wtorek, 17 lipca 2018

Janina Lesiak 'Ja, Bona' - kolejny portret polskiej królowej....


Tak prezentuje się okładka najnowszej książki pani Janiny Lesiak,jednej z wielu miniaturek o polskich królowych. Nie było ich w dziejach polski aż tak wiele, więc mam nadzieję, że będę miała cały cykl. Ta ukazała się 23 maja. Wcześniej przed nią była książka o Jadwidze, która to książka mnie rozczarowała, gdyż miałam wrażenie, że samej Jadwigi autorce nie udało się uchwycić. Teraz mamy książkę o Bonie, najsłynniejszej polskiej królowej, znanej z serialu i przysłów. To ułatwienie i utrudnienie, bo autorka zmagała się z legendą. Tak, Bona w Polsce nie miała dobrego PR-u, a to za sprawą nieszczęsnej synowej, Barbary Radziwiłłówny, którą to nasi dawni twórcy mitów narodowych postanowili wplątać w konflikt polskości i obcości, konflikt, który w historii nie miał chyba miejsca, bo w czasach jagiellońskich byliśmy otwartym krajem. No więc historia zrobiła z Bony wredną jędzę, która uciekła z polskim majątkiem. A jak było? Wersję próbuje pokazać nam pani Lesiak. 
Stworzyła ona portret skomplikowanej kobiety, którą historia rodzinna obdarzyła traumatycznym dzieciństwem. Słuchałam już książki 'Łabędzie Leonarda', w której pojawiła się matka Bony, Izabela i jej ojciec z całą tą historią, która chyba kiepsko wpłynęła na dojrzałość emocjonalną przyszłej królowej Polski. Ale przecież udało jej się stworzyć liczną rodzinę. Może to więc była zasługa Zygmunta Starego? W każdym razie typ psychologiczny kobiety, jaki kreuje pani Lesiak o Bonie jest mi dosyć znany. Wysokie wymagania stawiane dzieciom, ciągłe domaganie się miłości dzieci, ciągłe poczucie, że nikt nie jest godny jej dziecka, to wszystko to cechy matki, które pojawiają się na tym świecie. Ale nikt by o tym nie mówił, gdyby nie fakt, że omawiane dziecię, syn, był ostatnim  królem z dynastii. Fakt, że umarł bezdzietnie, sprawił, że Polska poszła w elekcyjność. I dlatego kolejne pokolenia załamują ręce nad Zygmuntem Augustem. Oni chyba nie zdawali sobie sprawy, że Tron Polski kiedykolwiek może stracić swoją pozycję. Sukces oślepia.W każdym razie z punktu widzenia Bony, tak jak to pokazuje Pani Lesiak, świat był dramatyczną areną walki. Najpiękniejsze i najsmutniejsze jest to, że autorka przypomina, że syn podzielił los matki... Tak samo ograbiony po śmierci... 
Czyżby więc ich konflikt wynikał z podobieństwa charakterów? A zepchnięte w cień córki? Chyba w książce stanowią tak samo tło, jak to było w historii. Czy ktokolwiek się z nimi liczył? 
Czytałam już opinię o książce (przez Literatkę Kawy) zarzucającą jej nadmiar wykrzykników, adresowanie dla klienteli 'Korony Królów' i  adresowanie jej do kobiet po 50-tce. Z ani jedną tą op[inią się nie zgadzam. Po pierwsze 'Korona Królów'. Napalona byłam na ten serial i nawet obejrzałam go przez tydzień, czyli 4 odcinki Nawet go w necie broniłam po 1 odcinku. Po czwartym sama się tym znudziłam. W każdym razie serial polegał na podkreślaniu perypetii życiowych postaci historycznych. To chyba nasunęło podobieństwo autorce ten recenzentce. Ale moim zdaniem, podobieństwa tutaj nie ma, gdyż książka nie jest opowieścią o perypetiach rodzinnych Bony, ale próba zrozumienia tej postaci, tak jak i cały cykl książek pani Lesiak.  A że wedle koncepcji autorki Bona funkcjonowała 'w wykrzyknikach', to i te wykrzykniki w książce są słuszne. Zresztą, jeśli prawidłowo porównuję Bonę z książki pani Lesiak z osobą z mojej faktycznej realności to te wykrzykniki są jak najbardziej adekwatne do profilu psychologicznego takiej matki. Silny dramatyzm, balansowanie na skrajnych emocjach. Można użyć wykrzyknika.
Na koniec zarzut o adresowanie książek do kobiet po 50-tce. Ja nie wiem, czy według autorki tego zarzutu jest to krytyka 50-tek, czy potępienie młodszych czytelniczek. No bo w takim razie to trzeba mieć 50 lat, żeby zastanawiać się nad charakterami postaci historycznych i nad tym jaka matka jest dobra matką? Kiedy popełnia błąd wychowawczy, a kiedy już krzywdzi dziecko swoimi wymaganiami?
W ogóle to przeżyłam tę książkę prawie tak mocno jak 'Cecylie', która spodobała mi się najbardziej. Wiem, popularność autorki rozpoczęła się od 'Dobrawy', ale dla mnie 'Dobrawa' jest słabsza niż 'Cecylia'. Tam było odtworzenie antycznej tragedii, w 'Cecylii', znaczy się. W 'Dobrawie' była to historia postaci historycznej. A teraz mamy 'Bonę', w której dochodzi do zmagania się o ocenę matki, której błędy wychowawcze skutkowały na los kraju. A najgorsze jest to, że wszystko to stało się dlatego właśnie, że się tak starała. Może jakby się nie starała, to by nie było tak źle? Może byłaby lepszą teściową? Te jej odrzucane synowe miały przecież państwowe podłoże niechęci. Bo Habsburgów Polska od wiek wieków nie lubiła, a Radziwiłłowie magnaci też  mieli za uszami sporo. 
Miałam wrażenie, że w przypadku Bony historia zaśmiała się ironicznie, że zrealizowało się przysłowie, że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi. 
Czasem po prostu tak jest, że człowiek się stara, a i tak wychodzi nic, Zonk z tego teleturnieju sprzed lat. 
Przeznaczenie? Słabość charakteru? Czy przeciwnie, siła charakteru, która każe przytłaczać wszystko wokół? rodzaj despotyzmu na najbliższych?
Daję książce 8 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu MG:


sobota, 14 lipca 2018

Michał Piedziewicz 'Ćwierćfinał to już coś!', ilustracje - Artur Ruducha - powieść dla młodych fanów piłki

Mój egzemplarz w towarzystwie zakładek od wydawnictwa
Dzień dobry,
Dzisiaj przychodzę do Was z książką dla dzieci, które lubią piłkę nożną. Miałam nadzieję, że zdążę z tą recenzją jeszcze jak nasza polska drużyna grała, ale nie zdążyłam. Nie wiem czy to ja za długo ją trzymałam na półce, czy to 'nasi' za prędko się z Moskwy wynieśli? W każdym razie ponoć zdążyłam na finał. Ponoć, bo jestem jedyną Polką, która meczów nie ogląda. 
Gdy dostałam od Wydawnictwa BIS propozycję zrecenzowania tej książki, od razu się chętnie zgodziłam, gdyż o ile w książkach dla dzieci aż tak się nie specjalizuję, to 'pióro' pana Piedziewicza znam i cenię. On pisze ciekawie, z pazurem, barwnie. Chciałam przypomnieć, że jest on autorem bardzo ciekawej trylogii o Gdyni, toczącej się od dwudziestolecia aż do czasów upadku PRL. Oto te książki:


A oto linki do recenzji:

A to jest link do mojego wywiadu z autorem, co świadczy o tym, że książki mnie zaciekawiły, bo proszę o wywiad jedynie wtedy, gdy książka mnie w jakiś sposób zaciekawi do zadawania dalszych pytań autorowi:
 Oto opis książki na stronie wydawnictwa (http://www.wydawnictwobis.com.pl/product.php?id=1189)
 Ćwierćfinał to już coś!  Autor: Michał Piedziewicz   Ilustrator: Artur Ruducha   ISBN 978-83-7551-569-5
format: 13,5 x 20,5
stron 248
wydanie 1
data wydania 11 maj 2018


Wciągająca i zabawna opowieść o przygodach grupy chłopców, którzy postanowili wziąć udział turnieju drużyn podwórkowych. Okazało się to całkiem poważnym przedsięwzięciem – trzeba było ustalić nazwę, skompletować skład, wybrać koszulki i znaleźć trenera, który opracuje taktykę i poprowadzi drużynę. Wspólnymi siłami zdołali to wszystko osiągnąć i drużyna Lanovii mogła przystąpić do gry. Czy uda się jej się osiągnąć wymarzony ćwierćfinał? 
Doskonała lektura dla młodych piłkarzy! 
 Jeśli chodzi o stronę graficzną książki, to jest ona znakomicie wykonana. Oto zdjęcie własne, jakie wykonałam przypadkowo wybranej ilustracji z książki:
Powieść przedstawia historię chłopaka, który bardzo lubi grać w piłkę i interesuje się tym tematem. Wraz z kolegami zakładają podwórkową drużynę piłkarską i marzą o ćwierćfinale, o sukcesach. 'Zatrudniają' selekcjonera, ale szybko okazuje się, że sukces nie jest taki prosty. Pierwszy mecz uświadamia im jak wiele muszą się nauczyć. Dodatkowo w mecze angażują się rodzice niektórych chłopców, którzy bardziej niż na sport i grę fair play liczą na to, że ktoś dostrzeże ich pociechę, zatrudni i da szanse na wielkie zarobki w przyszłości. Chłopcy mają sporo perypetii, a narrator, Faja, musi przełamać swoje wewnętrzne obawy i uwierzyć w siebie, jak i postawić na honorową, uczciwą grę. 
W książce pojawia się sporo terminów z zakresu futbolu. Widać, że autor zna się na grze w piłkę. Mi nie jest to aż tak znane, co pisałam na początku, ale coś tam mi się o uszy obija, bo tak się składa, że moja mama zna się na piłce nożnej i ciągle coś tam mówi o potrzebie obrony, a nie tylko o stawianiu wszystkiego w oparciu na jednym piłkarzu atakującym. Słysząc więc te okrzyki meczowe, coś tam teoretycznie wiem. Te wszystkie sprawy w książce się pojawiają. Nie będę ukrywać, że poczułam magię sportu, ale raczej czytałam tę książkę pod kątem tego, czy polecałabym ją młodym chłopakom albo dziewczynkom. 
I tak, polecałabym, bo język jej jest bogaty, naturalne, ciekawe dialogi, spora wiedza o piłce nożnej, a co więcej promowanie pozytywnych wartości, takich jak ciężka praca w celu osiągnięcia celu, sport i gra fair play, potrzeba współpracy z kolegami, wysiłek fizyczny i tak dalej. 
Teraz pozostaje mi tylko znaleźć jakiegoś chłopca zainteresowanego piłką nożną i dąć mu albo jej tę ciekawą książkę.
Daję książce 8 gwiazdek i dziękuję Wydawnictwu Bis za jej udostępnienie:
Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo bis logo

piątek, 13 lipca 2018

Jędrzej Pasierski 'Dom bez klamek' - morderstwa w cieniu psychiatryka.... Co kryją te mury?

Ten najnowszy kryminał od Czarnego przeczytałam jednym tchem! 'Dom bez klamek' to opowieść o morderstwach, które mają miejsce w szpitalu psychiatrycznym, tytułowym domu bez klamek. 
Miejsce to, jak i choroby psychiatryczne są tzw. tabu nie tylko w Polsce. A jednocześnie oczekuje się, że szpital psychiatryczny jako placówka medyczna zapewni pacjentom bezpieczeństwo.Gdy więc w takim domu bez klamek, gdzie nikt niepowołany nie może ani wejść, ani wyjść, znajdujemy trupa z rozciętym brzuchem i uduszonym, to można czuć przerażenie i pytać kto morduje? Pacjent czy personel? 
Rozwiązanie po wielu perypetiach znajduje pani podkomisarz Nina Warwiłow. Musi ona nie tylko rozwikłać zagadkę, ale i stawiać czoło szowinistycznemu podejściu do kobiet policjantek w ten szanownej instytucji. 
Czytałam z zapartym tchem. Jako czytelniczka zauważyłam, że nie ma tutaj zapychaczy treści, tak jak to często bywa w kryminałach. Bardziej książka jest w stylu Mankella, z tym swoim skupieniem się na temacie, z nierozwlekaniem wątków obyczajowych.  Owszem, jest wątek osobisty, ale nie stanowi on połowy treści, jak to nieraz w kryminałach bywa. Raczej mamy do czynienia ze skomplikowaną zagadką i przez pół książki musimy się głowić kto jest kim. Czy osoby, które powinny być nieskazitelne, nie są tymi, za kogo się podają? Kto jest mordercą? Oczywiście nie zgadłam. 
Przy okazji powieści kryminalnej autor zwrócił uwagę na sprawę szpitali psychiatrycznych w Polsce. Widzimy bowiem stare i przepełnione sale, nie sprzyjające wyleczeniu, bo jednak w sali siedemnastoosobowej, gdzie bardziej śmierdzi niż pachnie sterylnością osoba chora nie poczuje się lepiej, prawda? Mamy 2 pielęgniarzy na cały oddział, którzy muszą upilnować wszystkich, więc podają im tabletki nasenne. Mamy ofiarnego ordynatora, który musi uciekać się do różnych sposobów, żeby zdobyć środki na oddział psychiatryczny. Mamy wreszcie rozmaitych pacjentów, często z traumami. 
Cała historia wyjaśnia się w finale książki i jest ona szokująca. Ludzie bywają potworami. 
Jeśli chodzi o wątek osobisty, to jest on 'rozwojowy'. Będę czekać na następne części, bo wydaje mi się, że nowa miłość Niny to damski bokser, choć na razie zachowuje się jak miły wybawca. Zdaje się, że kobieta nie ma szczęścia do facetów, ale o tym przekonamy się w następnych częściach.
Książka mocno mnie wciągnęła. Jak siadłam rano, to wstałam, gdy skończyłam czytać. Kryminał mnie wessał. Jest świetny i polecam go serdecznie. 
Daję mu 8 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czarne:
 Znalezione obrazy dla zapytania Wydawnictwo Czarne Logo

czwartek, 12 lipca 2018

Eka Kurniawan 'Człowiek tygrys' - bo prawdę napisał Tołstoj, że każda rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób...

Nie miałam okazji czytać pierwszej książki autora 'Piękno to bolesna rana', ale już drugą książkę tego indonezyjskiego autora postanowiłam przeczytać. Ukazała się na początku tego roku w Wydawnictwie Literackim. Zachęca jej 'cienkość', 192 strony, a jednocześnie zapowiadana głębia tematu. Ale o czym konkretnie miała ta książka być, tego nie wiedziałam. Na szczęście Joasia mi ją pożyczyła, więc mogłam ją przeczytać. Dzięki, Asiu. 
Czy jest to powieść? No to nad tym należy się zastanowić. Powieść to utwór wielowątkowy. Jeśli jest tylko jeden wątek, to jest to opowiadanie. Raczej z opowiadaniem mamy tutaj do czynienia. 
Całość jest podzielona na 5 części, z których każda stanowi doskonale napisaną opowieść na jeden i ten sam temat. Miałam wrażenie, że odkrywam ileś prawd na temat rodziny Koguta.Miałam też wrażenie, że to bardzo nieszczęśliwa rodzina. 
A zaczyna się od plotek dwóch facetów na temat okrutnej i w sumie dziwacznej zbrodni. Grzeczny chłopak zagryzł sąsiada. Rozmowa toczy się tak jakby to mogło się rozgrywać pod sklepem w mojej wsi. Zdarzyła się 'sensacja' i facet jedzie rowerem do faceta, żeby mu o tym powiedzieć. Mówią co wiedzą na ten temat. Co powiedział chłopak przed śmiercią, co powiedziała ofiara. W sumie nie wiedzieli jak do tego doszło. Potem stopniowo czytelnik wczytuje się w kolejne odsłony tej samej historii. Poznajemy tzw. patologiczną rodzinę ojca i męża o imieniu Kogut, jego żonę, 2 dzieci, dowiadujemy się też o zmarłej córeczce. Płynnie narracja przechodzi od jednego członka rodziny do drugiego. Każdy z nich nosi swój własny ładunek pretensji, żalu, nienawiści, niespełnienia. Ostatecznie kończy się to zagryzieniem sąsiada. 
Miałam smutne odczucie podczas czytania tej książki. Otóż, akcja jej toczy się przecież w Indonezji, a ja miałam wrażenie, że czytam o rodzimych sprawach. Rodziny przemocowe, patologiczne zdarzają się. Szczególnie w małych społecznościach takich spraw się nie da ukryć. Wiemy, że 'tam to mąż bije żonę'. Czasem nawet znajomi próbują pomagać, ale zazwyczaj kończy się to porażką, bo zwykła pomoc sąsiedzka nie pomaga. W każdym razie słyszy się o 'takich rodzinach'. I ja też gdy czytałam 'Człowieka tygrysa' miałam wrażenie, że nie czytam o Kogucie z Indonezji, ale o Iksie i jego maltretowanej żonie z Pipidówki niedaleko mnie. Jak się patrzy z daleka na takie rodziny, to wyłapujemy tylko plotki, jak ci faceci z początku książki. Prawda jest zawikłana jak węzeł gordyjski. Jak to mówiła moja koleżanka po resocjalizacji, w takich przypadkach trzeba leczyć całą rodzinę. 
Tutaj, w książce, cała rodzina jest chora. Każdy jest sfrustrowany, wszyscy nienawidzą siebie nawzajem i co gorsze, każdy wszedł w swoją rolę, z której nie da się wyplątać. Nawet ten nieszczęsny Kogut, który całe życie maltretował żonę, po którego śmierci nie płakał nikt z rodziny. Żona jest ofiarą, ale jak to mówią podręczniki do psychologii poczuciem bycia ofiarą też można terroryzować otoczenie. I ona tak robi. Gada do garnków, nie daje dzieciom ciepła, które one by chciały, ale potrafi dbać o dom sąsiadów, swój zaniedbuje. W tym wszystkim cierpią dzieci i to ich mi było szkoda. Nie Koguta i jego żony, którzy bez ranienia siebie nie mogliby żyć. Chyba najdojrzalej w tym wszystkim zachowały się dzieci, choć jak widać, nie udało im się uciec od błędnego koła patologii. 
Książka jest smutnym memento o tym, jak ciężko jest uciec od przemocy w rodzinie. Zastanawiam się teraz, jak piszę ten post, czy książka ma jakiś morał. ale chyba nie ma. Nie podaje rozwiązania na tacy. Pokazuje, że przemoc jest destrukcyjna, że niszczy totalnie wszystko i wszystkich. 
Świetna książka, bardzo oszczędna w słowach. pozbawiona taniej łzowatości, ale jednocześnie mocna i poruszająca. 
10 gwiazdek

środa, 11 lipca 2018

Joanna Wieliczka-Szarkowa 'Czarna Księga Kresów' - cytat z ksiązki w rocznicę mordów na Polakach na Wołyniu

Okładka książki Czarna księga Kresów 

Z moich wyliczeń wynika, że od 1943 roku minęło 75 lat. Dziś, 11 lipca przypada więc 75 rocznica mordów wołyńskich. Żyją jeszcze ludzie, którzy to pamiętają i noszą w sobie traumę tamtych dni. Ponoć taka trauma jest dziedziczna. Osobiście powiem od siebie, że nigdy nie zrozumiem bestialstwa, nigdy.  
Zastanawiałam się, jaką formę nadać temu mojemu postowi. Zdjęcia są, ale są bardzo drastyczne. Postanowiłam zacytować fragment książki 'Czarna Księga Kresów', której jeszcze nie czytałam, ale planuję. Dziś rano, szukając cytatu przeglądałam ją. Wygląda na to, że jest to rzeczowa książka o historii tzw. Kresów. Bardzo mnie zaciekawiła. Na razie jednak pozostanę przy cytacie o roku 1943 ze stron 255-257:


Oby żaden naród już nigdy nie zrobił czegoś takiego.

wtorek, 10 lipca 2018

Zenon Kosidowski 'Opowieści ewangelistów' - wrażenia z lektury

Okładka książki Opowieści ewangelistów Po 'Gdy słońce było bogiem', po 'Opowieściach biblijnych' napaliłam się na 'Opowieści ewangelistów'. Książka ma tyle lat co ja, bo ukazała się w roku 1979, a i mój ebook był równie poszatkowany co moja osobowość..... Miałam wielkie trudności z czytaniem, ale biedziłam się przez tydzień, bo książka jest tego warta. Jednak połowa faktów mi uciekła, reszty się domyślałam, a części nie. Bo nie da się czytać jednocześnie siedmiu wątków, no po prostu się nie da. 
W ogóle to ten początek wakacji jest dla książek oporny. Tak jakoś mi przelatuje przez palce. Normalny czytelnik może sobie na to pozwolić, ale jak się jest recenzentką blogową, to każdy tydzień zwłoki piętrzy książki. 
W każdym razie wróćmy do Kosidowskiego. Miałam wrażenie, że książka ta jest bardziej wbrew temu co się sądzi o Biblii niż 'Opowieści biblijne'. Autor skupia się na Ewangeliach, na Listach Apostolskich, mówi też o Całunie Turyńskim, o wyznawcach Jana Chrzciciela i esseńczykach, co akurat było mi znane. Analizuje autorstwo, patrzy na język i fakty historyczne, porównuje, zestawia i szuka prawdy. Wiele jego ustaleń szokuje, ale zapewne są prawdziwe. Byłoby pewnie lepiej dla mojej wiedzy po tej książce, gdybym przeczytała książkę linearnie i po kolei. A tak to jestem oświecona jak czekolada z marketu, w 30%. Ale i tak jest to więcej niż przeciętny wierny, bo już mniej więcej wiem co nieco o datowaniu Ewangelii, o Pawle, o tym kto jest kim. A jeszcze oglądałam w Visat History program 'Zagadki Biblii', więc jest OK. 
Przede mną jeszcze 'Królestwo złotych łez'. 
Książka zasługuje na 8 gwiazdek, choć przez moje problemy techniczne skorzystałam tylko z 5.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Powieści z Rosją w tytule... Chcę przeczytać

Cześć,
Wyliczałam już powieści obozowe, sagi historyczne, a jest jeszcze jedna grupa tematyczna powieści, które chciałabym przeczytać. To powieści z Rosją w tytule, z Rosją w tle. Oto one, te moje chciejki:

Numer 1:
Okładka książki Sześć dni w LeningradzieNieopowiedziana dotąd historia podróży, która dała początek uwielbianej przez miliony czytelniczek trylogii. Równie emocjonująca i chwytająca za serce jak dzieje Tatiany i Aleksandra.

Paullina Simons urodziła się w Leningradzie, ale w 1973 roku jako dziesięcioletnia dziewczynka wyjechała wraz z rodziną ze Związku Radzieckiego; jak jej się wydawało, na zawsze. W 1998 roku wróciła jednak, żeby zbierać materiały do powieści "Jeździec miedziany". Podczas sześciu dni pobytu w Petersburgu towarzyszył jej ojciec, Jurij Handler, szef sekcji rosyjskiej Radia Wolna Europa. Dla obojga była to przede wszystkim podróż sentymentalna: powrót do dawnych, dobrze znanych miejsc i spotkania z przyjaciółmi. W rodzinnym mieście Paullina uświadomiła sobie, że tak naprawdę Leningrad będzie nosić w sobie do końca życia, bo choć w młodości rozpaczliwie starała się zostać Amerykanką, jej dusza pozostała boleśnie rosyjska.
(http://lubimyczytac.pl/ksiazka/268252/szesc-dni-w-leningradzie).

Numer 2:


Okładka książki Miłość w czasie rewolucjiBiały Szanghaj     Sowiecki książę

„Miłość w czasie rewolucji” jest pierwszą powieścią w serii „Burzliwa epoka”. Pochodzący z Rosji argentyński dziennikarz Klim Rogow wraca do ojczyzny, aby po śmierci ojca załatwić sprawy spadkowe. Wybrał jednak złą porę – w kraju narasta zamęt przed zbliżającą się rewolucją październikową. (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222731/milosc-w-czasie-rewolucji)

Numer 3
Okładka książki Czerwone niebo Najnowsza powieść Simona Sebaga Montefiorego. Jest lato 1942 roku, na stepach nad Donem Armia Czerwona rozpaczliwie broni się przed nacierającymi wojskami Wehrmachtu. Pisarz Benia Golden, odbywający karę w kołymskim łagrze za zbrodnie, których nie popełnił, zgłasza się do batalionu karnego, by walczyć z Niemcami. Jako żołnierz oddziału kawalerii zostaje razem z Kozakami wysłany na tyły wroga... (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4808247/czerwone-niebo)









Numer 4
 
Okładka książki Saszeńka Powieść przedstawiająca dramatyczne losy trzech kobiet z bogatej rodziny pochodzenia żydowskiego na tle burzliwych dziejów Rosji od czasów cara Mikołaja II do lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Tytułowa bohaterka, córka bankiera z Petersburga, tuż przed rewolucją angażuje się w podziemny ruch rewolucyjny. Poznaje przywódców bolszewickich, zostaje sekretarką Lenina i żoną wysokiego oficera NKWD....(http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3867230/saszenka)








 Numer 5
Pokolenie zimy Wojna i więzienie Więzienie i pokój 

Rodzina inteligencka Gradowów, niegdyś żyjąca spokojnie i dostatnio w podmoskiewskim Srebrnym Borze, walczy o przetrwanie. Lata dwudzieste – w kraju panuje terror policyjny i kult wodza narodu, J.W. Stalina. Minęły w Rosji trudne czasy wojennego komunizmu i nastała ożywcza epoka NEP-u, ale mimo większej obfitości dóbr na rynku i pozornej swobody, ludziom to nie przynosi nic dobrego. Życiem... (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039315/pokolenie-zimy)

Numer 6: - Zapomniałam podać tę serię w poście o sagach, a czytelnicy na fb napisali mi, że jest godna polecenia)
  
 Jeździec miedziany Tatiana i Aleksander Ogród letni 
 Wybucha II wojna. Siedemnastoletnia Tatiana błyskawicznie staje się dorosła. Podczas blokady Leningradu jest podporą dla całej rodziny. Wielką miłością do Aleksandra, młodego oficera, nie ma kiedy się nacieszyć. Gdy chłopak, skrywający politycznie niebezpieczną tajemnicę, nagle znika, Tatiana jest w ciąży i udaje się w głąb Rosji, by odnaleźć ukochanego. Wspaniała historia uczucia, które... (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/271935/jezdziec-miedziany)

Numer 7: - Książkę poleciła mi Joasia ;)

Okładka książki Syberia. Moje miejsce na ziemi  Tak mało wiedziano o Syberii, w tak niewielkim stopniu wykorzystywano niezmierzone bogactwa tej krainy.
Syberia była krainą grozy, krajem zsyłki i deportacji, nie chciano o niej nic więcej wiedzieć. Wydawało się, że całe jej piękno i bogactwa są przeklę­te a przez tę klątwę odcięte od wszelkiego postępu, nieskończone w swoich wymiarach i melancholii.

Kiedy rozpoczyna się I wojna światowa, Theodor Kröger, Niemiec mieszkający w Petersburgu, słyszy wyrok, którego obawiają się wszyscy przeciwnicy Rosji: zesłanie. W ten sposób trafia do Nikitino, wsi w głębi groźnej Syberii, gdzie lato jest krótkie i upalne, a zima mroźna i śmiertelnie niebezpieczna. Dzięki funduszom otrzymanym od ojca udaje mu się uzyskać ograniczoną swobodę ruchów i rozpoczyna swoją walkę o przetrwanie i powrót do domu. Okazuje się jednak, że Syberia ma mu do zaoferowania znacznie więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać: cel, pracę, przyjaźń, a nawet miłość. Jednym słowem – życie.
Historia zesłańca, będąca opowieścią o poszukiwaniu szczęścia i sensu życia tam, gdzie pozornie nie sposób ich odnaleźć.
(http://lubimyczytac.pl/ksiazka/220624/syberia-moje-miejsce-na-ziemi)

I dwie 'pozycje', których nie sposób nie przeczytać, gdy się chce czytać o Rosji:

Numer 8: - Waham się, czy czytać, czy słuchać.
 Okładka książki Wojna i pokój. Tom I i II Okładka książki Wojna i pokój. Tom III i IV

 Numer 9: '
Last but not least" (chyba do niej wreszcie dorosłam. Film był prześliczny, Zamierzam słuchać, a niech tam, najwyżej zajmie mi to miesiąc):
Okładka książki Doktor Żywago

 Co polecacie? Co jeszcze znacie? 


sobota, 7 lipca 2018

Czujecie jeszcze gorączkę mundialu? Wasze dzieci też? Książka o futbolu: Michał Piedziewicz 'Ćwierćfinał to już coś"

Cześć,
Tak jakby mundial już się kończy, prawda? Ja nie oglądałam meczy, ale chciałam zdążyć z recenzją tej książki przed finałami, ale niestety, nie dam rady. Dziś będzie więc post prezentujący książkę dla młodych czytelników o piłce nożnej. Wygląda ona tak:

Wczoraj dodałam ją do LubimyCzytać, więc widziałam, że nikt o niej nie słyszał. Ukazała się w wydawnictwie BIS w maju:
Ćwierćfinał to już coś!

Autor: Michał Piedziewicz  
Ilustrator: Artur Ruducha  
ISBN 978-83-7551-569-5
format: 13,5 x 20,5
stron 248
wydanie 1
data wydania 11 maj 2018


Wciągająca i zabawna opowieść o przygodach grupy chłopców, którzy postanowili wziąć udział turnieju drużyn podwórkowych. Okazało się to całkiem poważnym przedsięwzięciem – trzeba było ustalić nazwę, skompletować skład, wybrać koszulki i znaleźć trenera, który opracuje taktykę i poprowadzi drużynę. Wspólnymi siłami zdołali to wszystko osiągnąć i drużyna Lanovii mogła przystąpić do gry. Czy uda się jej się osiągnąć wymarzony ćwierćfinał? 
Doskonała lektura dla młodych piłkarzy! 
                                         (źródło: http://www.wydawnictwobis.com.pl/product.php?id=1189)
Oto jedna z  ilustracji z książki:
Autora kojarzę z trylogii gdyńskiej, bardzo ciekawej. Czy sprawdził się w książkach dla dzieci, sprawdzę i Wam napiszę. Na razie zacytuję fragment książki, ze strony wydawnictwa (http://www.wydawnictwobis.com.pl/product.php?id=1189):


Rozdział 1

Wielka szansa.
Entuzjazmu nie stwierdzono.
Zawodowiec.


– Panowie – zacząłem uroczyście, chociaż właściwie chciałem krzyczeć, tak bardzo mnie ta wiadomość podniecała. – Panowie, w czerwcu w naszym mieście odbędzie się turniej dzikich drużyn. To dla nas wielka szansa!
– Dzikich? – Żaba się skrzywił.
– Drużyn? – Miki zrobił wielkie oczy.
No tak, tego mogłem się spodziewać. Co za pech, że właśnie Żaba napatoczył się jako pierwszy.
Staliśmy na parkingu przed naszym blokiem, była sobota, pierwsza tak ciepła w tym roku. Miki trzymał nogę na piłce, Żaba chrupał orzeszki. Na tym parkingu, na niewielkim placu wolnym od samochodów, często kopaliśmy. Bo gdzie indziej? Na ogrodzonym siatką osiedlu nie mieliśmy boiska.
– Dzikich, niezrzeszonych, podwórkowych, nienależących do szkółek ani do klubów – kontynuowałem pomimo dalekich od zachwytu min chłopaków. – Przeczytałem w gazecie.
– W gazecie? – Żaba nagle przestał przeżuwać. – Czytałeś gazetę? – Właśnie to go w tej chwili najbardziej zainteresowało.
– Nieważne – sapnąłem ze złości. Czy nie rozumiał, o czym mówiłem? – Musimy wystartować, wziąć udział. To będzie turniej tysiąca drużyn – podkreśliłem.
– Akurat w czerwcu? – Teraz to Miki jakby się uparł, żeby osłabić mój entuzjazm. Zamiast się ucieszyć, zamiast uwierzyć w otwierające się przed nami możliwości.
– Przecież szkoła. – Żaba niezwłocznie odgadł przyczynę wątpliwości kolegi.
– Świadectwa – ciężko westchnął Miki.
– Niezdrowe podniecenie rodziców.
– Wielkie parcie.
– Tak jest, parcie na wyniki.
– Można powiedzieć: presja.
– Potężna!
– I przytłaczająca!
– W imię przyszłości...
– Bo są sprawy ważne – Miki wbił zrezygnowany wzrok w szarą, wyściełającą parking kostkę – ale są też ważniejsze... I niestety, piłka nożna należy do tych pierwszych. A szkoła oczywiście do drugich.
– Tak przynajmniej uważa góra – ponuro i z wyraźnym niesmakiem podsumował Żaba.
– Góra? – Nie zrozumiałem.
– Kierownictwo.
– Co za kierownictwo?!
– Ech, Fajkowski, jak ty wolno łapiesz! Rodzice. Czyli góra – Żaba spojrzał w niebo nad nami – kierownictwo i zwierzchnictwo w jednym. Dobrze mówię, Miki?
– Niestety, Żaba ma rację. W związku z czym w czerwcu będziemy harować, poprawiać oceny i drżeć pod pręgierzem wygórowanych oczekiwań.
– Zbyt wygórowanych – dodał jeszcze Żaba.
Aż się złapałem za głowę. Drżeć pod pręgierzem? Owszem, Miki miał rację. Wiadomo, należało się spodziewać, że czerwiec będzie miesiącem trudnym. Ale skąd, na świętego Ronalda, znał takie sformułowania?
– Tak że wiesz… –
Żaba położył mi dłoń
na ramieniu. – To się raczej nie uda.

I wtedy pojawił się on, Roland. Cały na biało. To znaczy w błyszczącej i wykonanej z najnowocześniejszych materiałów koszulce Realu Madryt, w spodenkach do kompletu i w nieskazitelnie czystych getrach. Tylko buty miał wściekle pomarańczowe. Obrazu całości dopełniała przylizana żelem fryzura – z idealnie, na wzór graczy niemieckich, przeprowadzonym przedziałkiem.

– Co jest, panowie, kopiecie? – Wnet doskoczył do Mikiego, czubkiem buta trącił piłkę i zaraz prowadził ją krótko przy nodze, niczym skutecznie wytresowanego pieska.
– A ty co, na trening? – domyślił się Żaba.
– Jasne, na trening. – Roland zatrzymał się, obrócił w naszą stronę i spojrzał na nas z wyższością.
– Będzie turniej dzikich drużyn – zmienił temat Miki. – Dzikich, niezrzeszonych, podwórkowych – powtarzał moje wcześniejsze słowa.
– I co, zgłaszacie się? – zaśmiał się Roland.
– A ty byś... – Miki się zawahał. – Z nami?
Roland wydął usta, po czym zaczął się przyglądać swoim wypielęgnowanym paznokciom.
– Obawiam się… – powiedział. – Obawiam się, że w tym czasie nasza szkółka – ostatnie słowo podkreślił znacząco – rozgrywać będzie nasz – to słowo także podkreślił – turniej, więc...
Nie dokończył. Nie musiał. Zrozumieliśmy: granie z nami go nie interesowało.
Tymczasem z mroków klatki schodowej wyłonił się jego tata.
– Roland, gdzie jesteś, na co czekasz, jedziemy!
– Idę, tato! – krzyknął Roland, jednocześnie odkopując piłkę w krzaki przy płocie. – Dopompujcie flaka – pouczył nas jeszcze na odchodnym. – Bo flakiem to sobie możecie...
Za chwilę odjechali. Dumny tata w wielkim SUV-ie
i jego syn – największa piłkarska nadzieja naszego skromnego osiedla.
– Widzisz? Nic z tego nie będzie. – Podczas gdy Miki pobiegł po futbolówkę, Żaba jak gdyby nigdy nic wrócił do chrupania orzeszków.















piątek, 6 lipca 2018

Mój blog - opiniotwórczy, Literackie zamieszanie wspomniane podczas spotkania autorskiego z Robertem Nowakowskim i parę słow o nowej książce autora, którą dostałam do przeczytania 'w klawiaturopisie'

Kadr ze spotkania autorskiego: Fundacja Urwany Film: spotkanie autorskie z Robertem Nowakowskim. Kraków, 22 lutego 2018
Dzień dobry,
Zaczęłam od pokazania kadru z krakowskiego spotkania autorskiego. Niestety, Kraków jest dla mnie niedostępny, ale filmik jest na YT, a o tym, że wspomniano podczas tej rozmowy o moim blogu poinformował mnie sam autor. Ale od początku. 
W okresie poświątecznym Anno Domini 2015 roku (pamiętam, bo dosyć istotny był to dla mnie czas osobiście) miałam niecodzienną przyjemność czytać i recenzować niecodzienną książkę:

 

 Napisałam wtedy w recenzji między innymi, że 'Wahałam się, czy dać 8 czy 9. Zdecydowałam się na 9 i mam nadzieję, że mój nos czytelniczy mnie nie zawiedzie! Bo liczę na następne wspaniałe książki.', ale jak to ja, dałam enter, potem nawet przeprowadziłam wywiad i o sprawie zapomniałam, bo przecież u mnie ciągle książki się przewijają. Jakież było moje zdziwienie, że moje z serca idące przemyślenia nie dość, że pan autor zapamiętał, to jeszcze uznał za ważne, a co więcej, poruszono je podczas potkania autorskiego (mniej więcej pod koniec spotkania). Poczułam się doceniona i połechtana po moim ego ;)
W każdym razie autor jeszcze w marcu poprosił mnie o przeczytanie swojej najnowszej książki, której jeszcze nie wydano, która znajduje się w klawiaturopisie, a którą tylko 'domownicy znają'. Trwało to 3 miesiące, ale przeczytałam. Piszę teraz swoją opinię w poście, publicznie, a nie jak to zwykłam czynić wobec próśb  o opinię w prywatnym mailu, gdyż moim zdaniem jest to skończony projekt, przemyślany, 'do druku'. A poza tym, to bardzo mądra książka, którą cieszyłabym się widzieć w księgarniach.
Tytuł tego brzmi 'Migotanie'. Jest troszkę jak ta debiutancka 'Człowiek z sową', ale i zarazem inna, znakomita. Przeczytałam ją jednym tchem, podzielonym na kilka wieczorów, bo trochę byłam ostatnio zajęta. Ale naprawdę świetnie mi się ją czytało, nie jak nieraz to bywa z maszynopisami od autorów, że zauważa się potrzebę redakcji, poprzestawiania czegoś, usunięcia czegoś. Nie, tutaj jest już świetna książka, nad którą mnie, czytelniczce pozostało tylko westchnąć z zachwytem.
 Jest to psychologiczna powieść historyczna. Akcja dzieje się w stalinowskiej Polsce, w samym środku prania mózgów Polaków i wyniszczania wszelkiej inteligencji, duszenia odrębności myślenia. I o tym niszczeniu niezależnego myślenia jest ta wspaniała książka, na którą poświęciłam cały tydzień swojego książkowego życia! Jak dla mnie to dużo!
Głównym bohaterem jest UBEK, a w życiu człowiek, którego życie przetrąciło bardzo. Czy to go usprawiedliwia do przetrącania życia innych? Nie wiem i myślę, że ocenę autor zostawia czytelnikom. Jacek Ring, bo on jest główną postacią w książce jest Żydem, który przeżył wojnę w ziemiance, jedząc książki i robaki. Ale nabył niesamowitego daru, co mu przepowiedziała matka. 
Po wojnie, już w UB, zostaje wysłany do Torunia, żeby złamać profesora filozofii i niepiszącą po śmierci samobójczej Witkacego pisarkę. 
Jest sporo historii, trochę realnych postaci, ciut thrillera psychologicznego, fantastyka i znakomicie trafna psychologia postaci. Genialnie tranie napisany każdy szczegół. Miałam wrażenie, że to książka z górnej półki, coś w stylu Twardocha i książka, którą autor wiedział po co pisze. 
Daję jej 10 gwiazdek i życzę sobie jej na półkach księgarni. 
Pozdrawiam autora, który zaufał mi i dał mi ją do przeczytania.



czwartek, 5 lipca 2018

Do trzech razy sztuka, czyli mój pierwszy patronat medialny.... Artur Wasążnik 'Przemienienie'

Źródło: materiały wydawnictwa: https://waspos.pl/index.php/artur-wasaznik/

 Widzieliście już tę okładkę? Oto tylna okładka książki 'Przemienienie' Artura Wasążnika, wydanej 30 maja 2018 roku w nowiutkim wydawnictwie WasPos:


 Tam po lewej, ten aniołek, to moje logo. Otóż, mam patronat medialny nad książką. Do trzech razy sztuka.... Dwukrotnie już odmawiałam patronatów, bo proponowano mi obyczajówki. Ja wolę historyczne, więc wreszcie na tę książkę się zgodziłam. 
Oto ona:

A to jest opis z tyłu książki:


Tom ten jest Księgą I, Tomem I. Wydawnictwo pisze o zapowiedzi 4 ksiąg, a w każdej ma być 4 tomy, czyli w sumie 16 książek. Trochę sporo, ale mam nadzieję, że będzie ciekawie. Akcja ma się toczyć w połowie X wieku na terenie dzisiejszych Niemiec. Jak wiadomo, mieszkali tam kiedyś Słowianie Połabscy, jedyni Słowianie, których Niemcom udało się zniszczyć kompletnie. I o tym będzie ten cykl. Oto, co sam autor pisze o tej książce na stronie WasPos:
 
O POWIEŚCI „PRZEMIENIENIE” 

W połowie dziesiątego wieku słowiańskie pogranicze Królestwa Niemiec nieustannie pogrążało się w chaosie. A miało być jeszcze gorzej. Kruszyły się kolejne filary starego świata Słowian połabskich. Gospodarka, handel, ustrój, religia, obyczaje, więzi plemienne i rodzinne… wszystko to rozpadało się na oczach przerażonych ludzi.
W akcie rozpaczliwej niezgody na taki stan rzeczy co jakiś czas płonęły wsie kolonistów niemieckich i kościoły budowane dla poszczególnych plemion. Wet prowadził do odwetu. Ale stawki żadnej z nadchodzących bitew nie stanowiła już chwała – w najlepszym wypadku było to przetrwanie.
Wtedy nikt nie brał na poważnie innej możliwości. Przemienienia. A przynajmniej – nie na taką skalę. Wtedy wszyscy na Połabiu żyli jedną, szeptaną z ust do ust i pełną nadziei wieścią… cała kraina szykowała się bowiem do powstania!
Nikt nie wiedział tylko gdzie tkwiło zarzewie buntu, kto miał przewodzić. Mówiono coś o przymierzach z wielkimi potęgami, o tajnych emisariuszach i wędrownych kapłanach odprawiających po lasach charyzmatyczne obrzędy pogańskie. Chodziły też słuchy zgoła nieprawdopodobne, o widmach i demonach znanych z mitologii słowiańskiej… ale czy należało dawać wiarę takim bajaniom starych bab? Sąsiednie Królestwo Niemiec toczyła właśnie wojna domowa, co dodatkowo sprzyjało planom konspiratorów. Ileż by dali urzędnicy królewscy za jakąkolwiek wskazówkę, w którym to miejscu biło serce szykowanej rebelii!
Rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania, klecenie intryg i prowokacje mające zdusić bunt w zarodku. Każda ze stron uruchomiła wszystkich swoich szpiegów, dyplomatów i zabójców. Rozpuszczano plotki i pomówienia, licząc na zasianie niezgody oraz zamieszania u przeciwników. Tylko kto tu był czyim przeciwnikiem? Ile plemion przyłączy się do rezurekcji, a ile opowie się po stronie króla Niemiec? Ile ludów połabskich rozłamie się na pół stawiając brata przeciwko bratu i syna przeciwko ojcu? Wtedy jeszcze nikt nie mógł znać odpowiedzi na te pytania.
Taaaak… to było doprawdy gorące lato roku pańskiego dziewięćset pięćdziesiątego czwartego!
Fragment 1
“(…)  Teren, który z początku był stabilny i płaski, teraz zaczął się nieco obniżać i wkrótce grunt pod stopami Laszlo znowu stał się mokry i rozmiękły. Powróciło błoto, kałuże i maleńkie strużki wody ściekającej leniwie nie wiadomo skąd i nie wiadomo dokąd. Nadal gęste poszycie leśne umożliwiało kontrolowanie wzrokiem zaledwie kilkunastu metrów przed sobą. Bał się, że zabłądzi, ale jeszcze bardziej przestraszył się tego, że mógłby się spóźnić i rozminąć się z łodziami na rzece, w których upatrywał teraz jedynej nadziei na wydostanie się z tego błędnego lasu. Pochylił się jeszcze niżej, ręce dla ochrony wyciągnął daleko przed siebie i zaczął biec dość pokracznie, gdyż musiał kolana unosić bardzo wysoko z powodu kleistego błota pod ciżmami. W tej pozycji przypominał już nie dzika czy innego zwierza, ale raczej opętańczo kiwającego się szamana koczowników, wpadającego w jakiś trans. Szaman, podróżujący w zaświaty przybierał najprzedziwniejsze pozy i pląsał wśród nabierającego tempa rytualnej pieśni, aż w końcu padał wycieńczony – i wtedy właśnie zaczynała się jego wizja… jego widzenie umarłych przodków.
Takie też było pierwsze skojarzenie młodzika, kiedy podniósł się z błota i dostrzegł obok siebie zmasakrowane ciało jakiegoś nieszczęśnika. Trup miał też liczne towarzystwo. Puszcza w tym miejscu się przerzedzała i ustępowała wobec kolejnych mokradeł. Rzeka musiała znajdować się całkiem nieopodal. Świadczył o tym zarówno wyraźny prześwit nieba, jak też widoczne stąd łany trzcin i tataraku. Prawie dwieście kroków jakie dzieliło go od tego trzcinowiska ogarniał wzrokiem bez żadnego problemu. Wszędzie leżały trupy wojowników. Zapewne było to jakieś słowiańskie plemię. Leżało ich tu setki. Porozbijane czaszki, liczne rany cięte, ciała porozrzucane na dość znacznym obszarze… dowodziło to bardziej masakry niż bitwy. Pośrodku tej makabrycznej scenerii jego uwagę zwróciło coś jeszcze bardziej nieprzyjemnego. Kiedy się tam zbliżył rozpoznał młode, może trzydziestoletnie drzewo dębu przecięte toporem na wysokości ludzkich ramion. Na jego szczycie zatknięta została głowa dorosłego mężczyzny o płowych, ciągle dość bujnych włosach i lekko siwiejących wąsach. Poza tym twarz była na tyle rozbita, że trudna do rozeznania. Wyglądało to niezwykle koszmarnie… jakby człowieczy łeb przytwierdzono do nienaturalnie wychudzonego korpusu jakiejś innej istoty. (…)”
Fragment 2
“(…) Nakon nie przerywał. Był rzeczywiście poruszony, że nic nie uszło uwadze królewskich szpiegów. Sam fakt, że prezentował mu to Słowianin wierny królowi świadczył, w jaki sposób dwór ottoński pozyskiwał tak szczegółowe informacje. Pomimo wysiłku, jaki książę wkładał w zachowanie spokoju posłaniec dostrzegł na jego licach bladość, a na czole kropelki potu. Zadowolony z efektu, jaki udało mu się jak dotąd wywrzeć na współwładcy Obodrzyców, kontynuował niemal z uśmiechem.
                – Stoigniew, ma wielkie ambicje i wielkie talenty, a przy tym równie zdolnego brata do pomocy. Wie, że gdyby nie stosunkowo niskie urodzenie, to mógłby osiągnąć znacznie więcej. Cóż jednak, skoro Arkona sprzeciwia się przyznaniu prawa do objęcia władzy nad całym Połabiem komuś, kogo najbardziej znaczącym przodkiem był zaledwie naczelnik plemienny? Arkona najchętniej widziałaby w tej roli jakiegoś swojego człowieka, ale czas jej świetności przemija i z niegdysiejszego hegemona krajów wenedyjskich stała się dla wszystkich zaledwie strażnikiem pamięci praw i obyczajów. Co innego Madziarzy, dla których osłabienie królestwa Niemiec jest obecnie warunkiem dla utrzymania możliwości swobodnego grabienia całej Europy. Węgry i Obodrzyce mają niejeden wspólny interes, ale stworzenie między nimi silnego sojuszu należy do najważniejszych, czyż mylę się, książę?
                Nakon wciąż milczał i tylko nieznacznym gestem głowy nakazał posłańcowi kontynuować.
(…)
                – A mając w rękach całe Połabie z wyjątkiem Związku Wieleckiego, Stoigniew będzie mógł na tych drugich wymóc stosowny dla siebie, długotrwały sojusz. Zwłaszcza, że planowane przez wasze książęce mości powstanie… nie umknęły bowiem uwadze przygotowania i do tego czynu… ma być prowadzone pod sztandarami przywrócenia między Łabą a Odrą dawnych, słowiańskich bóstw. A taki stan rzeczy jest z kolei priorytetem polityki wieleckiej.
                – Pysznie! – znowu pochwalił książę swojego rozmówcę, ocierając już bez skrępowania pot z czoła – Wręcz wybornie! A więc wiecie już wystarczająco dużo, byśmy wyruszyli pod Hamburg jeszcze dzisiejszego wieczora, co? Nie dając wam czasu do stosownego przygotowania obrony, co?
                Udało mu się odwrócić role i tym razem to Nakon przemawiał z pyszałkowatą pewnością siebie, a posłaniec zbladł i rozchylił zastygłe w pół słowa usta.
                – Co nic nie mówisz, dosiadaczu rogaczów? Myśleliście, że my nie mamy swoich ludzi w Niemczech? Spływają do nas wieści z każdego księstwa i każdego, ważniejszego miasta, a nawet z otoczenia króla. Ten wasz Hamburg teraz jest niemal kompletnie ogołocony z załogi. Gdybyśmy nocą podeszli tam komunikiem, to rankiem miasto i łupy byłyby już nasze. A ty na swoim łośku wąchałbyś tylko łajno naszych koni. A może by tak od razu Magdeburg, co? Nie wytrzyma nawet jednego szturmu, czyż nie?
                – Jestem tu, by szukać pokojowych rozwiązań. W długim rozrachunku wojna nikomu nie przyniesie korzyści. – wyjęknął lekko drżącym głosem ciemnowłosy posłaniec – Ten Gniewomysł to dla was taki sam dar z nieba jak dla Stoigniewa potomek Mojmira. Może nawet lepszy. (…)”
Źródło: WasPos

Zaopatrzono mnie w 3 egzemplarze książki:

Na razie nie organizuję konkursu. Waham się, czy nie wybrać szczęśliwców i ich nie obdarzyć tymi 2 książkami. Muszę się zastanowić.
Zachęciłąm Was do książki?



wtorek, 3 lipca 2018

Jaume Cabré 'Podróż zimowa' - opowiadania mistrza....


Na każdą nową książkę katalońskiego mistrza czekam z niepewnością. Tym razem wydawnictwo Marginesy napisało, że są to opowiadania, a jak wiadomo w opowiadaniach wychodzi kunszt albo brak kunsztu autora. U nas w Polsce wydaje się książki

poniedziałek, 2 lipca 2018

Ogłoszenie wyników konkursu - rozdawajki na książkę 'Targi z Bogiem'

Cześć,
Dzisiaj nastąpi uroczyste ogłoszenie szczęśliwego zwycięzcy rozdawajki książkowej.
Oto ta rozdawajka:
Baner konkursu:

Konkurs rozdawajka na blogu! Wspaniała książka. Zapraszam: Waldemar 'Zajonc' Panek 'Targi z Bogiem'

 Pod postem na blogu zgłosiło się sześcioro uczestników. Na facebooku były udostępnienia, ale tam nie zgłosił się nikt. Każdemu przydzieliłam numerek. Losowanie odbyło się naprawdę obiektywnie,  bo przez stronę Losowe.pl, chociaż pierwotnie zamierzałam losować z kapelusza, ale ostatecznie postawiłam na ślepy los internetu:

Tak więc los okazał się łaskawy dla:
Agnieszko, na mój mail: renax79@wp.pl wyślij mi adres i numer telefonu dla kuriera, a ja zaraz biegusiem wyślę to wydawnictwu, żebyś jak najprędzej otrzymała swoją nagrodę. 
Wszystkim dziękuję za uczestnictwo!
Izabela Łęcka-Wokulska
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Więcej- kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje zdjęcia

Więcej- kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje zdjęcia
Wschód słońca

Więcej: kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje stosiki

Więcej: kliknij na zdjęcie albo w zakładkę  Moje stosiki
Stosik na czerwiec 2018

Zapraszam też do mojego drugiego bloga - o poezji i obrazach pt. Z poetyckiej półki Łęckiej...