czwartek, 24 sierpnia 2017

Richard Flanagan 'Śmierć przewodnika rzecznego' - wizje umierającego....


Książki tego wybitnego pisarza australijskiego recenzuję regularnie i w zasadzie każda z nich robi na mnie ogromne wrażenie. 
 
Tym razem Wydawnictwo Literackie wydało debiut powieściowy Flanagana 'Death of a River Guide' z 1994 roku. Książka na polskim rynku ukazała się 5 lipca. 
Richard Flanagan ma swoje problemy, które w każdej powieści ujmuje inaczej. Uważam, że jest to pisarz wybitny, pisarz pokolenia i gdybym wróciła na uczelnię, to na pewno pisałabym o Flanaganie. Ale nie wrócę, więc zostaje mi tenże blog. Czytając zastanawiałam się jak mam ocenić tę książkę, bo prawdę mówiąc mi się nie spodobała i czytałam ją mocno opornie, w męczarniach. Zarazem, i tak jest to dzieło wybitne, o lata świetlne przewyższające wiele innych współczesnych powieści. Chociażby narracja. Poszczególne zdania zaczynają się od narracji pierwszoosobowej, aby w połowie przejść w trzecioosobową opowieść o Aljazie Cosinim. Gdy się nad tym zastanowić, to ma to ogromne uzasadnienie w treści książki, bo cała narracja jest przecież opowieścią tonącego Aljaza, na progu nicości. Brawa należą się tłumaczowi, który w tych niuansach się nie pogubił. 
Bo i nad tym co jest po śmierci zastanawia się narrator. Raczej nie wierzy w Boga, pod koniec książki mówi 'Ogrom błękitu.
Błekit nieba. Plamka, kawałeczek muszego gówna pośrodku wielkiej pustki'.
W książce pojawiają się przeróżne postacie i ich trudne życie, postacie z przeszłości Aljaza oraz jego przodkowie, ich cierpienia, tragedie i pustka egzystencji. Trochę dlatego, a również dlatego że postacie pojawiają się niespodziewanie, czytałam tę książkę z takim trudem, bo świat Flanagana jest trudny, bezsensowny, pełen cierpienia, brzydoty, destrukcji.  W kolejnych powieściach jest to samo, ale bohaterowie mają sztukę, czy to w postaci księgi ryb, czy to w postaci wierszy, czy nawet mają miłość lub marzenie o niej. Tutaj nie ma niczego, jest okrutna Tasmania wraz z cierpieniem skazańców, eksterminacją Aborygenów i ubóstwem wyzwoleńców. Jest pustka, od której nie ma ucieczki. NAwet współcześnie, gdy Aljaz jest tym przewodnikiem rzecznym, wydaje się, że bohaterowie powinni zauważyć w otaczającym świecie coś pięknego, ale nie. Oni zmagają się z życiem jak z balastem. Nic ich nie cieszy. Trochę to jest nieuzasadnione, a trochę narrator uzasadnia to dziedziczeniem traum. 
Moje słowo krytyki w stosunku do tej książki to zarzut nieuporządkowania myśli w tej pierwszej książce. Widać, ze Flanagan chciał zawszeć wszystko: i bezsens życia, i Aborygenów i niszczenie ich kultury, i imigrantów i ich trudne życie i pustkę świata wokół. W następnych książkach pisał już o wybranych aspektach, nie o wszystkim i wprowadził ten ratunek dla duszy, czyli sztukę. Za to usunął ten rozpaczliwy brak Boga, który widoczny jest tutaj, w 'Śmierci przewodnika rzecznego'.  Życie jawi się w tej książce jak głupi żart losu. Karaluch, drugi przewodnik na rzece mówi tak na stronie 144:
'-To wszystko są żarty, stary - stwierdził. -Inaczej bralibyśmy je na poważnie. Inaczej wszystko byłoby tak poważne, kurwa jego mać, że można by zdechnąć z całej tej powagi'. 
 I bohaterowie Flanagana 'zdychają z tej powagi', męczą się życiem. To jest smutne i piękne. 
Zastanawiam się na ile ocenić tę książkę, której artyzm zauważyłam, a zarazem, która mnie odrzucała na każdej stronie, bo jak inaczej odbierać tak zsubiektywizwaną spowiedź tonącego desperata, który w życiu stracił kobietę, dziecko, rodziców, a przodkowie byli albo Aborygenami, albo wyrzutkami z Europy. A żyć trzeba. Nawet utonięcie jest przypadkowe. 

Richard Flanagan, źródło zdjęcia: wydawnictwo
Miałam ocenić na 2 gwiazdki, miałam na 6 gwiazdek, ale po zastanowieniu oceniam na 9 gwiazdek, bo to wybitna książka, tak jak cała twórczość Flanagana i czytać ją należy w całości we wzajemnych odniesieniach. Mało jest pisarzy, którzy piszą o określonym problemie, którzy przez cała swoją twórczość próbują najodpowiedniej ująć to co w duszy gra. Flanagan to niezłomnie czyni. Mówiłam to już przy poprzedniej książce: pisarz z drugiego końca świata, a potrafi opisać to co gra w naszych polsko-wschodnich duszach....
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:

2 komentarze:

  1. Hm, ja jeszcze nie znam tego pisarza. Czy ta książka nadaje się na pierwsze z nim spotkanie? Bo tematyka mnie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym powiedziała, żebyś zaczęła od 'Ścieżek Północy' - o obozie jenieckim albo od 'Pragnienia' - o aborygeńskiej dziewczynce. Ale jest możliwe, ze to akurat ta ksiązka Cię zachwyci.

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...