środa, 29 sierpnia 2018

Joanna Sokolińska 'Trzewiczki Matki Boskiej" - lekki kryminał-niekryminał

Troszkę sobie ta książka u mnie przeleżała, ale miałam ochotę ją przeczytać, bo po pierwsze PWN, po drugie świetna okładka, która kusi (choć w książce 'Młyn do mumii' też kusiła, ale po kilku stronach książkę odpuściłam sobie....), a po trzecie religijna jestem, więc ciekawa byłam tych trzewiczków....
Niedawno przejrzałam opinie o książce na LubimyCzytać i z przerażeniem stwierdziłam, że mało komu się ta książka spodobała! Ba, miażdżąco krytyczne są te opinie. 
Ale zaczęłam sama czytać, gdyż po kilku poważnych lekturach potrzebowałam czegoś lżejszego, więc zdecydowałam się dać książce szansę. 
No i powiem Wam, że faktycznie, jest w niej sporo 'gadania', jak stwierdzają krytycy książki, ale mnie te dywagacje śmieszyły. Bardzo się przy nich ubawiłam!
Książka jest w stylu Joanny Chmielewskiej, co oznacza, ze to 'gadanie' oscyluje pomiędzy śmiesznością a znudzeniem. Raz trafiała pani Joanna (ta pierwsza - Chmielewska), a innym razem szła w bełkot. Nie wszystkie książki pani Chmielwskiej były dla mnie strawne. Z 'Lesiem' na czele, który mnie nie śmieszył w ogóle.Ale inne mnie bawiły. 
I tak też jest w przypadku 'Trzewiczków'. Zakręcona intryga, śmiesznostki i zabawa wynikająca z różnych nieporozumień dnia codziennego i z nietypowej pracy Fifi-ego, męża, który ubiera zmarłych w firmie pogrzebowej oraz żonę, która po wielu przejściach z ciążą wreszcie w ciążę zachodzi, oraz gadatliwą gosposię, która zna wszystkich i wszystko co się dzieje w mieście, wszystko to posuwa i gmatwa intrygę kryminalną. Zresztą, podobnie jak i u Chmielewskiej, intryga nie była w książce najważniejsza, była przyczynkiem do rozmaitych komedii omyłek. 
Zabawne dialogi, śmieszne sceny i Polska sprzed ostatnich wyborów, gdy w mediach śledziliśmy dżichadystów i obce podwórka, bo u nas nie działo się nic. Inny świat. 
Daję książce uczciwe 6 gwiazdek za to, że zapewniła mi solidną i wesołą rozrywkę w dobrym stylu.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Sławomir Leśniewski 'Drapieżny ród Piastów' - książka popularnonaukowa o naszej pierwszej dynastii

Sławomir Leśniewski debiutantem nie jest. Już czytałam tego autora książkę o potopie szwedzkim, więc spodziewałam się dobrej lektury. I się nie zawiodłam. 
Tym razem autor okazał się popularyzatorem historii, co jak się dowiedziałam, nie jest jednoznaczne z byciem historykiem. Ba! Znajomy uświadomił mi, że można nie być historykiem, a być popularyzatorem historii. Za zawsze w swoim naiwnym mózgu myślałam, że żeby coś popularyzować, trzeba być historykiem. Okazuje się, że to jest coś innego. Mniejsza z tym, popularyzator historii musi mówić albo pisać o historii ciekawie, tak żeby pasją zarazić słuchaczy albo czytelników. 
Dwie moje książki Leśniewskiego....

I Sławomir Leśniewski ma ten dar. Pisze tak, że czyta się książkę z ciekawością! 'Drapieżny ród Piastów' obejmuje zasięgiem kilka stuleci, całą dynastię Piastów. Zaczyna mocno i kontrowejsyjnie, bo od Mieszka I, nazwanego w jednej z kronik Dagome. Czy rodowód wikiński jest prawdziwy, czy nie, w każdym razie książka od początku wzbudza ciekawość, bo nie powtarza oklepanych faktów z innych podręczników. Bo podręcznikiem nie jest. Autor nie pisze podręcznika, więc ma prawo do subiektywizmu i własnych ocen. Jego zdaniem na przykład niedocenionym w historii władcą był Mieszko II. Innym ciekawym faktem w tej książki było odgrzebanie Bolesława II, króla tajemniczego, bo wymazanego z historii. Czy istniał? Nie wiadomo, ale na pewno autor pobudził do szukania odpowiedzi. Mnie najbardziej w książce zdumiały fakty o Jadwidze Śląskiej. Kościół powołuje się na jej śluby czystości, ale dopiero pan Leśniewski wyjaśnił, że ona i jej mąż Leszek złożyli te śluby po urodzeniu sześciorga dzieci!
Inne ciekawe fakty to niski wzrost Łokietka i ciekawa interpretacja odnośnie utraty Gdańska, a także krytyka Kazimierza Wielkiego. Dodatkowo, w książce mamy liczne ryciny i ilustracje. Oto przykłady:


Książka jest szyta, starannie wydana. To są jej plusy. Jedynym mankamentem, moim zdaniem, był brak źródeł tych wstawek fabularnych przed każdym rozdziałem. Ja jestem bardzo dokładna i dociekliwa i chciałabym wiedzieć, z czego jest każdy fragment, a tej odpowiedzi nie znalazłam. 
Kontrowersyjność i dyskusyjność ocen i opinii to są dla mnie zalety książki. Zresztą, Leśniewski przy każdej dyskusyjnej tezie podaje źródła. Mowa jest o średniowieczu, w Polsce czasem przedpiśmiennym, więc tych źródeł jest dramatycznie mało, obalenie więc albo ich potwierdzenie jest raczej niemożliwe, chyba że znajdziemy kapsułę czasu. Ale na pewno dobrze jest, gdy książka popularnonaukowa jest ciekawa i wzbudza emocje, gdy jest napisana ciekawym językiem, takiem z pazurem i tak jest w 'Drapieżnym rodzie Piastów'. 
Ja tę książkę oceniam wysoko, na 9 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:






sobota, 25 sierpnia 2018

Tadeusz Perkitny 'Okrążmy świat raz jeszcze. Przygód część pierwsza' - świat z lat dwudziestych XX wieku, dwóch Polaków bez grosza przy duszy zwiedza świat, czyli jak to było wiek temu....

Cześć,
Dziś napiszę o książce, którą mam dzięki wspaniałym czytaczom z LubimyCzytać. Koleżanka wyłowiła tę świetną książkę na półce do oddania w bibliotece, przypomniała sobie, że czytałam książki z serii Naokoło Świata (bo czytałam zanim założyłam bloga i recenzowanie zaczęło zajmować mi 90% czasu na czytanie) i mi przysłała. Jakieś 2 lata temu już chyba będzie, bo ciągle nie miałam czasu. 
Przeczytałam z pasją, ale nie mam drugiego tomu, więc czuję się jak ten synek przemiłej pani pisarki współczesnej, która pisała na facebooku, że 'urwało mi się' DVD na 'Był sobie człowiek' mniej więcej na etapie naendertalskim i się martwił, że nie wie czy człowiek opuści jaskinie.... I ja tak mam. Zostawiłam Perkinego i jego kumpla Leona jak płynęli parowcem przez Pacyfik i nie wiem co dalej. A historia mnie wciągnęła....
Książki wznowiono w Zysk i S-ka około 2009 roku. Oto okładki:
Źródło: https://imged.pl/tadeusz-perkitny-okrazmy-swiat-jeszcze-raz-25079231.html
To wspaniała książka, choć czytało mi się ją prawie tydzień. Na szybsze połykanie nie pozwalał mi jej język, troszkę staroświecki i jak to wtedy było, pełen ozdobników i wykrzyknień. Daje to wydźwięk bardzo miły, ale mimo wszystko nie można przelatywać przez strony. Interesuje w całej tej historii czas wydarzeń. Otóż, panowie Tadeusz i Leon podróżowali w drugiej połowie lat dwudziestych XX wieku. To czego doświadczyli i co zobaczyli było więc całkiem innym światem niż ten teraz. Przede wszystkim musieli po drodze zarobić na dalszą podróż. A to w Szwecji, a to w Portugalii, a to w Brazylii i Argentynie. Następne etapy opisano w drugiem tomie, więc nie wiem, ale pewnie musieli zarobić zaraz po wyjściu z parowca, gdyż na billet na parowiec przez PAcyfik wydali wszytko to, co zarobili w Argentynie....
Znalazłam w necie zdjęcie obu panów z Brazylii i polecam cały artykuł o Perkitnym i Mroczkiewiczu na Onecie: Onet Podróże: Dwóch takich i okrągłość Ziemi:
Zdjęcie zaczerpnęłam z artykułu: http://podroze.onet.pl/ciekawe/podroznicy-tadeusz-perkitny-i-leon-mroczkiewicz/s6vnk
Wartością tej książki jest, jak powiedziałam, pokazanie świata z prawie przed wieku. Był on inny, rozleglejszy. Ludzie musieli wkładać w przeżycie więcej wysiłku. Praca była cięższa, a ubóstwa sporo. Często musieli chodzić pieszo, ale i często doświadczali ludzkiej życzliwości. Jak sami mówią, w tym czasie w Szwecji ludzie nie bali się zostawiać otwartych domów, w Dakarze kolonializm panował 'pełną gębą', ze się tak wyrażę, natomiast w Brazylii i Argentynie panowała bieda i walka o przetrwanie tych milionów migrantów z Europy. Budowano dopiero linie kolejowe, wykarczowywano lasy, ale poza pracą przy wycince nasi panowie mogli na przykład zarobić na dalszą podróż robieniem zdjęć portretowych. To w Brazylii, bo jak się okazało w Argentynie już nie. Tam pracowali przy budowie linii kolejowej. 
Bardzo cieszyło mnie, czytelniczkę, poczucie humoru obu obieżyświatów i często cięte riposty i komentarze, na przykład na temat Europejczyków męczących się w futrach w upalnej Brazylii albo ślepych naśladowców zwyczajów Europejskich albo przeróżne zachowania pracowników najemnych, rozmaite zabawne sytuacje. 
Podsumowując, to dobra książka. Polecam. 
I mam nadzieję, że znajdę drugi tom. 
8 gwiazdek


czwartek, 23 sierpnia 2018

Kurtyna - ostatnia książka z Poirotem. Parę słów o ekranizacji i problem moralny pani Agathy.... Kara śmierci

Znalezione obrazy dla zapytania Kurtyna SuchetWitajcie.
Znalezione obrazy dla zapytania Kurtyna Poirot
Zdjęcie znalezione na allegro: https://archiwum.allegro.pl/oferta/kurtyna-agatha-christie-i7302966170.html
Znalezione obrazy dla zapytania Kurtyna Poirot 
Jak wiecie, Poirota uwielbiam. Czytanie tych książek to ciągła frajda. Nie ma się ich dość, żeby ile razy tego nie czytać. Filmy z Suchetem to też przyjemność, jakiej mało. Oglądałam je po kilka razy. Najpierw kilka lat temu przy czytaniu kolejnych tomów po angielsku, co dało mi przyjemność słuchania frazy angielskiej. Od 2 lat TVStopklatka powtarza te odcinki, a ja jak głupia oglądam je po kilka razy. I nie nudzą mi się one w ogóle. 
'Kurtynę' ITV wyemitowało w roku 2013, właśnie wtedy, gdy ja czytałam i słuchałam ich po kolei, książka po książce. 'Kurtynę' obejrzałam po miesiącu oczekiwania, bardzo ciekawa jak to zostało zrealizowane. 
Może wyjaśnijmy, że jest to ostatnia książka o Poirocie, ale nie ma w niej pani Adrianny Oliver, co wynikać powinno z chronologii książek, tylko Hastings, który zginał kilka powieści wcześniej, gdyż 'Kurtyna' powstała 'profilaktycznie' podczas wojny i zdeponowana w sejfie na wypadek śmierci Christie. 
Lubicie tę powieść? A film?
Pokażę Wam parę kadrów dla przypomnienia i sentymentu, bo wiele osób zna ten serial równie dokładnie jak ja albo i dokładniej:
Znalezione obrazy dla zapytania Kurtyna Suchet

Podobny obraz


Znalezione obrazy dla zapytania the curtain Suchet
Dylemat Poirota wypisany na twarzy.... Źródło: http://www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2506890/Poirot-finale-My-agony-Poirot-drew-breath-David-Suchet.html

Podobny obraz
Źródło: http://www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2506890/Poirot-finale-My-agony-Poirot-drew-breath-David-Suchet.html

Chciałam napisać osobny post na temat tego odcinka, gdyż w tym odcinku zawiera się istotny problem moralny: problem winy i kary zabójców. Już w 'Autobiografii' Christie wyraziła się jasno na temat swoich poglądów na temat kary śmierci. Pani Agatha w swoich książkach ciągle podkreślała, że popiera karę śmierci. A jednocześnie w kilku książkach kreuje sytuacje, w których ta kara jest problemem, bo albo nie ta osoba jest winna zabójstwa, albo zawiódł system sprawiedliwości albo powstały inne okoliczności. Ogólnie pani Agatha była zdania, że ten kto zabił, zabije znowu. Trudno jest z tymi poglądami dyskutować, popierać je albo podważać, gdy się siedzi tak jak ja teraz i nie wie nic na temat konkretnych sytuacji. I oby się nigdy nie dowiedzieć. 
Tutaj w 'Kurtynie' pani Christie dała kulminację problemu moralnego, albowiem winny za zbrodnie fizycznie nie działał, natomiast Poirot jest katolikiem, który jak wiadomo uważa zabójstwo za grzech, tak samo jak samobójstwo. Co ma zrobić Poirot? Czy wybrać sumienie czy odpowiedzialność za uratowanie potencjalnie uratowanych żywotów ludzi, których najprawdopodobniej winny zabójstw (znany tylko Poirotowi) pociągnie na tamten świat przez całe swoje długo zapowiadające się życie. 
Jak myślicie, czy Poirot postąpił zgodnie z wiarą? Bo że sprawiedliwie, to chyba nie podlega dyskusji?

O to chciałam Was prosić do dyskusji już od jakiegoś czasu, po kolejnym obejrzeniu 'Kurtyny', jeszcze w zimie. 
Proszę o opinie. 
Pozdrawiam,
Iza











środa, 22 sierpnia 2018

Marek Szymaniak 'Urobieni. Reportaże o pracy'

Okładka książki Urobieni. Reportaże o pracy  To bardzo dobrze napisany reportaż, nowość z końca czerwca 2018 roku w wydawnictwie Czarne. Sprawdziłam dane o autorze na LubimyCzytać: to jego pierwsza książka, zaś sam autor reprezentuje młodszą ode mnie dekadę, a sam jest dwukrotnym finalistą konkursu stypendialnego Fundacji „Herodot” im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz finalistą Nagrody „Newsweeka” im. Teresy Torańskiej. Bardzo dobrze zapowiadający się autor, moim zdaniem. Wie co chce napisać i ściśle dąży do obranego celu. 
Wyjaśnię Wam dlaczego w ogóle szukałam informacji o 'roczniku' autora. Bo żyliśmy w czasach przełomu i moje doświadczenia z czasów, gdy szukałam pracy po studiach (2003), to kompletnie inne doświadczenia niż pokolenie, które na przykład teraz wchodzi w dorosłość, a i kompletnie inne niż praca pokolenia moich rodziców, którzy pamiętali kwitnący peerel i jego cienie i blaski. 
No więc mamy reportaż pod tytułem 'Urobieni'. Czytam tu i tam, że reakcją na tę książkę jest szok i wstrząs. Pomyślałam, że sama się przekonam skąd te skrajne reakcje. Przecież większość z nas na Księżycu nie mieszka, etatową budżetówką wyższego szczebla też są nieliczni, no a bogatymi biznesmenami tez mało kto pewnie. Każdy więc pewnie z czytelników spotkał się z pracą źle opłacaną, z mobbingiem albo z tzw. sektorem prywatnym, gdzie 'jak się nie podoba, to fora ze dwora' - powie szef. I co jak pracownik mieszka w pipidówce, a ma rachunki do zapłacenia? Udaje te trzy małpki i pracuje. 
No więc skąd ten szok na ten reportaż? Po przeczytaniu do końca doszłam do wniosku, że zdumienie wynika z naczelnej tezy autora realizowanej w treści konsekwentnie, iż takie nadużycia i system taniej pracy w Polsce to efekt systemowy, to wynik wdrażania w Polsce po 1989 roku systemu neoliberalnego. To tłumaczy autor pod koniec. W wywiadzie na końcu książki jest też mowa o tym, że możliwy był inny wzorzec - skandynawski. Natomiast model neoliberalny polega na tzw. wolnej amerykance, że rację ma silniejszy. Tak to tłumaczy książka. Dalsza teza jest taka, że system ten nie do końca się sprawdza, bo krzywdzi słabszych, a preferuje silniejszych. Chodzi o to, że ludzie mają skłonność do zła i gdy mogą to oszukują i szukają najtańszych sposobów, żeby wzbogacić się na najtańszym kosztem. W ten sposób całe miliony Polaków latami harowały za 'psi grosz' i bez żadnego zabezpieczenia'. Te właśnie nadużycia pokazuje książka. Stąd ta reakcja szokowa. Bo nauczyliśmy się, że stratni są nieudacznicy, a jeśli ktoś włoży wysiłek w to co robi i to kim jest, to nie spotka go wyzysk przez pracodawcę. A co jak pracodawca nie daje dnia wolnego, gdy się pracuje na czarno albo z pogwałceniem wszelkich praw pracowniczych? No to ludzie wstydzili się do tego przyznawać już nawet nie tylko inspekcji pracy, ale nawet rodzinie czy znajomym. 
Przykłady wyselekcjonowane w książce pokazują, że praca tania albo praca bez urlopów albo praw pracowniczych dotyka różne grupy wiekowe i różne zawody. Zaczyna się od ochroniarzy-niepełnosprawnych. Znany przykład w całej Polsce. Ale już reportaż o niepłaceniu dziennikarzom? No to wywołuje niedowierzanie. I tak idzie dalej przez książkę. Okazuje się, że problemem jest brak inspekcji pracy, omijanie przepisów, trzymanie całych grup społecznych na pracach bez składek emerytalnych. Aż wreszcie wynikający z tych tekstów problem składek właśnie. Bo z jednej strony jeden z reportaży mówi o ogromnym obciążeniu miejsc pracy składkami dla pracodawcy, a z drugiej strony o zwolnieniach z tych składek całych firm. Z trzeciej strony jest budżetówka i cały sektor prywatny. Dwie kategorie.Tak to mówi reportaż. Czy ma słuszność? Trudno jest mi powiedzieć, bo trzeba by być ekonomistą. Nie wiem czy właściwy w Polsce byłby system amerykański czy skandynawski. Na pewno poruszyły mnie losy tej pierwszej kobiety, z wykształceniem wyższym, która zmuszona była do podjęcia pracy jako salowa. Potem jej stanowisko oddano firmie zewnętrznej, przez co nie dość, że zarabiała mało za dużo pracy, to w dodatku pozbawiono ją możliwości płatnych urlopów. Kobieta nie miała możliwości poddać się leczeniu guza i zmarła przed publikacją książki. 
Inny poruszający mnie przykład to losy tego pana stróża, który latami musiał spłacać kredyt hipoteczny za zmarłego w wypadku syna! A komornik był na tyle miły, że rozłożył mu raty na 15 lat. Bez pensji żony, przy stróżowaniu po 20 godzin dziennie pan jest w stanie zarobić tylko na raty. 
Szokiem jest przeczytać, że to co i nas w pracach spotykało jest systemowe, a nie zdarzeniem losowym, zbiegiem okoliczności albo wrednością pracodawcy. Że to wynik chorego systemu. 
Moje pokolenie szło w dorosłość w czasach trudniejszych dla pracy niż teraz. Mieliśmy w ogłoszeniach tylko oferty zbierania ulotek albo bycie akwizytorem. Dlatego z mojego pokolenia kto mógł wyjechał za granicę w 2003. Tak, to jest mój rocznik. Potem część z nas brała kredyty hipoteczne, a część miała to szczęście, że albo 'wżenili się' do kogoś z dachem nad głową, albo 'im się ułożyło'. W każdym razie jakoś tak czas zleciał, że teraz mój rocznik stoi przed równaniem matematycznym: ile lat składek jeszcze do emerytury. Mało kto o tym myśli, ale jest nad czym myśleć. 
Jest też istotna teza wspomniana w książce, iż nieprawdą jest, że w ustroju neoliberalnym wszyscy mają równe szanse. Że szanse zależą od wielu czynników, na które jednostka nie ma wpływu. To prawda namacalna, ale przez lata retoryka mówiła, iż to nieprawda, że chcieć to móc. 
Zakończę stwierdzeniem, że książka otwiera miejsce to pytań bardziej niż daje na nie odpowiedzi. Ale istotne jest, ze te pytania zadaje, że daje pole do dyskusji. I bardzo dobrze, bo to problem, który dotyczy nas wszystkich.
8 gwiazdek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czarne:


wtorek, 21 sierpnia 2018

Cristina Caboni 'Strażniczka miodu i pszczół' - obyczajówka w stylu śródziemnomorskim...

Zdjęcie własne. W roli strażniczki: kotka Myszka ;)
O pszczołach i miodzie ostatnio troszkę książek się ukazuje, prawda? Ale coś w ten mnie ciągnęło, bo w to lato chciałam poczytać jakieś uczciwie napisane obyczajówki, powieści o tematyce współczesnej. 
 'Strażniczka miodu i pszczół' ukazała się w wydawnictwie Muza 6 czerwca 2018 roku. 
Powiem Wam szczerze, że książka mnie zaskoczyła. Zazwyczaj przewiduję schemat książki obyczajowej po kilkunastu stronach, ale ta mnie zaskoczyła. Ale na plus, bo łamanie schematów to dobra sprawa w powieściach. Zaczęło się od przedstawienia głównej bohaterki. Kobieta z trudnym dzieciństwem,dźwigająca bagaż przeżyć jak ślimak muszlę, ale nastrój śródziemnomorski, czyli słońce, rozmowy itd. Już sobie pomyślałam, że to wolniejsza wersja niedawno czytanych 'Wszystkich kwiatów Alice Hart', albo coś o pojechaniu na prowincję, gdzie żyje się miło, a przystojni faceci i 'sensowni' wyłaniają się na zawołanie... (jak wiecie, to trochę utopia, bo mało jest takich, a agroturystyka nie każdemu wychodzi. trzeba mieć tzw. handlowy spryt). Ale czytam dalej, bo się zaciekawiłam co się stanie z Angeliką Senes i jaką tajemnicę ukrywa matka. Myślałam, że to powieść o przeżywaniu traum z dzieciństwa, jak ta wspomniana 'Alice Hart'. Ale nagle w książce pojawił się przełom! Aż się sama zdziwiłam i moje czytelnicze oczy otwarłam ze zdumienia, bo jednak mało jest takich nieprzewidywalnych obyczajówek.... W książce bowiem pojawił się .... przystojniak! I opowieść o tramach przechodzi w wątek miłosny z typowymi dla romansu dialogami romantycznymi. Pojawia się wakacyjna sceneria: morza szum, ptaków śpiew, cicha plaża pośród drzew.... O, nie, na plażę nie poszli, bo to przyzwoita książka. Raz wleźli z dziurę w skale, ale burza była z piorunami, a woda ściąga pioruny... Ale tylko wspominali... No i kolejny schemat fabularny pojawia się w powieści, taki trochę jak w Dynastii. Jest to problem walki o spadek, gdzie bogaci chcą zabrać ten raj na ziemi Angelice i knują różne podstępy. Ale i tutaj książka nie rozwija tego schematu, bo w tego typu powieściach intryga goni intrygę i nikt tam by nie myślał o pszczołach i miodzie. 


A miód jest ciągle głównym bohaterem tej książki. Jego istnienie w świecie zależy od tych małych istotek. Jeśli ludzie zurbanizują każdy dziki zakątek, jeśli będą uprawiać rośliny modyfikowane genetycznie, to zginą całe populacje pszczół. Autorka w zgrabnej fabule pokazuje alternatywę dla takiego bezmyślnego niszczenia skarbów ziemi. Pokazuje, że pszczoły, dziki las i pomysły na interes mogą się sprawdzić. Że ktoś musi chronić przyrodę, przeciwstawić się trendom. Zachować ogród i pasieki. W książce planowano wyciąć wszystko, aby stworzyć pola golfowe dla bogatych turystów. A mieszkańców wabi się do zgody na ten plan obietnicą miejsc pracy, Główna bohaterka przy pomocy przyjaciół i posiłkując się starymi zapiskami o miodzie i jego działaniu, ale i nowoczesnym metodom promocji próbuje zachować ten skarb - pszczoły. 
I o tym właśnie w sumie jest ta książka.  Ale i o Angelice, która dzięki temu, że pozostaje sobą, że się nie zmienia na siłę i wbrew swojej naturze, to próbuje ocalić świat wokół.
To dobra i niegłupia powieść kobieca, dzięki której zachowam dobre zdanie o powieściach śródziemnomorskich. Daję jej 6 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Muza:





sobota, 18 sierpnia 2018

Fiona Mitchell 'Pokój służącej' - przekleństwa bycia służącą....


'Pokój służącej' zaciekawił mnie już, gdy dostałam opis z wydawnictwa. Bo książka o filipińskich służących wydała mi się godna poświęcenia jej czasu. Temat to bowiem aktualny. Słyszeliście chyba tę wiadomość, która jakiś rok temu obiegła media o znalezieniu zwłok 28-letniej filipińskiej służącej, która pracowała dla bogatego małżeństwa w którymś z bogatych krajów Bliskiego Wschodu? Zresztą, ktokolwiek pracował kiedyś jako opiekunka albo niania wie jak to jest być u kogoś w domu pracownikiem. Nic przyjemnego. 
Na temat filipińskiej niani oglądałam też świetny japoński film pt. 'Ilo, Ilo', który Wam polecam. 
Książkę czyta się jednym tchem. Jest bardzo ciekawa, trzyma w napięciu, zaskakuje, ale i śmieszy. To bardzo dobra powieść. Występują tu postacie pozytywne, negatywne i zagubione. Ich wzajemne relacje sprawiają, że akcja idzie do przodu. Spaja wszystko motyw blogów i Instagrama, wprowadzając do książki element współczesny, znany nam, użytkownikom Internetu. 
W bogatych domach wyższej klasy Singapuru pracują dwie siostry: Tala i Dolly. Tala na służbie spędziła wiele lat i jest 'starą wyjadaczką'. Dolly jest tu krócej i czasami daje się złapać w pułapkę służby, przez co popada w tarapaty. Relacje pomiędzy służbą a pracodawczyniami i pracodawcami są ustalone i stałe, ale pojawia się w tych domach Jules, którą drażni układ pan-poddany. Dla niej te kobiety są godnymi zauważenia pracownicami. Świat tych domów poznajemy z punktu widzenia Tali, Dolly i Jules. Pojawiają się problemy, których samodzielnie nie da się rozwiązać. Wątek bloga służy do ujawniania problemów służby, ale i do pokazania punktów widzenia. Na końcu książki blog staje się odskocznią i ratunkiem. 
Pracownice z Filipin długie lata spędzają nie widząc swoich dzieci, dlatego że w swoim kraju nie są w stanie zapewnić im warunków do życia. Dziecko Dolly z pieniędzy matki może chodzić do szkoły i nie być głodne. Tala ma dwóch synów, z których to musi wybrać jednego, któremu może zapewnić studia. Nawet poród w szpitalu jest płatny i Dolly musi się zastanowić, kiedy ma już jechać do szpitala, a kiedy jeszcze próbować rodzić w domu. Przecież na szali stoją oszczędności życia i życie samo w sobie. Życie w wioskach kobiet jest trudne, ale i życie w Singapurze jest równie trudne. Mieszkanie w ciasnych klitkach, codzienne upokorzenia, ale i rodzące się latami przywiązanie do opiekowanych dzieci i często z dnia na dzień pozbawianie ich kontaktu z nimi, gdy tylko właścicielom coś zacznie w pracownicach przeszkadzać. Bohaterki spotyka głód, molestowanie, zmuszanie do aborcji i inne nadużycia.
 Wszystko to autorka opisuje na podstawie tego, co zauważyła podczas pobytu w Singapurze. Książka jest próbą pokazania problemów tych kobiet. Jak sama napisała w słowie od siebie na końcu książki, za cel postawiła sobie dać tym kobietom nadzieję na dobre zakończenie, które w realu zdarza się rzadko, ale jest potrzebne. Nie będzie więc spojlerem chyba, gdy napiszę, że autorce udało się zgrabnie i wprawnie stworzyć powieść z happy endem. 
To powieść z gatunku obyczajówek, ale tych najciekawszych i tych pisanych przez życie. Temat służby we współczesnym świecie nie jest jeszcze wyeksploatowany. Przynajmniej ja spotykam się z tym tematem po raz pierwszy w książce.I ją gorąco polecam. 
9 gwiazdek
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:






piątek, 17 sierpnia 2018

Aret'cie Franklin - poświęcam ten post

Dziś miało być o 'Pokoju służącej', ale poranny przegląd wieści ze świata skłonił mnie do zmiany decyzji w tym temacie. Dziś świat obiegła wieść, że zmarła Królowa soulu Aretha Franklin. Już kilka dni temu pisano o jej gorszym samopoczuciu. W każdym razie to artystka, która zasługuje na wspomnienia i choć krótką wzmiankę. Mnie ta jej muzyka zawsze przyprawia o ciary. Jest niezwykła. O niej i całym środowisku soulu dowiedziałam się sporo z biografii, którą mam na półce:
Okładka książki Respect. Życie Arethy Franklin

 Oto link do mojej recenzji:

Zacytuję fragment tego, co napisałam:
Książka 'Respect. Życie Arethy Franklin' jest biografią obszerną, szczegółową i taką, która opisuje zarówno życie artystki, jak i jej twórczość, z uwzględnieniem albumów, piosenek, słynnych występów i chwil gorszych w karierze.  Ritz ustosunkował się też do autobiografii Arethy Franklin z roku 1999 'From the Roots', w której gwiazda łagodzi swoje życie, nie wspomina o trudnościach i ciemnych stronach swojego życia.  Ritz konfrontuje to z 'zeznaniami' świadków, rodziny, współpracowników, i pokazuje prawdziwą osobowość Królowej Soulu, piosenkarki o największym głosie świata, najbardziej emocjonalnym (no może poza Marią Callas, ale nie  jestem muzykologiem, tylko zwykłym odbiorcą muzyki...) .

Zostawię Was z jej muzyką. Wybrałam piosenkę 'I dreamed a dream':

 Oto fragment tej pieśni, gdy się je czyta, bardzo adekwatne do życia tej artystki.....:

There was a time when men were kind
When their voices were soft
And their words inviting
There was a time when love was blind
And the world was a song
And the song was exciting
There was a time
Then it all went wrong
I dreamed a dream in time gone by
When hope was high
And life worth living
I dreamed that love would never die
I dreamed that God would be forgiving
Then I was young and unafraid
And dreams were made and used and wasted
There was no ransom to be paid
No song unsung, no wine untasted
But the tigers come at night
With their voices soft as thunder
As they tear your hope apart
And they turn your dream to shame
He slept a summer by my side
He filled my days with endless wonder
He took my childhood in his stride
But he
And still I dream he'll come to me
That we will live the years together
But there are dreams that cannot be
And there are storms we cannot weather
I had a dream my life would be
So different from this hell I'm living
So different now from what it seemed
Now life has killed the dream I dreamed.
...................

 Aretha Franklin i jej niezwykła muzyka zostaną z nami na zawsze. Jej życie było piosenką, tylko że czasami smutną. Jak cała ona. .. 
Iza



środa, 15 sierpnia 2018

Stefan Hertmans 'Nawrócona' - korzenie Europy?

Dzień dobry,
Dziś przychodzę z recenzją albo raczej omówieniem nowej książki świetnego pisarza niderlandzkiego, po którego książkach zawsze wiele sobie obiecuję. Mam dwóch takich w ostatnich latach: jego, Hertmansa, i Richarda Flanagana. Gdyby mnie los znów rzucił w naukę, to doktorat pisałabym właśnie o jednym z nich. 
Ale na razie mnie nie rzucił, więc pozanudzam Was. 
Stefan Hertmans, źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Stefan_Hertmans
 Anglojęzyczna Wikipedia, która zawsze podaje więcej niż nasza, polska, informuje, że Hertmans napisał 6 powieści, 2 zbiory opowiadań, 12 tomów poezji i 6 książek eseistycznych. Po polsku ukazały się trzy. 'Nawrócona', oryginalnie 'De bekeerlinge', ukazała się w Amsterdamie w 2016 roku. Autor pisał ją przez 22 lata! Ale wyszło w rezultacie wspaniałe dzieło.Inne jego książki wydane w Polsce już recenzowałam na tych oto moich skromnych łamach i najmniej spodobała mi się poprzednia powieść 'Głośniej niż śnieg'. Natomiast 'Wojna i terpentyna' oraz 'Nawrócona' stanowią, moim zdaniem, elementy wielkiej myśli autora o korzeniach Europy:
Powieści Hertmansa na mojej półce....
Książka ukazała się 13 czerwca 2018 roku w wydawnictwie Marginesy. Bardzo się z tego cieszę. 
Tytuł 'Nawrócona' jest trochę przewrotny, gdyż sugeruje nawróconą na chrześcijaństwo, bo zazwyczaj taki był kierunek nawróceń w dawnej Europie, a o postaci ze średniowiecznej Europy jest ta książka. Nasza bohaterka nawraca się nie na ale z chrześcijaństwa na judaizm. To córka bogatego rodu niderlandzkiego, która zakochała się w Dawidzie, żydowskim młodzieńcu, synu rabina. Jest to czas przed pierwszą wyprawą krzyżową, gdy krzyżowcy i wojny nie zburzyły kruchego pokoju na Bliskim Wschodzie. Dzieje Vigdis-Chamutal dają okazję narracji na pokazanie rozległej panoramy ówczesnej Europy oraz Aleksandrii.To dzieje wielkiej namiętności, tragedii i okoliczności, które się nie ziściły, które sprawiły, żer ta tak dobrze urodzona dziewczyna, tak źle skończyła. 
Na poziomie tego wątku fabularnego jest to pasjonująca historia. Wielka miłość, wędrówka, tęsknota, nieszczęścia i smutki, ale i możliwość poprawy trzymały mnie w ciągłym napięciu. Ale nie na darmo Hertmans pisał tę książkę przez 22 lata! Poza tym wątkiem fabularnym książkę tworzy kilka warstw. Ponad fabułę wybija się rama narracyjna, czyli postać autora, który w XX wieku podąża śladami Chamutal i szuka jej wśród nowoczesności, ale i próbuje patrzeć na Europę jej średniowiecznymi oczami:
'Świat wiruje, ale gdy się na chwilę wstrzyma oddech, stoi w miejscu' - tak kończy Hertmans swoją książkę. Słowa te pokazują, iż według autora nic nie przemija, w przeszłości jest już teraźniejszości odwrotnie. Historia to ciągłość, a nie zlepek niezależnych wydarzeń. A więc co o teraźniejszej Europie mówi 'Nawrócona'? Znakomicie literacko napisane zostały te fragmenty, w których narrator- Hertmans patrzy na pola z hipermarketami i autostradami i stopniowo zaczyna widzieć tam średniowieczne pustkowia, które widziała Chamutal... Znakomite całostki literackie!
Według mnie to, że korzenie europejskości to głęboka tożsamość religijna. Europejczykami średniowiecza byli oboje bohaterowie książki: Chamutal i Dawid. Ona - chrześcijanka, on - żyd. Oba światy były trudne do pogodzenia, ale dały się pogodzić i stworzyły całkiem dobrze funkcjonującą rodzinę, gdyby nie obłędne ideologie, interesy papiestwa oraz marnych ludzi, którzy ruszyli na wyprawę krzyżową, pustosząc i grabiąc Europę, wszczynając pogromy żydowskie, jeden z nich opisany na stronie 197. Narrator współczesny, Hertmans, wie więcej niż narrator z części średniowiecznej i mówi o tym, iż to pomysłodawca pierwszej krucjaty, Urban II, wyszukał w odmętach pism pojęcie 'świętej wojny', którą teraz przypisuje się islamowi. W każdym razie o Europie i na Europie powieść się kończy, więc i przemarsz tej 'świętej wojny' przez Europę pokazuje powieść. Gwałty, spalenia, rabunki, ludzie najgorszego pokroju albo co, którym nie zależy, którym wystarczy złe, krzykliwe hasło, żeby puścić z ogniem wioskę, synagogę, społeczność. Bez różnicy. To oni niszczą poukładane i szczęśliwe życie Chamutal i jej męża oraz trójki ich dzieci w małej wiosce. Chamutal, ta średniowieczna Niobe rusza w podróż, żeby odszukać swoje dzieci, które zabrała lawa krucjaty. No ostatniej strony czekałam na happy end. 
Ważną częścią tej książki jest panorama średniowiecza. Barwnie odmalowuje ją autor, pokazując ogromne dychotomie, wielkie różnice w poziomie życia różnych stanów, ale i zalety różnych środowisk. Przecież dom dzieciństwa Vigdis jest przepełniony miłością i szczęściem. Tak jak i małe, ale zjednoczone środowiska żydowskie. Dopiero szaleństwo krucjaty niszczy ten spokój. Szaleństwo na górze najbardziej niszczy życie zwykłych ludzi. Czy gdyby nie decyzja Urbana II, to Chamutal umarłaby tak jak umarła? Czy może doczekałaby się wnuków?
Dlaczego uważam, że 'Nawrócona' stanowi rozwinięcie myśli z 'Wojny i terpentyny', skoro 'Wojna i terpentyna' to powieść o I wojnie światowej, a 'Nawrócona' - o średniowieczu. Tak jak wspomniałam już, moim zdaniem Hertmans szuka korzeni tożsamości Europejczyka. I może ciężko jest temu zachodnioeuropejskiemu Europejczykowi to zauważyć, ale jest nią religia i kultura. Tak jak w 'Wojnie i terpentynie' dziadek autora chodzi do kościoła, to w 'Nawróconej' religia rusza cale narody do wojny, obala korony i niszczy połacie ziemi, jest destrukcyjna i fundamentalistyczna, ale i tworzy tożsamość. Vigdis jest sobą bo jest chrześcijanką, gdy traci tę tożsamość, to automatycznie na rzecz innej, mężowskiej. Nie tak jak teraz w miejsce religii przychodzi pustka. Autor nie ocenia postaw, ale pokazuje autentycznie wspomnianą w znalezionych średniowiecznych dokumentach postać prozelitki. 
Inną róznicą pomiędzy średniowieczem w powieści a współczesnością jest większa kiedyś rola społeczności. W zasadzie jednostka nie istniała. Jedynie w grupie dało się przeżyć. 
Wszystko to jest w tej znakomitej powieści, a przede wszystkim bardzo wzruszająca historia wielkiej miłości, która buduje i niszczy. Znakomita książka!
10 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy:








wtorek, 14 sierpnia 2018

Paczuszka z poezją

Cześć,
W zeszłym tygodniu koleżanka z LubimyCzytać wysłała mi paczkę. Oto co zawierała:
Oto one w przybliżeniu:

Bardzo się cieszę z tych książek. A było to tak, że na LubimyCzytać trwała dyskusja o sprzedaży książek do pewnej firmy. No i tak się zaczęła dyskusja. Moja znajoma wyraziła się, że biblioteki nie przyjmują starych książek. Ja stwierdziłam, że w sumie szukam poezji, między innymi, no i mi przysłała. Jak Wam się podobają? Bo mi bardzo.Najbardziej zdziwiony był listonosz, który zawsze pyta co to przyszło. Od 3 lat dostaję tylko książki, a on zawsze próbuje zgadywać.....

Ja jestem z nich bardzo zadowolona. 
Pozdrawiam,
Iza Łęcka-Wokulska




poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Holly Ringland 'Wszystkie kwiaty Alice Hart' - życie przebijające się przez ciernie.....

Piękna, mocna, ciekawa, niebanalna i wstrząsająca książka. Czytałam przez kilka upalnych, letnich, leniwych dni i ta lektura usatysfakcjonowała moje dwa bieguny czytelnicze, bo z jednej strony była kobiecą powieścią, a z drugiej - miała niebanalną formę. 
Okładka jest prześliczna. Poszukałam w tytule angielskim 'The Last Flowers of Alice Hart' i wyszło mi to:
Znalezione obrazy dla zapytania The last flowers of Alice Hart
Źródło: https://www.harpercollins.com.au/9781460754337/
Okładka jest tak ładna, że sfotografowałam ją wśród kwiatów jeszcze kilka razy:

I mogłabym tak jeszcze....

To opowieść o dziewczynce, a potem kobiecie, która weszła w życie z balastem rodzinnym. Jako dziecko żyła i dorastała w rodzinie przemocowej. Potem przeżyła traumę, a potem trafiła do dziwnego, ale już przyjaznego domu pełnego kwiatów swojej babki i jej podopiecznych. Pokazanie jej wychodzenia z traumy, jej dorastania i wyborów życiowych jest tematem tej książki. Można się domyślić, że dziecko bijącego ojca trafi w końcu na podobnego partnera. Zagadka polegała na tym, czy uda jej się z tego wyzwolić i być wolna i szczęśliwą.
Wszystko zostało napisane niebanalnie, z talentem. Miałam wrażenie, że autorka pisze w stylu pisarek, które lubię, a więc Sue Monk Kidd i Fannie Flagg. To dobry debiut obyczajowy, w dobrym stylu. Na ogół tzw. obyczajówki kobiece kojarzą się z kiczem i schematem fabularnym powielanym w wielu książkach. Tutaj autorka jest inna, oryginalna i zdecydowanie przykuwająca czytelnika. 
Te motywy kwiatowe wprowadzają piękno do opowieści, ale i sprawiają, że ludzkie dramaty stają się częścią wszechświata. Dają odskocznię czytelnikowi od tych problemów w książce. Również bohaterki odnajdują w kwiatach ukojenie od smutków, rozczarowań i samotności.A poza tym, te kwiaty są fajne. 
Miałam wrażenie, że świat powieści podzielony został na część żeńską i męską. Żeńska jest oswojona. Wiemy co się po niej spodziewać. To matka, pełna miłości pomimo cierpienia i przemocy, to babka i Kwiaty, to bibliotekarka, wrażliwa na krzywdę dziecka. Natomiast mężczyzn w książce jest mało, a ci, którzy są, zostali przefiltrowani przez perspektywę Alice, córki przemocowego ojca, który więził matkę i był obsesyjnie zazdrosny. Czytałam kolejne strony w oczekiwaniu czy TAK obciążone dziecko zdoła komukolwiek zaufać? Pokochać? I czy jej nikt nie skrzywdzi?Jej relacje z mężczyznami są typowe dla takich osób, czyli pełne nietrafionych wyborów. Owszem, są mili mężczyźni, ale jakoś tak się składa, że to Ci gorsi przybliżają się do niej... Zakończenie jest ciekawe i zaskakujące. 
Chyba nie mam nic więcej do dodania, poza tym, że była to naprawdę ciekawa książka, która pochłonęła mnie do głębi!
8 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy:

sobota, 11 sierpnia 2018

Jeanette Kalyta 'Położna. 3550 cudów narodzin' - biografia kobiety, która kocha to co robi

Z wielką chęcią przeczytałam tę książkę, a niejednokrotnie ze wzruszeniem. To piękna książka, jedna z piękniejszych biografii, jakie czytałam. Od dawna chciałam przeczytać tę książkę, bo w tytule było o porodach i o tym, że to autobiografia położnej, a położna to ważna postać w życiu. Jak sama powiedziała w książce, jest tą, która jako pierwsza dotyka dziecka. Nie wiem czy Wy, ale ja znam nazwisko położnej, która mnie 'przyjmowała'. Akuszerka - tak chyba kiedyś je nazywano. Myślę, że to jeden z najbardziej szanowanych zawodów świata. 
Pewnie pod tym postem 'uruchomi się' Wieża, ale chciałam ją zapewnić, że żaden z jej chorych domysłów nie jest prawdą. I koniec tematu. 
No więc książkę czytałam ze wzruszeniem, bo te opisy przyjścia na świat, rodzin, które starają się o dziecko, były wzruszające. To jeden z elementów tej książki. 
Drugi to opowieść o tym, jak czuje się człowiek, który dobrze wybrał zawód. Dobrze, czyli zgodnie z zainteresowaniami i typem osobowości. No bo ja w połowie studiów miałam poczucie, że to nie zawód dla mnie, ale 'jak zaczęłam, to chciałam skończyć'. Powinnam była robić to, co lubię, bo człowiek nie zmieni swojej natury. 
Wróćmy do książki. Autorka opowiada o swojej drodze zawodowej, często pełnej trudności i nawet mobbingu,ale wykonywanej z sercem. Stąd sukces, bo trzeba robić to, do czego ma się talent. Zazdroszczę Jej tego....
Trzeci, ciekawy aspekt książki to opowieść o polskich szpitalach kiedyś i dziś. O przeprawach i walce o godność, o chorobach systemu. Bardzo ciekawy temat. 
Za to wszystko w ogóle i szczególe książce daję 10 gwiazdek.





piątek, 10 sierpnia 2018

Anna Sakowicz 'Żółta tabletka plus' - z humorem o tym co nas otacza....

Autorki 'kobiece' w Polsce wielu czytelnikom kojarzą się z książkami realizującymi jeden z dwóch schematów fabularnych. Pierwszy to wyprowadzka na prowincję, a drugi to problemy miłosne. Czy można o zwykłym życiu współczesnej kobiety napisać książkę jednocześnie niebanalną i lekką w formie, żeby nie była smętnym arcydziełem, tylko miłą lekturą? Pani Sakowicz napisała zbiór opowiadań. Wydano je rok temu, w 2017, ale ja rok się do nich przymierzałam. No bo nie mam czasu. Teraz szukałam jakiejś  lekkiej odskoczni od żaru lata. 
No i książka mnie nie zawiodła. To miłe opowiadania, trochę z humorem, trochę z ironią, ale lekkie w czytaniu i niegłupie. 
Bohaterami są kobiety, które martwią się, że mąż je zdradza, albo kobiety, które jadą przez Polskę i spotykają gadającego lisa czy pisarz na głodzie książkowym lub napity tatuś, który w ostatniej chwili przypomniał sobie o urodzinach córki itd. itp. 
Miejsca i postacie opowiadanek są różne, ale łączy je podejście do problemów, trochę z dystansem, trochę z humorem.  Postacie te nie są idealne, bo mają problemy z nadwagą, problemy małżeńskie albo osobiste, ale sprawdza się stara dobra technika, że najlepszym lekarstwem jest śmiech. 
Nie będę streszczać tych opowiadań, bonie o to chodzi. Napiszę tylko, że to miła lektura, że faktycznie odpręża. 
6 gwiazdek

czwartek, 9 sierpnia 2018

Michaił Bułhakow 'Fatalne jaja. Diaboliada' - fraza czechowowska, wyobraźnia już sorokinowska - czyli znakomita książka. Rosjanie są najlepszymi pisarzami....


Михаил Булгаков. Рукописи не горят...
Michaił Bułhakow. Źródło: http://yablor.ru/blogs/mihail-bulgakov-rukopisi-ne-goryat/2447912


Bułhakow to oczywiście autor 'Mistrza i Małgorzaty'. Moja lektura z 7 klasy, a książka to nagroda za dobre wyniki w nauce. Nie chwaląc się, ale byłam wtedy jedyną osobą w szkole, która nagrodę dostała. Ot, stare dzieje, ale książkę posiadałam na własność, więc mogłam się nią cieszyć wielokrotnie. I nieprawdą jest, że lektury odstraszają do książki. Jak coś jest dobre, to jest. Chyba, że czytający do tego nie dojrzeli, ale to już inna kwestia. 
Wiedziałam, że Bułhakow (pisząc to akcentuję nazwisko z rosyjska, na ostatnią sylabę, bo ja - Proszę ja Was- jeszcze miałam obowiązkowy rosyjski) napisał 'Fatalne jajca' (te 'jajca' są w oryginalnym tytule i po prostu musiałam o tym wspomnieć), ale jakoś nie zamierzałam czytać tej książki, bo Bułhakow zbyt silnie wydawał mi się autorem jednej książki, ale gdy w to lato MG postanowiło wydać 'Fatalne jaja' i 'Diaboliadę' to z radością się zdecydowałam na tę książkę. 'Fatalne jaja' pochodzą z roku 1925, a 'Diaboliada' z 1924. MG odwrócili tę kolejność i słusznie, bo pierwsze jest w tym wydaniu opowiadanie lepsze i dłuższe. 

 Fraza czechowowska, wyobraźnia już sorokinowska - czyli znakomita książka. 

Rosjanie są najlepszymi pisarzami....

Tak zatytułowałam ten post. Skąd mi się ta fraza wzięła? No bo MG na to lato Anno Domini 2018 wydało też opowiadania Czechowa, które niedawno recenzowałam. I 'Fatalne jaja' zaczynają się w stylu Czechowa właśnie. Jest od razu wejście w fabułę. Pokazanie głównego bohatera, jego problem. Język niby prosty, ale misterny. A skąd Sorokin? No to też jest jasne. Ta cała historia jaj, anakond i innych płazów, zmutowanych wielkich kur, jakiegoś oblężenia 'Wszechrasiji' dziwnie skojarzyła się mi się z książkami Władimira Sorokina, tymi jego groteskowymi fantazjami o Rosji, które w zadziwiająco trafny sposób pokazują ten kraj. Ale Sorokin żyje sto lat po Czechowie! Jakąż więc wyobraźnię i talent musiał mieć Bułhakow! A przecież skoro opowiadanie pochodzi z 1925 roku, to troszkę jednak autor musiał przeczuwać niż wiedzieć. Było to przecież przed zagarnięciem wszystkiego przez Stalina, mógł się łudzić.... Montefiore pisał, że Stalin książki Bułhakowa lubił i czytał..... Cóż. W dokumencie o Mao też mówili, że tamten miał ogromną bibliotekę. 
Natomiast opowiadanie 'Diaboliada' jest mniej spektakularne, ale równie celne. Pokazuje absurdy biurokracji. To taki trochę 'Proces' Kafki. W ogóle to jestem tymi opowiadaniami zachwycona. Cieszę się, że mogę połączyć recenzowanie nowości wydawniczych z obcowaniem z dobra literaturą.... To nie zawsze jest do połączenia, a ja lubię co jakiś czas przeżyć ten dreszcz emocji intelektualnych, gdy wchłaniam dobrą literaturę.....
 10 gwiazdek bezwarunkowo...
Za książkę do recenzji dziękuję MG:









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars

Ja na Instagramie

Zapraszam na moją stronę na facebooku:

Moje logo

Moje logo

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: