sobota, 16 czerwca 2018

Vigdis Hjorth 'Spadek" - podświadomość rodziny. Czym jest prawda?

Książka ukazała się 9 maja 2018 roku w Wydawnictwie Literackim. Reklamowana jest jako 'Książka, którą można postawić obok Mojej walki Karla Ovego Knausgarda. 
Któż obok takiej książki przejdzie obojętnie? Bo mnie się nie udało. 
Mój głębszy cel jest jednak szerszy. Mam bowiem plan, żeby odnaleźć klucz do europejskiej powieści współczesnej tzw. wyższych lotów. Przedzieram się więc przez rozmaite książki i próbuję odnaleźć trendy, ale i ogólną ideę, która przyświeca twórcom. Wiadomo, każdy pisze 'od siebie', ale wiadomo też jest, że literatura jest odzwierciedleniem czasów, a wysoka literatura jakoś tak intuicyjnie pokazuje problemy epoki. 
Przedarłam się już przez pierwszy tom 'Mojej walki', przede mną Herbjørg Wassmo. Śledzę też serię z Żurawiem od WUJ. Już jakieś wnioski mi się klarują. Teraz na rynku wydawniczym pojawiła się powieść 'Spadek' Vigdis Hjorth.Jest ona bardzo ważnym szczeblem w tej mojej drabinie myśli i wniosków na temat tematu współczesna powieść europejska. 
Książka dotyka problemu rodziny i relacji pomiędzy jej członkami. Realizacja tego tematu przebiega jednak w powieści inaczej niż w 'Mojej walce'. Narracja jest tutaj pierwszoosobowa, a narratorka to Bergljot, siostra i córka. W swojej opowieści o problemach swojej rodziny, o kłótni o dwa domki i o podział majątku po rodzicach nie tylko wyraża swoje zdanie na ten temat, ale i odkrywa kolejne warstwy swojej osobowości, niczym cebula. Książka, moim zdaniem, nie jest oczywista. Bardziej pyta niż odpowiada, podaje wiele pewników w wątpliwość i miałam wrażenie, że trochę bawi się z czytelnikiem, skłania go do pomyślenia i własnego osądu. Ale ten osąd na temat tego, czy to córka zmyślała, czy ojciec był winny staje się coraz mniej jasny, im bardziej narratorka odkrywa kolejne pokłady swojej osobowości. Skończyłam czytać książkę, ale dalej czuję niepewność. Nie wiem czy moje wrażenia są słuszne, czy nie. Chciałabym przedyskutować to z innymi czytelnikami. Tutaj, w recenzji świństwem byłoby spojlerować zakończenie, prawda? 
 Zacytuję opinie o książce z prasy, zaczerpnięte z materiałów WL:
Hjorth pokazuje, do czego prowadzi zachłanność, jak szybko pękają kruche rodzinne więzy, a także jak miłość momentalnie może się zamienić w nienawiść. Spadek to także podróż w głąb rodzinnych tajemnic, historia niewyleczonych traum i nieudanego dzieciństwa. Najgorsze demony, pokazuje Hjorth, drzemią tuż pod skórą i wystarczy iskra, by przejęły nad nami kontrolę. Tak rozpętuje się piekło, które potrafią zgotować sobie jedynie najbliżsi.
Michał Nogaś, „Książki”

To opowieść familijna, ale też rzecz o pamiętaniu wydarzeń sprzed lat, o rozgoryczeniu, pretensjach, niedomówieniach i o tym, że nie można przeszłości zamieść pod dywan. Spadek to ten typ powieści, który sprawi nam najwyższej próby czytelniczą euforię mimo trudnych i bolesnych kwestii, które są jej tematem.
„Wysokie Obcasy Extra”

Powieść o winie i wypieraniu prawdy. Brutalna i mądra.
„Burda”

Ciekawostką są sugestie, że autorka opisała w niej własne przeżycia.
„Świat Kobiety”

Spadek – nie tylko materialny, ale też emocjonalny. (...) W Norwegii powieść wzbudziła gorące dyskusje.
„Uroda życia”

Emocjonująca opowieść.
"Olivia"
 Zgadzam się z panem Nogasiem, zgadzam się też z 'Urodą życia', iż książka wywołała dyskusję. Nie wątpię, bo jest dyskusyjna i 'wsadza kij w mrowisko'. Natomiast mam wrażenie, że autorzy wpisu z 'Burdy' nie do końca mają rację. Z tego bowiem, co ja wywnioskowałam wczytując się w książkę, to nie ma tutaj prawdy. To co wydaje się prawdą, okazuje się niewiadomą. 
Źródło: materiały WL


Na pewne tematy panuje obecnie moda, co brzmi brutalnie, ale prawdziwie i często mamy na to gotowe osądy. Nawet literatura szufladkuje  pewne tematy. Symboliczny już Knausgard postanowił oddać problemy psychologiczne dorosłego człowieka wyrosłe z problemów dzieciństwa opowiadając o wszystkim. Tutaj, w 'Spadku', jest inaczej. Narratorka przyznaje, że rodzina ukształtowała to kim jest, ale i zarazem ona, Bergljot, musiała zaprzeczyć wielu rzeczom, musiała wyrzucić z siebie rodziców i rodzeństwo, żeby stać się dorosłą kobietą. Powieść toczy się w przeciągu kilku lat, w ciągu których w życiu narratorki sporo się zmienia, ale nie zmienia się jej uraza do rodziców, nieuleczony żal do rodziny, zadra, która tkwi w jej sercu. 
Narratorka toczy swój monolog wewnętrzny, w którym opowiada o walce o swoją indywidualność, o tożsamość wewnętrzną, nawet za cenę zerwania z rodziną. Mówi tez o psychoterapii, jakiej została poddana. Wspomina o Freudzie i to chyba ten wątek nasunął mi pomysł na interpretację całości.
Moim zdaniem jest to powieść freudowska, spośród wszystkich powieści 'wysokich lotów' z problemem rodziny w tle, najbardziej freudowska powieść ze wszystkich. Freudowska, ale i jungowska.Gdy tak narratorka opowiadała o sobie, gdy badała siebie i swoje wspomnienia, które nie pokrywały się z reakcjami na ten sam temat, to ostatecznie nasunęło mi się podobieństwo do mitu o Edypie. 
W każdym razie, autorka pokazuje współczesną rodzinę jako źródło konfliktów i traum, ale i pole walki. Walka toczy się o sympatię i uznanie. Wszyscy ze wszystkimi o coś grają, przyjmują rolę, postawę, i o te postawy wobec innych toczy się w istocie spór. Te dwa domki, ta kość niezgody to symbol konfliktu rodzinnego. Zarazem, jest to miejsce ich wspomnień, gdy wszyscy byli razem. Zabawne jest i prawdziwe, że każdy z tej rodziny ma inne wspomnienia na ten sam temat. Poza relacją z ojcem wyłania się tez relacja z matką i ta ich ciągła rywalizacja. Bardzo archetypiczne. No a rodzeństwo? Czy nie jest tak, że zawsze jest pomiędzy nim rywalizacja?
Gdy myślałam wczoraj nad tym co mam napisać o tej książce, to przyszła mi do głowy myśl, że w sumie, podsumowaniem tej książki nie jest dotarcie do prawdy, co się zdarzyło, gdy Bergljot miała 5 lat, ale to, że rodzina jest w sumie miejscem walki o rolę w niej. Monolog wewnętrzny narratorki, który obejmuje całą narrację potwierdza tezę psychoanalityków, że dzieciństwo tkwi w każdym człowieku bardzo głęboko i kształtuje w nim jego dorosłe życie. 'Wina', 'prawda', 'krzywda'. Wydawało mi się, że to proste do wyjaśnienia pojęcia, ale autora tak je drąży, tak eksploatuje, że w sumie pod koniec książki doszłam do wniosku, że tak naprawdę jest tak, że nieświadomość i świadomość do dwie różne rzeczy. Pytanie czytelnika na koniec książki brzmi, czy narratorka znała prawdę? Czy ona też to wszystko odkrywa ze swojej nieświadomości jak cebulę? Czym jest prawda, pytam jak Piłat? 
Książka jest świetnie napisana. Zostawia więcej pytań niż odpowiedzi i skłania do sięgnięcia do niej  ponownie, ale i do zastanowienia się, czy my nie za bardzo wszystkiego szufladkujemy? 
10 gwiazdek
Za znakomita lekturę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:


24 komentarze:

  1. Udało ci się mnie namówić do sięgnięcia po tę książkę. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj koniecznie, a potem porozmawiamy ;) Jestem bardzo ciekawa Twojego zdania.

      Usuń
  2. Izabelo, poczekaj 50 - 100 lat i sytuacja się wyklaruje ;)))
    To znaczy, będzie wiadomo, co jest tą "wysoką" powieścią, jakie utwory przetrwały i jak je oceniać. Tak od razu to się nie da!
    Ja np. jestem pewna, że parę tytułów z fali powieści iberoamerykańskiej z lat powojennych przetrwa. Może "Sto lat samotności"? Może coś Llosy? Może coś Cortazara?
    Co do literatury skandynawskiej to nie mam zdania. Nie czytam, nie lubię, za zimno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, nie! Przepraszam! Przypomniałam sobie - Katja Kettu! Skandynawia, Finlandia! Jest dobra! I raczej z górnej półki. Polecam "Akuszerkę".

      Usuń
    2. Słyszałam, ale nie czytałam. Ponoć Singrid Undset jest bardzo dobra.
      Wie Pani, zgadzam się, ale trendy w literaturze wysokiej pokazują co boli współczesnych Europejczyków. I wychodzi na to, że mamy kryzys osobowy. Smutno jest. I gdy porówna się te książki z na przykład powieścią Iris Murdoch sprzed kilku dekad, to wychodzi, że Europejczyk nawet na idee nie ma siły. Smutne to i straszne. A już szczyt tego przypada na 'Moją walkę', którą skrytykowałam.

      A co się ostoi? Nie wiem. To zależy od tego jak potoczy się historia. Ale już teraz widzę tęsknotę za powieścią epicką. Natomiast powieść epicka ma się dobrze w dalszych rejonach świata.

      Usuń
    3. Eee, no, Sigrid Undsted już jest "odleżana" :))) Żyła w latach 1882-1949, a swoją najsłynniejszą chyba powieść "Krystyna córka Lawransa" napisała prawie sto lat temu. I o to mi właśnie chodzi, o ten okres "karencji", w czasie którego ksiażka się odleży i będzie wiadomo, czy jest dobra, czy przekazuje wartości uniwersalne, czy też jest tylko dziełem stricte współczesnym, jednorazowym.
      Panią Undsted poważam i szanuję, ale też nie lubię czytać. Właśnie uświadomiłam sobie, że ze Skandynawów to najbardziej i szczerze lubię powieści dla dzieci Astrid Lindgren, a zwłaszcza lubię Pippi. To już też klasyka!
      Powieść epicka to zawsze jest potrzebna! Ludzie po prostu lubią dobrze opowiedziane historie. I dobrze, jak nie są zbyt nachalnie ideologiczne, jak w czasach socrealizmu.

      Usuń
    4. No tak, ale tego okresu karencji raczej nie dożyjemy... O Undset powiedziała mi koleżanka, jej się spodobało. Ze Skandynawów dla dzieci to kocham 'Braci Lwie Serce'.

      Usuń
  3. Mój komentarz zacznę od odpowiedzi skierowanej do pani Marii: Ta powieść nie jest za zimna. Byłem zaskoczony temperaturą uczuć i emocji, które odczuwałem podczas lektury "Spadku". O swoich przeżyciach i bolesnych doświadczeniach Bergljot wspominała tak, jakby krępowała się odkryć przed obcymi. Rozumiem ją, bo i ja daleki jestem od ekshibicjonizmu. Pozdrawiam, Zdzisław

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Temperatura uczuć jest spora. A najlepsze w tej książce jest to, że nic tu nie jest jasne. Nie chcę zdradzać treści, ale czy Pana zdaniem Bergljot mówiła prawdę? Czy tę prawdę sama znała? Czy przez cały czas świadomie udawała?

      Usuń
    2. Bardzo silne przeżycia zostawiają w sercu blizny i tylko od tej zranionej osoby zależy, czy będzie je rozdrapywać. Uważam, że Bergljot mówiła prawdę, bo co innego byłoby wystarczającym powodem do odcięcia się od rodziny. Kwestia jej szczerości ma jeszcze inny podtekst. Ta kobieta obarczała winą innych, a nie dostrzegała swoich wręcz genetycznych wad.

      Usuń
    3. Jedną z przyczyn odcięcia się od rodziny była u niej potrzeba uniezależnienia się, stworzenia czegoś swojego. Sama przecież mówiła, że w dzieciństwie była 'córeczką mamusi'. Takie jarzmo do pokonania, żeby czuć się dorosłą.
      W toku czytania zaczęłam mieć wątpliwości co do jej prawdomówności. Może inaczej, ona pod koniec książki sugeruje, że to wszystko jest chorą grą. Sama już nie wiem, ale to jest jakaś bardzo złożona zabawa we Freuda i psychoanalizę.

      Usuń
    4. Ta kobieta jest jak rzeczny wir: kręci i wciąga w matnię kłamstw i niedomówień. Tę skłonność odziedziczyła chyba w genach. Podobnie jak jej matka próbuje nie dostrzegać prawdę i równie lekko traktuje wierność w związkach.

      Usuń
    5. Chyba tak. Ten teatrzyk z dzieciństwa, o którym wspomina, mnie zastanawia. Bo to musiało o czymś świadczyć.

      Usuń
  4. Kolejna świetna książka tego wydawnictwa. Widzę, ze jest warta tego aby ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki jestem ciekawa, ale wywód przeprowadziłaś zbyt naukowy, jak dla mnie....
    Zastanawia mnie czy dzisiaj można już mówić o rodzinie w takim sensie jak dawniej. Dzisiaj niewiele rzeczy sprzyja wspólnocie rodzinnej już nie mówiąc o ideologiach i podatności na nie.

    Może uda mi się ja przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja te wszystkie izmy i teorie znalazłam w książce, ale jest to tylko jedna z możliwych interpretacji. Przez to wszystko próbowałam dociec prawdy o tej kobiecie.
      Patrząc na książkę jako na opowieść o bliskości to ona bliżej jest z koleżanką. Z rodziną raczej się rani. Czy jest to kwestia naszych czasów? Trochę wydaje mi się że jest to świadomy wybór i pójście na łatwiznę. Rodzina się wtrąca i ciągle zmusza do wyrzeczeń. Poza tym kiepsko to wygląda na fejsbuku. Ostatnio pytałam jedną matkę o jej ciągłe kupowanie dzieciom słodyczy i napojów. To mi tez powiedziała, że to 'takie czasy'. Mniej więcej podobna wymówka. Ale ostatecznie to my decydujemy, no i trochę nawyki z domu rodzinnego, ale czasy? Czasy dają sposobność.

      Usuń
    2. Rodziny bywają różne ...jedne bardziej skonsolidowane, inne mniej a inne totalnie rozbite. Oczywiście to wszystko zależy od nas. Jednak współczesny świat stawia na indywidualizm.....rodziny a także świat produkują egoistów i egocentryków. Ale taki jest model współczesnego życia.......czasem zamiast udawać się do psychoanalityka warto byłoby powrócić do konfesjonału....za darmo można uzyskać wiele więcej, gdyż winy należy szukać również w sobie a nie tylko w innych.

      Usuń
    3. To prawda, że rodziny bywają różne i nie wszystkie trwają na solidnych podstawach. W temacie rodzin jestem na bieżąco i wiem, często trudno znaleźć porozumienie. Droga do konfesjonału powinna być wskazana podczas dialogu, którego nie można mylić z rozmową na temat zakupu chleba. Otwarcie nie musi być wymuszone przez psychoanalityka, dla którego osoba na leżance bywa tylko kolejnym pacjentem.

      Usuń
    4. To prawda...trudno o porozumienie.....i trzeba tu dyplomacji a to wielka sztuka, którą się łatwo nie posiądzie. Chyba jednak najważniejsza jest miłość.....o którą jeszcze bardziej trudno. Kiedyś usłyszałam coś w tym sensie : nie zmieniajmy drugiego tylko go kochajmy.....muszę przyznać, że to bardzo mi utkwiło w pamięci i uważam to za ogromnie ważną myśl.
      Nie czytałam książki więc trudno mi zabierać głos w sprawie postępowania bohaterki, ale biorąc pod uwagę nurty w jakich pisane są książki trudno by dostrzec w nich odniesienia do najwyższych wartości, do których by można się było odwołać szukając pomocy w zrozumieniu sytuacji i podjęciu próby wybaczenia.

      Usuń
    5. Zmiany trzeba zacząć od siebie, choć bywa to bardzo trudne. Umiejętność pójścia na kompromis jest bezwarunkowo związana również z dyplomacją. Do wszystkiego trzeba cierpliwości. Lekturę "Spadku" gorąco Pani polecam i proponuję przeczytanie również mojej recenzji https://krainslowa.blogspot.com/2018/05/tytu-spadek-autor-vigdis-hjorth.html Pozdrawiam, Zdzisław

      Usuń
    6. Dziękuję za dyskusję i zaproszenie....

      Usuń
    7. Cala przyjemność po mojej stronie. Pozdrawiam :)

      Usuń
    8. W książce właśnie rozmów brakowało przez całe życie. Takie omijanie się. Dobry tego przykład jest w 'Żmujowisku', którą to książkę wczoraj czytałam. Tam jest takie małżeństwo, w którym on nie ma prawa do własnego zdania.

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars

Ja na Instagramie

Zapraszam na moją stronę na facebooku:

Moje logo

Moje logo

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: