poniedziałek, 26 marca 2018

Iris Mudroch 'Miły i dobry' - Kim jest człowiek?

First English edition cover of Iris Murdoch's novel The Nice and the Good.jpg
Pierwsze wydanie książki z 1968 roku
Okładka książki Miły i dobry Tak, tę książkę wybrałam na pierwsze spotkanie z Iris Murdoch.  Trochę przez przypadek, bo szukałam 'Czarnego księcia', która to książka tej pisarki znajdowała się w spisie lektur z literatury angielskiej. Nie jest to, jak się okazuje, ani najnowsza, ani najstarsza książka Murdoch (11, jak wyliczyła Wikipedia), ani najlepsza, ani najstarsza (choć Wikipedia podaje, że zaliczono ją do finalistów Bookera). Czytelnicy LubimyCzytać ocenili ją jako gorszą niż inne. To jest moje pierwsze spotkanie z tą autorką i jeśli to jest jedna ze słabszych książek tej autorki, to jakie muszą być te jej lepsze?
Bo mi się bardzo spodobała. Czytałam ją przez kilka dni i nie chciałam opuścić tego świata z powieści.
 Zacznę od tytułu. Po angielsku mamy Dobro i Nice (bycie miłym) z dużych liter, poprzedzone przedimkiem określonym. Wartości te są więc upersonifikowane, jak w tym obrazie, do którego nawiązuje akcja, a zarazem tytuł podkreśla samoistność istnienia tych wartości.

Akcja przypominała mi powieści, jakimi niegdyś się zaczytywałam, np. 'Firma' Grishama, ale z pogłębieniem psychologicznym. Mamy współczesne miasto i pracę, gdzie samobójstwo popełnił człowiek. Działo się to w MSZ, więc postanowiono to wyjaśnić. 'Wyjaśniacz' dzwoni do domu, pojawia się słowo 'harem', bardzo intrygujące. Potem akcja przenosi się do domu, w którym na pewno nie sposób się nudzić. Mieszka tam wiele osób, jak wywnioskowałam z 3 pokoleń. Najstarsi panowie pamiętają Dachau i Indie. Świetne i chyba nawiązujące do mitologii i do obrazów są trzy kobiety: Kate, Paula i Maria. Każda z nich inaczej pojmuje miłość. Jedna żyje w świecie przeszłości, druga żyje chwilą, a trzecia chyba chciałaby odwrócić to co było.  Troszkę jak w tym obrazie, który co jakiś czas się pojawia jako motyw, a który to obraz był tłem ważnej rozmowy dwójki bohaterów, obraz Angelo Bronzino 'Alegoria z Venus i Kupidynem':
Grafika bez ustawionego tekstu alternatywnego: Alegoria z Wenus i Kupidynem
Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Alegoria_z_Wenus_i_Kupidynem#/media/File:Angelo_Bronzino_-_Venus,_Cupid,_Folly_and_Time_-_National_Gallery,_London.jpg
Zacytuję Wikipedię: 'Tematem dzieła jest bogini Wenus z obejmującym ją Kupidynem oraz z symbolicznie przedstawioną Rozkoszą z Zabawą i innymi miłościami po jednej stronie i z Oszustwem i Zazdrością po drugiej". Każdemu uczuciu, upersonifikowanemu w obrazie, mamy odpowiadającą mu osobę w książce. Trudno jest opowiadać całą fabułę, bo troszkę ona przypomina teatralną farsę, a troszkę Czechowa. W ogóle technika książki jest lekko teatralna, bo fabuła opiera się na rozmowach osób, w tych rozmowach pojawiają się nowe problemy, napięcia pomiędzy nimi, wyjawiają się ich dylematy. Narracja przytacza też ich myśli. Często, jak w tej scenie spaceru kobiet przez plażę, pojawiają się myśli każdej z nich. I jakże to inna wizja człowieka i literatury niż w ostatnio przeze mnie omawianej 'Mojej walki' Knausgarda. Tam do pokazania człowieka potrzebował autor streszczania jego codzienności, a i tak w sumie stwierdził on, że nie można wyciągać wniosków o człowieku. Tutaj na każdym etapie akcji bohaterowie i my razem z nimi staramy się ocenić co jest dobre, a co złe. Tak jak mówiłam na początku, w tym patchworkowym domu mieszka kilka pokoleń, z których najstarsi pamiętają Dachau (Will) i Indie (Theo), wiedzą też oni o sobie, że nie są dobrzy, że zło się wydarza. Młodsze pokolenie dopiero do tego dochodzi, dopiero stara się coś z tego życia zrozumieć, a najmłodsi to czysta młodość, to witalność i życie bez myślenia o konsekwencjach. A w tle są te teatralne rozmowy bohaterów, które zostają z czytelnikiem na długo. Na przykład ta:
Nie mamy wspólnego języka, muzyki, pracy, nic. Jestem tylko... jestem tylko...kobietą, - Kobietą. Czy to nie wystarczy? - Nie, to nie wystarczy.
 Albo fragmenty narracji. Najpierw ten podsumowujący bohaterów:
Jest czas śmierci i czas miłości, a całe życie to mieszanina przypadku i ślepego losu. Jeżeli kocha się to, co jest tak kruche i śmiertelne, jeżeli się tego kurczowo trzyma, jak pies ściskający swą zdobycz, to czyż miłość ta nie jest skazana na zmianę?

Oraz cytat z końcowych partii książki, gdy już przyszedł na bohaterów czas podjęcia decyzji moralnych:
Jeśli zaś chodzi o prawo, to prawo stworzone przez człowieka jest jedynie marną namiastką sprawiedliwości, instrumentem zbyt nieudolnym, by poradzić sobie z sytuacją, w której się znalazłeś. 
 I ten:
Może i istniały tam duchy, złe duchy, ale i te były czymś mało istotnym. Wielkie zło, przerażające zło odpowiedzialne za wojny, niewolnictwo i całą krzywdę, jaką człowiek wyrządza człowiekowi, kryje się w zimnym, bezwzględnym egoizmie zupełnie zwyczajnych ludzi, takich jak Biranne i on sam.
Moje wrażenia z tej książki są bardzo pozytywne. I wcale nie jest tak, że nie zauważyłam tej plejady postaci, tej farsowości, tych dialogów bez końca. Ja po prostu uważam, że to celowy zabieg, że autorka stworzyła utwór troszkę teatralny i tak jak na porządnej sztuce teatralnej, na przykład u Czechowa, postacie coś tam mówią, ujawniają siebie przez te rozmowy, przez monologi, i zarazem podejmują jakieś ważne decyzje. To dobro i zło są istotne u Murdoch. Ona nie przedstawiła całej złożoności świata w jednej książce, nawet tego nie próbowała. Przedstawiła życie kilku związanych z sobą ludzi, związanych relacjami przyjaźni, przynależności, miłości, namiętności, szacunku i itd. Zdarzenie, które zainicjowało akcję i co jakiś czas jakby przez przypadek wracało w toku akcji, urozmaicając myśli bohaterów, na koniec stało się przyczynkiem do podjęcia moralnej decyzji, która zmieniła życie wszystkich. Mnie się taka wizja człowieka bardzo podoba, takie ciągłe wystawianie siebie i zwoje zachowanie, uczucia, swoją osobę i swoje błędy i wady na swoją ocenę moralną. Duncan po unikaniu siebie przez całą książkę i zasłanianiu się prawem, wreszcie postanawia postąpić w zgodzie ze swoim sumieniem. To zmienia życie wszystkich uczestników tej farsy. 
Świetna książka, znakomicie lekko poprowadzona akcja, bardzo nowoczesny sposób prowadzenia akcji. Przecież ta książka ma już 50 lat! A mnie wciąż się podoba. Miałam wrażenie, że myślami znów byłam w teatrze, że uczestniczyłam w spektaklu teatralnym spektaklu bardzo udanym. Jestem oczarowana Iris Murdoch i jeśli to jest słabsza z jej książek, to jaka jest ta lepsza?
A co tam. Daję 10 gwiazdek.



4 komentarze:

  1. Muszę przeczytać! Widzę, że okładka wydania angielskiego jest odważna i zachęcająca do czytania, a polskiego - grzeczna i nijaka. :) A ocenami użytkowników LC nie warto się kierować. "Henryk i Kato" ma ocenę dość niską, a według mnie zasługuje na najwyższą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, że ta polska okładka została wykonana na odczepnego. Ta angielska oddaje treść książki.
      Nie znam książki, o której mówisz. Czytelnicy zarzucają książce nadmiar postaci, ale tam o to właśnie chodzi, o relacje pomiędzy ludźmi. JA się prędko zorientowałam kto jest kim.

      Usuń
  2. Pamiętam, że wiele lat temu przeczytałam jedną książkę Iris Murdoch, a teraz trafiam na kolejną recenzję jednej z jej powieści, które przypominają mi, że warto byłoby do tej pisarki wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. W dodatku ostatnio panowie AA z bloga też czytają Murdoch, ale chyba inne tytuły.
      W każdym razie taka forma książki jak ta jest bardzo ciekawa.

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: