wtorek, 19 grudnia 2017

Mariusz Urbanek 'Waldorff. Ostatni baron Peerelu'

Okładka książki Waldorff. Ostatni baron Peerelu Darzę wielkim szacunkiem i sympatią książki pana Urbanka, więc bardzo się wahałam czy napisać cokolwiek o tej książce, żeby nie wkładać autorowi noża w plecy. Ale napiszę, bo mnie palce świerzbią.  Ukazała się ona w 2008 roku w Wydawnictwie Iskry. 
Wzięłam się za nią w sobotę i po kilku stronach wynajdywałam rozmaite zajęcia, żeby nie czytać. Dzięki temu obejrzałam 'Sufrażystkę' i 'Smak wiśni'. Wreszcie wczoraj ją wymęczyłam, a konkretnie przeczytałam początek, potem nie zdzierżyłam, a potem zaciekawiły mnie ostatnie rozdziały, te o Powązkach i o rzeczach ostatecznych Waldorffa.
Autor napisał tę książkę, jak zawsze, świetnie, lekko i oddając postać autora, ale problem w tym, że ....... nudny wydał mi się zam Waldorff. Owszem, kojarzą go wszyscy, ale głównie z kwest na Powązkach, a poza tym nie. Zdaje mi się, że miał felietony w Polityce ale jakoś umarły one wraz z autorem.... Ostatnio widziałam jakiś program o pałacach w Warszawie, po których oprowadzał Waldorff. Powiem Wam, że nudno było tak, że wyłączyłam po 5 minutach. Ale dla pokolenia pamiętającego Waldorffa może i jest to książka fascynująca. 
A w postaci Waldorffa, jaka wyziera z książki, przeszkadzało mi kilka cech osobowości tego szanowanego człowieka. Mianowicie jedna, i to taka, przez którą zdobył to co zdobył, czyli gadulstwo, które sprawiało, że tak się zapędzał, że gadał co mu ślina na język przyniosła. I to skutecznie, czego sam się przestraszył. Opowiada Urbanek o pierwszej sprawie sądowej, na której jako student mówił mowę oskarżycielską. Tak się zagalopował, że jakimś nieszczęśnikom wlepiono karę za zamalowanie bohomazów na ścianie. Sam się przestraszył tej skuteczności. Gdy Hitler i Mussolini dopiero zaczynali, tak się zagalopował, że jego  felieton do śmierci mu wypominano. Uczył się marnie, ale na prawo poszedł. I to mnie zniechęciło do książki, bo żal mnie ogarnął wielki na świat. Dawno temu, gdy moja współlokatorka chodziła ze studentem prawa, to mówiła o wielu takich studentach. Słaby w nauce, ale poszedł na prawo, bo prestiż zawodu, bo dobrze płatny, a potem wychodzą takie kwiatki że hoho. 4 razy zdaje na aplikację, ale i tak wykosi tych aplikantów, którzy przyszli znikąd. Mniejszą szkodę uczynią słabo uczące się polonistki nie lubiące czytać książek, które idą na polonistykę, niż słabo uczący się prawnicy.
I taki mnie zal ogarnął na tę przedwojenną Polskę, że niesprawiedliwa była, bo mój dziadek taki zdolny, ale ze wsi na 4 klasach musiał poprzestać, bo macocha się przestraszyła czarownicy w książce, a synowie bogatych lawirowali po różnych studiach, że aż przewinęłam książkę do strony 274. Tam było już o latach 90-tych i staraniach Waldorffa o ratowanie Powązek. Tutaj jego gadanina się przydała i wykonał wielką rzecz, bo Powązki to cmentarz ważny dla całego narodu. 
To tyle o książce, przepraszam za łyżkę dziegciu. Znudziło mnie i nie zainteresowało. 
4 gwiazdki, bo to ocena subiektywna. Jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca.

1 komentarz:

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: