wtorek, 31 lipca 2018

Janusz Majewski 'Ryk kamiennego lwa' - Lwów widziany oczami przedwojennego lwowiaka....

Ta druga część kryminalno-historycznej serii o Rafale Królu ukazała się w czerwcu, jakieś 3 lata po pierwszym tomie, który mi się bardzo spodobał 'Czarnym mercedesie": recenzja.
Była to wiec moja upragniona książka i wiele sobie po niej obiecywałam. Oto oba tomy:






Przeczytałam 'Ryk kamiennego lwa' jakieś półtora tygodnia temu i muszę powiedzieć, że akcji już nawet nie pamiętam. Jedynie sceny lwowskie, te w kamieniczkach, na cmentarzu, gdzie Rafał Król zauważa rodzinę żydowską i chodzącego wyłudzacza Ukraińca, zduna. Nie owijając w bawełnę, akcja autorowi kompletnie się nie udała. Była przypadkowa i nieskoordynowana. Miałam wrażenie, że całe te wszystkie działania były okazją do pokazania topografii przedwojennego Lwowa. W ogóle nie było napięcia, które powinno być w kryminale. Poszukiwana jest Lenka, ale wokół tego nie ma kompletnie tajemnicy. Jak już się znalazła, to już mnie nawet przestało to interesować. Smutno mi tylko było, że ten biedny Rafał w takim napięciu erotycznym się błąkał. 
Powiedzieliśmy sobie jasno, że akcja w książce to kicha. Ale mimo wszystko książka jest godna uwagi ze względu na Lwów. Lwów z pamięci autora, Lwów dzieciństwa, który 'zawsze zostanie. Święty i czysty jak pierwsze kochanie'. Dlatego polecam tę książkę kresofilom i miłośnikom historii.
Mieliśmy na polonistyce profesora, jeszcze ze Lwowa, prof. Hutnikiewicza. Raz wspomniał on swój Lwów, ale z taką miłością na twarzy, jakby o pierwszej i ukochanej kochance mówił. Do dziś pamiętam ten jego wyraz twarzy, że 'Lwów był metropolią europejską, a Toruń to miasto tez piękne, ale przy tamtym Lwowie - prowincjonalne' Zastanowiły mnie wówczas tamte słowa i je zapamiętałam. Gdy czytałam książkę Urbanka 'Geniusze' to zrozumiałam skąd ta miłość. Dodam, że na  okładce 'Ryku kamiennego lwa' jest powiedziane, iż autor pisał o Lwowie z pamięci. Nie wiem czy teraz był on na wycieczce w tym mieście, bo nie w tym rzecz, ale chodzi o to, ze Lwów z książki to Lwów polski, zaś teraz jest to miasto ukraińskie. Polskości tam nie ma. Chyba tylko browary zostały. Ponoć dobre. 
Poszperałam w necie i znalazłam na stronie Gali wspomnienia Janusza Majewskiego o dzieciństwie we Lwowie. Przytoczę fragment:


Jeszcze przed wojną, w 1938 roku, wprowadziliśmy się do mieszkania mieszczącego się w domu, który należał do mojej ciotki. To była nowa dzielnica i nowoczesne jak na owe czasy budownictwo. Z naszej kuchni można było zobaczyć całą panoramę Lwowa, bo dom stał na wzgórzu (jest ich we Lwowie siedem, podobnie jak w Rzymie). Pamiętam, jak potem patrzyłem z tego okna na niemieckie samoloty bombardujące miasto. Miałem osiem lat, kiedy wybuchła wojna. Straciłem poczucie bezpieczeństwa. Okupację przeżyliśmy biednie, pamiętam, że na któreś urodziny mama dała mi kromkę chleba z masłem posypaną cukrem – to było jako tort, o którym nawet nie mogliśmy marzyć. 
Pewnego dnia na wiosnę 1944 roku (miałem wtedy 13 lat) ojciec wrócił z pracy wcześniej i powiedział, że natychmiast musimy się pakować, możemy wziąć cztery walizki, za pół godziny przyjedzie po nas samochód. Okazało się, że wśród ludzi z komórki AK, do której należał, zaczęły się aresztowania, ostrzegł go jego kierownik, Niemiec. Wystawił nawet dokument, że udziela ojcu urlopu z powodów zdrowotnych. Mam to pismo do dziś. Uciekliśmy na wieś.(https://www.gala.pl/artykul/dziecinstwo-gwiazd-janusz-majewski-quotzycie-jak-filmquot

W tym kontekście Lwów z powieści wydaje się taki jak to zapamiętał autor. Owszem, akcja snuje się bez sensu troszkę, ale to snucie się daje okazję do pokazania kawałka miasta, różnych jego zakątków, znanych tylko komuś, kto to miasto znał. Bo zaułki i przejścia, bo tramwaje, bo potrawy, bo wreszcie 'lwowskie bałakanie'. Kiedyś mówiłam, że moja rodzina pochodzi z Wołynia. Słowa więc zostały, to 'bałakanie' jest mi znane. Nie kojarzę zupy z kminku, ale ponoć pierogi z kminkiem babcia piekła. 
Autor starał się uchwycić napięcia narodowościowe w tamtym Lwowie. Polacy, Ukraińcy, Niemcy, Ślązacy, Galicjanie itd. itp. W czasie, kiedy rozgrywa się akcja, rzezi jeszcze nie było, dopiero rana nabrzmiewała... Ale te napięcia już są. Jeszcze w różnych norach i dziurach ukrywali się Żydzi. W książce to jest. To, czyli tragedia tych ludzi. Pisałam o tej rodzinie na cmentarzu, która utkwiła mi w głowie. I branie pieniędzy za 'niewydanie ich', korzystanie z cudzego nieszczęścia, do tego patriotyczna działalność AK, która próbowała walczyć z szabrownikami. A na okrasę napięcia narodowościowe, które chyba dopiero wojna uwydatniła, bo nawet ta rodzina tego zduna-Ukraińca, przecież była polsko-ukraińska, o czym jest mowa w książce i jakoś się trzymała aż do wojny. To tragiczne miasto. 
Tak więc o ile akcji nie polecam i przyznaję  jako czytelniczka, że zauważyłam niedostatki fabuły, to z ciekawością czytałam fragmenty, w których przejawia się prawda o mieście, o tamtych czasach, o tragedii tamtych ludzi. 
 To nie jest dokument historyczny i nawet na taki nie aspiruje, ale to książka, w której człowiek próbuje zawrzeć całe swoje dzieciństwo, całą miłość, całe wspomnienia. A to trudne do opisania. Moja babcia Wołynianka w dowodzie osobistym miała wpisane miejsce urodzenia ZSRR, tak jak i wszyscy mieszkańcy przedwojennej Rzeczypospolitej zza Buga. Jak napisać o świecie, którego już nie ma? Bo nie ma. Są wspomnienia. Tak było, ale już nie ma. A Janusz Majewski nie upiększał tamtego Lwowa. Pisał, że tak było.
Jako kryminał książka ma u mnie notę 2 gwiazdki, ale jako wspomnienia lwowiaka książka jest wartościowa historycznie. I za to daję jej 6 gwiazdek.
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy:

 


6 komentarzy:

  1. Dla samej historii warto przeczytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak, bo to opowieść kogoś, kto tam był.

      Usuń
  2. Raczej nie jest to książka, z której mogłabym wyciągnąć coś dla siebie. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za kilka dni napiszę o książce w Twoim guście ;)

      Usuń
  3. Już sam tytuł tej książki ożywił moje lwowskie wspomnienia sprzed dwóch lat. Wierzę, że tak powieść jest mierna. Być może mimo to przeczytam ją ;) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jakie są te lwowskie wspomnienia, bo moja znajoma z wycieczki do Lwowa pamięta, że ją żebrak gonił.
      Książka zasługuje na uwagę.

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars

Ja na Instagramie

Zapraszam na moją stronę na facebooku:

Moje logo

Moje logo

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: