sobota, 24 lutego 2018

James Joyce 'Dubliners' (Dublińczycy) - moje zmagania się z oryginałem...

Na zdjęciu po lewej widać książkę i 'grajdoł', na którym jest audoobook z Librivox. Czytałam i słuchałam jednocześnie, ale prawdę mówiąc miałam wrażenie, że pan czyta z jakimś akcentem. Choć starał się i nawet dramatyzował wypowiedź. Ale może to specyfika prozy Joyce'a wpłynęła na moją trudność w odbiorze 'Dublińczyków"? Nie wiem, ale to najtrudniejsza książka po angielsku jaką czytałam. No może poza próbami Shakespeare'a. Strumień świadomości po angielsku już kiedyś czytałam, więc myślałam, że pójdzie mi lepiej. Zresztą, książkę dostałam w prezencie. 
Ale po kolei. 'Dubliners' ukazały się w 1914 roku, czyli 8 lat przed 'Ulissesem'. W Wikipedii czytam, że Joyce uważał ten zbiór opowiadań za wprawkę pisarską „ćwiczeniem palców” (https://pl.wikipedia.org/wiki/James_Joyce). 
Chciałam wspomnieć o nowym przekładzie tej książki, jaki ukazał się w wydawnictwie Znak przez Zbigniewa Batkę w roku 2005. 
Podoba mi się okładka:
Dublinczycy - okładka 

Książka składa się z 15 opowiadań. W wydaniu jakie posiadam wstęp napisał Kewin Dettmar. Zwraca on uwagę na fakt, iż w tym samym czasie publikował swoje dzieła Zygmunt Freud. Pewnie to wpłynęło na Joyce'a. Inne zestawienie w wym wstępie to odwołanie od 'Heart od Darkness' Conrada. W każdym razie już nawet czytając te opowiadania z takim trudem jak ja to robiła, widać, że Joyce miał niebywały dar wczuwania się w subiektywny nastrój opowiadanych postaci. Widać też szczegóły miejsc. Trudność w lekturze nie wynikała z trudności słów, bo w sumie nie były one trudne, ale z dodatkowej treści.  Te opowiadania są trochę jak poezja, w której sens wynika z dodatkowej treści. Przy kilku opowiadaniach czytałam i czytałam, ale nie mogłam ogarnąć myśli głównej. I jeszcze te zagadkowe puenty. Niby piękne, niby ciekawe, ale epicko niewiele wnoszące do treści. Albo inaczej, zbyt wysublimowane. 
Najbardziej spodobały mi się dwa opowiadania: 'A little cloud' i 'A painful case'. Po prostu dylematy głównych postaci były mi przynajmniej znajome, jeśli nie bliskie. W jednym z nich bohater spotyka przyjaciela, który roztacza przed nim obraz podróży po wielkim świecie, wolności po prostu. Ten wraca do domu, do żony, która nie jest tak piękna jak te hurysy z opowieści kumpla, do płaczącego dziecka i przeżywa moment buntu. No i kluczowa puenta. W drugim opowiadaniu mamy historię miłości, która skończyła się tak nijak, a potem bohater dowiedział się, że ona przeżywała to głęboko. No i puenta. 
Najbardziej niezrozumiałe było dla mnie opowiadanie ostatnie 'The dead'. Dwa razy je czytałam, żeby się połapać na czym polegał problem Gustawa: czy że żona była jego urojeniem, czy to on był duchem, czy oboje byli duchami, czy on ją udusił. Dopiero pan Gołębiowski z LC mi wyjaśnił, za co mu dziękuję. I tak poza mistrzostwem stylu, poza kunsztem epickim, to to przepięknie skonstruowane opowiadanie wydaje mi się wydmuszką. Facet przeżywa załamanie i świat mu się załamuje, bo żona wyjawiła mu sekret z młodości. Ja czytając odniosłam wrażenie, że ten Gustaw był zaborczy i despotyczny oraz potwornie zaborczy o każdą jej myśl. Nawet to jego przymierzanie się do toastu wskazuje na jego głębokie problemy z interakcjami międzyludzkimi. Wcale jej się nie dziwię, że mu nie chciała powiedzieć. O ile dobrze zrozumiałam wstęp tego profesora, to mówi on, że Joyce bał się, że Gustaw jest jego odbiciem z przyszłości. No, miał się czego bać, bo to był dziwny człowiek. Wciąż uważam, że to zakończenie jest dziwne i on ją chyba udusił. 
Ale jeśli nie odnosić literatury do życia i cieszyć się jej pięknem samym w sobie, to ta książka jest piękna. Jeśli zacząć się wgłębiać w jej racjonalność, to ci Dublińczycy mieli większe problemy psychiczne 100 lat temu niż my Polacy teraz. Podobieństwo losów pewnie..... 
Za książkę dziękuję Cioci. Ciociu Dziękuję. Dałam radę. Teraz jeszcze tylko 'Vanity fair',ale to już kiedyś czytałam po polsku, więc nie będę miała problemów ze zrozumieniem.  W każdym razie teraz na ząb angielski biorę coś prostszego.

12 komentarzy:

  1. Lata temu próbowałam to czytać, ale się poddałam. James Joyce i po polsku jest trudny, a co dopiero po angielsku! Gratulacje, że sobie poradziłaś z wersją angielską. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo. A ja myślałam, że te moje trudności w lekturze to moja wina.

      Usuń
  2. Jeszcze nie poznałem tego autora. Naprawdę boję się konfrontacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Studenci filologii ang. chyba czytają Joyce'a; ja niestety poległam na polskiej wersji jego najsłynniejszej powieści wiele lat temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytają. My na licencjacie mieliśmy 'Portret artysty'.
      Ale 'Dublińczycy' mogą ci się spodobać, bo to jest realistyczne, a nawet z nutką psychologii, ale nie ma tam strumienia świadomości.
      No i jest krótka, więc jakbyś poległa, to na 200 stronach.

      Usuń
    2. No to dlaczego miałoby Ci się niby nie udać z Dubliners? Masz w końcu solidne podstawy :)

      Usuń
    3. Joyce opowiada, ale za tym niesie dodatkową treść. Stąd te moje wątpliwości. Powyżej dziewczyny pisały mi, że o po polsku to jest trudne.

      Usuń
    4. aha, myślałam, że chodzi o względy typowo językowe.

      Usuń
    5. Nie, pod tym względem nie było aż tak trudne.

      Usuń
  4. A ja kiedyś przeczytałam, że ci "Dublińczycy" w przeciwieństwie do Ulissesa dadzą się przeczytać .....i miałam kupić jakieś stare wydanie na allegro, ale na razie się powstrzymałam....
    A Ciebie podziwiam za czytanie w oryginale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po polsku będziesz miała łatwiej. Całkiem możliwe, że Ci się spodoba. Według mnie warto jest tę książkę przeczytać. Fakt, że książka jest ciężko dostępna.

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: