sobota, 2 czerwca 2018

Wywiad z panem Marcinem Wrońskim, autorem cyklu kryminałów o Zydze Maciejewskim

Marcin Wroński, mój rozmówca w koszulce z nową książką, która ukaże się już w środę, 6 czerwca.Źródło: festiwalkryminalu
Dzień dobry,
Dziś mam wielką przyjemność zaprezentować Wam wywiad z moim ulubionym pisarzem, jednym z czołówki polskich pisarzy retro kryminałów, pisarza z Lublina, pana Marcina Wrońskiego. Bardzo się cieszę, że pan Wroński bardzo chętnie zgodził się na wywiad i udzielił mi obszernych odpowiedzi. Trafiłam na dosyć zajęty czas, bo na teraz przypada premiera 'Glin z innej gliny', Festiwal Kryminału, Targi Książki i Festiwal Apostrof. Ale pan Wroński znalazł czas na wywiad. Przeprowadziłam go droga mailową. Oto co wynikło z rozmowy:

  •  LZ:  Przede wszystkim bardzo Panu dziękuję za ten wywiad. To wielki zaszczyt dla mnie. Zacznę od pytania, które pewnie wszyscy Panu zadają: czy ma Pan już dość Zygi? I czy planuje Pan jakąś inną postać. W wywiadach czytałam, że zamierza Pan rozwijać cykl o Officium Secretum?
– MW.: I ja Pani dziękuję. Pytanie, czy to naprawdę koniec z Zygą Maciejewskim, rzeczywiście pada często, ale mogę się z tego tylko mnie cieszyć. Oznacza, że przez dziesięć lat komisarz zdobył serca wielu czytelników, jednak wszystko musi mieć swój koniec. Inaczej za chwilę wyczerpałby się potencjał bohatera, co mówię nie jako znudzony nim autor, ale pisarz, który starannie przygotowuje się do kolejnych książek. I pewnie dlatego pisze średnio jedną rocznie. Na przyszłość mam kilka pomysłów, jednym z nich faktycznie jest kontynuacja „Officium Secretum”, współczesnego thrillera z dominikaninem Markiem Glińskim, ale w tej chwili zajmuję się czymś zupełnie innym, co prawdopodobnie najnowsza zaskoczy czytelników tematycznie i gatunkowo. Dziś nic więcej o tym nie powiem, ale za kilka miesięcy jestem otwarty.
  •  Może dla wyjaśnienia uściślijmy daty? Kiedy ukazał się pierwszy tom o Zydze? Czy rozpoczął Pan modę na kryminały retro, czy byli i inni? Bo że jest pan w 'czołówce' autorów bardzo dobrze napisanych książek kryminalnych retro to fakt.

- Wolałbym nie nazywać go tomem, bo mimo numerowania kolejnych książek w cyklu, każda jest osobną, samowystarczalną powieścią i nie ma potrzeby czytać ich po kolei. Pierwsze wydanie „Morderstwa pod cenzurą” to jesień 2007 roku – wierzyć się nie chce, że aż osiem lat po debiucie Marka Krajewskiego. Tylko wtedy mało kto słyszał i chciał zauważyć, że ktokolwiek oprócz Chmielewskiej pisze w Polsce kryminały, a że jakiś filolog klasyczny napisał kryminał retro? Sytuacja zmieniła się w 2005 roku, kiedy Marek Krajewski dostał Paszport „Polityki” (jako drugi po A. Sapkowskim twórca literatury gatunkowej) i mniej więcej w tym czasie nadeszła ta druga fala, do której i siebie zaliczam. Wciąż był to okres, kiedy polscy autorzy pisali rocznie raczej 30 niż 300 kryminałów, jak dziś, niemniej kto wejdzie do czołówki, wcale nie było oczywiste. Niektórzy zarzucali mi wtedy wtórność, co złośliwsi koniunkturalizm, ale dziś jest rzeczą oczywistą, że jak polskie retro, to Krajewski, Wroński i Ryszard Ćwirlej, który niedawno odebrał dublet statuetek Nagrody Wielkiego Kalibru – od jurorów i czytelników, tak jak ja w 2014. Żaden z nas nie zawdzięcza sukcesu jakiemuś przesadnemu talentowi, tylko pieczołowitości dokumentacyjnej, wrażliwości na detal historyczny i przede wszystkim mrówczej pracy. Ten podgatunek ma to do siebie, że nie toleruje pisarzy kapryśnych i mało wytrwałych, mimo że pozornie jakież to proste: przeczytać kilka cudzych mądrych książek i własnymi słowami napisać swoją!
Wszystkie książki z Zygą MAciejewskim, Źródło: W.A.B.

  • To mało znaczące, ale ja Pana książki oznaczam na wirtualnej półce zarówno jako kryminały, jak i historyczne, bo uważam, że są ścisłe historycznie. Najbardziej ujął mnie ten jidysz w książkach. Nie znam, ale przecież nasi dziadkowie żyli w otoczeniu tego języka, więc te zwroty kojarzą mi się z powiedzonkami z życia codziennego.... Czy dużo pracy wymaga wyszukanie takich słów? Czy są żyjący użytkownicy tego języka? Druga część tego pytania to raczej stwierdzenie. Jak może mówiłam moim miastem rodzinnym jest Zamość, czy raczej okolice Zamościa, więc z zapartym tchem czytałam 'Kwestję krwi'. Zdumiało mnie i rozśmieszyło, że okolice dzisiejszego 'ekonomika' były przed wojną 'stanowiskiem pracy' prostytutek. Gdzie historyk wyszukuje takie informacje? Wierzę, że są prawdziwe, ale przecież chyba takie tematy były tabu?
- Tematem tabu przed wojną był homoseksualizm, ale absolutnie nie prostytucja. Wszyscy wiedzieli, a że inicjacja seksualna młodego chłopaka miała miejsce z profesjonalistką, było czymś powszechnym. Zaś znalezienie takich informacji zwłaszcza w przypadku Zamościa jest wyjątkowo proste: Encyklopedia Miasta Zamościa Andrzeja Kędziory i jej aktualizowana wersja online, zamosciopedia.pl, Sławomir Barnik, który wie wszystko o Leśmianie, pełne smaczków książki i artykuły nieżyjącego już, niestety, Krzysztofa Czubary… Zamość jest najlepiej opisanym miastem, którym się dotąd interesowałem.


  • Na dniach ukaże się ostatni tom książki z Zygą pt. 'Gliny z innej gliny". Czy Maciejewski znajdzie szczęście?

– A co to jest szczęście? I co ono oznacza dla takiego bohatera jak Zyga Maciejewski? Proszę zauważyć, że chociaż w skali pojedynczego kryminału przeciwnikiem mojego komisarza jest trudno uchwytny przestępca, to w skali cyklu jest nim Historia przez duże h. W „Kwestji krwi”, „Morderstwie pod cenzurą” czy „Kinie Venus” może się jeszcze łudzić, że wszystko przed nim, ale okupacyjna „A na imię jej będzie Aniela” i dziejący się w 1945 roku „Pogrom w przyszły wtorek” tylko idiocie nie odebrałyby złudzeń. W najnowszych „Glinach z innej gliny” obchodzę się z Zygą Maciejewskim nieco łagodniej, ale taki już jest urok opowiadań, które w przeciwieństwie do powieści średnio nadają się do kreślenia bohatera całkiem tragicznego. Dlatego tak, znajdzie coś na kształt szczęścia, ale tylko dlatego, że nauczy się go szukać. Chropowato odnajdzie się w relacji z synem, rozkocha w sobie wnuczki, a nawet… Proszę przeczytać!

  • O właśnie, Zyga jest tragiczny. Wyznam, że mnie najbardziej wzruszył w 'Haiti', gdy Nowa Polska Ludowa zniszczyła go kompletnie. Rozumiem też, że Róża musiała postąpić tak jak musiała, przynajmniej dla dziecka, ale to jednak smutne, że historia wygrywa z romantyzmem. Szkoda mi ich, znaczy się Róży i Zygi. Że wszystko im się pogmatwało, całkiem jak w życiu. Bardzo mnie ciekawi, czy koledzy w tych opowiadaniach troszkę umilili Zydze resztkę życia....

- Tak, a jeśli chodzi o wątek miłości Zygi i Róży, opowiadanie Roberta Ostaszewskiego powinno się Pani wyjątkowo spodobać. 

  •  Czy autorzy, których Pan zaprosił do współtworzenia tego tomu wnieśli jakieś nowe pomysły do tej postaci? Inaczej mówiąc, czy lubi Pan współprace twórcze?

– Chętnie zaprosiłbym do współpracy jeszcze więcej autorów, ale to nie jest taka prosta sprawa, bo każdy ma swoje plany i rzeczy mniej lub bardziej pilne. Kluczem było, aby swoim okiem spojrzeli na komisarza Maciejewskiego pisarze, których sam wysoko cenię, a którzy przy okazji od lat są moimi wiernymi czytelnikami. I każdy wniósł swój rys literacki, a pewnie także coś, co chciał w moim cyklu wyczytać, a czego sam nie napisałem. Dla mnie to wielka radość widzieć, jak Andrzej Pilipiuk wplata Zygę Maciejewskiego w fabułę zahaczającą o jego ulubione wątki z czasów carskiej Rosji, Ryszard Ćwirlej zapoznaje Zygę Maciejewskiego ze swoimi poznańskimi bohaterami, a Robert Ostaszewski ustawia jego ukochaną Różę w roli samozwańczej detektywki. Trudno to jednak nazwać współpracą twórczą, bo moi koledzy napisali własne opowiadania, a ja miałem tylko taką przewagę nad czytelnikami, że mogłem zapoznać się z nimi wcześniej. To nie było wspólne gotowanie, tylko przyjęcie składkowe, na które każdy przyniósł własny alkohol i własną zakąskę.

  • W fabułach Pańskich książek umieszczał Pan poetów lubelskich. Według mnie, był to rodzaj szacunku dla nich. Czy współcześni pisarze lubelscy trzymają się razem?

– Nie wiem. Być może dlatego, że nie jestem pisarzem lubelskim, tylko polskim pisarzem z Lublina. Z kolegami ze swojego miasta widuję się o wiele rzadziej niż z twórcami z Wrocławia, Warszawy, Krakowa itd., bo to z nimi wiążą mnie przeróżne sprawy zawodowe. Lubelskie środowisko literackie to w przeważającej mierze poeci oraz twórcy raczej hobbystyczni niż zawodowi. Owszem, spotykamy się czasem na imprezach kulturalnych czy na spektaklach, ale poza wspólnymi zainteresowaniami nie mamy zbyt wiele wspólnego. Jest natomiast zupełnie inną sprawą mój stosunek do miasta, lokalny patriotyzm, stąd zainteresowanie jego historią i tradycją oraz troska o dobry wizerunek. Nie mogłem więc pominąć w swoich kryminałach postaci tak ważnych jak Józef Czechowicz (w powieściach Jerzy Trąbicz) czy Józef Łobodowski (Józef Zakrzewski), szczególnie że mój komisarz Maciejewski musiał ich poznać osobiście jako dziennikarzy, świadków, a czasem podejrzanych. Oni m.in. stanowią o fabularnej „fajności” Lublina, a dobre tło i ciekawe postacie drugiego planu to jest to, co różni literaturę od pulpy. Z żyjących poetów związanych z moim miastem ważne laury zbiera Bohdan Zadura i kibicuję mu wytrwale, ale też proszę zauważyć, że niedawno zmarła Julia Hartwig do lubelskich korzeni zaczęła przyznawać się dopiero niedawno, a wcześniej zamiatała je pod dywan. Osobiście podziwiam też zupełnie różne talenty Edy Ostrowskiej i Aleksandry Zińczuk. Pierwszą z tych poetek, mam wrażenie, mimo nieprawdopodobnego talentu gubi nadwrażliwość, a druga po prostu za mało pisze. Słowem, nie trzymam się razem, ale obserwuję.

  • Publikował Pan powieści o Zydze średnio raz w roku. Sam Pan pisał w posłowiach, że dbał Pan o urozmaicanie schematów fabularnych i detale historyczne. To wszystko wymaga czasu. Czy nie kusiło Pana, żeby tak szybciej? Żeby co miesiąc książkę?

– Nie, proszę Pani, bo ja Panią szanuję. Panią i innych czytelników. Jeżeli była Pani kiedyś u dobrego stolarza, nie mogło Pani umknąć, że w naturalnym odruchu gładzi drewno, zanim zajmie się obróbką. Jest w tym coś pieszczotliwie magicznego i pewnie rzemieślnik zapytany o to, dlaczego pogładził, odpowiedziałby, że sam nie wie. W tym objawia się jednak szacunek twórcy do tworzywa i ja podobnie odnoszę do języka, w którym robię. Ani myślę się zmieniać, bo gdybym do stresów i rozterek towarzyszących mojemu zawodowi dołożył jeszcze utratę szacunku do samego siebie… Dlatego nie tylko nie chciałbym tłuc powieści co miesiąc, ale po ludzku współczuję tym, którzy weszli w taki kierat. Mimo że po marksistowsku mam ich za wrogów klasowych, to po chrześcijańsku współczuję.

  • Bardzo Panu jako czytelniczka za ten szacunek dziękuję i doceniam. Jako blogerka często nie mam ochoty po raz kolejny czytać swoich tekstów, i je wypuszczam jak napisałam, za co mi potem wstyd, więc bardzo szanuję autorów którzy dużo skreślają... To jest chyba potrzebne, bo zdarza mi się czytać teksty 'klawiaturopisów' bez korekty redaktora i często widać, że mogłaby to być dobra książka, gdyby pokreślić w niej sporo, poprzestawiać. Ponoć wielu debiutantów szuka 'porządnego' redaktora. Wiesław Myśliwski powiedział w wywiadzie, że pisze jedną stronę dziennie..... Nie więcej.
-- Sam staram się jednak ciut więcej: 5-10, ale nie zawsze to możliwe, bo dochodzą sprawy promocyjne i dokumentacja.

  • Tak w ogóle to przepraszam za to pytanie, ale układałam je jeszcze w marcu, gdy nie było jeszcze tej burzy w mediach.....

-- Rozumiem, sam nie wytrzymałem i wziąłem w niej udział na swoim blogu...

  • Prawdę mówiąc, moje zdanie jest takie, że ja jako czytelniczka bardzo bym nie chciała, żeby polskie kryminały pogorszyły się jakościowo, a spuchły ilościowo. Bardzo cenię właśnie Pański nurt, czyli retro kryminały, a one wymagają pracy przy szukaniu źródeł i ich sprawdzaniu, prawda? Czy długo trawa praca przy zbieraniu materiałów? Na przykład przy pisaniu książki o Chełmie, o innym mieście, albo o Lwowie?
 
-- Nie wiem, ile o Lwowie, bo nie próbowałem, ale generalnie porządna dokumentacja to połowa pracy nad książką, pomijając czas potrzebny na redakcję.

  • Chciałam się zapytać o źródła historyczne. Kto czytał Pana książki, wie że korzystał Pan z przedwojennych gazet. Czy dużo ich zostało? Jak można je znaleźć?

– Źródeł historycznych jest mnóstwo, a dostęp do nich coraz łatwiejszy. Mówiłem nieraz, że prawdopodobnie nie zdecydowałbym się napisanie kryminałów retro, gdyby nie biblioteki wirtualne i instytucje gromadzące lokalną ikonografię czy pamięć mówioną. Akurat lubelski Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” jako instytucja pamięci należy do najlepszych w kraju, niemniej w każdym większym mieście istnieją jakieś odpowiedniki. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu nie było tak łatwo odnaleźć np. przedwojenne akta prawne, a dzisiaj to banalnie proste dzięki bazie ISAP. Tylko w tym jest ważna rzecz: łatwość dostępu do źródeł jest wielką pomocą, lecz nie zastąpi ich przetwarzania. W wielu powieściach kryminalnych i nie tylko uważny czytelnik zauważy zachwyt autora danymi, które nijak nie przekładają się na fabułę. Ważniejsze pytanie od „jak zbierać?”, to „jak analizować?”, ale to inna historia.

  • Osobiście którą epokę z życia Zygi Pan woli? Przedwojenną, wojenną i powojenną?

– Najprzyjemniej pisze mi się o przedwojennych śledztwach mojego bohatera, bo po tylu latach dokumentacji sam stałem się przedwojenny. Naprawdę! Zdarzały mi się takie sytuacje, że prowadziłem kogoś, kto przyjechał do Lublina, aby pokazać mu ciekawy detal architektoniczny, a potem robiło mi się wstyd: „Przepraszam, no tak, tego tu już nie ma. Ale było przed wojną”. Dlatego niektórzy uważają, że mam Alzheimera.

  • Chciałam się zapytać o szansę na scenariusz filmowy na podstawie Pana książek. Czy możemy na to liczyć? W komentarzu do mojego posta wspomniał Pan o adaptacji teatralnej i o aktorach, którzy zagrali. Nie wypada pytać o Pańskie typy, bo dżentelmeni o tym nie rozmawiają, ale moje pytanie jest inne. Czy na ewentualny ostateczny kształt finalny adaptacji wpływ powinien mieć reżyser czy autor książki? Czy pisarz nie za bardzo pamięta książkowy pierwowzór? Konwickiemu się udawało, ale to chyba wymaga przeskoku w sposobie myślenia z książkowego na obrazowy?

– Każdy autor marzy tylko o jednym – aby przyszedł do niego producent z Hollywood i powiedział: „Panie Wroński, tu jest milion dolarów, pan bierze i się nie wtrąca”. Jednakże gdy przyjdzie do niego producent z Polski, rozmowa będzie mniej więcej taka: „My panu za same prawa do książki wiele nie zapłacimy, ale gdyby pan wziął udział w pracy nad scenariuszem…”. I autor na ogół na to idzie, bo lepiej zarobić więcej niż mniej. Praca nad scenariuszem to horror i to wcale nie dlatego, że pisarz broni każdego zdania. To horror, bo język filmu jest zupełnie inny niż język literatury. Te same dialogi, które zachwycają w książce, w filmie potrafią brzmieć blado lub pretensjonalnie. Wiem coś o tym, bo ze scenariuszem serialu na podstawie kryminałów o Maciejewskim też się boksowałem, i doszło wręcz do tego, że to ja chciałem zmieniać własny tekst, a nie filmowcy. Więc problemu z przeskokiem nie mam, zresztą zdarzało mi się pisać słuchowiska na podstawie własnych opowiadań i opowiadania na podstawie własnych słuchowisk. O, np. 10 czerwca w radiowej Jedynce może Pani posłuchać „5000 brojlerów” – to będzie druga odsłona mojego radiowego cyklu „Śledztwa Herberta Szadena”. Ale po tym wyjaśnieniu odwrócę kota ogonem – dlaczego pyta mnie Pani o ekranizację, której raczej nie będzie, a nie pyta o inscenizację teatralną „Pogromu w przyszły wtorek”, która jest jednym z najlepszych tego typu przedsięwzięć teatralnych w kraju? Nie dlatego odwrócę, że sam byłem dramaturgiem – zaskoczonym, co z mojego przetworzonego tekstu wydobyli reżyserzy Łukasz Witt-Michałowski i Norbert Rudaś. Odwrócę dlatego, że co to za fetysz filmu? Kiedy ostatni raz w Polsce powstała dobra filmowa adaptacja literatury? Moim zdaniem w zeszłym tysiącleciu… W trosce o moje zarobki – tak, ekranizacja to jest to, nie pogardzę, ale w trosce o wrażenia estetyczne czytelników – zapraszam do teatru np. na „Pogrom w przyszły wtorek”!

  • Czy Lubelskie to Pana Mała Ojczyzna?

– Tak, ale bez sentymentalizmów! Jako mieszkańcowi zależy mi na coraz piękniejszym i bogatszym Lublinie, i żebym z coraz większą radością podziwiał chociażby opisane w moich kryminałach Zamość („Kwestja krwi”), Chełm („Czas Herkulesów”) czy inne miasta i miasteczka regionu. Wciąż wiele w nich śladów wielokulturowej historii, którą tak lubię, a ich egzotyczna nieodkrytość, nawet swego rodzaju „wsiowość”, dodaje naturalności, której trudno szukać w miejscach odpicowanych pod turystów. Natomiast jako pisarz nie roztkliwiam się nad tym i szukam raczej dziur w bruku niż łąk zielonych, rozciągnionych. Komisarz Maciejewski nie prowadziłby swoich śledztw w Lublinie i okolicach, gdyby to nie było literacko funkcjonalne w szerszym wymiarze. Nigdy nie było moim celem opisywanie miasta jako takiego, ale pokazanie go jako miniatury Polski i zapewne dlatego kryminały o komisarzu Maciejewskim czytane są od Bugu po Odrę, a nie tylko w moim najbliższym sąsiedztwie, nad Bystrzycą. Bo gdyby tak było, nie zarobiłbym na chleb z masłem.

Dziękuję za rozmowę.

piątek, 1 czerwca 2018

Sagi historyczne, które chcę przeczytać



Cześć,
Niedawno zestawiłam Wam i sobie (pewnie sobie przede wszystkim)  książki obozowe, które chciałabym przeczytać, a nie czytałam. Historia to mój konik, więc pewnie Was nie dziwi, że pragnę czytać tak modne obecnie sagi z historią w tle. Zestawiłam te, które kojarzę, a których jeszcze nie czytałam. 

Cykl 1
Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewuZemsta i przebaczenie. Otchłań nienawiściZemsta i przebaczenie. Rzeka tęsknotyZemsta i przebaczenie. Morze kłamstwa





Zemsta i przebaczenie. Bezkres nadzieiZemsta i przebaczenie. Dolina spokoju





        
 Cykl 2
Cień burzowych chmurŁąki kwitnące purpurąDrzewa szumiące nadziejąSzarość miejskich mgiełPowiew ciepłego wiatru

Cykl 3
 Pokolenie zimyWojna i więzienieWięzienie i pokój

Cykl 4
 MariannaRozaliaNatalia

 Cykl 5
Czas tęsknotyCzas burzy

Cykl 6

 Mapa czasuMapa niebaMapa chaosu


 Cykl 7
Kobiety z ulicy Grodzkiej. HankaKobiety z ulicy Grodzkiej. WiktoriaKobiety z ulicy Grodzkiej. MatyldaKobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika

 Cykl 8
Korona śniegu i krwiNiewidzialna koronaPłomienna korona

Cykl 9
 Śmierć frajeromŚmierć Frajerom. Złota maskaŚmierć Frajerom. Tajemnica skarbu Ala Capone

 Cykl 10
Szepty i tajemnice. Tom ISzepty i tajemnice. Tom II


Cykl 11
 Czas zaklętyCzas opowiedzianyCzas odzyskany
Cykl 12
 NierządnicaKasztelankaTestament nierządnicyFortele nierządnicyCórka nierządnicyCóry grzechu
Cykl 13
 Dom przy Alei RothschildówDzieci z alei RothschildówPowrót na aleję RothschildówNowy początek przy alei Rothschildów
Cykl 14
 RozdrożaW obcym domuZielony byfyj
Cykl 15
 Pokochałam wrogaBezimienniTeczka
 Cykl 16
Nie czas na miłośćNie czas na zapomnienieNie czas na pożegnanie
Cykl 17
 Imperium miłości. Tom 1Imperium miłości. Tom 2Imperium namiętności

 Cykl 18
Powieści Karola Bunscha

Jak pobieżnie już można zobaczyć, życia mi nie starczy na przeczytanie wszystkiego. Macie jakieś typy? Coś podoba Wam się najbardziej? Od czego radzicie zacząć?

Proszę o opinie i opowieści o swoich faworytach.
Pozdrawiam,
Wasza Łęcka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: