wtorek, 30 stycznia 2018

Książki górskie - mój subiektywny przegląd.

Dzień dobry,
Jak wiemy, o górach obecnie piszą wszystkie media. Książki 'górskie' stanowią osobny nurt w literaturze faktu i są bardzo popularne. Ja jestem góralem nizinnym, ale wspomnienia taterników, alpinistów i himalaistów bardzo lubię czytać. Jest w nich coś z pierwotnej walki człowieka z przyrodą, bezkompromisowość, odwaga, szaleństwo, coś, wobec czego czuję respekt i nie śmiem osądzać. Jak myślę o wyprawach górskich, to automatycznie kojarzy mi się to z obrazem z jednej z tych książek, nie pamiętam której konkretnie, ze wspomnieniem alpinisty o nocy spędzonej na ścianie górskiej, gdy czekał na ranek, na to, żeby nie zamarznąć, nie spaść.
Przypomnę kilka staruśkich książek o górach, które są warte polecenia. Wydano je kiedyś w serii Naokoło świata:
Okładka książki Wspinaczki po chmurach "Może najtrudniej jest odnaleźć ów pierwszy,
ważniejszy, własny kopczyk, znaczący początek drogi,którą zgubiliśmy? Może tylko niewielu z nas go potrafi go spotkać w chwili rozjaśnienia, kiedy ukazuje się choć
przestrzeni wolnej od zamieci? Może ludzie daremnie szukający swego kopczyka - drogowskazu w zamęcie osobistego życia - błądzą coraz bardziej, coraz beznamiętniej, coraz bliżej absolutnej przepaści? Cóż możemy
wiedzieć o istnieniu kopczyków na bezdrożach, bez
wytyczonego szlaku? Kopczykach wiodących do życia
nadziei, do wyraźnej drogi prowadzącej w przyszłość,
tej donikąd, do nicości..."

Zaczęłam cytatem z tej książki. Jest to bodaj najbardziej refleksyjny fragment opowieści, bo tak ogólnie, książka napisana jest lekko, raczej spokojnie, bez zaznaczania dramatycznych uczuć. A historia życia autora, która wyłania się z książki naznaczona jest tymi niewidzialnymi bezdrożami i kopczykami z cytatu.
O co chodzi? Bezdroża to dziwne i pogmatwane powojenne losy lotnika z polskiej dywizji, który podczas wojny latał w RAFie. A po wojnie spotkał g los wielu innych patriotów. Więzienie, brak pracy. Można stracić sens życia. I tutaj pojawiają się kopce. Te kopce to drogowskazy, które nadają życiu sens. Dla autora były to góry Tatry i latanie.
Bardzo płynnie czytałam tę biografię, bo autor pisze lekko, humorystycznie, i nie popada w patos.
Powiem szczerze, że ta książka jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Chyba autor nie miał szczęścia do bycia zauważanym, bo nawet jego książka na liście 'Naokoło Świata' była przy końcu, o niepozornym tytule, po kilku innych książkach o górach. Myślałam sobie, kolejna książka o wspinaniu się! Ale przemogłam się i odnalazłam bardzo ciekawego autora. Wśród gawędziarzy powojennych (jeśli zestawię 'Wspinaczki po chmurach' z 'Królik i oceany') to Schiele jest dla mnie ciekawszy, bo pisze po coś. Ma jakąś myśl przewodnią, która udziela się czytelnikowi.
Autor godny polecenia, a ja dodam go do ulubionych, bo aż szkoda, że ma '0 fanów'. 
7 gwiazdek
Okładka książki W burzy i mrozie 




Kolejna książka o wspinaniu się w górach, do której nie dotarłabym, gdyby nie seria, którą czytam. Ale nawet taki 'szczur wyżynny' jak ja odnalazł w niej wartości uniwersalne - jest to pokonywanie lęków, ograniczeń, wspieranie się i oderwanie od układów cywilizacji. Warto przeczytać, tym bardziej, że czyta się płynnie.
6 gwiazdek







Okładka książki W stronę Pysznej W stylu książka przypomina mi Boya- Żeleńskiego o Krakowie. Ale jako że jestem szczurem wyżynnym, nudziłam się przy opowieściach o kolejnych lawinach i kolejnym udanym przejściu przez Tatry. Przy końcu książki znów się wciągnęłam - to dzięki opowieściom o zaginięciach turystów w Tatrach. Kilka życiorysów znanych narciarzy tatrzańskich, niestety, nie było tej niesamowitej historii Marusarza, choć sam olimpijczyk został wspomniany. Inni - może i ciekawi, ale nie znam ich. Ciekawe zdjęcia, gdzie widzimy piękne krajobrazy i przegląd mody narciarskiej. 
4 gwiazdki







Okładka książki Moje góry Biografia alpinisty, ale biografia 'wewnętrzna'. Autor opisuje swoje największe wyzwania, porażki i sukcesy. Wyjaśnia, co go pcha w góry, dlaczego człowiek chce narażać swoje życie. Ja nie jestem alpinistką, a nawet przeraża mnie wejście na drabinę, ale tę książkę czytałam z zapartym tchem. Dopiero teraz rozumiem Kukuczkę i innych. Czytając, miałam wrażenie, że 'mój duch' przebywa na półeczce skalnej i kuli się przed mrozem, śniegiem i lawiną. Przepiękny sposób opisu.
Przede wszystkim zaś autor opisuje niecodzienny dzisiaj system wartości, takich jak honor, współpraca, hart ducha i odporność na stres i wyczucie, kiedy należy walczyć do końca, a kiedy odejść, by powrócić, gdy dojście na szczyt będzie możliwe. Wiele się z tej książki nauczyłam. 
8 gwiazdek

Okładka książki Komin Pokutników Gdyby nie seria 'Naokoło Świata' do głowy by mi nie przyszło sięgać po książkę o taternictwie. Chyba nie ma tematu bardziej odległego ode mnie: bo nie lubię zimy, nawet na drabinę wchodzę z drżeniem nóg... I w ogóle jak już, to wolę się poopalać. No może nie będę ciągnąć dalej tej spowiedzi. W każdym razie bałam się, że będzie to 418-stronicowa (na czytniku) droga przez mękę nudy.
A jednak książka mnie zaskoczyła. Przede wszystkim tym, że czytało się ją dobrze. Autor pisał językiem ciekawym i widać, ze miał plan na książkę. Opisał w niej swoje dokonania, trudy wspinaczek, towarzyszy wypraw, przyjaciół, momenty radości i tragedii. Co prawda nie znam większości terminów z taternictwa, ale dzięki tej książce wyobraziłam sobie jakim hartem ducha muszą wykazywać się alpiniści, którzy walczą z wysokością, grawitacją, lawinami, pogodą i własnym zmęczeniem.
Poza hartem ducha, uczucia, które opisuje Jan Długosz to solidarność, odpowiedzialność za każdy krok swój i towarzyszy, odwaga walki o obrany cel, ale i odwaga poddania się, poczucie sukcesu i żal wobec klęski swojej i innych. Są to cechy, które cenię w ludziach i które giną w naszym obecnym świecie popkultury.
Wydaje mi się, że dzięki tej książce lepiej zrozumiałam te rzesze alpinistów, którzy ryzykują życie na 'szczytach świata'. 
7 gwiazdek

Czytaliście? Znacie?

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Sylvain Tesson 'Berezyna. O męskiej przyjaźni, podróżach motocyklem i micie Napoleona'

Książka ukazała się 19 października 2017 roku w wydawnictwie Noir sur Blanc. Miałam ochotę przeczytać tę książkę, gdy tylko przeczytałam o jej istnieniu na stronie internetowej. Ciekawy jest pomysł na tę książkę. Opisuje ona podróż motocyklową Tessona na motocyklach Ural w dwusetletnią rocznicę odwrotu armii Napoleona z Rosji. Słuchajcie, kto po tych dwustu latach pamięta, że coś takiego było? A było przecież, a Napoleon był bliżej zdobycia Rosji i Europy niż Hitler. Towarzyszą mu czterej przyjaciele: szef Alliance Francaise w Doniecku, znany francuski reporter oraz dwaj Rosjanie, którzy potrafią naprawić motocykl Ural w każdym miejscu. Tesson odbył tę podróż w grudniu, zimą, podobnie jak armia Napoleona 200 lat temu. 
Kampania rosyjska (1812)

Podróż Tessona (2012)

Ma swoje przemyślenia na temat Europy i  Napoleona oraz solidną podbudowę merytoryczną.  Jego opisy podróży, tego jak im idzie, jakie przeżywają trudności i co widzą za oknem, kogo spotykają, przeplatają się z podróżą sprzed dwustu lat. Tesson zaczerpnął ją z literatury. Na bieżąco podczytywał wspomnienia Armanda Caulaincourta (francuskiego generała i dyplomatę - francuskiego ambasadora w Petersburgu, który stanowczo odradzał Napoleonowi I wyprawę rosyjską) oraz sierżanta Bourgogne', a ponadto sięgał do 'Wojny i pokoju' Tołstoja, gdy wspominał postawę Rosjan. Tesson pisze z talentem, umiejętnie przechodzi od współczesności do historii, tak jakby to co widzi wokół siebie nagle znów stawało się histrorią sprzed 200 lat.
Tesson nie kryje swoich poglądów na historię, ale i na współczesność. Ta wyprawa jest dla niego próbą oceny Napoleona, ale i Rosji, tego czym była, czym się stała i czym jest. Znamienne dla mnie było to, że on i cała jego ekipa podróżnicza są sympatykami Rosji, Rosjan i widzą wady Europy. 
Oto przykład z książki:


Może przytoczę fragment: 'Straciliśmy wigor. Po drugiej wojnie światowej coś się wyraźnie zmieniło. Paradygmat społeczny uległ transformacji. Przestaliśmy wierzyć we wspólne przeznaczenie'. - przestaliśmy wierzyć we wspólne przeznaczenie! I chyba to jest istotą kryzysu współczesnej Europy. Spostrzeżenia Tessona są mądre i trafne. Odkrywcze jest to, że autor sięga aż do Napoleona, który żył tak dawno. W istocie jednak to jego wielkie kampanie i panowanie zmieniło Europę i zaczęło ją kształtować w to, czym jest teraz. Jednocześnie jego nieudana kampania rosyjska sprawiła, że Rosja też stała się tym czym jest teraz. Napoleon i jego odwrót wzbudził jedność narodową. Tesson mówi też o sympatii francusko-rosyjskiej, która była dwieście lat temu, pomimo wojen, i jest teraz. W tym zestawieniu Tesson widzi siłę Rosji i gliniane nogi Francji i Europy. 
Zwróciłam też uwagę na to jak Tesson widzi Polskę. Oto przykłady:

'Było niemal tyle samo kapliczek i symbolicznych wizerunków drogi krzyżowej co słupków kilometrowych przy drodze'.... 'Walec historii tyle razy przetaczal się przez ten kraj, że był on równy jak stół'.... - Nie da się odmówić Tessonowi racji......
 Świetnie mi się czytało tę książkę. Nie jest obszerna, ale za to treściwa. Te 180 stron czytałam 2 dni, żeby móc się spokojnie zastanowić nad myślami zawartymi w książce. Książka została nagrodzona: została wybrana „Najlepszą książką podróżniczą 2015 roku” magazynu „Lire”, zdobyła również nagrodę de Hussards 2015 oraz nagrodę literacką Armée de Terre - Erwan Bergot 2015 (cyt. za Noir sur Blanc). Słusznie, jak mi się wydaje, bo to wartościowa lektura, skłaniająca do zastanowienia się nad tym, co nas otacza i gdzie idziemy jako Europa. Polecam Wam. 
10 gwiazdek
Za książkę dziękuję











piątek, 26 stycznia 2018

Marcin Wroński cykl o Zydze Maciejewskim - recenzje i podsumowanie cyklu

Źródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_Wro%C5%84ski
 Dzień dobry,
 Niedawno pisałam o jubileuszu tego lubelskiego pisarza:
Tak się złożyło, że miałam w planie przeczytać wreszcie całą serię o Zydze, więc ten jubileusz był dobrym pretekstem. Wcześniej przeczytałam i pokochałam 3 książki o Maciejewskim, drugą, trzecią i siódmą:
  Marcin Wroński, Kino Venus, A na imię jej będzie Aniela
Marcin Wroński, Kwestja krwi .
 Na pozostałe miałam ochotę, ale przez 2 lata nie miałam na to czasu. 
Oto cały cykl po kolei według Wikipedii:

Cykl z komisarzem Zygą Maciejewskim

  • Morderstwo pod cenzurą, wyd. I: Lublin, wyd. Red Horse, 2007 (pt. Komisarz Maciejewski. Morderstwo pod cenzurą); wyd. II: Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2010; wyd. III: Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2011 (Lato z kryminałem, „Polityka”, 2011, t. 7).
    • Wyd. ros.: Нецензурное убийство, tłum. Jelena Barzowa, Gajane Muradian, Moskwa, Gesharim/Mosty Kultury, 2012.
  • Kino Venus, wyd. I: Lublin, wyd. Red Horse, 2008 (pt. Komisarz Maciejewski. Kino Venus); wyd. II: Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2011; wyd. III: Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012 (Lato z kryminałem, „Polityka”, 2012, t. 2); wyd. IV: Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2012.
    • Wyd. ros.: Кинотеатр «Венера», tłum. Natalia Wiertiaczyk, Moskwa, Gesharim/Mosty Kultury, 2012.
  • A na imię jej będzie Aniela, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2011.
  • Skrzydlata trumna, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2012.
  • Pogrom w przyszły wtorek, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2013.
  • Haiti, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2014.
  • Kwestja krwi, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2014.
  • Portret wisielca, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2016.
  • Czas Herkulesów, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2017.
Jak mówi sam autor w wywiadzie w GW, w planie jest jeszcze zbiór opowiadań, bo cały kontrakt przewidywał 10 książek. Mam nadzieję, że znajdzie się w tym zbiorze opowiadań coś o dalszych losach Zygi, czy na starość wrócił do Róży i czy poznał syna. 
Oto nagrody i wyróżnienia dla autora jakie wylicza Wikipedia:
 

Nagrody i wyróżnienia

  • Medal 700-lecia Miasta Lublin (2017)
  • Nagroda Wielkiego Kalibru oraz Nagroda Wielkiego Kalibru Czytelników za Pogrom w przyszły wtorek (2014)
  • Nagroda Artystyczna Miasta Lublin za rok 2012 (2013)
  • Kryminalna Piła dla najlepszej polskiej miejskiej powieści kryminalnej w roku 2013 za Pogrom w przyszły wtorek (2014)
  • Nagroda Wielkiego Kalibru Czytelników za Skrzydlatą trumnę (2013)
  • Medal Prezydenta Miasta Lublina (2012)
  • honorowy tytuł Bene Meritus Terrae Lublinensi (Dobrze Zasłużony dla Ziemi Lubelskiej) w 2009
  • siedmiokrotnie nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru w latach 2008-2017
  • nominowany do honorowego tytułu Ambasador Województwa Lubelskiego (2015)
  • zgłaszany do Paszportu Polityki za Kino Venus (2008) i Skrzydlatą trumnę (2012)
A to moje opinie o tych książkach z LubimyCzytać, przeczytanych w ciągu ostatnich 2 tygodni: 
  'Morderstwo pod cenzurą'
Okładka książki Morderstwo pod cenzurąPostanowiłam przeczytać wszystkie części serii z Zygą Maciejewskim, ale nie jest to moje pierwsze spotkanie ze światem Wrońskiego. Czytałam 'Kino Venus', 'I na imię jej będzie Aniela' oraz 'Kwestję krwi'. W
'Morderstwie pod cenzurą' poznajemy Zygę w roku 1930, gdy musi on zmierzyć się z wyjątkowo okropnym morderstwem. Jego policyjny nos prowadzi go do elit Lublina, wielkich pieniędzy i zadawnionych historii polsko-żydowskich.
Bardzo mi się spodobało to, że w każdym tomie autor pokazuje jakieś inne ciekawostki z życia Zygi, odkrywa coś nowego z jego bardzo skomplikowanego charakteru. Tutaj jest to epizod z wojny bolszewickiej oraz wspomnienia żony. Zdaje mi się, że nie było tego w tomach, które czytałam wcześniej.
Bardzo ciekawe są też detale z życia przedwojennego Lublina i wczucie się w przedwojenną mentalność. Z wielką przyjemnością śledziłam akcję, dialogi i całą intrygę.
Wszystko to sprawia, że jest to naprawdę pierwszorzędny kryminał retro i świetna rozrywka dla tak zbolałego umysłu jak mój.
Oceniam na 8 gwiazdek

'Skrzydlata trumna:
Okładka książki Skrzydlata trumna Pisałam Wam wczoraj, że czytam Wrońskiego całościowo i wreszcie w całości. Ta część cyklu o pechowym komisarzu rozgrywa się w dwóch planach czasowych, bo w 1945 i 1936. Tylko 9 lat, a świat Zydze zmienił się diametralnie! Jak zawsze u Wrońskiego kryminał napisany jest znakomicie. Zachwyca mnie ta oszczędność w narracji, ta umiejętność pokazywania indywidualności postaci poprzez ich gesty, zachowania, sposób mówienia. To naprawdę dobra proza i dopracowane książki. Przedwojenna intryga rozgrywa się w kręgach obronności, pojawia się też wątek narkotyków. Świetny jest wątek osobisty Zygi i Róży i ta jego walka wewnętrzna odnośnie ponętnej krawcowej. W tym 'odcinku' Wroński zwraca uwagę na analfabetyzm ludu, na ich ubóstwo i w zasadzie bezradność, bo ludzie, z którymi Zyga rozmawia w zasadzie nie mieli szans na wybicie się. Smutne jest też to, co mówi ten stróż. Miał skończone 'w zasadzie' 4 klasy i nie umiał czytać. A krytykuje się współczesnych nauczycieli za brak efektów! Słuchajcie: 4 klasy jednak skończył, a alfabet to materiał na 1 rok szkolny, za moich czasów na pół roku szkolnego.
Świetna, wciągająca seria. 
Też 8 gwiazdek 

'Pogrom w przyszły wtorek"
Okładka książki Pogrom w przyszły wtorek Jak zwykle u Wrońskiego powieść świetnie napisana, choć jak dotąd według mnie najbardziej smutna, bo w całości rozgrywa się po wojnie, gdy Zyga i cała jego ekipa, ba, cały jego świat, legł w gruzach. On czuje się skończony, Róża przechodzi z rąk do rąk jak kwiat, ale i tak świetnie się to czyta, jednym tchem. Nastrój jak w 'Czasie honoru'. Ta Izabela kojarzył ami się z postacią graną przez Bohosiewicz. Major Grabarz miał dla mnie twarz Adama Ferency, i nie chodzi tu o urodę, ale o postać. Według mnie świetnie by zagrał tę postać. W ogóle postać Grabarza została w tej części rozwinięta. Bardziej go rozumiemy. Według mnie była to najbardziej brutalna ze wszystkich części o Zydze Maciejewskim. Podtrzymuję swój zachwyt.
 8 gwiazdek




'Haiti'
Okładka książki Haiti Ta część przygód Zygi stoi na przeciwnym biegunie do poprzedniej, bo tamta była o samolotach, a ta jest o klasycznym koniu, a raczej o klaczy (kobyle?). Tamta rozgrywała się w trudnych czasach powojennych, a ta znów wraca do przedwojnia, a konkretnie do roku 1938. Rok 1951 pojawia się tylko szczątkowo i w scenach genialnych, gdy zrujnowany i złamany przez życie Zyga drepcze przez hipodrom w towarzystwie klaczy Haiti. A to dorożkarz, a to major powojenny chcą ją kupić, a on głupi w drogę służbową wierzy. Do końca miałam nadzieję, że pan Wroński (który przecież 'trzęsie' tym światem Zygi) oszczędzi konia.....
Sama intryga dotyczy zabójstwa człowieka w końskim boksie oraz kradzieży kasy pancernej. Akcja rozszerza się o różne miejscowości Lubelszczyzny, w tym o warsztat ślusarski oraz dworek ziemiański, a nawet lubelski burdel i plebanię ostatniego wierzącego wikariusza przedwojennej Lubelszczyzny.
Akcja przeprowadzona została znakomicie, dawkując informację i napięcie, świetnie konstruując postacie i ich wewnętrzne dylematy. Mamy nawiązania do wojny polsko-bolszewickiej, ale i urywki gazet z 1938 roku. Wszystko to napisane z klasą i talentem.
W roku opublikowania tej części, czyli 2015, Marcin Wroński został laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru. Bardzo słusznie, bo to naprawdę dobra seria, a ta konkretna część jest jedną z najlepszych książek o Zydze Maciejewskim. 
8 gwiazdek

 'Portret wisielca'
Okładka książki Portret wisielca Kolejny świetny kryminał pióra Wrońskiego. Najciekawsze było w nim to 'gonienie króliczka', bo samo rozwiązanie było chyba symbolem losów Zygi i jego ekipy, które znamy z poprzednich tomów? W każdym razie Wroński zanurzył się w świat międzywojennych studentów obu lubelskich uczelni: katolickiego KULu i żydowskiej jesziwy. W typowym dla siebie stylu autor 'obiera' świat przedstawiony z pozorów i dogmatów i szuka prawdziwych motywów postępowania bohaterów. W gruncie rzeczy to w tej części było wiele humoru, bo i te deski, i ta skąpa gospodyni.
Tym razem zwracałam uwagę na dialogi, w których autor zawarł całe retro tej książki. Świetna jest, po raz kolejny.
8 gwiazdek




'Czas Herkulesów'
Okładka książki Czas HerkulesówTo mój siódmy kryminał Wrońskiego w ciągu ostatnich dwóch tygodni, więc może i jestem po prostu zmęczona, ale książkę przeczytałam z wielką biedą i oceniam ją gorzej niż te pozostałe.
Jakoś nie kleiła się w niej intryga. Sami policjanci też nie mieli ochoty tego rozwikływać. Natomiast językowo oraz fabularnie autor pokazał klasę, bo pod względem klimatu retro książka jest świetna. Ukazany został Chełm z roku 1938, pełen uprzedzeń rasowych. Całe to dziwne śledztwo, na którym nikomu nie zależy, jest pretekstem do ukazania jak bardzo Polka międzywojenna była pełna uprzedzeń i ksenofobii. Więc rosnące takież nastroje obecne nie są nowe, są tylko ujawnianiem się tego co już było, niestety. Mamy więc w powieści chełmskie wyszynki, w których mieszkańcy wiedzą czy mogą chodzić, czy nie. Są też podejrzani oraz posterunkowi. Obowiązują też ścisłe reguły narodowościowe, którym wszyscy się podporządkowali, bo nie można inaczej. Panuje zmowa milczenia i - jak by to nazwać - niepisana umowa społeczna? W tym świecie władzy i podporządkowania się są też ludzie: chrześcijanie, prawosławni, żydzi (bo chyba kryterium chodzenia do świątyni definiuje ten świat z 1938 w książce), których motywy zachowań są prostsze i stare jak świat: rządzi nim władza, pieniądze i 'chuć', jak by powiedział Stanisław Przybyszewski.  To dosyć pesymistyczne zakończenie tej serii. 
6 gwiazdek

Ogólne podsumowanie:
Są to znakomite książki kryminalno-historyczne, pokazujące, że polska literatura kryminalna ma się znakomicie. Kryminały Wrońskiego pisane są z dbałością o język,o detale historyczne, o żart i zgodność z prawdopodobieństwem. Autor pisał 'tylko' jeden kryminał na rok, więc to świadczy o staranności autora. Ponadto jest to autor lubelski, z moich stron, więc tym większa jest moja sympatia do tych książek. Teraz kryminałów pisze się naprawdę dużo, książek retro też, ale książka książce nierówna. Te są naprawdę świetne i je polecam. Mi  je tez polecił znajomy, który lubi dobrze napisane książki. Ja tez jestem tego samego zdania, bo jest teraz tyle pisarzy kryminałów, że czytelnik zmuszony jest wybierać, te, które najbardziej by chciał przeczytać. Sam Wroński mówi o swojej serii, że starał się nie powtarzać schematów i w każdej książce pokazać się z innej strony. I mu to świetnie wyszło. Odbrązawianie legend i historii wyszło mu znakomicie. Według mnie jest to jedna z zalet tego gatunku literatury popularnej: kryminału  retro: że można w nim pokazać bolączki i wady narodowe w lekkostrawnej formie. Jak tak czytałam te książki i myślałam nad tym, co Wam napiszę, to mi się przypomniał Sowizdrzał z polskiego późnego średniowiecza. Nazywało się to karnawalizacja i polegało na tym, żeby wady świata, układy i koterie rządzące społeczeństwem oraz zbiorowe lęki i fobie ukazać w sposób lekki o obśmiać, a tym samym zneutralizować truciznę. A po wyjściu z teatru ludzie znów wracali do tego poukładanego na korzyść bogatych i wpływowych świata. 
Co mi pozostanie z tych książek? Wspomnienie miłej lektury oraz kilka kierunków, w które chciałabym się zagłębić z czytaniem. A konkretnie: 
'A na imię jej będzie Aniela' skłoniła mnie do czytania książek o donosach przez Polaków na 'Gistapo'. Ciekawy jest  też poruszany w ostatnich częściach wątek dyskryminacji prawosławia i Ukraińców w Polsce międzywojennej i to jak to się miało za życia Piłsudskiego i po jego śmierci. Sam klimat retro Lublina skłania mnie ku czytaniu innych retro powieści, których ostatnio kilka się ukazało.

czwartek, 25 stycznia 2018

Stephenie Meyer Cykl 'Zmierzch' - parę słów o tej sadze




Źródło: https://www.thebalance.com/what-can-we-learn-from-writer-stephenie-meyer-1277074

Dzień dobry,
Pakiet: Saga Zmierzch - Meyer Stephenie
Źródło: Empik
Dziś chciałam napisać parę słów na temat pewnego czytadła, w którym zaczytywały się kobiety i dziewczęta na całym świecie kilka lat temu. Moda na to była ogromna, jak wszyscy pamiętamy, potem były filmy, a teraz moda na nie przeminęła równie gwałtownie jak nastała. Mówię o sadze wampirycznej dla nastolatków Stephenie Meyer. Nie znam aż tak bardzo tzw. new adult , którego to wyrażenia szczerze nie znoszę, ale wiem, że świetnie pokazuje ono modne książki o romansach w liceum.W samym wyrażeniu jest sprzeczność, bo albo coś jest młode albo dorosłe. Jest też zwrot tzw. stary maleńki, ale chodzi w nim o coś innego.

Niedawno jakaś dziewczyna na jakimś forum o książkach zadała całkiem sensowne pytanie. Dlaczego wszyscy tak źle oceniają te książki, chociaż tyle osób je czytało? Nikomu się one nie spodobały? A że ja czytałam je 'onegdaj', a następnie na LubimyCzytać po kilku latach dałam temu cyklowi 1 gwiazdkę, więc  pomyślałam, że napiszę o tym. 

Już mówię szczerze, jak ja widzę tę serię. Konkretnie 3 pierwsze części czytałam z oczekiwaniem na to, żeby ta dziewczyna wybrała tego na motorze, a czwartą przeczytałam dla porządku, ale uważam, że 'Przed świtem' to bełkot. Te walki wampirów były żenująco głupie, a już najbardziej żenujące było zapisywanie w 'testamencie' mp3-ki z muzyką. To jest gniot wszech czasów, ta czwarta część. Nie uważam jednocześnie, że pozostałe były wybitne, bo to po prostu czytadła. 
'Zmierzch' był według mnie tak popularny, bo poruszył problem ważny dla wielu nastolatek i nastolatków. Przypomnijmy, że bohaterka przenosi się do ojca, gdzie czuje się samotna, nie ma przyjaciół i czuje się obco, a jednocześnie chce być sobą, ze swoim stylem ubierania się i spędzania czasu. Sympatie, które się pojawiają, i sceny w książce są subtelne. Nie ma tam ostrego seksu przecież, są za to marzenia nastolatki, a to jest bliskie wielu młodym czytelniczkom. 'Księżyc w nowiu' i 'Zaćmienie' to historia tego uczucia i dylemat dziewczyny, którego wybrać i sporo scen obyczajowych realnej Ameryki, takiej małomiasteczkowej. Przyznam się Wam się, że czytałam to z ciekawością, bo chciałam, żeby wybrała tego wilkołaka, tego ciemnego. Wciągnęłam się wtedy. Bo czytałam to w jednym ciągu, w czasie Bożego Narodzenia. Koleżanka z pracy pożyczyła mi najpierw 2 tomy, a za 2 dni następne. Moim skromnym zdaniem, i miałam takie zdanie już jak to czytałam, głupim pomysłem, był ten wątek wampirzej rodziny. Jeszcze w książce jakoś to się czyta, ale filmy z tymi pobielonymi twarzami i skokami obrobionymi na komputerze, są dosyć głupie i niestraszne. 4 części nawet nie oglądałam, bo było to ponad moje siły.  
Rozmawiałam na temat tej sagi z taką moją koleżanką, polonistką. Ona czyta rzadko, ale czyta. Opowiadała, że  jej uczniowie przynosili te książki na lekcję i czytali pod ławkami. No i ona przeczytała to. Ta moja koleżanka zawsze miała inny gust niż ja, więc jej ta miłość Belli (o, dopiero sobie jej imię przypomniałam) i tego chudego wampira, jej się to podobało i te sceny z jego rodziną. Ja mam zdanie przeciwne, bo pomijając niskie walory artystyczne, w tym całym wątku drażniło mnie izolowanie dziewczyny od zewnętrznego świata. Dlatego kibicowałam temu drugiemu. Pomijając fantasy, co mówi ta książka czytelniczkom? Że dziwny chłopak, który ma rodzinę  na uboczu, gdzie nikt nie chodzi, jest wspaniały i romantyczny. Że izolowanie jej od zewnętrznego świata jest pociągające. Nie spodobało mi się to w ogóle, ale to przeczytałam. 
Wiecie, to było jeszcze zanim miałam czytnik i zanim założyłam bloga i konto na LubimyCzytać. Nie wiedziałam o wielu ciekawych nowościach. Więc obyczajówkę sobie przeczytałam z miłą chęcią. Poza tym 4 tomem, co już Wam mówiłam. Teraz pewnie bym to sobie darowała. Stąd jedna gwiazdka na LubimyCzytać. Ale znalazłam gdzieś audiobook po angielsku, z pierwszej części. I mogę go polecić dla uczących się angielskiego, bo jest łatwy, czytany wolno i zrozumiale.
Meyer trafiła w jakąś niszę czytadeł, miała swój czas i trafiła na modę na tę książkę. Tak to czasami bywa. Wydaje mi się, że moda ta minęła i nie ma co rozdzierać szat nad tym, że saga ta jest czytadłem.  I tak jest mniej wulgarna niż wiele obecnych książek dla tej grupy wiekowej. Czy poleciłabym ją komuś? Nie wiem. Wolałabym, żeby czytali mądrzejsze książki, ale jak już by się uparli, to może lepsze jest to niż te ociekające seksem i pijaństwem powieści dla nastolatek?
A Wy co myślicie?

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Filmy na święta. Ja i Czteropak DVD - co oglądałam, co mi się spodobało, a co nie.

 Dzień dobry,
Święta już minęły, choinki już od dawna na śmietnikach.
Trochę z tym postem jestem spóźniona, ale mam wytłumaczenie, bo dopiero kilka dni temu skończyłam to oglądać. Po lewej widnieje okładka DVD. To moja własność. Dostałam ją kilka świąt temu od cioci i prawdę mówiąc myślałam, że to zbiór amerykańskich kreskówek, nie dla mnie. Dopiero przed tymi świętami zauważyłam, że jest tam 12 pełnometrażowych filmów. Oto zawartość tego czteropaku DVD:
 

 Niektóre filmy spodobały, inne mniej, ale miałam znakomitą powtórkę języka. 
Najfajniejsze były:
Scrooge (1951)
Kraj: Wielka Bryt...
Gatunek: Dramat, Fan...
9/10
Wersja nastawiona na pokazanie psychologizmu postaci, bardzo wyrazista, pomimo że czarno-biała. Wszystko mi się w niej podobało.
9 dni temu
 To już moja 3 wersja tej świetnej noweli Dickensa. Znakomicie pokazana osobowość Scroodża, co uwydatnia jego wygląd. W nowszych wersjach Ebenezer jest czysty i schludny. Tu odwrotnie:
Kadr z filmu
Kolejny świetny film świąteczny to opowieść z wiewiórką w tle:

Znalezione obrazy dla zapytania The Great RupertGwiazdkowy prezent (1950)
The Great Rupert
Kraj: USA
Gatunek: Familijny, ...
7/10
Stara histotria, ale urocza. Bardzo dobrze mi się oglądało. Świetny Rupert - wiewiórka. Tylko kto tak przetłumaczył tytuł?
Znalezione obrazy dla zapytania The Great Rupert
6 stycznia
Jest to opowieść o dwóch rodzinach, które zamieszkały obok siebie. Ci biedni są artystami, a ci bogaci mają ojca, któremu w głowie tylko pieniądze. Zbliżają się święta, a nasi artyści nie mają nawet pieniędzy na kupno choinki. Rupert jest niewidzialnym Świętym Mikołajem.  Oglądanie tego było przyjemnością.
Znalezione obrazy dla zapytania The Great Rupert
Kadry z filmu
Znalezione obrazy dla zapytania The Great Rupert
Tytułowy Rupert
 Bardzo spodobał mi się również:
Cud na 34 ulicy (1947)
Miracle on 34th Street
Kraj: USA
Gatunek: Dramat, Fam...
8/10
Niesamowicie ciepły film, z dobrze dobranymi aktorami.
11 dni temu
Córka Doris marzy o pięknym domu od Mikołaja. Jej matka, rozwódka, twardo stąpająca po ziemi uczy córkę, że cudów nie ma, że jest tylko to co się widzi. Gdy zamieszkuje z nimi Mikołaj, który za cel obrał sobie pokazanie dziecku, że marzenia się spełniają, gdy adorator Doris, wzięty prawnik jest tego samego zdania, dziecko coraz bardziej przekonuje siebie oraz matkę, że miłość istnieje i że warto marzyć. 
Uroczy film, który pokazuje czym są święta:
Znalezione obrazy dla zapytania Miracle on the Elm street 1947
Kadry z filmu
Znalezione obrazy dla zapytania Miracle on the Elm street 1947Znalezione obrazy dla zapytania Miracle on the Elm street 1947
 Spodobała mi się też opowieść z duchami w tle:
Znalezione obrazy dla zapytania Beyond Tomorrow 1940Wigilijna miłość (1940)
Beyond Tomorrow
Kraj: USA
Gatunek: Fantasy, Ro...
7/10
Stary film, ale ciekawy. O miłości.
5 stycznia
Trzej bogaci przyjaciele postanawiają się przekonać, czy ludzie są życzliwi. Wyrzucają za okno portfele z pieniędzmi i adresem i czekają na ich zwrot. Trójka ludzi, którzy je znajdują, wikła się w relację, a pilnują tego duchy tychże właścicieli. 
Pojawia się ciekawa historia miłosna, w której główny bohater musi się przekonać co jest wartościowe w kobietach, a co nie.To opowieść o miłości:
Znalezione obrazy dla zapytania Beyond Tomorrow 1940Znalezione obrazy dla zapytania Beyond Tomorrow 1940
Kadry z filmu
Znalezione obrazy dla zapytania Beyond Tomorrow 1940Znalezione obrazy dla zapytania Beyond Tomorrow 1940

Pozostałych 8 filmów wynudziło mnie mniej lub bardziej, tudzież rozśmieszyło beznadziejnymi kostiumami albo sztuczną grą aktorską  albo zniesmaczyło, jak ten film o chłopcu, który umarł i chodzi po niebie. 
Małe kobietki (1949)
Little Women
Kraj: USA
Gatunek: Familijny, ...
4/10
11 dni temu
The Pilgrimage Play (1949)
Kraj: USA
Gatunek: Dramat
3/10
Najgorszy był ten ton głosu aktora grającego Jezusa. Zdaję sobie sprawę z trudności przy takim filmie, ale wszystko tu było takie jak na świętym obrazie i ten drętwy głos.
13 dni temu

Santa Claus (1959)
Kraj: Meksyk
Gatunek: Familijny, ...
Mikołaj nie może dotrzeć z prezentami, bo przeszkadza mi diabeł i ujadający pies.... 
3/10
4 dni temu
A Christmas Without Snow (1980)
Kraj: USA
Gatunek: Dramat, Muz...
3/10
Trochę nie wiadomo o czym.
5 dni temu
Święty Mikołaj wyrusza na podbój Marsa (1964)
Santa Claus Conquers the Martians
Kraj: USA
Gatunek: Familijny, ...
2/10
Sam pomysł był ciekawy, ale realizacja okropna. Kostiumy z rurek i pudełek, sceneria z sali gimnastycznej. Ale fajny Mikołaj, o ujmującym uśmiechu.
7 dni temu
The Littlest Angel (1969)
Kraj: USA
Gatunek: Familijny, ...
3/10
Trochę nudny. Trochę? Całkiem nudny. Siedziałam jak na szpilkach. Choć sam pomysł, że chłopiec umarł i chodzi po niebie był smutny.
7 dni temu
Jeśli chodzi o tych 27 classic christmas cartoons to były one różne. Raczej nudne, ale łączył je sposób pokazania Mikołaja. Zawsze się śmiał i to była jego charakterystyczna cecha, której nie posiada polski Mikołaj. Najgorsza była, moim zdaniem, bajka prototyp Muppetów 'Santa in Animal Land'. Ten głos był tak idiotyczny, że oglądałam ją kilkakrotnie:
 Natomiast moim faworytem była bajka o piesku. Prześliczna kreskówka 'Hector's Hectic Life':
Podsumowując całość. spędziłam ponad 2 tygodnie z filmami i kreskówkami vintage, co w sumie było miłe i pouczające. 
Do następnych świąt, obym ich nie musiała spędzać z pilotem telewizyjnym.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...