środa, 28 lutego 2018

Kazuo Ishiguro 'Okruchy dnia' - za dobre na obyczajówkę, za słabe na Nobla

Okładka książki Okruchy dnia Do sięgnięcia po tę książkę skłoniła mnie nie Nagroda Nobla, ale film, którego ja co prawda nie obejrzałam, gdyż Morfeusz był silniejszy niż Anthony Hopkins, ale obejrzała go moja mama i jej się spodobał. Więc postanowiłam wysłuchać książki jako audiobook. Zaczęłam, ale byłam znudzona. No ale ten Nobel i film (a ja wolę najpierw przeczytać książkę), więc uczyniłam drugie podejście i postanowiłam ją przeczytać. Książka długa nie jest, więc jakoś dałam radę i ją ukończyłam czytać.Ale prawda jest taka, że gdyby nie ten film i nie ten Nobel to odrzuciłabym ją bez żalu już po porażce z audiobookiem.
Widziałam te wszystkie peany na cześć 'Okruchów dnia' na LubimyCzytać i zaledwie kilka opinii krytycznych. Ja napiszę swoją. 
Według mnie książka ma i zalety, i wady. Tak jak napisałam w tytule w mojej opinii jest za dobra na obyczajówkę, a za słaba na Nobla. I to zdanie podtrzymuję. Czytałam 'Nie opuszczaj mnie' kilka lat temu i wówczas wyrobiłam sobie zdanie o tym autorze, że pisze wzruszająco, że ma swój cel w powieści i się jego trzyma, że pisze dobrze, ale że to są bardzo dobrze napisane obyczajówki, że do arcydzieła im daleko. Teraz po przeczytaniu 'Okruchów dnia' jestem tego zdania już pewna. Powieść powinna zdobyć mistrzostwo świata w opisywaniu angielskości. Jednakże, może to zasmuci aglofilów, ale angielskość to nie wszystko! Życie pokazało, że europejskość to nie wszystko, że świat się nie kończy na europejskim stylu życia.
Jestem pełna podziwu dla warsztatu pisarskiego autora, bo konsekwentnie budował postać głównego bohatera w tej jego angielskiej sztywności. Pojawiły się akcenty polityczne w powieści, ale nie zostały one zrealizowane, a jedynie zarysowane. Myślałam, że relacja z ojcem zostanie bardziej rozpisana, a tymczasem nie. Myślałam, że wątek pani Kenton zostanie opisany - nie. Nawet wątek miłosny nie został w pełni pokazany. Ja po prostu jestem tą książką lekko rozczarowana. O ile 'Nie opuszczaj mnie' pomogło mi uświadomić sobie, że każde życie ma wartość, że trzeba doceniać człowieczeństwo, że w kulturze widać nasze życie wewnętrzne, a ta  wiedza była mi potrzebna wówczas, to ta książka uczy chyba, że można przegapić miłość i uczy jak postępować w pracy z tymi, którzy nas krytykują. Trzeba się obrazić i powiedzieć, żeby zwracał się na piśmie! Ba, trzeba było mi to powiedzieć 7 lat temu, gdy miałam takie problemy! Teraz to już za późno. 
Myślę, że film wyciągnął z fabuły więcej niż w książce jest w istocie. Nawet ten kadr z okładki książki. Czy w książce była taka scena? A gdzież tam. 
Książce daję 6 gwiazdek, bo to dobra obyczajówka. Nie widzę w niej nic wybitnego.

wtorek, 27 lutego 2018

Mateusz Skrzyński 'Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy' - poezja współczesna - 'skowyt' duszy młodego pokolenia....

Recenzja tomiku poezji

Jak zrecenzować tomik poezji nie wchodząc w nudną analizę środków artystycznych, tak jak mnie uczono? Ale spróbuję. 
Zapytał mnie autor, a ja z chęcią się zgodziłam, bo jest mi miło, że mogę propagować poezję. Czytuję wiersze, ale mam swoich ulubionych klasyków. Kiedyś nawet rozmawiałam na ten temat ze znajomym. Stwierdziłam wtedy, że poeci to Leśmian, Herbert, Szymborska..... Współczesnych nie znam, ze wstydem to przyznam. Choć mam w domu tomik poetycki pt. 'Uspokojenie', który dostałam na urodziny. W Tygodniku Kulturalnym też często mówią o poezji współczesnej. 
Ta oto, którą dziś opiszę, to debiut poetycki. Tomik w całości prezentuje się ładniej niż na zdjęciu, który wykonałam. 
Autor ma swoją stronę i na niej pisze o tym:
 
 
Gdy pokazałam przedwczoraj okładkę na Instagramie, jakaś czytelniczka napisała, że gdyby nie mój opis, pomyślałaby, że to książka o okrucieństwie wobec zwierząt. Ale to nie jest o zwierzętach. To o kondycji człowieka we współczesnym świecie. Podmiotem lirycznym wszystkich wierszy jest młody człowiek, mężczyzna, który czuje się samotny i wydrążony. Świat widzi jako obcy, pozbawiony nadziei. Szuka bliskości tak jak potrafi, czyli przy pomocy seksu, ale i to nie pomaga. Czasami zagłusza ból istnienia, ale go nie niweluje. Przyznam szczerze, że taka wizja świata nie jest mi obca. Nie mówię o seksie, ale o poczuciu obcości i wyalienowania. Więc może dlatego przedarłam się przez tę osłonkę seksu i wódy i śledziłam te wiersze. Środków artystycznych jest w nich mało. Wersy są dosyć krótkie, a zdania tworzą jedną strofę. 
Najbardziej spodobał mi się wiersz pt. 'Piekielne walki'. Wiersz można przeczytać na stronie: link. Jest tam w nim między innymi opis podmiotu lirycznego idącego przez plażę:
MIAŁEM STOCZYĆ
PIEKIELNĄ WALKĘ.
Potknąłem się na wydmie
i chyba na chwilę
zasnąłem
obudziło mnie szarpanie.
wielka mewa
dziobała mnie w plecy
a kiedy odwróciłem się
do niej i przywaliłem
pustą butelką, wpadła
w nieustępliwy szał.
jakiś facet krzyknął:
Wstań, człowieku! Da
ci wtedy spokój.
Wstałem, a ona
odpuściła.
Pieprzone hieny morskie
zaatakują wszystko, co
wydaje się słabsze od nich.

W kontekście  całego tomiku ten obraz poetycki tego człowieka,  mewy go atakującej i jego wstającego staje się jedyną metaforą, która symbolizuje postawę podmiotu lirycznego. Nawet to, że wszystkie sytuacje liryczne są bardzo osadzone w rzeczywistości, to kino, łóżko, ulica, tynki, pośladki, butelki, nocna zmiana w robocie, pokazują desperacko wąski krąg świata podmiotu lirycznego, takie trochę osaczenie. Plaża ma być wyzwoleniem, a staje się kolejnym miejscem w którym podmiot liryczny się kuli. Ale w pewnym momencie próbuje wstać. Czyli się wyzwolić. 
Jeszcze inny powód, dla którego z takim zapałem czytałam ten tomik, to potrzeba wejścia w myślenie faceta. No i powiem, że troszkę to przypomina wszystkie tezy ojca Szustaka o mężczyznach. 
Mam nadzieję, że następny tomik będzie już weselszy, mniej samotny i w ogóle cieszący się światem w szerszym zakresie niż to tutaj opisane. Bo dałoby to pesymistyczny obraz współczesnych mężczyzn. 

Jak ocenić poezję? 
Na 6 gwiazdek? 
Za książkę dziękuję autorowi.






poniedziałek, 26 lutego 2018

Sy Montgomery 'Ptakologia'

Kolejna książka z bardzo fajnej serii EKO od Marginesów, którą kolekcjonuję, tak na marginesie, ukazała się 17 stycznia 2018 roku. Dużo ostatnio jest książek o ptakach, więc nie byłam pewna czy chcę ją czytać, czy nie, ale ostatecznie się zdecydowałam. I w sumie to bardzo dobrze, bo to nie jest kolejna książka o ptakach, ale opowieści o konkretnych ptakach i ich miłośniczce Sy Montgomery, którą znam z książki 'Podróż różowych delfinów'. I chyba jest to książka równie oryginalna jak jej autorka, ale bardzo ciekawa. 
Składają się na nią rozdziały o ptakach:
  • kurach
  • kazuarach
  • sokołach
  • gołębiach
  • papugach
  • wronach
Każdy inny człowiek napisałby co tam wie o tych stworzeniach, ale pani Sy Montgomery połączyła opowieść o swojej pasji zajmowania się zwierzętami i przyjaźni z hodowcami (z całego świata), z traktatem o tych gatunkach, pełnym konkretnej wiedzy, napisanej w sposób przyjemny dla laika, i z nastrojowymi opowiadaniami. Ich nastrój i tempo zależy od ptaków, o których akurat opowiada. Bo autorka jest zdania, że ptaki są rozumne, że mają swoje charaktery, że czują. opowiada o zabawnych i zaskakujących zdarzeniach. Nie ma ani jednej pustej teorii. Są też bardzo ciekawe zdjęcia. Oto niektóre:

 Zacytuję fragment o gołębiach, bo mi się to kojarzy z rodziną, małżeństwem, a więc sprawami miłymi i wartościami:
'- Są wspaniałe - mówi. - Tak, są silne i wytrzymałe. (...) Ale dla mnie to stworzenia, które po prostu chcą wrócić do domu. Zawsze mnie to wzruszało. (...) Gołębie zrobią wszystko, aby wrócić do domu. Będą lecieć mimo deszczu, wiatru, sokołów, a nawet pocisków".
Tak jak napisałam wcześniej, każdy rozdział ma nastrój i ton zależny od konkretnego ptaka. Inaczej czytamy rozdział o sokołach, a inaczej o kurach czy wronach. Mnie wzruszyły gołębie i papugi i chyba tam znalazłam opowieści najbliższe mojemu sercu. Wplątuje w nie autorka różne ciekawe biologiczne fakty, ale w sposób atrakcyjny. I naprawdę zna się na tym. No a przede wszystkim to urocze i ciekawe historie o ptakach i ich życiu oraz o niekonwencjonalnych ludziach, którzy wybierają życie z ptakami, opiekę nad nimi i ich towarzystwo. To fascynujące, jak wielu ich jest! I że ci znajomi autorki, których ona wymienia potrafią dzielić takie życie z życiem rodzinnym, utrzymywać się też z tego.
To bardzo ciekawa książka, którą polecam. 
Daję 9 gwiazdek
Za książkę dziękuję Marginesom:

 

sobota, 24 lutego 2018

James Joyce 'Dubliners' (Dublińczycy) - moje zmagania się z oryginałem...

Na zdjęciu po lewej widać książkę i 'grajdoł', na którym jest audoobook z Librivox. Czytałam i słuchałam jednocześnie, ale prawdę mówiąc miałam wrażenie, że pan czyta z jakimś akcentem. Choć starał się i nawet dramatyzował wypowiedź. Ale może to specyfika prozy Joyce'a wpłynęła na moją trudność w odbiorze 'Dublińczyków"? Nie wiem, ale to najtrudniejsza książka po angielsku jaką czytałam. No może poza próbami Shakespeare'a. Strumień świadomości po angielsku już kiedyś czytałam, więc myślałam, że pójdzie mi lepiej. Zresztą, książkę dostałam w prezencie. 
Ale po kolei. 'Dubliners' ukazały się w 1914 roku, czyli 8 lat przed 'Ulissesem'. W Wikipedii czytam, że Joyce uważał ten zbiór opowiadań za wprawkę pisarską „ćwiczeniem palców” (https://pl.wikipedia.org/wiki/James_Joyce). 
Chciałam wspomnieć o nowym przekładzie tej książki, jaki ukazał się w wydawnictwie Znak przez Zbigniewa Batkę w roku 2005. 
Podoba mi się okładka:
Dublinczycy - okładka 

Książka składa się z 15 opowiadań. W wydaniu jakie posiadam wstęp napisał Kewin Dettmar. Zwraca on uwagę na fakt, iż w tym samym czasie publikował swoje dzieła Zygmunt Freud. Pewnie to wpłynęło na Joyce'a. Inne zestawienie w wym wstępie to odwołanie od 'Heart od Darkness' Conrada. W każdym razie już nawet czytając te opowiadania z takim trudem jak ja to robiła, widać, że Joyce miał niebywały dar wczuwania się w subiektywny nastrój opowiadanych postaci. Widać też szczegóły miejsc. Trudność w lekturze nie wynikała z trudności słów, bo w sumie nie były one trudne, ale z dodatkowej treści.  Te opowiadania są trochę jak poezja, w której sens wynika z dodatkowej treści. Przy kilku opowiadaniach czytałam i czytałam, ale nie mogłam ogarnąć myśli głównej. I jeszcze te zagadkowe puenty. Niby piękne, niby ciekawe, ale epicko niewiele wnoszące do treści. Albo inaczej, zbyt wysublimowane. 
Najbardziej spodobały mi się dwa opowiadania: 'A little cloud' i 'A painful case'. Po prostu dylematy głównych postaci były mi przynajmniej znajome, jeśli nie bliskie. W jednym z nich bohater spotyka przyjaciela, który roztacza przed nim obraz podróży po wielkim świecie, wolności po prostu. Ten wraca do domu, do żony, która nie jest tak piękna jak te hurysy z opowieści kumpla, do płaczącego dziecka i przeżywa moment buntu. No i kluczowa puenta. W drugim opowiadaniu mamy historię miłości, która skończyła się tak nijak, a potem bohater dowiedział się, że ona przeżywała to głęboko. No i puenta. 
Najbardziej niezrozumiałe było dla mnie opowiadanie ostatnie 'The dead'. Dwa razy je czytałam, żeby się połapać na czym polegał problem Gustawa: czy że żona była jego urojeniem, czy to on był duchem, czy oboje byli duchami, czy on ją udusił. Dopiero pan Gołębiowski z LC mi wyjaśnił, za co mu dziękuję. I tak poza mistrzostwem stylu, poza kunsztem epickim, to to przepięknie skonstruowane opowiadanie wydaje mi się wydmuszką. Facet przeżywa załamanie i świat mu się załamuje, bo żona wyjawiła mu sekret z młodości. Ja czytając odniosłam wrażenie, że ten Gustaw był zaborczy i despotyczny oraz potwornie zaborczy o każdą jej myśl. Nawet to jego przymierzanie się do toastu wskazuje na jego głębokie problemy z interakcjami międzyludzkimi. Wcale jej się nie dziwię, że mu nie chciała powiedzieć. O ile dobrze zrozumiałam wstęp tego profesora, to mówi on, że Joyce bał się, że Gustaw jest jego odbiciem z przyszłości. No, miał się czego bać, bo to był dziwny człowiek. Wciąż uważam, że to zakończenie jest dziwne i on ją chyba udusił. 
Ale jeśli nie odnosić literatury do życia i cieszyć się jej pięknem samym w sobie, to ta książka jest piękna. Jeśli zacząć się wgłębiać w jej racjonalność, to ci Dublińczycy mieli większe problemy psychiczne 100 lat temu niż my Polacy teraz. Podobieństwo losów pewnie..... 
Za książkę dziękuję Cioci. Ciociu Dziękuję. Dałam radę. Teraz jeszcze tylko 'Vanity fair',ale to już kiedyś czytałam po polsku, więc nie będę miała problemów ze zrozumieniem.  W każdym razie teraz na ząb angielski biorę coś prostszego.

piątek, 23 lutego 2018

Maz Evans 'Kto wypuścił bogów?" - młodzieżówka w dobrym stylu: moja recenzja, opinie recenzentów i zapowiedź drugiego tomu

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Książkę opublikuje Wydawnictwo Literackie za miesiąc,
28 lutego 2018 roku. Sięgnęłam po tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze, szukam jakiejś książki dla mojego chrześniaka, który czyta tylko leksykony z biologii. Według mnie potrzebuje jakiejś książki z fabułą, bo mimo wszystko to wciąż dziecko. Po drugie, chyba jestem zdziecinniała, bo opis: że jest to opowieść o chłopcu, który potyka bogów greckich, zaciekawiła mnie. Tak więc zasiadłam do lektury. Byłam świeżo po dwóch tygodniach z kryminałami retro Marcina Wrońskiego, więc lekka lektura była wskazana dla odprężenia. 
Oceniam tę książkę wysoko. Według mnie książka (czy raczej seria, bo rozumiem, że będzie ciąg dalszy) ma szansę stać się popularna jak Harry Potter. W sumie mają ze sobą wiele wspólnego. Bohaterem jest chłopiec, Elliot, który chodzi do szkoły, ma kłopoty z nauczycielem. Poza tym ma problemy w domu, problemy, które przerosłyby dorosłego, a on musi się z nimi zmierzyć sam. Ojca nie zna, dziadkowie zmarli, a matka choruje na głowę. Ma problemy z pamięcią. Dodatkowo grozi im eksmisja z domu, na który ostrzy zęby sąsiadka, trochę przypominająca Cruellę ze "101 dalmatyńczyków'. Potem pojawiają się bogowie olimpijscy, ze swoją różnorodnością i magicznymi przedmiotami, wśród których najbardziej spodobał mi się ibog Hermesa i jego liczne 'apki'. 
Moja znajomość adresowanej grupy odbiorców tej książki jest dosyć ograniczona do kilkorga dzieci, ale wydaje mi się, że książka ma szansę, żeby się spodobała. Bo jest dynamiczna, opisuje poważne problemy, zawiera śmieszne dialogi, napisane językiem, którym posługuje się młodzież. Książka niesie też pozytywne wartości, takie jak poczuje odpowiedzialności za rodzinę, problemy z nietypową rodziną, które w tym naszym społeczeństwie dotykają wiele rodzin, jest zabawna, dynamiczna i ciekawa. Skojarzyłam sobie Elliota z Harrym Potterem, bo obaj chłopcy byli troszkę samotni, obaj mieli problemy, z którymi nie mogli się z nikim podzielić, poza stworzeniami z krainy fantasy. 
Mnie do tej książki skłoniła tez obecność bogów olimpijskich. Ciekawiło mnie w jaki sposób autorka użyje ich w książce i co z mitologii greckiej uzna za przydatne w tej książce. Jak sądzę, spodobała jej się różnorodność charakterów tych bogów i ich różne funkcje, jakie pełnią. Postacie olimpijskie, które pojawiają się w świecie Elliota są różne, każdy z nich ma inny charakter i w inny sposób pomaga Elliotowi. Troszkę działa to na zasadzie magicznych przedmiotów i magicznych zdarzeń z baśni, bo te pojawiają się w książce nieustannie. W sumie jest jednak i zabawnie, i pouczająco, a o to chodzi w książce dla starszych dzieci.   
Oceniam książkę na 8 gwiazdek
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu
A oto wiadomość, na którą czytelnicy pierwszego tomu czekają:
I opinie innych blogerów o pierwszym tomie, według materiałów od Literackiego:
Zwariowana opowieść, która wywołała uśmiech na mojej twarzy. Autorka z werwą i humorem opisuje niestworzone sytuacje, a my z napięciem czekamy, co jeszcze zaserwuje nam twórczyni.
Całkiem poważne zmagania chłopca z rzeczywistością przeplatane tutaj są takimi, które wywołują nasz śmiech...
Podsumowując, była to udana podróż i mam nadzieję na równie udane spotkania w przyszłości. Zanosi się na to, że będą kolejne tomy. Polecam. 

Oceniam tę książkę wysoko. Według mnie książka (czy raczej seria, bo rozumiem, że będzie ciąg dalszy) ma szansę stać się popularna jak Harry Potter. W sumie mają ze sobą wiele wspólnego. Bohaterem jest chłopiec, Elliot, który chodzi do szkoły, ma kłopoty z nauczycielem. Poza tym ma problemy w domu, problemy, które przerosłyby dorosłego, a on musi się z nimi zmierzyć sam… Potem pojawiają się bogowie olimpijscy, ze swoją różnorodnością i magicznymi przedmiotami, wśród których najbardziej spodobał mi się ibog Hermesa i jego liczne 'apki'. 
Izabela Łęcka-Wokulska, literackie-zamieszanie.blogspot.com
 
Jest to książka, która już po samym opisie skojarzyła mi się z dziełem Ricka Riordan'a i jego słynnym Percym Jacksonem, za którym wprost szaleję. Jednak, chociaż takie główne wątki są do siebie podobne, to różnice między nimi są znaczne. W historii Evans bardziej rzucały się w oczy wartości rodzinne, problemy i zmagania nastolatka z życiem… Wartka akcja… oraz wiele ciekawych i zaskakujących momentów. To wszystko zostało ubarwione o świetne poczucie humoru, wplatane w historię  z wyczuciem. Książka skierowana jest do młodszych czytelników, jednak i mnie starą babę zachwyciła. I na pewno zachwyci niejedną osobę, która lubuje się w mitologii. Rewelacja! 
„Kto wypuścił bogów?” to lektura dla każdego, kto lubi przygody, dobrą zabawę i inteligentny humor oraz kulturowe konteksty. Oprócz nawiązań do mitologii można tu bowiem odnaleźć i inne odniesienia (np. do „Boskiej Komedii” Dantego – też w zadziwiającym ujęciu).
Gra, jaką czytelnikom proponuje autorka, jest porywająca i z żalem pożegnałam się z jej bohaterami. Teraz czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.

Beata Igielska, wywrota.pl
To doskonała alternatywa dla współczesnych miłośników dobrej, klasycznej opowieści w wydaniu, które jest na tyle przystępne, że nie nudzi! Brawo dla autorki za pokłady wiedzy i udaną próbę przekazania młodym ludziom istotnej wiedzy dotyczącej mitologii oraz cech i atrybutów wyróżniających konkretnych bogów, a nawiązań do klasyków znajdziecie tu znacznie więcej. Element zagadki i rywalizacji dopełnia kielich z literacką ambrozją. Warto przeczytać. To książka inna niż wszystkie. 
Aneta Kwaśniewska, ksiazkiweterze.pl
Z lekkim niepokojem wzięłam do ręki nielekką książkę Maz Evans. Nie martwiłam się o siebie ale o córkę, dla której ta książka była przeznaczona. Okazało się, że niepokój był zbyteczny. Książkę „pożarła” w ciągu kilkunastu wieczorów a i mnie wciągnęła opowieść o przygodach Elliota Hoopera.
Mama Wisi, czasdzieci.pl
Tuż przed czytaniem przygód Elliota przerabialiśmy w szkole, na języku polskim Mitologię grecką, więc niektórych bohaterów książki poznałam już nieco wcześniej. Ta wersja, trochę innej i współczesnej mitologii bardziej mi się spodobała. W trakcie czytania przenosiłam się w inny świat, jakby Elliot, mama Josie i Panna byli przy mnie... Książkę polecam do przeczytania zwłaszcza, że to nie koniec przygód Elliota. Moim rówieśnikom czyli jedenastolatkom polecam szczególnie! Zobaczycie, że bogowie greccy wcale nie są tacy nudni i okropni?
Wisia z piątej „b”, czasdzieci.pl
 
Przypominam. Premiera 28 lutego. 

środa, 21 lutego 2018

Maurice Herzog 'Annapurna' - książka o pierwszym zdobyciu ośmiotysięcznika. Za jaką cenę?

Książka 'górska', którą Marginesy wydały 10 stycznia 2018 roku, miesiąc temu. Nie jest to premiera, bo książka swoje lata ma. Jak się dowiedziałam z LubimyCzytać, wcześniej w Polsce ukazała się w serii Naokoło Świata Iskier, mojej ulubionej, w roku 1960:
Okładka książki Annapurna 
Tym razem tak się złożyło, że ukazanie się tej książki przypadło na dyskusję w mediach o tej wyprawie w Himalaje i te wszystkie tragiczne zdarzenia. Ale tego nikt nie mógł przewidzieć, a wszyscy fani książek górskich, w tym ja, choć w góry nie chadzam, wiemy, że góry to inny świat i to zmaganie się z przeciwnościami oraz przekraczanie ludzkich możliwości. Dlatego kochamy te książki. 
Jak łatwo można obliczyć, wydanie od Marginesów jest o 88 stron obfitsze niż to od Iskier. Dlaczego? Ano dlatego, że Marginesy opatrzyły książkę licznymi fotografiami. Przepięknymi, choć czarno-białymi. Sprawdzałam 'Wykaz źródeł ilustracji' i dowiedziałam się, że po pierwsze są tam zdjęcia z opisywanej wyprawy z 1950 roku, ale nie tylko. Mój zachwyt wywoływały pełne gry światła i cienia zdjęcia górskie Waldemara Soroki. Nazwisko jest mi znajome, bo tak na nazwisko miał jedyny lekarz, jaki wywodził się z okolicznego 'ludu'. Ale to zapewne zbieg okoliczności. 


Przyznam się Wam szczerze, że książkę przeżyłam emocjonalnie. O ile początek, czyli szukanie góry, baz itd. (bo w czasie zdobywania Annapurny w 1950 roku teren nie był zbadany, a mapy były fałszywe) czytałam książkę jako kolejną ciekawą książkę o wyprawie w góry, ale opis dramatycznego schodzenia z gór, ta walka o życie, to dramatyczne zmaganie się z odmrożeniami, to poświęcenie całej ekipy w imię wyższego celu, przyprawiło mnie o palpitację serca. Już dawno tak mocno nie przeżywałam czytanej książki! Zamieszczono zdjęcie Herzoga w czasie schodzenia z góry. Oto ono:
Znalezione obrazy dla zapytania Maurice Herzog
Źródło: http://magazine.outeredgemag.com.au/15-january-1919-maurice-herzog/
 Inne zdjęcie pokazuje, że wyprawa Herzoga naprawdę była brzemienna w skutkach. Proszę spojrzeć na prawą rękę:
Podobny obraz
Źródło: http://www.independent.co.uk/news/obituaries/maurice-herzog-mountaineer-who-became-one-of-the-first-two-men-to-ascend-annapurna-8418156.html




 Ostatnie słowa Herzoga w książce nie są jednak smutne. To duma i poczucie wolności, jaką dało mu zdobycie tego kolosa, to wolność, przy której palce to niewielka - zdaniem himalaisty - cena:
'Góry ofiarowały nam swoje piękno, które podziwiamy z dziecięcą prostotą i szanujemy jak mnisi myśl o bóstwie.
Annapurna, ku której poszlibyśmy bez grosza przy duszy, jest dla nas skarbem, którym będziemy żyć...'
 Zdumiewa mnie ta ich postawa i skłania do refleksji i szacunku. Ja za każdym razem, gdy czytam wspomnienia himalaistów albo polarników, szczególnie tych sprzed wielu lat, to mam wrażenie, że pisali je 'mężczyźni starej daty', tacy, którzy widząc problem pokonywali go, którzy nie skarżyli się i nie uciekali od problemów, na których można było liczyć, bo byli lojalni i honorowi, dla których dane słowo było zobowiązaniem itp. Miłośnicy gór będą czytać tę wspaniałą książkę pewnie dla gór, dla tego pierwotnego piękna opisywanej Annapurny, takiej, gdy nie była jeszcze poznana i oznaczona, gdy była terenem dziewiczym, a zdobywanie jej prawdziwym osiągnięciem. Piękne zdjęcia, wspaniałe wydanie. Warto ją przeczytać. 
10 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję Marginesom:



poniedziałek, 19 lutego 2018

Nikołaj Nikulin 'Sołdat' - wspomnienia oficera Armii Czerwonej

Okładka książki Sołdat Świetna książka, na którą trafiłam przypadkiem. W Polsce ukazała się w Wydawnictwie Naukowym PWN w 2013 roku. Tytuł oryginalny brzmi w tłumaczeniu 'Wspomnienia o wojnie'. I chyba na mnie, polską czytelniczkę bardziej działa 'Sołdat'. 
Autor już zmarł, jak informuje Wujek Google, w 2009 roku. Oto zdjęcie autora:
Znalezione obrazy dla zapytania Nikołaj Nikulin
Nikołaj Nikulin

 Napaliłam się na przeczytanie tej książki, żeby obalić swoje stereotypy na temat 'Krasnej Armii', jak nazywał ich mój śp. dziadek. Czy to się udało? nie wiem, bo autor nie przeczył, że były gwałty, rabunki i chamstwo do kwadratu, na przykład coś co go oburzyło, gdy jego koledzy żołnierze narobili do porcelanowej niemieckiej zastawy stołowej, a poopocierali się obrusami. Albo prawa córki aptekarza z Dancing. On, Nikulin, polubił ją z wzajemnością. Jej ojciec powierzył mu ją na przechowanie, przed żołnierzami, nawet płakała po nim na pożegnanie. A po jakimś czasie dowiedział się, że wyskoczyła przez okno to tym jak ją zgwałciło 6 czołgistów.... Wzruszyła mnie ta historia. 
Ale od początku. Autor mówi o tym, że pisał te wspomnienia wiele lat po wojnie, gdy już 'opadł bitewny kurz' i gdy już znał jej skutki, gdy widział, kto został nagrodzony, a kto zapomniany. I chyba nie kryje goryczy w tym temacie. Goryczą napawa go cała wojna jako zjawisko:

Wojna to najpodlejszy przejaw ludzkiego działania, który wydobywa z głębi naszej podświadomości wszystko co haniebne. Na wojnie za zabicie człowieka otrzymujemy zamiast kary - nagrodę. Wolno nam niszczyć dobre, które ludzkość tworzyła przez wieki. Wojna zamienia człowieka w drapieżnika, który wciąż zabija.

I inny cytat, o tajemnicy zwycięstwa Armii Czerwonej:
 
Gdyby Niemcy zapełnili nasze sztaby szpiegami, a oddziały dywersantami, jeśli nastąpiłaby masowa zdrada i wróg opracowałby detaliczny plan rozbicia naszej armii, nie udałoby mu się osiągnąć takiego efektu, jaki był wynikiem idiotyzmu, tępoty, braku odpowiedzialności dowódców i bezradnej uległości żołnierzy.

Autor trafił na wojnę jako młody chłopiec. Prywatnie był inteligentny, wrażliwy na sztukę. Zresztą, po wojnie pracował w Ermitażu. Z armią przeszedł cały szlak bojowy od oblężenia Leningradu, przez Estonię, bagna Prus Wschodnich, Pomorze, aż do Berlina . Jego opowieść jest szokująca, przerażająca, a zarazem bardzo dobra literacko. Autor nie stara się skupiać na szczegółach militarnych, które opisali już generałowie. On mówi o tym co czuł on i podobni jemu, jak to wyglądało z perspektywy żołnierza z pierwszej linii, jak wyglądała śmierć, okaleczenia, przerażenie, zimno, głód, taplanie się w błocie i kloace itd. Autor jest inteligentny, a więc potrafi ocenić swoją rolę w tym wszystkim i generalizować. Widzi jak bardzo śmierć jego towarzyszy jest niepotrzebna, jak bardzo wynika z błędów dowództwa, jak niesprawiedliwa jest armia, gdzie jedni giną na darmo, a inni chleją i bogacą się na wojnie. I gdzie panuje strach. Z jednej strony karność utrzymywana jest poprzez strach, a z drugiej głupotę. Ich odwaga wynikała z tego, że nie mieli wyboru. Raczej była to desperacja. I widzi żołnierzy nieprzyjaciela, wyszkolonych, strzelających taktycznie, najedzonych, bo u nich nie kradnie się jedzenia, z ogrzanymi ziemiankami i widzi ich porażkę, pomimo tego, gdyż zwyciężyła masa. Nikulin przypomina, że szlak z Leningradu do Berlina usłany był trupami! Że zginęło od 20 do 40 milionów Rosjan. Ta rozbieżność, przypomina Nikulin, wynika z tego, że nie liczono zmarłych, że nie wspominano o nich, bo nie pasowało to do propagandy sukcesu. I mówi o tym, że ten głupi strach jego towarzyszy przeistoczył się po kilku latach w zwierzęce rozpasanie na terenie Niemiec. 
Książkę czytałam z wielką ciekawością, a zarazem z przerażeniem. To bardzo dobre literacko i historycznie dzieło. Aż wreszcie to ostrzeżenie przed zjawiskiem wojny, która zawsze odczłowiecza i niszczy. 

10 gwiazdek

piątek, 16 lutego 2018

Ruta Sepetys 'Szare śniegi Syberii' - jak uczyć o historii swojego kraju?

Okładka książki Szare śniegi Syberii Po angielsku 'Between Shades of Grey', 'Szare śniegi Syberii' ukazała się w 2011 roku w Penguin Group. Jak czytam w anglojęzycznej Wikipedii, 
powieść stała się bardzo popularna i zdobyła nawet nazwę A New York Times Bestseller. Autorka jest Amerykanką, córką litewskich uchodźców. W Polsce powieść ukazała się w Naszej Księgarni. 
Porównując okładki, widzę zalety obu, ale w tej z Penguina jest coś lirycznego.
Ruta Sepetys on September 9, 2016 on the forecourt of Haus der Berliner Festspiele in Berlin.jpg
Ruta Sepetys, źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Ruta_Sepetys

 Between-shades-of-gray.jpg
Moje pierwsze wrażenie z tej książki było skojarzeniem z 'Dziennikiem Anne Frank'. Też wojna, też narracja z punktu widzenia dziewczynki utalentowanej artystycznie i też specyficzny sposób opisu, takie coś w stylu 'jak chłop krowie na miedzy'. Poczytałam w necie i znalazłam odpowiedź na stronach anglojęzycznych: jest to powieść dla młodzieży. Stąd przystający do percepcji nastolatka sposób opisywania tego świata. Przyznam szczerze, że mi się to bardzo spodobało, a książka mnie wciągnęła. 
Jest to epicka opowieść o tym, jak marka i dwoje dzieci zostało zesłanych na Syberię. Lina i Janas to rodzeństwo. Mają matkę, ale ojciec został zabrany innym pociągiem. Zesłanie to brud, głód i zimno, ale i przejawy dobroci, czasami w szorstkiej formie. Książka ta tak wzrusza dlatego, że jest opowieścią o kochającej się rodzinie, którą spotkało traumatyczne doświadczenie i dlatego, że rodzina Vildasów z książki reprezentuje cały naród Litwinów, którzy mocą wielkiej polityki zostali przyłączeni do ZSRR. Często akcentuje się odmienność języków: litewskiego i rosyjskiego. Dla nich rosyjski jest językiem nabytym. Ze wspomnień Liny o jej domu wynika, że żyli oni kulturą zachodnią. Dla nas, Polaków to oczywiste, ale nie dla Amerykanów. Język litewski jest językiem bałtyckim, tak jak łotewski (którym potrafili się posługiwać moi dziadkowie.... litewskim też, ale to inna sprawa), i co prawda są to języki indoeuropejskie, ale nie słowiańskie. Czasami, to tych latach ZSRR zapominamy, że Litwa i Łotwa zostały siłą bez ich woli włączone do ZSRR. 
Książka uczy historii, tak jak historii uczył 'Dziennik Anne Frank'. Dlaczego Polacy nie piszą takich książek dla młodzieży międzynarodowej? O tym co w naszej historii było dobre? 
6 gwiazdek

czwartek, 15 lutego 2018

Belinda Bauer 'Martwa jesteś piękna' - zbrodnia w czasach smartfonów.

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Książka ukaże się 28 lutego 2018 roku w wydawnictwie Muza. 
Jest to thriller - kryminał. Tak się złożyło, że od kilku tygodni czytam SAME MĄDRE KSIĄŻKI, więc tak przerwa od holokaustu, rasizmu, buddyzmu, europocentryzmu i innych izmów dobrze mi zrobiła. Powieść mnie wciągnęła i przeczytałam ją jednym tchem. Oczywiście zauważyłam braki i niedostatki, ale i tak czytało mi się to dobrze. 
Fabuła polega na tym, że facet zabija ludzi dla efektu dzieła sztuki i dlatego, żeby media to emitowały. Media opierają się na sensacji, więc emitują takie przerażające zbrodnie. I koło się zamyka, a ludzie giną. Protagonistką jest dziennikarka Eve Singer, która zawodowo zajmuje się reportażami kryminalnymi. Pomiędzy nią a mordercą zadzierzga się relacja. Jednak porównywanie jej do 'Milczenia owiec' to lekkie nadużycie, a raczej pozorne podobieństwo. Ta powieść nie zdobędzie statusu kultowej, choć ma szansę stać się popularnym czytadłem. Dlaczego mówię, że to nie ten poziom? Bo w 'Milczeniu owiec' (a czytałam książkę) rozmowy Hanibala Lectera z Clarise Starling były finezyjne, ukazywały perwersję Hanibala i jego fascynację agentką. Tutaj te dialogi telefoniczne bywają śmieszne. Uważam, że to największa słabość tej powieści. 
Poza tym dialogi były prowadzone w sposób lekki i naturalny. Ciekawie pokazano postacie z pracy Eve oraz sąsiada. Ujęło mnie życie prywatne Eve, ta jej walka o ojca. To coś innego niż wątki osobiste policjantów w kryminałach, nie pijaństwo i zawirowania osobiste, ale  walka córki o ojca. to był piękny wątek, bardzo wzruszający, zadający kłam stereotypowi pozbywania się starych rodziców. Pomimo małej finezji w dialogach pomiędzy Eve a mordercą, jego odsłanianie się było ciekawe. Dobrze mi się to czytało. 
Powieść ma wątek przewodni, a jest nim wirtualizacja życia. Chodzi o to, o czym napisałam na początku tego posta, że morderca popełniał zbrodnie, żeby o nich pisano i mówiono w telewizji. A mówiono o nich, bo on je popełniał. Był tam taki moment, gdy Eve jest świadkiem morderstwa przy wielu świadkach. Woła o pomoc, a wszyscy, cały tłum zamiast pomóc w dalszym ciągu nagrywał  całe zdarzenie. Czyż nie jest to popularne zjawisko? Że wszystko nagrywamy,  wrzucamy do sieci. Że zastępuje to realne relacje. 
Podsumowując, powieść jest miłym czytadłem, które połyka się jednym tchem, bez większych aspiracji, ale ciekawym. 
6 gwiazdek
Za książkę dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania Muza

środa, 14 lutego 2018

Wojciech Jagielski 'Na wschód od zachodu' - dwa sposoby życia i Indie

RECENZJA PREMIEROWA

Ta najnowsza książka Wojciecha Jagielskiego ukazała się 31 stycznia 2018 roku. Książka odbiega od dotychczasowych reportaży autora, bo do napisania zaprosił żonę, panią Jagielską, której fascynujące pióro poznałam w książce 'Miłość z kamienia'. Widać w tej książce ślady przeżyć opisanych w 'Miłości z kamienia', ale nie tylko, bo 'Na wschód od zachodu' jest reportażem, który pokazuje bardzo ważne zjawisko 'na skalę światową'. Po raz kolejny pan Jagielski opisał bardzo ważne sprawy. 
Z punktu widzenia tematyki książka opowiada o spotkaniu Wojciecha Jagielskiego z dwiema osobami z dwóch różnych pokoleń i dwóch światów. Pierwszą z nich jest 'Święty', hippis urodzony na początku lat 60-tych w Holandii, który w Indiach znalazł ucieczkę, swój świat. Drugą osobą jest Kamal, Polka, urodzona w latach 70-tych, która też wyjechała do Indii, gdzie postanowiła wieść życie 'antykonsumenckie', w zgodzie z naturą. 
Oto trasy ich wędrówek:

W reportażu mamy opowieść o oczekiwaniu autora na spotkanie z Kamal, dla której przyjechał do Indii, oczekiwanie, któremu towarzyszy 'Święty'. W ostatniej części, którą napisała pani Grażyna Jagielska, dowiadujemy się zaskakujących prawd o Kamal. Warto jest czekać na ten ostatni rozdział. 
Trasa życia Świętego wiodła od ucieczki od poukładanego życia w Amsterdamie, przez komunę hippisów, przez trasę szmuglowania narkotyków z Afganistanu, na której oni, hippisi, byli naiwnymi pionkami, przez komuny takich jak on dzieci-kwiatów i przez Indie i Pakistan zniszczone wojną, na które miejscowi patrzyli pobłażliwym okiem, wiedząc, że ta ich kraina pokoju jest utopią. W chwili rozmowy z Jagielskim Święty jest starszym panem, jak to sobie wyliczyłam, i żyje w Goa, handlując z Europą Zachodnią różnymi towarami. Tak więc stać go na żywot pustelniczy. O życiu Kamal dowiadujemy się z ostatniego rozdziału, który pisany jest z punktu widzenia jej syna. Jeszcze jednym ważnym zestawieniem w tej książce jest porównanie trasy Świętego oraz autora, Wojciecha Jagielskiego. Gdy Święty opowiadał o miejscach, w których szukał pokoju, szczególnie w Afganistanie, to często były one znane autorowi z tras, gdy był korespondentem wojennym. Cały rozdział 'Święty Nikt' jest takim przemieszaniem opowieści Świętego i samego autora. I jak zwykle u Wojciecha Jagielskiego wszystko podanej jest nie wprost, ale bardzo ciekawie. 
Podsumowując, jeśli rozumieć reportaż jako gatunek literatury faktu, który pokazuje świat taki jakim jest i wyjaśnia aktualne problemy świata, ludzi, to książka 'NA wschód od zachodu' jest jak najbardziej pełnoprawnym reportażem, tylko że nad wnioskami należy się zastanowić.Według mnie, wbrew pozorom, książka podejmuje bardzo aktualny problem, jaki dotyka Europę Zachodnią. Chodzi o znudzenie  zachodnią cywilizacją. Książka zgłębia ten problem. Dochodzi tutaj jeszcze jedno zjawisko, a mianowicie coś, co było już widoczne w poprzedniej książce autorka, we 'Wszystkich wojnach Lary', czyli następstwo pokoleń. Wartości, jakim hołduje jedno pokolenie, w następnym jest odrzucane i na odwrót. 'Na wschód od zachodu' pokazuje jednocześnie pozorność odrzucania pieniądza. Bo nasi bohaterowie odrzucają go, ale jednocześnie potrzebują gotówki, z niej korzystają, albo zarabiają na ich życiu inni. 
Czy autor pokazuje jakieś wnioski? Wydaje mi się, że nie, że bardziej jest to zdumienie światem i pokazaniem jego różnorodności. Ja będę jeszcze przez jakiś czas przetrawiać w sobie tę książkę.
Daję książce 10 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak:
Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 12 lutego 2018

Włodek Goldkorn 'Dziecko w śniegu' - opowieść syna ocałałych z Zagłady

RECENZJA PREMIEROWA

Gdy zauważyłam tę książkę w zapowiedziach wydawnictwa i myślę, że gdy ją wydawano, nikt nie przypuszczał, że powstanie szum medialny na temat holokaustu. Jej premiera miała miejsce 31 stycznia tegoż roku. Mój więc plan na tę książkę nie miał być głosem w dyskusji politycznej, gdyż nie zamierzam głosu zabierać. Nie czuję się aż tak ważną osobistością. No ale stało się, książka trafiła w moment. Może i dobrze, bo jest dobrze napisana. 
Włodek Goldkorn
Włodek Goldkorn. Źródło: https://czarne.com.pl/katalog/autorzy/wlodek-goldkorn
Autor książki to wieloletni redaktor działu kultury tygodnika „L’Espresso”. Z Polski, kraju swojego urodzenia, wyemigrował w 1968 roku. Zajmuje się tematyką żydowską i historią Europy Środkowo-Wschodniej. Współautor książek Strażnik. Marek Edelman opowiada oraz Civiltà dell’Europa Orientale e del Mediterraneo. Jest również autorem La scelta di Abramo. Identità ebraiche e postmodernità. Jego ostatnia książka Dziecko w śniegu znalazła się w finale nagrody Premio Sila ’49 oraz otrzymała Nagrodę Asti d'Appello (2017 (źródło:https://czarne.com.pl/katalog/autorzy/wlodek-goldkorn). Był Polakiem, synem ocalałych ofiar obozów o żydowskich korzeniach, których się nie wypiera. Jednocześnie czuje więź z Polską, do której opuszczenia był zmuszony. A już zmuszony, na kraj swojego życia wybrał Włochy.
O tym wszystkim opowiada w eseistyczno-biograficznej książce 'Dziecko w śniegu'.  Autor próbuje przedstawić w niej swoją tożsamość i tożsamość Żydów, tych polskich, ocalałych z Zagłady i tych z innych krajów. Mówi też o pamięci i o pustce. I o swoich uczuciach i wrażeniach jakie ma na widok sposobu pamięci o obozach, gettach i Zagładzie. Ale i o państwie Izrael. O byciu ofiarą i katem, o wstydzie i dumie. 
To naprawdę mądra książka, napisana przez inteligentnego człowieka. Można się z nią nie zgodzić, a przynajmniej nie ze wszystkimi opiniami autora (ja na przykład nie ze wszystkim się zgadzałam, ale już nie będę tego drążyć), ale nie sposób nie przyznać tej książce tego, że naprawdę mocno dogłębnie zgłębia temat. 
Po pierwsze, co jest cenne w tej książce, Goldkorn mówi o dziurze kulturowej, jaką II wojna światowa uczyniła z Europą i Polską. Mówi o tych przedwojennych żydowskich miasteczkach i o tym, że po wojnie kompletnie one zniknęły z powierzchni ziemi. W pewnym momencie mówi o tym, że czas ten dzieli siedemdziesiąt kilka lat, a wygląda to jak badanie wymarłej cywilizacji sprzed tysięcy lat, tak bardzo 'naziści' - jak to określa książka zniszczyli te ślady. I to jest naprawdę zdumiewające. Czasami się zastanawiam nad tym. Jeszcze pokolenie moich dziadków, wujecznych dziadków śpiewało piosenki z imionami Ryfka, Rojza itd, miało przysłowia albo powiedzenia o różnych osobach, które znano. Współczesna prowincja, na której mieszkam, nie zna nawet miejsc pochówków tych ludzi. Moje pokolenie tego nie zna. 
Autor opowiada o swojej rodzinie, jaką pamięta i o której mu opowiadano. O rodzicach, ciotkach, wujkach i znajomych. W rozdziałach poświęconych  młodości, szkole, książkom, czasom powojennym, znajomym rodziców i jego itd. opowiada o tym jak odczuwali świat, czego się bali, co chcieli osiągnąć w życiu. Książka jest bardzo autentyczna, a autor ma talent do nazywania uczuć. I tak jak powiedziałam, akcent postawiony został na pamięć autora i jego tożsamość, a nie na chronologię. Ostanie rozdziały poświęcone zostały obozom w Brzezince, Auschwitz, Bełżcu, Sobiborze i Treblince oraz Muzeum Historii Żydów i tym, jak on widzi upamiętnianie tego miejsca, co mu się podoba, a co nie. Przywołuje pamięć ofiar, swojej rodziny, mówi o znanych mu filmach na ten temat i książkach i o ocalałych. W zasadzie jest tutaj wiele trudnych tematów, wiele ciężkich spraw, ale uwagą, z którą nie sposób się nie zgodzić jest stwierdzenie autora, że te wszystkie obozy były miejscem śmierci tysięcy i milionów ludzi, że są ich grobami. I o tym, że niemieccy oprawcy lubili fotografować getta, rampy w obozach, nagich poniżanych ludzi i że uważa, że należy uszanować godność ludzką tych ofiar.
Mówi o swojej relacji z Bogiem w kontekście Zagłady, o kadysz i jego braku. O uczuciach bycia ofiarą i tym, że się za wszelką siłę taki człowiek chce się od tego uwolnić i o tym jakie wybory życiowe czynili ci, którzy przeżyli. Wcale nie idealizuje Żydów. Mówi o sprawach dobrych i złych, ale ciągle najważniejsza jest w książce ta potrzeba określenia tożsamości.
Tak jak powiedziałam, książka mówi o wielu sprawach, często jest kontrowersyjna i wywołuje w czytelniku gotowość do dyskusji, do tego, żeby powiedzieć nie zgadzam się na taki osąd, ale ciągle trzyma poziom intelektualny, jest głosem intelektualisty.
Daję książce 9 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo czarne logo

niedziela, 11 lutego 2018

Margaret Atwood 'Ślepy zabójca' - retro, psychika kobiety i czasy międzywojenne.

Wznawiam post o Margaret Atwood. Pierwotnie ukazał się 9.09.2015

The Blind AssassinWreszcie mogę przedstawić Wam recenzję książki, z którą zmagałam się przez tydzień! Jest to 'Ślepy zabójca' Margaret Atwood. Margaret Atwood
Czytałam już dwie książki tej autorki: 'Penelopiadę' i 'Kobietę do zjedzenia'. 
Ja czytałam wersję angielską, przez Virago, gdyż taką książkę kupiłam kiedyś. Mamy jednak wydanie polskie powieści. Wydał ją Zysk i s-ka' w roku 2002. 
Okładka książki Ślepy zabójca
Pisałam to już przy 'Kobiecie do zjedzenia', że moja ocena Atwood oscyluje pomiędzy 7 a 3. Nie mogłam się zdecydować. Wczoraj podołałam wreszcie 'Ślepemu zabójcy', najsłynniejszej książce tej autorki, i chyba już wiem, skąd te moje rozbieżności. Pisarka oscyluje pomiędzy głęboką prozą psychologiczną a tanim wyciskaczem łez. Tutaj, mamy historię Iris i jej siostry Laury. Po tym jak ojciec dziewczynek zaczyna mieć kłopoty finansowe w swojej fabryce guzików, co grozi bezrobociem dla połowy miasteczka - mamy lata 30-te, panują rozruchy i komunistyczne agitacje, niczym z filmu Chaplina 'Modern times' - pomysłem rozwiązującym kłopoty wydaje się ożenienie starszej córki Iris z połowę od niej starszym milionerem Richardem.
Opowieść o życiu i tym jak to czuła Iris przeplata się ze wzmiankami z pracy i dziwną, wewnętrzną narracją Ślepego Zabójcy, znawcy starożytności i zabójcy kobiet.
Książka jest długa, historia Iris przebiega od początku XX wieku, przez kryzys lat 30-tych, następnie wspomina dojście Hitlera do władzy w Europie, wojnę w Hiszpanii, II Wojnę Światową. Wspomnienia snuje Iris z perspektywy domu starców, w latach 90-tych, tuż przez śmiercią.

Wspominałam o tym, że Atwood oscyluje pomiędzy hitem a kitem. O ile w 'Kobiecie do zjedzenia' było tak pomiędzy, to tutaj mamy zdecydowanie hit. Jest to bardzo głęboka powieść o psychice kobiet. A jak wiadomo trudno nam jest nawet zrozumieć nas same, a co dopiero kogoś innego. Wspaniałe były opisy jej reakcji po pierwszych dniach małżeństwa, doskonale subtelne i wnikliwe opisy kłopotów i pożycia z siostrą Richarda, z samym Richardem, na przyjęciach, ale i w sypialni. Wnikliwie potraktowała również autorka analizę relacji między siostrami - rywalizację i opiekuńczość.

Książka zaskakuje. Na koniec mamy 'bum'. Wszystko się wiąże, nawet te dziwaczne fragmenty o Ślepym Zabójcy.
Książka wygrała nagrodę Bookera i słusznie! Szkoda, ze nie ma filmu.
9 gwiazdek

Margaret Atwood 'Kobieta do zjedzenia' - czy naprawdę feministyczna?

Margaret Atwood
Margaret Atwood

Wznawiam publikację posta o Margaret Atwood. Pierwotnie post ukazał się 6.07.2015 roku

Pierwszy raz nie wiedziałam ile mam dać tej książce gwiazdek.
Czy 7 czy 3. Dałam 7, ale mam wciąż wątpliwość czy nie dać trzech.
The Edible WomanOkładka książki Kobieta do zjedzenia
Zacznę od tego, mam, znam i lubię 'Penelopiadę' tej autorki. Książkę ciekawą i ironiczną. Planowałam przeczytać coś jeszcze tej autorki i gdy z swoim ulubionym miejscu z książkami za grosze znalazłam 'Ślepego zabójcę' i 'Kobietę do zjedzenia' to kupiłam od razu. Okładka angielska jest najbrzydsza z okładek, jakie widziałam w życiu. Polska jest ciekawsza i nie tandetna. 'Kobieta do zjedzenia' to pierwsza powieść Atwood, jeszcze z roku 1965. Więc i konwencja jest inna, i warsztat pisarski na początku swej drogi.
Od warsztatu zacznę. Zdziwiłam się, bo oczekiwałam czegoś w stylu Pynchona, a mam książkę realistyczną, obyczajówkę. Podzielona jest na 3 części. Pierwsza i 3 napisana została w narracji pierwszoosobowej, a druga - w trzecioosobowej. Nie rozumiem sensu tego podziału, bo nie zmienia to niczego w wymowie utworu. Dłużyzn nie ma, charaktery bohaterów poznajemy poprzez ich dialogi, zachowanie i zdarzenia. Najwięcej uwagi poświęcono Marian, głównej bohaterce.
Czy jest to książka pro-feministyczna? Tak sądziłam przed sięgnięciem po nią. Ale jak skończyłam, to zmieniłam zdanie. Zakończenie zadziwia i pozostawia wrażenie, że mieliśmy odpowiedź i już jej nie mamy.
Właściwie to nie jest to książka antymęska, jak sądziłam, ale 'antybezzdaniowa' (mój neologizm wymyślony teraz). Chyba ten wniosek można wysnuć z tej książki, że w życiu udaje się tym ludziom, którzy wiedzą czego chcą od życia, od siebie i od innych. Dlatego udało się współlokatorce Marian Ainsley. Na końcu książki gubi nam się podział na dobre kobiety i złych mężczyzn, i tak chyba powinno być, że liczy się to jakimi jesteśmy ludźmi.
Jeszcze powiem Wam o obrazowaniu. Nasza bohaterka Marian to klasyczny przykład kobiety, która nie wie czego chce, pogubiła się, wybory poczynione przytłoczyły ją. Autorka używając narracji wewnętrznej pokazującej jej widzenie otoczenia, jej panikę i nierozsądne gesty, podkreśla charakter postaci, jej osobowość. Mamy w zasadzie sekwencję nierozsądnych zachowań Marian, łącznie ze schowaniem się pod łóżko i paniczną ucieczką od ukochanego na ulicę w środku konwersacji.

Jeśli czytelnik sądzi, że zakończy się to moralizatorskim pouczeniem, albo wyzwoleniem kobiety z niewoli męskiej, to się zdziwi.

Podsumowując, zgodzę się z którąś czytelniczką LC, która zauważyła, ze książkę warto przeczytać, bo nie straciła na swej aktualności.
Porusza problemy kobiecości, problemy tożsamości i wyborów drogi życiowej: rodziny czy pracy, serca czy rozumu.
A że mnie zdziwiła ta książka to nawet lepiej.
7 gwiazdek

sobota, 10 lutego 2018

Józef Ignacy Kraszewski 'Hrabina Cosel' - zołza u boku króla

 Jak byłam młodsza, gdy pisarstwo historyczne nie było w modzie tak jak dzisiaj, to właśnie Kraszewski był najpopularniejszym pisarzem historycznym, przynajmniej w moich kręgach.  O 'Hrabinie Cosel' słyszeli wszyscy za sprawą filmu. Książki jednak nie czytałam, bo jakoś tak się złożyło. 
W styczniu tego roku MG wydało tę powieść w nowej szacie graficznej, która zachęca do sięgnięcia po nią. Ja mam plan, żeby przeczytać cykl historyczny Kraszewskiego, więc się dobrze złożyło. Tak w ogóle to 'Hrabina Cosel' to jedna z dojrzałych powieści tego autora, opublikowana w roku 1874. Rozpoczynała ona 'Trylogię saską', na którą składały się:

Jak już wyliczam z Wikipedii, to podam te książki z cyklu Dzieje Polski,  który chcę przeczytać:
Łatwo można zauważyć, że Trylogia saska dała inspirację do tego cyklu historycznego, który chyba utrwalił pozycję Kraszewskiego w pamięci polskich czytelników.

Znalezione obrazy dla zapytania Hrabina Cosel
Kadr z filmu: https://www.alekinoplus.pl/program/film/hrabina-cosel_3015
Znalezione obrazy dla zapytania Konstancja Cosel
Anna Konstancja von Brockdorff, która przeszła do historii jako hrabina Cosel. Źródło: https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/1531362,Hrabina-Cosel-faworyta-krola-Augusta-II-Mocnego
 Postać tytułowa żyła naprawdę. Z Wikipedii:
 Anna Konstancja von Brockdorff, hrabina Cosel (ur. 17 października 1680 w Depenau, w Holsztynie, zm. 31 marca 1765 w Stolpen) – faworyta króla Polski i elektora Saksonii Augusta Mocnego.

Józef Ignacy Kraszewski postanowił opowiedzieć o czasach saskich, czasach, które zapoczątkowały upadek Rzeczpospolitej i czasach króla znienawidzonego przez historię. Trzeba przyznać, że pomysł na fabułę miał całkiem nowoczesny, bo główną bohaterką uczynił kobietę charakterną, charakterystyczną, przeciwieństwo wszystkich wad Augusta II Mocnego, a nawet miejscem akcji uczynił nie Polskę, ale Drezno i Saksonię. Jedyne co może się w powieści wydawać staroświeckie, to sposób wysławiania się w narracji, ale i to w pewnej chwili przestaje być zauważalne. Kraszewski zamieścił wszystko to, co niezbędne jest do napisania wciągającej powieści, a więc wątek miłosny, kontrowersyjna postać, ciekawość o losy bohaterów... 
Hrabina Cosel nie wzbudziła mojej sympatii, bo i sam autor nie ugładzał jej, ale pokazał jej zawziętość i wyniosłość, harde odzywki i buńczuczna duma. Może i dziwiłabym się temu, dlaczego faceci lgnęli do niej jak muchy, gdyby nie to, że znam z realności takie osoby wi wiem, że facetom to się podoba. Oszczędzę Wam z kim mi się Cosel kojarzyła, ale znam takie panie, znam. Jak najbardziej  więc autor trzyma się prawdopodobieństwa psychologicznego. 
Oszczędza też rozwlekłych szczegółów historycznych, z czego słynne są powieści tego autora. Obserwowałam pod tym kontem akcję powieści i zauważyłam, że narrator celnie i obrazowo, ale nie rozwlekle opowiada o Dreźnie i królestwie Sasa. Pokazuje kilka ważnych postaci i jego dwór, wszystko w związku z akcją i postacią Cosel, ale skrótowo, co jeszcze dobitniej pokazuje scenerię książki. Nie można było inaczej, bo akcja powieści ciągnie się przez wiele lat!
Podręcznik do literatury podkreśla to, że wszystkie ważne postacie z powieści były historyczne. Że pisarstwo Kraszewskiego było odwrotnością typu walteroscottowskiego. Jak wiemy, Sienkiewicz postacie historyczne umieszczał w tle, a postacie główne jedynie opierały się na prawdziwych ludziach, wspomnianych w pamiętnikach. Tutaj sam narrator kilkakrotnie zapewnia czytelnika, że 'wszystko zaczerpnął z licznych pamiętników epoki'. 
No a przede wszystkim napisał Kraszewski charakterystyczny romans z królami w tle, romans, w którym miłość walczyła ze zmiennością, a łaska pańska na pstrym koniu jeździła. Należy się zastanowić, czy właśnie ten brak wierności i stałości charakteru, widoczny na tle spotęgowania tej cechy u Anny Cosel, nie był przyczyną słabości tego panowania? Bo i inne kontrasty w powieści zostały pokazane: kontrast rozrzutności Sasa i oszczędności króla Prus. Kontrast cichości i uważności na charaktery ludzkie Sasa i Zakliki. Kontrast rozpasania obyczajów w Saksonii i staroświeckości  Warszawy, co nie przeszkadzało w udzieleniu Polki Sasowi. 
Najważniejsze w Annie Cosel, co udało się pokazać autorowi jest to, że udało się pokazać w powieści główną bohaterkę jako kobietę nowoczesną, która myślała samodzielnie, która przeciwstawiała się obyczajom, a jednocześnie z tą swoją dworskością i rozrzutnością była jak najbardziej w stylu swojej epoki. Taka kobieta pełna skrajności, od gorącej miłości rzucała się w Biblię i studia talmudyczne. Aż chce się powiedzieć, że przewyższała Augusta postępowością. 
Książki nie czyta się jednym tchem, ale i nie jest się nią znudzonym. To naprawdę dobra powieść. 

8 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję:



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...