wtorek, 18 września 2018

Anna Brzezińska 'Woda na sicie. Apokryf czarownicy'

 RECENZJA PREMIEROWA

Po zeszłorocznej premierze książki 'Córki Wawelu', rozgrywającej się na Wawelu, wśród Jagiellonówien, byłam pisarstwem autorki zachwycona. Bardzo więc zacierałam ręce na 'Wodę na sicie', gdyż spodziewałam się 'szerszego' wglądu w tematykę sądów czarownic i w ogóle połączenia powieści z historią. Za chwilę napiszę Wam o swoich wrażeniach z lektury.

Żródło: materiały WL
Powieść ukazała się 5 września 2018 roku w Wydawnictwie Literackim i póki co zbiera same dobre opinie wśród czytelników.

Źródło: materiały WL
Jako powieść do czytania 'Woda na sicie' mnie zachwyciła. Bohaterka przykuwa uwagę, bo jest niebanalna, przeżywa i wyraża całe spektrum emocji wobec całego świata, jej życie to pasmo cierpień, a ona mimo wszystko trwa i potrafi przetrwać. Dodatkowo, język, jakim wypowiada się narratorka, La Vecchia jest barwny i soczysty, stylizowany na dawny, a przy tym pełen przekleństw i wulgaryzmów, tak jak mogłaby się wypowiadać zła na cały świat i skrzywdzona przez otoczenie uboga prostytutka z nieprawego łoża. Kobieta, która musi sama przetrwać w nieprzyjemnym dla niej świecie, w którym zamożny ma wszystko, a biedny i bez rodziny nie ma nic, nawet dobrego imienia. Smutne jest to wszystko, ten świat przedstawiony w książce.
Jako próba powieści historycznej jestem rozczarowana książką. Gdy czytałam te nieliczne recenzje krytyczne odnośnie 'Córek Wawelu', zarzucające powieści subiektywizm i brak szerszego spojrzenia na epokę, byłam zdziwiona, bo tamta powieść mi naprawdę odpowiadała. Ta, 'Woda na sicie' nie, a moje uwagi są podobne to tych krytycznych, jakie tu cytuję. 
Pierwszy zarzut jest taki, że cała rama kompozycyjna związana z uwięzieniem La Vecchi wydaje mi się jedynie oryginalną otoczką, mającą na celu sprawienie, że książka jest bardziej oryginalna niż inne powieści o biednych wieśniaczkach ze średniowiecza. Mało jest w tym wiarygodności i kompletnie brakuje napięcia związanego z zarzutami jej postawionymi. Mówiąc potocznie, te protokoły przesłuchań są trochę sztuczne. Ale w powieści popularnej 'ujdą'. Nie przeszkadzają, w każdym razie. 
Inny zarzut wobec historyczności książki to kompletne nieosadzenie jej w polowaniu na czarownice w tamtych czasach. Przecież inkwizycja w różnych wiekach nie działała tak samo. 
Książka więc historyczną nie jest, ale jest bardzo dobra wśród powieści popularnych, toczących się na tle średniowieczna (o, nawet tego, w którym wieku toczy się powieść, nie jestem pewna), a więc może renesansu? Ale chyba średniowiecza..... Tytułowa czarownica opowiada przesłuchującej ją inkwizycji swoje życie, w którym nie zabrakło żadnego z ludzkich nieszczęść. To smutna książka, w której poza przeżyciami La Vecchi zachwyca niebanalny język, dodający książce uroku. Jeśli pozostaniemy przy tej warstwie fabularnej to będziemy czytelniczo zadowoleni. Czyli przekładając książki Anny Brzezińskiej z półki historycznej na półkę z dobrymi fabułami z historią w tle, spokojnie mogę dać jej 6 gwiazdek. 
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:

poniedziałek, 17 września 2018

Wywiad z Arturem Wasążnikiem, autorem powieści przygodowo-historycznej "Przemienienie. Zakładnik Obietnicy", której pierwszy tom właśnie ukazał się w sprzedaży.

Dzień dobry,
Dziś zapraszam Was do przeczytania wywiadu z autorem książki 'Przemienienie', której zostałam patronem medialnym. Miałam kilka pytań o źródła i historyczność, a autor sam 'zgłosił się do odpowiedzi'... Za co mu dziękuję. Rozmowa była tak miła, że trochę się rozciągnęła... Wywiad przeprowadziłam drogą mailową. Mam nadzieję, że przeczytacie zaciekawieni....

  • LZ: Bardzo Panu dziękuję za chęć wyjaśnienia niepewności źródłowych. Podjął się Pan chyba rzadko poruszanego tematu w historii, a mianowicie Słowian połabskich. Czy Pana książka oparta jest na źródłach historycznych? A ile jest tutaj fikcji literackiej?
AW: Całe tło historyczne zdecydowanie bazuje na źródłach i opracowaniach historycznych. A nawet więcej: dokładam do tego moją wiedzę socjologiczną, etnologiczną, etymologiczną i religioznawczą, żeby pokazać czytelnikowi świat dawnych Słowian na wielu płaszczyznach. I nie chodzi nawet o jakieś walory edukacyjne – w końcu to ma być powieść przygodowo-historyczna, a nie podręcznik – ale raczej o unaocznienie całej sieci powiązań i czynników powodujących, że coś stać się mogło, albo nie mogło. Staram się to właśnie pokazać w 'Przemienieniu': bohaterowie nie mogą tak po prostu stosować zasady „silniejszy wygrywa”… bo tak! Każdego z nich wiążą pewne ograniczenia natury społecznej, politycznej, religijnej, obyczajowej itd. Jeżeli do tego dodamy, że z jednej strony mieliśmy świat chrześcijański, z jego ówczesnymi doktrynami i filozofiami, a z drugiej całą mozaikę plemion połabskich, z których niemal każde różniło się od pozostałych (mniej lub bardziej) w kwestiach religijnych, ustrojowych, militarnych itd. to robi się z tego wszystkiego niezły galimatias. Ale właśnie w takim galimatiasie mieszkańcy Połabia musieli żyć i sobie jakoś radzić.
Co do zawartości elementów fikcyjnych w Przemienieniu – owszem, skoro jest to powieść, to nie może obejść się bez zmyślonych postaci, albo sytuacji, choć staram się, żeby były one mimo wszystko prawdopodobne. Dotyczy to na przykład obrzędów pogańskich, bo prawdę mówiąc nie wiemy, jak one w tamtych czasach wyglądały. Mamy tylko śladowe informacje źródłowe na ten temat. Ale jedno jest pewne: żadna religia nie rozwinęła by się bez charyzmatyków. To oni właśnie nadawali ton wszystkim kultom w dziejach. Dlatego nawet nie próbuję zanudzać czytelnika i tak wątpliwymi przypuszczeniami nt. przebiegu ceremonii ku czci pogańskich bogów, tylko buduję takie sytuacje niejako „od zera”. Forma w tym przypadku nie ma większego znaczenia – ważny jest ładunek emocjonalny, który (mam nadzieję) dociera do odbiorcy i właśnie poprzez emocje pozwala mu zrozumieć co działo się w głowach tych ludzi w takich chwilach i dlaczego skutkowało to później określonymi decyzjami.

Autor przemierza wzdłuż i wszerz

  • LZ: Chciałam się zapytać o źródła i opracowania, na których Pan się opierał.
AW: Mówiąc konkretnie, to wśród źródeł historycznych, z których korzystałem w większym lub mniejszym zakresie są następujące: kroniki Thietmara, Helmolda, Kosmasa, Adama Bremeńskiego, Saxo Gramatyka, Żywot Ottona z Bambergu, Nestora (Powieść Minionych Lat), Wielkopolska, Kadłubka, Długosza, poemat Widsith, kilka sag Germańskich takich jak choćby saga Dietryka czy Hervarar.
Również źródła arabskie i żydowskie, jak choćby zapiski pochodzące od: Ibrahima ibn Jakuba, Abu Zayd al-Balkhi, Al-Masudi.
Opracowania historyków, takich jak: Jerzy Strzelczyk (Odkrywanie Europy, Zapomniane Narody Europy, Otton I Wielki), Jan M. Piskorski (Pomorze plemienne), praca zbiorowa pod redakcją Andrzeja Kokowskiego (Cień Światowita), Karol Modzelewski (Barbarzyńska Europa), Piotr Łukasz Grotowski (Święci Wojownicy), książka pod redakcją Zofii Kurnatowskiej (Tropami Świętego Wojciecha), Łucja Okulicz Kozaryn (Dzieje Prusów), ks. Piotr Skarga (Żywoty świętych polskich), Andrzej Michałek (Słowianie Zachodni, Słowianie Zachodni początki państwowości, Słowianie Wschodni) Leszek Moczulski (Tajemnice wczesnych Słowian), Witold Chrzanowski (Słowianie i Wikingowie), Robert F. Barkowski (Tajemnice początków państwa polskiego 966, Słowianie Połabscy dzieje zagłady), Przemysław Urbańczyk (Zanim Polska została Polską), Gerard Labuda…
Do tego trzeba dodać pewnie kilkanaście artykułów z prasy i portali, książki nt mitologii Germanów, Słowian, czy ogólnie ludów starej Europy, Kabałę Żydowską z jej kluczowymi pozycjami (swego czasu miałem okazję uczenia się trochę hebrajskiego), korzystanie z wiedzy w temacie etymologii lub odkryć archeologicznych… z pewnością tą listę należałoby jeszcze wydłużyć – to jest właśnie zasób wiedzy, z jakiej korzystałem do tomu I. Kolejne tomy zahaczają o inne wydarzenia i miejsca, więc zakres tych książek będzie się tylko powiększał w ich przypadku.
Co również istotne, na ile to było tylko możliwe starałem się też odwiedzać te tereny, które opisuję, żeby bliżej poznać ich ukształtowanie i specyfikę (czy są bagniste, czy pełne jezior, czy są inne czynniki wpływające np. na gospodarkę plemion zamieszkujących okolicę). Z wielkim żalem, ale niestety trzeba to wytknąć, że wielu uznanych historyków bardzo często tego nie robi, co owocuje potem iście kuriozalnymi wnioskami. Chcąc rzetelnie podejść do tematu trzeba jak najczęściej mówić SPRAWDZAM - i nie bać się, że sprawdza się pracę  utytułowanego autorytetu, bo i tacy popełniają niejeden błąd.
  • LZ: Pan postawił bardzo ciekawą tezę, chyba rzadko stawianą? Ja się aż dziwiłam, że nikomu z recenzujących blogerów do głowy nie przyszły te pytania i wątpliwości. Tak jakby wszyscy zajmowali się Słowianami połabskimi! A przecież to temat tabu. Żywioł niemiecki, żywioł słowiański. Arcyciekawe kwestie. A wszyscy zwracali uwagę na ciekawość wątków. To też ważne, ale Pan przecież próbuje napisać coś więcej niż kolejną retro powieść.
AW: Nie nazwałbym tego tematem tabu, w końcu nikt nie zabrania tym się zajmować, ani nikt nie potępia takich, co się tym interesują. Powiedziałbym raczej, że deficyt pasjonatów średniowiecznego Połabia jest smutną konsekwencją jego upadku nie tylko w wymiarze politycznym, ale też kulturowym. Nikt nie upomni się o ludy, które utraciły świadomość własnej tożsamości i historii. Koszula bliższa ciału – każdy człowiek woli się skupić na własnych korzeniach, a do korzeni Słowian połabskich chyba nikt się już nie przyznaje (poza Serbami Łużyckimi, którzy sami mogą nie przetrwać jako grupa etniczna w następnym pokoleniu).
Co do przedkładania wątków przygodowych i charakterologicznych ponad toczącą się w tle historię – mnie to akurat cieszy. W końcu to ma być powieść. Bez przygód, tajemnic, bitew, uczuć, zabawnych sytuacji… no i wyrazistych postaci pewnie mało kto by po to sięgnął. Przyznam szczerze, że miałem obawy, czy nie przesadzę z ilością informacji, które chciałbym w Przemienieniu zamieścić i czy z tego nie zrobi się nudna, pełna mędrkowania tyrada. Ale skoro tak wielu ludzi dostrzega tu w pierwszej kolejności warstwę przygodową, to znakomicie!
Oczywiście jeszcze bardziej się cieszę, jeżeli ktoś dostrzeże w tym wszystkim również tło historyczne i kulturowe z ich zawiłościami. Zresztą tu nawet nie chodzi o moją uciechę. Myślę, że to czytelnik ma wtedy znacznie większą frajdę w smakowaniu tych wszystkich niuansów wpływających na rezultat. To trochę jak w dobrej potrawie: im więcej dobrze dobranych przypraw, tym bogatszy jej smak.

Autor na klifie Rugii
  • LZ: Co pan sądzi o Turbolechitów (Turbolechii)?
AW: Sądzę, że to bardzo dziwna sytuacja. Rozumiem ich trochę, ich potrzebę posiadania dumy z tego, kim się jest i kim byli moi przodkowie. Ale nie rozumiem po co w tym wszystkim uciekać się do dziwacznych wniosków, że właściwie Słowianie byli zawsze i wszędzie i zawsze byli najlepsi. To jest kolosalne nadużycie! Po co się do niego uciekać, skoro dzieje Słowian obfitują w mnóstwo innych powodów do dumy? Stawialiśmy czoło (i to nie raz skutecznie) największym potęgom ówczesnego świata, potrafiliśmy dostosować się do bardzo trudnych warunków, żyć, gospodarzyć, zaraziliśmy naszą kulturą ponad połowę Europy, a nawet trafiając do niewoli potrafiliśmy obalać niewygodnych nam władców… O tym po części jest cykl PRZEMIENIENIE, o takich niedocenianych niuansach z historii Słowian, z których śmiało możemy budować nasze poczucie dumy z tego kim jesteśmy.
Ale jest też druga strona medalu, przegięcie w drugim kierunku. Bo jeśli za każdym razem na próby innego spojrzenia na Słowian, ich spuściznę i wkład w dzieje Europy podnosi się wrzask „turbosłowianie! Turbolechici!”, to również to nie służy swobodnej dyskusji, argumentacji i stawianiu hipotez. Znakomitym przykładem jest Długosz. Z powodu tzw. „Olimpu Długosza” odsądzano go od czci i wiary, niemal każde jego słowa były odbierane z ironią. Wiele razy spotkałem się z opiniami, że Długosz coś tam powiedział, ale wiadomo, Długosz to ten od Olimpu, więc wszystko to musi być bzdurą. Tymczasem krok po kroku i rok po roku wiedza zawarta w kronikach Długosza okazuje się być namacalną prawdą. Dowodem niech będzie choćby odkrycie przez archeologów bazyliki-katedry w podchełmińskim Kałdusie. Długosz wspominał o katedrze w Chełmnie, ale przed długi czas grono sympatyków historii wyśmiewało go. Na szczęście tak się dzieje coraz rzadziej.
  • LZ: Jedna z moich czytelniczek, pani Orzeszkowa vel Alicja Łukawska, skomentowała mój wpis o Pana książce. Chciałam to zacytować i poprosić o komentarz: 'Kiedyś mówiono, że ich wybito, tak samo jak Prusów (nie mylić z Prusakami!). Ale teraz spotyka się hipotezy, że nikt ich nie wybijał tak do końca, sami się wzięli i zgermanizowali, zarówno Słowianie połabscy, jak i Prusowie. Wg tej teorii Niemcy z NRD mieliby słowiańskie DNA - jako ich potomkowie. Ciekawe, co by wyszło, jakby im zbadać haplogrupę? Może R1 A1? To by dopiero było!'
AW:  Pani Orzeszkowa ma dużo racji. Ja w swojej powieści również nie piszę, że Słowianie Połabscy zostali kompletnie unicestwieni w sensie fizycznym. Pada co prawda sformułowanie o „zupełnym wyniszczeniu tubylców”, ale nie chodzi tu o fizyczną, tylko polityczną i kulturową oraz tożsamościową stronę. Zresztą po części jest to zabieg literacki, nawiązujący do sposobu komentowania różnych tragedii przez ówczesnych kronikarzy, np. niektóre klęski ponoszone przez Burgundów w walce z Gepidami, albo przez Wizygotów w bojach z Rzymianami kwitowane były w kronikach stwierdzeniami o wytępieniu, wybiciu tego narodu (plemienia)… a kilka stron później okazywało się, że Burgundowie czy Wizygoci jeszcze nie wymarli, a nawet podejmują jakieś działania zaczepne.
Już od czasów starożytnych regułą było wyrzynanie przede wszystkim elit plemiennych, tudzież przeciąganie ich na swoją stronę (w przypadku Połabia była to germanizacja, czasem przekupstwo, albo inne sposoby). Same masy słowiańskie nadawały się świetnie do sprzedaży w niewolę, na czym zarabiało się ogromne pieniądze – to też element wyniszczania społeczeństw. Kolejnymi etapami były kroki zmierzające już nie do fizycznego usunięcia, ale do pauperyzacji Słowian i uczynienia z nich najniższej, najbiedniejszej, najsłabiej wykształconej warstwy społecznej. To dotyczy choćby procesów kolonizacji i nadawania kolonistom niemieckim różnych praw, które z czasem doprowadzały do upadku ośrodki gospodarcze Słowian… i jeszcze trochę by się tego znalazło, ale nie chcę uprzedzać wydarzeń, które pojawią się w kolejnych tomach.
Słowianie Połabscy, nazywani przez Niemców Wenedami, przetrwali w sensie genetycznym. Ale w wymiarze pozwalającym na samoświadomość, samostanowienie i tożsamość – zostali całkowicie złamani, pobici, przetrzebieni, a następnie wchłonięci. Przez długie lata określenie „Wened” było dla Niemców synonimem biedaka, nieudacznika, głupka. Połabianie zostali sprowadzeni „do parteru”, do stanu na wpół niewolnego, wyzuci z najlepszych ziem, używani do najgorszych prac za najgorsze prace. No, ale w końcu zwykle o to chodzi w podbojach: żeby zwycięzcy dobrze żyli na koszt przegranych. 

Autor na Rugii
  • LZ: Czy napisanie powieści historycznej było Pana marzeniem?
AW: Tak, jak najbardziej. Nie ukrywam, że historia średniowiecznej albo starożytnej Europy potrafi niekiedy wyłączyć mnie z otoczenia na kilka godzin w ciągu wieczoru. Ale to nie jest jedyny kierunek, w jakim chciałbym podążać. Mam w zanadrzu dość dobrze już opracowane tematy innych, przyszłych powieści. Jest wśród nich fantastyka, są opowiadania dziejące się współcześnie, jakieś dramaty i jakieś całkiem odjechane opowiadania pełne nieco absurdalnego humoru. W niektórych przypadkach powstały już pierwsze rozdziały – tak na próbę, żeby się upewnić, że coś z tego może być.
  • LZ: Czy zaplanował Pan już cały cykl? To 16 książek przecież!
AW: Oczywiście! Bez tego główna teza i tytuł PRZEMIENIENIE nie miałyby większego sensu. Powiem więcej: w pozostałych tomach większa też będzie ich objętość. Jestem obecnie bliski ukończenia tomu drugiego i już widzę, że będzie miał pewnie między 350 a 400 stron. To zresztą jeden z powodów dla których zbieranie i analizowanie materiałów trwało tak długo.

Autor z Arkoną w tle
  • LZ: Co Pan sądzi na temat pisania książek w miesiąc?
AW: Jeśli ktoś ma czas, to jest to oczywiście wykonalne. Ale często wychodzi z tego czcza paplanina. Jest taki polski autor, bardzo znany i lubiany, który chwalił się kiedyś, że napisał jeden z opasłych tomów swojej serii w dwa tygodnie. Przeczytałem go z zainteresowaniem, bo autor ma ciekawy, lekki styl. Ale po skończeniu w nie zostało mi w głowie nic po tej książce. Bo oprócz wypracowanego wcześniej dla tej serii stylu autor nie zaoferował mi nic więcej. Książka może nie nudziła, ale z pewnością nie opowiedziała mi o niczym szczególnym – nie wzbogaciła mojej wiedzy, nie skłoniła do przemyśleń i nie wzbudziła większych emocji. Nawet zakończenie było płaskie: ani zaskakujące, ani pełne napięcia. Ot, czytało się gładko – i to wszystko. Ja nie twierdzę, że w miesiąc, albo w dwa tygodnie nie da się napisać czegoś dobrego, a nawet genialnego, tylko jeśli to ma się sprowadzać do bicia jakichś rekordów, to zwyczajnie szkoda czasu i papieru.
Nawiasem mówiąc – ta książka napisana w dwa tygodnie, o której mówiłem, była ostatnią książką tego autora, po którą sięgnąłem. Jakoś się zniechęciłem.
  • LZ: Jak długo Panu zajęło pisanie tej książki i czy z góry ułożył Pan akcję, czy zamierza Pan iść za bohaterami?
AW: Jeśli chodzi o tom pierwszy, to ukończyłem go w cztery miesiące – głównie popołudniami, albo w dni wolne od pracy zawodowej. Przy czym (jak mówiłem) przygotowania do całej powieści trwały latami, a nie chciałem zaczynać pierwszego tomu nie wiedząc, jak zakończy się ostatni. Każdy z bohaterów ma z góry narzuconą rolę do odegrania, ale muszę przyznać, że trudno ich do tego zmusić. Mam tu na myśli, że kiedy piszę rozdział z danym bohaterem, to staram się wczuć w jego charakter, sposób myślenia, doświadczenia, interesy, aby jego sposób mówienia, myślenia i działania przedstawiony w książce był ciekawy dla czytelnika, ale też wiarygodny. Wtedy nagle okazuje się, że Jakub, Wilhelm, Gniewomysł czy ktokolwiek inny wcale nie mógłby powiedzieć tego, co mu przygotowałem, albo zachować się w przygotowany dla niego sposób. Po prostu nie pasuje to do danej postaci. Wtedy daję się ponieść moim bohaterom i w ten sposób powstają spontaniczne, wcześniej nie planowane wątki, albo całe rozdziały.
  • LZ: Przyznam szczerze, że mnie ciekawi wątek kobiecy. Czy będzie rozwinięcie w dalszych tomach i jakieś ciekawe epizody sercowe? A może ktoś z bohaterów się zakocha?
AW: Będzie i to z każdym tomem coraz więcej. Teraz akcja dzieje się wokół poczucia krzywdy, jaką chowają w sobie Połabianie i jednego z ostatnich wielkich zrywów niemal całej krainy przeciwko królestwu. Dlatego wątki męskie wychodzą zdecydowanie na prowadzenie. Ale z czasem poszczególne kobiety będą coraz bardziej wychodziły z cienia, a wraz z nimi pojawią się wątki miłosne. Niech tylko mężczyźni otrzepią się z bitewnego kurzu, którego w tomie drugim kłębią się całe tumany, a znowu zaczną dostrzegać płeć piękną wokół siebie.
  • LZ: Ulubiona epoka?
AW: Zdecydowanie IX/X/XI wiek na Połabiu, oraz Europa w dobie Wędrówki Ludów. Czyli z jednej strony Słowianie Zachodni, a z drugiej – zderzenie świata antycznego z Germanami.
  • LZ: Czy Pan czytał 'Drapieżny ród Piastów', bo ja tak. Z ocenami autora nie wszyscy się zgadzają, bo są one kontrowersyjne, choć ciekawe: na przykład wychwalał  Mieszka II, a ganił Kazimierza Wielkiego. Wspominał zaginionego króla po Mieszku II itd. Co Pan o tym sądzi?
AW: Niestety nie czytałem i nie potrafię się wypowiedzieć na ten temat. Nie wiem jaką wizję przyjął autor. Co do zaginionego króla – chodzi zapewne o domniemaną przez historyków i bardzo lakonicznie wspomnianą w źródłach postać Bolesława Zapomnianego. To bardzo ciekawy wątek naszej wczesnej historii, ale obawiam się, że baza źródłowa jest tak szczupła, że niewiele więcej oprócz domysłów możemy tu dołożyć. Jedyna nadzieja w tym, że któregoś dnia, na jakimś strychu niemieckiego klasztoru, albo w podziemiach Watykanu odnajdą się jakieś nieznane dotąd dokumenty nt tej postaci – tak już przecież bywało (w podobny sposób w XIX wieku odnaleziono dzieło Tacyta „Germania”). Możemy więc mieć nadzieję, że kiedyś dowiemy się więcej.
  • LZ: Jakich autorów lubi Pan najbardziej?
AW: Wobec książek i filmów wyznaję zasadę: „nie nudź i opowiedz o czymś”. I tu jest właśnie problem, bo coraz częściej wpadają mi w ręce autorzy, którzy albo przynudzają, albo niewiele mają do powiedzenia od siebie. Na domiar złego niektórzy z nich próbują swoje braki „opowieści w powieści” uzupełniać bezrefleksyjnie powtarzanymi ideologiami, a to już jest dla mnie kompletnie nie do przejścia. Może dlatego w moim repertuarze ulubionych autorów dominują klasycy: Wyspiański, Mickiewicz, Sienkiewicz, Reymont… a z bardziej współczesnych to choćby Lem, Jonatan Carrol czy fenomenalny George RR Martin.

  • LZ: Czy posiada Pan dużo książek papierowych? I pytanie następne: czy lubi Pan ebooki?
AW: Zawsze marzyłem o wielkim regale z półkami pełnymi książek. I to marzenie udało mi się kilka lat temu zrealizować. Zakrywa niemal całą jedną ścianę w największym pokoju. A i tak mnóstwo książek jakimś cudem ląduje w niemal wszystkich innych pomieszczeniach. Nie mam pojęcia, kto je tam roznosi i zostawia – ale wszystko wskazuje na to, że to chyba ja…
Tak, lubię też ebooki, podobają mi się możliwości, jakie dają. Papier ma swój urok, ale zauważam, że gromadzi mi się go coraz więcej i więcej. A nie chciałbym doprowadzić do sytuacji, że część książek oddaję komuś, bo się z nimi nie mogę pomieścić. Dlatego ebook jest dla mnie świetnym rozwiązaniem. Problemem jest tylko to, że jak na razie nie kupiłem sobie porządnego czytnika, ale to już kwestia czasu (i pieniędzy).

  • LZ: Czy ma pan konto na portalu o książkach?
AW: Nie. Podobnie jak nie mam profilu na FB. Jakiś czas temu brałem udział w różnych mediach społecznościowych, aż stwierdziłem, że nic nie zastąpi przyjaciół w realu, z którymi możemy się napić zeszłorocznego wina, nic nie zastąpi rozmów z ludźmi pod sklepem, albo podlewania warzywnika. Owszem, obserwuję co tam się dzieje, ale nie mam ambicji spełniania się w tych miejscach. Jest mi dobrze z moją rodziną, przyjaciółmi, wiecznie odradzającymi się chwastami i planami na kolejne tomy PRZEMIENIENIA.

  • LZ: Czym Pan się zajmuje poza pisaniem książki?
AW: Zawodowo jestem szefem handlu i marketingu w dużej firmie produkującej meble. Mam maleńki sad i winniczkę (właśnie zacząłem winobranie, a to jest bardzo dobry rok dla owoców). Mam wspaniałą żonę i córeczkę, więc zajęć na co dzień jest co niemiara.

    Dziękuję za rozmowę.

piątek, 14 września 2018

Józef Ignacy Kraszewski 'Stara baśń' - mit o polskości, książka porównywalna z Trylogią Sienkiewicza

1 sierpnia 2018 roku MG wznowiło 'Starą baśń'. Pomyślałam, ze to dobra okoliczność, żeby wreszcie mieć ją własną, bo nie miałam. Planowałam ją przejrzeć i opisać, ale po raz kolejny Kraszewski mnie 'wkręcił'. Już kilkakrotnie chciałam 'przejrzeć ją' i zawsze po kilku stronach pochłaniała mnie ona bez reszty. Tak też było i tym razem. Niedzielę spędziłam w jej towarzystwie. Czytałam aż skończyłam ;) 
Kraszewski był przez cały wiek niedoceniany. Znaczy się, był czytany, ale trochę z machnięciem ręki, ach, ten Kraszewski, tyyyyle tych jego książek. A przecież i obyczajówki miał ciekawe. Może nie najwybitniejsze, ale wciągające. Mam 2 własne. Dopiero ostatnio badacze literatury wyciągnęli go z lamusa, zdaje się, że Ryszard Koziołek. To on chyba napisał esej o Kraszewskim i jego profesjonalizmie w zbieraniu materiałów. 
'Stara baśń' jest jednym z najdojrzalszych jego utworów. Tak uważam. Choć nie czytałam całego cyklu. to dopiero mam w planach. I coś tam przy kolejnym czytaniu z tej lektury, poza zachwytem nad fabułą, wyniosłam. Kraszewski panuje nas słowem i wie co pisze. Pierwsze, co rzuca się w oczy to maniera pisania jeszcze z XIX wieku. Następnie jest warstwa fabularna, przeplatająca miłość i politykę, mity i ludowość, ciekawe postacie męskie i kobiece, kmieć pełen wartości i zły władca, miłość namiętna i miłość, która musi się namyślić. Itd. Akcja płynie wartko. Ale z tego wszystkiego wyłania się świadomy zamiar autora, który przecież, nie zapominajmy tego, pisał to podczas nieobecności Polski na mapach, a poza tym z potrzeby zachowania polskości i dla nauki historii Polski. Ale podręcznikiem powieść ta nie jest. 
O źródłach napisał sam w posłowiu i to jest oczywiste, te Wandy i Popiele. Dla mnie rzucił się w oczy świadomy zabieg mitologizujący polskość. Coś w podobieństwie do Sienkiewicza i Trylogii. Powieść ma za zadanie pokazać, że Polacy mieli trudną historię, ale pokonali niebezpieczeństwa i zagrożenia z zewnątrz. Tutaj Kraszewski miał trudniej niż Sienkiewicz, bo pisał o czasach nie ujętych w zasadzie w kronikach, bo to co jest, to mityczne opowieści albo kroniki pisane całe wieki później. 
Kraszewski oparł więc się na kontrastach. Swojska jest przyroda i knieje, które chronią. Władca, który nie broni praw ludu, staje się wyrzutkiem, a to sama przyroda go niszczy. Pokazuje też Kraszewski najstarszego wroga - siły germańskie. Było to celowe. Żeby nie być zbyt cukierkowym pokazuje autor, że poddani polscy są podzieleni. Nie jest to zbita masa, ale coś jak z 'Wesela' Wyspiańskiego siła niema, która woli przespać pobudkę i 'wici'. Tutaj 'wici' skutkują....  Ale cytat z 'Dziadów', że Polacy są jak ' lawa, z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa. Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi. Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi', sprawdza się tutaj, w tej książce. Takie jest przesłanie tej powieści. Jest też i inne, bliższe pierwszej lekturze, a mianowicie takie, że od przeznaczenia się nie minie i tak jak u Dziwy, miłość jeśli jest prawdziwa, to nie przeminie. 
Wspaniała lektura. 10 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:





środa, 12 września 2018

Podsumowanie lata 2018, następny stosik. Na jesień. I kwiatki oraz ptaszki i inne gadziny....

Cześć,
Tak sobie pomyślałam, że skoro w poście z 20 lipca 2018 roku: Stosik na lato - choć miałam już nie publikować zapowiedziałam stosik na lato, to teraz, gdy już lato mija, należałoby podsumować ten czas. Poza książkami uzbierało mi się kilka miłych zdjęć. Może i Was one zainteresują. Wrzuciłam je już do podstrony 'Moje zdjęcia', ale nie wiem czy wszyscy ją oglądają. 
W tym poście o stosiku na lato zapowiadał się on następująco:
 Tego lata najmilej wspominam powieści kobiece, które czytałam. Może i nie były to przełomowe książki w literaturze, ale na pewno książki, które czytając pochłaniają czytającego. Były to powieści:

'Wszystkie kwiaty Alice Hart', 'Strażniczka miodu i pszczół' i 'Pokój służącej'. Nie, jedna wybitna powieść zrobiła na mnie wrażenie: 'Naznaczona' Hertmansa. Uważnie obserwuję jego twórczość i ta książka wrażenie zrobiła. Z kryminałów to tym razem się rozczarowałam, ale wciąż mile wspominam nowości późnowiosenne w tym temacie, czyli 'Osiem cztery' i 'Dom bez klamek' oraz 'Żmijowisko'. 
Ciekawa była też książka historyczna 'Drapieżny ród Piastów' oraz książka satyryczno-humorystyczna 'Czekoladki dla prezesa'. Jeśli chodzi o ebooki to 'Urobieni'. Świetny reportaż. 
Na najbliższy czas, 'na cito' jak mówią w serialach medycznych czekają mnie te oto książki. 

Panuję też wysłuchać wreszcie 'Doktora Żywago' oraz 'Gliny z innej gliny'. Może pora kopania ogrodu w tym pomoże. Jesienią jest trochę pracy w ogrodzie, a to dobra okoliczność do słuchania pięknej prozy. 
Latem nie wyjeżdżałam. Nie mogę Was więc zaskoczyć zdjęciami z wycieczek. Ale w moim prywatnym rankingu oceny wakacji oceniam je dobrze, bo nigdy nie ma tak, żeby nie mogło być gorzej. Z rozrywek to byłam na  koncercie zespołu country i było całkiem przyjemnie tego słuchać.  Ale  nie będę tutaj snuć prywatnych opowieści, bo moje życie to nuda, natomiast chciałam Wam pokazać zdjęcia 'łona natury' z tego roku. Oto one:
Do mojego okna zapukała modliszka. Nie wiedziałam, że mamy takie w naszym klimacie.

Suszki pamiętam z dzieciństwa. W tym roku też te kwiatki posiałyśmy. Motylka było trudno uchwycić, ale się udało.

W tym roku był wysyp śliwek
Znów motylek


Kiciuś relaksuje się na fotelu.

Znalazłam czterolistną koniczynkę.. Po latach szukania. Moją poprzednią zdewastowali mi gimnazjaliści, gdy im dałam do rąk słowniczek polsko-angielski z koniczynką. Tę już włożyłam w Biblię, bo nikt niepowołany mi tam nie zagląda.

Rok dziwów, zakwitła jabłoń.

Lubię bukiety.

Zakwitła

Przelotem, ale im się spodobało. Tylko że znikły po kilku dniach. Przypuszczam, że gołębiarze złapali, bo mieli na nie chrapkę. Szkoda trochę, bo je polubiłam.
To tyle  lata.
Pozdrawiam,
Iza


wtorek, 11 września 2018

Recenzja zbiorcza serii kultowych komiksów. 'Tytus, Romek i Atomek' Księgi I-XXV. Wreszcie je poznałam...

Cześć,
W ostatnim tygodniu jest mnie mniej czytelniczo, ale zawiniło temu późne lato oraz wizyta u mojego chrześniaka. Wyobraźcie sobie, że chłopak pokochał czytanie. Jestem z tego dumna, bo moja w tym mała zasługa, gdyż pilnując go, gdy był w wieku 'plastycznym', to pokazywałam się mu czytając i  pokazywałam, ze książka nie gryzie. Ucieszyłam się więc, gdy mi powiedział, że na prezent od swojego taty dostał wielką książkę komiksów. Mówił, że mu się bardzo spodobały. Pogadaliśmy sobie o nich. Okazało się, że tych to akurat nie czytałam w dzieciństwie, bo to były lata 80-te i nie wszystko można było kupić, bo by się chciało. Pożyczył mi je do domu. Przeczytałam je w tydzień. Oto one:




Wydanie to od Prószyńskiego i S-ki oparte jest na oryginalnych wydaniach. Całość w pięknym pudle kupiona za 99,99 w markecie budowlanym (chrześniak nie wiedział w jakim). W sumie jest to moje pierwsze konkretne spotkanie z komiksem jako formą literacką. Bo poza 'Przygodami Jonki, Janka i Kleksa', 'Historią biblijną' w komiksie, którą tato kupił mi jak byłam mała na dworcu PKP w Katowicach, bo ryczałam jak syrena i nie chciałam bez niej iść oraz przygodami Jacka i Placka ze 'Skarbu Malucha' z komiksami nie miałam do czynienia. 
Muszę przyznać, że czytanie komiksu jest przyjemne i wciąga, ale nie jest to czynność natychmiastowa - to czytanie, bo przecież trzeba obejrzeć ilustrację, wszystko. Oko nie ogarnia rysuneczku i chmurki błyskawicznie. Ale jest to bardzo przyjemnie spędzony czas. Przyznam się, że najbardziej zafascynował mnie Tytus. Jego żarty i podejście do życia ujęło mnie za serce. Szkoda, że Tytus nie wyruszył znów w świat, bo byłoby wesoło. Po tygodniu czytania Tytusów widziałam małpę na plamie w ścianie (mamy taką przy kominie), czekałam aż wyskoczy w informacjach z Polski w aplikacji w telefonie....  Tytus jest świetny. 
Humor w komiksach Papci Chmiela jest intelektualny, a zarazem życiowy. Z jednej strony przygody Tytusa, Romka i Atomka to wprost satyryczna przygoda intelektualna. Na przykład podróże po Wyspach Nonsensu albo już te z lat 90-tych przygody Tytusa w prywatnej szkole, gdzie jest zmuszany do dawania haraczu albo przygody z kibolami. Wszystko to odnosi komiks do świata wokół. Do tego jest też inny rodzaj komiksu, bardzo wprost i czadami dosadny. Bardzo mnie to śmieszyło. Nawet sfotografowałam sobie niektóre scenki:




























Ten statek małżeński z ostatniego rysunku najbardziej mi się spodobał. Taki życiowy..... Bardzo mnie też bawił opis budowy słonia i piosenki podokienne, jakie śpiewał Tytus. Gdybym miała wybrać postać, z którą najbardziej się identyfikuję, to byłby to Tytus, który chciałby być taki jak inni i dopasować się do swoich ludzkich kolegów:
Jest romantyczny:
Ma swoje zdanie i nie zawsze dopasowuje się do otoczenia:

Jest pomysłowy i kreatywny:

Bardzo ujął mnie odcinek, w którym Tytus zostaje naukowcem, po czym znów postanawia się 'ogłupić', żeby mieć znów czas na kontakty z przyjaciółmi. Oczywiście pozostawia sobie trochę więcej mądrości niż Romek, ale tylko troszkę. 
Ogólnie, podsumowując ten post, trzeba stwierdzić, że pewne rzeczy się  nie starzeją. Jak jest coś dobre to jest. Mnie to rozśmieszyło tak jak pokolenie wyżej i tak jak młodsze pokolenie w postaci mojego chrześniaka. Jemu najbardziej się spodobało to, że Tytus się ożenił.Pewnie i inne rzeczy, bo dziecko nudziarstw by nie czytało. 
Książki musiałam zwrócić właścicielowi, ale pozostawiłam sobie zdjęcia, którymi z Wami się dzielę. 
10 gwiazdek
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars

Ja na Instagramie

Zapraszam na moją stronę na facebooku:

Moje logo

Moje logo

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: