piątek, 27 kwietnia 2018

Ewelina Rubinstein 'Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności' - oswoić tabu....

Ten reportaż to bardzo udana książka wydawnictwa Psychoskok.... Nie da się ukryć. Ja normalnie nie rzucam się na każdy 'aktualny' reportaż, ale ten o bezdomnych chciałam przeczytać, bo to ważny temat. 
Książkę przeczytałam jednym tchem, ale 'jednym tchem' ona ze mnie nie wyszła..... To reportaż, który wywołuje wiele emocji. Pierwszym jest szok, że to moglibyśmy być my. Jedno potknięcie, źli ludzie albo nasza wina, brak rodziny i klocki się sypią..... Dobrze, że autorka napisała tę książkę. 
 Układ jest 'regionalny'. Mamy najważniejsze dane o bezdomnych w danym województwie, parę słów, a potem są rozmowy z ludźmi. To z tych rozmów można zrozumieć ich świat, trudności z jakimi się borykają. Największym szokiem dla mnie było zrozumienie, że do bezdomności przyczynił się brak rodziny, a raczej odwrotnie. To że my, czytelnicy nie mamy takiego problemu często jest zasługa tego, że mieliśmy oparcie w rodzinie, w bliskich. Z rozmów autorki wynika jak wiele robią dla nich te nie reklamujące się jadłodajnie, że bezdomni marzą o spodniach, które ja niedawno wyrzuciłam, o podpaskach, które mogłabym kupić potrzebującym, a które są ich niespełnionym pragnieniem. Najbardziej poruszają rozmowy z ludźmi, których do bezdomności pchnęło zło innych ludzi, tak jak ten ojciec, którego z domu wyrzucił syn, albo kobieta, którą bił mąż, albo kobieta, która straciła wszystko przez oszusta matrymonialnego.
 To książka ciężkiego kalibru, mocna, porażająca, przerażająca, ale potrzebna. 
10 gwiazdek.

środa, 25 kwietnia 2018

Hubert Klimko-Dobrzaniecki 'Bornholm, Bornholm' - wybitna powieść, czyli trudno być mężczyzną....


Ilustracja
Autor, źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Hubert_Klimko-Dobrzaniecki
Książkę wznowiła oficyna Noir sur Blanc 14 marca 2018, czyli bieżącego roku. Jestem bardzo za, bo tak dobre powieści powinny być promowane jak najczęściej. Pierwsze wydanie tej książki pochodzi z 2012 roku w wydawnictwie Znak. Oto okładka:
Bornholm. Bornholm - okładka

Jak można zobaczyć, tu jest chłopiec, a tam dorosły człowiek, ale obaj są samotni i zagubieni. Obie okładki wprowadzają w czytelniku niepokój i uczucie dziwności. 
Narracja w książce jest dwutorowa. Jednym bohaterem jest nauczyciel niemiecki, z roku 1939, żonaty, powiadający 2 dzieci, dosyć niezadowolony z małżeństwa, ale równie niezadowolony z perspektywy powołania do wojska. Rozdziały dotyczące Horsta Bartlika mają formę trzecioosobową. Druga narracja ma formę pierwszoosobową. To monolog skierowany przez syna do leżącej w śpiączce matki, z którą łączyła go toksyczna relacja. Opowiada jej swoje życie, też pełne katastrof. Najbardziej genialnym epizodem narracyjnym, moim zdaniem, była scena, gdy Horst czytał list od żony. Świetna scena! W ogóle powieść ma bardzo wyważoną formę, trafną i celnie opowiadającą o tych dwóch światach obu bohaterów, których dzieliło 40 lat, a łączyła rezygnacja, ciągłe poczucie bezsensu i porażki i nieudane relacje z kobietami: z matką, z żoną.... 
Można chyba powiedzieć, że relacje kobieta contra mężczyzna są naczelnym tematem tej książki. Zdawałoby się, że problemy Horsta z oziębłą żoną nie mają jednak wiele wspólnego z problemami drugiego bohatera (którego imienia chyba nie poznajemy?), którego problemem destrukcyjnie wpływającym na osobowość jest nadopiekuńcza matka. Ale autor sięga bardzo głęboko w ich życie. Wydaje mi się, że nawet sięga do freudowskich pokładów podświadomości. No bo czyż nie są taką strefą prywatną, osobistą, prawie nieświadomą te wszystkie opowieści o czynnościach fizjologicznych, o ciele, jego reakcjami itd. Autorowi udało się uchronić się przed wulgarnością, a zarazem bardzo umiejętnie brylować pomiędzy obiema formami narracji: tak jak pisałam połowa rozdziałów pisana jest w 3 osobie, a połowa w 1 osobie. 
To wszystko jest materiałem do ponownego zgłębienia, przy następnej lekturze tej książki, której sobie nie odmówię. 
No więc moim zdaniem książka jest głęboko psychoanalityczna. Autor zgłębia źródła konfliktów między mężczyzną a kobietą, raczej eksploatując duszę mężczyzny. Kobieta pozostaje w tym świecie zagadką. Owszem, jest fragment, w którym żona Horsta czucie ekstazę erotyczną, a więc mamy opis psychofizycznych doznań, ale już motywy jej zachowania pozostają nieznane, nieuzasadnione. Bo dlaczego ona czuła wstręt do mężczyzn, dlaczego aż tak raziła ją podniesiona deska klozetowa? W ogóle żona Horsta jest bardzo ciekawym przykładem literackim kobiety znerwicowanej. Z drugiej strony mamy drugiego bohatera i jego nadopiekuńczą matkę, która odgradza go od wszystkich innych kontaktów. Inna sprawa, że wszystkie jej przeczucia się sprawdzają, a małżeństwa bohatera rozpadają. 
Czyli mamy dwa rodzaje relacji ważnych dla mężczyzny: synowską i małżeńską. W relacji synowskiej mamy nieudaną relację z matką i udaną relację z ojcem: tutaj przyszywanym. Czymś całkowicie innym od tego pasma porażek jest relacja mężczyzny na bycie ojcem. Tutaj jest to relacja prawie doskonała, pozbawiona frustracji i niedomówień oraz braku miłości, pełna ufności i odpowiedzialności. Gdy spada na rodziców tragedia to o ile relacja na dziecko się nie zmienia, ale budzą się konflikty pomiędzy nim, ojcem, a matką. Budzi się obwinianie i poczucie winy. 
Tak, obwinianie i poczucie winy to obok kobiecości naczelny motyw tej książki. Właściwie całe życie bohaterów podlega temu destrukcyjnemu uczuciu. Ono ciągle towarzyszy mężczyźnie, ale pewnie i kobiecie, przejawy czego znajdujemy w książce.  Ale to dwa różne światy, a mężczyzna nie rozumie kobiecego poczucia winy, on ma swoje, które go wystarczająco przytłacza. 
I w takich dwóch poczuciach winy tkwią rodziny, małżeństwa unieszczęśliwiając się stale. Horst próbuje od tego uciec, jego żona też, ale okazuje się, że bez tego nie da się żyć. Drugi wątek, ten matki i syna jest inny, nierozwiązany, ale też zdaje się, że bohater w sumie akceptuje to poczucie winy. Uczy się z nim żyć.
 To bardzo dobra książka, która pozostawia w duszy czytelnika ślad. Bardzo polecam.
10 gwiazdek
Za książkę dziękuję:


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Czesław Skoraczyński 'Żywe numery' - wspomnienia obozowe lwowiaka, piłkarza

Jest to książka mało znana poza kręgiem miłośników literatury obozowej. I od takiego konesera takich książek ją otrzymałam. Tytuł i okładka poruszają swoją prostotą i siłą wyrazu. Zresztą książka ma wiele zalet. 
Ukazała się w 1984 roku, dwa lata po śmierci jej autora. Myślę, że świeżo po wojnie niemożliwe było wydanie książki o Polaku ze Lwowa. Ale to tylko moje przypuszczenie. Może wspomnienia przez dziesięciolecia tkwiły w rękopisie? Może ktoś poprosił autora, żeby opowiedział o swoich przeżyciach póki żyje? 
Nie wiem na razie tego. 
Autor, Czesław Skoraczyński, był Polakiem ze Lwowa. Uwięziono go za to, że był Polakiem. Wraz z nim przebywał i ksiądz, i lekarz i inżynier, Polacy, Żydzi, Litwini, a nawet Niemcy. 
I z tego co on opowiadał, liczyło się to jakim kto był człowiekiem, a nie to jakiej był narodowości.Takie jest wniosek z tej lektury. 
Nawet wykształcenie nie było ważne, ale to, żeby w chwilach trudnych okazać człowieczeństwo. I odwrotnie: chamstwo i okrucieństwo nie miały narodowości, zło doświadczone od innego człowieka było złem. W każdym razie w tych nieludzkich warunkach Skoraczyńskiemu udało się przeżyć w dużej mierze dzięki życzliwym gestom współtowarzyszy niedoli...Bez patosu, ale zwykły gest, który ratował życie. Co jeszcze? Może przypadek? 

Wśród licznych zalet tej książki jedną z nich jest jasność i taka inżynierskość opowieści. Konkrety, konkrety, konkrety i duża  plastyczność. Czytając wyobrażałam sobie te okropne sceny. Książkę warto poszukać i ją przeczytać. 
 Jeszcze jedna sprawa dała mi do myślenia. Przedmiot a zło moralne. Autor w pewnym momencie pracował przy wsypywaniu Cyklonu B do komór gazowych. Czy to złe? Uważam, że nie, bo nie miał wyboru. Ale czy nikt z więźniów nie był wolny od zła moralnego przez swoje zachowanie? Moim zdaniem kapo, którzy świadomie nadużywali bicia postępowali źle. A jak ocenić podoficera, który gdy reszta oficerów uciekła, on szedł z więźniami do Dahau? Mógł zastrzelić ich i uciec, ale tak długo kluczył, że zanim doszedł z tą wycieńczoną kolumną, to wojna się skończyła. Ratował skórę, ale przy okazji i ich.To trudne tematy, do których ta konkretna w treści książka skłania. Co więcej jest to świadectwo człowieka, który to widział i przeżył, więc może się wypowiadać. 
Polecam, a za książkę dziękuję dobrej duszy. 
10 gwiazdek

sobota, 21 kwietnia 2018

Patryk Świątek 'Dotknij Boga. W poszukiwaniu ludzi, którym pozostało tylko szczęście'

Dotknij Boga. W poszukiwaniu ludzi, którym pozostało tylko szczęście - okładka Książkę znalazłam przypadkiem i zainteresował mnie w niej tytuł, a właściwie jego pierwsza część. Jak wiemy, jest w nim sprzeczność, oksymoron, gdyż 'Bóg to istota duchowa i transcendentna' itd. Nie można Boga dotknąć. W każdym razie zaciekawiłam się. 
Okazuje się, że książka jest opowieścią o wędrówce autora  przez Polskę i miejsca, w których schronienie znaleźli różni życiowi rozbitkowie. Autor wraz z czytelnikami 'dotyka Boga' w różnych ludziach potrzebujących. To co wstrząsa w tej książce to właśnie historie ludzi, którzy często stoczyli się na samo dno, a potem dzięki wspólnotom, które teraz odwiedza autor wydostali sie z nałogów, poniżenia upodlenia. 
Autor odwiedza rozmaite Barki, Arki i inne wspólnoty dla bezdomnych, byłych narkomanów, alkoholików i byłych więźniów oraz dorosłych niepełnosprawnych, w których Ci ludzie żyją i wychodzą z dna. towarzyszą im świeccy i duchowni, rozmaici ludzie, którzy postanowili żyć wraz z nimi.. Poza wstrząsającymi historiami w książce uderza po pierwsze ogrom ofiarności tych ludzi, ale i to, że podopieczni, którzy w tych miejscach mają określone zasady, mają swoje zajęcia, mają odpowiedzialność i doświadczają wspólnoty, ci podopieczni zaczynają żyć lepiej, godniej. 
Autor rozmawia z nimi i po kilka dni przebywa z nimi, razem z nimi mieszka i doświadcza tego ich stylu życia i tak jak czytelnik jest zdumiony tym, że oni z tego dna wychodzą. 
Książka trochę porusza tabu, bo opowiada o sprawach, o których się nie mówi: o alkoholizmie, o wykluczeniu społecznym, o życiu pod prąd itd. itp., a co ważniejsze opowiada o wychodzeniu z tego we wspólnotach na wzór pierwotnych chrześcijan. Niedawno moja znajoma opowiadała mi, że zastanawia ją fragment Dziejów Apostolskich o tym, że pierwsi chrześcijanie 'wszystko mieli wspólne'. Trochę jak w tej książce.
Książkę zdecydowanie warto przeczytać. 
Daję jej 8 gwiazdek

piątek, 20 kwietnia 2018

Nowy blog, kolejny post, zapraszam na post o sztuce getta waszawskiego

Dzień dobry,
Właśnie Warszawa obchodzi rocznicę powstania w getcie warszawskim. Zapraszam Was do zerknięcia na mój post na nowym, drugim moim blogu o malarstwie i poezji:

 
Znalezione obrazy dla zapytania Gela Seksztajn Żebrząca dziewczynaWładysław Szlengel Dwie Śmierci
Wasza śmierć i nasza śmierć
to dwie inne śmierci.
Wasza śmierć - to mocna śmierć,
szarpiąca na ćwierci.
Wasza śmierć śród szarych pól
od krwi i potu żyznych.
Wasza śmierć - to śmierć od kul
dla czegoś - ...dla Ojczyzny.
Nasza śmierć - to głupia śmierć,
 
na strychu lub w piwnicy.....



Wybrałam jeden obraz, jeden rysunek i dwa przejmujące wiersze:


Tak w ogóle to mam nadzieję, że spodobał się Wam ten mój nowy blog. Na razie zaczynam od uroczych obrazów orientalnych i poezji chińskiej i japońskiej, ale będę umieszczać rozmaite utwory, raczej to, co mi się podoba z różnych epok. Już odkryłam, że wiele pięknych obrazów pokazuje Pinterest. Jest z czego wybierać. Ale póki co mamy przejmującą sztukę getta. 

Zapraszam
 

czwartek, 19 kwietnia 2018

Elizabeth von Arnim 'Elizabeth i jej ogród' - wiktoriański slow living

 
 
Książka w tym nowym wydaniu MG liczy sobie miesiąc, ale  już czytam o niej powtarzające się słowa: pięknie wydana. Faktycznie, wydawnictwo się postarało. Książkę opatrzono licznymi obrazami z epoki oraz rycinami kwiatów i roślin wykonanymi przez graficzkę Zuzannę Malinowską pasującymi stylem do treści, wydano ją w tej samej serii co książki Maeterlincka. Całość wygląda bardzo efektownie:

Zdjęcia z książki

 Tak właściwie książka jest autobiografią autorki, jej wspomnieniem o roku z życia na podszczecińskiej wsi, gdy dziewczynki były małe, a ona była jeszcze żoną Groźnego. Mieszkali w pięknym starym domu, o którym narratorka (autorka) mówi, że kiedyś był żeńskim klasztorem. Autorka (narratorka) próbuje stworzyć piękny ogród. i o tym pisze, o różach i tulipanach, o dzieciach, o chwilach z książką, o uciążliwych gościach, którzy nie chcą pojechać i ciągle wynoszą książki z biblioteki i zostawiają na noc, przez co książki nasiąkają rosą, a to ją strasznie irytuje. No nie dziwię się. Jak na dzisiejsze czasy, czasy blogów, taka treść to nic oryginalnego. Od wielu innych różni ją dbałość o język. Ale w 1898 roku, gdy książka ukazała się w Anglii, myślę, że była czymś odważnym! Przecież były to czasy wiktoriańskie. Czytałam o tym okresie 'Autobiografię' Agathy Christie, to pani Agatha na pewno nie interesowała się różami, opowiadała za to o wiktoriańskim wychowaniu dzieci. Elizabeth tez opowiada, ale o wychowaniu w Niemczech, gdzie wprowadzono ustawę, że kształcenie już sześciolatków sprawdza inspektor.
 Opowiada też o swoim mężu, ale bardziej aluzyjnie, bo przecież nie wypada obmawiać męża. Z książki wynika jednak, że relacje pomiędzy małżonkami były chłodne, że Groźny nie brał na poważnie intelektu żony. 
O ogrodzie mówi sporo, o tym co jej wychodziło, a co nie, kiedy sama coś robiła, a kiedy ogrodnik wtrącał się w jej koncepcję itd. Mamy nazwy odmian kwiatów i tym podobne szczegóły, całość napisana plastycznie. Gdy to czytałam, byłam sobie w stanie wyobrazić ten jej ogród. 
Cóż. Książka jest lekka i miła. Przyjemnie się ją czyta. Ma już ponad 100 lat, ale bezpośredni styl autorki sprawia, że czyta się ją dobrze. Można powiedzieć, że jest to książka ponadczasowa.
6 gwiazdek

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG:




środa, 18 kwietnia 2018

Iwona Menzel 'Po wsze czasy' - powieść popowstaniowostyczniowa i piękny romans

Powieść wyniosłam na łono natury, w plener

 Przyznam się, że dla mnie autorka ta była nieznana, ale zachęciła mnie tematyka książki, to że rozgrywa się w czasie popowstaniowym i że pojawiają się w niej osoby ze szlachty, które wskutek represji popowstaniowych straciły majątek. Wieść rodzinna niesie, że mój prapradziadek był takim człowiekiem. Fakt, nazwisko zostawił na 'ski', ale poza tym nie mówił nic o sobie. Ponoć. Dziadek, po którym otrzymał swoje 'szczęśliwe' imię, mówił, że pradziadek nie mówił o sobie nic. Myślę, że dzisiaj nazywałoby się to depresją... W każdym razie ciekawią mnie te czasy, a poza tym, uwielbiam 'Wierną rzekę'. Tak, tak, to sentymentalna książka, ale piękna. 
Czytam sporo powieści z historią w tle, a czasami i współczesnych obyczajówek. Są wśród nich książki lepsze i gorsze, ale jedna plaga dominuje, a mianowicie to, że czytelnik rozpoznaje, że 'tu o' są dialogi, a 'tam o' jest narracja, a przecież wielkie powieści takie nie są. W wielkich powieściach czyta się książkę w środku świata przedstawionego! Powieść 'Po wsze czasy' wielka nie jest, ale jest wyjątkowo dobrą powieścią historyczną. Widać dobry pomysł, ciekawą realizację, myśl przewodnią i sporo dowcipu. To naprawdę świetna książka. Ostatnio, a konkretnie w ostatni weekend dopadła mnie tęsknota za POWIEŚCIĄ. Ale póki takie zdobędę wzięłam najwyżej leżącą książkę z półki 'recenzenckiej', czyli 'Po wsze czasy' i książka ta mnie pochłonęła na amen. 
Bohaterką jest Augusta, młode dziewczę, z Niemiec, którą to jej rodzice postanowili wydać za starszego od niej o 30 lat niemieckiego przemysłowca mieszkającego pod kojarzącej się dla niej z Syberią Białymstokiem. Były to lata siedemdziesiąte XIX wieku, czyli okres popowstaniowy. Autorka uniknęła banału, a zarazem potrzeby łopatologicznego wyjaśniania czytelnikowi spraw oczywistych wprowadzając Augustę, która kompletnie nie znała Polski, nie wiedziała co to jest, a wieści o Imperium Rosyjskim i historii Kongresu Wiedeńskiego znała z punktu widzenia Darmstadt i europejskich gazet. Dziwi się więc, że nagle przyjeżdża do swojego nowego domu i widzi kobiety w czerni z kajdankami u pasa, że słyszy coś o zamachach, o powstaniach z kosami na sztorc itd. itp. To wszystko dodaje kolorytu książce i sprawia, że na powstanie styczniowe i to co było potem patrzy się świeżym okiem i wraz z pełnią życia Augustą przeżywa się akcję. 
Poza tym wątkiem powstańczym, książka jest bardzo barwnym romansem o tym  jak się czuje młoda dziewczyna w małżeństwie z o wiele starszym od niej mężczyzną. W książce jest miłość i to namiętna. 
Ostatnim ciekawym smaczkiem w książce jest 'psia narracja', bardzo ciekawa, która wprowadza do książki elementy wzruszenia i dowcipu. 
Reasumując, naprawdę spodobała mi się ta książka. Położę ją sobie na najwyższej półce książki, do których wrócę. Świetna. Daję jej 8 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu MG: