sobota, 7 lipca 2018

Czujecie jeszcze gorączkę mundialu? Wasze dzieci też? Książka o futbolu: Michał Piedziewicz 'Ćwierćfinał to już coś"

Cześć,
Tak jakby mundial już się kończy, prawda? Ja nie oglądałam meczy, ale chciałam zdążyć z recenzją tej książki przed finałami, ale niestety, nie dam rady. Dziś będzie więc post prezentujący książkę dla młodych czytelników o piłce nożnej. Wygląda ona tak:

Wczoraj dodałam ją do LubimyCzytać, więc widziałam, że nikt o niej nie słyszał. Ukazała się w wydawnictwie BIS w maju:
Ćwierćfinał to już coś!

Autor: Michał Piedziewicz  
Ilustrator: Artur Ruducha  
ISBN 978-83-7551-569-5
format: 13,5 x 20,5
stron 248
wydanie 1
data wydania 11 maj 2018


Wciągająca i zabawna opowieść o przygodach grupy chłopców, którzy postanowili wziąć udział turnieju drużyn podwórkowych. Okazało się to całkiem poważnym przedsięwzięciem – trzeba było ustalić nazwę, skompletować skład, wybrać koszulki i znaleźć trenera, który opracuje taktykę i poprowadzi drużynę. Wspólnymi siłami zdołali to wszystko osiągnąć i drużyna Lanovii mogła przystąpić do gry. Czy uda się jej się osiągnąć wymarzony ćwierćfinał? 
Doskonała lektura dla młodych piłkarzy! 
                                         (źródło: http://www.wydawnictwobis.com.pl/product.php?id=1189)
Oto jedna z  ilustracji z książki:
Autora kojarzę z trylogii gdyńskiej, bardzo ciekawej. Czy sprawdził się w książkach dla dzieci, sprawdzę i Wam napiszę. Na razie zacytuję fragment książki, ze strony wydawnictwa (http://www.wydawnictwobis.com.pl/product.php?id=1189):


Rozdział 1

Wielka szansa.
Entuzjazmu nie stwierdzono.
Zawodowiec.


– Panowie – zacząłem uroczyście, chociaż właściwie chciałem krzyczeć, tak bardzo mnie ta wiadomość podniecała. – Panowie, w czerwcu w naszym mieście odbędzie się turniej dzikich drużyn. To dla nas wielka szansa!
– Dzikich? – Żaba się skrzywił.
– Drużyn? – Miki zrobił wielkie oczy.
No tak, tego mogłem się spodziewać. Co za pech, że właśnie Żaba napatoczył się jako pierwszy.
Staliśmy na parkingu przed naszym blokiem, była sobota, pierwsza tak ciepła w tym roku. Miki trzymał nogę na piłce, Żaba chrupał orzeszki. Na tym parkingu, na niewielkim placu wolnym od samochodów, często kopaliśmy. Bo gdzie indziej? Na ogrodzonym siatką osiedlu nie mieliśmy boiska.
– Dzikich, niezrzeszonych, podwórkowych, nienależących do szkółek ani do klubów – kontynuowałem pomimo dalekich od zachwytu min chłopaków. – Przeczytałem w gazecie.
– W gazecie? – Żaba nagle przestał przeżuwać. – Czytałeś gazetę? – Właśnie to go w tej chwili najbardziej zainteresowało.
– Nieważne – sapnąłem ze złości. Czy nie rozumiał, o czym mówiłem? – Musimy wystartować, wziąć udział. To będzie turniej tysiąca drużyn – podkreśliłem.
– Akurat w czerwcu? – Teraz to Miki jakby się uparł, żeby osłabić mój entuzjazm. Zamiast się ucieszyć, zamiast uwierzyć w otwierające się przed nami możliwości.
– Przecież szkoła. – Żaba niezwłocznie odgadł przyczynę wątpliwości kolegi.
– Świadectwa – ciężko westchnął Miki.
– Niezdrowe podniecenie rodziców.
– Wielkie parcie.
– Tak jest, parcie na wyniki.
– Można powiedzieć: presja.
– Potężna!
– I przytłaczająca!
– W imię przyszłości...
– Bo są sprawy ważne – Miki wbił zrezygnowany wzrok w szarą, wyściełającą parking kostkę – ale są też ważniejsze... I niestety, piłka nożna należy do tych pierwszych. A szkoła oczywiście do drugich.
– Tak przynajmniej uważa góra – ponuro i z wyraźnym niesmakiem podsumował Żaba.
– Góra? – Nie zrozumiałem.
– Kierownictwo.
– Co za kierownictwo?!
– Ech, Fajkowski, jak ty wolno łapiesz! Rodzice. Czyli góra – Żaba spojrzał w niebo nad nami – kierownictwo i zwierzchnictwo w jednym. Dobrze mówię, Miki?
– Niestety, Żaba ma rację. W związku z czym w czerwcu będziemy harować, poprawiać oceny i drżeć pod pręgierzem wygórowanych oczekiwań.
– Zbyt wygórowanych – dodał jeszcze Żaba.
Aż się złapałem za głowę. Drżeć pod pręgierzem? Owszem, Miki miał rację. Wiadomo, należało się spodziewać, że czerwiec będzie miesiącem trudnym. Ale skąd, na świętego Ronalda, znał takie sformułowania?
– Tak że wiesz… –
Żaba położył mi dłoń
na ramieniu. – To się raczej nie uda.

I wtedy pojawił się on, Roland. Cały na biało. To znaczy w błyszczącej i wykonanej z najnowocześniejszych materiałów koszulce Realu Madryt, w spodenkach do kompletu i w nieskazitelnie czystych getrach. Tylko buty miał wściekle pomarańczowe. Obrazu całości dopełniała przylizana żelem fryzura – z idealnie, na wzór graczy niemieckich, przeprowadzonym przedziałkiem.

– Co jest, panowie, kopiecie? – Wnet doskoczył do Mikiego, czubkiem buta trącił piłkę i zaraz prowadził ją krótko przy nodze, niczym skutecznie wytresowanego pieska.
– A ty co, na trening? – domyślił się Żaba.
– Jasne, na trening. – Roland zatrzymał się, obrócił w naszą stronę i spojrzał na nas z wyższością.
– Będzie turniej dzikich drużyn – zmienił temat Miki. – Dzikich, niezrzeszonych, podwórkowych – powtarzał moje wcześniejsze słowa.
– I co, zgłaszacie się? – zaśmiał się Roland.
– A ty byś... – Miki się zawahał. – Z nami?
Roland wydął usta, po czym zaczął się przyglądać swoim wypielęgnowanym paznokciom.
– Obawiam się… – powiedział. – Obawiam się, że w tym czasie nasza szkółka – ostatnie słowo podkreślił znacząco – rozgrywać będzie nasz – to słowo także podkreślił – turniej, więc...
Nie dokończył. Nie musiał. Zrozumieliśmy: granie z nami go nie interesowało.
Tymczasem z mroków klatki schodowej wyłonił się jego tata.
– Roland, gdzie jesteś, na co czekasz, jedziemy!
– Idę, tato! – krzyknął Roland, jednocześnie odkopując piłkę w krzaki przy płocie. – Dopompujcie flaka – pouczył nas jeszcze na odchodnym. – Bo flakiem to sobie możecie...
Za chwilę odjechali. Dumny tata w wielkim SUV-ie
i jego syn – największa piłkarska nadzieja naszego skromnego osiedla.
– Widzisz? Nic z tego nie będzie. – Podczas gdy Miki pobiegł po futbolówkę, Żaba jak gdyby nigdy nic wrócił do chrupania orzeszków.















4 komentarze:

  1. Nie napiszę jak za pierwszym razem przeczytałam nazwisko autora ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Po przeczytanym fragmencie stwierdzam, że książka musi być naprawdę fajna dla chłopców w wieku 7-10 lat. Nie mam nikogo takiego w rodzinie, a szkoda. Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, bo książka ma przeszło 300 stron, więc jest właśnie dla tej grupy wiekowej. Mój bratanek jest w tym wieku, ale powiedział, że książki nie chce i już.

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Więcej- kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje zdjęcia

Więcej- kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje zdjęcia
Wschód słońca

Więcej: kliknij na zdjęcie albo w zakładkę Moje stosiki

Więcej: kliknij na zdjęcie albo w zakładkę  Moje stosiki
Stosik na czerwiec 2018

Zapraszam też do mojego drugiego bloga - o poezji i obrazach pt. Z poetyckiej półki Łęckiej...