czwartek, 30 listopada 2017

Fleur Daugey 'Sekrety zwierząt. Złap trop i podążaj za śladami' - przyroda jest ciekawa

Książka ukazała się 26 października 2017 roku w Wydawnictwie Literackim. Recenzję książki 'Sekrety roślin' pisałam rok temu:
Anne-France Dautheville 'Sekrety roślin. Przyroda uchyla listka tajemnicy'. Książka sprawiła mi spora frajdę. Tym razem było podobnie. Tę część napisała inna autorka, Fleur Daugey,autorka książek o zwierzętach i książek dla dzieci, dziennikarka. 
Przyrodzie nie zbywa na dobrym humorze – wywiad z Fleur Daugey
Autorka, źródło zdjęcia: http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/9462/przyrodzie-nie-zbywa-na-dobrym-humorze-wywiad-z-fleur-daugey
Podobnie jak opublikowane w zeszłym roku 'Sekrety roślin', 'Sekrety zwierząt' mają formę ciekawostek przyrodniczych i uroczą szatę graficzną, która zaciekawi starszych i młodszych:



Obie książki są bardzo ciekawe. Gdy WL napisało o wydaniu tej książki, nie przeczę, ale zapragnęłam mieć komplet, pomimo że książek o przyrodzie ostatnio jest mnóstwo. Obie posiadam i prezentują się one tak:
Materiały Wydawnictwa
Zdjęcie własne

Zdjęcie własne

Książka nie jest kolejną pozycją opowiadającą o duchu przyrody albo książką - podręcznikiem, ale opowieścią o konkretnych faktach z dziedziny zwierzęcej. Nawet taki zwykły zjadacz chleba jak ja wyniósł z niej wiele informacji, którymi pochwalę się innym. Na przykład wiem już jak rozróżniać wronę od gawrona i czy żaba i ropucha to takie stworzenia, jak różni się ośmiornica od kałamarnicy itd...  Książka zawiera wiele innych informacji. Proszę przyjrzeć się quizowi, skomponowanemu przez wydawnictwo:

1.            Przyporządkuj odgłosy do zwierząt

I)            jaskółka                                              a) śpiewa
II)           kawka                                                 b) piskoce
III)          wieloryb                                              c) plegoce
IV)          kwiczoł                                                d) piska

2.            Na Alasce pewne zachowania są uważane za przestępstwo. Które?

a)            budzenie niedźwiedzia, żeby zrobić mu zdjęcie
b)           szeptanie do ucha komuś, kto właśnie poluje na łosia
c)            hodowanie w mieście krowy, owcy lub świni
d)           wyrzucanie łosia z lecącego samolotu

3.            Ile wynosi dobowa potrzeba snu żyrafy?

a)            3 godz. 30 min
b)            8 godz.
c)            15 godz. 48 min
d)            1 godz. 54

4.            Aby odstraszyć drapieżniki, sępy

a)           wymiotują dookoła swoich gniazd
b)           przenoszą gniazdo w inne, bardziej niedostępne miejsce
c)           zaczynają trzepać skrzydłami
d)           wydają odgłosy przypominające ryk syreny alarmowej

5.            W których krajach popularne są poniższe przysmaki?

I)            ser z robakami                               a) Japonia
II)           penis jaka                                     b) Kambodża
III)          ciasteczka z osami                         c) Chiny
IV)          smażona tarantula                          d) Sardynia

Odpowiedzi na pytania znajdują się w książce oraz na końcu tego posta. Daugey opisuje też wiele ciekawostek zwierzęcych, na przykład tę o kocie z Titanica ze strony 112, który ostrzegł swojego pana przed katastrofą. Kotka, jakby przeczuwając katastrofę, wyniosła swoje małe, co zauważył właściciel i opuścił statek. U moich sąsiadów było podobnie:  kotka wyniosła swoje małe na dzień przed zburzeniem szopy. Skąd wiedziała o planach właścicieli?  I wiele innych ciekawych faktów. Ale najbardziej zaciekawiły mnie analogie małżeńskie. Na przykład na stronie 70 autorka opisuje zachowanie muszki owocówki. Daje im się dwa rodzaje posiłków: z alkoholem i bez. Te muszki, które niedawno kopulowały wybierają posiłki 'trzeźwe', a te, które nie kopulowały, wybierają posiłki z alkoholem. Ładne są też ciekawostki związane z małpami i gorylami. Na przykład ten o gorylu w zoo, który nauczył się języka migowego i poprosił o kotka, którego otrzymał i teraz często się z nim bawi. Bardzo ciekawe jest też doświadczenie ze strony 20 o innowacyjności makaków. Otóż, przyrodnicy zauważyli, że makaki potrafią  zauważyć, że umycie batatów ułatwia im jedzenie i tę umiejętność zaczęły praktykować. I że jedynie 'stare samce' ciągle jadły bataty w piasku, że nie zmienili swoich zwyczajów... Cóż, znów nasunęła mi się analogia małżeńska. 
Zaś na stronie 62 autorka opisuje doświadczenie polegające na badaniu relacji pomiędzy krowami a muzyką. Taki związek istnieje, bo sprawdzili to kiedyś moi rodzice podczas wesela sąsiadów, ale psycholodzy z uniwersytetu w Leicester udowodnili to w sposób naukowy. Otóż, krowy wolą muzykę spokojną i powolną. Czyli ja mam gust krowi. 

I wiele innych faktów i ciekawostek można przeczytać w tej książce. Polecam. 
Daję 7 gwiazdek
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:


Książka bierze udział w wyzwaniu:
Literatura Faktu

A oto odpowiedzi:

1. – Ib, II c, III a, IV d;
2. – wszystkie. Inwencja alaskańskich przestępców, jak widać, nie ma granic…;
3. – d.;  a – tyle potrzebuje czasu na sen słoń, b – człowiek, c – tygrys;
4. – a, odór wymiocin jest tak obrzydliwy, że żadne zwierzę nie próbuje atakować piskląt;
5. – Id, IIc, IIIa, IVb. Napój z marynowanych oczu owcy, lubiany w Mongolii, to już szczyt kulinarnego wyrafinowania…

środa, 29 listopada 2017

Marlon James 'Księga nocnych kobiet" - mój czytelniczy przeskok w nastrojach

Dzień dobry,
Recenzję te zacznę nietypowo, bo od osobistej uwagi.  Już bardziej radykalnego przejścia w nastrojach czytelniczych jak teraz, już dawno nie doznałam! Jak wiecie może, mam sporo zaległości recenzenckich i próbuję to wszystko przeczytać przed końcem roku. Tak się dziwnie złożyło, że na kupce miałam jedną po drugiej dwie wspaniałe nowości od Wydawnictwa Literackiego  z października: ''Nie mówcie, że nie mamy niczego', którą zrecenzowałam wczoraj, oraz 'Księgę nocnych kobiet'. I w takiej kolejności postanowiłam je przeczytać, nieświadoma że będzie to zderzenie literackie, jakiego dawno nie doświadczyłam. 
Po tygodniu w towarzystwie Szostakowicza i ogólnie muzyki w literaturze oraz liryzmu na tle historii, piękna jakie można zawszeć w słowach, wzięłam się za czytanie 'Księgi nocnych kobiet' i wstrząs był ogromny!
Książka opowiada o niewolnictwie na Jamjace. Akcja rozgrywa się pod koniec XVIII wieku. Autor jest potomkiem tych nieszczęśników, a poza tym jest pisarzem o uznanej sławie. To jest ważne, bo autor napisał książkę gwarą niewolników z Jamajki. Bohaterowie książki mówią językiem z tamtych czasów. Pełno jest więc określeń poniżających ich, pełno jest obelżywych nazw intymnych części ciała. To jeszcze bardziej  podkreśla tragedię niewolnictwa. Bohaterką książki jest Lilit, młoda niewolnica, której matka została zgwałcona przez białego nadzorcę i przy porodzie umarła. Światem dziewczyny jest farma, przemoc, biali właściciele, którzy używają niewolników do pracy, spełniania zachcianek, do wyzywania się. Przemoc, ból, nędza, bicie, tortury za byle co, nadużycia seksualne, prostytucja przybranej matki, tragedia przybranego ojca, afrykańskie czary Homer, to świat Lilit. Dziewczyna ma w sobie jednak 'rogatość', bo pomimo tego wszystkiego co widzi wokół siebie, pomimo tego, czego uczy ją otoczenie i doświadczenie życiowe, że niewolnica nie ma prawa do niczego, dziewczyna ma charakter. Nie chce pracować na polu, nie chce być gwałcona przez białych, chce mieć swój świat i być człowiekiem. Stopniowo akcja się zapętla, a postać Lilit staje się bardziej złożona niż by się to mogło wydawać na początku książki. 
Pomimo tak topornego języka, który autor zastosował celowo, bohaterowie naprawdę okazują się godni swoich antycznych imion. Marlonowi Jamesowi udało się ukazać nie tylko warunki niewolników, ten piekielny świat, ale udało mu się pokazać dusze tych ludzi. Homer i Lilit to bohaterki najważniejsze w powieści. W toku książki i wyniku różnych wydarzeń ich postawy moralne zderzają się ze sobą. Homer jest buntowniczką, a Lilit odkrywa w sobie dobro i piękno. Niesamowicie wnikliwie ukazał autor walkę wewnętrzną Lilit pomiędzy dobrem a złem i tą nieopisywalną autonomię wewnętrzną tej kobiety. 
Marlon James pokazał w powieści problem niewolnictwa oraz problem dobra i zła, tego że  zło rodzi zło, że niewolnictwo było destrukcyjne dla wszystkich, nie tylko dla niewolników, że nauczyło ich bycia złymi i że naprawdę więcej wysiłku wymagało pozostanie w tym piekle kimś dobrym. 
Niewolnictwo jest wielkim wyrzutem sumienia w historii ludzkości, do którego  europejskie kraje, które posiadały kolonie, do dziś się nie rozliczyły. Mamy już wielkich amerykańskich pisarzy, którzy mówią o tym, na przykład Toni Morrison, ale Marlon James mówi o Jamajce, o tych Jadrach ciemności, w których z białych właziło zło i rozpleniało się do tego stopnia, że do dziś ślady tego są na świecie. 
Trzeba przeczytać tę książkę. Polecam ją. 
10 gwiazdek
Polecam króciutką zapowiedź książki w wykonaniu samego autora:
Za książkę dziękuję:

wtorek, 28 listopada 2017

Madeline Thien ' Nie mówcie, że nie mamy niczego' - o Chinach, muzyce i losie, który bywa przewrotny

RECENZJA PREMIEROWA
Książka ukazała się 26 października 2017 roku w Wydawnictwie Literackim. Troszkę się spóźniłam z jej czytaniem, ale tak mi wyszło.... 

Autorka nie jest debiutantką, ale uznaną pisarką. Odznaczana i nominowana do nagród literackich za nowele, a teraz za powieść. 
 
Oto biogram autorki: 
Autorka, fot. Rawi Hage
Madeleine Thien (ur. 1974) – kanadyjska pisarka o chińsko-malezyjskich korzeniach, ma w swoim dorobku cztery powieści i zbiór opowiadań, za które otrzymała wiele prestiżowych nagród i wyróżnień. Jest finalistką Nagrody Bookera. Powszechnie uważa się ją za najlepiej zapowiadającą się autorkę młodego pokolenia w Kanadzie. Jej książki doczekały się tłumaczeń na dwadzieścia pięć języków, a eseje ukazywały się w „Granta”, „The Guardian”, „Financial Times”, „Five Dials”, „Brick” i Al Jazeera. Studiowała taniec współczesny i literaturę. Mieszka w Montrealu (Źródło: Wyd. Literackie).

Książka  jest przepiękna. To jedna z tych powieści, które urzekają treścią, językiem, klimatem. Słusznie autorka nawiązuje do Lwa Tołstoja, bo książka ma właśnie taki klimat. Byłam urzeczona tą przepiękną powieścią. Czytałam ją przez kilka dni bo to długa książka, ale za każdym razem, gdy musiałam przerwać czytanie, to już tęskniłam za bohaterami. Wyjątkowy we współczesnej literaturze jest język powieści: piękny, bogaty, liryczny. Czytając tę powieść myślałam, że nie mieli racji teoretycy literatury wieszcząc koniec powieści tradycyjnej. Może w powieści europejskiej tak jest, bo przeważają tu formy synkretyczne, eseistyczne, ale w powieściach spoza Europy powieść jako gatunek przeżywa pełnię rozwoju. 
Ta książka opisuje doświadczenia Chińczyków wobec historii XX wieku, jaka ich dotknęła. Pokazuje jednostkę i rodzinę, która została postawiona wobec historii i to jak jednostka z tego zmierzenia wyszła. Tutak, w tej powieści, w tej rodzinie istotą ich życia była muzyka, a rewolucja kulturalna właśnie z muzyką walczyła. Powieść pokazuje niszczenie ludzkiego życia za posiadanie książek, partytur, za skrzypce.
Było to zderzenie na miarę zderzenia Titanica z góra lodową, a jednak ich nie zniszczyło. Oglądałam jakiś czas temu program o Mao Zedongu i rewolucji kulturalnej w Chinach. Pokazywano tam filmy z epoki, między innymi lżenie ludzi za 'burżujstwo', co jest też opisane w powieści. Najpierw zabierano domy wszystkim tym, którzy posiadali cokolwiek, a szczególnie książki i którzy byli kojarzeni z kulturą. Pokazano w tym programie również kilka filmików z lżenia 'autorytetów' przez humbejwinów. Ta przesadna dla Europejczyka mimika Chińczyków, to lżenie często starców przez gromadę młodziaków, było niewyobrażalnym cierpieniem. Miałam wrażenie, że zaprowadzanie komunizmu w Chinach było o wiele gorsze niż w Polsce. 

Takie traumy nosi w sobie rodzina opisana w powieści.  Genialni muzycy, wrażliwi na sztukę i literaturę ludzie, przeszli przez piekło XX wieku w Chinach. Autorka przeprowadza narrację dwutorowo. Z jednej strony opisuje życie dwóch dziewcząt na przełomie XX i XXI wieku, jednej urodzonej już w Kanadzie, a drugiej, która wyemigrowała z Chin po 1989 roku, po masakrze na Placu Niebiańskiego Spokoju. Jedna z nich, ta urodzona w Kanadzie nie wie nic o swojej chińskiej rodzinie, a druga wie, ale nie chce opowiadać. Jest jednak inne źródło wiedzy, 'Księga rejestrów' i to z tej Księgi wywodzi się drugi wątek powieści, opowieść o przodkach obu dziewcząt, o Chińczykach i Chinkach o pięknych imionach: Wróbel, Obłok, Wen Marzyciel, Wielka Matka Nóż, Stara Kotka itd.... Łączy ich jedno: SZTUKA. Wszyscy są artystycznymi duszami, a to właśnie wypleniała nowa władza z dusz swoich obywateli. Ich życie i postawy życiowe zostały postawione wobec 'być, albo nie być'. Wróbel, choć wyjątkowo utalentowany muzyk, po prześladowaniach podczas Rewolucji Kulturalnej, do końca życia nie wziął skrzypiec do ręki.  młodą Zhuli historia pokonała.... 
Ale czy jakikolwiek reżim jest w stanie wypalić duszę człowieka, wyrwać z niej istotę człowieczeństwa, indywidualność, miłość, przyjaźń, sztukę? Książka pokazuje że nie. Bohaterowie przeżywają niewyobrażalne cierpienia. Pozbawienie dobytku, narażenie życia, obozy, emigracja, wyrzuty sumienia, masakry - droga, jaką przeszli bohaterowie powieści może być symboliczną drogą człowieka w XX wieku, i wszystko to nie wypaliło z nich człowieczeństwa. Najmłodsza bohaterka powieści, kanadyjska emigrantka z Chin, Li-ling poznawszy historię swojego ojca i rodziny Ai-ming, stopniowo zrozumiała, że życie polega na różnorodności. Na końcu książki poznajemy motywy samobójstwa jej ojca i dowiadujemy się wszystkiego. W tym wszystkim zaczyna być widoczne, że w Chinach człowiek nie miał szans jako jednostka, a jednocześnie pomimo najgorszych prześladowań, wyzuwania ludzi z wszelkich uczuć wyższych, nie mówiąc już o przeżyciach estetycznych, to ludzie ci zachowywali w sobie wrażliwość.  Pozbawieni nut, muzyki, instrumentów, latami nosili w sobie melodie, wysyłani do obozów za książki, ręcznie przepisywali powieści, skazani na rolę zdrajców swoich przyjaciół, po latach stali mężnie ramię w ramię na placu Tiananmen. Bohaterka pyta w pewnym momencie o los, o to, czy nasze życie jest zaplanowane, czy człowiek ma na nie wpływ? Jakie siły rządzą życiem? 
A przede wszystkim jest to książka o muzyce. Przez całą powieść przewijają się nazwiska: Bacha, Szostakowicza. Jego V Symfonia, którą kompozytor napisał w roku 1937, roku Wielkiego Terroru w ZSRR, jest ważnym motywem książki.:

Słuchałam tej symfonii czytając książkę i miałam ciarki na plecach. W tym dziele słychać rewolucję,  przechodzącą od grozy przez przerywniki spokojniejsze, żeby znów przybrać złowieszcze tony.  Jak w książce. 
Cóż, można mówić o tej książce jeszcze wiele, ale zakończę stwierdzeniem, że to naprawdę wielka powieść, że autorce udało się podsumować stulecie, że książka jest dziełem na miarę Lwa Tołstoja, że przeczytanie jej było niesamowitym przeżyciem czytelniczym, że książka pozostawiła we mnie miejsce, że jest niesamowitym przeżyciem czytelniczym i że polecam ją gorąco. Życzę jej tego Bookera i przede wszystkim życzę, żebyście ją mieli na swoich półkach, tak jak ja. 
10 gwiazdek

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:

poniedziałek, 27 listopada 2017

Agatha Christie 'I nie było już nikogo" (audiobook), czyta Wojciech Malajkat - czyli Agatha nigdy się nie znudzi

 https://static.audioteka.com/pl/images/products/agatha-christie/i-nie-bylo-juz-nikogo-duze.jpg Jest to moje trzecie spotkanie z tą wspaniałą książką. Raz czytałam i dwa razy słuchałam. Ten wcześniejszy audiobook czytała  kobieta. Piękny głos, choć dosyć wiekowe wykonanie. Tym razem lektorem jest znany wszystkim Wojciech Malajkat:
Znalezione obrazy dla zapytania i nie było już nikogo czyta malajkat
Źródło: http://www.styl.pl/newsy/gwiazdy/news-wojciech-malajkat-ucze-sie-od-zycia,nId,1944225
Poszło mu dobrze. Książka podzielona jest na przeszło 100 odcinków kilkuminutowych. To ukłon w stronę słuchających w drodze do pracy. Fajna była muzyka w tle. 
Cóż można powiedzieć o książce, którą czytało się już kilka razy i pamięta się kto był mordercą? Że wciąż ciekawiła mnie równie bardzo jak podczas pierwszej lektury. Tym razem skupiałam się na napięciu, jakie tworzy się w bohaterach, na klimacie powieści, a przede wszystkim na wskazówkach co do mordercy i dlaczego za pierwszym razem nie zgadłam. Trzeba przyznać, że wszystko jest po mistrzowsku napisane i pewnie jeszcze kilka razy tego wysłucham, tej książki, gdy będą następne wykonania. Siła powieści Agathy Christie tkwi w prawdzie uczuć bohaterów. Każda z nich ma swój świat, swoje przeżycia, traumy i nawyki, które są uniwersalne. Powstaje pytanie o winę i karę i o sens kary śmierci. Jak wiemy, Agatha Christie była jej zwolenniczką. A my?
Inna kwestia związana z ta książką to sprawa tytułu. Nie tylko ja mam poczucie, że poprawność polityczna poszła za daleko. Tak wiem, nieładnie jest przezywać bliźnich, ale w języku polskim czasami już nie wiadomo jak mówić na osoby innej rasy. Zresztą, język współczesnych przeciwników imigrantów europejskich w internecie bije na głowę ten nieszczęsny wierszyk 'Dziesięcioro murzynków' i biednego Bambo, który w Afryce mieszka. Czy nazwa Afroamerykanin jest taka neutralna? Jakbym była Afroamerykanką od 3 stuleci w USA to chyba to podkreślanie mojego pochodzenia bardziej by mnie obrażało. Jeśli ktoś dłużej przebywa w USA niż osoba o białym kolorze skóry. To jak mówić na Polaków w Chicago: Europoamerykanin? Może  raczej walczmy z naprawdę rasistowskimi epitetami w Internecie, na murach. Bo współczesny język młodzieży i dorosłych w odniesieniu do ludzi innych ras naprawdę przeraża. Z tym bym chciała walczyć, a nie z wierszykiem czy tytułem książki sprzed 70 lat.
To tyle ode mnie. 
8 gwiazdek 
Świetny audiobook



sobota, 25 listopada 2017

Jean Echenoz 'Wysłanniczka specjalna' - pastisz powieści sensacyjnej

Dziś opiszę swoje refleksje z lektury książki francuskiego pisarza, Jeana Echenoza, która ukazała się w wydawnictwie Noir sur Blanc, co dla mnie oznacza dobrą lekturę.
Znalezione obrazy dla zapytania Jean Echenoz
Autor
Oto co znajdziemy na temat autora w Wikipedii:
Jean Echenoz (ur. 1947 w Orange), francuski pisarz.
Studiował m.in. socjologię, od 1970 mieszka w Paryżu. Debiutował w 1979 książką Le méridien de Greenwich. W swoich powieściach chętnie posługuje się pastiszem, korzystając z różnych gatunków literackich. Jego książki były nagradzane, a w 1999 za powieść 'Odchodzę' otrzymał Nagrodę Goncourtów - jej bohaterem jest podstarzały marszand uwikłany w kryminalną aferę. Główną postacią Przy fortepianie jest Max, światowej sławy pianista, a niedługi utwór budową nawiązuje do Boskiej komedii Dantego.

Polskie przekłady

  • Odchodzę (Je m'en vais 1999)
  • Park (Lac 1989)
  • Przy fortepianie (Au piano 2003)
  • Ravel (2006)
  • Długodystansowiec. Opowieść o Emilu Zatopku (Courir 2008)
  • Błyskawice (Des éclairs 2010)
  • 1914 (14 2012)
  • Wysłanniczka specjalna (2017)
Powieść 'Wysłanniczka specjalna' jest pastiszem. Co to takiego pastisz?

Pastisz (z fr. pastiche – 'utwór naśladowczy' z wł. pasticcio 'pasztet; partactwo' ze śrdw. łac. pasticius 'ciastowaty' od późn. łac. pasta 'ciasto') – odmiana stylizacji; utwór naśladujący istotne cechy jakiegoś dzieła lub stylu, zagęszczający je i uwydatniający.

Pastisz nie jest parodią, bo parodia ośmiesza. Pastisz jest zabawą gatunkiem,  Może pełnić rolę żartobliwą jako zabawa literacka lub też stanowić świadectwo sprawności warsztatowej jego twórcy (czytamy w Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Pastisz_(stylistyka)).

Fanką pastiszy nie zostanę, ale powieść mnie zaciekawiła. Widać, że pisarz bawi się budowaniem świata przedstawionego i czyni do dokładnie i z dbałością o fabułę, o opisy i cechy charakterystyczne gatunku. Jeśli czytelnika - tak jak mnie - bardziej interesuje sama akcja, to otrzyma ciekawą powieść w stylu starych powieści sensacyjnych, Higginsa, Forsytha, Ludluma, którymi zaczytywałam się w w liceum. Cechą tamtych powieści było skoncentrowanie an akcji, na wątku spisku większych sił, które wynajmują kogoś, żeby zrobił coś. Tutaj mamy majora, który posługuje się piękną i żądną przygód Constance do misji w Korei Północnej. Bohaterowie nie są pogłębieni psychologicznie. Ważne jest to, co robią i jak się sprawują. Autor dokładnie i z pewnym pietyzmem opisuje wygląd, cechy charakteru, zachowanie, a nawet wnętrza. Akcja przebiega ciekawie i kilkuetapowo, jak w takiego typu powieściach. Wątek miłosny w akcji jest zawiły. Partner Constance to muzyk, autor pewnego przeboju, znanego w Korei Północnej. Jego przeszłość jest jeszcze bardziej zagmatwana. Narrator z radością ujawnia mocno skomplikowane związki ludzko-przyczynowo-skutkowe. Prawdę mówiąc, zaciekawiłam się niepomiernie, szczególnie wątkiem ex więźnia i jego zapalczywej partnerki.
 Cała intryga jest wewnętrznie spójna, ale patrząc z zewnątrz, troszkę pachnie serialami. Ktoś w internecie porównał powieść Echenoza z filmami Tarantino. Coś w tym jest, bo filmy Tarantino podkreślają fikcyjność świata przedstawionego i kładą nacisk na proces powstawania dzieła. Tutaj narrator tak jakby celowo rozciąga opis tworzenia postaci i mówi o tym w narracji. Jednocześnie tworzy dosyć ciekawą powieść sensacyjną, której gatunkową lekkość czytelnik wyrafinowany może sobie wytłumaczyć pastiszem. Czytelnik bez zadęcia po prostu szuka ciekawej akcji i zapomnienia. A ta powieść jest ciekawa. Pełno jest w niej głupich osiłków, sparodiowanego despoty, seksownej kobiety szukającej wrażeń, byłego więźnia, którego więzienie nie naprawiło, wielkiej ordynarnej baby itd. Czyli typowych postaci w  tym gatunku literatury popularnej. Mamy sporo ciekawych zdarzeń, akcja zmienia się, jest dynamiczna. Napięcie najpierw rośnie, osiąga punkt kulminacyjny, a następnie następuje rozładowanie emocji. 
Cóż mogę powiedzieć na koniec? Pastisz, nie pastisz, ale książka była ciekawa. Skupiłam się na akcji,  przeżywałam ją i czytałam z zapartym tchem. Niby wiedziałam, że to fikcja literacka, bo autor to podkreślał we wszystkich wstawkach narracyjnych, ale jednocześnie w tę zabawę autora z czytelnikiem weszłam i świetnie się bawiłam. Ale myślę, że jest to przygoda jednorazowa.
Dam książce 6 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu:
Znalezione obrazy dla zapytania noir sur blanc




piątek, 24 listopada 2017

Hans Christian Andersen 'Improwizator' - powieść Andersena dla dorosłych. Czy dorównała jego nieśmiertelnym baśniom?

 Książka ta w wydaniu MG ukazała się 27 września tegoż, 2017 roku. Piękna oprawa, nazwisko autora przyciąga. Miałam wątpliwości, czy lektura mnie nie zawiedzie, ale troszkę przezwyciężyła ciekawość. 

Znalezione obrazy dla zapytania Andersen
Andersen, źródło zdjęcia: https://www.bibliotekawszkole.pl/inne/gazetki/35/index.php
Powieść napisał Andersen w  1835 roku, gdy autor miał 30 lat,a wydanie  polskie nastąpiło w 1859 roku - jak informuje Wikipedia.
Fragment opisu z okładki
Cóż mogę powiedzieć na temat tej książki. W skrócie powiem, że powieść nie rzuciła mnie na kolana. Owszem, bohater był postacią ciekawą, ale powieść była typowa dla swojego czasu. Wszystko, narracja, typ bohatera, obrazowanie, przygody wpisują ją w nurt realizmu dziewiętnastowiecznego. Miałam wrażenie, że powieść jest połączeniem: Dickensa, Sindbada Żeglarza i powieści wiktoriańskiej. W czytaniu przeszkadzały mi opisy, które były jak dla mnie przydługie. Nie mogłam się oprzeć, żeby nie omijać ich wzrokiem i przeskakiwać kolejne partie tekstu. 
Książka nie jest jednak bublem, coś w niej jest miłego, jakaś myśl przewodnia, coś z baśni. Właśnie, coś z baśni, w których autor był niezrównany. Bohatera poznajemy na przestrzeni lat, od dzieciństwa aż do dorosłości. Przechodzi on kolejne koleje losu i rzuca się na świat garściami: szkoła, przyjaźń, miłość, podróże. Chce wszystkiego, ale po latach zdaje sobie sprawę, że najważniejsza jest miłość. i zdaje sobie sprawę z tego, co przez to rzucanie się na nowe rzeczy stracił.  Najpiękniejsze w książce są opisy spotkań z kobietami, najsmutniejsze - fragmenty o matce, a najbarwniejsze - opisy Wenecji i innych pięknych zakątków. 
Po lekturze tej powieści Andersen pozostanie dla mnie niezrównanym autorem baśni. Czytałam, że baśnie były dla niego 'wprawkami', że  marzył o napisaniu dramatu albo powieści. Tak pewnie mówiła mu epoka - czasy przedwiktoriańskie, gdy dziecko nie było adresatem książek, gdy było 'masą do ulepienia', nie tak jak teraz. Ale to baśnie były gatunkiem, w którym nie było miejsca na długaśne opisy, gdy naprawdę bajkopisarz musiał wiedzieć co chce opowiedzieć, były gatunkiem nastawionym na inicjację bohatera, jego przemianę duchową, dojście do prawdy życiowej, zrozumienie tego co jest dobre, a co złe. I w tym kontekście, paradoksalnie powieść 'Improwizator' jest utworem, z którego baśniopisarz takiej rangi jak Andersen mógłby stworzyć przepiękną baśń. A tak, to jest typową powieścią o dorastaniu. Myślę, że dobrze, że ją wydano, bo dobrze wiedzieć, jak Andersen pisał dla dorosłych, ale nie sposób nie stwierdzić, że książka jest średnia. 
5 gwiazdek 
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:

czwartek, 23 listopada 2017

Władimir Sorokin 'Dzień oprycznika' - Jak opisać Rosję?

Okładka książki Dzień oprycznika  Ta książka to czyste szaleństwo! Powieść tego rosyjskiego pisarza z 2006 roku, w Polsce ukazała się w 2008 roku w wydawnictwie W.A.B. w serii Don Kichot i Sancho Pansa. Trochę zeszło, zanim ją postanowiłam przeczytać. Ale cóż, obiecałam Mikołajowi, że będę czytać ebooki, więc dotrzymuję słowa.
Władimir Sorokin to - jak mówi Wikipedia - przedstawiciel konceptualizmu rosyjskiego. Jego powieści zyskały światową sławę i zostały przetłumaczone na wiele języków. 
Czytałam i analizowałam już książkę autora 

Władimir Sorokin 'Zamieć' 


która skojarzyła mi się baśniami braci Grimm, a jednocześnie była próba opisania fenomenu Rosji. 
'Dzień opricznika' to powieść osadzona w przyszłości. Opisuje jeden dzień z życia opricznika, czyli członka tajnych służb władzy na Kremlu, słusznie kojarzącego się z opricznikiem z czasów Iwana Groźnego. Jednocześnie wiele jest tu gadżetów współczesnych: mercedesy, komórki itd. Średniowieczna jest jednak mentalność rosyjskiej władzy, w której nie sposób nie doszukiwać się wymowy tak współczesnej, jaki i historycznej. Opricznik pali i grabi, gwałci i niszczy, ale jest ślepo posłuszny władcy. Boi się władzy i ją podziwia. Jest dwulicowy, bo oficjalnie aprobuje karanie pornografii i ateizmu oraz narkotyków i i wyuzdania, a nieoficjalnie tym żyje. Genialne są sceny z ojczulkiem, w których pornografia mnie nie szokowała, bo pokazywała głębszy sens polityki. Trzeba przeczytać opis sceny w saunie, żeby zrozumieć o czym mówię, o czym Sorokin mówi. 
Kilka cytatów z książki mówi wymownie jaka jest ta władza w książce:

s. 36 " 'Dalibóg, wyniesie w jednej chwili, bezpowrotnie. A to gorsze od śmierci. Wypaść z opriczniny - to tak samo jak stracić obie nogi. Przez resztę życia już nie pochodzisz, zasię przyjdzie ci pełzać..." 
Inny cytat: strona 15: 'Dalibóg, ostro się wziął za szlachciurów nasz Monarcha. No i bardzo dobrze. Nie żal róż, gdy płoną lasy. Nie żal włosów, gdy głowa ścięta. Jak wprzągłeś do wozu, to ciągnij dalej. A skoroś wziął zamach - siecz!'

I jeszcze jeden. Strona 192:: 'Myślisz, że Monarcha się rozgniewał na ciebie za to, że lubisz dźgać w ogniu? Za to, że córkę jego hańbisz? Nie, nie to. tyś podpalał własność państwową. Wyszło na to, żeś wystąpił przeciw państwu. I przeciwko Monarsze'. 

 Świat Sorokina jest groteskowy, przerysowany i nienaturalny. Sorokin pisze w stylu postmodernistycznym, łącząc elementy nieprzystające do siebie, elementy z różnych epok i gatunków, ale wszystkie te sprzeczności - miałam wrażenie - są wyjątkowo celne i trafne w opisie Rosji. @Almos z LubimyCzytać napisał, że 'tworzy sztukę dla sztuki, czysty efekt', z czym się nie zgadzam. Owszem, jest to zderzenie się wyjątkowo plasytycznych efektów, scen i motywów, ale pokazanych nie dla efektu, ale dla podkreślenia absurdalności i okrucieństwa polityki rosyjskiej. Według mnie, świat tej książki jest czymś więcej niż obrazem antiputinowski, jest kwintesencją władzy w Rosji w ogóle. Mierny ale wierny, ślepe posłuszeństwo, cały aparat terroru, donosicielstwo, korupcja itd, itp. 
Zgadzam się z @Almosem jeśli chodzi o ocenę książki, że 'Zamieć' była lepsza. Była niesamowitą książką, świadczyła o bogactwie wyobraźni autora.
A najsmutniejsze jest to, że im więcej lat mija od publikacji tych książek, tym bardziej polityka na świecie robi się groteskowa, a wizje Sorokina się uprawdopodobniają. Groteska staje się smutną prawdą. I to jest najgorsze. 
Jeszcze jeden spór internetowy przytoczę. Niedawno rozmawiałam z pewną panią blogerką na temat sprawy
 gwałtów przez Armię Czerwoną na 'wrogach'. Czytając powieść Sorokina odnosi się wrażenie, że były one częścią łupów zwycięzców, jakąś usankcjonowaną praktyką na pokonanych. I to jest smutne, bo kobiety nie powinny cierpieć za wojny mężczyzn. 
Książka trudna, niełatwa w odbiorze, mało przyjemna, ale bardzo dobra. 
8 gwiazdek


środa, 22 listopada 2017

Elizabeth Winder 'Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia' - wgląd w życie i osobowość najsłynniejszej kobiety XX wieku.

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Książka ukaże się pojutrze, bo 23 listopada 2017 roku w Wydawnictwie Literackim. W sam raz, żeby kupić ją bliskim na święta, co polecam, bo książka jest naprawdę ciekawa. 
Zamierzałam ją sobie odpuścić, ale coś mnie tchnęło i zdecydowałam się. Całe szczęście, bo lektura przyniosła mi wiele radości i zostanie we mnie na dłużej.
Autorka napisała tez książkę o Sylwii Plath - lubi więc pisać o kobietach skomplikowanych. 
Książka o Marilyn napisana została w sposób przemyślany. Tyle informacji o tej postaci, jakie są dostępne, wymaga przemyślanego planu. I autorka wymyśliła, że opisze rok z życia MM, gdy ta wyjechała z Holywood do Nowego Jorku, żeby uciec od wiążącego ją kontraktu z Fox, poniżających filmów, w których musiała grać głupie blondynki, poznać siebie, zmienić styl, zacząć uczyć się aktorstwa, poznać przyjaciół na całe życie....
Ten rok opisała Elizabeth Winder w książce. 
Książka jest pełna Marylin. W wersji prebook już było jej sporo, ale w książce ostatecznej, którą otrzymałam wczoraj, gdy prawie kończyłam czytać, jest jej jeszcze więcej:
Takie pudło wczoraj przyszło intrygując sobą listonosza... .  A ja myślałam, że to pizza... Zastanawiam się, co pomyśli mąż, gdy znajdzie to pudełko....
W środku była 'Marilyn' w twardej oprawie.


Teraz mam dwie. Jedną oddam w prezencie. Ktoś się ucieszy.
 A oto zawartość pełna MM:



Podoba mi się ten cytat





Książka 'Marilyn na Manhattanie' to jednak przede wszystkim tekst o Marylin prawdziwej, jaka kryła się za całym tym blichtrem. Autorka pokazuje ją jako osobę o skomplikowanej osobowości. Im więcej czytałam w tej książce, tym bardziej miałam poczucie, że była kobietą wyjątkową, bardzo nietypową, nieprzystającą do świata, a jednocześnie kobieta, która ten świat zdobyła. Autorka analizuje jej przyjaźnie, zainteresowania, to jaka była w kontaktach z bliskimi, z kim się zaprzyjaźniła, co lubiła robić i w efekcie starała się pokazać Marylin taką, jaka naprawdę była. Lubiła czytać, a jednocześnie kochała modę. Lubiła makijaż, a jednocześnie nie dbała o to w co się ubierze. Lubiła być atrakcyjna, wprost szokowała swoim zachowaniem a jednocześnie chciała być postrzegana przez pryzmat swojej osobowości. Była otwarta, a jednocześnie żeniła się z poważnymi mężczyznami. Lgnęła do przyjaciół, którzy mieli rodziny, a jednocześnie nie potrafiła urządzić domu, w sensie, że nie umiała gotować, sprzątać i żyć w normalnych godzinach. 
Jednocześnie na wszystkich zdjęciach w książce widać ją otoczoną mężczyznami, zapatrzonymi w nią jak w obrazek. Smutne więc było to, że w zasadzie nigdy nie miała szczęśliwego związku. Była 'boginią seksu', a jednocześnie autorka mówi, że u przyjaciół Strasbergów mieszkała z ich nastoletnią córką i z nią się przyjaźniła najbardziej. Ale już najbardziej na świecie zdziwiłam się, że Marylin uwielbiała czytać. Że kochała rosyjską prozę dziewiętnastowieczną, że gdziekolwiek była, to zawsze szukała książek. I to dobrze o niej świadczy. 
Książka pokazuje, że bycie gwiazdą nie jest tak różowe jak mogłoby się wydawać, że gwiazdy są często nieszczęśliwe, że granie w filmach to praca po kilkanaście godzin na dobę, to bycie przedmiotem, to bezsenność i puste życie osobiste. Książka pokazuje też drogę do tego, żeby stać się ikona piękna. Pewnie nie każda z nas zostanie Marylin, ale kilka trików, które zastosowała na niej Amy Greene mogą przydać się też i nam, zwykłym śmiertelniczkom. Są to dobre buty, ubrania ze szlachetnego materiału, kolory nie przyćmiewające naszego wyglądu. 
W programach o Marylin, albo w książce o niej zawsze pojawia się kwestia psychotropów i psychoanalizy w wydaniu freudowskim. I wówczas na myśl przychodzi mi wniosek, że nie była to skuteczna metoda, że przyniosła jej więcej szkody niż pożytku. Elizabeth Winder mówi też o metodzie Stanisławskiego, która również polegała na wyciąganiu na wierzch demonów z przeszłości. I o Millerze, który lubił, gdy Marylin opowiadała o krzywdach z dzieciństwa, o molestowaniu na planach filmowych i kastingach itp. Aż chce się powiedzieć, że to nauczka dla nas, że lepiej jest dla nas, żeby pewne sprawy zostawić, nie gmerać w swoim dzieciństwie i traumach. Że w ten sposób bylibyśmy szczęśliwsi. A czy szczęśliwa była Marylin, którą opisuje Elizabeth Winder? A kto to wie? To była skomplikowana kobieta, trochę z innego świata i cała pełna sprzeczności. Po lekturze tej książki dochodzę do wniosku, że była jakby zbudowana z dwóch rodzajów klocków. Może aż tak pełen wewnętrznych sprzeczności człowiek był skazany na bycie nieszczęśliwym? Albo na młodą śmierć jako i zostanie ikoną kultury, choć cała sobą pragnęło się szczęścia, a jednocześnie chciało się być tą ikoną.  
W każdym razie to bardzo ciekawa książka i świetnie napisana.
Daję jej 8 gwiazdek

Za książkę dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:

wtorek, 21 listopada 2017

Tadeusz Biedzki 'Ostatnie srebrniki' - gdyby srebrniki Judasza wciąż przechodziły z rąk do rąk.....

Książka ukazała się miesiąc temu, 11 października 2017 roku w wydawnictwie Bernardinum. To druga książka tego wydawnictwa w moim posiadaniu, pierwszą była książka kucharska, i obie są przepięknie, starannie wydane.
Znalezione obrazy dla zapytania Tadeusz Biedzki
Tadeusz Biedzki

Autor nie jest debiutantem. Napisał kilka powieści oraz reportaży, był odznaczany za swoją twórczość. 
 Oto fragmenty z hasła autora w Wikipedii (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Biedzki):
  • „Władcy Śląska” - pierwsza reporterska książka o komunistycznych dygnitarzach lat 70. wydana w grudniu 1981 r., a kilka dni później, po ogłoszeniu stanu wojennego, cały jej 100 tys. nakład został wycofany ze sprzedaży i przemielony.
  • „Miasto na wulkanie” o niszczonym przez górnictwo Bytomiu oraz „Ślązacy i Schlesierzy”, pierwsza w komunistycznej Polsce pozycja poświęcona wzajemnym stosunkom śląskich Polaków i Niemców - ukazały się w połowie lat 80.
Znalezione obrazy dla zapytania Tadeusz Biedzki
  • „Sen pod baobabem” - książką będącą efektem wielu podróży po Afryce, pokazującą Czarny Kontynent bez politycznej poprawności, powrócił po niemal 20 latach przerwy w pisaniu, spowodowanej zaangażowaniem w życie gospodarcze; uznano ją za Podróżniczą Książkę 2012 roku.
  • Znalezione obrazy dla zapytania Tadeusz Biedzki „Zabawka Boga” - sensacyjno-historyczna powieść, której akcja toczy się przez 2 tys. lat i znajduje zaskakujące rozwiązanie w XXI wieku; ukazała się w 2013 r.
  • „Dziesięć bram świata” -Znalezione obrazy dla zapytania Tadeusz Biedzki      wydany w 2014 r. zbiór 10 opowieści prezentujących najbardziej dramatyczne wydarzenia, jakie przeżył i niezwykłych ludzi, których poznał w świecie.
  • Znalezione obrazy dla zapytania Tadeusz Biedzki„W piekle eboli” – pierwsza w świecie reporterska relacja z wyprawy do ogarniętej epidemią eboli Afryki Zachodniej; ukazała się w 2015 r.

Nagrody i wyróżnienia

  1. Nagroda Bursztynowy Motyl im. Arkadego Fiedlera za książkę „W piekle eboli” (2016)
  2. Nagroda Miles Bonus Zakonu Rycerskiego Templariuszy za książkę „Zabawka Boga” (2014)
  3. Nagroda Hanys 2014 za całokształt twórczości (2014)
  4. Złoty Laur Umiejętności i Kompetencji – za osiągnięcia gospodarcze (1994)
  5. Złoty Krzyż Zasługi (2000)
  6. Honorowa Odznaka Krajowej Izby Gospodarczej (2015)
Książka jest bardzo ciekawa. Powieść czyta się jednym tchem. To ważne w powieściach. W zasadzie jedyne co mnie w książce zadrażniło, to niepasująca do akcji i według mnie wpleciona sztucznie aluzja do aktualnej polityki, tzw. słoń a sprawa polska, czyli strona 46 (zaznaczyłam sobie). 
Akcja rozpoczyna się w Nikozji, gdzie para małżeńska kupuje starą szkatułkę, która ponoć przynosi pecha.. W trzy miesiące później ta sama para jest świadkiem brutalnego zabójstwa kapłana w Barcelonie. Co dziwniejsze, zabójstwo to jest zatuszowane. W szkatułce znajdują stare monety, a i zabójstwo nie może im wyjść z głowy. Zgłaszają się więc do specjalistów i sprawa rusza i zatacza coraz szersze kręgi, zło zostaje ruszone, a prawda może kosztować życie ludzkie. Jednocześnie dzięki znawcom małżeństwo zaczyna się dowiadywać coraz więcej na temat szkatułki i monet. Akcja idzie dwutorowo - z jednej strony współczesne wydarzenia, a z drugiej - historia, która źródła swoje czerpie z wydarzeń sprzed 2 tysięcy lat i dotyczy Judasza i Piłata. Szkatułka jest przeklęta, bo każdego jej posiadacza spotyka nieszczęście. Wszystkich tych posiadaczy poznajemy: kupców i papieży, męczenników i męczonych. Rozwiązanie akcji jest totalne i świetnie napisane. 
Wyczytałam, że autora porównano do 'Dana Browna'. W sumie autor jest odwrotnością Browna, bo tamten obalał chrześcijaństwo, a Tadeusz Biedzki je ocala. Wydarzenia w książce pokazują, że pomimo rozmaitych życiowych tragedii, wartości takie jak miłość, rodzina, poświęcenie, prawda są ważne, że zło wraca do czyniącego, a zło obraca się przeciwko samemu sobie. Tajne stowarzyszenia, tajemnicze monety, fatum zło przeciwko dobru to ciekawe elementy powieści, które czynią ją pasjonującą. Autor Ma bardzo lekkie pióro i kreśli sceny i bohaterów kilkoma słowami. 
Książka wpisuje się w krąg literatury popularnej, ale ciekawej literatury popularnej. Podróże, historia i spiski to coś nowego w naszej powieści popularnej i ja to 'kupuję'. Styl autora mi odpowiada. To miła lektura na niedzielne, zimowe popołudnie. 
7 gwiazdek

Za książkę do recenzji dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania Bernardinum
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...