu, a przynaglonym łańcuchami na nogach, chcieć pracować z brudnymi, podstarzałymi facetami i łowić kraby oraz halibuty w zimnych morzach. To że dobrowolnie zgodziła się na seks w takich melinach też było dla mnie dziwne. Wybranek sprawiał na mnie wrażenia desperata szukającego kogokolwiek i to w dodatku działającego jak robot. Seks śmierdzących rybaków nie był dla mnie najpiękniejszą sceną erotyczną w literaturze. Był turpistyczny, zachwalający brzydotę, bo brzydota wyciekała z każdej sceny książki, smutek, szarość, zimno i brzydota. Grupka ludzi niechcianych przez słoneczną część świata, szukający pocieszenia w swoich ramionach. Smutne, ale Lili pojechała tam dobrowolnie. Ze wszystkich miejsc na świecie, gdzie kursują autobusy, ona wybrała właśnie ten zapomniany prze Boga i ludzi zakątek. I tego nie rozumiem. To tak jakby uciekać z ładnego domu do slumsów. Można i się zdarza, ale zawsze jest ku temu poważny powód. Jest to jakiś wyraz duszy człowieka i może nawet zawoalowana forma autodestrukcji, którą autorka oddała znakomicie i nie wprost, ale jeśli jury europejskie wybrało taką książkę jako reprezentanta duszy Europejek, to boję się o Europejki.
Książce daję 8 gwiazdek i życzę Lili, żeby wróciła w słoneczne krainy i zamarzyła o byciu nurkiem na Wielkiej Rafie Koralowej na wodach Australii. Przynajmniej będzie miała ładnie i ciepło. 
Za książki dziękuję  Wydawnictwu Literackiemu:


 

4 komentarze:

  1. Ciekawy ten portret autorki. W gruncie rzeczy raczej nie miałam zamiaru sięgać po książkę, ale dla samego zobaczenia, jak wygląda skomplikowana psychika autorki, chyba się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobra literacko książka. Naprawdę Ci ją polecam. A jeśli lubisz klimaty morskie i rybki, to tym bardziej.

      Usuń
  2. Czasem faktycznie można by się zastanawiać co kieruje jury różnych nagród literackich...nasza Nike....też tu nie jest poza tymi pytaniami.
    A co i komu chciała bohaterka tej książki udowodnić....tego faktycznie trudno by się domyślić. Chyba, że chciała doświadczyć na własnej skórze całego brudu w jakim człowiek potrafi się nurzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć moja opinia o bohaterce jest niekonwencjonalna i subiektywna. Całkiem możliwe, że inni czytelnicy odbiorą wybory bohaterki inaczej niż ja. Że dla innych ten zawód marynarza będzie piękny. Być może. Ja nie lubię zimna i wody i śliskich ryb, więc się dziwiłam. Z tą jej depresją też się nie zgodzono. NA pewno książka daje pole do interpretacji i jest dobrze napisana.
      Co do Nike to niektóre książki uhonorowane tą nagrodą czytałam, ale tylko kilka. Nigdy nie przeczytałam MAsłowskiej. 'Księgi Jakubowe' czytałam i zgadzam się z nagrodą. Modzelewski tez jest znaczącą książką.

      Usuń

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...