wtorek, 31 października 2017

Nina Riggs 'Jasna godzina. Dziennik życia i umierania' - pamiętnik umierającej. Jam powiedzieć swoim synom, że mamusia umiera?...

Myślę, że ktoś, kto w księgarni zobaczy tę książkę, nie pomyśli, że to książka o kobiecie i kobiety umierającej na raka, która zostawia dwóch małych synów. Taka kolorowa, jasna. Mój egzemplarz okraszony był równie kolorową przesyłką, tym widocznym u góry pudełeczkiem, a w środku było to:
 
Ale takie miało być przesłanie tej książki. Książka miała być pocieszeniem dla rodziny, którą zostawiła. Tak czy siak, ja tam mocno się tą książką wzruszyłam i przejęłam. Bohaterka i narratorka Nina to moja prawie równolatka. Ma 38 lat, męża, którego kocha, synów, którzy są fajni. Ma zainteresowania i w ogóle się spełnia w życiu. Jej matka umiera na raka, ale że tak szybko i ona zachorowała, pomimo, że badania genetyczne nie wykazały u niej tego genu rakowego, to już jest złośliwość losu. Tak myślałam czytając tę książkę. Najgorzej, że to się zdarzyło naprawdę. 
Książkę wydało Wydawnictwo Literackie 27 września 2017 roku.  W posłowiu mąż Niny mówi, że książkę skończyła pisać pod koniec stycznia 2017 roku, a umarła rankiem, 26 lutego. Wszystko zdarzyło się w tym roku.
Choroba i terapie Niny Riggs trwały około dwa lata, na tyle, żeby zdążyć napisać tę książkę, przeżyć śmierć matki, zabrać męża do Paryża, a chłopców do disneylandu. Mimo pogodnego tonu książki, takiego bardzo przemyślanego, wydaje mi się, że ze śmiercią w tak młodym wieku, mając rodzinę, nie można się oswoić. 
Nina Riggs z rodziną, źródło: wydawnictwo WL
Pomimo przemyślanego jako pogodny i pogodzony, a nawet stoicki, tonu pamiętnika, książka rozrywa serce, bo pokazuje wielkie nieszczęście tej szczęśliwej rodziny. Nina Riggs opowiada o leczeniu, o badaniach, o objawach choroby, o etapach nieskutecznej kuracji, o cierpieniu i niepewności i o tym, jak oswajała synów i męża z chorobą, aż wreszcie, gdy lekarka stwierdziła przerzuty do kręgosłupa - o oswajaniu siebie i bliskich ze śmiercią, o tym, co jeszcze robiła, żeby synowie i mąż pamiętali ją jak najlepiej. 
Nasunęło mi się skojarzenie z 'Chustką' Sałygi, też przejmującą książką o umieraniu kobiety, matki chłopca. Różnica leży w gatunku literackim, 'Chustka' to zebrane w książkę posty z bloga autorki, a 'Jasna godzina' to przemyślany pamiętnik, podzielony na 4 etapy choroby, przemyślany literacko. Jak wiadomo, posty pisze się na bieżąco, codziennie lub co kilka dni, w 'Chustce' było więc dużo opisów wymiotów i bólów. Poza tym, opisy szukania pieniędzy na kuracje. Obawa o syna była taka sama, tak samo przeszywająca serce. 
W 'Jasnej godzinie' mamy opisy kuracji, szpitali i procedur amerykańskich. Troszkę 'szczęka opada'. 
Jeszcze jedna sprawa mnie zadziwiła w tej książce. Amerykańskie procedury pochówku. Autorka opowiada o śmierci swojej matki, nie oszczędzając detali, a więc jak wyglądało ciało matki, jak przebiegała kremacja. W każdym razie mówi o widoku matki ze zszytymi powiekami i ustami. Dla mnie to było przerażające i niewyobrażalne. 
Ale czy w Polsce, jak w 'Chustce', czy w USA, jak w 'Jasnej godzinie', choroba i śmierć są potężniejsze niż ludzkie starania. Książkę warto przeczytać, żeby sobie uświadomić, że z jednej strony śmierć jest straszna, a z drugiej strony, że można zachować w chorobie człowieczeństwo i szczęście rodzinne. 

10 gwiazdek dla tej piękne książki

Za egzemplarz i cukierki owocowe dziękuję 
Znalezione obrazy dla zapytania degustatorka literatura faktu

9 komentarzy:

  1. Chyba akurat idealnie pasuje na ten czas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Nawet chciałam wrzucić tą recenzję 2 listopada, ale spieszę się, żeby w porę dać link w poście podsumowującym miesiąc.

      Usuń
  2. Sama choruję na nowotwór i choć mam tę książkę już jakiś czas, to przyznam, że boję się po nią sięgnąć.
    kocieczytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, autorka chyba pociesza. Pisała książkę dla synów, którym chciała dodać otuchy.

      Usuń
  3. W zeszłym roku Wydawnictwo Literackie wydało podobną w wymowie książkę-pożegnanie Paula Kalanithi. Wtedy bardzo mocno odebrałam tę historię. Chyba na razie nie jestem gotowa by znów zmierzyć się z książką przygotowującą na śmierć. Może w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Taka postawa w obliczu nadchodzącej śmierci, gdy na dodatek musi się walczyć z bólem jest niezwykła ...godna największego podziwu.
    Nie myśleć o sobie, ale o tych, którzy pozostają ...nie wpaść w depresję...niewyobrażalne....

    OdpowiedzUsuń
  5. Może dlatego, że była praprawnuczką Emersona, albo dlatego, że miała wsparcie rodziny. Nie wiem. Tam w tej książce ciągle te małe dzieci pytały matkę o raka, terapię itd. W sumie to jeszcze tragiczniejsze, ale i nie pozwala położyć się w łóżku i czekać na śmierć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na googreads angielska wersja tej książki, nawet okładka jest taka sama, była w propozycjach na książkę roku w dziedzinie pamiętniki. To zagłosowałam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: