środa, 28 marca 2018

Barbara Engelking 'Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940-1941'

Okładka książki Szanowny panie gistapo. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940- 1941 Książkę tę dostałam już kilka miesięcy temu i moja chęć jej przeczytania zaczęła się wtedy. Teraz nie chciałabym dodawać paliwa różnorakich dyskusji, bo według mnie historią nie należy się bawić dla własnych celów. W tej książce mamy rzeczową analizę około 250 donosów do Gestapo z lat 1940-1941 i jest to przykład dobrze napisanej pracy tego typu. Bezstronność, rzeczowość, fachowość, bazowanie na materiałach historycznych, a nie na z góry założonych tezach sprawia, że książkę czyta się dobrze.
Donosy istniały w każdym ustroju i we wszystkich czasach. W latach 80-tych pisano donosy na to, że sąsiad kupił mebel, w latach 90-tych, że sąsiad dostał rentę chorobową itd. Teraz pewnie piszą donosy do Urzędu Skarbowego, zresztą nie wiem. Ja doświadczyłam bycia doniesioną w pracy, gdy na godzinę po rozmowie z koleżankami z pracy, wszystko zostało doniesione do szefowej. I powiem Wam, że to boli, tak jak boli zdrada. Często się zastanawiam kto był szczurem...Dwulicowość wygrała i to przykre, bo uczono mnie, ze trzeba być uczciwym, a donosicielstwo to zło.
Wracając do książki, autorka analizuje stylistykę tych konkretnych donosów (nie może więc być mowy o szkalowaniu i wysysaniu z palca), język itd. Smutna prawda jest taka, że najczęściej donoszą znajomi, sąsiedzi, nasi wrogowie. Inny wniosek był taki, że w innych krajach też były donosy. Zawsze były donosy. To straszne. Z drugiej strony autorka zadała sobie trud odnalezienia przykładów bohaterstwa i uczciwości tych niezliczonych listonoszy, pracowników poczt, że wiedząc, ze są narażeni na represje, starali się wyłapywać te donosy i je palili. Na koniec książki podano przykład dalszych losów jednej z ofiar donosu. A doniosła zawistna współlokatorka. Kobieta skończyła skacząc z okna. Straszne. 
6 gwiazdek

5 komentarzy:

  1. Czy przewija się tam może nazwisko Czartoryska lub Krasińska?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Musisz napisać do autorki w tej sprawie, bo oni nie zamieścili wszystkich donosów. Zresztą, chyba nie wyjaśniłam, ale te donosy omawiane prawdopodobnie były przechwycone prze polskie siły zbrojne. Nie pochodzą z zasobów Gestapo. Autorka omawia to w przedmowie. To, że niektóre opisane osoby zostały schwytane przez Gestapo stało się, jak opisuje autorka dlatego, że szacuje się, że niektórzy donosiciele byli wytrwali i pisali po kilka donosów, na wypadek, gdyby jeden nie dotarł.

      Usuń
    2. A to nie dotyczy. Dzięki wielkie :)

      Usuń
  2. Co za straszna książka ?! Donosicielstwo i pomówienia to coś okropnego i mogą one wyrządzić wiele szkód. Też doświadczyłam tego w pracy i wiem jak bardzo to boli. Najgorsze, że muszę się widzieć z tą osobą, a ona udaje, że jest w porządku i nadal manipuluje ludźmi i wyciąga informacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. rozumiem Cię. Autorka książki podeszła do tematu filologicznie. Analizowała nadawcę, jego uczucia, osobę, wykształcenie, relacje do denuncjowanych itp. na podstawie języka tych donosów. Wyszły bardzo ciekawe wnioski. A do życia mają się one tak, że nienawidzą nas współpracownicy, lokatorzy, jeśli takich mamy, sąsiad, któremu kapusta tak nie obrodziła itd.

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...