sobota, 30 września 2017

Zbigniew Herbert 'Barbarzyńca w ogrodzie' - eseje o sztuce i pragnieniu duchowości

Okładka książki Barbarzyńca w ogrodzie Ten zbiór esejów Zbigniewa Herberta poznaję po raz drugi. Pierwszy raz czytałam pospiesznie, przed egzaminem, ale obiecałam sobie, że przeczytam ponownie. Tym razem na spokojnie, tak żeby dokładnie przemyśleć książkę. Minęło 15 lat, a intelektualiści znów są potrzebni, aby wskazywać nam ścieżkę rozumu. Pojawiły się też audiobooki, więc ja oczywiście wysłuchałam książki. Czyta specjalista od takich lektur: pan Ksawery Jasieński. 
Książka pochodzi z roku 1962. Opisuje podróż po Włoszech i Francji poety z lat 1958-1960. I chyba tak, bo  Herbert tłumaczy Polakom czym jest pizza i cappuccino. Ale to są tylko niuanse, miłe. 
Książka składa się z 10 szkiców literackich (cytuję z Wikipedii):
  • Lascaux (o malowidłach prehistorycznych w jaskini w Lascaux)
  • U Dorów (o doryckich świątyniach w Paestum)
  • Arles (o zabytkach Arles)
  • Il Duomo (o katedrze w Orvieto)
  • Siena (o zabytkach i historii Sieny)
  • Kamień z katedry (o gotyckich katedrach)
  • O albigensach, inkwizytorach i trubadurach
  • Obrona Templariuszy
  • Piero della Francesca
  • Wspomnienia z Valois (o Chantilly, Senlis, Chaalis i Ermenonville)
Po pierwsze Zbigniew Herbert jest nie tylko znakomitym poetą,  ale i ciekawym i frapującym opowiadaczem. Jego szkice o sztuce, zjawiskach i budowlach są ciekawe i przedstawione w sposób obrazowy. Ma się wrażenie, że stoimy wraz z nim i podziwiamy dzieło sztuki, że przechadzamy się po sieneńskiej uliczce i pijemy cappuccino wraz z nim, czy podziwiamy grę świateł w katedrze gotyckiej.Obrona templariuszy napisana jest tak, jak najciekawsza powieść historyczna. Zresztą, jest takowa o tej sprawie (trylogia 'Bractwo' Robyn Young). 
Zbigniew Herbert opisuje swój sposób zwiedzania miejsc i porównuje to ze zwiedzaniem turystycznym, w grupie z przewodnikiem, gdzie wszystko idzie szybko, bez refleksji, jakby odhaczając kolejne atrakcje i robiąc mnóstwo zdjęć. I mówi o swoim zwiedzaniu. Że siada przed obrazem i podziwia, że wybiera jedno dzieło w danej galerii, że chodzi sobie po uliczkach miasta i zwiedza, je, pije wino. Napawa się miejscem. 
Mówi, że tak jest lepiej, że obcowanie z pięknem wymaga spokoju i kontemplacji. Trochę mi tym pan Herbert 'dał pstryczka w nos', bo ja, jak już gdzieś wyjeżdżam, to zachowuję się jak japoński turysta....

Inna sprawa, najważniejsza w tych szkicach, to sztuka. Te 10 szkiców traktuje o kilku reprezentantach sztuki późnego średniowiecza i jeden początkowy esej o malowidłach prehistorycznych. Słuchałam tego z ciekawością. Miałam też nieodparte wrażenie, że Herbert widzi w nich ciągłe i zależne od warunków historycznych dążenie człowieka do sakrum, do czegoś co przekracza zwykłe życie, do idei bóstwa. To wszystko łączy byki z Lascaux, katedry gotyckie i obrazy z przełomu średniowiecza i renesansu, ale i ideę zakonu templariuszy. Zbigniew Herbert był intelektualistą, który na świat patrzył inaczej, szerzej, głębiej.... 

Do wysłuchania pozostaje mi 'Martwa natura z wędzidłem'. 
Polecam Wam tę książkę albo audiobook, co kto woli. 
10 gwiazdek
Książka bierze udział w wyzwaniu Łów słów. Rybka wrześniowa AR

środa, 27 września 2017

Mary Westmacott (Agatha Christie) 'Brzemię' - obyczajówka w wersji pani Agathy.

Recenzja jest formą uczczenia urodzin pani Agathy oraz postem w ramach konkursu zorganizowanym, jak co roku we wrześniu, na blogu Na tropie Agathy:
 









Myślałam, że nie dam rady w tym wrześniu przeczytać książki pani Agathy, ale się udało ;) Książkę 'Brzemię' wygrałam w ubiegłym roku, a że tych 6 obyczajówek jako Mary Westmacott nie przeczytałam (no, poza 'Niedokończonym portretem'), to z ciekawością zasiadłam przedwczoraj do czytania 'Brzmienia'. Moje oczekiwania były mętne, gdyż koleżanka z LubimyCzytać ostrzegła mnie kiedyś przed tymi książkami, że są 'słabsze' niż kryminały. Ale zawsze trzeba sprawdzić samemu. Co też uczyniłam. 
Powieść traktuje o dwóch siostrach i ich życiu: Laurze i Shirley. Laura jest dzieckiem starszym, niekochanym, a w dodatku żyjącą w cieniu śmierci swojego braciszka. Potem pojawiła się Shirley, a zarazem jej zazdrość i pragnienie miłości rodziców wzrosło. Wiele się zdarzyło w życiu dziewczynek od samego niemowlęctwa Shirley, co zmieniało postawę Laury: od nienawiści, po macierzyńską nadopiekuńczość i zaborcze próby układania siostrze życia. Oponentem i przyjacielem Laury był stary profesor, przyjaciel ich rodziców. On ciągle powtarzał najpierw rodzicom, że Laura jest zazdrosna o siostrę, potem wykazywał zrozumienie dla Laury, a potem ostrzegał ją przed układaniem życia siostrze. 
Pan Baldock na stronie 121 mówi tak:
'A więc przestań się snuć niczym bohaterka tragedii. Nieraz ci mówiłem, że bierzesz wszystko zbyt serio. Nie ułożysz życia innym. Muszą to zrobić sami. Shirley ma własną taczkę, którą będzie musiała pchać.'
Fabuła powieści pokazuje co się stanie, gdy nadmiernie chronimy najbliższych,  gdy odgórnie ustalamy, co jest dla innych szczęściem, aż wreszcie pokazuje, że miłość jest nieprzewidywalna. Po pokazaniu dzieciństwa Laury powieść przechodzi w dorosłość Shirley i jej wybory życiowe. Zaciekawiły mnie losy Shirley, jej oba małżeństwa, aż wreszcie Laura i jej życie. 
Można by się przyczepić do fabuły, że ułożona, żeby udowodnić tezę o tym, żeby nie układać innym życia i że nie ma prostej recepty na szczęście i miłość. Że można być szczęśliwą z draniem, a męczyć się w związku z kimś idealnym. Że kochanie kogoś czasami oznacza odcięcie się od jego problemów i pozwolenie każdemu żyć po swojemu. 
Pani Agatha Christie ma taki rzadki dar pisarski, że potrafi w kilku słowach pokazać postać jako człowieka z jego problemami i uczuciami, które są uniwersalne. Ciekawią, bo i nas wszystkich dotyczą. W swojej autobiografii napisała, że nie aspiruje do pisarstwa wybitnego, ale to co robi jest rzemiosłem. Pewnie tak, ale jej książki ciekawią, wciągają i dają poczucie relaksu i zawsze ma się żal, że już się kończą. 
Myślę, że książce mogę dać 6 gwiazdek 
To fajna powieść. 

wtorek, 26 września 2017

Harry Kemelman 'W piątek rabin zaspał' - kryminał retro. Kto zabił blondynkę?

Książkę wysłała mi koleżanka, w zamian za inna książkę. Lubię kryminały, więc z chęcią ją przeczytałam. Dodatkowo, prosiliście w komentarzach o moją recenzję, więc oto będzie. 
 Harry Kemelman żył i tworzył w Stanach Zjednoczonych. Stworzył serię o rabinie Smallu oraz o Nickim Welt'cie, profesorze collegu.
Harry Kemelman
autor, źródło: https://www.goodreads.com/author/show/172112.Harry_Kemelman
Angielska wikipedia podaje, iż Kemelman był z wykształcenia magistrem literatury angielskiej ( B.A. in English Literature from Boston University and an M.A. in English philology from Harvard). Żył w latach przełomu, wojen i kryzysu, wiec parał się rozmaitymi zajęciami: uczył w szkołach i na uczelniach wyższych, był biznesmenem i 'freelance writer', a w czasie wojny pracował w US army. Wikipedia podaje, iż sukces 'Friday the Rabbi Slept Late', zapewnił mu zarówno nagrody literackie, jak i stałą pozycję jako pisarza kryminalnego oraz dochód z praw autorskich do adaptacji filmowych
(Naprawdę Wikipedia o tym pisze, a nawet o sumie, jaką otrzymał: https://en.wikipedia.org/wiki/Harry_Kemelman).
Książka zapoczątkowuje cykl o rabinie Davidzie Smallu. Ukazała się w 1964 roku.

HarryKemelman FridatTheRabbiSleptLate.jpg
Okładka pierwszej edycji: https://en.wikipedia.org/wiki/Friday_the_Rabbi_Slept_Late
Było tych książek 12, jak podaje angielska Wikipedia:

The Rabbi Small Novels

  1. Friday the Rabbi Slept Late – 1964
  2. Saturday the Rabbi Went Hungry – 1966
  3. Sunday, the Rabbi Stayed Home – 1969
  4. Monday The Rabbi Took Off – 1972
  5. Tuesday the Rabbi Saw Red – 1973
  6. Wednesday the Rabbi Got Wet – 1976
  7. Thursday the Rabbi Walked Out – 1978
  8. Conversations with Rabbi Small – 1981
  9. Someday the Rabbi Will Leave – 1985
  10. One Fine Day the Rabbi Bought a Cross – 1987
  11. The Day the Rabbi Resigned – 1992
  12. That Day the Rabbi Left Town – 1996
Przejdźmy do książki. Nie jest  obszerna, tak jak współczesne kryminały skandynawskie. Raczej przypomina zwięzłość Agathy Christie. Fabuła nakreślona jest jasno. Mamy postacie i ich zaletami i wadami, okoliczności, miejsce i wskazówki. Fabuła zmierza do zaskakującego końca, choć przyznam, że zgadłam kto zabił tak po połowie książki. W sumie trening na kryminałach Christie czegoś mnie nauczył. 
Historia kryminalna utrzymana jest w oszczędnym stylu retro: postacie nie przekraczają granic dobrego smaku, motywacja zbrodni tkwi w ludziach i ich głowach (nie chcę zdradzać więcej). Ciekawe jest tło obyczajowe. Autor osadził akcję w środowisku diaspory żydowskiej w prowincjonalnym miasteczku amerykańskim. Mamy więc ciekawy przegląd małomiasteczkowych problemów klasy średniej. Rabin Small jest naprawdę inteligentnym duchownym i bardzo przyzwoitym przedstawicielem swojej religii. To taki Ojciec Mateusz po żydowsku. Wszystko to sprawia, że książka jest lekka, miła i przyjemna, a ja mam ochotę na dalsze części. Jeśli nie znajdę po polsku to sięgnę po nie po angielsku. 
Daję książce 7 gwiazdek. 
Za książkę dziękuję Kasi 😊

poniedziałek, 25 września 2017

Grażyna Jagielska 'Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym' - o co chodzi w małżeństwie?

Okładka książki Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym Lubię biografie, cenię i czytuję reportaże Wojciecha Jagielskiego, więc tę książkę chciałam przeczytać, gdy tylko telewizje śniadaniowe zaczęły o niej mówić. Pewnie w 2014 roku, bo wtedy Znak opublikował tę książę. Żyjemy w czasach, gdy wszyscy wywlekają wszystko, ale ta książka mimo wszystko budzi skrajne emocje. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym nie jest jednaj sprawą, o której chce się głosić na wieżach? A jednaj autorka o tym napisała. I nie sądzę, że zrobiła to dla pieniędzy, bo pewnych rzeczy się nie sprzedaje. Chciałam się dowiedzieć dlaczego. Chciałam też poznać uczucia żony słynnego korespondenta wojennego. Książka jest dosyć cienka, bo liczy 208 stron, a jednak jest treściwa. 

Może i dobrze, że książka czekała na mnie, aż zostanę mężatką, bo na pewno więcej spraw rozumiem. W przeszłości  czytałabym ją jedynie w kluczu biograficznym. Teraz 'wyczytałam z niej' więcej. 
Pani Jagielska opowiada w tej książce o tym, jak to się stało, że trafiła do ośrodka leczenia stresu bojowego. Opowiada o latach czekania na męża, latach życia jego życiem. Taki cytat sobie zanotowałam:

'Przywoził z sobą różnych ludzi, ale sporo samego siebie zostawiał po tej drugiej stronie, do której ja nie miałam dostępu. Czasem miałam wrażenie, że prowadzi jakąś wymianę. Może nie robi tego dobrowolnie, ale też się jej nie przeciwstawia - dostaje opowieści, ale sporo oddaje w zastaw'.


Pani Jagielska, autorka książki, opowiada o swoim małżeństwie. Mówi o wzajemnej miłości oraz wspólnych dla niech zainteresowaniach, z których wykluczyła ją wojna, na które on jeździł i rodzina, którą ona musiała w Warszawie się zajmować. Jednocześnie wciąż ją interesowało to, co on przeżywa, jego książki, ludzie, których spotykał. I to chyba było zasadniczym motorem tego stresu bojowego, którego doznała. Mając takie same jak mąż zainteresowania, nie była w stanie nie słuchać tego, co on jej opowiadał. Z drugiej strony mając dzieci, nie była w stanie uczestniczyć w jego wojennych wyprawach. Jej życie to była praca, dzieci, meblowanie domu, zakupy, gotowanie, i chyba w tym czuła się mniej znacząca od męża. Z drugiej strony, z opowieści w książce wynika, że mąż cenił sobie jej obecność w bezpiecznej Warszawie. 
Wszystko to smutne sprawy, tragedia rodzinna i tragedia jej jako osoby. Smutno było to czytać. Bo to nie było tak, że jedna strona chciała skrzywdzić drugą. Nie. Po prostu oboje chcieli mieć i dom i pasję. Przypomniała mi się koleżanka, żona prawnika. Ona nie interesuje się przestępcami, lukami w prawie, zmianami systemu sądownictwa, i dlatego cieszy się małżeństwem. Pani Jagielska mówi na początku książki, że jej małżeństwo było idealne, bo zawierało i miłość i pasję. Często mówi się, że to marzenie każdej kobiety. Okazało się, że nie tędy droga, że w harmonii domowej liczą się pieczone kurczaki i wybór przytulnej lampy do salonu, że dzielenie pasji zawodowej przeszkadza. 
Czy odnalazłam w tej trudnej książce receptę na udane małżeństwo? Nie. Ale przekonałam się, że u sąsiada trawa nie jest zieleńsza, że inni też mają problemy i że pragnienie, żeby wraz z mężem wybierać meble oraz jeść razem zupę nie jest pragnieniem banalnym. To ostoja bycia razem. 
Ja bym takiej osobistej książki nie publikowała, ale rozumiem zamiar autorki, że książka ta pomaga innym osobom, borykającym się z trudnościami rodzinnymi.
Daję jej 7 gwiazdek

sobota, 23 września 2017

Anna Brzezińska 'Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach' - powieść i dzieło historyczne. Jak się żyło kobietom w czasach królowej Bony?


 RECENZJA PREMIEROWA
Książka Anny Brzezińskiej, wydana 14 września 2017 roku w Wydawnictwie Literackim, jest ogromna, bo liczy sobie prawie 700 stron. Chciałam ją przeczytać w mig, ale się nie dało, choć czytało mi się ją znakomicie. W sumie z Jagiellonkami i karlicą Dosią spędziłam tydzień, bardzo przyjemny tydzień. Za oknem deszcz jesienny i plucha, a ja na Wawelu. Nieczytający nie wiedzą, jak może być miło w oknie z książką....
Annie Brzezińskiej udało się stworzyć gatunek synkretyczny: połączyć powieść historyczną z dziełem historycznym o życiu kobiet w Rzeczpospolitej XVI wieku. Marzył o takiej powieści synkretycznej Teodor Parnicki, któremu jednak wyszło mądrze, ale nudno. Kto czytał, ten wie.... Książka Anny Brzezińskiej jest lekka i ciekawa, ale pełna mądrości historycznych. Opowiada o kobietach, a szczególnie o Reginie, córce chłopskiej i jej córce karlicy Dosi, którą los pchnął na Wawel, gdzie została ulubienicą Bony i opiekunką jej córek: Katarzyny, Zofii i Anny.

Każdy rozdział traktuje o innym aspekcie życia kobiet w XVI wieku w Rzeczpospolitej: o tańcu, kształceniu, krosnach, porodach, leczeniu, czarownicach, karłach na dworach Jagiellonów, o roli kobiet w życiu ówczesnych, o tych na tronach i tych w izbach czeladnych, o życiu ladacznic licencjonowanych i nielicencjonowanych, o gwałtach i tym, kto za to odpowiadał, o sądownictwie dla kobiet, o turniejach rycerskich itd. Zawsze jest tak w każdym rozdziale, że zaczyna się on od opowieści historyczki na dany temat, a następnie w połowie rozdziału przechodzi w opowieść o dalszych losach Dosi. Jedno i drugie współgra ze sobą, tło historyczne obrazuje losy Dosi, a Dosia konkretyzuje opowieść historyczną. 
Ktoś napisał na LubimyCzytać, że 'autorka nie umiała się zdecydować'. Nie zgadzam się! Autorka celowo napisała taką rozdwojoną książkę. W terminologii literaturoznawczej nazywa się to gatunkiem synkretycznym, ale przecież nazwa 'książka totalna' jest dobrą nazwą na reklamę. 
Aż trudno jest mi wybrać coś z tego nadmiaru emocji, w jakie wprawiła mnie ta książka, ale coś napisać trzeba w recenzji. W warstwie historycznej książka jest rzeczowa i ciekawa. Skupia się na kobietach i ich losie w ówczesnych czasach. Losy Reginy i jej córki Dosi dają historyczce możliwość opisu wszystkich warstw społecznych Krakowa: od domu słodownika Bartłomieja, gdzie Regina została służącą, po inne ciemne zakątki Krakowa, aż do Wawelu. Anna Brzezińska obala wiele mitów kulturowych: na przekład to, że każda kobieta znająca się na ziołach była oskarżana o czary, mit o tym, że bogate córki miały więcej wolności niż biedaczki, mit o tym, że wszystkie małżeństwa były nieszczęśliwe, ale i mit miłości rycerskiej. Nawet postaci historyczne: Bony i Anny Jagiellonki w książce są odbrązowywane. Miałam wrażenie, ze tutaj są one niejednoznaczne, Bona nie tak zła jak historia mówi, a Anna nie tak pokorna jak historia to utrwaliła... Gdy autorka przechodzi płynnie do dziejów Dosi, w dalszym ciągu opowieść jest ciekawa. Dosia to karlica inteligentna i pełna woli życia, jej odmienność fizyczna wpływa na jej postrzeganie świata, na to, ze widzi ostrzej, więcej. Pomimo defektu fizycznego, ma ona wiele miłości, bardzo pragnie być matką, żoną i damą. I jak często z nami kobietami bywa, ciągle musi przystawać na porażki, godzić  się z nimi i jakoś żyć dalej. Dosia jest moją ulubioną postacią kobiecą. Bardzo ją polubiłam i smutno mi się zrobiło, gdy na 696 stronie musiałam się z nią rozstać..... 
Wiele zachwytów o tej książce czytałam na rozmaitych stronach i blogach i słusznie! BO książka ta jest niezmiernie ciekawa i mądra. Mój dziadek bardzo by się tą książką rozkoszował, gdyby żył. Szkoda, że nie przeczyta jej. 
Książce daję 10 gwiazdek za innowacyjne podejście, za talent pisarski i to, że można napisać lekkie i ciekawe dzieło historyczne o obyczajach i mentalności ludzi z wcześniejszych epok. 
Za książkę do recenzji dziękuję:


poniedziałek, 18 września 2017

Piotr Pustelnik 'Ja, pustelnik. Autobiografia. Wysłuchał Piotr Trybalski' - o człowieku gór

RECENZJA PREMIEROWA
Lubię biografie, lubię czasami autobiografie, gdy są dobrze napisane, bo nie każdy potrafi opowiadać o sobie, aż wreszcie lubię książki o górach, choć w górach nie byłam i boję się wysokości, zimna, psów, wilków itd. Ale książki himalaistów, taterników i alpinistów mnie fascynują, bo opowiadają o zmaganiu się z samym sobą, o walce ze słabością w sobie, z lękiem, o stawaniu się lepszym człowiekiem itd. 
Do tej książki można zastosować opinię, jaką napisałam na temat książki Waltera Bonattiego 'Moje góry', którą umieszczono w podręczniku dla obcokrajowców, z czego jestem bardzo dumna. Moja opinia to ta podpisana Renax, moim nickiem z LubimyCzytać:
Na spotkaniu autorskim z tym człowiekiem byłam kiedyś, w 2003 roku w Toruniu, bo zaciekawiło mnie nazwisko. Pamiętam, że opowiadał bardzo ciekawie. Dlatego podjęłam się recenzowania tej książki. Ubolewam nad tym, że nie zdążyłam jej przeczytać przedpremierowo.
Mój egzemplarz przedpremierowy ma miękką okładkę, ale i wiele zdjęć, właściwie co kilka stron jest jakieś zdjęcie: alpinistów, autora, gór, które są piękne i majestatyczne. Czytanie tej książki to przyjemność:

zdjęcia z książki



Kim jest Piotr Pustelnik? Wikipedia wylicza jego osiągnięcia:

Wejścia na wierzchołki ośmiotysięczników

  1. 19 lipca 1990 – Gaszerbrum II (8035 m)
  2. 12 lipca 1992 – Nanga Parbat (8126 m)
  3. 24 września 1993 – Czo Oju (8201 m)
  4. 6 października 1993 – Sziszapangma (8013 m)
  5. 26 września 1994 – Dhaulagiri (8167 m)
  6. 12 maja 1995 – Mount Everest (8848 m) – wejście z tlenem[5]
  7. 14 lipca 1996 – K2 (8611 m) – wejście z tlenem
  8. 15 lipca 1997 – Gaszerbrum I (8068 m)
  9. 15 maja 2000 – Lhotse (8516 m) – wejście z tlenem
  10. 15 maja 2001 – Kanczendzonga (8586 m) – wejście z tlenem
  11. 16 maja 2002 – Makalu (8463 m) – wejście z tlenem
  12. 17 maja 2003 – Manaslu (8156 m) – tlen używany w trakcie snu
  13. 8 lipca 2006 – Broad Peak (8047 m)
  14. 27 kwietnia 2010 – Annapurna I (8091 m) – wejście z tlenem
oraz
  1. 21 lipca 1997 – Gaszerbrum II (8035 m) – po raz drugi
  2. 22 lipca 2005 – Rocky Summit (8006 m) (przedwierzchołek Broad Peak)

W 'Ja, pustelnik' czytamy o tych wejściach, o trudnościach, jakie im towarzyszyły, o porażkach. Największe napięcie czułam, czytając o zmaganiach z Annapurną i Broad Peak. Zdjęcia ośnieżonych gór, tych ogromnych czap śniegu dodatkowo mnie przerażały. Pustelnik opowiada o dzieciństwie i o swojej rodzinie, o tym, ile go kosztowało zostanie himalaistą, o walce ze swoją słabością, wynikłą z opiekuńczości rodziców, o zaniedbywaniu własnej rodziny, o tym, że wejścia na góry były częścią jego osoby. 
Na stronie 409 mówi tak:
'W tych słowach zabrzmiała tęsknota za tym, żeby góry były teatrem naszych przeżyć, by w tym teatrze można było poczuć emocjonalne uniesienie, głębokie, wewnętrzne, by nic go nie zakłócało (...) Rzeczywistość, od której uciekamy w góry, dogania nas tam i wali po łbie'.
A na stronie 249 mówi tak:
'Strach przed czymś, co mogłoby rozwalić ten status quo, był paraliżujący. Niezupełnie przystawało to do odważnego człowieka z gór, ale kto powiedział, że odwaga w górach jest równoznaczna z odwaga w życiu codziennym? To dwie różne bajki'. 
Taka właśnie jest ta opowieść Piotra Pustelnika, człowieka kojarzonego z byciem herosem. To przyznanie się do sukcesów i porażek, to opowieść o dążeniu do samorealizacji, ale i przyznanie się do 'dania ciała', na przykład, gdy zmarł jego towarzysz wspinaczki, ale i gdy rozpadło się jego małżeństwo, albo gdy opowiada o samotności w warszawskiej korporacji i że góry były ucieczką przed rutyną życia domowego.
Czytałam tę autobiografię myśląc nad swoim życiem, swoimi porażkami i sukcesami i przyznam się Wam, że książka pomogła mi wejść w siebie i zastanowić się co dla mnie jest moim Everestem, a czego nie chcę zawalić. Piotr Pustelnik mówi nam o tym, że możemy osiągnąć wiele, ale zawsze odbywa się to kosztem czegoś, że nie jesteśmy doskonali. Mówi też o tym, że honor, odpowiedzialność i sumienne podejście do obowiązków mogą uratować innym życie.
Książkę bardzo gorąco polecam i daję jej 9 gwiazdek. 
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:
Książka bierze udział w wyzwaniu Literatura Faktu:

poniedziałek, 11 września 2017

Tony Kososki 'Widzieć więcej, Podróż przez Ekwador, Kolumbię i Wenezuelę'

Kolejny czytany przeze mnie reportaż od wydawnictwa Muza zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Książka ukazała się 12 lipca 2017 roku. Jest to kolejny etap południowoafrykańskiej podróży autostopem jak się da młodego Polaka, kryjącego się pod pseudonimem Tony Kososki. Pierwszą cześć podróży przez Brazylię, Boliwię i Peru opisał w książce 'Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę'.Ja zaczynam spotkanie z tym podróżnikiem od 'Widzieć więcej'.
Czego oczekujemy od reportaży podróżniczych? Chyba tego, że przeniosą nas do odległych miejsc bez jechania tam. I Tony'emu się to udało. Mimo młodego wieku pisze naprawdę dobrze. Jego język jest ciekawy, choć stara się wypowiadać prosto. Bogato i z humorem opisuje swoje emocje. Ma rzadki dar ujmowania w sedno tego co widzi. Pisze więc o tym co widzi i o tym co czuje, gdy to widzi albo gdy dotarł w jakieś dane miejsce. 
Jego trasa tym razem to kraje dosyć nam Polakom nieznane. No, Kolumbię kojarzymy z reportaży o więzieniach za narkotyki. Ale już Ekwador kojarzę jedynie z misji księdza, kuzyna mojej koleżanki, a to też nikt nie wiedział czy ten kraj jest w Afryce, czy nie. Wenezuelę kojarzymy, ale też niezbyt dokładnie. Prawdę mówiąc stereotyp o tych
krajach to wyobrażenia, że to kraje karteli narkotykowych, ogromnych dysproporcji w standardzie życia jak w telenowelach i życie bez znanej w Europie opieki socjalnej.
Tony pokazuje jak bardzo życie w tych krajach różni się od naszych wyobrażeń i różni się od siebie nawzajem. Opisuje ludzi, którzy mu pomagali, których spotykał, i to co widział: drogi, budynki, hostele, posterunki policji, remizy strażackie. Wszystko to w poszczególnych krajach różniło się od siebie. Tony doświadcza jak przestrzegane jest prawo w poszczególnych krajach, co i gdzie jest zakazane tylko na papierze, a co jest karane naprawdę.  Życie było tańsze niż w Europie, ale i w sumie Tony'emu udawało się zwiedzić to co chciał, pobyć w danym miejscu, jakoś otrzymać wikt i opierunek za pół darmo. Stwierdził w pewnym momencie, że tam, gdzie ludzie żyją na niższej stopie życiowej, tam są szczersi, bardziej otwarci i pomocni. 
Miał też okazję skonfrontować to, co w Europie mówi się o przywódcy Wenezueli Chavezie z tym co mówią o nim sami mieszkańcy.  Sam autor mówi, że to zderzenie otworzyło go na świat, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. 
A poza tymi wrażeniami z miejsc autor ciągle opowiada o tym, że ta jego couchsurfingowa podróż autostopem za parę groszy otworzyła 'klapkę w jego głowie'. Pokazała mu, że chcieć to móc, że brak pieniędzy nie jest przeszkodą w spełnianiu marzeń, że przeszkodą są ograniczenia w głowie każdego z nas. 
Hm. To jeszcze sporo muszę się nauczyć....
Książka zawiera zdjęcia, jak mówi autor, nie wszystkie, bo zdjęcia z Peru i Ekwadoru przepadły mu z telefonem, który został mu skradziony. Zdjęcia wybrałam przypadkowo:




W sumie, książka bardzo mi się spodobała. Czytało mi się ją dobrze, choć długo, bo kilka dni, a to z powodu jej obszerności - ponad 450 stron i 3 kraje. Uważam, że Tony Kososki to wnikliwy i piszący nowoczesnym językiem podróżnik o dużej wrażliwości na ludzi i świat. Uważam, że kariera podróżnika przed nim. 
Dobry reportaż, na 8 gwiazdek.

Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym:



Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Muza:



piątek, 8 września 2017

Maurice Maeterlinck 'Życie pszczół'

 RECENZJA PREMIEROWA
A mówią sceptycy, że współcześnie nie da się zachwycić książką sprzed stu lat! Da się, jeśli wydawnictwo podejdzie starannie do sprawy. Książka ukazała się 30 sierpnia tegoż roku. I jest PRZEPIĘKNA! Polecam czytać ją w wersji papierowej, bo ten urok kartek, nawet układ druku na stronie, te spore marginesy, ryciny, gruby papier, zachwycają. 
A do tego przepięknie literacko napisana książka. Słusznie Maeterlinck otrzymał Literacką Nagrodę Nobla w 1911 roku. Ale ta książka jest starsza, bo ukazała się w 1901. Nie znam jej tłumacza na polski, a szperałam po książce. Może anonimowy? Ale bardzo dobry. 
Tak sobie pomyślałam, że jak ktoś nie ma talentu to pisze piosenkę o pszczołach typu 'Siadła pszczółka na jabłoni i zapyliła kwiat', a jak ktoś ma talent jak pan Maeterlinck to popełnia takie wspaniałe dzieło, które zachwyci nawet takie osoby jak ja, nielubiące uli. Celem książki jest pokazanie, że pszczoły to niesamowite stworzenia i to autorowi się udało. Pisze, jak sam  mówi w przedmowie, dla laików, ale tak, żeby było ciekawie i przy tym tak, żeby było przystępnie, bo jak sam się wyraził, wielu autorów książek o pszczołach pisało tak, jakby ula nie widzieli. Jak czytałam  książkę, to aż miałam ochotę pójść do sąsiada i poobserwować pszczoły. Godne podziwu dzieło. 









Maeterlinck podzielił książkę na 7 części:
U progu ula
Rój
Budowa miasta
O młodych królowych
Lot miłosny
Rzeź samców
Rozwój gatunku

Autor zaraża zachwytem nad inteligencją pszczół, nad ich zdolnością do podziału ról społecznych, do trwania w tej roli, do umiejętności zbudowania harmonijnej zbiorowości. Wiele cytatów sobie zaznaczyłam, ale zacytuję tu taki z końca książki ze strony 451:
'Żadna żywa istota, nawet człowiek, nie doprowadziła swym działaniem do tego, czego dokonała pszczoła w swoim, a gdyby zjawiła się na naszym globie istota pozaziemska o inteligencji wyższej i spytała o przedmiot będący najdoskonalszym wyrazem logiki życia, trzeba by jej pokazać plaster miodu'.
Tak się zdumiewałam czytając tę książkę nie tylko pszczołami, ale i tym co jak mi się wydaje autor próbował wyrazić, że społeczeństwo pszczele jest lepsze niż ludzkie, bo nie zmierza ku autodestrukcji. Może przeczuwał nieszczęścia XX wieku? Gdy mówi o zaletach pszczół, wspomina też o wadach ludzi, że nadmierną skłonnością do niszczenia, zła i indywidualizmu psują swój świat. A pszczoły przeciwnie, tworzą doskonały miód. Z kolei ta doskonała machina jaką jest ul często prowadzi do tej doskonałości kosztem jednostek: królowych, trutni, robotnic. Każda coś traci: królowa nie widzi słońca, trutnie nie pracują, a po zapłodnieniu królowej giną, robotnice nie znoszą jaj, każda coś traci, ale tej roli się poddaje.I w tym opisie ula przyszło mi do głowy, że XX wiek wymyślił chorą i spaczoną wersję ula, a były nimi obozy koncentracyjne. Człowiek potrafi zniszczyć życie. Ale nawet Maeterlinck nie wymyśliłby, że sama populacja pszczół będzie zagrożona, że zagrożą jej nawozy i rośliny modyfikowane genetycznie. 
Bardzo Wam polecam poczytać przedoskonale napisaną scenę orgazmu trutnia, sceny życia królowej, w której macierzyństwo powoduje przerost organów płciowych kosztem mózgu. No wypisz wymaluj wiele ludzi. I robotnice, skrzętne niczym pracownicy korpo. Albo pszczoły pilnujące jajek czy czerwów (nie pamiętam, ale chodzi o te kokony w ulach), to może jak nasze babcie w domach?
A kim ja jestem w życiu? Królową, robotnicą czy trutniem? 
Książka jest wspaniała i godna polecenia.
10 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG
Znalezione obrazy dla zapytania mg wydawnictwo



Książka bierze udział w wyzwaniu Literatura Faktu:



czwartek, 7 września 2017

Layla Wheldon 'Dance, sing, love. Miłosny układ' - czyli jak nie powinna zachowywać się młoda dziewczyna. Pilnujecie swoje córki przed kontaktami z show businesem

RECENZJA PREMIEROWA

Po raz pierwszy, od kiedy rozpoczęłam przygodę z recenzowaniem dla wydawnictw, miałam takie poczucie, że nie jest to książka na mój blog, jak teraz.I wciąż to poczucie mam i wciąż się waham, czy powinnam napisać o tej książce, tak jak się zobowiązałam, czy nie. Wczoraj nawet zrobiłam 'research' na stronie Empiku i widzę, że książka jest bardzo szukana, ma sporo gwiazdek. Więc postanowiłam napisać co o niej myślę. 
Książka ukazała się niedawno, bo 17 sierpnia 2017 roku w wydawnictwie Editio. W zeszłym roku recenzowałam w ramach tej serii książki Amy Harmon i bardzo mi się one spodobały, bo ciepłe, bo pełne miłości i przyjaźni, bo niosą pozytywne wzorce prosto z prowincjonalnej Ameryki. Ta teraz miała być 'fajnym romansem', ale ja chyba inaczej pojmuję słowo ROMANS! Pewnie zacofana jestem i prowincjonalna, ale to nie jest romans, tylko pornografia i studium alkoholizmu młodej tancerki. 
Zapowiada się ciekawie, bo bohaterką jest młoda tancerka, która taniec uprawiała od dzieciństwa. Wreszcie została jedną z kilku tancerek w zespole towarzyszącym piosenkarzom, spotyka piosenkarza w białym podkoszulku i z tatuażami i rozpoczyna serię grzesznych przyjemności. Łatwo w nie wpada, zapominając o tańczeniu. Na którejś stronie, już napiwszy się whisky, a przed wyskoczeniem z bielizny, dziewczyna mówi, że 'Ma mocny kręgosłup moralny'. 
O TEMPORA O MORES!
Nie wiem, czy młoda autorka książki, pisząca pod pseudonimem, wymyśliła tę książkę na podstawie obserwacji rówieśniczek, czy tak sobie wymyśliła Greya dla młodzieży! Ale to nie jest wcale śmieszne. 
Owszem, książkę czyta się szybko i pani ma talent do pisania czytadeł, ale użyła go w złym celu. Ja nie powiem, że jestem przeciwna istnieniu literatury erotycznej, choć na jej czytanie nie mam czasu, ale uważam, że młodzież teraz i tak jest narażona na złe bodźce, a jeszcze podsuwać jej takie niegodziwe scenariusze wakacji, to już jest niegodziwość! 
Niestety jestem w wieku, że mogłabym mieć córki w wieku tej bohaterki książki i takie zachowanie młodej dziewczyny wpędziłoby mnie do grobu. Chlanie, seks, jointy, łażenie po pijaku po klubach. Ja tam tancerką nie jestem, ale sportowcy chyba nie powinni tak się zachowywać? 
Książka jest wulgarna i obsceniczna. Jakby bohaterowie byli dorośli, to słowa bym nie powiedziała, ale ledwie ukończenie osiemnastki nie upoważnia pannic do szlajania się z jakimiś playboyami i realizacji w praktyce kamasutry. Po miesiącu randkowania dziewczyna pierwsze co robi po wejściu do apartamentu faceta to szuka barku z alkoholami. Chleje więcej niż facet. A już najgorsza żenada to scena, gdy tej chłopak mył ją pijaną w wannie. 
Czytałam książkę jak ten dziadek z kawału o pornusach, czekając czy dziewczyna wyjdzie z nałogu, ale gdzie tam! Królewicze ją utulają, słowa jej nie mówią. Widocznie takie zachowanie jest normalne. 
A to źle i nagannie. 
Daję książce 2 gwiazdki i ostrzegam przed nią każdego. 
Za książkę dziękuję:

poniedziałek, 4 września 2017

Jaume Cabré 'Jaśnie Pan' - o prawie i sprawiedliwości. Jak to było drzewiej?

Okładka książki Jaśnie pan


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars

Ja na Instagramie

Zapraszam na moją stronę na facebooku:

Moje logo

Moje logo

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: