piątek, 18 maja 2018

'Lalka' - serial i film. Porównanie

Dzień dobry,
Pewnie nie uwierzycie, że ja dopiero w tym roku obejrzałam obie wersje 'Lalki'! Dotychczas unikałam tego filmu, a to dlatego, że myślałam, że nie dorówna on książce. Najbardziej obawiałam się o Pamiętniki Rzeckiego, zdawało mi się, że reżyser na pewno je wytnie, a była to moja ulubiona część książki. 
Ale w Wielkanoc puścili 'Lalkę' Hasa z 1968 roku:
Zaś wersję serialową w reżyserii Bera z 1977 roku pożyczyłam na DVD:






I cóż mogę powiedzieć? Chyba to, że po pierwsze polecam obie wersje, a po drugie, że obie wersje różnią się nie tylko długością, ale interpretacją wielu aspektów książki. Trudno powiedzieć która jest wierniejsza książce. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że wersja serialowa, bo jednak w 9 odcinkach po godzinie i 18 minutach da się więcej 'upchnąć' z książki niż w filmie, nawet tym dwu i półgodzinnym.W filmie nie ma wielu wątków: pamiętnika Rzeckiego, wątku studentów i Stawskiej itd, ale mamy interpretację czerwonych rąk Wokulskiego oraz symbolikę ubogiej Warszawy. Dobitnie i obrazowo pokazano też obcość Wokulskiego na salonach. To dobry film, choć nie było w nim pamiętnika Rzeckiego. W serialu rozwinięto wszystkie wątki. Jest on bardziej realistyczny niż film.
Co się rzuca w oczy przy oglądaniu obu wersji to diametralnie odmienne postacie Łęckiej:
Kadr z serialu - w roli Łęckiej Małgorzata Braunek. Wokulski: Jerzy Kamas

Kadr z filmu - w roli Łęckiej Beata Tyszkiewicz. Wokulski: Mariusz Domochowski
To co teraz napiszę, będzie bardzo subiektywną opinią. Moją własną. Miałam wrażenie, że Łęcka Beaty Tyszkiewicz była kompletnie inną interpretacją tej postaci niż Łęcka Braunek. Otóż, Łęcka Tyszkiewicz była piękną damą, która rozsiewała swój czar, była świadoma swojej urody oraz bycia podobaną przez Wokulskiego i po prostu 'kroczyła w tym podobaniu się', jak to kobieta. To świadoma swoich powabów kobieta. Według tej interpretacji postaci jej okrucieństwo wobec Wokulskiego było wynikiem kobiecości. 
Kompletnie inaczej jest z Łęcką z serialu. Po pierwsze, choć nie jestem mężczyzną, więc ciężko mi się wypowiadać, ale do piękna tej Łęckiej było daleko.... Nie wchodząc w gusta i guściki, uważam, że Małgorzatę Braunek do tej roli wybrano dlatego, że miała arystokratycznie wyniosłe spojrzenie i ta wyniosłość twórcom wydała się pasująca do Łęckiej. Jednocześnie pomimo tych jej fałszywych uśmieszków, które ona oddała prawie teatralnie, miałam wrażenie, że Łęcka Braunek jest osobą niespełna rozumu, posiadająca problemy psychiczne. Podczas gdy Łęcka z filmu wtapiała się w swoje środowisko, Łęcka w serialu jest jakąś schyłkową karykaturą damy. Owszem, mówi jak dama, konwersuje jak dama, ubiera się jak dama, ale jednocześnie coś ją różni od takiej Wąsowskiej:
Wąsowska z serialu

Wąsowska, też arystokratka, potrafi trafnie oceniać ludzi, natomiast równie świadomie postanawia pozostać przy swojej sferze społecznej. Natomiast Łęcka jest trochę jak uosobienie kompleksów Freuda i Fromma. W połączeniu z jej fałszywymi uśmieszkami i nieracjonalnymi decyzjami odniosłam wrażenie, że byłaby odpowiednią pacjentką oddziału psychiatrycznego.... Nie wiem czy taki był zamysł reżyserów?
Natomiast Łęcka z filmu była jak najbardziej przy zdrowych zmysłach. Tyszkiewicz wykreowała chodzącą kobiecość, piękną i uwodzicielską damę, która pławi się w zachwytach mężczyzn, bo wie, że jest piękna. Przeciwieństwo jej do Wąsowskiej tutaj ma inny charakter:
Wąsowska z filmu
Kalina Jędrusik, która grała tę postać, dała jej czysty erotyzm, bez subtelności Łęckiej -Tyszkiewicz. Jak widać, w mojej ocenie klasę arystokratki w filmie miała Łęcka, a w serialu Wąsowska. A to różnica.
Teraz Wokulski. Wokulski w serialu miał dużo psychologicznej głębi:
Wokulski z serialu
 Kamas grał oczami, zarówno smutek, jak i w innych scenach radość. Podczas scen na przykład z Łęcką, oczy mu się śmiały, w teatrze widać było znudzenie kiepską sztuką, w scenach w sklepie - stanowczość szefa, w scenach z Rzeckim - przyjaźń. Nie da się ukryć, że bardzo mi się jego postać podobała. Prawdę mówiąc, nie dziwię się, że wszystkie 'spełna rozumu' kobiety w serialu i książce się w nim kochały... Przystojny był. Jednocześnie dawało się wyczuć dojrzałość emocjonalną Wokulskiego. Jego miłość nie była tylko namiętnością, ale była decyzją co do dalszego życia. Natomiast Wokulski z filmu to mężczyzna już dojrzały. W jego postawie widać zdecydowanie,  ale i  brak tego uroku, jaki miał Kamas. To zdecydowanie 'starszy' Wokulski. A ta szuba z lisem nie przydawała mu młodości....
Odmiennego omówienia potrzebują obie kreacje Rzeckich:
Rzecki z filmu. Gra go Tadeusz Fijewski

Rzecki z serialu. Gra go Bronisław Pawlik

Nie ukrywam, że to moja ulubiona postać z książki. Wcale nie uważam go za starego fantastę. Cenię jego wrażliwość i empatię, delikatność i takt oraz wielką uczciwość. To wspaniała postać. Obaj aktorzy dali jej coś dobrego, a jednocześnie innego. Rzecki w filmie był dramatyczny. Ta dramatyczność wynikała z przejść z przeszłości. Musiałabym sprawdzić, czy ten aktor nie był byłym więźniem obozu koncentracyjnego - tyle w nim było tragedii.... Rzecki z serialu też jest pełen ofiarności i wartości osobowych, ale i ma więcej czasu na swój świat. Ale to już jest zasługa długości filmu. Po prostu w serialu zmieścił się 'Pamiętnik Starego Subiekta' oraz sceny ze Stawską i te w pijalni piwa oraz wspomnienia z Węgier. Lubię romantyków, więc i Rzeckiego uwielbiam. 
Na koniec porównam obraz Warszawy i społeczeństwa w obu wersjach. W filmie pokazano dobitnie i symbolicznie Warszawę bogatą i Warszawę ubogą. Nie pokazano natomiast konfliktu z żydowskimi kupcami. Może dlatego, że film powstał w 1968 i dlatego ten wątek stałby się nadinterpretacją tego, co pokazał Prus?
W serialu mamy pokazanie skrajności w bogactwie i ubóstwie. Tutaj twórcy mieli więcej czasu, a więc mogli pokazać na co stać arystokrację, a na co ubogich. Pokazać marnotrawstwo arystokracji i zdolność do dostosowania się do nowoczesnych czasów pani Stawskiej i wiele innych. Ale i mamy ten nieszczęsny konflikt z kupcami żydowskimi. Postać Henryka Szlangbauma w wykonaniu Piotra Fronczewskiego to postać równie pogłębiona psychologicznie jak inne. Tak jak w poprzednich wątkach, w serialu był czas na pokazanie całości wątku. Najpierw nienawiści i antysemityzmu przy pracowitości Henryka. Fronczewskiemu udało się pokazać determinację Henryka. Widać też jak bardzo arystokracja polska zadłuża się u żydowskich lichwiarzy i jak ci lichwiarze bezskutecznie muszą chodzić za swoimi pieniędzmi. Przecież honorowy Wokulski nie miał z nimi żadnych konfliktów! Bo spłacał swoje długi. Końcówka tego wątku nasuwa smutne refleksje i dramatyczne zapowiedzi eskalacji tego problemu. I nie jest to gadanie endeka, ale smutna refleksja bystrego obserwatora rzeczywistości porozbiorowej w Polsce nad niepozałatwianymi problemami społecznymi. 
Podsumowując, 'Lalka' serialowa pokazuje całą złożoność arcydzieła Prusa, natomiast serial ma wartość artystyczną i symboliczną. To wspaniale 'skadrowany' film. Oba polecam.
A na Filmwebie serial oceniłam na 10 gwiazdek, a film na 8.








24 komentarze:

  1. Mnie też podobają się obie ekranizacje, choć są tak różne. Przydałaby się nowa Izabela Łęcka na nowe czasy, to już tyle lat minęło od tego serialu, on leciał jak bylam w ogólniaku!
    Zgadzam się z Tobą, że Izabela Beaty Tyszkiewicz była wiarygodna, a Izabela pani Braunek miała spojrzenie jak z Tworek :))) Może o to chodziło twórcom?
    Szczerze mówiąc to im jestem starsza, to tym bardziej przeraża mnie Wokulski, który niczym pająk osaczał biedną Izabelę. Coraz bardziej mi jej żal. Jasne, że by mu przyprawiała rogi, jakby się z nią ożenił. Ale może on lubił takie psychiczne sadomaso?
    Jakby nie lubił, to zamiast latać za Izabelą, znalazłby sobie jakąś miłą Stefcię Rudecką i żyliby długo i szczęśliwie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wie Pani, tak o nim myślałam przy książce. Film też nie zmienił tego odczucia, ale w serialu straciłam to wrażenie. W serialu przecież on kilkakrotnie pytał ją. Inna sprawa, że niezrównoważona Łęcka z serialu ciągle podtrzymywałam w nim zapał. Inna sprawa, że się w głowę zachodziłam, co ten Wokulski w niej widział!
      Tak sobie myślę, że Łęcka z książki to naprawdę problematyczna postać, an tyle, że nie zmieniając treści można stworzyć dwie diametralnie różne postacie filmowe: Łęcką Tyszkiewicz i Łęcką Braunek. Wciąż uważam, że nie była piękna.

      Usuń
    2. A kto mówi, że Braunek była piękna? ;)))
      Pamiętam jak w początkach, jak cała Polska dyskutowała o tym, że jak ona zagra Oleńkę w "Potopie". Ludzie uważali, że jest strasznie brzydka i przypomina konia z twarzy. Ale ona wtedy była wziętą aktorką, grała różne takie nowoczesne, bezpruderyjne panna, jak np. w "Polowaniu na muchy".
      Faktem jest, że dyskutowano wtedy też, jak Daniel Olbrychski, Azja z "Pana Wołodyjowskiego" zagra teraz Kmicica w "Potopie".
      No, ale Olbrychski jako Kmicic wyglądał jak milion dolarów i cała żeńska Polska go pokochała za tę rolę. Gorzej z filmową Oleńką, której nikt nie polubił.
      Beata Tyszkiewicz to jest zupełnie inna bajka.
      Kobieta piękna i wspaniała. Byla i jest!

      Usuń
    3. W początkach lat 1970 - miało być!

      Usuń
    4. Wyjaśniła mi Pani ;) Bo miałam te same odczucia, ale myślałam, że wredna jestem. O nieboszczykach nie mówi się źle, ale ona miała końską szczękę, faktycznie.
      Kojarzy Pani Braunek w 'Domu na Rozlewisku', tuż przed śmiercią? W pracy pamiętam że się naraziłam jednej takiej, która dyskutowała, że 'to taka piękna kobieta, a ona chciałaby tak pięknie wyglądać na starość'. Pamiętam, ze nie wytrzymałam.
      Olbrychski nie miał lalkowatej twarzy, ale był przystojny. Dziadek opowiadał, że w czasie jego młodości mówiło się 'przystojny mężczyzna' o facecie postawnym, że nie patrzyło się na twarz. On mówił też 'przystojna kobieta' na taką wielką ale szczupłą babę.
      Wie Pani , my się chyba obie rozumiemy bez słów..... Braterstwo dusz chyba....

      Usuń
    5. Jeszcze powiedziałam wtedy, że piękna na emeryturze jest Małgorzata Zawadzka.

      Usuń
    6. Czy chodzi o Magdalenę Zawadzką? ;)))
      Moim zdaniem - piękna na emeryturze jest Beata Tyszkiewicz.

      Usuń
    7. Pomyliłam imiona..... Milczałam, co miałam problemy z internetem.
      Zagłoba za Hajduczka dałby się pociąć....

      Usuń
  2. W ogóle Tyszkiewicz sama w sobie ma dużo klasy i jest jak dama :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Dama w całej krasie!

      Usuń
    2. Dlatego nie mogła zagrać inaczej :)

      Usuń
    3. Ta gra Tyszkiewicz w 'Lalce' kojarzy mi się z 'Błękitnym aniołem' i Marleną Dietrich ;) Uwodzicielstwo i kobiecość.

      Usuń
    4. Mam wrażenie, że Pani Beata taka jest a do tego trochę tajemnicza - z natury. Mój Tato ogląda Taniec z gwiazdami - kilka razy rzuciłam okiem i kiedy zasiadała w jury czuć było nie tylko klasę ale również kobiecość.

      Usuń
    5. Tak, chyba tak. I tę tajemniczość przekazała swojej roli.

      Usuń
    6. Współcześnie takich aktorek chyba się już nie spotyka ;)

      Usuń
  3. Zdecydowanie bardziej podobała mi się wersja z panią Tyszkiewicz. Pamiętajcie jednak, że tu występowali wybitni aktorzy starej szkoły. Oni stworzyli swoje kreacje, a nie wykonali jedynie zadania aktorskie. Na szczęście dla mnie jest tylko jedna wersja książkowa "Lalki" napisanej przez Prusa. :) Pozdrawiam, Zdzisław www.krainslowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wybitni aktorzy starej szkoły" i w tym tkwi urok, piękno i sekret takich produkcji. Moja Mama mówi, że aktorzy tamtych lat są świetni, że kiedyś byli prawdziwi aktorzy, którzy kreowali świetne postacie, nie to co teraz. I to widać.

      Usuń
    2. Klasa tego filmu to nie tylko kreacje aktorskie, choć to też, ale niesamowite sceny!
      Pisałam to wyżej, ale wydaje mi się, że książka daje pole do interpretacji.

      Usuń
    3. Każdy film musi mieć swój klimat, który przyciąga uwagę. Reżyseria w połączeniu z interpretacją ról czynią film przekonywującym. Umiejętność pomysłowego i perfekcyjnego sfilmowania scen przy wykorzystaniu dopracowanych kostiumów i scenografii, idealnego montażu dają niezapomniane efekty. Wybitni aktorzy olśniewają jak klejnoty na tym tle.

      Usuń
    4. Zgadza się. Nawet w popularnych produkcjach współczesnych widzowie oglądają te dobrze zagrane....

      Usuń
  4. Ja najbardziej uwielbiam film z Tyszkiewicz. Ale obie produkcje są dobre. Uwielbiam wracać do "Lalki" co jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mnie przewyższasz ;) A ja po raz pierwszy.... Wyciąć Tyszkiewicz z filmu, a Kamasa z serialu, dać dwóch Rzeckich i wyszłoby cudo filmowe ;)

      Usuń
  5. Ja też lubię obie wersje, ze wskazaniem jednak na film Wojciecha Jerzego Hasa - niezwykłego reżysera, mojego ulubieńca. Fijewski, Tyszkiewicz, Jędrusik - perełki aktorskie. Ale i tak zwycięża książka. Wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fijewskiego kompletnie nie kojarzę z wcześniejszych ról, ale tutaj pokazał klasę. Jedrusik genialnie zagrała przecież w 'Ziemi Obiecanej'.

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...